Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

(34)
Ustalenie przyczyn katastrofy Tupolewa zamienia się w wojnę polsko-polską oraz polsko-rosyjską. Obie te wojny nie mają szans na rozstrzygnięcie.
  • 2011-01-26 08:59 | Wojtek

    Za całą tą wojnę, winię premiera tuska

    za jego negowanie prawdy w projekcie raportu MAKu i tu wpadł chłopina bo chciał być lepszy od oszołomów z PiSu.
    Cokolwiek teraz zrobi i tak będzie źle to odbierane.
    A prawda jest jedna dla racjonalnie myślących i ludzi obeznanych w temacie pozwolenia na lądowanie nie było.
    Czy słychać w jakimkolwiek nagraniu proszę o pozwolenie na lądowanie od strony pilotów, nie ma nic takiego.
    Odpowiedź kontrolerów była by tylko jedna nie pozwalamy.
    Cały paradoks tej sprawy jest taki że tylko tym przebrzydłym ruskom jak nikomu innemu zależało aby do tej katastrofy nie doszło.
  • 2011-01-26 09:05 | bryka

    Ostatni Lot

    Jestem świeżo po lekturze książki "Ostatni Lot".Jednym z jej autorów jest były dowódca 36 SPLT,pilot i instruktor na TU 154M Pan Robert Latkowski.Po tej lekturze,mam wrażenie,że działalnośc wszystkich fachowych komisji wyjaśniających katastrofę jest uwikłana w politykę.Katastrofę spowodowały zarówno załoga i ekipa "ją nadzorująca" na pokładzie i w Siłach powietrznych.Degrengolada zarządzania i dowodzenia tymi siłami owocowała już wcześniej wieloma znanymi katastrofami.Można tylko miec nadzieję,że smoleńska będzie taką ostatnią katastrofą.Dla ilustracji przewagi wyjaśnień zawartych w książce nad oficjalnymi raportami i "prawieraportami" podam stwierdzenie techniczne,że "automat odejścia" może zadziałac tylko wtedy gdy lotnisko ma ILS (brak na Siewiernym) oraz ,że książka (wydana w roku ubiegłym) zawiera wyczerpujące wyjaśnienia przebiegu zdarzeń na wieży lotniska.Podczas gdy rewelacje w tym zakresie komisja Millera podała w br.
  • 2011-01-26 09:15 | the mentor

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Przyczyn katastrofy nie mozna wynegocjowac. Polski rzad sie osmiesza. Nie da sie zwalic winy na kontrolerow.

    Katastrofa smolenska to wynik walki o pelnie wladzy miedzy PO i PIS. Obydwaj Tusk i Kaczynski sa odpowiedzialni.

    A poziom tego artykulu to rynsztok w czym pani Paradowska nie jest juz w stanie zaskoczyc.
  • 2011-01-26 10:12 | divak2

    Dobre

    Zmienić coś można było przed 10 kwietnia 2010. Zasugerować prezydentowi Kaczyńskiemu (nie miałem zamiaru na niego głosować) wcześniejszy o dzień albo parę godzin wylot i wzięcie na serio możliwości lądowania na lotnisku zapasowym, bo takie drobnostki jak zła pogoda i biedne wyposażenie lotniska w Smoleńsku mogą mieć kluczowe znaczenie. Milion razy już to zostało powiedziane i dalej niektórzy nie chcą tego przyjąć do wiadomości A teraz te kłótnie i przepychanki to są tylko odgrzewane nieświeże kotlety. Tyle, że wielu ludziom takie kotlety smakują.
  • 2011-01-26 10:59 | Vera

    To bardzo rozsądne stwierdzenia

    @Pan Wojtek
    Jak to się dzieje, że na tak proste stwierdzenie "nie było pytania o lądowanie" nie wpadli do dzisiaj dobrze opłacani specjaliści od wszystkiego? Pańska odpowiedź pozwala na skrócenie tych wiecznych dyskusji o winie. Nawet po tak długim czasie można zawsze dodać coś mądrego.

    Dobrze byłoby, gdyby p. Paradowska czytała i uwzględniała uwagi komentatorów.
    Pozdrowienia
  • 2011-01-26 14:07 | pigwa

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Żal mi w całej tej politycznej farsie pilotów naszego Tu [już pośmiertnie] i panów Plusnina i Krasnokutskiego z wieży w Smoleńsku. Przecież ci ludzie zostali nakłonieni [czy nawet zmuszeni] do robienia rzeczy, których nie powinni byli robić, a wszystko dlatego, że politycy rozgrywali właśnie swoje gry. Los wykonawców roakazów, gdy ścierają się potężniejsi od nich.

    A jeśli sobie przypomnieć jak wyglądało powstawanie spiskowych bredni, czyli dni zaraz po katastrofie, to widać dosyć jasno, że nawet gdyby najtwardsze dowody przemawiały od początku przeciwko takim domysłom, to i tak należałoby ten spisek wymyślić. Kaczyńskiemu, jego partii i pokrewnym środowiskom 'załatwia' on zbyt wiele rzeczy naraz, by zrezygnowali z obaraniania naiwnych i snucia zawiesistych opowiastek. Dziwię się tylko sporej części dziennikarzy, że tak łatwo to wszystko łykają. Choćby podczas ostatniej awantury [po raporcie MAK i polskiej odpowiedzi] aż żal było patrzeć na takich choćby komentatorów TV walących w tam-tamy narodowych zabobonów i histerii, że oto 'napluto nam w twarz', 'Polska została upokorzona' itd., gdy prawie nikt nie brał pod uwagę trzeźwego głosu specjalistów, którzy wręcz ośmieszali te rosyjskie i polskie rewelacje z raportów i kontrraportów.

    No ale przecież u nas rządzą politycy, a nie jacyś tam specjaliści.

    Pozdrowienia
  • 2011-01-26 17:28 | Stan

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Czy polscy piloci potrzebowali pozwolenie na lądowanie?. Prezydent Komorowski potwierdził ostatnio w wywiadzie, że Jak 40 wylądował bez pozwolenia. Ciekawe czy prokuratura rosyjska będzie ścigać pilota za złamanie przepisów.
  • 2011-01-26 17:35 | Adalbert

    Re:Wojna polsko-polska trwa

    Szamani z PiS, dawnej mojej nadziei na IV RP, pchają Polskę do wojny "secesyjnej". Wnioski Raportu MAK nie mogą przedmiotem uchwały sejmowej. Niech raport stworzą polscy inżynierowie i piloci, ale nie partyjne pleciugi polityczne. Pełna żenada . Media jak korniki nie chcą opuścić tej smoleńskiej brzozy i będą ją dalej chrupać , aż tę brzozę nie zmielą na pył . Trzeba bronić resztek rozsądku , bo panowie Macierewicz i Kaczyński okazali się kiepskimi politykami.
  • 2011-01-26 18:50 | fly

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Polska komisja szybko wyjaśni. Co. Trzy lata po tragedii w Mirosławcu nie wyjaśniono nic.Dalsze kroki do ukrycia nieudolnych dowódców i ich śmiesznego nad szefa, który podejmuje tyle decyzji dziennie, ze nawet nie wie o czym mówi i jakie podejmuje decyzje. Badania wypadków lotniczych trwają latami, ale tu nie ma woli badania przyczyn. Ta walka to jest polityczna błazenada, w której na równi uczestniczy Pis jak i po.
  • 2011-01-26 20:22 | Adam 2222

    Wojtek, jedyne co można dodać, ze w każdej dziedzinie życia III RP jest ten sam bajzel. Dla Geniuszy Narodu Polskiego wszyscy są winni tylko oni są cacy i niedoceniani.


    dodatkowo media zatajają ważne informacje które postawiłyby Geniuszy Narodu Polskiego z PO w złym świetle.

    Wszystko zrzucają na Geniuszy Narodu Polskiego z PiS.
    A to przecież jedno i to samo .....
  • 2011-01-26 20:31 | the mentor

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Co polski rzad powinien zrobic ?

    Podziekowac Rosji za sledztwo
    Przeprosic za wszelkie trudnosci
    Poprosic o rachunek za sledztwo, ekshumacje i za szkody wyrzadzone
    Zaplacic szybko i bez ociagania sie

    I zaczac naprawiac ten bajzel pod nazwa Polska. Zaczac od naprawy konstytucji, od kompetencji prezydenta. Najlepiej zlikwidawac prezydenta i cala kancelarie. Dosc dwu-wladzy i awantur. Dosc osmieszania Polski. Nie martwcie sie o Komorowskiego, to przeciez hrabia, da sobie rade na wolnym rynku.

    Do kad te awantury o katastrofe prowadza ?
    Czy ktos wie ?
    Co ten durny rzad chce wygrac ?

    Eksperci techniczni z calego swiata sa zgodni. Cala wina lezy po stronie polskiej. Cala wina, 100%.

    Tylko polityczni oblakancy i dziennikarske oszolomstwo chce zerowac na tej tragedi. Juz sa zapowiadane obchody rocznic,... Nie do wiary.


  • 2011-01-26 20:48 | jotkaes

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    " A jak poszedł król na wojnę ( ... ) - a najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopi..."
  • 2011-01-26 22:19 | episod

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    CZY COŚ SIĘ ZMIENI? Jakikolwiek by był finał, wojna lub partyzantka będzie trwała!
  • 2011-01-26 23:04 | Mak

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Muszę powiedzieć, że szanowna Pani Redaktor zaskoczyła mnie swoim poczuciem humoru. Kiedy przeczytałem stwierdzenie: "Nasze argumenty – jak to wiemy obecnie, po opublikowaniu dokumentu przesłanego do MAK – były rzeczowe, dobrze uzasadnione, wymagające poważnego potraktowania", po prostu popłakałem się ze śmiechu. W komentarzu do poprzedniego tekstu Pani Redaktor, odnoszącego się do wypadku w Smoleńsku, zasugerowałem, aby rozszerzyła Pani swoje źródła informacji o ludzi mających ścisły związek z lotnictwem, a jednocześnie nie zainteresowanych osobiście w przerzucaniu winy na Rosjan. Ponieważ moja sugestia pozostała bez echa, podrzucę link do wypowiedzi jednego z szanowanych w świecie specjalistów lotniczych, Davida Learmounta, zamieszczonej na jego blogu pod wymownym tytułem 'The Polish tragedy: accepting the truth'.
    http://www.flightglobal.com/blogs/learmount/
    Szczególną uwagę zwracam na przedostatni akapit tekstu: "Jeżeli polski rząd będzie nalegał na zagłębianie się w szczegółach procedur, starając się dowieść, że rosyjscy kontrolerzy powinni wziąć na siebie część winy za działania załogi, osiągnie jedynie pozbawienie honoru ofiar i rozmycie lekcji, którą musi sobie przyswoić polskie lotnictwo wojskowe."
    Ale jak rozumiem rządowi i komisji Millera (podobnie jak polskim dziennikarzom) nie chodzi o żadną lekcję, którą moglibyśmy sobie przyswoić, ale o potwierdzenie naszego statusu ofiary, na która uwzięły się wszystkie ciemne siły świata tego.
  • 2011-01-27 01:30 | Adam 2222

    ludzie ("dziennikarze") pracujący w mediach, jako osoby publiczne powinni podawać ile dostali za każdy występ (artykuł) oraz roczne dochody. Tak byśmy wiedzieli za ile nas oszukują.

  • 2011-01-27 01:48 | adiadi

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Po zamachu na lotnisku moskiewskim nachmiast polecialy glowy "dpowiedzialnych" za zaniedbania.
    Po katastroofie smolenskiej, nikt z ludzi rzadu., ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie lotu i samolotu nie czuje sie odpowidzialny, nie podal sie do dymisji ani nie zostal odwolany.

    To pewnie wina PISu i Kaczynskiego (!).
  • 2011-01-27 01:49 | max

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Polsce i Polakom napluto w pysk,
    gdyby KATASTROFA dotyczyla liczacego sie kraju,
    samolot zostalby zebrany do najmniejszej czesci i zabezpieczony,
    zwlokom prezydenta oddanoby nalezna czesc i honor
  • 2011-01-27 10:00 | Jan

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Nieźle, nieźle najnowsze rewelacje mówią, iż samolot miał udać się na inne lotnicka aby przeczekać mgłę w Smoleńsku !!! NIe ma takich standardów w lotnictwie aby samolot udawał się na inne lotnisko na "przeczekanie" ! Poza tym takie rewelacje ukazują się w 9 miesięcy po katastrofie ???? TO nosi znamiona manipulacji :) Może lepiej podac nazwisko tego dyplomaty, który przekazuje takie informacje ...

    Przeglądając internet znalazłem wiele ciekawych informacji na temat katastrofy w smoleńsku. Między innymi z samolotyilatanie.blogspot.com można dowiedzieć się o aspektach politycznych i nawet psychologicznych związanych z tą tragedią. Jednak jeśli piloci mieliby zamiar udać się na lotnisko zapasowe ... nie schodziliby poniżej wysokości decyzji ! Teoria o lotnisku "na przeczekanie" więc jakoś nie trzyma się "kupy", bo oni ryzykowali lądowanie w skrajnie nieprzyjaznych warunkach, naruszając wiele zasad bezpieczeństwa.

    Oczywiście to tylko moje zdanie, ale myślę, że jesteśmy coraz bliżej wyjaśnienia tej katastrofy i osoby odpowiedzialne, które moga ponieść konsekwencje próbują jakoś wybrnąć z sytuacji !

    Pozdrawiam,
  • 2011-01-27 10:05 | vandermerwe

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Juz samo slowo "wojna" w tytule jest niezlym odzwierciedleniem stanu wielu umyslow w Polsce. Polacy musza zawsze walczyc " o sluszna spraw" a wiec i nasze racje sa jak najbardziej "sluszne, rzeczowe i dobrze udokumentowane". Moze przy okazji katastrofy warto sie zastanowic nad funkcjonowaniem panstwa i jego agend, podejscia do przepisow i procedur, spojrzenia na swiat otaczajacy nie przez pryzmat kolejnej "wojny" w imie urojonych celow. Akurat artykul jest zaprzeczeniem tego podejscia. Znowu wylania sie podejrzliwosc wobec "obcych" ( tym razem Rosjan) powatpiewanie w uczciwe intencje strony przeciwnej ( tylko na podstawie naszych urojen), sugestie politycznych podszeptow i naciskow przy pisaniu raportu itd. A moze w tym wszystkim, w tych polskich oskarzeniach jestesmy my i polskie przywyczajenia - jak jest przepis to go zlamiemy, jak procedura to ja ominiemy, jak mozna zrobic cos na skroty, czemu nie!!! Akurat sedno sprawy w owej katastrofie jest bez znaczenia. Dojscie prawdy i zapobiezenie podobnym wypadkom wymaga spokoju i zmudnej, rzetelnej pracy. My jednak wybieramy sie na wojne. W tej sprawie/wojnie symbolicznie polegniemy bez honoru ( jak to przewiduje zagraniczny komentator) a "niedorobki " pozostana.

    Pozdrawiam
  • 2011-01-27 11:10 | marlena

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Pani Janino, zawsze Pania bardzo cenilam za chlodny osad i wywazone wypowiedzi.

    Pozwoli Pani, ze tym razem sie nie zgodze z Pani konkluzjami.

    Nawet, jezeli niektore uwagi strony polskiej moglyby znalezc uzasadnienie, to w swietle zapytan o stan lotniska, procedury, sluzby ratunkowe itp, a takze status lotu, tylko nas kompromituja i obnazaja drastycznie nasze bezholowie i prosty fakt, ze strona polska PRZED LOTEM( zarowno tym 7-go jak i 10-go) nie sprawdzila podstawowych rzeczy, bo inaczej nie domagalaby sie tych informacji PO FAKCIE. Przed laty byl z wizyta w liceum mojego syna jakis minister - cztery dni wczesniej cala szkola zostala sprawdzona, ustalono sciezki komunikacyjne dla szacownego goscia, szkola byla przez te dni pod nieustannym nadzorem borowikow. A to byl tylko minister. A nie glowa panstwa.

    Co do alkoholu we krwi generala - oczywiscie, ze informacja zawarta w raporcie musiala sie znalezc, bo takie sa fakty. Czy mieli ja zataic w obronie honoru Wojska Polskiego? - zeby bronic, to trzeba ten honor posiadac.

    W raporcie takze stwierdzono, ze wielu pasazerow nie bylo zapietych pasami podczas ladowania - byli to wylacznie oficerowie. Mimo stwierdzenia przez stewardese "Poklad gotowy do ladowania". Jaki z tego wniosek?

    Po pierwsze - samolot zamierzal ladowac, czy tez przymierzal sie do ladowania, pomimo absolutnego braku warunkow.
    Po drugie -oficerowie Wojska Polskiego maja generalnie w nosie wszelkie procedury, wlacznie z pilotami i gen.Blasikiem, ktory takze w kabinie pilotow nie byl przypiety pasami , co jasno wynika z raportu.
    I to jest glowna przyczyna katastrofy. Wieza zrobila wszystko, co do niej nalezy - prosze poczytac lotnictwo.net

    Nawet jezeli brakowalo na lotnisku paru zarowek, to nie bylo PRZYCZYNA katastrofy. A raport opisuje przyczyny - a te sa wylacznie po naszej stronie. A do zrozumienia przyczyn istotne jest zrozumienie zdziczenie obyczajow naszych oficerow i zalogi - Dowodca Sil Powietrznych o 8-ej rano po paru glebszych, stojacy nad glowa pilotow, lekcewazenie wszystkich procedur, wlacznie z niezapinaniem pasow przez generalicje( a stewardesa uznaje to za naturalne, skoro melduje gotowosc pokladu - a ten poklad gotowy nie byl. Ale widac byla zmuszona przez lata akceptowac taki stan rzeczy. Do tego dochodza podstawowe braki wiedzy i znajomosci samolotu przez zaloge i typowo polska sklonnosc do kombinowania, aby przechytrzyc systemy bezpieczenstwa samolotu.
    Dodatkowo, ktos przed tym lotem wylaczyl pstryczek umozliwiajacy przejscie na sterowanie reczne. 7-go byl on wlaczony - lecial inny pilot.
    Wszystko wskazuje na to, ze kpt Protasiuk sam go z jakichs przyczyn wylaczyl, a z cala pewnoscia nie sprawdzil przed lotem, czy bedzie mial mozliwosc w sytuacji awaryjnej natychmiastowego przejscia na sterowanie reczne.

    Czy Pani czytala ten raport? Bo odnosze wrazenie, ze nie.


  • 2011-01-27 11:27 | antyhistoryk

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Dokad to prowadzi? Do nikad, prosto w slepy zaulek. Ta cala awantura i niechec przyznania sie do wlasnych bledow to polska cpecjalnosc. Patrzac sie krytycznie na historie Polski i interpretacje zdarzen, zawsze byli winni inni tylko nie my. Za rozbiory winni sa sasiedzi ale nie wlasna i bezmyslna polityka, warcholenie. Ta sytuacja daje skojarzenia wlasnie z taka bezmyslnoscia i prywata, interes panstwa nie liczy, bo banda kretynow, ktora wczesniej popelnila wielkie bledy, nie chce zanic przyznac sie do tego, tylko zwala wine na innych. Motloch, podzegany przez kosciol i polskojezyczne media kupi to. Dopoki Polska byla w ramionach ZSRR, jakos to funkcjonowala, gdy przeszla w rece "prawdziwych" przyjaciol wysypala sie z wora polska nieudolnosc, pieniactwo, warcholenie, sluzalczosc, prywata itp. Nowi przyjaciele ciagna nas na swoije wojenki, za ktore musimy jeszcze slono placic. Ma racje ten, co pisze, ze te sprawe trzeba zakonczyc jak najszybciej. Urzad prezydenta zlikwidowac jak rowniez senat, niech towarzystwo zapracuje na siebie.
  • 2011-01-27 13:42 | Kropkozjad

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Szanowna Pani Janino!
    To co Pani napisała o raporcie MAK: "Nasza wiedza o mechanizmach podejmowania decyzji w Rosji wskazuje na jedno: decyzja MAK z pewnością nie była decyzją samodzielną i niezależną. Była w niej polityka. Nasze wątpliwości dotyczyć mogą tego, jakiego sięgnęła szczebla.", to zupełnie niewłaściwa ocena. Raport MAK jest raportem zupełnym, na tyle na ile raporty o tego rodzaju zdarzeniach mogą być zupełne. Nie ma innej prawdy o przyczynach i okolicznościach tej katastrof, niż te zamieszczone w tym raporcie. To prawda obiektywna a nie emocjonalna, czy polityczna podporządkowana słupkom poparcia partii politycznych. A o taką "prawdę", rzekomo pełną, dobija się nie tylko PiS ale także PO i inne mniejsze partie.
    W to poszukiwanie prawdy nieobiektywnej a politycznej włączył się premier Tusk swym nieodpowiedzialnym publicznym wystąpieniem po otrzymaniu projektu raportu o współwinie i odpowiedzialności "strony rosyjskiej".
    To poszło w świat i do Rosji także i zapoczątkowało tym samym regres w stosunkach polsko-rosyjskich. Temu udowodnieniu winy "strony rosyjskiej" miały służyć polskie uwagi do raportu, których większość niemal wprost traktuje o winie "strony rosyjskiej", co jest wyrażone nie tylko w treści, ale także w sformułowaniach. Pisze o tym trafnie marlena (2011-01-27, 11:10).
    Temu udowodnieniu winy Ruskim miała służyć także prezentacja Komisji min. Millera. Wstępna wypowiedź min. Millera była zapewnieniem, że celem badania wypadku przez jego Komisję jest ustalenie jego przyczyn pominiętych w raporcie MAK, tj. uzupełnienie braków tego raportu, natomiast nie jest określanie winy i odpowiedzialności. To piękne, ale okazało się nieprawdziwe, a zaprezentowano zmanipulowany materiał dowodowy, mający służyć bardziej niż prawdzie o przyczynach wypadku dokopaniu ruskim kontrolerom i zrzuceniu na nich winy.
    Manipulacja polegała na nałożeniu na trajektorię końcowego podejścia samolotu 101, odtworzoną z zapisów parametrów lotu, informacji kontrolerów smoleńskich, i na tej postawie uznania, że popełnili oni błędy. Gdy jeden z dziennikarzy zwrócił, uwagę na to, że błędy kontrolerów można by było stwierdzić dopiero wtedy, gdyby na obraz trajektorii podejścia nałożyć zapis obrazu ekranu radarowego. Wówczas min. Miller wyjaśnił, że zapis ten nie zachował się, wobec tego należy do oceny pracy kontrolerów wykorzystać to, czym dysponujemy(!?). Odebrałem to jako twórcze i eleganckie rozwinięcie poglądów pp. Romaszewskiego (PiS) i Mężydły (PiS - PO), którzy w różnym czasie stwierdzili publicznie, że brak dowodów jest dowodem winy, ponieważ dowody mogły być celowo zniszczone. A że to, pogląd aprobowany niegdyś przez praktykę Św. Inkwizycji oraz organy wymiaru "sprawiedliwości" totalitarnych reżimów, to powinno być pozytywnie ocenione przez "zamachowców" z PiS. Bez zapisu obrazu radarowego nie można stwierdzić, że informacje kontrolerów o położeniu samolotu na osi podejścia i ścieżce były ich błędem, natomiast nałożenie takiego zapisu na trajektorię samolotu wyjaśniłoby, czy to były błędy kontrolerów, czy nieprawidłowości wskazań radaru, a może nawet efekt dokładności tych wskazań, wynikający z cech tego radaru. Ten radar to nie precyzyjny radar zbliżania, odpowiadający odpowiednim wymogom ICAO, który nie był stosowany na lotniskach wojskowych Paktu Warszawskiego, ale już wycofany ze służby po upowszechnieniu systemu ILS.
    Druga manipulacja polegała na usiłowaniu, niestety z dobrym skutkiem, wmówienia zebranym dziennikarzom i telewidzom, że kontrolerzy podejmowali niewłaściwe DECYZJE wobec załogi samolotu, prowadzące do wypadku, a to NIEPRAWDA.
    Zgodnie z zasadami przyjętymi przez prawo lotnicze międzynarodowe i prawa krajowe państw ICAO, a także innych krajów DECYZJE dotyczące startu i lądowania należą do kompetencji (obowiązki i uprawnienia) dowódców statków powietrznych, a nie do organów ruchu lotniczego. Kontrolerom ruchu lotniczego przysługują jedynie kompetencje do wydawania, zmieniania i cofania ZEZWOLEŃ dla dowódców statków powietrznych na lot lub poszczególne manewry. Kontroler może zamykać pas na lotnisku, jeżeli występują na nim przeszkody, np. w postaci unieruchomionego pojazdu lub statku powietrznego. W cywilizowanym świecie nie zamyka się lotniska z powodu mgły lub niskiej podstawy chmur. Kontrolerzy również udzielają informacji i ostrzeżeń.
    W rosyjskim AIP (Aeronautical Information Publication - Zbiorze Informacji Lotniczych), wydanym zgodnie ze standardem ICAO, stanowiącym oficjalne źródło informacji niezbędnych do planowania i wykonywania lotów w przestrzeni powietrznej Rosji, opublikowano, że dowódcy zagranicznych statków powietrznych bez rozróżnienia na cywilne i państwowe, wykonują starty i lądowania na swoją odpowiedzialność, a więc im a nie kontrolerom ruchu lotniczego lub innym służbom naziemnym, przysługuje w rosyjskiej przestrzeni prawo podejmowania DECYZJI dotyczących tych manewrów.
    W świetle tego upada teoria nacisków wywieranych na kontrolerów lotniska Smoleńsk, przez ich przełożonego, ponieważ on w nieparlamentarny i skrócony sposób pouczył ich o braku uprawnień do dowodzenia z ziemi samolotem polskim 101. Wobec tego ograniczali się do tego, co mieli prawo czynić. Musiał to uczynić, ponieważ kontrolerzy byli przyzwyczajeni do tego, że w stosunku do rosyjskich samolotów wojskowych takie uprawnienia dowódcze im przysługiwały, a niegdyś do samolotów Paktu Warszawskiego. Nie jest ważne, czy pouczenia te były z jego inicjatywy czy z nakazu jego przełożonych. Gdyby na polskim lotnisku wojskowym lądował samolot obcego kraju, to też kontrolerzy tego lotniska nie mieliby prawa dowodzenia nim z ziemi i może też musieliby być dodatkowo w tej sprawie pouczeni, a w koniecznym pośpiechu też może w nieparlamentarny sposób.
    Główny prezenter rewelacji Komisji min. Millera, który przedstawił się jako mjr Robert Benedict, "pilot doświadczony", wykazał w swych wypowiedziach zupełny brak wiedzy o podstawowych relacjach między kontrolerem a dowódcą statku powietrznego. Twierdził, że nie jest możliwe, aby warunki pogodowe tak szybko zmieniały się jak w kolejnych informacjach kontrolerów, a częstych przypadkach takich zmian wiedzą nie tylko ludzie lotnictwa. Nie odróżniał też zgody wydanej na operacje na lotnisku woskowym, zmokniętym, wydanym przez właściwą władzę Rosji, której nie mógł cofnąć kontroler od proceduralnych zezwoleń kontrolera ruchu lotniczego.
    Chwilami słuchając go miałem wrażenie, że słucham wynurzeń posłanki Jakubiak (z PiS - schizma), kiedy uznał, że kontrolerzy smoleńscy nienależycie opiekowali się polskim 101, nie udzielając jej pomocy i nie kierując jej na wybrane przez nich lotnisko zapasowe, co uznał za karygodne(!?). Wypowiedział się tym samym w sprawie ich winy i odpowiedzialności, wbrew publicznym i gorącym zapewnieniom swego szefa min. Millera, że Komisja ta tym nie zajmuje się. Czyżby ów Pan mjr pil. nie wiedział, że dopiero po nieudanym podejściu dowódca statku powietrznego decyduje o tym, które z lotnisk zapasowych wskazanych w planie lotu, zamierza wykorzystać i uzgadnia z organem kontroli obszaru dolot do niego a nie z lotniskiem, na którym nie wylądował?
    Na szczęście dla Premiera, ICAO już wypowiedziała się, że nie zamierza uczestniczyć w mediacji w tej sprawie, ponieważ polski samolot 101 nie był samolotem cywilnym, a państwowym. Eksperci ICAO nie zostawiliby suchej nitki na znacznej części polskich uwag do raportu, dotyczącej odpowiedzialności "strony rosyjskiej" za katastrofę. Pozostaje więc narażenie się na kompromitację wobec ekspertów lotniczych UE.
    Czyżby premier Tusk pracował na zwycięstwo wyborcze PiS i jego schizmy, wciąż wiernej pisowskiemu spojrzeniu na Polskę i Świat?
    A sprawa ujawnienia przez MAK obecności Dowódcy Sił Powietrznych, rzekomego pasażera, w "stanie wskazującym" w kokpicie, to nie sprawa naruszenia honoru polskiego oficera, nawet jeżeli to oficer przez bardzo duże "O". To istotna okoliczność, która z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, wpłynęła na działania złogi i przyczyniła się do jej błędów. Nikt nie lubi, gdy przy wykonywaniu jakiejkolwiek pracy, wymagającej pełnej koncentracji ma za plecami przełożonego i do tego z alkoholowym chuchem. A działanie załogi samolotu przy podejściu, nawet próbnym, odbywa się na granicy wydolności psychomotorycznej. Nie do MAK więc należy w tej sprawie mieć pretensje!
    Właśnie w polskich uwagach do raportu MAK i w tej prezentacji była polityka i to zła polityka.
  • 2011-01-27 14:59 | bryka

    Zatajona prawda. Dlaczego zginęła Anna Jantar?

    Suplement do poprzedniego mojego postu.
    Aktualne internetowe wydanie Newsweek.pl publikuje artykuł o w/w tytule.Katastrofa IL-62 była,jak się okazuje,spowodowana karygodnymi zaniedbaniami technicznymi w LOT.Wtedy też zrzucono na "ruskich".Z sukcesem.
  • 2011-01-27 15:40 | rowi

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    W całym artykule brakuje mi tylko ulubionej konkluzji Red.Paradowskiej, że za całość i tak odpowiada Napieralski.
  • 2011-01-27 17:28 | dziadek 2

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Co tu dużo debatować i rozdrabniać się na drobne, Rosjanie z przyczyn politycznych i ekonomicznych, nie przyznają się do winy i basta. Wolą z rzucić winę na pilotów, na dowódców i na Kaczyńskiego i na osoby towarzyszące w tym locie. A dlaczego i po co to wszyscy i tak wiedzą lub się domyślają. Przede wszystkim Rosji nie zależy na stabilności polski, oraz na tym aby rosła w siłę.
    Polska jest solą w oku Rosjan i żadne odwilże czy wspaniałomyślne gesty z strony Rosji nie zbudują dobrych stosunków na poziomie równy z równym.
    Rosji pasuje taka opcja jak PO i PiS i walka między nimi, bo zamiast budowania polski silnej, sami ją rozwalamy.
    Dlatego wybijmy sobie z głowy że obecnie czy w przyszłości zaszła by na terenie Rosji podobna sytuacja, jakaś katastrofa gdzie ginęli by obywatele polscy a zwłaszcza elity rządzące. Rosjanie nawet gdy by były ustalenia między narodowe nie pozwoli na to aby Polacy mieli nieskrępowany dostęp do śledztwa a nie daj borze aby je prowadzić. My dla Rosjan w dalszym ciągu jesteśmy jedną z zbuntowanych republik i tylko obecny układ wojskowy powstrzymuje Rosjan od wywoływania zamieszek i w ostateczności mieć pretekst do powrotu wojsk Rosyjskich na nasze polskie ziemie.
  • 2011-01-27 17:43 | annad

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    dziękuję Marlenie i Kropozjadowi za wyrażenie m.in. moich poglądów. To samo pisaliśmy w kwietniu. Czas zamknąć sprawę, bo nonsens goni nonsens. Ktoś z ofiar ma być świętym. Szanowni dziennikarze opamiętajcie się.
  • 2011-01-27 18:28 | Wojna domowa

    Na kursie i śieżce do samozagłady

    Czy leci z nami pilot ?
  • 2011-01-27 19:49 | Adam 2222

    Dziadek 2 masz racje to wina Putina i tylko Putina. Ponieważ to on sam powinien wylądować we mgle bo tak sobie ubzdurał Kaczor.

  • 2011-01-27 21:17 | marlena

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Szanowna Pani Janino,

    zamiast kruszyc kopie o obrone polskiego pseudohonoru( bo taka wojna nie uzdrowi sytuacji w Polskich Silach Powietrznych, a tylko walka o jej uzdrowienie moze zapobiec nastepnym niepotrzebnym, glupim smierciom), proponuje, aby Pani zainteresowala sie wnikliwie tym jak pracuje komisja sejmowa powolana do monitorowania zmian sugerowanych przez MON po wypadku w Mieroslawcu. Otoz nie pracuje - wysluchuje sprawozdan ze strony MON i generalicji SP i nie zadaje wnikliwych pytan. Nawet przedstawiciele opzycji dobrze slyszalni na sali sejmowej w trakcie posiedzen Sejmu, w przypadku komisji wykazuja totalny brak zainteresowania. Spokojnie wysluchuja raportow o nowych procedurach, ilosci szkolen i NIKT nie pyta na czym te szkolenia polegaja, ilu pilotow zostalo przeszkolonych, ile godzin szkolenia przypada na jednego pilota itd, itp. Nie wspomne juz o tym, ze nikt nie probuje w jakiklolwiek sposob zweryfikowac prawdziwosc raportow. Przedstawiciele SP popelniaja bledy w najprostszych sprawach. A na dodatek po jakiejs horrendalnej bzdurze nastapila interwencja Niezaleznego Forum Wojskowego bodajze - skutek byl taki, ze post factum zmieniono tresc stenogramow z posiedzenia komisji. SIC!
    Innymi slowy nastapilo falszowanie dokumentow! I to jest cala Polska.

    Ma Pani ogromne mozliwosci, wieksze niz wiekszosc dziennikarzy - pod warunkiem, ze zachowa Pani suwerennosc dzialania , a takze myslenia. I jezeli sie uda Pani niekoniecznie cos zdzialac, ale przynajmniej otworzyc innym oczy, badz ich uwrazliwic na te degrengolade, to byc moze dzieki Pani nie zginie jeszcze pare osob, nie zostanie pare kobiet wdowami, a dzieci sierotami. Mysle, ze o to naprawde warto walczyc. A nie zastanawiac sie nad wojna z MAK, czy wina Rosji. Winni zawsze jestesmy my sami, bo to w naszych rekach spoczywa odpowiedzialnosc za nasz zycie, przynajmniej w tym zakresie w jakim mamy na to wplyw.
  • 2011-01-29 07:17 | adiadi

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    Dlaczego zaraz "wojna"?

    Polskie dyskusje sa tak bardzo teatralne, przedramatyzowane i niepolityczne.
    A moze to to tylko kiepscy dziennikarze szukaja tematow lub podgrzewaja swoje niestrawne kotlety?
  • 2011-01-29 08:59 | marlena

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?


    Nie daj Bóg, gdyby sprawę katastrofy wzięła w swoje ręce jakaś komisja międzynarodowa, bo skompromitowałaby nas. Zapytaliby: co wyście zrobili?

    W katastrofie zginęło 96 osób w tym Prezydent RP wraz z małżonką (fot. AFP / Maxim Malinovski)
    Zobacz także
    WIADOMOŚCI
    "Widzę wyraźną analogię między Smoleńskiem a Katyniem"
    Komputer Tu-154 zamilkł 15 metrów nad ziemią
    Tajemnice Smoleńska ujrzą światło dzienne
    RAPORT SPECJALNY
    Katastrofa smoleńska
    W INNYCH SERWISACH
    Wiadomości
    Smoleńsk pogrąży Tuska? Sondaże są bezlitosne
    "Katastrofa smoleńska stała się maszynką...
    Studio
    Katastrofa challengera
    tablica 96 nazwisk katasrofy w Smoleńsku
    Polonia
    Litewska polityka zagraniczna to "katastrofa"
    Katastrofa w Irlandii: 40 tys. osób bez wody w...
    Ostatni numer

    Z habilitacją na dobre i na złe
    wszystkie z numeru »
    archiwum »


    Top wiadomości
    Wszystko teraz zwala się na pułk
    Na smoleńskich trumnach po władzę
    Prognoza pogody. Za tydzień będzie...
    Oprawca Wiktorii katował już wcześniej!
    Dieta a miłosne uniesienia, czyli wszystko o afrodyzjakach
    Płk Robert Latkowski, instruktor-pilot, były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (1986-1999)

    – Czytał pan te stenogramy z czarnej skrzynki.

    – Pan to czytał, ja leciałem. I jak doleciałem (doprowadziłem) do pewnego momentu, to wstawałem. Nie dałem rady, musiałem przerwać. Nerwowo nie wytrzymywałem. Pan rozumie, ja „siedziałem” w tej kabinie! Żaden pilot Tu-154 M nie mógł tego spokojnie czytać!

    – Dlaczego?

    – Żeby zebrać do jednego lotu tyle naruszeń, to się w głowie nie mieści.

    – Zacznijmy od początku. Pierwszy zgrzyt nastąpił jeszcze przed odlotem. Z przecieków wynika, że dowódca załogi, kapitan Protasiuk, po otrzymaniu prognozy pogody nie chciał lecieć. I dlatego gotowość załogi zameldował prezydentowi dowódca Sił Powietrznych RP. Może liczył na przychylność prezydenta, że pomoże mu w ulokowaniu w strukturach NATO?

    – Tak mówią...

    – A może załoga nie miała precyzyjnej prognozy pogody? Może w Warszawie nie wiedzieli, że w Smoleńsku gęstnieje mgła?

    – Proszę pana, w Pyrach jest Centrum Operacji Powietrznych. Za moich czasów nazywało się to Centralne Stanowisko Dowodzenia. I tam jest Szefostwo Służby Hydrometeorologicznej Lotnictwa Sił Zbrojnych RP. Pracują tam synoptycy, specjaliści od pogody. Oni przekazują prognozę pogody do pułku. To co, piloci jej nie mieli?

    – Ale o wylocie zadecydował ich przełożony.

    – Generał był gwarantem bezpieczeństwa tego lotu. Jako dowódca Sił Powietrznych odpowiadał za wyszkolenie wszystkich pilotów w kraju, za bezpieczeństwo wszystkich lotów wykonywanych przez lotnictwo wojskowe. Dowódca miał narzędzia i siły do kontroli szkolenia lotniczego oraz kontroli bezpieczeństwa lotów. Tu-154 M to był jemu podległy samolot wraz z załogą.

    – Min. Jerzy Miller powiedział, że generał był pasażerem.

    – Pozostawiam to bez komentarza. Gratuluję osoby podpowiadającej ministrowi. Jerzy Miller jest cywilem, więc może pewnych rzeczy nie wiedzieć. W wojsku sprawa jest jednoznaczna, jest jednoosobowe dowodzenie. Tak jak jednoznaczny jest regulamin lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP. W tym regulaminie jest napisane, co to są niebezpieczne zjawiska. Co to jest mgła. Napisane jest, że w tych warunkach nie wykonuje się lotu. I dowódca Sił Powietrznych o tym nie wiedział? Nie znał regulaminu czy świadomie go łamał?

    Pułk

    – Gdy odbywał się lot VIP-ów, za pańskich czasów, mieliście przygotowane lotnisko zapasowe?

    – To było zawsze uzgodnione. To nie było tak, że wiedziałem, jakie mam lotniska zapasowe, a kancelaria nie widziała. Że na pokładzie trwały dyskusje. Podam panu przykład: leciałem z prezydentem Kwaśniewskim, który zakończył wizytę w Mołdawii, w Kiszyniowie, i mieliśmy lecieć do Sofii. A tu kontrola bułgarska podała mi informację, że w Sofii pogoda na granicy minimum z tendencją do pogarszania. Niczego więc nie próbowałem, tylko od razu na lotnisko zapasowe. Do Płowdiw.

    – A z Kwaśniewskim pan nie rozmawiał: lądować, nie lądować?

    – Nie. Powiedziałem tylko stewardesie: poinformuj, że lądujemy w Płowdiw. Prezydent Kwaśniewski nigdy nie ingerował. Wylądowaliśmy, dwie godziny prezydent czekał, aż samochody przyjadą. No trudno. Następnego dnia pogoda się poprawiła, poleciałem do Sofii i prezydenta stamtąd odebrałem. I co się stało?


    W katastrofie zginęło 96 osób w tym Prezydent RP wraz z małżonką (fot. AFP / Maxim Malinovski)
    Zobacz także
    WIADOMOŚCI
    "Widzę wyraźną analogię między Smoleńskiem a Katyniem"
    Komputer Tu-154 zamilkł 15 metrów nad ziemią
    Tajemnice Smoleńska ujrzą światło dzienne
    RAPORT SPECJALNY
    Katastrofa smoleńska
    W INNYCH SERWISACH
    Wiadomości
    Smoleńsk pogrąży Tuska? Sondaże są bezlitosne
    "Katastrofa smoleńska stała się maszynką...
    Studio
    Katastrofa challengera
    tablica 96 nazwisk katasrofy w Smoleńsku
    Polonia
    Litewska polityka zagraniczna to "katastrofa"
    Katastrofa w Irlandii: 40 tys. osób bez wody w...
    Ostatni numer

    Z habilitacją na dobre i na złe
    wszystkie z numeru »
    archiwum »


    Top wiadomości
    Wszystko teraz zwala się na pułk
    Na smoleńskich trumnach po władzę
    Prognoza pogody. Za tydzień będzie...
    Oprawca Wiktorii katował już wcześniej!
    Dieta a miłosne uniesienia, czyli wszystko o afrodyzjakach

    – Jeśli gdzieś się wylatuje, wszystko dokładnie się wie. Tu wyglądało to na improwizację.

    – Odnoszę wrażenie, że dowódcę pułku wsadzono na minę. Dlaczego? Ja miałem komfort – gdy zostałem zastępcą dowódcy pułku, już byłem 18 lat w jednostce. Odliczając akademię – 15. Wiedziałem, jak to wszystko się organizuje. Później, kiedy zostałem dowódcą, byłem dwadzieścia parę lat w tym pułku, więc to umiałem, 25 lat nauki było za mną. A co było teraz? Przyszedł chłopak z dowództwa, zrobili go zastępcą, dowódca odszedł i zrobili go dowódcą. To była decyzja jego przełożonych. Poza tym nigdy nie było tak, żeby dowódca pułku nie latał na flagowym samolocie. A on nie latał. Będąc zastępcą, nie przeszkolił się i będąc dowódcą dwa lata, też się nie przeszkolił. Jego zastępca również nie. Kto więc kontrolował lotników? Kto ich szkolił? Kto oceniał ich umiejętności, podejście do pracy w powietrzu?

    – Pułk źle działał?

    – Wszystko teraz zwala się na pułk. Ale pułk ma przełożonych. To nie jest samotna wyspa na Oceanie Indyjskim. Powtarzam więc: kto tych lotników szkolił? Nie było instruktorów, zerwana została więź pokoleniowa, do Rosji na szkolenie ich nie wysyłano, nie wysyłano również na symulatory. Gdzie było Dowództwo Sił Powietrznych? Gdzie jakikolwiek nadzór? Kto to kontrolował? Kto dopuścił do takiego stanu?

    Mgła

    – Panie pułkowniku, jak powinien wyglądać lot prezydenckiego Tu-154?

    – Prawidłowo, gdy samolot minął granicę polsko-białoruską i kontrola powietrzna Białorusi, w Mińsku, powiedziała, że nie ma pogody w Smoleńsku, nie powinien w ogóle się zniżać. Pilot do razu powinien zadecydować, czy wracają do Warszawy, czy lecą na zapasowe lotnisko. I to wszystko.

    – Tak jest w regulaminie lotnictwa wojskowego?

    – Tak się wykonuje loty. Ja tak je wykonywałem i podlegli mi piloci. Nie próbuje się, gdy jest mgła, lądować z prezydentem. Na zasadzie: zabije się czy się nie zabije? Tego się nie robi.

    – Ale samoloty lądują w takiej mgle.

    – W takiej – nie. Jeśli lądują – ja też lądowałem – to wtedy, gdy podstawa chmur wynosi 60 m, a widoczność 800 m. I działa system precyzyjnego podejścia do lądowania ILS, który pokazuje prawidłową ścieżkę zniżania i kursową do lądowania. Można ten system wykorzystać w automatycznym podejściu do lądowania. Samolot Tu-154 M ma takie możliwości. Wyszkolona załoga może przy tym systemie lądować przy podstawie chmur 30 m i widoczności na pasie 350 m.

    – To dlaczego tamci lecieli?

    – Wykonywali decyzje przełożonego.

    – I nie były to decyzje kapitana Protasiuka.

    – Znałem tego pilota. Miły, grzeczny, zdolny. Myślę, że za wcześnie został dowódcą Tu-154. Jeszcze parę lat powinien poczekać. Dotrzeć się. A tutaj zadanie go przerosło. Poza tym, powiem szczerze, to nie jest nic przyjemnego, jeśli za dowódcą stoi jego przełożony, trzygwiazdkowy generał.

    – Jak ląduje się w Smoleńsku? Znał pan to lotnisko.

    – Lądowałem na nim parę razy. To nie ja zgłaszałem kontrolerowi, według jakiego systemu będę wykonywał podejście do lądowania. To jest umieszczone w schemacie (karcie) podejścia. Kontroler na lotnisku informował mnie, że podejście będzie według RLS (radiolokacyjnego systemu podejścia) i dwóch radiolatarni. Zawsze tak było, nawet przy dobrych warunkach. Teraz MAK mówi co innego. Przy takim podejściu musi być współpraca załogi z kontrolerem lotniska. Polega to na kwitowaniu podawanych przez niego informacji od progu pasa – wysokością, na jakiej w tym momencie znajduje się samolot. Zarówno załoga, jak i kontroler wiedzieli, czy samolot podchodzi do lądowania na prawidłowej ścieżce zniżania do lądowania.

    – Pan odpowiadał.

    – Zawsze. I nie tylko w Smoleńsku, na każdym polskim lotnisku wojskowym.

    – A dlaczego załoga Tu-154 nie odpowiadała?

    – Bo widocznie nie wiedzieli, że tak się lata. Nie mieli pojęcia, jak się ląduje na takim lotnisku, według RSL. Ja szkoliłem się jeszcze w pułku bojowym, latałem u Rosjan. Lądowałem w systemie RSL dziesiątki razy. Uczono nas tego, takie były czasy. Obecnie coraz więcej lotnisk wojskowych jest wyposażonych w precyzyjne systemy podejść do lądowania. Piloci z pułku w większości lotów lądują na lotniskach cywilnych, dobrze wyposażonych w nowoczesne systemy podejść. Poza tym na podejściu do lądowania to nawigator powinien prowadzić łączność, a nie dowódca. Obaj piloci mają co robić.

    Kropelki wody sięgały ziemi

    – Proszę pana, pilot wie, że nie ma warunków do lądowania, ale leci. Wie, że lotnisko jest prymitywne.

    – To nie było lotnisko stałe, ono było wyłączone z ruchu, dopuszczone tylko czasowo, na dwa loty zagraniczne – 7 i 10 kwietnia.

    – To pilot nie wiedział, co go tam spotka?

    – Lądował na tym lotnisku 7 kwietnia. Jako drugi pilot. Było bezchmurnie, widoczność dobra, może liczył, że jakoś to będzie.

    – To mało wojskowe podejście, jakoś to będzie.

    – Według mnie, to nie były jego suwerenne decyzje. Ani o starcie, ani o podchodzeniu do lądowania. A nie mógł odmówić trzygwiazdkowemu generałowi, dowódcy Sił Powietrznych.

    – No dobrze, ale ten dowódca był lotnikiem, więc chyba miał pojęcie, czym to wszystko grozi.

    – Dlaczego dowódca Sił Powietrznych nie przerwał tego podejścia, chyba już się nie dowiemy. Możemy tylko snuć domysły.

    – Generał chyba wiedział, jak samolot lata, jak ląduje.

    – Jakikolwiek by to był samolot, we mgle by nie wylądował na tamtym lotnisku, w tym czasie. W warunkach mgły kropelki wody sięgają do samej ziemi. Nic nie widać.

    – Kiedy już doleciał do lotniska, nawet nie powinien podejmować próby lądowania?

    – Powiem panu krótko: on nie miał prawa się zniżać, gdy dostał komendę z kontroli, że nie ma pogody, nie miał prawa rozpocząć podejścia do lądowania. Gdyby kontroler mu powiedział, że pogoda się poprawi za pół godziny, mógłby w tzw. holding stanąć i sobie czekać. Ale nikt mu takiej prognozy nie dawał. Po drugie, nie miał prawa schodzić poniżej wysokości decyzji. Poniżej tych 100 m.

    – A minął 100 m i zniżał się dalej mimo sygnałów ostrzegawczych o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi.

    – Niech pan zobaczy na wykresie, jak to tragicznie wygląda.

    – 80 metrów – mówią; odchodzimy.

    – Ale to 80 metrów jest względem terenu.

    – Czyli tej doliny.

    – A powinno być względem progu pasa. Gdyby tak było, zdążyłby odejść. A on nagle zobaczył, że ma przed sobą wznoszące się zbocze doliny.

    Czy pilot był zawieszony?

    – Pilot nie potrafił sobie ustawić wysokościomierza?

    – Ustawił sobie prawidłowe ciśnienie na wysokościomierzach, ale kiedy pojawiły się sygnały ostrzegawcze o zbliżaniu do ziemi, przestawił ciśnienie na wysokościomierzu elektronicznym na ciśnienie standardowe i sygnały ostrzegawcze ustały. Powstała różnica wysokości między wysokościomierzem barometrycznym a elektronicznym ok. 170 m.

    – To go nie zastanowiło?

    – Myślę, że był zawieszony. Miałem taką sytuację. Lecieliśmy jakiem 40 na loty szkoleniowe, była burza i pilot mi się zawiesił. Nie byłem za sterami, krzyczałem do niego. Nic. Drugi pilot z trudem wyrwał mu stery. Potem z nim rozmawiałem, a on patrzył i nie wiedział, że coś takiego się zdarzyło.

    – A co mogło pilota zawiesić?

    – On sobie zdawał sprawę, że tam jest mgła. Załoga z jaka mu podała: „Widoczność 200 metrów, pizda tu jest!”: Proszę pana, 200 m dla tupolewa 154! Na lotnisku, gdzie nie ma systemu ILS, gdzie nie ma precyzyjnego podejścia... To samobójstwo! I on był tego świadom. To go zmroziło i nie reagował.

    – A ci z wieży z przerażeniem patrzyli, jak samolot się zniża.

    – Oni cały czas szli do lądowania, ten z wieży im mówi, że nie ma warunków, a oni dalej szli. Mało tego, sami sobie procedurę wykreślili, sami wykonywali. Wszystko robili sami, ta kontrola z wieży była bierna w pierwszym etapie.

    – I nie odpowiadali, nie kwitowali wysokości.

    – Jeśli załoga nie odpowiadała, to kontrolerzy od razu powinni wołać: uchadi! Nie ma dyskusji! Ale oni... Nie wiedzieli, że generał jest w kabinie. Pewnie myśleli tak: pilot się gimnastykuje, kazali mu lądować, to podejdzie do tych 100 m i odejdzie. Jestem przekonany, że tak myśleli. To widać choćby z tego, jak go prowadzili. Po komendach. Widać, że nie liczyli, że będzie jakiekolwiek lądowanie.

    – A pilot liczył?

    – Też nie planował. Tylko że wpieprzył się w ten dół.

    Czy leci z nami nawigator?

    – Jak można lecieć i nie wiedzieć o tym jarze, dolinie?

    – Ja też nie wiedziałem, że tam jest taka dolina. Jak się podchodzi do lądowania, to się jej nie widzi, jest zarośnięta drzewami. Ale pilota takie rzeczy nie interesują. Kiedy podchodziłem do lądowania w Addis Abebie, wokół miałem doliny po kilometrze! Ale szedłem na próg pasa i koniec. Pilota interesuje ciśnienie na progu.

    – To dlaczego nie miał ciśnienia na progu?

    – Miał. Tylko nie patrzył na drugi wysokościomierz, a słyszał podawaną przez nawigatora wysokość z radiowysokościomierza, która była błędna.

    – A nawigator?

    – Proszę pana, nawigator miał 26 godzin nalotu samodzielnego na Tu-154. I leci z prezydentem! Jak Rosjanie się o tym dowiedzieli, to chyba pomyśleli, że Polakom coś się porobiło w głowie.

    – A ile godzin powinien mieć?

    – Gdy ja siadłem na Tu-154, byłem 25 lat pilotem. Latałem na Tu-134 A, na Ile-18, na Jaku, na kilku innych typach. A on poleciał na Haiti i z powrotem i 20 godzin natłukł! Na tym pokładzie powinien być doświadczony nawigator, z kilkuletnim stażem. A najlepiej nawigator instruktor.

    – Była mowa, że powinien to być nawigator lider, czyli oficer rosyjski, znający lotnisko.

    – MAK w raporcie napisał, że pułk zgłosił się do ambasady w Moskwie po dane lotniska w Smoleńsku. I nie dostał. Ambasada to zlekceważyła. Lecieli więc na starych danych. Ale z kolei Rosjanie, skoro twierdzą, że Polska zrezygnowała z lidera, mogli napisać: nie wyrażamy zgody na przylot. Bo musi być lider. Gdyby był, zrobiłby porządek w kabinie.

    – Wyobraża pan to sobie? Rosyjskiego nawigatora, który mówi, że nie ma lądowania?

    – No tak... Szczygło podobno w imieniu prezydenta mówił, że żaden ruski oficer nie będzie mu się kręcił po pokładzie samolotu. A przecież daje się lidera. Jak tu byli Hindusi, dałem im lidera. Jak byliśmy w Stanach, dali nam oni. Po to, żebym nie narozrabiał. Do pomocy.

    8 metrów na sekundę

    – Trudno to zrozumieć.

    – Ja też nie mogę tego zrozumieć. Wył mu system TAWS, że ziemia przed nim. Ten TAWS tak wyje, że człowieka w kabinie ciarki przechodzą. Jak zawyje, to coś strasznego! Natychmiast się łapie za stery! Po to on jest. Mało tego, mnie Rosjanie uczyli, że na ścieżce do lądowania samolot może się zniżać maksimum 5 m na sekundę. Nie więcej. A oni mieli 8! 8 m na sekundę! Z tego się nie wychodzi.

    – Bo wówczas mimo reakcji pilota inercja samolotu nie pozwoli na jego wyprowadzenie.

    – Mnie to boli. Gdy z kolegą posprawdzaliśmy, to 90% rzeczy, które napisaliśmy, MAK w raporcie ujął. A nie mieliśmy takich danych. Miałem doświadczenie, jak się lata...

    – Gdyby schodził z prędkością 4 m na sekundę...

    – ...to samolot nie miałby tej inercji. Podchodziłem raz do lądowania Tu-154 z prędkością większą niż 5 m na sekundę, podczas lotu szkoleniowego. Zasuwał do ziemi. Z trudem go wyprowadziłem. To jest przecież masa.

    Nie daj Bóg, gdyby sprawę katastrofy wzięła w swoje ręce jakaś komisja międzynarodowa, bo skompromitowałaby nas. Zapytaliby: co wyście zrobili? Kogo wysłaliście? I to jeszcze z dowódcą Sił Powietrznych! A co on zrobił, żeby to przerwać? Czy zatracił instynkt samozachowawczy? To nie do pomyślenia, żeby z prezydentem poleciała młoda załoga, i na takie „jaja” zezwolił dowódca Sił Powietrznych RP.
  • 2011-01-29 17:23 | Adam 2222

    Adiad, mam takie same skojarznie. Redaktorom POLITKI, p. p. Paradowskiej, Szostkiewiczowi, Passentowi, Prus–Wojciechowskiej z Moskwy, Smoczyńskiemu i ect. polecam artykul Lukasza Wojcika, "Smoleńsk afrykański"


    http://przekroj.pl/wydarzenia_swiat_artykul,8128.html?print=1

    szczególnie pkt.4

    "4. „Pull up! Pull up!” (Poderwij! Poderwij!) – darło się przez pół minuty urządzenie TAWS. Jak mogli to przeoczyć?
    Nie tyle mogli, ile chcieli. System TAWS, dziś niemal powszechnie stosowany, ostrzega przed zbliżającą się ziemią. Nie włącza się, gdy samolot zbliża się do płyty lotniska. Chyba że lotnisko nie jest „zamapowane”, czyli nie ma go w pamięci TAWS. Tak było w przypadku lotniska pod Smoleńskiem – systemowi wydawało się, że tupolew ląduje w szczerym polu. Piloci musieli to ignorować. Ciekawe jednak, że od wynalezienia systemu TAWS w latach 70. rozbiły się tylko dwa samoloty wyposażone w ten system, oba polskie. Ten drugi to wojskowa CASA, która uległa katastrofie w 2008 roku pod Mirosławcem"

    Ukłony dla premiera Tuska i jego MON Klicha
  • 2011-01-31 10:39 | vandermerwe

    Re:Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?

    @ Adam2222

    Radze byc ostroznym z artykulem Lukasza Wojcika. Owa Angola oraz Mozambik polowy lat 90-tych wyglada na bajanie. Rzeczywiscie w Afryce czesto latwiej jest kupic karabin niz bochenek chleba ale nie zawsze i nie wszedzie.

    Pozdrawiam
  • 2011-02-26 09:12 | Janusz Komór

    SEJM RP WINIEN ODRZUCIĆ RAPORT !!!!!!!

    Z powodu rażącego naruszenia art.3 Konwencji chicagowskiej Sejm RP winien ODRZUCIĆ raport MAK jako NIEWAŻNY.