Byle biegle

(2)
Bywa, że uzasadnienia sądowych wyroków są żywcem przepisane z opinii biegłych psychologów. Dotyczy to zwłaszcza spraw dzieci.
  • 2010-01-19 09:46 | tepisarek

    Władza psychologów?

    Coraz więcej faktów wskazuje na rosnącą władzę psychologów w tzw. zarządzaniu zasobami ludzkimi (pfuj, co za określenie!). Z lenistwa, niewiedzy,z chęci unikania odpowiedzialności zarządzający w/w zasobami coraz częściej opierają decyzje o opinię psychologa.Nie będąc zawodowym psychologiem, tylko pedagogiem,przez trzy lata jako wolontariusz w szpitalu przyglądałam się pracy sześciu kolejno psychologów. Jedna osoba naprawdę chciała pomagać ludziom;jedna pasjonowała się naukowym badaniem ich zachowań; dwie odwalały swoją robotę i gnały do następnej pracy;jedna upajała się opowieściami o władzy nad pacjentem, jaką może dawać praca psychologa - i ta była naprawdę niebezpieczna, bo oprócz żądzy władzy i silnego charakteru nie miała ani wrażliwości, ani żadnej kultury.Szósta rzadko się pokazywała.
    Wniosek: czy kandydaci na psychologów nie powinni przechodzić przed studiami jakichś badań charakteru i możliwości umysłowych? Wiem, że takie badania prowadzą niektóre uczelnie brytyjskie.U nas połowa studentów psychologii to panienki, które nie wiedziały, jakie studia wybrać, żeby się zanadto nie narobić i te poza wyuczeniem się fachowych określeń dla powszechnie znanych zjawisk nie umieją nic poza przyklejaniem ludziom etykietek i niewiele je interesuje.
  • 2010-01-20 13:07 | Jez

    Re:Byle biegle - brak odpowiedzialności

    Prawdę powiedziawszy największym skandalem w sądownictwie rodzinnym była dla mnie sprawa Suralowej dla przypomnienia - chłopiec utopiony przez konkubenta matki w Wiśle. Sprawa została celowo rozdmuchana i wykorzystana politycznie a potem okazało się że dowody wobec matki podejrzewanej o inspiracje są żadne!!!! Coś koszmarnego!!! Czytałem opinie biegłych psychologów nt. matki - wniosek nie powinna się zajmować dzieckiem!!!! Ale to już po wszystkim było!!!! I co tak naprawdę koszmar czai się za tym wszystkim, w cieniu za plecami . . . . Otóż z tego co czytałem (a były to informacje mało medialne i nie nagłaśniane stąd nie mam 100% pewności że tak było naprawdę - przy okazji proszę o ew. potwierdzenie lub sprostowanie bo przy takim wykorzystywaniu politycznym sprawy wszystko jest możliwe) matka oddała chłopca ojcu i nie chciała się nim zajmować. Chłopiec był wychowywany przez dziadków na wsi gdzie zdaje się miał szczęśliwe dzieciństwo, do czasu gdy matce matki nie zrobiło się wstyd, że córka zostawiła dziecko. Wymogła na córce założenie sprawy o opiekę i jak to u nas normalne wygrała w cuglach bo przecież nie może być inaczej. O tym co było potem wszyscy słyszeli konkubenci i zawadzające dziecko którego ubezpieczenie mogło być motywem i psychologowie mówiący o zbiegu fatalnych okoliczności i podłych charakterów podejrzanych. Jak do tego doszło, że dziecko zostało odebrane ojcu? Kto w sądzie rodzinnym zawinił? Kiedy doczekamy się rozliczenia pań sędzin których działalność jest przyczyną setek i tysięcy mniej spektakularnych tragedii? Kiedy oczyścimy i zaczniemy leczyć tę ropiejącą ranę?
    Bezkarność i stronniczość sądów rodzinnych to nasza hańba. Prawdę powiedziawszy to milczenie z jakim tę sprawę traktują wszystkie bardzo wpływowe środowiska feministyczne - mające przecież równouprawnienie na swoich sztandarach jest znamienne i dobitnie świadczy, że środowiska te tak naprawdę po prostu robią politykę i starają się zbić na tych hasłach polityczny kapitał mając je jednocześnie gdzieś.