Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Łapią i kastrują

(5)
Buszują po piwnicach, cmentarzach i bazarkach, wyłapują koty i sterylizują – żeby mniej było kociego nieszczęścia.
  • 2010-03-26 00:37 | MrMontag

    Szlachetne

    Tylko pochylic czola. Moja sasiadka [mieszkam w Chicago] uprawia identyczny "proceder". Tutaj tez istnieje duzy problem bezdomnych kotow. Zatrzymala dla siebie 2, a reszte przewozi do weterynarzy [oplacanych przez miasto], ktorzy zajmuja sie sterylizacja i szczepieniami. Ja osobiscie mam dwa koty z "odzysku" - obydwa znalezione na ulicy. Pierwszy mial moze tydzien, kiedy kolezanka corki znalazla go zawiazanego w worku na smieci - zostawionego na smierc. Chcialbym spotkac "czlowieka" ktory go tak zostawil.
    Drugi [rudzielec] paletal sie glodny w sasiedztwie. Wystawilem mu miske pozyczona od Wojtka [czarnego kota nr 1] i juz byl moj. Dzien w dzien o tej samej porze sterczal pod drzwiami. No i adoptowalem bidule i ..... niby dziki kot z ulicy, ale nauczony zalatwiac sie do kuwety, uwielbia mojego psa, tylko Wojtek ma problemy z akceptacja nowego domownika. O dziwo - czarny [Wojtek], kiedy jest glodny nie daje spokoju. Lazi za nami i miauczy w nieboglosy. Rudi? Siada spokojnie kolo miski i czeka. Kultura.
    Pozdrowienia dla wielbicieli kotow, psow i wszelkiej gadziny.
  • 2010-03-27 18:38 | Anka

    Re:Łapią i kastrują

    Rzeczywiście w innych miastach nie jest już tak dobrze. Np. w Poznaniu trzeba się bić o pomoc dla kotów, a poza nimi i psami w zasadzie inne zwierzęta nie mają na co liczyć. 99% pomocy to robota zwykłych ludzi, władze miasta umywają ręce i nie widzą potrzeby wspierania zwierząt, zmniejszania ich bezdomności.
    Przykre.
  • 2011-08-25 03:24 | v

    Re:Łapią i kastrują

    no właśnie, miasta traktują takich ludzi, którzy faktycznie coś robią dla zwierząt jak żebraków-dziwaków, a ciężkie pieniądze dostają schroniska,które w większości przypadków(te zamkniete dla wolontariatu)są tylko fabryczkami pieniędzy kosztem zwierząt...Byłam w szoku jakie dotacje dostają niektóre schroniska, w których psy giną w niewyjaśnionych okolicznościach, a koty nie mają ŻADNEJ szansy na przeżycie.To są dziesiątki tysięcy-i w takich schroniskach np.nie sterylizuje się zwierząt,szkoda pieniędzy!SKANDAL!Za te same pieniądze ludzie opisani w artykule dokonaliby cudów,zresztą już ich dokonują.To miasta powinny opłacać WSZYSTKIE sterylizacje,a nie ładować kasę w umieralnie jak np. w Dyminach(schronisko zamknięte jak ambasada obcego mocarstwa,państwo w państwie) i opłacać pracujących tam hycli
  • 2011-10-01 21:43 | Boogda

    Re:Łapią i kastrują

    Jak to dobrze,że istnieją tacy cudowni ludzie. Tyle w nich serca i empatii:)Oby było nas więcej.
  • 2012-03-09 09:27 | Katarzyna

    Re:Łapią i kastrują

    Mieszkam na Krasińskiego i z dumą donoszę, że u mnie na osiedlu sytuacja opanowana. Mieszkańcy oburzyli się na zakratowanie okien do piwnicy zamieszkanej przez koty. Jest pan, który je dokarmia i codziennie sprząta kuwetę w piwnicy. Tam mają ciepło i czują się bezpiecznie. Kilkakrotnie upewniałam się, czy są kastrowane, by w razie czego zorganizować coś na własną rękę. Są, przynajmniej te tego pana. Na osiedlu mamy maksimum dziesięć dzikich kotów, większa grupka mieszka we wspomnianej piwnicy i parę w ogródkach przy drugim bloku.