Dzieje rocka w PRL

(12)
W filmie dokumentalnym „Beats of Freedom” dzieje polskiego rocka w czasach PRL przedstawiono jako historię konfliktu muzyki z totalitarnym reżimem. Trochę przesadnie.
  • 2010-03-18 00:40 | Janek

    O nie tak było, nie tak

    Oj panie Pęczak, co Pan za bajki tutaj opowiada? Niech powie, czy słyszał o programie 3PR, o p. Piotrze Kaczkowskim, albo o p. Krystynie Sikorze, Marku Gaszyńskim? A o zespołach, których słuchała w latach 70. młodzież słyszał, o Black Sabbath, Budgie, Deep Purple, Led Zeppelin, Pink Floyd, Genesis, Yes, T. Rex, SBB, Omega (z dziewczyną o perłowych włosach), Locomotive GT, Nazareth, Slade, Aerosmith, Uriah Heep, Boston, Simon & Gurfunkel, King Crimson, Electric Light Orchestra, Judas Priest, Lynyrd Skynyrd, Ossian, Rainbow, Susi Quatro i o wielu innych, a o Jimmmy Hendrixie? To były zespoły, których się słuchało. Polski rock nie istniał, a jak się pojawił, to właśnie za sprawą Budki Suflera, Lombardu, Romualda i Romana, Recydywy Blues Band, Lady Pank, Perfect, Republiki, Maanam i paru innych, a reszta, o której Pan pisze to był obciach, w większości beztalencia, nikt rozumny tego nie słuchał.

    Film zobaczę, chociaż wygląda mi na jakąś ściemę.
  • 2010-03-18 10:17 | gość

    Re:Dzieje rocka w PRL

    "Można o tym przeczytać choćby w interesującej książce „Prywatna Polska” amerykańskiej socjolożki Janine R. Wedel." Proszę zatrudnić korektora bo maniera z umieszczaniem na siłę formy żeńskiej tam gdzie jej nie ma jest irytująca. Socjolożka tak to można mówić wśród znajomych w trakcie towarzyskiej rozmowy a nie pisać na łamach tygodnika!!!!
  • 2010-03-19 11:58 | xymox

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Właśnie odwrotnie, Maanam, Perfect, Budka Suflera to był koncesjonowany rock. Prawdziwy rock bez granic to dopiero koniec lat 70 i pojawienie się zespołów punk rockowych i nowofalowych. Badziew o którym piszesz był słuchany tylko przez "rozumnych" jak to ładnie napisałeś, takich rozumnych co w życiu niczego sami nie poszukali ani książki ani muzyki ani wiadomości. Polska muzyka to był Deadlock, Kryzys, Tilt, KSU, Rejestracja, Xenna, Deuter, Dezerter, Kult, Id i setki innych kapel które może wirtuozerią może nie dorównywały tuzom o których piszesz ale miały jedną wielką zalete - były bezkompromisowe śpiewały bez cenzury wewnętrznej i miały gdzieś cenzorów bo ich w tych klubach osiedlowych czy studenckich nie było. Dopiero jak Siekiera zaśpiewał "założę ciężkie buty wezmę w rękę pas, wyjdę na ulicę pozabijać was" w Jarocinie w 84 czy 85 roku to się przestraszyli i zaczęli zwracać uwagę na teksty (Wakacje w Rzymie nawoływały żeby zamiast gitar wziąć karabiny, a WC porównywało wszystko do syfu i nawoływało do wybicia go) i zaczęli się obawiać muzyki alternatywnej. Dodam jeszcze że w tamtych czasach nie Kaczkowski i III program PR ale Rozgłośnia Harcerska na II (a może IV) programie PR puszczała najbardziej odjazdową i odważną muzykę w PRL. Nawet Wiernik i Rogowiecki w "Całym tym rocku" nie puszczali tego co chłopaki z RH (nie pamiętam ich nazwisk, ale wielki szacunek dla nich za to co robili - wiem że gościnnie występował tam Jurek Owsiak). Pisząc te brednie tylko się ośmieszasz i tak na prawdę nie masz zielonego pojęcia czym żyło się będąc uczniem elitarnego warszawskiego ogólniaka i studentem PW (może jesteś z jakiegoś grajdołą i Perfect i Budka Suflera to dla ciebie rock - dla mnie nie).
  • 2010-03-19 18:31 | Janek

    Re :Dzieje rocka w PRL

    xymox

    Niemasz racji, zespoły o których piszesz to głównie zwykła chała niestety, nieporównywalna jakościowo z zespołami anglosaskimi, kapele, które przeważnie wydobywały jazgot z trzech akordów i śpiewały "buntownicze" teksty wtedy, kiedy odwaga już nic nie kosztowała, można było mówić wszystko. Twoja Siekiera w latach 70. śpiewałaby z Zielonej Górze.
  • 2010-03-20 11:36 | today is the day

    Re:Dzieje rocka w PRL

    coz, nie da sie ukryc ze racje to ma xymox a tobie janek, niestety sie tylko wydaje...
  • 2010-03-19 14:26 | Mikulaszek

    Janek...

    ... to istna kaszanka, nie wyliczanka! Doskonale ilustrująca fakt, że w tych chorych czasach słuchało się obojętnie czego, byle z dala od "Kraju Rad" i hymnu harcerskiego na początku lekcji. Nawet muzycznie miernych glamowych gwiazd, które pętają się po tym zestawieniu (a właśnie, gdzie Gary Glitter? ;)) ). Przypomnij sobie, jakie i dla kogo teksty piosenek pisał Gaszyński,
    a nie stawiaj go tu na piedestale, bo te audycje akurat dobrze pamiętam.
  • 2010-03-19 18:20 | Janek

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Mikulaszek

    Nie oceniam Marka Gaszyńskigo, wymieniam go jedynie jako prezentera muzycznego lat 70., zanim jeszcze pojawili się w Trójce wspaniali zresztą panowie Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann, czy Jan Chojnacki. Piszesz Garry Glitter i masz rację! On był gwiazdą tamtego czasu. Był także Cozy Powell, Kiss, było wielu innych zachodnich artystów, których słuchała polska młodzież w latach 70. Więc nie jest prawdą to, co wypisuje tu p. Pęczak.
  • 2010-03-18 16:42 | Artur

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Czy to w UK czy w USA, rock zawsze odzwierciedlal epoke w ktorej byl grany.
    Dobrobyt lat 50-tych, bunt lat 60-tych, poszukiawania lat 70-tych, fuzja technologii video i muzyki w latach 80-tych, i wreszcie komercja typu MTV bedaca konsekwencja globalizacji ostatnich dwoch dekad.
    W Polsce rock musial byz polityczny i BYL niemal z definicji. Przeciez to byla, dla lojalistow ala PZPR, muzyka imperalistycznego Zachodu. Takie wydarzenia jak koncert Rolling Stonsow w Warszawie (67 rok) byly wykladnikiem roznicy w atmosferze zycia spoleczno-politycznego w ramach bloku komunistycznego. Ale to co mialo miejsce na poczatku lat 80tych w Polsce bylo fenomenem. I dobrze ze powstal taki film. A ze byl to fenomen "miejski" oparty na probie nasladowania trendow muzycznych isniejacych w swiecie anglo-saskim (AC/DC-TSA, Dire Straits-Perfect, Lady Pank-Sex Pistols/Duran Duran), co z tego?. Zreszta muzyka w tym okresie nie byla tak istotna jak slowa "chcemy byc soba" etc. Warto przy okazji przyjzec sie z bliska kto byl odbiorca owej muzyki. Dlaczego w wolnej, a nade wszystko wolno rynkowej, Polsce disco-polo okazalo sie wiekszym magnesem dla mas niz rock. Roznica miedzy Polska warszawska, krakowska, gdanska czy wroclawska, a ta druga okazala sie zbyt glebaka.
  • 2010-03-20 16:00 | pp

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Przed 80 rokiem byl jeszcze Brekout i np. Test. Test chyba w 1975 nagrał swoją najlepszą płytę ( na okladce Nalepa z małym chłopcem) , Test chyba 1976 nagrał rockową płyte z Kozakiewiczem "Przygoda bez miłości"
  • 2010-03-20 16:40 | camel

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Kiedyś trzeba było wsadzić jakąś pochwałę socjalizmu, jakiś pean dla robotniko-chłopa. Teraz konieczne jest zaakcentowanie, jak to naród cierpiał pod butem komunistów. Zmieniły się formy i kolory, nie zmieniła się treść. Mieliśmy pomniki Lenia, dziś zastąpił go Pan-Wie-Kto, tylko dużo gorszy artystycznie. Duch jest cały czas ten sam!
  • 2010-03-20 20:11 | shalom

    Re:Dzieje rocka w PRL

    Pan Tomasz Lipiński poparł wojnę w Iraku. Ma krew na swoich rockowych rękach...
  • 2010-06-08 13:13 | Klint Łestłód

    Zniewolone radio w PRL puszczało punk rocka

    Dziwne zniewolenie, kiedy komunistyczne media (jeszcze w stanie wojennym!) tolerowały programy, w których puszczało się na przykład punkowe płyty z anarchizującą muzyką nawołującą do buntu i zmiany, a nie mówiącą o bzdurach, jak wszelkie Wodeckie, Jantary i Jarockie, że o rockowej Budce Suflera, Maanamie czy innych szanowanych powszechnie gwiazdach nie wspomnę. Programy, jak choćby wtorkowe audycje Marka Wiernika w "Trójce" czy Tomka Ryłko "Niecały rock" w Rozgłośni Harcerskiej PR IV proponowały treści dalekie od politycznej i obyczajowej poprawności, co można chyba uznać za dowód, że rzeczywistości i kultury w PRL nie można oceniać jednoznacznie. Zresztą obecnie też można narobić sobie kłopotów krytykując pewne osoby, religie czy opcje polityczne... Wielu z ówczesnych muzyków rockowych robi teraz z siebie kombatantów "walki z Komuną", a przecież nie trzeba być wybitnym filozofem, żeby stwierdzić, że bez tamtej rzeczywistości prawdopodobnie wcale by nie zaistnieli. Dla mnie, w filmie „Beats of Freedom” pojawiło się paru obłudników, którym w całym tym buncie młodzieżowym chodziło tak właściwie o to, o co zwykle w przeciętnemu muzykowi rockowemu chodzi - o kasę, popularność i kobiety (kolejność dowolna). A tych bliskich im "wyższych" wartości zdecydowanie więcej gwarantuje "wybranym" kapitalizm. I taka to walka o wolność, moim zdaniem.

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną