...mojej aktualnej sytuacji.
Jesteśmy 3 lata po ślubie, synek ma rok i pięć miesięcy.
Mieszkamy w wynajetym mieszkaniu, ja pracuję i zarabiam na życie i rodzinę, żona zajmuje się domem.
Wstyd się przyznać, ale nie dogadujemy się.
Przyczyny jak zwykle są skomplikowane... moi rodzice mieszkają w odległej miejscowości a mnie przekazali gospodarstwo, którym sami się zajmują, ale min z uwagi na ich wiek konieczna jest moja pomoc tak w sezonowej kumulacji prac jak i w codziennych obowiązkach.
Na wieś wyjeżdżamy na weekendy (kompromsem jest wyjazd w co drugio a nie każdy weekend.
Żona również pochodzi ze wsi (sąsiadująej z moją rodzinną miejscowością, co w dużej mierze przyczyniło się do powstania i rozwoju naszej relacji a w końcu małżeństwa).
Niestety nie podziela ona mojego zaangażowania w problemy naszej własności na wsi. Woli spędzać cąły czas w mieście, najchętniej z przyjaciółką osiedla, która ma dziecko w wieku naszego synka.
Jeśli już zechce jechać na wieś to woli spędzać czas u mamusi, gdzie może swobodnie rozmawiać z sistrą (jej siostra róznież ma męża, którego całkowicie zdominowała i "jeździ na nim jak na burej suce")
Mimo, że jest znaczna wysproporcja w edukacji (ja skończyłem politechnikę, żona ledwie zrobiła maturę), to jej oczekiwania są nieproporcjonalnie wysokie. Chciałby wieść beztroskie życie "żony utrzymywanej", co prawda pracowała przed zajściem w ciążę, ale odbywało się na moje wyrażne naleganie a sama nie miała nigdy własnej chęci do pracy. Podczas kiedy ja wolałbym model partnerski, gdzie oboje moglibyśmy pracować.
Dziś wzajemne pretensje i różnice w oczekiwaniach doprowadzają do coraz częstszych spięć. Co prawda jedziemy w kłótniach równo i nie mam żadnych tyłów w rzucaniu obelg i oskarżeń, ale do dziś nie powiedziałem jej jeszcze, że wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie najlepszym rozwiązaniem byłoby roztsanie...
Ale dziś jej to powiem...
Wyszukaj na forum
Forum
Jak się nie rozwieść
(6)
Dlaczego ludzie się rozstają, choć tylko czasem naprawdę muszą, opowiada na podstawie swojej praktyki w terapii par Mariola Kosowicz, psycholog.
-
-
Re:Jak się nie rozwieść
Jeżeli jesteś ojcem, który może spokojnie zapomnieć o swoim synu, zrób jak planujesz. Jeśli jednak ma on dla Ciebie jakieś znaczenie, walcz o związek. Inaczej zrobisz mu krzywdę na całe życie. -
Re:Jak się nie rozwieść
Piszesz w taki sposób, że nie mam wątpliwości, że jesteś kobietą.
A gdzie tu myślenie o mnie, o tym, że za 15, 20 lat podsumuję swoje życie i może stwierdzę, że było przegrane przez to, że bałem się podjąć decyzji o rozstaniu.
A dziecko? Czy myślisz, że dorastanie w domu, gdzie dwoje rodziców prowadzi kłótnie jest lepsze o dorastania w domu z jednym tylko rodzicem? Ja tak nie sądzę.
Poza tym nie mam zamiaru odchodzić zaraz po tym jak zaproponuję rozstanie
Mam nadzieję, że druga strona potraktuje poważnie zaistaniały problem i przejawi chęć kompromisu.
Jeśli nie, no cóż ... ludzie racjonalni potrafią się dogadać i żyć w zgodzie.
Jeśli my nie będziemy potrafili się dogadać to pozostanie żyć w zgodzie z samym sobą... ale osobno.
Nie można żyć w ciągłym konflikcie... to grozi degradacją emocjonalną z której powstają jeszcze gorsze skutki takie jak przemoc, alhoholizm a nawet porywanie się na życie (własne lub cudze).
Obawiam się, że moja tolerancja na "fochy" żony dobiega kresu i nie mogę tak dłużej funkcjonować.
Wolę płacić alimenty i ponieść pozostałe konsekwencje niż upodlić się do skrajności. -
Re:Jak się nie rozwieść
Walczyć trzeba, ale gdzie, wg Ciebie, jest granica tej walki ? Mówiąc konkretnie, walka o związek polega na ustępstwach (kompromis) - potrafisz wskazać tak a priori, do jakiej granicy można ustępować ? Jeśli stawiasz tezę, że w imię dziecka trzeba walczyć ZAWSZE, nie wolno się poddać, to jest to najkrótsza droga do niewolnictwa. W polskich realiach dziecko jest prywatną własnością matki, więc matka zawsze może powiedzieć mężowi "zrób tak jak sobie życzę bo jak nie, to będzie to oznaczało, że nie walczysz o nasz związek", ona wie, że w razie rozstania dziecka nie straci. Trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć - każdy sam rozstrzyga, gdzie dla niego jest ta granica.
Rozwód jest z krzywdą dla dziecka ale rodzina patologiczna z rodzicami wiecznie skłóconymi też. Co wybrać ? Każdy sam rozstrzyga. Tylko dzieci nie mają konieczności wyboru - czy nastąpi rozwód czy będzie trwać rodzina ale jako patologiczna dziecko i tak kiedyś zapyta "rozumiem, że wy, moi rodzice, nie mogliście się dogadać, ale dlaczego ja na tym ucierpiałem, co ja zawiniłem ?". I jedyna uczciwa odpowiedź to "nic nie zawiniłeś a rzeczywiście poniosłeś negatywne konsekwencje niedoskonałości rodziców. Ja ojciec/matka mogę tylko liczyć na to, że kiedyś mi wybaczysz". Każda inna odpowiedź to mydlenie oczu dziecku. -
Re:Jak się nie rozwieść
Pozwolę sobie na kilka uwag, nie traktuj tego jako pouczenie, zrobisz z nimi co zechcesz.
1. Nawet, jeśli dojdzie do rozwodu to trzeba oddzielić sprawę dziecka. Oboje rodzice powinni uznać, że dziecko ma swoje NIEZBYWALNE prawa, wśród nich prawo do posiada rodziców. Tych niezbywalnych praw nawet rodzice nie mogą go pozbawić, tak jak nie mogą pozbawić prawa do życia. Wynika z tego obowiązek zarówno dla matki (w Polsce prawie zawsze po rozwodzie dzieci są przyznawane matce) jak i dla ojca. Ojciec nie może ograniczać się do płacenia alimentów, to ZDECYDOWANIE za mało. Ma zrobić ABSOLUTNIE WSZYSTKO co w jego mocy, aby dziecko miało ojca w praktyce, jak najwięcej. Z drugiej strony matka ma obowiązek pomagać w tych kontaktach. Niestety życie jest jakie jest, z jednej strony ojcowie czasem w ogóle nie interesują się dziećmi albo płacą alimenty i uważają się za dobrych ojców. Z drugiej strony niestety często matka odgrywa się na swoim ex przy pomocy dziecka, w szczególności blokując ojcu kontakt z dzieckiem. Znam tylko jedną matkę, która po rozwodzie potrafiła pojechać do swojego ex i przekonywać go, żeby bardziej interesował się ich synem, by częściej się z nim widywał, bo dziecko potrzebuje ojca. Kiedyś powiedziałem Jej, że do końca mojego życia będę Ją szanował jako matkę.
2. Z tego co opisałeś wynikają całkowicie różne oczekiwania Twoje i Twojej Żony względem drugiej strony. Zadaj sobie pytanie, czy Ona wychodząc za Ciebie za mąż wiedziała, że Ty z czasem będziesz chciał dużo Waszego czasu poświęcić na zajmowanie się gospodarką Twoich rodziców. Bo wygląda mi to na „zmianę warunków umowy już po jej zawarciu”, jeśli tak jest, to odpowiedz sobie na pytanie, co byś powiedział, gdyby to Tobie ktoś jednostronnie zmienił warunki już zawartej umowy. Do tego jest to gospodarka Twoich rodziców a nie Jej, to są Twoi rodzice, dla Niej to zawsze będą obcy ludzie, choć zapewne, zgodnie z polskim zwyczajem, mówi do nich „tato, mamo”. Jeśli mam rację co do tej „zmiany umowy”, to trzeba przyjąć, że to Ty stworzyłeś problem. W takiej sytuacji na Tobie ciąży obowiązek znalezienia wyjścia z problemu, powinieneś zaproponować rozsądny kompromis i, jeśli zostanie zaakceptowany, przestrzegać go. Powinieneś określić swoje zamierzenia co do gospodarstwa, bo to nie jest problem na kilka miesięcy tylko na lata. Z czasem zostaniesz sam z tym gospodarstwem (rodzice nie są wieczni niestety) i co wtedy, przeniesiesz się tam i zaczniesz żyć życiem wiejskim oczekując, że Żona pójdzie za Tobą ? Przecież ona wyszła za mąż za „miastowego” i zapewne nie planowała być „wiochmenką”. Jeśli mam rację, to życzę Ci byś znalazł kompromisową propozycję (np. póki żyją rodzice pomagasz im np. raz na 3 tygodnie ale potem to sprzedasz i nie będziesz żądał od Żony, by przeniosła się na wieś – może to Twoja Żona zaakceptuje, jako żona ma pewien obowiązek „nagięcia się” do męża, ale bez przesady)
pozdrawiam -
Re:Jak się nie rozwieść
Wiesz,andronek,w mojej rodzinie byla podobna sytuacja,wuj jezdzil do rodzicow pomagac w gospodarstwie,az ciotka kiedys postawila sprawe na ostrzu zona:albo ziemia,albo ja.Gospodarstwo poszlo na sprzedaz.W Twojej sytuacji widze wine obu stron.
Twoja: dlaczego zajmujesz sie odleglym gospodarstwem,ktore nie nalezy nawet do ciebie,lecz do rodzicow?Niestety,nikt nie zyje wiecznie,i przyjdzie wkrotce dzien,kiedy Twoi rodzice odejda z tego padolu lez.Czy zamierzasz przeniesc sie wowczas na wies na stale i zajac sie uprawa roli?Jesli nie,to nie ma sensu wiazac z nim planow i w nie inwestowac,a ziemie najlepiej wydzierzawic badz sprzedac.Rozumiem tez niezadowolenie Twojej zony.Marnujesz czas na dojazdy i prace nad czyms,co w sumie nawet nie bedzie nigdy wasze.
Wina Twojej zony:Dlaczego pozwalasz jej siedziec w domu?Synek nie wymaga juz calodobowej opieki,a jedna pensja na trzy osoby to o wiele za malo,zeby przyzwoicie zyc.Powiedz jej po prostu,ze nie stac cie juz na bycie jedynym zywicielem rodziny, i ona tez musi sie zaczac dokladac do budzetu.
Pozdrawiam i zycze szczescia Wam obojgu.
