Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Recenzja książki: Mikołaj Łoziński, "Książka"

(1)
Nie ma tematu ważniejszego niż własna rodzina – z takiego założenia wyszedł Mikołaj Łoziński, autor dobrze przyjętego kilka lat temu „Reisefieber”.
  • 2011-04-07 11:05 | JL01

    Poruszająca książka.

    "Ciekawym zabiegiem są też dopowiedzenia bliskich, którzy chcą wywrzeć wpływ na tę opowieść i dyktują mu, o czym powinien napisać, a o czym ma milczeć. Narrator ich nie słucha, choć udziela im głosu."
    W moim odczuciu ten zabieg jest w ogóle kluczem do utworu. Na czarnych stroniczkach wypowiadają się członkowie rodziny, ale w rzeczywistości już postacie literackie. Chcą mieć wpływ na kształt książki, chcą być trochę inne, czasem coś zataić, co dotyczy ich samych albo ich bliskich. Autor-narrator traktuje ich bardzo delikatnie, z empatią, ale z pełną świadomością, że w królestwie opowieści on ma władzę, tylko od niego zależy, co i jak opisze. Ale przytaczając te krótkie wypowiedzi i rozmowy jednocześnie uświadamia czytelnikowi, jak trudno napisać taką książkę. Nie chodzi o obiektywizm, bo ten w perspektywie rodzinnej jest niemożliwy, ale o to, jak pisać, żeby nie zranić, a jednocześnie nie cenzurować swoich sądów i uczuć. Bo przecież narrator jest też jedną z postaci, która wywiera nacisk na autora: „o tym nie pisz, to zdanie lepiej byłoby trochę zmienić, to jest za ostre”. Jestem pełen podziwu dla Mikołaja Łozińskiego, jak sobie dał radę z tym problemem. Pokoleniowo i także pod wieloma innymi względami jest mi bliżej do jego ojca i kiedy zastanawiałem się, czy potrafiłbym w taki sposób napisać książkę o własnej rodzinie, szybko sobie uświadomiłem, że nie, nie byłoby mnie psychicznie stać na taką psychodramę. Mikołaj Łoziński, także dlatego, że przetworzył rodzinne historie w znakomitą literaturę, dokonał czegoś bardzo trudnego. Konstrukcyjnie jest to świetna książka. Pomysł zorganizowania narracji wokół historii poszczególnych przedmiotów lub pojęć, bardzo prosty i sam w sobie nieoryginalny, powoduje, że stopniowo powstaje sieć nitek, łączących postaci i wydarzenia w czasie. Wychodząc od błahych przedmiotów zawsze jakoś jesteśmy prowadzeni do zdarzeń kluczowych, najważniejszych, przełomowych. Przykładem jest zamykający książkę rozdział „Fifka”, którego pointą jest dramatyczna śmierć babci, ale jednocześnie wzruszający portrecik dorastającego młodszego brata. Bardzo poruszające zderzenie, jakoś kojarzące mi się z „A gdyby tak się stało” Marcela Łozińskiego.