Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Nie ma demokracji bez matematyki

(27)
Po 25 latach matematyka powróciła jako przedmiot obowiązkowy na maturę. Prasa i eksperci, choć pełni lęku, „co to będzie, co to będzie?”, zgodnie podkreślają znaczenie tej zmiany. Tymczasem znów mamy do czynienia z działaniem pozornym.
  • 2010-05-20 09:18 | ivo

    O dominacji humanistyki

    Przecierałem oczy ze zdumienia kiedy czytałem o dominacji przedmiotów humanistycznych w naszych szkołach. Z tego co wiem nie ma tam krztyny filozofii, podstaw psychologii, jezyk polski zamiast być przyswajaniem literatury jest klepaniem Ksiąg Mesjaństwa i Pielgrzymstwa, historia kolekcjonowaniem klęsk narodowych... Aż odetchnęłem z ulgą kiedy autor stwierdził, że nie miałoby sensy ograniczanie przedmiotów humanistycznych. Przerysowuję rzecz jasna, może warto byłoby napisać, że poziom nauczania w naszych szkołach ogólnie się obniżył, przed wojną uczniowie w gimnazjach biegle czytali klasyczne teksty w łacinie i grece, uczniowie w innych krajach europejskich przyswajają podstawy filozofii i literatury, a gdyby przywołać innego bohatera, Hansa Castorpa, który zdobywał wykształcenie inżyniera, to miał on takią orientację w dziedzictwie mysli humanistycznej i sztuki, jakiego dziś nie mają chyba nawet studenci filologii. Dzisiejsi uczniowie w równym stopniu nie niepokoją się liczbami zespolonymi co faktem, że istniał ktoś taki jak Musil i napisał "Niepokoje..." nie wspominając już o "Człowieku bez właściwości". Bez wątpienia matematyka wspaniale kształci inteligencję, nie zapominajmy jednak, że inteligencja jest narzędziem, zaś humanistyka powinna prowokować do namysłu nad obszarem zastosowania tego narzędzia. Z całym szacunkiem, bombe atomową już mamy, może przydałoby się poczytać trochę Ortegi Y Gasseta...
    Z uszanowaniem - humanista po mat-fizie :)
  • 2010-05-20 10:41 | mattek

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Myślę, że w polskiej szkole w ogóle brakuje nauczania logicznego, racjonalnego, krytycznego myślenia. Cierpią na tym przedmioty ścisłe, bo są lekceważone, jak i humanistyczne (pomijam kwestię, że już sam podział przedmiotów jest idiotyczny i zupełnie nie przystaje do rzeczywistości). Efektem są niemiłosiernie znudzeni uczniowie tracący czas na opracowywanie nudnych, sztampowych tematów. Wkuwają hasła-dogmaty (ojczyzna, poświęcenie, męczeństwo) bez zastanowienia, bez krytyki, bo terminy, bo nauczyciel się spieszy, bo przecież matury, itd...

    Dużo się w Polsce mówi o stymulowaniu innowacyjności, ale to właśnie krytyczne patrzenie na świat leży u podstaw nowych, rewolucyjnych pomysłów. To wszystko zaczyna się w szkole, chociażby na lekcji polskiego podejmującej kontrowersyjne tematy, gdzie uczniowie mogą poznać racje wszystkich stron, logicznie udowadniać swoje tezy.
  • 2010-05-20 11:03 | człowiek_postnowoczesny

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Nie będę już komentował absurdalnego stwierdzenia o rzekomej dominacji 'tzw. kultury humanistycznej' w polskiej szkole i społeczeństwie (pewnie to te wszystkie orliki, Euro2012, stadiony, itd.), bo widzę, że już to zostało uczynione.
    Postaram się Panu naświetlić, o co chodzi z tym 'społeczeństwem postindustrialnym', gdyż toczy Pan polemikę ze stworzonymi przez siebie samego tezami.
    Otóż to nie ma nic wspólnego z istnieniem przemysłu, czy jego brakiem. Podział na społeczeństwa rolnicze, przemysłowe, postprzemysłowe jest związany ze strukturą zatrudnienia w danych gałęziach gospodarki. I tak społeczeństwo postprzemysłowe (w ujęciu ekonomicznym), to takie gdzie największy odsetek aktywnych zawodowo zatrudnionych jest w branży usług (szeroko rozumianych), a podstawowym dobrem jest informacja i jej obieg jako podstawa wymiany handlowej.
    Wysokorozwinięte zachodnie społeczeństwa kapitalistyczne (i ich gospodarki) weszły (ew. zaczęły wchodzić) w fazę postprzemysłową na przełomie lat 70/80-tych XX wieku. I to jest fakt bezsprzeczny. Natomiast RWPG pozostał do końca zbiorem gospodarek rolniczo-przemysłowych (z jakże charakterystycznym dla takiego modelu gospodarczego niedoborem produktów rolnych i przemysłowych) i jak zakończyła się gospodarcza konfrontacja Zachód-Wschód wszyscy wiemy.
    Mam też kilka innych uwag, jeśli ostatnie 2 dekady to taki wg. Pana 'triumf' kształcenia humanistycznego nad matematyczno-przyrodniczym, to jak wytłumaczyć takie zjawisko:
    http://www.rp.pl/artykul/17,279387.html
    Pamiętam swoje czasy szkolne (system 8+4) i nauka przedmiotów takich jak fizyka czy chemia, to było pisanie kredą po tablicy i piórem po kartce, abstrakcja w ascetycznej formie. W dziedzinie pomocy naukowych był lekki prymat przedmiotów humanistycznych, na historii były w użyciu mapy polityczne. Choć jeśli chodzi o mapy to geografia też dzielnie dawała sobie radę. O jakości podręczników nawet nie ma co wspominać, były w większości fatalne (szczególnie te do przedmiotów ścisłych), pisane najwyraźniej według prawideł gnostyckich. In plus wyróżniały się podręczniki do chemii autorstwa lub pod redakcją Pana Krzysztofa Pazdry.
    Nie wiem jak wygląda polska szkoła obecnie, ale ta z moich czasów była nie z epoki przemysłowej lecz feudalnej, czyli pan(nauczyciel) każe, a chłop(uczeń) musi. A nauka zorganizowana była wg. modelu uczniu naucz się sam, a my cię odpytamy. Przy braku dobrych podręczników (i internetu, w zasadzie komputerów) dawało to takie a nie inne skutki, czyli edukacyjną grę pozorów.
  • 2010-05-20 11:18 | Jakubbo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Tak właściwie to artykuł wpisuje się w szerszy obraz szkolnictwa w Polsce, które niestety jest w dużej mierze oderwane od rzeczywisości. Uczniów zmusza się jedynie do zapamiętywania faktów i regułek, i mało zwraca się uwagi na to czy uczeń rozumie fakty i wiąże je ze sobą. Chociaż należy zaznaczyć że to się powoli zmienia (przynajmniej jeśli chodzi o biologię).

    Moim zdaniem problem tkwi w tym, że szkoła srednia przez trzy lata jedynie napakowuje głowy młodych ludzi informacjami i wypycha ich na studia. Uczeń nie wie do końca w czym jest dobry i do czgo się nadaje i co chce robić w życiu, za to wie co to mejoza, jak wygląda próba tromera, i co to rachunek różniczkowy...

    Swoją drogą tezę która mówi o tym, że można kogoś nauczyć logicznego myślenia i skutecznego rozwiązywania problemów poprzez zadania matematyczne uważam za zabawną.
  • 2010-05-20 11:49 | gramm

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    a może po prostu sprywatyzować szkolnictwo i tyle? jeśli uznajemy, że rodzice są wystarczająco kompetentni do wychowywania dzieci to dlaczego odmawia im się kompetencji w sprawie ich kształcenia??? ..żyjemy w komunistycznym kraju
  • 2010-05-20 12:02 | ryzyk-fizyk

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    "Wysokorozwinięte zachodnie społeczeństwa kapitalistyczne (i ich gospodarki) weszły (ew. zaczęły wchodzić) w fazę postprzemysłową na przełomie lat 70/80-tych XX wieku. I to jest fakt bezsprzeczny. Natomiast RWPG pozostał do końca zbiorem gospodarek rolniczo-przemysłowych (z jakże charakterystycznym dla takiego modelu gospodarczego niedoborem produktów rolnych i przemysłowych) i jak zakończyła się gospodarcza konfrontacja Zachód-Wschód wszyscy wiemy. "

    A jak jest teraz z Chinami, Koreą, Malezją? Tez weszły w faze postprzemysłową i daja niezle w kosc Zachodowi? Jak wygladaja wyniki konfrontacji ? Jakie sa trendy i jak beda wygladac za kilka lat? Jak wyglada perspektywa czlowieka postnowoczesnego w Panskiej interpretacji? Bez popatrzenia i interpretacji LICZB, chocby liczby studentów na róznych kierunkach i potem udzialu tak i inaczej wyksztalconych specjalistow w spoleczenstwie...
    Zeby bylo jasne: za humaniste uwazam Pascala, Leonarda, Einsteina, Kafke czy Distojewskiego. Uwazam ze matermatyka i fizyka i inzynieria sa jak najbardziej humanistyczne. Uważam, ze to co daje podstawy do zrozumienia swiata i miejsca w nim czlowieka jest humanistyczne. Niehumanistyczna jest awersja do przedmiotów uczacych logicznego myslenia i wyrzucenie scislego i logicznego rozumowania poza nawias humanistyki.
  • 2010-05-20 12:48 | Marcin

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Po raz pierwszy od bardzo dawna zgadzam się z autorem przeczytanego przeze mnie artykułu w 100% oraz uważam, że praktycznie ogarnął cały temat (a na pewno zdecyodowaną większość), a nie tylko fragmenty.
    PS
    Informacja dla tzw. huminastów - nie miałem kłopotów z polskim, a historią interesowałem się bardzo i interesuję do dziś.
  • 2010-05-20 14:26 | konrad44

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    W tym roku skończyłem liceum i mogę szczerze i obiektywnie coś na temat artykułu i matematyki powiedzieć.

    Po pierwsze, sprawa nie dotyczy samej matematyki, ale i innych przedmiotów ścisłych. Od lat ograniczana jest ilość czasu przeznaczanego na ich nauczanie (przy niezmienionej w zasadzie podstawie programowej, co prowadzi do szkolnej fikcji).

    konrad44 : kompletna bzdura. Ucząc się w klasie o profilu humanistycznym, przedmioty ścisłe i humanistyczne równoważyły się; a niektórzy nauczyciele dobitnie dawali do zrozumienia : "z polaka jesteście dobrzy, chemię, fizykę, biologię i matematykę musicie zakuwać !" Bywały chwile, gdy na polski czytałem streszczenia, byleby przygotować się do sprawdzianów z przedmiotów ścisłych, które były na tym samym poziomie co w klasach o profilu "ścisłym".

    Po drugie, komercjalizacja procesów tworzenia, wydawania i dystrybucji podręczników doprowadziła do chaosu. Dziś na rynku istnieje kilkadziesiąt różnych podręczników, opartych na kilkudziesięciu różnych programach do każdego z przedmiotów. Podstawa programowa (na każdym poziomie nauczania, od przedszkola do matury) nie określa, co ma być nauczane w której klasie i w jakiej kolejności, a jedynie, co ma się zmieścić w danym cyklu nauczania (np. 3-letnim gimnazjum czy 3-letnim liceum). Zerwana została więc jakakolwiek koordynacja i synchronizacja pomiędzy treściami nauczanymi w danym momencie na lekcjach matematyki, fizyki, chemii, biologii, geografii. Kiedyś np. możliwe było opowiadanie w tym samym czasie uczniom na matematyce o rozkładzie wektorów na składowe, na fizyce o dodawaniu sił, maszynach prostych i statyce, na biologii np. o mechanicznej wytrzymałości organizmów, na geografii o przypływach czy ruchach kontynentów. To są podobne zagadnienia. Dziś uczy się o nich w oderwaniu od siebie. Uczniowie, jak „straszni mieszczanie”: „patrząc widzą wszystko oddzielnie, że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...”.

    konrad44: Że bałagan w polskiej szkole jest: to oczywiste. Do każdego przedmiotu posiadałem podręcznik z innego wydawnictwa, w sumie w moim plecaku gościło 7 wydawnictw. Każdy gna ze swoim materiałem nie patrząc na inne przedmioty. Nie ma żadnej synchronizacji. Bo po co ? Po trzech latach opuszczą szkolne progi i nie będą nic pamiętać.

    Po trzecie, w środowisku nauczycielskim powszechnie uważa się utworzenie gimnazjów i zamianę systemu trzech czteroletnich cykli nauczania (dwa w szkole podstawowej i jeden w liceum) za wielki błąd. Cykl gimnazjalny jest na tyle nieudany i nieskuteczny, że – jak twierdzą praktycy – i tak trzeba go powtarzać w liceum, na co przecież nie ma czasu. Cykl licealny trwa de facto zaledwie dwa i pół roku, bo próbne matury, bo przygotowanie do matur, bo matury...

    konrad44: z gimnazjum zgadzam się; tylko traciłem w nim czas i zdrowie na nałogi, zapożyczone od kolegów.
    Ale cykl licealny wcale nie trwa dwa i pół roku tylko trzy lata do ostatniego dzwonka. A i jeszcze na apelu kończącym liceum najchętniej przerobiliby kilka tematów, szczególnie akurat z tych przedmiotów z których uczniowie matury nie zdają.
    Ogólnie w liceum brak zajęć dodatkowych przygotowujących do matury; żaden nauczyciel nie zwraca uwagi na to, że jakiś uczeń po prostu z czegoś nie zdaje matury, a jest "piłowany" na równi z tymi, co zdają.
    Nie ma żadnego podziału, jeśli chodzi o przedmioty i uczniów, którzy ten przedmiot zdają na maturze.

    Po czwarte, wprowadzenie gimnazjów i skrócenie nauki w liceum do trzech lat, przy zmniejszonej liczbie godzin przeznaczonych na przedmioty ścisłe, sprawia, że w wielu małych szkołach nauczyciele tych przedmiotów nie wyrabiają pensum lub liczby nadgodzin, która pozwoliłaby im się utrzymać i muszą pracować w kilku szkołach. To znaczy, że po dzwonku szybko znikają. Nie ma mowy o konsultacjach, kółkach zainteresowań, przygotowaniu doświadczeń i pokazów. W większości szkół laboratoria fizyczne i chemiczne zostały zlikwidowane albo pokrywają się kurzem. Zanika nawet powszechna kiedyś praktyka używania na lekcjach matematyki dużych przyrządów do kreślenia na tablicy.

    Nawet jeśli pracują w jednej szkole to i tak kółek zainteresowań nie ma, bo kawa stygnie w pokoju nauczycielskim. A spróbuj zapukać i przeszkodzić !
    Sale chemiczne, biologiczne, fizyczne, chemiczne niczym nie różnią się od sal humanistycznych; no chyba tym, że w humanistycznej wisi portret Mickiewicza, a w fizycznej - Einsteina. Tyle.

    W „Gazecie Świątecznej” (części „Gazety Wyborczej”) z 6–7 marca 2004 r., w wywiadzie przeprowadzonym przez Pawła Smoleńskiego, Wiktor Osiatyński wygłosił zdumiewające stwierdzenie: „Powinienem znać ich [polityków] argumenty, dlaczego w polskiej edukacji jest tak dużo chemii, matematyki, fizyki, dlaczego szkoła jest zbudowana na potrzeby XIX-wiecznego społeczeństwa przemysłowego, kiedy te przedmioty były niezbędne. Bo w społeczeństwie postindustrialnym matematyka, fizyka i chemia nie są już tak potrzebne”.

    W zreformowanej polskiej szkole rola i czas przeznaczony na naukę przedmiotów ścisłych zostały znacznie ograniczone. Np. w polskim gimnazjum naucza się fizyki przez jedną godzinę tygodniowo. Jeśli to ma być za dużo, to znaczy, że prof. Osiatyński postuluje usunięcie z polskich szkół nauczania fizyki. Z innymi przedmiotami ścisłymi jest podobnie. Nawet z biologią, określaną jako nauka XXI w.


    Profesor Osiatyński ma po części rację. Większość szkół nastawionych jest na profil humanistyczny. Uczniowie właśnie na tych profilach mają tyle samo zajęć co na ścisłych. Z pewnością o to chodziło profesorowi, iż na profilu w ogóle nie związanym z naukami ścisłymi, tych właśnie przedmiotów jest mnóstwo.

    Dlaczego uczniowie, mają być dobrzy ze wszystkiego ? To oznacza, że w ogóle z niczego nie są dobrzy : i tak się czuję opuszczając mury liceum; posiadam urywkową wiedzę z wszystkich przedmiotów, czyli żadną.
  • 2010-05-20 14:28 | fiberone

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Autor słusznie wytyka obniżanie się poziomu nauczania w polskich szkołach ale ja problem chcę widziec szerzej. Polska , nasza kochana ojczyzna z powodu "transformacji ustrojowej" przeżywa zapaść cywilizacyjną. Pomimo oznak niejakiego ożywienia idziemy niestety jeszcze w dół. Objawia się to w dziedzinach gdzie jest najtrudniej ( w szerokim ujęciu). Najszybciej obniżał się poziom przedmiotów ścisłych bo są trudniejsze, trudniej o dobrych nauczycieli i na dokladkę zmniejsza się zapotrzebowanie ze strony gospodarki na pracowników ze ścisłym wykształceniem.
    "Polityka" powinna się zainteresować tym, co dzieje się w szkołach w tej sprawie bliżej. Podobno Ministerstwo Edukacji szykuje jakieś zmiany w programach przedmiotów ścisłych. W liceum ma być jakieś połączenie tych przedmiotów. Może ma to na celu koordynację nauczania w celu wykazania przenikania się różnych dziedzin, o którą to koordynacę upomina się Autor artykułu ? Oby tylko skutek był pozytywny - czyli wg mnie, żeby dzieci zostały zachęcone do myślenia i rozwiązywania istotnych problemów.
  • 2010-05-20 15:28 | aw

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Jedno jest pewne. Na swiecie z mateymatyka masz dobrze platna prace prawie pewna, bez matematyki to loteria.
  • 2010-05-20 15:42 | ivo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    100% zgodności! "Całkowite ogarnięcie tematu"!! Chyba ani z polskiego nie byłeś orłem, mimo braku kłopotów, a i lekcje z rachunku prawdopodobieństwa przespałeś, takie zgodności stuprocentowe są, delikatnie mówiąc, podejrzane...
    Zawsze się to jakimś kosztem odbywa, zazwyczaj kosztem horyzontu spojrzenia, ale horyzonty takie niemodne jakby, fabryki modne i bomby, a.. i prześciganie Chińczyków! Powodzenia!
  • 2010-05-20 15:55 | Normal

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Zgadzam się w 100% z autorem. Cywilizacja, którą stworzył człowiek istnieje dzięki naukom ścisłym. Nauki humanistyczne nie stworzyły promu kosmicznego, komputera, tomografu czy samochodu. Nie stworzyły nawet tak banalnych a jakże potrzebnych rzeczy jak np. żarówka czy silnik elektryczny. Humaniści stworzyli np. komunizm i inne utopie. Brak logicznego myślenia i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości jest powszechny. Przykłady można mnożyć. Pamiętam moje zdziwienie kiedy w rozmowie z człowiekiem, który skończył LO i zdał maturę z matematyki okazało się, że nie potrafi on przeliczyć ile warte jest 1000 euro w złotówkach, wiedząc że kurs wynosi powiedzmy 4,20 zł za 1 euro. Kolejnym przykładem jest osoba która będąc w 2 klasie LO nie potrafiła wyobrazić sobie jak wielki jest Księżyc. Kiedy tłumaczyłem jej że jego średnica jest trochę większa niż 1/4 średnicy Ziemi i widziałem na jej twarzy niezrozumienie to postanowiłem sprawę nieco uprościć i powiedziałem, że jego powierzchnia jest wielokrotnie większa od powierzchni Polski. Nadal nie widząc zrozumienia powiedziałem wreszcie że Księżyc jest większy od tego domu i wtedy usłyszałem pełny zdziwienia głos: "Naprawdę ?! Większy niż ten dom ?!". Zaznaczam, że obie te osoby skończyły LO z ocenami bardzo dobrymi z przedmiotów takich jak język polski czy historia.
  • 2010-05-20 17:00 | ivo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Utopie były ślepą kiszką humanizmu, problem w tym, że antidotum na utopie i radykalizm wszelkiego rodzaju nie jest mniej humanistyki tylko więcej... Tak jak antidotum na marną teorię matematyczną nie jest mniej matematyki tylko więcej i precyzyjniejszej w myśleniu. To chyba też dość logiczne. Człowiek niestety może uciekać tylko do przodu. Nie zapomnij, że inspirowana naukami ścisłymi technika stworzyła nie tylko silnik elektryczny, ale też broń za pomocą której nasz gatunek jest w stanie zniszczyć siebie i swoją planetę jednym naciśnięciem guzika. Nie do końca rozumiem jakie intencje przyświecały autorowi tego tekstu, ale wydaje mi się, że nie chodziło mu o to, że za dużo jest humanistyki tylko, że ogólnie głupiejemy coraz mniej rozumiejąc świat dookoła siebie, nie uwzględnił jednak, że taki stan rzeczy jest konsekwencją właśnie cywilizacji technicznej i wygodnictwa oraz pychy nią spowodowanego. Oczywiście nie cofniemy czasu i zgadzam się w pełni, że rozwój człowieka wymaga precyzji myślenia, logiki, jednakże jest to warunek wstępny, a nie jakieś cudowne panaceum, które powinniśmy rozwijać kosztem innych sfer ludzkiego życia. Jestem pewien, że konstruktorzy broni, twórcy wirusów komputerowych, osoby zarządzające ponadnarodowymi organizacjami przestępczymi, genialni stratedzy wojenni, producenci narkotyków, to najczęściej osoby mający świetnie rozwinięte myślenie instrumentalne, logiczne i ścisłe, co nie przeszkadza im (na pewno nie wszystkim) być jednocześnie jaskiniowcami w sferze wartości, duchowości, horyzontów jakie otaczają ich świat. Jeśli piszę coś w obronie humanistyki, to nie na zasadzie jej rywalizacyjnej wyższości nad naukami ścisłymi, to nie jest gra o sumie zerowej. One się powinny uzupełniać, jednak humanistyka musi pełnić rolę nadrzędną, tak jak cel działania musi pełnić rolę nadrzędną wobec środków i narzędzi. Jest jakąś sztuką zrobić siekierę, jednak jeszcze większą sztuką jest jej dobrze użyć, a sztuką największą jest nie użyć jej źle. Pewnie dobrze jest wiedzieć jak duży jest księżyc, jednak lepiej jest chyba wiedzieć jak na przykład moje wychowanie, historia życia, warstwa kulturowa z której pochodzę wpływa na to dlaczego głosuję tak a nie inaczej, czemu ciągle pakuję się w nieudane związki, czemu bywam agresywny. Dobrze jest umieć przeliczać złotówki na Yuany, ale możemy mieć problem w relacjach handlowych z Chińczykiem jeśli nie uwzględnimy jak bardzo inaczej postrzega on czas, człowieka jako podmiot, jak skonstruowana jest jego wizja świata. Wszystko jest ważne i nie widzę powodu by przyznawać matematyce jakieś szczególne miejsce, poza tym że powinna mieć miejsce istotne i doceniane.
  • 2010-05-20 18:45 | człowiek_postnowoczesny

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Można obrażać się na istniejącą rzeczywistość, można ją negować, nawet ignorować, ale takie postępowanie rzeczywistości nie zmieni. Choć faktycznie zawsze istniały osoby, które zamykały oczy i według nich 'potwór' znikał. Ale po kolei.
    1. Jak Pana ciekawi rozkład zatrudnienia w gospodarce koreańskiej lub malezyjskiej, to nich Pan sobie zada trud i poszuka takich danych.
    2. Skoro tak dzielnie broni Pan tezy o prymacie gospodarki przemysłowej nad postprzemysłową to pytanie:
    Bez popatrzenia i interpretacji LICZB, chocby liczby studentów na róznych kierunkach i potem udzialu tak i inaczej wyksztalconych specjalistow w spoleczenstwie...
    jest tyleż dziwne co zabawne. Powinien Pan zapytać nie o liczbę studentów w ww. krajach (których gospodarki uważa Pan za wzorcowy przykład gospodarek przemysłowych), tylko o liczbę robotników w fabrykach. Pańskie pytanie nasuwa wniosek, że nie rozumie Pan kompletnie różnicy pomiędzy gospodarką ery przemysłowej a postprzemysłowej.
    3.Skoro tak Pan jest zauroczony gospodarką przemysłową, to powinien Pan postulować ograniczenie liczby liceów ogólnokształcących na rzecz ponadpodstawowych szkół zawodowych. Praca przy taśmie albo w kopalni lub hucie nie wymaga matury, nawet takiej z przymrużeniem oka, na 30%.
    4.Pisząc poprzedni komentarz starałem się być jak najbardziej dyplomatyczny i taktowny, ale niektórych stwierdzeń Autora artykułu nie da się taktownie przemilczeć. Pan Profesor z jednej strony wyraża tęsknotę za erą przemysłową, ale chwilę potem narzeka, że współczesna Polska jest montownią (czyli fabryką) dla zagranicznych korporacji. W jednym akapicie Autor gromi ‘postindustrialność’ jako cywilizacyjną ułudę (mit), a tymczasem sam, jako pracownik naukowy i akademicki nic nie produkuje (w ujęciu przemysłowym). Autor przecież prowadzi badania naukowe, a zdobytą w ten sposób wiedzę (informację!) przekazuje (sprzedaje) dalej, choćby studentom. Autor raz ubolewa nad tym, że matematyka jest w infantylny sposób reklamowana, aby za chwilę postulować likwidację języka polskiego jako przedmiotu. A na jakiej innej lekcji ma być nauczana dekonstrukcja wytworów kultury, w tym komunikatów informacyjnych, do jakich zalicza się też reklama? Autor przywołuje przykład Francji, jako kraju w Jego opinii nadal stricte przemysłowego. Ale jakoś Jego uwadze umyka problem wykluczonych społecznie rzeszy potomków imigrantów, których ojcowie pracowali jako robotnicy w fabrykach we Francji lat 1950-1980. Ale nowe pokolenia robotnikami nie zostały. Ich potencjalna siła robocza dla przemysłu jest zbędna. Czyżby jednak coś się zmieniło...
    Biorąc pod uwagę fakt, ze Autor jako profesor astrofizyki jest człowiekiem ponadprzeciętnie inteligentnym, zaryzykowałbym tezę, że komentowany artykuł, to w dużej części prowokacja intelektualna za strony Pana Profesora i nie należy traktować jego treści w całkowicie poważny, dosłowny sposób.
    P.S.
    Zgrabnie dobrane zdjęcie do artykułu, całkująca z uśmiechem na ustach na oko 10-letnia dziewczynka. Urocza manipulacja. ;D
  • 2010-05-20 20:38 | PAK

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Z tak rozumianą humanistyką nie potrafię polemizować, bo ona obejmuej wszystko co dobre. Tyle, że aby jej uczyć w szkole, należałoby najpierw zamienić połowę lekcji polskiego na fizykę :D
    Polska ma skrzywienie 'humanistyczne', w sensie przykładania znaczenia do literatury (choć już nie muzyki, czy sztuk plastycznych) i historii. (Zresztą sam wymieniasz tylko jednego tylko fizyka, obok malarza, filozofa i dwóch pisarzy, czyż nie jest to pewne skrzywienie?) Może tak musi być, ale nie ukrywam przerażenia, gdy widzę poziom wypowiedzi osób publicznych, na tematy naukowe (fizyka, chemia, biologia...). Z tym coś trzeba zrobić, bo nie poradzimy sobie ze zjawiskami otaczającego nas świata.
  • 2010-05-20 20:57 | Statystyczny uczeń

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    W pełni zgadzam się z Panem/Panią Ivo.

    A teraz dodam coś od siebie. Fakt faktem, program nauczania w polskich szkołach oraz samo nauczanie w polskich szkołach to chwilami rzeczywiście jedno wielkie nieporozumienie. Uczniowi chaotycznie wpychana jest do głowy wiedza na miliony tematów, w większości nieprzydatnych. Nie twierdzę, aby ograniczać się do średniowiecznych filozofii oraz budowy płazińców, lecz chwilami naprawdę ma się wrażenie, że dana lekcja to czterdzieści pięć minut straconego czasu. Już teraz pierwsze(!) klasy liceum mają za zadania domowe opracowanie własnego biznesplanu – założenia firmy, scharakteryzowaniu konkurencji rynkowej, potencjalnych klientów, cen, podatków i innych – za przeproszeniem – śmieci, które takiemu szesnastolatkowi nie są do niczego potrzebne. Ba! Taki szesnastolatek nie ma na razie zielonego pojęcia, co to są podatki, bo podatków nie płaci i moim zdaniem dobrze, że nie ma pojęcia – przyjdzie na to czas za dwa lata, gdy sam będzie musiał rozporządzać swymi wydatkami, rachunkami, o ile nie planuje życia na garnuszku u rodziców. Liceum opiera się na zasadzie - wykuj, zalicz, zapomnij. Coraz częściej słyszę też zdanie "Oby zdać i zapomnieć". Wiedza, którą jest - że się tak wyrażę - "zapychany" przyda mu się dopiero na studiach (o ile tylko uczeń pójdzie na studia i o ile tylko kierunek studiów pokryje się z danym materiałem), lecz do tego czasu, przyswajając masę nowych informacji, zdąży to wszystko zapomnieć. Błędne koło.

    Podejście nauczycieli do nas i naszej nauki również nie jest takie piękne, jakby mogło się wydawać. Owszem, zdarzają się nauczyciele z powołania, z pasją, umiejący nauczać oraz chcący to robić – dla mnie na przykład mój nauczyciel języka polskiego jest ogromnym autorytetem, uwielbiam go za sposób prowadzenia lekcji, kontakt z uczniami, charyzmę i po prostu stosunek do swej pracy. Być może ma na to też wpływ przedmiot, jakiego naucza – jak już ktoś wcześniej wspomniał, na lekcjach języka polskiego można wreszcie swobodnie się wypowiedzieć, rozwijać światopogląd, kształtować samego siebie oraz korzystać ze zdobytej wiedzy w sposób realny, naturalny (wielokrotnie omawiając daną epokę przetaczaliśmy wzmianki z nauk chemii, matematyki, fizyki, WOSu, WOKu, historii, a także biologii), a nie tylko przy recytowaniu regułek, jak to się ma w przypadku przedmiotów ścisłych. Jednak nie zawsze tak jest – najważniejszy jest nauczyciel, jego podejście do ucznia, do nauczania nas. Wielokrotnie zdarza się, że nauczycielowi się nie chce, jest zmęczony, ma dosyć i nas – mówiąc najprościej – nie lubi. Nie mówię, że tak jest zawsze. Acz mimo wszystko zdarza się, i to nas niepokoi. Lekcja uzależniona od humorów nauczyciela to jakieś jedno wielkie nieporozumienie: jak mam dobry humor, to możemy pożartować i przegadać całą lekcję, a jak mam zły humor, to przepytam całą klasę, powstawiam jedynki za byle co i w ogóle wszyscy mają tu wiedzieć, że ja jestem szef. Ile razy na stwierdzenie, że nie rozumiemy materiału, słyszeliśmy w odpowiedzi: „Nie rozumiecie? No to jutro kartkówka, w domu sobie zrozumiecie!”, „Niech ci koledzy wytłumaczą na przerwie” lub „Nie ma czasu, zaczynamy nowy temat”. Ten ciągły brak czasu, gonienie z tematami ("Dziś przerobimy szybko dwa tematy, bo nie ma czasu" to już norma...) jest bardzo powszechnym zjawiskiem, niemalże codziennością polskich szkół.
    Uczeń ma też chwilami niesamowicie dużo zadane do domu - niemal każdy nauczyciel sądzi, że jego przedmiot jest najważniejszy i wymaga od ucznia, aby ten podzielał jego zdanie, odrabiając z dnia na dzień po piętnaście zadań z równie wielką radością, co radość profesora, gdy ten je zadawał. Owszem, mówi się "A co taki uczeń ma do roboty poza nauką?", i to jest racja w porównaniu do ludzi dorosłych, pracujących, lecz warto tu wspomnieć, że często uczeń dojeżdża do szkoły, nieraz podróż ta trwa godzinę lub więcej (jak na przykład w moim przypadku), a także ma swoje życie prywatne. Gdy wracam do domu, jest średnio czwarta-piąta, zanim zjem obiad i odpocznę mija godzina, a potem mam do wykonania stertę zadań, nie mówiąc już o obowiązku przygotowania się na siedem przedmiotów, które czekają mnie dnia następnego. O pójściu spać przed dziesiątą, jedenastą lub spotkaniu się z kolegami nie ma mowy, abstrakcja. Chyba, że sobie postanowię wrzucić na luz, odpisać na przerwie zadania od kolegów i skorzystać z możliwości zgłoszenia nieprzygotowania (średnio jednego na cały semestr). Ktoś wcześniej wspomniał, że nauczyciele nie patrzą na to, czy uczeń będzie zdawał maturę z danego przedmiotu, czy nie będzie – i to jest racja. Ja rozumiem, że liceum, że poziom, że wymagają i że sami wybraliśmy sobie taką szkołę, więc powinniśmy siedzieć cicho, ale dlaczego niby mamy uczyć się masy nieprzydatnych nam rzeczy kosztem przedmiotu, który jest nam bardziej potrzebny (wspomniane wcześniej czytanie streszczeń lektur na polski)? W efekcie uczymy się wszystkiego, pozornie umiemy wszystko, choć tak naprawdę nie wiemy nic.
    Ponadto nauczyciele mają też niesamowity chaos w dziennikach oraz swoich dokumentach. Dziś na przykład usłyszałam takie oto zdanie: „Co robiłaś na czwartej lekcji w piątek dziesiątego lutego?”, ponieważ nauczyciel nie wypełnił dziennika, gdy było trzeba - bo po co. Nie wspomnę o tym, iż zdarza się – coraz częściej zresztą – że mamy na przykład cztery sprawdziany dziennie, choć regulamin dopuszcza jedynie trzy na tydzień. Na jakiej zasadzie tak się dzieje? Ano na zasadzie: „Jak to macie sprawdzian z historii? Nikt nie wpisał, że macie sprawdzian z historii, więc proszę mi tutaj nie płakać i mieć pretensje do profesora historii. Piszecie sprawdzian i już!” i biedny uczeń znów wraca do domu, by – zmęczony - z dnia na dzień przyswajać tak ogromną ilość materiału.

    Stworzenie gimnazjów to moim zdaniem wielki błąd. Sama skończyłam je całkiem niedawno i uważam te trzy lata za niesamowitą stratę czasu. To jest zupełnie inna specyfika: młodzież wychodzi z podstawówki i wydaje jej się, że jest już strasznie dorosła, w efekcie czego zachowuje się tak, jak się zachowuje, a tymczasem nauczyciele sami nie wiedzą, jak nas traktować: jak dzieci, które właśnie skończyły podstawówkę i można jeszcze pogłaskać je po główkach, czy jak przyszłych licealistów, doroślej i surowiej. I powstaje w ten sposób chaos. Poziom nauczania w gimnazjum jest strasznie niski, oceny końcowe są zawyżane („Proszę pani, bo mi jednej piątki do paska brakuje i czy ja mogłabym zrobić plakat?”), w efekcie czego wielu „karierowiczów” ze świadectwem wyróżnieniem wchodzi później do liceum z brakiem jakiejkolwiek wiedzy, zwłaszcza tej podstawowej, i zwyczajnie sobie nie radzi. To tez hamuje nauczycielki, którzy muszą powtarzać z uczniami materiał z gimnazjum, zamiast realizować ten prawidłowy, licealny. Wiadomo – o paraboli nie opowiesz, kiedy ludzie nie potrafią ci przeczytać wartości punktu zaznaczonego na wykresie lub nie wiedzą na której osi znajdują się argumenty tejże funkcji. Paranoja. Ponadto wcześniej jeszcze muszą wybrać odpowiedni profil w liceum, bo inaczej się nie da. Pytanie tylko, jak niby i skąd taki piętnastolatek może wiedzieć, co on chce robić w przyszłości, co go interesuje i z czego jest tak naprawdę dobry, skoro gimnazjum na dobrą sprawę nie daje możliwości sprawdzenia tego, a sam charakter i upodobania dojrzewającego nastolatka zmieniają się z dnia na dzień? Ja sama popełniłam ogromny błąd – wybrałam profil biochemiczny, zgodnie z zapewnieniami wszystkich, jaką to ja będę miała po tym świetna pracę, że jest popyt na farmaceutów, na lekarzy („Nauka idzie do przodu, a ludzie ciągle chorują!”), jakie to ja będę miała ciekawe lekcje biologii i że jest to najlepszy z najlepszych wyborów. Owszem, zgodzę się. Tyle tylko, że ktoś może się do tego najzwyczajniej w świecie nie nadawać. Nic mi nie dały piątki z gimnazjum, gdy przyszedł czas liceum i rozdrabnianie się na biologii na endodermę, ektodermę oraz budowę polipa. A gdy taki uczeń chce zmienić profil, musi zaliczyć cały program nauczania danego profilu z poprzednich lat. I czeka go masa nauki – przeszłej i teraźniejszej. Jak ktoś sobie nie radzi w ogóle na danym profilu, to albo nie zdaje, albo musi zmienić szkołę. Takie realia.
    W efekcie uczeń płacze później, że matura jest trudna, że matematyka niesprawiedliwie obowiązkowa i to jest skandal - jak tak można było w ogóle zrobić, kiedy on jest humanistą i trójkąt opisany na okręgu na nic mu się nie przyda! Gdy już uda mu się zdać maturę, wybiera się na studia, mimo że w głowie nadal ma, co ma. Profesorowie na takich studiach rwą włosy z głowy, że połowa studentów nie zna podstaw, znów musi cofać się z wykładanym materiałem i tak w kółko. Co zaradniejszy uczeń wybierze politologię, socjologię, psychologię lub inne mniej wymagające studia, aby po prostu zaliczyć, dostać papier i móc znaleźć pracę. Bo przeważnie bez studiów pracy się nie dostanie, taka prawda, więc co się dziwić młodym uczniom, że tam lezą?

    Mówi się, że dziś młodzież jest leniwa, nic jej się nie chce, nie uczy się i generalnie mamy pokolenie wykształciuchów jedynie pozorujących posiadanie swej wiedzy. Ale zastanówmy się, dlaczego tak jest? Dodawanie do planu zajęć liczby godzin nauki przedmiotów ścisłych nic nie zmieni, tak samo nie zmieni nic promocja matematyki i namawianie uczniów do porzucenia drogi powszechnie ukochanego humanizmu oraz wkroczenie na inżynierską autostradę, przyszłościową i nowoczesną, póki nie zmieni się sam charakter, sam sposób nauczania.
  • 2010-05-21 08:39 | Marcin

    Doskonały artykuł.

    Zalewa nas fala ignorancji matematycznej i ogólnie nauk ścisłych. To tragedia narodowa. W szkole nauczycielka j. polskiego mawiała, że aby być prawdziwym Polakiem trzeba znać dzieła Wieszczów. Ja natomiast uważam, że aby być dumnym Polakiem należy potrafić liczyć elementarne całki - kto tego nie umie ten leń i zakała społeczeństwa!
    Spójrzcie chociażby na fotografię towarzyszącą artykułowi - ilu z was rozumie to co jest napisane na tablicy? Wstyd!
  • 2010-05-21 09:59 | Jakubbo

    ?

    Może i bym się nauczył ale chciałbym poznać jedno przynajmniej praktyczne zastosowanie całek w życiu codziennym.
  • 2010-05-21 10:23 | Jakubbo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    "Już teraz pierwsze(!) klasy liceum mają za zadania domowe opracowanie własnego biznesplanu – założenia firmy, scharakteryzowaniu konkurencji rynkowej, potencjalnych klientów, cen, podatków i innych – za przeproszeniem – śmieci, które takiemu szesnastolatkowi nie są do niczego potrzebne."

    Te twoim zdaniem śmieszne umiejętności są niestety niezbędne w życiu dla wielu ludzi, takta wiedza i tobie się przyda jeśli planujesz się usamodzielnić.

    A tak poza tym to sam chodziłem do liceum (drugie LO im, Jana III Sobieskiego w Grudziądzu) gdzie samemu w drugiej klasie wybiera się 3 jakiekolwiek przedmioty rozszerzone. Można wybrać historię, matematykę i język angielski jak ktoś chce. Rozszerzenia można zmieniać bez większych problemów. Można także uczestniczyć w innych zajęciach rozszerzonych jako wolny słuchacz. W sumie cały system działa sprawnie i dziwi mnie, że nie zdążyło się to upowrzechnić.
  • 2010-05-21 11:07 | micjur

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Powiedziałbym inaczej "nie ma cywilizacji bez matematyki".Cywilizacja współczesna jest zależna w coraz większym stopniu od nauk ścisłych.Uczynienie życia na ziemi znośnym dla rosnącej populacji z jakąś perspektywą przetrwania ludzkości mierzoną w skali ludzkiego czasu zawdzięczamy "science".Anglosasi dalej rozróżniają "science" czyli nauki ścisłe od reszty .Lord Rutheford szedł dalej mówiąc ,że nauka to fizyka (matematyka) ,reszta to zbieranie znaczków.
    Warto przekonac się o matematyczno-fizycznych uwarunkowaniach naszej cywilizacji i jej rozwoju (dla przetrwania) sięgając w internecie do
    http://www.popsci.com/ lub http://www.sciencedaily.com/ lub wielu innych tytułów popularyzatorskich.Ni chcę na stare lata umniejszac roli humanistow
    natomiast boli mnie ,że degradacja nauczania przedmiotów ścisłych wyłącza
    cale pokolenia polaków z pracy na rzecz rozwoju cywilizacyjnego.Straszne - autostrady budują nam Azjaci - bo sami nie potrafimy.
  • 2010-05-21 11:14 | Statystyczny uczeń

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    "Te twoim zdaniem śmieszne umiejętności są niestety niezbędne w życiu dla wielu ludzi, takta wiedza i tobie się przyda jeśli planujesz się usamodzielnić. "
    W wieku szesnastu lat? W wieku osiemnastu - to już rozumiem. Ale nie dwa lata wcześniej, gdy do tego czasu zdążę wszystko zapomnieć, a moje doświadczenie i wiedza nt. wydatków oraz oszczędności i dajmy na to handlu opiera się jedynie na dostawanie comiesięcznego kieszonkowego. Ogólnie rzecz biorąc, chodziło mi o to, że - zgadzając się z niektórymi uczestnikami dyskusji - uczeń zalewany jest wiedzą, której nie może w danym czasie wykorzystać, i której często nie potrafi zrozumieć. I tu znów pojawia się formułka wykuj-zdaj-zapomnij. Nie twierdzę, że taki biznesplan to zło, wręcz przeciwnie - bardzo ciekawe zadanie, pozwalające między innymi na rozwijanie kreatywności, a także świetne oderwanie się od nudnych lekcji często polegających na przepisywaniu podręcznika do zeszytu. Problem polega jednak na tym, że taki szesnastolatek, takie dziecko, nie ma pojęcia o biznesplanie, o konkurencji rynkowej, podaży, popycie, cyklu koniunkturalnym, podatkach i ubezpieczeniach zdrowotnych dla "swoich" pracowników, dlatego o wiele lepiej byłoby, gdyby taki biznesplan pisał w klasie trzeciej, niż na starcie w pierwszej. Klasę pierwszą można by było przeznaczyć na coś innego, może wtedy - eliminując realizację takich groteskowych tematów - uniknęłoby się tego ciągłego braku czasu i gonienia z tematami.
    Pozdrawiam.
  • 2010-05-21 11:28 | Fiberone

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Do szanownego Pana Jakubbo. Jeśli używa Pan jakiegokolwiek urządzenia z mikroprocesorem sterujacym jego pracą , zaręczam Panu, że fragmentem jego programu sa procedury całkujące i różniczkujące. Ale cóż, sprzedają nam w sklepach urządzenia "made in China" i prawie nikt nie wie jaka jest zasada działania tych "czarnych skrzynek". Jeżeli ktoś to już zrobił to po co się męczyć ?
  • 2010-05-21 12:12 | ivo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    O! I tu się przydaje ma przykład psychologia i czytanie literatury. Możemy wtedy być lepiej przygotowani na tego typu manipulacje, wychwycimy kiedy ktoś chce nas "zagiąć" tego typu argumentami: "żeby być dumnym Polakiem trzeba znać to i to", "żeby być prawdziwym patriotą trzeba to i to", "nieznajomość tego i tego to wstyd!" matematyka pomaga w tego typu sprawach w mniejszym stopniu niż nawet niescisłe zainteresowanie własnymi procesami psychicznymi, a bez tego jesteśmy wydani na pastwę speców od reklamy i kiepskich polityków.
  • 2010-05-22 19:59 | cyfert

    oczywiście.

    Autorzy powyżej prowadzą szalenie ciekawą dyskusję na temat tego jaka powinna być rola matematyki we współczesnym świecie. Ta dyskusja w szerszym znaczeniu przeradza się w spór o to, jak powinien wyglądać końcowy "produkt" naszego systemu edukacji. Nie jestem w stanie zgodzić się z Panami powyżej - jestem pewny, że całki do niczego mi się nie przydadzą. Że niby mój procesor przeprowadza obliczenia na całkach? Możliwe. I co z tego? Powinienem się wobec tego nauczyć jak on działa i jak go zaprogramować? Niegłupie, przy okazji dowiem się jak go naprawić w razie awarii. A jak już mi tak dobrze poszło... Może zbadam resztę mojego sprzętu komputerowego?
    To nie ludzie, a roboty. Zresztą, gdyby każdy umiał takie rzeczy - praca informatyków stałaby się o wiele mniej opłacalna i niechęć uczniów do matematyki pogłębiłaby się jeszcze bardziej...

    A tak całkiem poważnie (o, a jednak całki się przydają!) to zastanawiam się ile wiedzy przeciętny uczeń jest w stanie przyjąć. Czasy takich humanistów, jak da Vinci i jemu podobni przypadały raczej na lata, w których zasób wiedzy ludzkiej był o wiele skromniejszy niż dzisiaj (nie odmawiam im oczywiście geniuszu). Wydaje się, że, w obliczu zalewu nowych informacji i tego co jest jeszcze do odkrycia, jesteśmy jednak skazani na postępującą specjalizację, a już zwłaszcza w dziedzinach ścisłych.

    Oczywiście, polski uczeń może się uczyć multum rzeczy, które nie będą mu do niczego w życiu potrzebne. Sam właśnie skończyłem liceum (profil dziennikarski, program to właściwie zmieszanie społecznego językowego i humanistycznego) i żałuję, że tak mało wiem z niektórych dziedzin ścisłych. Zwłaszcza z fizyki, którą swoim skromnym zdaniem uważam za jedną z nauk, które odegrają zdecydowaną rolę w dziejach ludzkości. Przykro jednak, że tak wzniosła idea rozbiła się o czynnik ludzki w postaci mojego fizyka, który nie uczył a głosił, nie zachęcał a wzbudzał postrach, nas samych nazywając "tumanistami". Taki tam kalambur.

    Podsumowując: jestem za koncepcją "humanisty" w szerokim znaczeniu. Ale nie wiem czy skromne uczniowskie mózgi podołają.
  • 2010-05-24 00:16 | Jakubbo

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Chodziło mi o użyteeczność wiedzy i praktyczne jej zastosowanie dla mnie osobiście. W sumie na codzień nie projektuję procesorów więc odpowiedzź mnie nie satysfakcjonuje.
  • 2010-05-26 03:56 | ekonomista

    obraźliwa insynuacja

    > i nie należy traktować jego treści w całkowicie poważny, dosłowny sposób.

    Uważam za bardzo obraźliwe insynuowanie, że tego autora nie należy traktować poważnie. Jakby autor tak chciał być traktowany, to by napisał artykuł w dowcipnym tonie. Oskarżasz Pan redakcję o manipulację zdjęciem, a sam nie jesteś Pan lepszy.

    Ad rem:

    Spadek zatrudnienia w przymyśle nie znaczy, że przemysł traci na znaczeniu. Wprost przeciwnie. Każda nowoczesna gospodarka jest oparta na filarze wysokorozwiniętego przemysłu. Udział w PKB pozostaje znaczny.

    Spadek zatrudnienia oznacza tylko tyle, że nie ma zapotrzebowania na duże ilości niewykształconych robotników. Natomiast jest zapotrzebowanie na wysokowykształconych inżynierów. Byli robotnicy zostali przesunięci do wykonywania usług.

    Tak więc ta postindustrialna gospodarka usługowa NIE MOŻE ISTNIEĆ bez inżynierów obsługujących zmechanizowane linie produkcyjne.
  • 2010-11-07 12:31 | antyhistoryk

    Re:Nie ma demokracji bez matematyki

    Dlaczego ani slowa o dwoch godzinach niepotrzebnego przedmiotu jak religia, ktora wlasnie "ukradla" godziny przedmiotom scislym? Historia to ciekawy przedmiot ale nie tworzenie nowych mitow jak to jest w polskim przypadku.
    Jesli chodzi o jezyk polski gro uczniow nie potrafi porzadnie pisac, bez bledow i logocznie. Swiat zmierza w nieuchronnie w kierunku nauk scislych i tak zawsze bylo. To nauki scisle daly podwaliny pod rozwoj przemyslowo-techniczny a nie historia czy jakies filologie czy filozofie. To rozwoj spoleczenstw industrialnych sprawil, ze powstaly nauki jak socjologia a nie odwrotnie.