Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

(31)
Parytety nie pomogły mi w boksowaniu – powiedziała posłanka Platformy Obywatelskiej Iwona Guzowska. I choć w debacie o parytetach i obywatelskim projekcie ustawy proponującej oddanie 50 proc. miejsc na listach wyborczych kobietom wypowiedziano wiele głupstw, pani posłanka powiedziała być może głupstwo największe.
  • 2010-02-18 21:18 | tkw

    Kopernik była kobietą

    1.
    Niech nikt się nie łudzi, że wojujące "parytetki" poprzestaną na miejscach na listach wyborczych. Jak to nie pomoże i w Sejmie mimo tego wsparcia nie będzie 50% kobiet, to zażądają tej puli 50% bezpośrednio w sejmie, celem są miejsca w sejmie a nie na listach wyborczych.

    2.
    Jak to zostanie wprowadzone, to po wielu latach wróci do Polski pojęcie "dobre urodzenie" (kobiety) i "złe urodzenie" (mężczyźni). Wszystkie inne istniejące progi, kryteria, wymagania itd. nie eliminują nikogo z góry. Próg wykształcenia może osiągnąć każdy, ma szanse. Także progi wieku, majątku itd. Przekroczenie każdego progu zależy od samego człowieka, musi się tylko postarać – prócz płci. To będzie pierwszy próg, gdzie żadne starania nie pomogą mężczyźnie.

    3.
    Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć – to będzie uprzywilejowanie kobiet i automatycznie dyskryminacja mężczyzn. Zawsze jak ktoś zyskuje to ktoś inny traci.

    4.
    Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć – to będzie groźny wyłom w fundamentalnych zasadach demokracji. Demokracja jako jeden ze swoich fundamentów ma WSZYSCY RODZIMY SIĘ JAKO LUDZIE RÓWNI, MAMY PRAWO DO ŻYCIA, WOLNOŚCI I DĄŻENIA DO SZCZĘŚCIA. Równi już nie, będą „równi i równiejsze”. Od tej pory będzie można zakwestionować KAŻDĄ zasadę demokracji, która obecnie wydaje się „niewzruszalna” – dlaczego nie ?

    5.
    To wszystko obróci się z czasem przeciw samym kobietom. Praw społecznych nie da się oszukać – jeśli ktoś dostaje coś „z przydziału”, to nie musi się starać. I się degeneruje. Przykładów można szukać w USA – Indianie, Murzyni.


    A Kopernik była kobietą.
  • 2010-02-19 00:36 | Green One

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Ten parytet to jedna wielka bzdura, jak wybieram polityka to jest on dla mnie bezpłciowy ( może być mężczyzną, kobietą, a nawet obojniakiem) to nie jest ważne. Ważne jest to jak sprawdza się jako polityk, czy działa efektywnie, rozważnie, czy podejmuje słuszne decyzje. A w definicji dobrego polityka leży także zdolność do empatii, czyli wczuwania się w sytuację innych grup społecznych (dobry polityk załóżmy mężczyzna powinien mieć świadomość jakie problem mają kobiety jako grupa społeczna).
    Niech nawet rządzą same kobiety, niech nie będzie, żadnego mężczyzny w sejmie! Jeśli będą rządzić lepiej od obecnej ekipy(złożonej w przeważającej części z mężczyzn) i będą brały pod uwagę problemy wszystkich grup społecznych(także mężczyzn) to jak dla mnie nie ma żadnego problemu.

    Parytet to komuna(bo jak inaczej nazwać jawne, bezpodstawne uprzywilejowane pewnej grupy społecznej), doprowadzi do spadku "efektywności" polityków.

    Gdybym był złośliwy to rzuciłbym hasło, żeby wprowadzić parytet w szkolnictwie wyższym, bo kobiet jest tam więcej i zajmują miejsca mężczyznom.

  • 2010-02-19 05:04 | jacuś

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Czy w dalszej przyszłości są planowane parytety dla mańkutów, brunetów i miłośników piwa?
  • 2010-02-19 07:29 | the mentor

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Parytet jest nonsensem. W demokratycznym kraju (czym Polska ne jest) nie powinno byc zadnych parytetow.

    Potrzebne sa natomiast bezposrednie wybory do Sejmu. Dosc z dyktatura partyjnych dyktatorow, wzorujacych sie na kultach jednoski ze stalimizmu i hitlerizmu. Wyborcy powinni decydowac kto siedzi w Sejmie i kto ich reprezentuje.
  • 2010-02-19 08:30 | psr18gh

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Moja żona trzyma stronę pani Radziszewskiej a ja jestem w tej sprawie za panię Jarugą - Nowacką. Niemniej jednak mój punkt widzenia jest zupełnie inny od motywacji grupy osób popierających parytety dla kobiet.
    Zgadzam się z panem Żelichowskim że polityka jest brudna, chamska itd., ale nie zgadzam się, że dlatego kobiety należy oszczędzać. To nieuczciwe ! To tylko mężczyźni mają robić tą brudną robotę a kobiety będą tylko spijać owoce ich pracy ? Nie. Nasze płcie (?! - dziwne że tak jest poprawnie) powinny po równo partycypować w tej robocie, która faktycznie jest brudna, stresująca i która działa jak narkotyk po którym potem potrzebne jest leczenie odwykowe. Popatrzcie na polityków którzy siedzą w tym bagnie dłużej niż 15 lat. Toż to przecież wraki!, avatary! Nic im nie zostało z dawnej ludzkiej świeżości. Dlaczego tylko mężczyźni mają ulegać takim nieludzkim przemianom?
  • 2010-02-19 09:49 | Artur

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Moja żona uważa, że ta ustawa, podobnie jak Dzień Kobiet, uwłacza jej godności i daje świadectwo poniżania Pań. A ja przychylam się do tego stanowiska mojej żony.
  • 2010-02-19 09:53 | Sybirak

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Ale będzie checa, jak partie nie znajdą tyle chętnych bab, ile wypadałoby z parytetów?
  • 2010-02-19 10:20 | the mentor

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Ja wolalbym widziec demokratyczne wybory o przywodztwo partyjne w partiach politycznych pod nadzorem niezaleznych obserwatorow europejskich.

    W Polsce nie bedzie demokracji dopoki; 1) beda istnialy stalinowskie dyktatury w partiach politycznych i 2) nie bedzie bezposrednich wyborow do Sejmu.

    W Polsce posel jest szmatlawcem. Nominowany przez szefa parti, nie reprezentuje nikogo poza wola swego dyktatora. Posel nie ma prawa myslec ani glosowac ze swoja wlasna wola. To haniebny status poniewieranego wasala.
    Nalezy z tym skonczyc. Trzeba wyzwolic Sejm i poslow po przez bezposrednie wybory.

    A tu widzimy propozycje by wiecej kobiet poniewierac po przez parytet co jest nawet wiekszym wyboczeniem demokracji, droga do rasizmu.





  • 2010-02-19 10:21 | Agata

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    "...nie powinno być żadnych parytetów.

    Potrzebne są natomiast bezpośrednie wybory do Sejmu...."

    Problem parytetów jest tematem zastępczym istoty wyboru dobrych parlamentarzystów, odpowiedzialnych przed swoimi wyborcami za wszystkie obietnice przedwyborcze! Gdyby tak było, to już po 2-3 kadencjach nasz parlament oczyściłby się z karierowiczów i partyjniackich sługusów wszelkiej maści! Już dawno pozbylibyśmy się tam twarzy takich ludzi, którzy nigdy nie powinni tam się znaleźć!!!
    Osobiście podzielam pogląd, że w parlamencie mogą zasiadać same kobiety, ale najważniejsze, aby były to mądre i odpowiedzialne osoby!
  • 2010-02-19 11:01 | tkw

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Witam !

    Właśnie, tu leży istota problemu - jakie mechanizmy zapewnią, że posłowie będą lojalni wobec wyborców i swoich zobowiązań przedwyborczych. Okręgi jednomandatowe niewiele zmieniają - raz że Senat jest tak wybierany (prawie) i wcale nie jest lepszy niż sejm, dwa że do końca kadencji takiego wybrańca wyborcy mogą cmoknąć w pompę (teraz zauważyłem, że ta czynność eliminuje kobiety z sejmu ...)
    A poważnie, to niedawno odwołano w referendum prezydenta Łodzi. I dokładnie to jest potrzebne do zdyscyplinowania posłów - musimy jako wyborcy mieć możliwość odwołania posła w referendum w trakcie kadencji. Na razie to z chwilą zamknięcia lokali wyborczych czują się całkowicie bezkarni a wybory to w sumie 2-3 tygodnie zamieszania, przy pomocy telewizji można taką pianę z mózgów zrobić, że ludzie wybierają jak im telewizja wmówi a jak ochłoną, to jest za późno. I płeć nie ma tu nic do rzeczy.

    Te całe parytety to coś w rodzaju "skoku na kasę". Grupa kobiet z ambicjami politycznymi chce się dostać do sejmu, normalną drogą im nie wyszło, to wyciągają straszaka "poprawności politycznej".

    Pozdrawiam
  • 2010-02-19 11:27 | AgaTa

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    "...istota problemu - jakie mechanizmy zapewnią, że posłowie będą lojalni wobec wyborców i swoich zobowiązań przedwyborczych. Okręgi jednomandatowe niewiele zmieniają - raz że Senat jest tak wybierany (prawie) i wcale nie jest lepszy niż sejm, dwa że do końca kadencji takiego wybrańca wyborcy mogą cmoknąć w pompę..."
    "... Te całe parytety to coś w rodzaju "skoku na kasę". Grupa kobiet z ambicjami politycznymi chce się dostać do sejmu, normalną drogą im nie wyszło, to wyciągają straszaka "poprawności politycznej". "

    Moim zdaniem odwołanie posła przy pomocy referendum byłoby b. trudne z powodu prawdopodobnej nikłej frekwencji, chociaż można ustanowić takie przepisy, które obniżą próg frekwencyjny. Gdyby od samego początku przemian ustrojowych wprowadzono JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE, to po kolejnych wyborach ilość karierowiczów w naszym parlamencie byłaby ograniczona, a tak?...- jest tak, jak jest!
    Można by pokusić się jeszcze o zredukowanie ilości posłów i senatorów do sensownych ilości gwarantujących sprawne i skuteczne działanie naszych wybrańców, których nie chroniłby żaden immunitet w sprawach ewidentnego przekroczenia obowiązujacego prawa...
  • 2010-02-19 11:56 | tkw

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    1. Wprowadzenie okręgów jednomandatowych nie stoi w sprzeczności z wprowadzeniem możliwości zorganizowania referendum odwoławczego. Jeśli masz rację i okręgi jednomandatowe sprawią, że będą lepsi wybrańcy, to rzadziej trzeba będzie sięgać do referendum. A ponieważ okręgi jednomandatowe nie gwarantują uczciwości wybrańca, to czasem referendum może być konieczne. Jedno więc uzupełnia drugie. W końcu Polacy to nie debile, wybierają tysiące wójtów, burmistrzów, prezydentów miast a nie organizują referendum co tydzień. Takich przypadków było kilkanaście, ale coś mi się wydaje że te kilkanaście przypadków zostało zauważonych przez pozostałych wybrańców i trochę ich opamiętało.
    2.Co do progu ważności referendum - to już technikalia, w końcu jak się okazuje referendum działa w odniesieniu do innych spraw, jak ostatnio Kropiwnicki (ale takich odwołań było więcej). Najpierw musimy się zgodzić, że jakiś mechanizm rozliczania wybrańca jest konieczny a krótki moment wyborów raz na 4 lata to za mało. Potem można dyskutować, czy próg ważności to 10, 20 czy 40%. Zresztą co by nie mówić to nie jest przypadek, że można zrobić referendum i odwołać prezydenta każdego miasta, każdego wójta itd. a nie można odwołać posła. To nie jest przeoczenie w prawie tylko posłowie skrzętnie zadbali o swoją nieusuwalność. I będą się bronili "rękami i nogami" przed zmianą.
    3. mniejsza liczba wybrańców jest OK, taniej i większa szansa na przyzwoitość. Ale nadal bez wprowadzenia możliwości odwołania byliby bezkarni, więc nie liczyłbym na to, że grupa np. 200 posłów wybranych w okręgach 1-mandatowych to będą same aniołki.

    Zresztą wprowadzenie samej MOŻLIWOŚCI odwołania (np. poprzez referendum) powinno zdyscyplinować tę bandę.

    Pozdrawiam
  • 2010-02-19 12:32 | pawel

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    a kiedy będą parytety wzrostowe? dlaczego w polityce, mediach widzimy w większości (czy aby nie zakompleksionych) konusów? Niech uchwalą, że 50% posłów musi mieć ponad 180 cm wzrostu
  • 2010-02-19 13:02 | AgaTa

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Zgadzam się z Twoim komentarzem. Miałam na myśli to, że niepotrzebnie straciliśmy przeszło dwadzieścia lat i roztrwonienie znacznej części majątku narodowego przez to, że wybierani w kolejnych wyborach po roku 1989 - parlamentarzyści w przeważającej części dbali głównie o swoje korzyści lub ich poziom intelektualny nie pozwalał im na pracę i troskę naszego państwa. Ale lepiej późno, niż wcale - prawda? Tyle tylko, że nasze oczekiwania pozostaną jedynie pobożnymi życzeniami...
  • 2010-02-19 14:14 | tkw

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Dokładnie. Jak to miło się z kimś dogadać ...
    A co do bycia posłem od 20-tu lat i jak to "zawodowstwo" wpływa na WYBRAŃCA bez względu na barwy partyjne - czytałaś mój wpis "Piesiewicz, Romaszewski, Andrzejewski" ?

    Zgadzam się w 200% że lepiej poprawić późno niż wcale. A będzie to trudne jak diabli, bo jak zmusić posłów by zagłosowali za czymś kompletnie przeciw ich osobistym interesom ? Może trzeba zacząć zbierać podpisy pod projektem obywatelskim (możliwość odwołania posła w drodze referendum w okręgu wyborczym, z którego został wybrany; wtedy trzeba by też określić, kto i w jakim trybie wskoczyłby na miejsce odwołanego - tu przydałyby się okręgi jednomandatowe, bo wtedy wskakuje kolejny na liście, przy okręgach "partyjnych" zacznie się dyskusja, czy mandat należał do osoby czy do partii z której startował)

    Pozdrawiam
  • 2010-02-19 14:57 | Roman

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Chciałbym żeby świat był tak urządzony aby osiągnięcia każdego człowieka zależały od tego, jaki jest dobry w tej czy innej dziedzinie. Myślałem nawet że ku temu idzie, niestety srodze się przeliczyłem. Okazuje się bowiem że w światle prawa i z fanfarami niektórzy ludzie domagają się jawnej dyskryminacji. Nie będzie się już liczyło, czy w naszej ekipie są sami najlepsi, tylko czy jest określona liczba kobiet. W zasadzie każdej "parytetce" można będzie powiedzieć w oczy: dostałaś się tu nie dlatego że byłaś dobra i pokaonałaś innych ale że byłaś po prostu kobietą. I tyle. Może tej czy innej pani jest to obojętne, jednak myślę że nie wszystkim. Kariera poprzez płeć nie wydaje się nobilitująca.
  • 2010-02-19 15:40 | Dodo

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Ja chciałbym wprowadzenia parytetu dla leworęcznych. Przez długi czas ta grupa była dyskryminowana. Z leworęcznych wyśmiewano się i traktowano jak jakieś dziwadła. Wielu na siłę uczono jeść i pisać prawą ręką, co przyczyniło się u niektórych do różnych zaburzeń. Teraz wreszcie nadszedł czas na wyrównanie szans.
    Postuluję o parytet 15% w polityce oraz instytucjach i firmach państwowych.
  • 2010-02-19 16:22 | zezowaty

    Parytety - czy tylko?

    Kazdy rozsadny wie ze obecnosc drugiej plci lagodzi obyczaje. Nikt ze znanych mi nie zaprzecza ze kobiety sa bardziej zrownowazone od niektorych mezczyzn, oczywiscie nie wszystkie i nie od wszystkich - patrz Kepa.Z parytetem tez nie zaczynalbym od najwyzszej stawki 50% ale na poczatek 30 byloby niezlym wynikiem.
    Rozbito by w ten sposob ot chocby kolesiostwo klubowe i moze kobiety w czasie zarezerwowanym w meskim towarzystwie na rozmowy o D.. MARYNI przynajmniej zapewnilyby frekfencje na sejmowych fotelach.
    Pewnosci nie mam ale ponoc Nowym Yorkiem kieruje rada skladajaca sie z paru doslownie osob. Nie maja klopotow z zagranicznymi wojazami, z immunitetami, z lista obecnosci a miasto funkcjonuje i to niezle. Co takiego sie stanie jesli dwie czy trzy setki POMAZANCOW zamiast siedziec na zapleczu bedzie zmuszona zajac sie zarabianiem na chleb powszedni. Komu potrzebni sa zlotousci nie pamietajacy nic z wyjatkiem nazwiska ktore trzeba zohydzic.
    I jeszcze drobiazg przy tej okazji -Trybunal Konstytucyjny - ja nie mowie ze trzeba wymachwac nim jak stara szmata ale czy w latach ktore minely nikogo nie nalezalo posadzic na jego lawie. Cwierc wieku i wszyscy bezgrzeszni?
  • 2010-02-19 19:37 | Lila

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Kwalifikacje pani posłanki są stosowne do prania na ringu i gdyby nie to pranie, nigdy nie byłaby posłanką - więcej pokory!
  • 2010-02-19 19:38 | zaba z paryza

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    jednak moi rodacy to sa maczo!
  • 2010-02-19 19:39 | Lila

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Kariera przez płeć nobilituje jedynie panów :-)
  • 2010-02-20 09:29 | Teresa Pisarek

    tkw ma rację

    tkw, masz rację we wszystkich punktach.Parytet każe promować słabszych bez względu na wartość ich pracy.Lepiej byłoby zastosować badania inteligencji, zasobu wiedzy (w dawnym rozumieniu tego słowa, kiedy nie każda plotka była 'wiedzą' posła)i kultury kandydatów do parlamentu - jestem pewna, że procent kobiet w sejmie natychmiast by wzrósł. Ale nie martwmy się: moje doświadczenie (36 zebrań organizacyjnych "Solidarności" w 1980 r.)wskazuje, że kobiety najpierw są za swoim udziałem we władzach, a potem głosują na mężczyzn. Bo widzisz, one nie cierpią podlegać kobietom - jak dotąd.
  • 2010-02-20 10:45 | A.

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    (...)
    3.
    Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć – to będzie uprzywilejowanie kobiet i automatycznie dyskryminacja mężczyzn. Zawsze jak ktoś zyskuje to ktoś inny traci. (...)

    W stope sobie strzeliles ta wypowiedzia i dales przyklad, dlaczego parytet jest potrzebny. Nie chcesz glosowac na kobiety, nie glosuj. Ja chce i chce rowniez miec wsrod nich wybor, a nie tylko znajdowac jak rodzynki jedna czy dwie kandydatki na liscie zdominowanej przez mezczyzn. 50/50 i niech straca w tym przypadku mezczyzni.

    A.
  • 2010-02-20 14:12 | tkw

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    1. ja w ogóle nie głosuję, nie lubię jak się mnie robi "w wała".

    2. w czasach gdy głosowałem płeć kandydata była dla mnie obojętna, patrzyłem na to co kandydat mi proponuje.

    3. nikt nie zabrania kobietom starać się być na listach wyborczych, robić karierę w partiach, nawet zostawać szefem partii i decydować, kto będzie na listach. Wprowadzenie parytetów to wprowadzenie NAKAZU, a ja nie lubię, jak mi się coś nakazuje bez powodu. Jak dla mnie to kobiety mogą zająć wszystkie miejsca w sejmie, mam tylko jeden warunek zgodny z zasadami demokracji - niech wygrają wybory. Sejm to miejsce, gdzie warunkiem koniecznym i dostatecznym jest wygrać wolne wybory a nie być kobietą. W kwestii bycia posłem płeć, wzrost, uroda, waga itd. nie mają nic do rzeczy.

    4. Jeśli chcesz wybierać posłów wg płci, to Twoja sprawa ale wg mnie nie jest to dobre kryterium, bo powinno decydować to co kandydat ma do zaoferowania w sejmie a nie w łóżku. Parę lat temu któregoś Big Brothera w Polsce wygrał Murzyn. W głosowaniu finałowym dziennikarka podsunęła mikrofon jakiejś dziewczynie i spytała, czemu na niego głosuje. Dziewczyna odpowiedziała: "głosuję na niego żeby pokazać, że jestem przeciw rasizmowi". Ta głupia dziewczyna nie rozumiała, że jej decyzja była w najczystszej postaci rasistowska, bo głosowała tylko wg koloru skóry. Rasizm nie polega na tym, że się uznaje istnienie ras, tylko na tym, że dokonuje się wyborów wg kryterium przynależności do konkretnej rasy. Podobnie seksizm to nie jest uznawanie istnienia dwu płci, tylko wybieranie wg płci tam, gdzie płeć nie powinna mieć nic do rzeczy. Dla mnie te "parytetki" to seksistki w czystej postaci.

    Pozdrawiam
  • 2010-02-20 14:42 | tkw

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    W całym tym krzyku kobiet o parytety (w samej "Polityce" jest cała lista artykułów propagujących ten pomysł) nie ma ani jednego zdania o jakości pracy sejmu. Przecież to jest istotne, żeby sejm był lepszy a nie to ile będzie spodni a ile sukienek (choć w tej kwestii Piesiewicz ostatnio namieszał ...). A ja mam wrażenie, jakbym oglądał Shrecka - scena, gdy Shreck wybiera towarzysza podróży - osioł podskakuje i krzyczy "wybierz mnie, wybierz mnie !". Jak patrzę na te parytetki, to tak jakbym widział je podskakujące "ja muszę być sejmie, ja muszę być" - i nie byłoby w tym nic złego, gdyby wybrały drogę uznawaną w demokracji, czyli wybory. Ale wybory przegrały, więc chcą mieć prawne gwarancje jak mniejszość niemiecka (to ostatnie wkurza mnie jak mało co - niby z jakiej racji Niemcy w Polsce mają te gwarancje ?!)

    Do tego w Polsce jest Partia Kobiet. Już nie mówię o tym, żeby na ich listach mężczyźni mieli parytet (w wyborach 2007 roku na 109 kandydatów było tylko 3 mężczyzn – ZGROZA !), przecież ta partia powinna mieć większość w sejmie ! Może zamiast nakazywać parytet na listach wyborczych różnych partii zapisać w konstytucji, że Partia Kobiet ma mieć 52% miejsc w sejmie i już, można rzec „jak PZPR” ale przecież ta partia zdobędzie te miejsca demokratycznie – przecież większość wyborców to KOBIETY więc wg „parytetek” powinny głosować na kobiety, prawda ?

    Pozdrawiam
  • 2010-02-20 18:19 | pes

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    50% to troche za duzo, bo skutek moze zostac osiagniety kosztem merytoryki (zbyt duzo debiutantow niekoniecznie jest dobrym rozwiazaniem). ALe 30%? Dlaczego nie. Moze sa nawet dwie opcje:
    a. min 30% dla kobiet przez 10 lat
    b. min. 30% dla mezczyzn i kobiet, zeby sie nie odwrocily proporcje;o)

    Pozdrawiam.
  • 2010-02-20 21:48 | katarzynka

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    TYLKO PARYTET - a WYBORCY ZADECYDUJĄ!!!!!!!!!!
  • 2010-02-20 23:17 | wikonwi

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    U kaduka,jakim prawem płacić partiom za zwiększenie liczby posłanek. Staram się zawsze być w miarę powściągliwszy w wypowiedziach ale to co proponuje Alik Kaszyński to zakrawa na sutenera.Panie Alik Haczyński nie wypada a wręcz jest to grzech zarabiać na kobietach.
  • 2010-02-22 14:08 | Roman

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Jak na razie nie ma czegoś takiego jak parytet dla panów. W świetle prawa nie można powiedzieć że ma się pracę bo jest się mezczyzną. Jednak kobiety chcą aby w światle prawa stanowisko/miejsce należało się z racji płci.
  • 2010-02-24 14:25 | pu-ls

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    Oczywiście, że byłoby to sensowne - jeśli mańkuci, bruneci i miłośnicy piwa będą dyskryminowani ze względu na swoją leworęczność, kolor włosów czy ulubiony trunek - tak jak kobiety ze względu na płeć.""
  • 2010-04-11 14:49 | Basket

    Re:Parytety, kwoty, czyli wojna kobiet?

    chciałabym jedynie zwrócić uwagę, że parytet jest kwestią 30%, i nie ma wyższego czy mniejszego; 50% to kwota. tak dla jasności o czym w ogóle jest mowa, bo nie wszyscy widzą różnicę.