Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

I na wojnie bywa wesoło

(8)
2010-12-14 00:41 | tkw
Jeden z moich znajomych w stanie wojennym „knuł zawzięcie”, kilka razy go sadzali. Którymś razem szukali u niego w domu drukarni, nie znaleźli ale zabrali ponad 300 ryz papieru A4 (to daje ok. 150.000 arkuszy, całość waży ponad tonę). Na rozprawie przed sądem na pytanie, po co mu był ten papier odpowiedział, że „dla dzieci do rysowania”.

W wyroku dostał odsiadkę, grzywnę itd. – standard, no i oczywiście konfiskatę tego papieru. W uzasadnieniu konfiskaty:
„oskarżony stwierdził, że papier był przeznaczony dla dzieci do rysowania. Sąd uznał, że jest to mało prawdopodobne aczkolwiek wykluczyć tego nie można”.

Gdy w pracy ktoś gadał od rzeczy zdarzało mi się mówić „jest to mało prawdopodobne aczkolwiek wykluczyć tego nie można”.

Tenże sam znajomy, w wyniku kolejnego aresztowania, ponownie stanął przed sądem a ten skonfiskował mu malucha (samochód ma się rozumieć, a dokładniej ‘wyrób samochodopodobny”). Tyle, że „smutni panowie” zapomnieli opisać stan samochodu, dostarczyli tylko żonie dokument, że samochodu nie wolno jej sprzedać ani nic takiego. Gdy kolega wyszedł „na wolkę” samochód nadal stał u niego na podwórku. Wobec braku opisu wymontował z niego wszystko co się dało – silnik, koła, maska przednia i tylna, drzwi – wszystko. Jak sam powiedział „resztę trzeba by ciąć palnikiem”. Po jakimś czasie zgłosiło się dwu „smutnych” panów „my po samochód, proszę oddać kluczyki”. Oczywiście oddał im bez oporu a na pytanie „gdzie samochód” wskazał ten szkielet, którego już nie chciał ciąć palnikiem. Panowie przychodząc mieli nadzieję, że nim odjadą ...
  • 2010-12-14 01:00 | tkw

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    W stanie wojennym w moim mieszkaniu była drukarnia. Wszystko było zorganizowane jak należy – o sąsiadach zrobiono wywiad, co to za ludzie, zbadano, czy miejsce się nadaje. Nadawało się jak cholera – duży blok mieszkalny z jednym wejściem, ciągle ktoś wnosił i wynosił duże rzeczy, nikogo to nie dziwiło. A na jeden numer miesięcznika jaki drukowaliśmy trzeba było wnieść 300 ryz papieru, farbę itd. a potem wszystko wynieść, więc taki blok gdzie wszyscy przyzwyczaili się do ciągłego wnoszenia i wynoszenia był idealny.

    Drukarnią zawiadywał facet, którego tylko pseudonim znałem (poznałem jego prawdziwą tożsamość po latach, w ramach któryś tam wspomnień już w III RP występował w TV). Miał klucze od mieszkania, musiał przecież zawsze móc wejść a telefonu nie miałem, to nie były czasy komórek.

    W tym samym bloku ale kilka pięter niżej mieszkali moi znajomi. Kiedyś zostawiłem u nich zapasowe klucze do mieszkania na wypadek jakbym zgubił swoje (mieszkałem sam). Oczywiście z czasem o tym zapomniałem. Ci moi znajomi położyli sobie kafelki i terakotę w łazience, a że łazienka jest razem z ubikacją – powstał problem, bo przez trzy dni nie można było wchodzić. Więc jeździli do rodziców na drugą stronę Wisły (mowa jest o Warszawie), ale drugiego dnia znajoma mówi do męża: „po co my jeździmy tak daleko, przecież mamy klucze od mieszkania „tkw” – tu padło moje imię. No i wzięli te klucze i poszli na górę.
    Resztę znam z ich relacji po moim powrocie z kilkudniowego wyjazdu:
    „słuchaj, wchodzimy do ciebie do mieszkania a na środku przedpokoju stoi jakiś facet, w rękach trzyma dwa ogromne worki a w oczach przerażenie. Ja mu na to – proszę się nie niepokoić, my tylko na chwilkę. Facetowi oczy zrobiły się dwa razy większe, puścił te worki i nie wiem, czy będzie uciekał czy się na nas rzuci. Więc ja do niego jeszcze spokojniej – proszę się nie denerwować, my tylko siusiu i już nas nie ma”.

    Zapomniałem kolegę uprzedzić, że sąsiedzi mają klucze. Faktycznie, było tylko siusiu i już ich nie było.

  • 2010-12-14 01:21 | tkw

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    Jak pisałem – w moim mieszkaniu była drukarnia. Drukowaliśmy miesięcznik, nakład do 10.000, objętość do 50 stron A4.

    Najpierw wszystko drukowałem i układałem w stosy. Potem miałem takie fajne półeczki, na których układałem sobie wydrukowane kartki, na każdej półce inna strona (półka 1 – strona ½, półka 2 – strona ¾ itd.). Potem składanie – z każdej półki wziąć po jednej kartce, układałem sobie w stosy „na krzyż” a potem zszywanie. Miałem fajny zszywacz niemieckiej produkcji, brał nawet duże zszywki a miał tak zmyślną konstrukcję, że zszywka wchodziła w papier nie po łuku (jakby mogło się wydawać) tylko po prostej, więc się nie wyginała.

    Sama drukarnia to też była niezła konstrukcja. Okna zasłonięte na stałe (żeby z bloku na przeciwko nikt nie mógł zajrzeć), ściany i sufit wyklejone płytami styropianu dla wyciszenia, na podłodze kartony dla wyciszenia. Sam powielacz stał na rozłożonej wersalce, żeby tłumić drgania. W sumie w pokoju było duszno i gorąco, okna nie można było otworzyć, więc często pracowałem w samych slipach.

    Któregoś razu nieco się zasiedziałem i zszywałem „urobek” o 2 w nocy. Każdy egzemplarz zszywany dwoma zszywkami, więc pracowałem w rytmie – wziąć egzemplarz, zszywacz raz, zszywacz dwa, odłożyć, wziąć następny egzemplarz. Dość rytmiczna praca, zszywacz stukał jak zegarek (miałem wprawę).

    Nagle dzwonek do drzwi. Panika – co robić ? Czekam ale dzwonek znowu dzwoni. Podchodzę po cichu do judasza – sąsiad z dołu. Więc otworzyłem. W slipach, spocony, ręce po łokcie czarne od farby. I sam zaczynam: „przepraszam sąsiad, ale coś mi się rozsypało i musiałem włączyć odkurzacz, przepraszam za hałas”. Głupie, ale w nerwach nie takie głupoty człowiek wygaduje.
    A sąsiad spokojnie do mnie: „sąsiad, ja wszystko rozumiem, ale dzisiaj żonę głowa boli, proszę cię, wyłącz dzisiaj tę powielarkę”.

    Pełna konspira.
  • 2010-12-14 14:00 | Grace

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    Panowie konspiratorzy raczą nie zdawać sobie sprawy z tego, że gdyby w państwie, które zapłaciło za ten papier, prowadzili konspiracyjną działalność w celu obalenia tego państwa, to raczej nie oglądaliby swoich wnuków do tej pory.
  • 2010-12-14 15:45 | tkw

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    do 2010-12-14 14:00 | Grace

    a jakież to państwo płaciło za papier ?
  • 2010-12-14 16:07 | Kolega królika

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    Widzę Grace, że jesteś kolejną osobą, która przecenia znaczenia finansowania przez CIA struktur Solidarki w tamtych latach. Faktem jest, że takie indywidua jak 'prałat' Jankowski żyły w tamtych latach za ich pieniądze jak pączki w maśle i w konsekwencji stały się sybarytami na długie lata, to jednak Jankesi w ten sposób pomagali w co drugim kraju Am. Płd. w 'walce z komunizmem'. Cały dowcip w przypadku Europy Wsch. polega jednak na tym, że to Gorbaczow dał jej wolność na platerze!

  • 2010-12-16 01:51 | Adam 2222

    a dzięki takim rozgarniętym jak tkw mamy rozkradanie Polski od 1989 r, on sam ma również zal do komuny ze go jeść małż nie nauczyła, Żal mi takich jak tkw

  • 2010-12-16 15:08 | Kolega królika

    Re:I na wojnie bywa wesoło

    To jest ten tzw. 'twardy' elektorat PiSuaru i słuchacze sekty grzybiarzy z Torunia. Co robić - trzeba czekać na za zmianę pokoleniową :)