Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Literatura kontra internetowa kleptomania

(12)
Czy zachodnia kultura literacka przetrwa, zagrożona przez internetową kleptomanię, wyklejankę z zapożyczeń?
  • 2010-05-08 11:02 | Jakubbo

    Pop

    Plagiaryzm w nurcie litertury popularnej nie jest niczym nadzwyczajnym, tak samo z resztą jak w muzyce pop. "Modne" książki są pisane dla ludzi którzy po prostu chcą coś przeczytać; dostarczją rozrywki. większości ludzi chyba nie obchodzi skąd pomysł się bierze, dopóki pomysł im się podoba. Jakkolwiek sam wzrost zainteresowania jakąkolwiek literaturą należy uznać za zjawisko pozytywne.
  • 2010-05-08 12:49 | cirth

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Helene Hagemann zanim odkryto zapożyczenia, została okrzyknięta złotym dzieckiem literatury, piano z zachwytu nad jej talentem itp. Nikt - wydawcy, recenzenci, piewcy - nie zauważył (do czasu), że nie wszystko Hagemann wymyśliła sama... Fragmenty (ok. 17, według ostatnich wyliczeń, na jakie udało mi się trafić) wzięła z kilku blogów, ale też np. od Elfriede Jelinek. I większość z nich przerobiła na lepsze (przyznawał to nawet jeden z głównych poszkodowanych, Airen), albo wkomponowała w taki sposób, że idealnie wpisywało się w powieść. Skandal wybuchł, jak się wydało. Przede wszystkim dlatego, że po pierwsze, powieść jest naprawdę dobra, a po drugie, że faktycznie Hagemann nie podała źródeł.
    A tak na marginesie, "Axolotl Roadkill" to nie "tyle, co rozjeżdżanie płazów na drogach", tylko świadomy, symboliczny wybór tytułu. Aksolotl jest bardzo rzadkim płazem Ameryki Północnej, któremu grozi wyginięcie. Ginie najczęściej rozjechany na autostradach, na których lubi się wygrzewać. Zwierzę o tyle ciekawe, że posiada zdolności regeneracyjne prawie każdej części ciała, a do tego jest neoteniczny, tzn. posiada zdolność do rozmnażania się już w stadium larwalnym (i nie przechodzi metamorfozy). To trochę więcej niż "rozjeżdżanie płazów".
    Jak już się używa czegoś jako przykładu, to dobrze by było sprawdzić kontekst.
  • 2010-05-08 14:12 | Therese Kosowski

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Wyrażenie "internetowa kleptomania" jest o tyle nieprecyzyjne, że kleptomanić można też z wydania papierowego, nieprawdaż? Czyli tytuł powinien brzmieć "Literatura, a zapożyczenia".

    Internet, a właściwie literackie publikacje w internecie nie są niczym innym, jak wydawaniem własnych utworów na wlasny koszt. Z jedną delikatną, a istotną różnicą: Wydania wylącznie internetowe nie są redagowane.

    Ale i na to znajduje się rada: Niedawno czytaŁam (wlaśnie w internecie), że powstają grupy twórców, którzy podejmują się redagować nawzajem te właśnie internetowe wydania ich utworów. Dobra inicjatywa.

  • 2010-05-08 14:23 | Therese Kosowski

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Wyrażenie "internetowa kleptomania" jest o tyle nieprecyzyjne, że kleptomanić można też z wydania papierowego, nieprawdaż? Czyli tytuł powinien brzmieć "Literatura, a zapożyczenia".

    Internet, a właściwie literackie publikacje w internecie nie są niczym innym, jak wydawaniem własnych utworów na wlasny koszt. Z jedną delikatną, a istotną różnicą: Wydania wylącznie internetowe nie są redagowane.

    Ale i na to znajduje się rada: Niedawno czytaŁam (wlaśnie w internecie), że powstają grupy twórców, którzy podejmują się redagować nawzajem te właśnie internetowe wydania ich utworów. Dobra inicjatywa.
  • 2010-05-08 15:08 | Krzysiek Cieślik

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    bardzo fajny tekst
  • 2010-05-08 15:44 | sliema_malta

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Literatura jest w stanie upadku. Dobra literatura staje się niszą, czymś niechcianym, niepotrzebnym. Powstają tomy bredni, bzdur, płytka pisanina dla pustych, wypalonych, zapracowanych, przemęczonych ludzi. Pisane przez "pisarzy" pozbawionych intelektualnej, metafizycznej głębi. Często przez zwykłych cwaniaków. Podobnie jest z teatrem, kinem i muzyką. Jakie czasy, taka sztuka. "Sztuka"...
  • 2010-05-08 21:46 | way

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Warto poważnie zastanowić się nad ustawą o ochronie treści blogowych.
  • 2010-05-09 12:01 | pundit

    litości!

    litości! jest zasadnicza różnica pomiędzy zapożyczeniami i inspiracjami intelektualnymi, a bezczelnym ordynarnym plagiatem (zamieszczeniem CUDZEGO tekstu jako własnego).

    Cytat także ma sensownie ograniczone ramy we współczesnym prawie.

    Artykuł pisany pod publiczkę i z bardzo naciąganymi historycznymi analogiami (o ile rozumiałbym wykład o innym podejściu do autorstwa w Średniowieczu, bo faktycznie się różniło, o tyle wyciąganie Goethego i Mickiewicza to po prostu nadużycie - tam były inspiracje i jawne nawiązania, a nie kradzież tekstu).
  • 2010-05-09 12:01 | pundit

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    siiigh, ależ pole publikacji nie ma znaczenia, blog jest tak samo chroniony, jak książka.
  • 2010-05-10 12:24 | axelrex

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Te eschatologiczne brednie do których zamiłowanie mają dziennikarze (chyba niestety prawie wszyscy), wieszczący codziennie, albo przynajmniej co tydzień koniec literatury, koniec sztuki, i koniec świata stają się już naprawdę nudne. Ja jednak myślę, że jeśli ktoś traktuje rzeczy poważnie, to woli przeczytać "dinozaura" Kafkę, czy neandertalczyka Nabokova, niż internetową grafomanię. A grafomania drukowana, i mocno lansowana (ukłon w stronę Masłowskiej) zawsze będzie nieuważnie czytana, albo co najwyżej kartkowana, ale jedynie przez tych którzy poważniej traktują instytucję występującą pod szyldem "krytyka literacka", niż samą literaturę. Prawdziwa literatura nigdy nie była masową rozrywką, a jednak cały czas trzyma się mocno, i na pogrzeb się nie zanosi. Trzeba tylko przyjąć nieco wygodniejszą perspektywę - spójrzmy na XX wiek, i odpowiedzmy sobie na pytanie ilu było w nim prawdziwych, wybitnych, głębokich pisarzy. Całkiem spora liczba, a przecież nie są to częste zjawiska. Przynajmniej nie tak częste, żeby móc co miesiąc wypocić jakiś aktualny artykuł.
  • 2010-12-24 11:03 | tamara bołdak-janowska

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Nie usprawiedliwiaj się, złodzieju cudzego dzieła lub: zwolenniku złodzieja cudzego dzieła. Jeśli ktoś będzie zrzynał ze mnie, dam mu popalić. Na te durne małpie mordy młodych literackich złodziei patrzeć nie mogę. Nie dam unieważnić pisarstwa. Owszem, czytelnika obchodzi, czy autor to złodziej, czy nie. Uważasz czytelnika za durnia? Nie dlatego uciekł od tej, jak ją zwiesz "modnej" literatury, którą uprawiają złodzieje, a w zasadzie bandyci. Bo to jest bandytyzm.Wydawcy plagiatów to też bandyci.
  • 2011-01-02 07:44 | tamara bołdak-janowska

    Re:Literatura kontra internetowa kleptomania

    Zgoda. Dopóki będą talenty pisarskie, dopóty będzie literatura. Nie znaczy to jednak, że "trzyma się mocno", bo do tego potrzebna pisarska infrastruktura: wydawca-krytyk-czytelnik. Dubravka Ugresić w "Czytaniu wzbronionym": "Złe książki są promowane i omawiane, a dobre przemilczane". I tak jest, przede wszystkim w byłych demoludach, ale nie tylko - Niemcy właśnie zmarnowali sobie rynek pisarski i ja go już nie chcę. Sytuacja taka: zniszczona została konieczna infrastruktura pisarska, o czym mowa w cytacie. Do mnie trafiają genialne, a przynajmniej wybitne książki w maszynopisach i nie mogą znaleźć wydawcy.Wydawcy poszli w makulaturę, że się tak wyrażę.Będą trzepać i promować badziew, a bo im się zdaje, że jak natrzepią pozytywnych zdań o czymś tam, gdzieś tam, w jakiejś tam gazecie, to to coś znajdzie miliony czytelników i oni będą mieli kasę.Pomyłka. Czytelnik jest zupełnie kimś innym. Mamy patologię nadprodukcji książki jakiejś tam poza tym. nadprodukcja jest patologią.