Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Grudzień 1970. Kto to jeszcze pamięta?

(4)
2010-12-13 14:07 | psr18gh
Przeżyłem w Gdańsku grudzień 1970 roku. To był dla mnie - dorosłego człowieka olbrzymi wstrząs. Inne są niestety teraz "dyżurne tematy" rocznicowe Wildsteina, Sakiewicza, Semki, czy redaktora Janke.
Ciekawe, czym oni będa żyli za 20 lat?
  • 2010-12-14 00:17 | tkw

    Re:Grudzień 1970. Kto to jeszcze pamięta?

    do 2010-12-13 14:07 | psr18gh

    1970 rok to 25 lat po wojnie i 40 lat temu. Uczestnicy tamtych wydarzeń mają dziś po 60-70 lat a niedługo wymrą. To zmienia optykę. Ale daje też pewną nadzieję - dziś już nikt nie mówi, że w 1970 to warchoły itd. tylko że to zbrodnia komunistyczna. Stan wojenny był zaledwie 11 lat później, wynika z tego, że trzeba zaczekać jeszcze 10-15 lat i ocena stanu wojennego będzie podobnie jednoznaczna jak ocena 1970 roku.

    Co ciekawe - w innych swoich wpisach bronisz Jaruzelskiego a to przecież tenże sam Jaruzelski posłał wojsko w 1970 roku !

    pozdrawiam
  • 2010-12-14 07:24 | psr18gh

    Re:Grudzień 1970. Kto to jeszcze pamięta?

    15 grudnia 1970r. o godz. 6.30 leżałem spanikowany na podłodze kolejki przed przystankiem Gdynia-Stocznia. Dojeżdżałem do Komuny Paryskiej dorobić sobie przy pracach porządkowych w stoczni do studenckiego stypendium. W Gdyni Głównej kolejkę dojazdową obiegła informacja, że na przystanku Gdynia-Stocznia strzelają. Nikt nie wiedział, kto strzela i do kogo. Leżałem sparaliżowany jeszcze w tej samej kolejce w drodze powrotnej do Wrzeszcza.
    Było ciemno jak dzisiaj rano, nic nie było widać. Miałem szczęście, że nie jechałem do roboty na godzinę 6.00. Wtedy to grubo przed szóstą wydarzyła się ta tragedia na tym przystanku kolejowym. Strzelano do bezbronnych stoczniowców, którzy szli do pracy. Do dzisiaj zdarza się, że budzi mnie żona bo krzyczę przez sen. Śnią mi się tamte horrory.
    Jestem chrześcijaninem, więc potrafię wybaczać, zwłaszcza ludziom którzy stoją przed grobem. Tak mnie wychowano.
  • 2010-12-14 10:39 | tkw

    Re:Grudzień 1970. Kto to jeszcze pamięta?

    do 2010-12-14 07:24 | psr18gh

    Ja w 1970 r. byłem w Warszawie ale w 1981 w Gdańsku. Byłem pod stocznią w tłumie ludzi, naprzeciw kordon ZOMO, za kordonem wojskowe gaziki z jakimś urządzeniem na długiej nodze. Nie miałem wtedy okularów i nie widziałem, co to za urządzenia, byłem pewny, że to karabiny maszynowe. Gdy zaczęło się, znalazłem się w pierwszym szeregu. Właściwie już pogodziłem się, że zaraz zginę, okazało się jednak, że to były wyrzutnie gazu łzawiącego, strzelały jednak nie przed tłum tylko w środek. Potem ruszyło ZOMO i nawet nie poczułem, że dostałem pałą, dopiero wieczorem zorientowałem się, że mam niezłego guza na głowie (tzw. "lola" czyli długa zomowska pała ma na końcu zatopiony ołów).

    13.12 zastał mnie w Warszawie. Akurat nocowała u mnie Ciotka, rano obudziła mnie, włączyliśmy telewizor i oczywiście Jaruzel. Pamiętam moją reakcję - jakoś poczułem ulgę i powiedziałem do Ciotki "no to teraz wszystko jest jasne, koniec dyskusji, koniec dywagacji. Teraz albo oni albo my, to już tylko kwestia czasu. bagnetami można zdobyć kraj ale na bagnetach trudno się siedzi, na razie to oni są górą ale niech tylko im się noga powinie, to będzie ich koniec, tu już nie ma miejsca na wicie-rozumicie". I do dziś się zastanawiam, czy ja wtedy byłem taki mądry czy taki głupi.

    W sumie to wygraliśmy z komuną, ale miną jeszcze lata zanim staniemy się jako tako normalnym krajem. I to czego mi żal, to to że ja już tego nie doczekam, że to na moje życie padł ten okres zgnilizny moralnej. Jak wymrą uczestnicy tamtych czasów, to powinno znormalnieć, ale mi szkoda.

    Co do wybaczania:
    1. uczono mnie, że pierwszym i podstawowym warunkiem wybaczenia jest skrucha winowajcy. A u Jaruzela jest jej 0. Pamiętam na początku stanu wojennego taśmę z nagraną wypowiedzią Stefana Bratkowskiego. Komentował on chęć władzy do rozmów, w tym czasie tysiące siedziało internowanych i aresztowanych. Bratkowski skomentował to jasno: "jak się siada do rozmów to pierwszą rzeczą, jaką trzeba załatwić to sprawa jeńców. To jest warunek konieczny, inaczej jest kapitulacja i podłość". Pierwszym warunkiem wybaczenia jest uznanie winy przez samego winowajcę.
    2. co innego wybaczenie chrześcijańskie a co innego rozliczenie zbrodni. Rozliczenie potrzebne jest nie po to, by Jaruzelskiego wychować, aż tak naiwny nie jestem, tylko dla przyszłych pokoleń. Żyjemy w kraju, gdzie najwyższe emerytury mają esbecy, gdzie gloryfikuje się podłość i fałsz. Pojęcia dobra i zła są kompletnie poprzestawiane.
    3. jeśli idzie o Jaruzelskiego to ja marzę o takim momencie, gdy padnie wyrok "winien". I wcale nie marzę o tym, by go zamknąć w więzieniu, ale by była taka jasna ocena. I tego się nie doczekam, bo jest za stary, procesy nie skończą się wyrokami.

    pozdrawiam