Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem. I bez.

(5)
Mrożek w PRL objaśniał nam rzeczywistość i ratował przed schizofrenią. I teraz przydałoby się nam trochę Mrożka – jego przenikliwości, humoru i krytycyzmu.
  • 2010-06-29 01:56 | Teresa Stachurska

    Mam pytanie do Sławomira Mrożka

    po lekturze - http://bip.kprm.gov.pl/g2/2010_06/2872_fileot.pdf , mianowiecie jak sobie ceni polską transformację ustrojową?
  • 2010-06-29 03:20 | Danka

    Re:Rozmowa z Sławomirem Mrożkiem.

    Bardzo interesujące refleksje. Komfort pana Mrożka jest jednak wyjątkowy , nie każdy może sobie pozwolić na zmianę miejsca, klimatu, kultury . Każdy inny podróżnik musi pracować od świtu do nocy , aby utrzymać się na powierzchni życia. Szczęśliwy w nieszczęściu pan Mrożek , że może sobie pozwolić na przeżywanie własnego nieprzystosowania.
  • 2010-06-29 08:44 | ivo

    Re:Rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem. I bez.

    Pojęcie "powierzchni życia" jest wprost proporcjonalne do głębi osobowości... Znaczy im mniejsza, tym.. No, dopowiesz sobie sama.. Przeżywanie własnego nieprzystosowania nie jest takim komfortem i szczęściem, nie mówiąc już o tym, że pisarz tego formatu też sporo pracuje i zaryzykowałbym twierdzenie, że jest to cięższa praca niż zmywanie garów, choć na pozór się taka nie wydaje..
  • 2010-06-29 15:00 | Wojciech

    Re:Rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem. I bez.

    @ Ivo
    Pojęcie "zmywanie garów" jest wprost proporcjonalne do głębi osobowości ... znaczy im mniejsza , tym ... No, odpowiedz sobie sam ..
    Artyści z serii "nieprzystosowanych" bawią cztelników własnym nieprzystosowaniem. Czekamy na drugą część tych egzystencjalnych refleksji.
  • 2010-06-29 20:22 | ivo

    Re:Rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem. I bez.

    Użyłem tego, zgoda, przesadzonego określenia w celu jakby to powiedzieć... Skontrastowania? Nie uważam by w tej pracy było coś nie tak, zwłaszcza, że wśród zmywających gary znajduje się sporo nieprzystosowanych, dla których utrzymanie się na powierzchni życia to jednak coś więcej niż zarobienie na chleb. Jeśli cele materialne wyznaczają komuś powierzchnię życia, to jest to naprawdę spory luksus, który zresztą przemysł kulturalny wydatnie pomaga utrzymać. Zubożenie osobowości musi przynosić spore profity, skoro tak trudno się zeń wydobyć. Co do rozbawienia... To dość oczywiste, humor jest w dużej mierze mechanizmem obronnym, choć osoby o róznym poziomie prezentują, także, różny poziom humoru, dla jednych będzie to jak się ktoś pośliźnie na bananie, dla innych absurdy i paradoksy zawarte w języku, dla niektórych, a jakże, rozterki egzystencjalne dla nich niedostępne, z których wyłuskują jedynie powierzchowną i zwulgaryzowaną (przez siebie) formę, nie mając możliwości doswiadczyć ich bolesnej treści. Powtórzę raz jeszcze aby nie być opacznie zrozumianym: nie widzę nic złego w zarabianiu zmywaniem naczyń, sam swego czasu to robiłem, nie zgadzam się jednak na zawężanie ludzkich horyzontów do celów materialnych i jakieś próby uwznioślania tego, to już pachnie socrealizmem w wersji z lat 50. I tylko dlatego użyłem tego określenia. Autor do 20. roku życia nosił okulary które dostał jako 13latek (to się nazywa elastyczność :), więc do krezusów raczej nie należał, sądzę, że poznał obie strony niewygodnego życia, jeśli mamy się trzymać tego kartezjańskiego podziału na materię i ducha. Więc pisanie o jego "komfortowym" nomadyzmie jest nie na miejscu i skłania mnie by odbierać je jako resentyment wobec "widzących dalej niż kawał kiełbasy" by zacytować już dzieło lżejszego kalibru, czyli "Dzień Świra"