Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Janke wspomina Sierpień

(1)
2010-08-25 14:03 | psr18gh
W latach siedemdziesiątych dorabiałem sobie wykonując prace dorywcze w stoczni Lenina w Gdańsku i stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni. To było dla mnie porażające doświadczenie zawodowe. Hordy wałęsających się od baru do baru stoczniowców, totalne marnotrawstwo deficytowych materiałów, np. dość często można było spotkać spawacza na papierosku, który z nudów rzuca z kołczanu elektody jedna po drugiej do wody. W kontenerach na śmieci było pełno nowych kabli, rur itp. pomieszanych z autentycznymi śmieciami. To wszystko szło na śmietnisko. Gdy potem podjąłem pracę zawodową w głębi Polski w mniej priorytetowej firmie niż stocznie, to często śniły mi się te marnotrawione materiały. Tam w głębi Polski brakowało nam wszystkiego, choć firma generowała potężne zyski to i tak nic nie mogliśmy kupić. Sztandarowe firmy miały specjalne pieczątki i jako uprzywilejowane dostawały materiały i urządzenia w pierwszej kolejności. Reszta musiała posiąść zdolność aby z "gówna bat ukręcić". Te firmy nieźle sobie teraz prosperują a elita stoczniowa jest na bruku. Nigdy nie zapisałem się dlatego do Solidarności, czy do innego związku zawodowego, ponieważ te środowiska kojarzą mi się tylko z nieróbstwem i żądaniami. Choć nie ukrywam że dzięki Solidarności osiągnąłem w życiu bardzo dużo a tak byłbym "dobrym inżynierem, ale bezpartyjnym", czyli murzynem w firmie do roboty.