Wyszukaj na forum

Forum


Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Rozmowa o polskim problemie z pracą

(59)
O tym, jak się w Polsce znajduje zatrudnienie i jak to wyniszcza społeczeństwo - mówi socjolog, prof. Wojciech Łukowski.
  • 2011-05-08 01:07 | Ężynjer

    Reglamentacja w spółkach z o.o.

    A co Pan Profesor powie na miejsca pracy tworzone przez korporacje? Tam łatwo nie da się zatrudnić pociech znajomych, które skończyły renomowane liceum oraz stosunki międzynarodowe w trybie zaocznym. Poza tym większość znajomych jak i sami zatrudnieni mają dzieci w wieku co najwyżej lat siedmiu.
    Podpowiem, że Polak potrafi wprowadzić reglamentację nawet w sektor korporacyjny. Przykład to rynek pracy w branży IT we Wrocławiu. Istnieje tam dżentelmeńska umowa prezesów rad nadzorczych o niezatrudnianiu pracowników konkurencji. Taki stan rzeczy wymusza również i tu od pracowników trzymanie się raz zdobytej pozycji oraz zabija w nich odwagę i eliminuje samodzielne myślenie. Czyż nie?
  • 2011-05-08 08:23 | zza kałuży

    zabija w nich odwagę i eliminuje samodzielne myślenie. Czyż nie?

    Hm, czyżby ężynjer podsunął mi pomysł biznesowy? Jeżeli stan, jaki opisuje istnieje na prawdę, to powinno być bardzo łatwo założyć we Wrocławiu następne przedsiębiorstwo w branży IT i wypinając się na "dżentelmeńskie" umowy podkraść konkurencji pracowników. Skoro ich zarobki są tak bardzo stłamszone nieobecnościa wolnego rynku to każda oferta nawet tylko minimalnie wyższa od tego "co jest" powinna być atrakcyjna...
    Jedynym problemem byłoby zdobycie jakichś zleceń od kogoś, kto (oczywiście na zachodzie Europy) coś jeszcze produkuje. Mając zaś nienajgorsze kontakty w kilku firmach samochodowych i mniej więcej wiedząc co tam młodzież może wiedzieć we Wrocławiu "w branży IT", widzę szanse w pisaniu jakiegoś oprogramowania dla przeróżnych kontrolerów samochodowych...Robota brudna, mało atrakcyjna, powtarzalna, na zachodzie nielubiana, a przecież konieczna do wykonania. Trzeba napisać, przetestowac, wdrożyć do produkcji często pracując w dzikich godzinach pracy dyktowanych geograficzym położeniem fabryki...Hm, może to i pomysł na zostanie kapitalistą w Polsce? Dzwonimy do Boscha albo Conti!
  • 2011-05-08 11:04 | Karramba

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Ale w Giżycku nie ma i nie będzie korporacji. Natomiast znam dobrze korporacje i wiem, że zdarza się, że zatrudnia się tam kogoś z polecenia. Pozostali muszą wykazywać się na praktykach, a taki z polecenia od razu jest zatrudniany. Czyli jednak i w korporacjach bywa, że trzeba znać odpowiedniego kogoś, kto poleci.
  • 2011-05-08 11:38 | joanna kopytowska

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Och nawet mi szkoda gadać ,wydaje mi się że na długo skazani jesteśmy na emigrację osób których rodzice nie są na tyle ustawieni aby zapewnić im pracę ,proszę zobaczyć jak kwitnie u nas nepotyzm ,podobno szczególnie silny jest wśród naukowców ,lekarzy ,oczywiście właścicieli firm, ja mam porównywalne wykształcenie/po prawdzie moje wykształcenie jest w rodzinie najlepsze nie tylko 2 fakultety ale wiele różnych ukończonych kursów ,pogłębione zainteresowania , przechlapane ,szkoda gadać / z jedną z moich kuzynek a ona dzięki konekcjom jest dyrektorem jakiejś firmy znajomych znajomych , a ja ,ja wyemigruję, mi przykro jest nie tylko z tego powodu że nepotyzm pogarsza funkcjonowanie gospodarki ,mi stosunki miedzy pracownikami i pracodawcami a także kolegami wydają się mamabryczne ,powszechne jest molestowanie Pań ,mobbing czasem groteskowo bezzasadny , wybucha wszędzie jako forma odreagowania powyżej zasygnalizowanych niesprawiedliwych stosunków panujących w pracy, po prostu grupa typuje kozła ofiarnego na którym wyżywa się w zastępstwie za nisprawiedliwego szefa czy kolegę o silniejszej pozycji , teraz jako się rzekło jest moda na konflikty między grupami , nawet w telewizji widać jak dzielnie lobbują o swoje prawa górnicy a jak marnie radzą sobie pielęgniarki, jak haniebnie i BEZKARNIE zwalczają się dwie główne partie, suma sumarum nie tylko dostęp do pracy jest patologicznie zaburzony ,okropne, barbarzyńskie są stosunki społeczne wśród pracujących
  • 2011-05-08 11:44 | wladimirz

    Bardzo dobry tekst!!!Szkoda,że tak mało rozpropagowany!To klucz do większości schorzeń obecnego polskiego społeczeństwa!!!

    A wszystko zafundowały nam ekipy "S" w trosce o przyspieszoną budowę fsady "normalnej" demokracji i rynku!!!;-)
  • 2011-05-08 12:00 | Therese Kosowski

    Podobnie jest wszędzie

    Ależ to tak funkcjonuje w Polsce od zawsze. Zresztą w innych krajach Europy nie jest wiele inaczej. Różnica jest taka, że w zachodniej Europie naprawdę dobrej pracy bez skutecznych znajomości się nie dostanie, ale taką średnio dobrą już tak.

    W Polsce, jak sobie przypominam, wystarczyły znajomości - wiedza i talenty nie były potrzebne. Tu jest tak, że nikt by się nie naraził wprowadzając nowego pracownika, który nie bardzo się nadaje. Jeśli zmiany w Polsce poszły przynajmniej w tym kierunku, to widzę postęp.

    Ale lepiej niż to raczej nie będzie. Ludzkości nie da się na nowo ulepić.
  • 2011-05-08 12:01 | Therese Kosowski

    Podobnie jest wszędzie

    Ależ to tak funkcjonuje w Polsce od zawsze. Zresztą w innych krajach Europy nie jest wiele inaczej. Różnica jest taka, że w zachodniej Europie naprawdę dobrej pracy bez skutecznych znajomości się nie dostanie, ale taką średnio dobrą już tak.

    W Polsce, jak sobie przypominam, wystarczyły znajomości - wiedza i talenty nie były potrzebne. Tu jest tak, że nikt by się nie naraził wprowadzając nowego pracownika, który nie bardzo się nadaje. Jeśli zmiany w Polsce poszły przynajmniej w tym kierunku, to widzę postęp.

    Ale lepiej niż to raczej nie będzie. Ludzkości nie da się na nowo ulepić.
  • 2011-05-08 15:44 | bryka

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Pamięc pani Therese nie jest w stanie najlepszym.Tysiące wywodzące sie z "nizin" uzyskały wykształcenie i awans społeczny w PRL.Bez nastepującego po tym drżenia o pracę i byt swoich dzieci.Można miec problemy z pamięcią,rzecz ludzka,ale warto się zastanowic przed pisaniem bzdur.Replika ,ze pewnie chodzi mi o "partyjnych" bedzie pozbawiona tak samo sensu jak komentarz pierwotny.
  • 2011-05-08 15:59 | Ężynjer

    Nie do końca

    Nie do końca drogi bryka. "Partyjni" mieli jednak jakieś znaczenie. Mój ojciec wywodzący się z chłopskich "nizin" nie otrzymał w 60tym pozwolenia od dyrektora swojego technikum na studia na politechnice. Polscy chłopi, wiadomo - oporni wobec socjalizmu, nie mieli łatwego dostępu do płynących z niego przywilejów. Chłopstwem było im pozostać.
  • 2011-05-08 17:47 | an.no

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Wydaje mi się, że błędem dużej ilości ludzi po "studiach" bez jest wybranie kierunku studiów i uczelni. Jeśli studiowało się zarządzanie i marketing lub kulturoznawstwo w fili jakiejś prywatnej uczelni w Wieluniu, to jaką pracę chce się potem znaleźć, prezesa banku? Innym aspektem, który chciałabym dodać do dyskusji jest samodzielność tych ludzi i własna inicjatywa. Dużo tych "odrzuconych" nie narzeka najbardziej na system lecz na brak koneksji i przez to jest bardzo podobna do tych na stanowiskach, tylko z tym nieszczęściem, że bez stanowisk.
  • 2011-05-08 18:03 | Inż.

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    @Ężynjer

    Która korporacja ma w radzie nadzorczej Polaków? O prezesie nawet nie wspominając.
    Nokia-Siemens Networks? IBM ? LG? Siemens? TietoEnator? BLStream? Capgemini?

    Żadna. Prawda ? Piszesz bzdury. Pracownicy swobodnie wędrują między tymi firmami. Wejdź na dowolny portal typu Goldenline i prześledź karierę kilku osób to sam zobaczysz.
  • 2011-05-08 18:05 | divak2

    Trzeba szukać

    Cóż - to zależy. Pierwszą pracę (praktykę za 400pln/mies) dostałem u rzeczywiście znajomego w Wałbrzychu. Potem kiedy pani w urzędzie pracy powiedziała,że jak nie znam nikogo, to ona nie pomoże, a trochę za normalną robotą pochodziłem, i zobaczyłem że czeka mnie chyba kopanie w biedaszybach, wyjechałem do Wrocławia. Tam, nie mając jakichkolwiek wejść, najpierw udało mi się zdobyć (nie tak od razu, po jakimś pół roku dziadowania) zlecenia na projektowanie i montaż układów elektronicznych, a potem dostałem robotę jako informatyk w pewnej państwowej instytucji(1200pln :)). Po kilku latach przeszedłem do firmy.
    Wnioski są dwa - raz to konkretne umiejętności dają jednak pewien atut (albo znasz się na czymś albo nie, albo układasz kafelki albo nie), a dwa w Wałbrzychu (tym od kupowania głosów), mimo tego co umiałem, byłem bez szans. Tam po znajomości można dostać pracę u urzędzie, zasuwać na produkcji w Toyocie, mieć stragan an targu albo ryć w biedaszybie. Bardziej zaawansowane umiejętności nie są poszukiwane. I takich miejsc jest sporo w Polsce.
    I do tej pory nie wiem, czy miałem farta, czy dobry bajer wstawiałem na rozmowach kwalifikacyjnych.
  • 2011-05-08 18:05 | divak2

    Trzeba szukać

    Cóż - to zależy. Pierwszą pracę (praktykę za 400pln/mies) dostałem u rzeczywiście znajomego w Wałbrzychu. Potem kiedy pani w urzędzie pracy powiedziała,że jak nie znam nikogo, to ona nie pomoże, a trochę za normalną robotą pochodziłem, i zobaczyłem że czeka mnie chyba kopanie w biedaszybach, wyjechałem do Wrocławia. Tam, nie mając jakichkolwiek wejść, najpierw udało mi się zdobyć (nie tak od razu, po jakimś pół roku dziadowania) zlecenia na projektowanie i montaż układów elektronicznych, a potem dostałem robotę jako informatyk w pewnej państwowej instytucji(1200pln :)). Po kilku latach przeszedłem do firmy.
    Wnioski są dwa - raz to konkretne umiejętności dają jednak pewien atut (albo znasz się na czymś albo nie, albo układasz kafelki albo nie), a dwa w Wałbrzychu (tym od kupowania głosów), mimo tego co umiałem, byłem bez szans. Tam po znajomości można dostać pracę u urzędzie, zasuwać na produkcji w Toyocie, mieć stragan an targu albo ryć w biedaszybie. Bardziej zaawansowane umiejętności nie są poszukiwane. I takich miejsc jest sporo w Polsce.
    I do tej pory nie wiem, czy miałem farta, czy dobry bajer wstawiałem na rozmowach kwalifikacyjnych.
  • 2011-05-08 20:37 | xymox

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    ROTFL
    a która rada nadzorcza zatrudnia pracowników? od tego są personalni i średni personel zarządzający czyli Polacy? Widać ze kolega inż. pracował w korporacji :-)
  • 2011-05-08 21:43 | camel

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Proszę, panie "enzynier" - czy ten nick pochodzi od tytułu? Skąd u osoby z "inżynierskim umysłem" jak się niegdyś mawiało, taka pogarda dla logiki? Co pojedynczy przypadek ojca ma udowodnić? Że chłopi mieli zablokowany awans społeczny? Bo w to, że ma to być dowód na "partyjni mieli znaczenie" nie uwierzę. Nikt nigdzie nie negował faktu, że to partia rządziła i miała decyzujące znaczenie, więc nie wierzę aby ktoś o "inżynierskim umyśle" polemizował z czymś, co nie padło w dyskusji.

    Adremując - PRL był jedynym okresem w Polsce, gdzie następował rzeczywisty awans społeczny dużych grup. Chłopów wyciągnięto z pańskich czworaków, obdarzono ziemią i środkami produkcji. Fakt, byli niechętni socjalizmowi, masowo porzucali ziemię, nie obrabiali jej, tęsknili do pańskich czworaków i możliwości życia jak niewolnicy, bez myślenia o jutrze. Więc wprowadzono dla nich PGRy. Po ich zlikwidowaniu nadal ta grupa społeczna nie może sobie znaleźć miejsca, rozpaczliwie rozgląda się za czworakami. Niech czekają - zaraz okaże się, że mieszkają, jak ich dziadowie, w dobrach kościelnych i pleban już im urządzi całe życie, jak niegdyś dziedzic a potem dyrektor PGR.
  • 2011-05-08 22:42 | Inż.

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Rada mogłaby teoretycznie wydać "dyrektywę" żeby nie zatrudniać ludzi z firmy X. Pewnie o to chodziło Ężynjer. Jest jeden znany mi przypadek kiedy tak się robi. Firma X ma zamówienie, którego sama nie może zrealizować. Zaprasza firmę Y do wspólnego projektu. Jasne jest że firma Y nie może (zgodnie z dobrymi obyczajami i zwykle umową) ukraść klienta firmie X, a firma X nie podkupuje pracowników firmie Y.

    Nadal pracuję.
  • 2011-05-08 22:45 | Inż.

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Która korporacja zatrudnia od razu ludzi z polecenia ?
    W wielu firmach płaci się za dostarczenie CV kandydata, który zostanie zatrudniony i przejdzie okres próbny. Natomiast rekrutacja jest identyczna jak dla kogoś z zewnątrz.
  • 2011-05-08 22:50 | Inż,

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Na jakich fakultetach uczą pisać zdania kilkunastokrotnie złożone ?
  • 2011-05-08 23:43 | maksymilian

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Przynależność do partii miała znaczenie jak wiadomo w dostępie niektórych stanowisk, gł. kierowniczych (tzw."nomenklatura" - obecnie występuje w nieco zmodyfikowanej wersji, bo jest nie mono lecz trójpartyjna). Cała reszta Pańskiej wypowiedzi do horrendalne głupstwa, jakie obecnie można dowolnie wygadywać na PRL, bo rytualne plucie na ten okres to moda i wymóg czasów.
    Pozwolenie na studia!? Od dyrektora technikum ???
    Pański ojciec, będąc pochodzenia chłopskiego:
    1. Nie musiał należeć do PZPR, aby pójść na studia, tak jak nikt nie musiał.
    2. Dyrektorzy szkół średnich nie wydawali żadnych "pozwoleń na studia" - czegoś tak głupiego dawno nie słyszałem, nawet u zawodowych opluwaczy PRL-u.
    3. Pański ojciec, będąc pochodzenia chłopskiego, mógł liczyć na dodatkowe preferencje przy przyjęciu na studia, w postaci tzw. punktów za pochodzenie. Taki był pomysł socjalistycznych ideologów (może i coś w tym było), aby nie dopuszczać do zbytniego zakonserwowania elit a jednocześnie egalitaryzować społeczeństwo. Obecnie mamy sytuację odwrotną, czyli powrót do społeczeństwa hierarchiczno-kastowego, niedługo zapewne, wzorem Indii, doczekamy się kasty "niedotykalnych" jeśli to się Panu bardziej podoba.
    4. Polscy chłopi nie byli "oporni wobec socjalizmu", co najwyżej wobec tzw."dostaw obowiązkowych", zlikwidowanych w 1972 roku. Polscy chłopi w przeciągu dziejów w ogóle rzadko kiedy bywali wobec czegokolwiek oporni, a jak mieli co do gara włożyć i na grzbiet przywdziać, to nawet było im raczej obojętne, czy są polski chłopami, czy jakimikolwiek innymi.
  • 2011-05-09 10:05 | Marilla

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Pani Kosowski, w niemieckiej budzetowce znajomosci szaleja! Wprowadza sie wielu, moze i fachowcow, ale z ulomna empatia i parciem na kariere poprzez lizusostwo. A i osobe bez znajomosci niemieckiego, ale za to krewniaka kogos z ONZ-tu, mozna posadzic w ksiegowosci za ladne pieniazki... Europo, witam cie!
  • 2011-05-09 11:05 | mateusz

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    "żelazną ręką zapędzimy ludzkość do szczęścia"
  • 2011-05-09 12:07 | okokoko

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    kolejny raz to samo: winni wszyscy tylko nie ja. uklady, nepotyzm, lapowki, powodow milion, tylko nie ten wlasciwy.

    wybor sposobu zycia, w znacznej wiekszosci przypadkow, to wybor wolny. jesli ktos decyduje sie na studia pt ochrona srodowiska, to trudno sie dziwic, ze zmniejsza swoje szanse na przyjecie do, powiedzmy, banku.

    to raz. dwa, pobozne zyczenia finansowe. umowa o prace to, w prostych slowach, umowia miedzy dwiema stronami, gdzie jedna deklaruje sie wykonac jakies zadanie, a druga za to placi. nie ma tu zadnego przymusu, przykladania pistoletu do glowy. zgadzasz sie siedziec po nocach za 1200/mies, ok, twoja decyzja i nie marudz, ze malo zarabiasz. nie zgadzasz sie? zrob cos, aby to zmienic, a nie troluj w necie.

    trzy, wspomniana wyzej inicjatywa.
    kariere, w dowolnej branzy, planuje sie jak zakupy. wyznaczamy cele, definiujemy mozliwosci, szukamy narzedzi. co potrzebuje, aby zostac dyrektorem banku? to, to i to. co posiadam? malo. ile zajmie mi dotarcie na szczyt? 5-10 lat. do roboty.

    ludzie, przestancie myslec, ze cos wam sie nalezy!!
    przestancie sie oklamywac.

    o budzetowce nie bede sie wypowiadal, zadna prywatna firma/korporacja nie utrzymalaby sie na rynku z podejsciem naszych urzedow.

    za to w dobrze zarzadzanym biznesie nie ma miejsca na patologie. wlasciciel predzej wywali na bruk swojego najlepszego przyjaciela, jak pozwoli, aby jego kieszen sie oproznila. to jest takie proste.

    ----

    teraz, zeby bylo cos na plus, kilka porad.

    - jesli chcesz jakas prace, upewnij sie jak ona wyglada. wiedz na co sie decydujesz!
    - szukasz pracy? jak? przegladajac ogloszenia w gazecie? badz proaktywny. wybierz sobie kilku ciekawych pracodawcow i sprzedaj sie! napisz cv/motywacyjny pod ta firme, nie wysylaj szablonu. wloz w to troche serca, pokaz, ze tobie zalezy.
    - pamietaj, ze szukanie pracy to tez praca. 8h dziennie, pn-sob.
    - pytaj sie, dlaczego cos nie wychodzi. jesli 20 pracodawcow odmowi, nie klinij na czym swiat stoi, tylko zastanow sie nad soba.
    - nie oszukuj sie sam przed soba. jesli nie masz zadnego doswiadczenia, nie oczekuj kokosow. aby dyktowac warunki, musisz byc dobry - a to trwa.
    - zawsze warto postawic sie po stronie pracodawcy i zastanowic jakie sa jego realne mozliwosci i potrzeby.
    - zadne studia nie pomagaja w znalezieniu pracy. zadne. na rynku liczy sie doswiadczenie i widza praktyczna.
    - i na koniec: pracownik jest tylko i wylacznie narzedziem do realizacji jakiegos celu. chcesz sam decydowac - zbuduj to od podstaw.

    ---

    jeszcze dwa slowa o tym, co moze zrobic panstwo. zamiast religii - nowy przedmiot: "tak wyglada swiat". niech szkola pomoze zrozumiec mlodym ludziom, ze np zawodowy informatyk, w wiekszosci przypadkow, walczy z nudnym kodem do sterownika przez 10h/dzien, a nie zabawa w facebooka.
  • 2011-05-09 13:47 | Grace

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Wszyscy zapomnieli lub pomału zapominają, jakimi wolnościami dysponowali w czasach PRL. Oczywiście młode pokolenie nie może pamiętać, że:
    1. Był powszechny obowiązek pracy;
    2. Powszechny obowiązek kształcenia młodzieży (bezpłatnie) - 10-latka;
    3. Bezpłatne studia;
    4. Płatne (tzn. za wynagrodzeniem) obowiązkowe praktyki po szkole, czy po studiach;
    5. Stypendia fundowane dla studentów przez przyszłych pracodawców;
    6. Umowy przedwstępne podpisywane przez studentów z przyszłymi pracodawcami jeszcze w czasie trwania studiów;
    7. Wielki popyt na wszystkie dostępne w Polsce towary, ponieważ wszyscy pracowali i mieli pieniądze.
    8. Większość fabryk, zwłaszcza w przemyśle lekkim, pracowała na 4 zmiany, aby zaspokoić popyt rynku;
    9. Zakłady potrzebujące dobrych specjalistów powszechnie zapewniały im mieszkania i miejsca w żłobkach i przedszkolach dla ich dzieci;
    10. Dzieci, co roku wyjeżdżały na kolonie letnie dofinansowane przez zakłady pracy;
    11. Nikt nie głodował, nie było bezdomnych;
    12. Powszechna bezpłatna opieka zdrowotna;
    13. Tanie i dostępne lekarstwa, na receptę bezpłatne, później płatne symbolicznie;
    14. Itd., itp., można wymieniać bez końca.
    To wszystko zwolennicy Solidarności oddali za mrzonki typu: „I ty możesz zostać kapitalistą” w naszej przyszłej kapitalistycznej Polsce. Z tym tylko, że Wielcy Przywódcy Solidarności nie dodawali zwykle, że kapitału w Polsce starczy tylko dla tych, co są blisko żłobu, a reszta będzie kastą służących w tej przyszłej wspaniałej Polsce, ale już nie Rzeczpospolitej.
  • 2011-05-09 14:46 | Adamski

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Genialny artykuł. Od dawna podejrzewalem że istnieje podział na uprzywilejowanych i całą resztę, to tłumaczy tak wiele rzeczy które obserwujemy wokół siebie. I wcale nie jest to charakterystyczne dla Polski, mieszkam za granicą i tu jest dokładnie tak samo.

    Pracuję x lat, naprawdę znam się na tym co robię, ale nigdy nie wejdę wyżej, za to przyjdzie jakiś szczyl który na dzień dobry dostanie stanowisko i 2x wyższą od mojej pensję, a będzie się szarogęsił, niby że wprowadza 'usprawnienia w pracy'. Wyjaśnienie sytuacji - on należy do uprzywilejowanych, a ja do podrzędnych. I nic tego nie zmieni
  • 2011-05-09 16:25 | JOANNA KOPYTOWSKA

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    kpiny z wykształcenia to głupota bo właśnie dostępność wyższego wykształcenia nawet na poziomie licencjatu jest na Zachodzie promowana i pożądana na każdym stanowisku bo zakłada się że szersze horyzonty zwiększją otwartość i elastyczność ludzi w pracy, cały świat stawia na edukację a my swoje talenty marnujemy albo bieda wyrzuca ich za granicę, to dramat , Polska w pracy to jeden wielki dramat niekompetencji , zawyżonych ambicji niewspółmiernych do umiejętności i kultury ,wzajemnych niechęci ,tragicznego braku umiejętności współpracy dla dobra firmy czy ogółu ,dochodzi do tego skłonność do kombinowania jako sport narodowy ,omijanie prawa gdzie się da i oszustwa , taki mały PRLek na bis w europejskich klimatach
  • 2011-05-09 16:48 | mateusz

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    ... było tak cudownie, i tylko z powodu sabotażu reakcji kraj nasz ukochany wyglądał jak zruinowany skansen pełen smutnych zabieganych obywateli, z których połowa doznawała ekstazy na widok piwa w puszcze czy banana, a druga połowa kalkulowała jak tu dać drapaka na jakże biedny i niewykształcony kapitalistyczny Zachód.
  • 2011-05-09 17:28 | Jerzy Pieczul

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Szanowny Panie Autorze, z całą sympatią i życzliwością, choć nie na temat.
    Profesor kończy wypowiedź: "Dziewczyna nie miała takiego samego habitusu".
    Pan: "Czyli?".
    Takie skrótowe pytania-zagadki są nieeleganckie. Sporo ich zaobserwowałem u innego autora "Polityki" - pana Jacka Żakowskiego. Jako językowiec-pasjonat obserwuję zjawisko ze czterdzieści lat, więc mówię nie z powietrza. Szacunek dla rozmówcy wymaga postawienia pełnego, jasnego pytania, nie zaś posługiwania się skrótami "I?", "Bo?", "Że?", "Czyli" itp., które odpowiadający musi najpierw rozszyfrować, by odpowiedzieć. Niepięknie jest, gdy dziennikarz traktuje rozmówcę jak dziecko, któremu zadaje cześć pytania, a resztę dziecko musi samo dokończyć, np.: "Autor powiedział: 'Stoi na stacji lokomotywa i...'?". W cytowanej wypowiedzi mógł Pan zadać pytanie "dlaczego?". Zewnętrznie podobne do "czyli?", nie byłoby jednak zagadką, lecz bardzo czytelnym skrótem pytania "Dlaczego dziewczyna nie miała takiego samego habitusu?". Subtelna różnica, ale jednak. Zgodzi się Pan ze mną i nie tylko ze mną, że we współczesności trochę nam ubyło subtelności?
  • 2011-05-09 17:44 | camel

    @mateusz

    Wolę "żelazną ręką zapędzimy ludzkość do szczęścia" niż obecne "żelazną ręką zapędzimy większość Polaków do czworaków, aby tyrali na swoich panów. Im się nic nie należy, to nam się należy wszystko!".
  • 2011-05-09 17:59 | wiesiek

    za komuny było to samo

    za komuny było to samo, już w szkołach podstawowych tworzono oddzielne klasy dla dzieci lekarzy, prawników i nauczycieli. Tym dzieciom należało się wszystko, wspaniałe życie. Reszcie należało się "nędzne życie". Dyskryminowane dzieci nawet nie śniły o pozycji, jaką dzieci uprzywilejowane zajmowały rzekomo w sposób naturalny. Ambitne cele życiowe nauczyciele umieścili poza horyzontem wyobraźni dzieci dyskryminowanych, tak że te nawet nie odczuły straty.
    Jak widzę nic się nie zmieniło. Dyskryminacja ze względu na pochodzenie jest niestety niezależna od systemu ekonomicznego.
  • 2011-05-09 18:10 | rebel

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Ad:
    1. Czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy. Równowartość jakiś 30 dolarów amerykańskich.
    Co można było kupić za tę pensję patrz punk 14.
    2. Dziś - obowiązek kształcenia do 18. roku życia. 11 lat.
    3. Studia nadal są bezpłatna na państwowych uczelniach. Śmiem nawet twierdzić że miejsc jest znacznie więcej.
    4. 5. 6. To ja przypomnę że za te stypendia człowiek zobowiązywał się odpracować X lat w danym zakładzie. Inżynier zarabiał mniej od faceta od łopaty, a pracy w czasie tego kontraktu nie można było zmienić.
    7. Popyt był bo wszystkiego brakowało. Nawet mając kartki człowiek ie był pewien czy uda mu się coś za nie kupić. Szczytem marzeń pod koniec lat 80. był kolorowy telewizor i magnetowid. Za cała pensję można było zjeść obiad w kraju realnej ekonomi, jeśli komuś udało się wyjechać.
    8. 4 zmiany czyli po 6 godzin ? Czy popyt choć na jeden artykuł był zaspokojony ? To teraz pytanie. Jaka była efektywność tego przemysłu lekkiego ? Skoro nawet papieru toaletowego i sznurka do snopowiązałki nie był wstanie wyprodukować w wystarczającej ilości. Nie będę nawet wspominał o bardziej skomplikowanych dobrach jak choćby kalkulator.
    9. Niby co za PRL mieszkania były tylko potem znikły gdzieś w nocy z 23 na 24 kwietnia 1990 ? Na przydział mieszkania szary człowiek czekał latami. Nieraz dłużej niż trwa dziś spłacanie kredytu.
    Pełna zgoda co do żłobków i przedszkoli - było lepiej.
    10. Zgoda.
    11. Oficjalnie.
    12. i 13. Kwestia do dyskusji. Nie było porównania z innym światem.
    http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_l_trwanie_zycia_w_Polsce_w_2009.pdf
    Polecam wykres średnia długość życia. Od 1990 roku ponad 5 lat dłużej.
    14.
    Z tego co pamiętam człowiek niepracujący fizycznie dostawał kartkę M-I uprawniała do zakupu 3kg mięsa miesięcznie.
    Pół litra wódki lub butelka wina importowanego miesięcznie.

    Prawdziwe eldorado.
  • 2011-05-09 18:34 | pompan

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    dobre, tylko zapomniales dodac, ze byly to tez czasy powszechnej tandety bez szansy na poprawe. to wlasnie rozleniwienie umyslowe w tamtym systemie, a zwlaszcza oddanie odpowiedzialnosci za wlasne zycie, spowodowalo dzisiejsze bezrobocie: ludzie tak dlugo dostawali cos za nic, ze przyjeli postawe roszczeniowa i nie potrafia podejmowac wlasnych decyzji, zrobic czegos dla siebie, bliskch.
    prl moze i byl piekny, ale dla niezaradnych idiotow. a teraz chcesz ciagnac caly swiat w dol, bo nie potrafisz zakasac rekawow i powiedziec szefowi: moja praca jest warta duzo wiecej. zastanow sie, kto jest wiekszym egoista.


  • 2011-05-09 18:48 | hynio

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    o to to to. Gdyby chcieć zatrudnić wszystkich tych, którzy chcą w szkołach pracować, to by trzeba było klasy pięcioosobowe zrobić. Mam też sporo znajomych po szkołach ekonomicznych i też widzę, jak pracują w handlu na podstawowych stanowiskach, czyli że robią rzeczy które można zaraz po maturze robić. Po co te 5 lat studiów?

    Ja chociaż nie pasuję do żadnej z dwóch głównych grup, to długo szukając pracy widziałem jak to jest. Najbardziej irytujące były rozmowy w PUP. Ludzie młodsi ode mnie, którzy w życiu nie znaleźli pracy poza budżetówką dawali mi co dwa miesiące garść dobrych rad.
  • 2011-05-09 19:16 | gostom

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Niestety, wiele lukratywnych miejsc pracy na Sląsku jest przeznaczona dla tzw. "Elity z Warszawy". A Slązak, chociaż w domu musi się pogodzić z pracą na Zachodzie. Nieraz korzysta z tej sytuacji wg. motta: "Gdzie się dwóch bije, tam trzeci korzysta..."
  • 2011-05-09 19:29 | mateusz

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    ma szczęście miliony wolały i wolą inaczej... . Niech się "naprawiacze" martwią, a nie masy...

  • 2011-05-09 20:28 | Jerzy Pieczul

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Szanowny Panie Redaktorze, powiedziałem parę słów o języku, to jeszcze parę o meritum, które w Pana wywiadzie nakreślone jest rzeczowo i bardzo rzetelnie. A doświadczenie mam niemałe: wszystkie prace na czarno, jakie wykonywałem przez sześć lat bezrobocia, były po znajomości i za psi grosz. Przedstawiam tego owoc.

    ROSÓŁ KRĄŻY NAD EUROPĄ

    Grabarze marzą, żeby coś zagrzebać, my melioranci – odwrotnie. Jeden kumpel wygrzebał czarny bursztyn wielkości cegły, drugi – coś jakby skamieniały pieróg nadziany ametystami. Mnie się trafiła broszurka. Nie w ziemi – w muzeum. W ziemi był karabin z wojen napoleońskich. Trząsłem się ze strachu, żeby nie wystrzelił, ale przysłużyłem się nauce. Za to dostałem broszurkę o sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej.
        W nowej rzeczywistości robiłem, jako bezrobotny, odwodnienie nowej chałupy postawionej na starym fundamencie. Trudno w takim historycznym miejscu myśleć tylko o robocie. Kopię na czarno za psi grosz, trzęsę się - tym razem z chciwości - dokładnie się przyglądam każdemu ziarenku piasku. Naraz puk coś w czoło. Mało nie zemdlałem. Nie mogłem sam się puknąć, bo obie ręce miałem zajęte. Patrzę: papierowy gołąbek zapisany na grzbiecie i na brzuszku. Rozkładam – a to Odezwa KOMITETU ROBOTNICZEGO Partyi soc. rew. PROLETARYJAT, Warszawa 1882.
        - O kurde! – mówię. – Coś o czyimś pradziadku.
        Wyłażę z wykopu, siadam pod lipą, składam litery:
    “Przyczyną nędzy i wszelkiego ucisku w społeczeństwach dzisiejszych jest nierówność i niesłuszność przy podziale bogactw między rozmaite społeczeństw onych klasy. Jakkolwiek bogactwa są rezultatem pracy, nie przypadają jednak w udziale tym, którzy pracowali nad ich wytwarzaniem, Przy dzisiejszym ustroju społecznym klasy uprzywilejowane, nie pracując wytwórczo, zagarniają przeważną część bogactw pracą dobytych, klasa zaś robotnicza, ograbiona z owoców swej pracy, nędzę i upodlenie znosić musi. Stosunek taki dwu tych klas, oparty na wyzyskiwaniu pracujących, istnieje w społeczeństwach od dawien dawna, powierzchownie tylko zmieniając od czasu do czasu postać swoją. Początków podobnego stanu rzeczy szukać należy aż w tych odległych wiekach, kiedy jednostki lub grupy silniejsze, opierając się jedynie na prawie pięści, zagarnęły w swe ręce przemocą czy też oszustwem ziemie i wszelkie narzędzia pracy.”.
        - Jak w odległych wiekach – mówię – to nie ma o czym gadać. Ja tam postaci zmieniać nie będę.
        Złożyłem gołąbka z powrotem.
        - Za stary na rosół.
        Puściłem – niech krąży nad Europą.
  • 2011-05-09 21:14 | Jerzy Pieczul

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Fakt, Szanowny Panie Redaktorze, że odkrywamy dawno odkryte.
    Dłubię raz sobie w rowie, a w głowie - pytanie jak katarynka: skąd się wziął komunizm i skąd się wziął komunizm? Naraz mi ręka sama się podnosi i pac w czoło: a skąd by się miał, kurde, wziąć, jak nie z poezji? Proszę posłuchać:
    Tańcowały dwa Michały,
               Jeden – duży, drugi – mały.
               Jak ten duży zaczął krążyć,
               To ten mały nie mógł zdążyć.
        Czy to czasem nie komunizm, to znaczy, pardą – zadatek? Jeśli kapitalizm się bierze z kapitału, to jego odwrotność – komunizm – z braku kapitału. A skąd się bierze brak kapitału? Z poezji i z niczego więcej. A może komunizm się nie tylko się wziął z poezji, ale j e s t poezją? Jeśli tak, to trzeba nosić na rękach całą prawicę, bo ona tworząc, jak to się mówi, tezę, szykuje grunt pod antytezę. Mówiąc po ludzku: w kategorii gości z forsą za wielu chętnych się nie zmieści, więc reszta będzie musiała żyć jak pana pracodawcy koń czy pies – bez grosza. Ale bez grosza znaczy – pięknie, patrz: życie Chrystusa. Więc we własnym interesie głosujcie, ludzie, jak chcecie, byle – na prawo, bo ta strona tworzy od nowa cudownie wciąż te same podwaliny komunizmu. Komunizm to poezja, a bez poezji życie jest do dupy.
    Z szacunkiem i poważaniem. Jerzy Pieczul

  • 2011-05-09 22:23 | divak2

    Sorbona?

    Tak, okokoko, święta racja.
    Dodać by jeszcze należało, że studiowanie na Sorbonie (a prawdopodobnie również na MIT) po to, by wrócić do jakiegoś miasteczka w Polsce i szukać tam roboty nie ma sensu. Poza jednostkowymi przypadkami szkoda wysiłku intelektualnego, pieniędzy i traumy po powrocie. Tyle samo można zarobić studiując w kraju na uniwerku czy polibudzie.
  • 2011-05-09 23:55 | pik

    "Może problem jest nie ze studentami, tylko ich wykładowcami?"

    "Może problem jest nie ze studentami, tylko ich wykładowcami?
    Trafił pan w sedno (...) Żeby dostać pracę na uczelni, być może też trzeba mieć dostęp do odpowiednich kręgów. Nie wystarczy być superdobrym."

    Panie profesorze, kto jak kto ale Pan dobrze wie co się dzieje na INP UW :) Za moich czasów było już nieźle z nepotyzmem, teraz wystarczy wejść na kadrę naukową i po nazwiskach sprawdzić, kto robi doktorat i dlaczego jest to przypadkiem dziecko wykładającego profesora. Wybitni dziedzicznie? Może:) Szkoda tylko, że możliwość robienia doktoratu jest przywilejem wąskiej grupy, a w tej grupie jakaś taka nadreprezentacja...
    Dobrze Pan wie, że aby dostać się na doktorat, wystarczy być DOBRZE "poukładanym". Ale kogo to obchodzi, przecież chodzi tylko o dostęp do zasobów i jak to Pan dobrze ujął: UPRZYWILEJOWANIE.
    Stąd też nie wróżę dobrze naszej nauce, co potwierdzają wszelkie zestawienia porównawcze. Szary koniec...
  • 2011-05-10 00:08 | Grace

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Ad. mateusz i rebel
    No, nareszcie widzę w działaniu zespół rządowy do odkłamywania za publiczne pieniądze. To ma być ta nowa broń naszego Premiera, którą tak szumnie zapowiadał ostatnio. Panowie, jak chcecie poprawić sobie swoje samopoczucie, to napiszcie o czasach współczesnych, ale prawdziwie, tak, jak przedstawia to powyższy wywiad i moje skromne uzupełnienie, a czytelnicy sami to ocenią. Pamiętajcie o tym, że wtedy reglamentowane było mięso, a teraz praca i prawda. Sami oceńcie co gorsze.
  • 2011-05-10 08:20 | otu

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    2011-05-09 17:59 | wiesiek

    chodzilem do szkol za tzw glebokiej komuny tj 1954-65. Do liceum chodzilem w mundurku i to do liceum ktore obecnie co roku jest zaliczane do czolowki w Polsce. Ale NIGDY nie bylo podzialu na klasy ze wzgledu na prace czy wyksztalcenie rodzicow.
  • 2011-05-10 09:31 | Krysia

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    INP UW to kuznia nepotyzmu i to w wiekszosci w tandetnym wydaniu, promujaca na przyszlych wykladowcow osoby, nie majace ku temu psychologicznych predyspozycji, o czym szepcza ci zdolniejsi i bardziej rozgarnieci studenci a to podobno najlepsza uczelnia w kraju. Fasada, fikcja i przykrywka ale prestiz, ze ho, ho!

    Na ktorym miejscu w swiatowym rankingu uniwersytetow figuruje UW, nasz narodowy think-tank perwszego formatu? Nepotyzm i hermetycznosc w srodowisku naukowym niszczy sama nauke, szczegolnie taka, ktora nie wytwarza "wartosci dodanej", jak politologia (a nie inzynieria). I nic nie znacza argumenty, ze "tak jest wszedzie".
  • 2011-05-10 14:18 | Joanna Kopytowska

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Polska praca ma swoje blaski i cienie ,nie sposób nie zauważyć dynamizmu i przedsiębiorczości wielu ludzi ,wielu świetnie rozwijających się firm i dobrej współpracy międzynarodowej ,rozwoju handlu we wszystkich niemal dziedzinach / nawet Japonczycy piją polską wódkę / .Powstało wiele wspaniałych projektów ,Unia pozwala na rozwój kultury i infrastruktury , Polacy bogacą się i budują , są aktywni obywatelsko i społecznie choć na pewno jeszcze wiele jest do zrobienia. Najważniejsze patologie polskiego rynku pracy to;wyzysk ,lekceważenie podstawowych praw pracowniczych / zatrudnianie z pominięciem ubezpieczenia emerytalnego i medycznego / nierówny dostęp do pracy , nepotyzm na skalę nieznaną w innych krajach Unii ,emigracja najzdolniejszych i najlepiej wykształconych młodych ludzi - dziś na świecie poza granicami Polski żyje 20 milionów Polaków ,w Polsce pewnie po ostnich falach migracyjnych około 36 milionów, niedługo więcej Polaków będzie żyło za granicą niż w kraju. Dla zbyt wielu praca to tylko pieniądze i niezasłużony prestiż a nie ofiarne działanie na rzecz innych .Wystarczy spojrzeć na puste ławy poselskie podczas debaty na przykład o służbie zdrowia.Słabym echem w mediach przeszła informacja że Jarosław Kaczyński jako poseł wykorzystał do ostatniej złotówki pieniadze na biuro poselskie/ 135 TYSIĘCY ZŁ / ALE NIE WYDAŁ ANI JEDNEJ ZŁOTÓWKI NA PAPIER I ANI JEDNEGO GROSZA NA PODRÓŻE.Na co poszły te pieniadze nie wiadomo ale wystarczy posłuchać nieskładnych wypowiedzi Prezesa składających się głównie z oskarżeń pod adresem wszystkich wokół wypowiedzianych bełkotliwym nieładnym jezykiem aby poczuć się jak w domu wariatów.Praca to także praca nad sobą ,nad własnym wyglądem i kulturą osobistą ,wiedzą o tym głównie młode Polki , politycy nazbyt często o tym zapomionają .Na koniec muszę dodać mloestowanie i mobbing w miejscu pracy bo to teraz palga.
  • 2011-05-10 17:10 | Bzykalski

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Kolejny artykul bedacy mlynem na wode dla nieudacznikow: nie ma co sie wysilac, ja nie mam znajomosci.
    Ja osiagnalem sporo bez najmniejszych znajomosci i sam nigdy nie przyjalem nikogo do pracy z polecenia. I znam setki takich ludzi. Specjalista po prostu nie potrzebuje znajomosci ani ukladow, to o niego konkuruja pracodawcy. Niestety, zeby zostac poszukiwanym specjalista trzeba sie wysilic i studiowac trudne kierunki: medycyne, matematyke, mechanike itd. A jak sie juz te studia skonczy to trzeba sie stale doskonalic.
    Wiekszosc woli pojsc na latwizne i stwierdzic, ze wszystko zalezy od znajomosci. W tym utwierdza ich autor artkulu.
  • 2011-05-10 19:12 | Jerzy Pieczul

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Szanowny Panie Bzykalski, gdyby Pan poinformował: "Harowałem bez znajomości i osiągnąłem, co chciałem" i na tym skończył, wszystko byłoby w porządku. Ale Pan jak stara baba w maglu: "Ja, czyli wszyscy". W tych wzmiankowanych parę setek znajomych pozwalam sobie wątpić, bo nawet by ich Pan nie spamiętał. To dość popularna dziecinna hiperbola, żeby własnemu słowu dodać wagi. Jeśli Pan nie widzi dramatu paru milionów - bezrobotnych, pracujących na czarno, na krótkie zlecenia, młodych rozpoczynających zawodowe życie od bezrobocia (wyszykuje się w przyszłości jakiś bunt, bo młodzi sobie stażu
    emerytalnego nie naskrobią)- to lepiej, żeby Pan oglądnął jakiś serial, miast publicznie pleść w duchu: ja mogłem, to i każdy może. Nie każdy, proszę Pana. Na siedem miliardów ludzi jest siedem miliardów niepowtarzalnych osobowości i ich konkretnych uwarunkowań. Z tego, że ktoś pokonał wpław kanał La Manche, nie wynika, że każdy może, że wystarczy chcieć.
  • 2011-05-11 00:53 | Zbyslaw

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Jak juz, to woda na mlyn, nie odwrotnie a tak na marginesie nie kumasz pan, ze problemem podstawowym jest to, iz masa ludzi nie ma szans, by zostac owym panskim "fachowcem", choc sa rownie dobrzy, bo do tego trzeba lat doswiadczenia i "wskoku" w branze od poczatku, czyli natychmiast po studiach. Problem w tym, ze wiekszosc nie ma tego "wskoku" i laduje tam, gdzie moze zarobic jakies pieniadze, by przezyc, bo nie ma "dojscia". Mija kilka lat, UK, zmywak i jest "po ptokach", nie ma szans na kariere i zdobycie wlasnie tego doswiadczenia, ktore czyni czlowieka "fachowcem" w swojej dziedzinie. Przez znajomosci mozna dostac dobra prace (taaaak, rowne szanse) ale ten fenomen jest przede wszystkim najlepszym odzwierciedleniem wspolczesnego kapitalizmu, ktory w mysl zasady maksymalizacji zyskow i minimalizacji kosztow bezlitosnie redukuje skale przyrostu miejsc pracy, czy to w wolnej gospodarce, czy w budzetowce. podaz pracy i popyt na nia uklada sie w stosunku 1 do 5. Ten trend jest obserwowany w calej Europie, starej i nowej i nie wrozy najlepiej na przyszlosc. Popyt np. na inzynierow tez sie kiedys skonczy i wtedy prace dostana ci, ktorzy sa najlepsi I MAJA ZNAJOMOSCI, a najlepsi z najlepszych bez koneksji beda plakac. Ale czy o to chodzi?
  • 2011-05-11 12:39 | okokok

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. kazdy placi za swoje decyzje i jesli na stale wybiera zmywak w uk po 5 latach politechniki, to swiadczy to nie o zlej sytuacji na rynku pracy, a jego glupocie. studia to nie cos, co sie odwala dla papierka, za ktory pracodawca musi placic, tylko mozliwosc rozwiniecia wlasnych umiejetnosci, kt pozniej sie sprzedaje za pieniadze dyktowane przez rynek.

    za praca sie jezdzi, o prace sie walczy, dla pracy sie czlowiek ksztalci i rozwija, a wszystko to na wlasne zyczenie, ALE z odniesieniem do rzeczywistosci. wygodnictwo i lenistwo prowadzi do patologicznych ukladow, ale prawda jest taka, ze wczesniej czy pozniej zycie wszystko weryfikuje.

    prosty przyklad, 10 lat obijania sie pod skrzydlami 'wujka', a pozniej placz, bo firma pada (nic dziwnego), a nowy pracodawca oferuje, realne do umiejetnosci, 3x mniejsze pieniadze. to jest dopiero tragedia, juz calej rodziny a nie jednego mlodego czlowieka, bo glab myslal, ze latwo i przyjemnie bedzie zawsze, a teraz brakuje na przedszkole i kredyty.

    jasne, niektorzy maja latwiej jak inni, na swiecie nie moga byc sami dyrektorzy, ale pisanie, ze wszystkiemu winne sa uklady, to odrzucanie odpowiedzialnosci za wlasne zycie.

    przedmowca, nawet jesli przesadzil z tymi 'setkami ludzi', tylko wskazywal, ze mozliwosci dla chcacych istnieja. nie jest to droga lekka i przyjemna, ale daje mozliwosci. trzeba tylko chciec, a pozniej zamienic te emocje w dzialanie.

    zona pracuje w duzym zakladzie produkcyjnym w malym miasteczku i, mowi, nie ma dnia, aby nie przyszlo kilka osob z cv. tylko co z tego, skoro przychodza brudni, z grymasem na twarzy i bez slowa rzucaja papiery sekretarce na biurko. a pozniej, zamiast wrocic i chociaz zapytac sie o rezultat, pija piwo pod sklepem. to nie sa checi. to jest glupota, ktora ich zjada.

    tu nie ma zadnej magii, tu chodzi o prosta odpowiedzialnosc za wlasne zycie.
  • 2011-05-11 15:38 | xxl

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    a na jakich fakultetach oduczają pisania poprawnie? chyba tylko ortografia nie żebrze o dobicie w tym poście...
  • 2011-05-11 17:34 | Jerzy Pieczul

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Tematem lekcji, chłopczyku, było rozplenienie się w całej
    Polsce praktyki dostawania pracy po znajomości. Zwyczajem internetowych bachorów nie powiedziałeś na ten temat ani słowa. Napaplałeś tylko, co miałeś na końcu języka ni przypiął, ni wypiął, i odkryłeś Amerykę miliardy razy odkrytą. Poucz się jeszcze, podoświadczaj ze trzydzieści lat, nim znów ci przyjdzie do smarkatej głowy zacząć wypowiedź od "bzdury, bzdury...".
  • 2011-05-11 17:38 | rem

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    A pomyślałeś, co by było, gdyby wszyscy ci kulturoznawcy, socjologowie i europeiści "się wysilili" i ukończyli medycynę, matematykę, mechanikę itp.? Miałbyś wtedy przechlapane, bo na jedną posadę w Twoim, jak się domyślam, dobrym fachu ubiegałby się nie jeden, a co najmniej dziesięciu kandydatów, więc albo nie miałbyś pracy, albo zarabiałbyś grosze.

    Przykro mi, ale nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy między liczbą absolwentów tzw. sensownych kierunków a liczbą miejsc pracy, które mogą oni objąć. Na przykład w połowie lat 90. absolwent anglistyki lub germanistyki bez problemu mógł zarobić przyzwoite pieniądze w edukacji, tłumaczeniach czy biznesie. Teraz już nie może.

    Gdyby więc wszyscy kończyli tzw. dobre kierunki, to mielibyśmy wprawdzie mniej bezrobotnych kulturoznawców, socjologów i europeistów, za to więcej bezrobotnych inżynierów i lekarzy.
  • 2011-05-11 17:45 | rem

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Taaak.... "Chcieć to móc", "każdy jest kowalem własnego losu", a jak ktoś nie ma pracy albo zarabia za mało, to wyłącznie jego wina, bo jest leniwy, niemobilny itp.

    Na początku lat 2000, gdy bezrobocie przekraczało 20%, taką gadkę było słychać bardzo często z ust neoliberalnych polityków, różnej maści Mordasewiczów i tzw. pracodawców. Gdy po wejściu Polski do UE wreszcie pojawiła się możliwość legalnej pracy w normalnych krajach, nagle się okazało, że 2 miliony tych "leniwych, niemobilnych i roszczeniowo nastawionych" nie bało się rozpocząć nowego życia na emigracji i mimo barier językowych i kulturowych radzi sobie całkiem nieźle.

    A tzw. pracodawcy zaczęli się wtedy systematycznie użalać w TV, że polska młodzież jest niepatriotyczna, bo nie chce u nich zasuwać po 12 godzin przez 6 dni w tygodni za 600 PLN bez ubezpieczenia.
  • 2011-05-11 17:56 | rebel

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Wypraszam sobie! Za publiczne pieniądze? Za te marne złotówki? Kpisz sobie! Ja tutaj pracuje dla obcego mocarstwa za twardą walutę i to dopiero poprawia mi samopoczucie. Wszystkiemu jak zawsze winni są Ci sami ludzie co zabili Jezusa. Dodam jeszcze że ostatnio grzebałem przy ścianie kurnika więc i masońskie są to sprawy.
    Jeszcze raz gratuluję czujności !
  • 2011-05-12 12:53 | okokoko

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    masz racje, dzisiaj jestem chlopczykiem. dlatego, gdy bedziesz szukal pracy za 10 lat, przyjdziesz do Bzykalskiego, do mnie lub tej 2 mln grupy, o kt wspomina ponizej rem, i to my bedziemy dyktowac warunki biznesu w pl. wtedy podrzemy twoje cv i zapytamy 'co potrafisz'. zachod czy daleki wschod lubi pieniadze, ale zdobwywane w sposob przyjemny, oparty na zaufaniu. pomysl o tym.

    inna rzecz, zarzucasz mi trolowanie, brak rozwiazan. kilka postow u wyzej posklejalem pare uwag, moze pokracznych, slabych, ale jakies sa. w twoich wypowiedziach prozno szukac czegos wiecej jak uczucie zmeczenia. powiedz, co sam zrobiles, zeby zmienic obecna sytuacje? nawet zdania na forum nie napisales. samo sie nie zrobi.
  • 2011-06-16 22:34 | m.

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    okokok "bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. kazdy placi za swoje decyzje i jesli na stale wybiera zmywak w uk po 5 latach politechniki, to swiadczy to nie o zlej sytuacji na rynku pracy, a jego glupocie. studia to nie cos, co sie odwala dla papierka, za ktory pracodawca musi placic, tylko mozliwosc rozwiniecia wlasnych umiejetnosci, kt pozniej sie sprzedaje za pieniadze dyktowane przez rynek. "

    Tez mnie zastanwiaja ci absolwenci na zmywaku...
    Jak ktos jest dobry w tym co robi, albo studiowal, to sie odnajdzie w UK. Znam bardzo wielu polskich pracowników naukowych na angielskich uczelniach, chyba trudno myslec, ze oni mieli tam jakies "dojscia". I musz epowiedziec, ze bardzo dobrzy, wyrózniaja sie.
    Pracowalam w UK i Hiszpanii, mam tzw malo praktyczme wyksztalcenie humanistyczne i zawsze pracowalam we wlasnym zawodzie. Jak sie zna jezyki to nie trzeba isc do pracy przy miotle.
    W Hiszpanii jest jeszcze gorszy nepotyzm, niz w Polsce, mozna byc kompletnym baranem i pracowac na uczelni, jesli ma sie "dojscia". Jest to dosc demoralizujace dla niezbaranialej reszty bez ustawionych tatusiów. Natomiast Anglie polecam, na uczelniach system jest przejrzysty, zatrudniaja najlepszych, nawet jesli ich osobiscie nie znaja ;)
  • 2011-06-16 23:08 | m.

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    "Niestety, zeby zostac poszukiwanym specjalista trzeba sie wysilic i studiowac trudne kierunki: medycyne, matematyke, mechanike itd. A jak sie juz te studia skonczy to trzeba sie stale doskonalic"

    Kazdy powinien wybierac takie studia jakie go interesuja. Znam wielu ludzi po kulturoznawstwie i socjologii i wszyscy pracuja. Zaden znajomy mi archeolog nie jest bezrobotny! Niektórzy zarabiaja calkiem dobrze i pracuja w wyuczonym zawodzie. Studia trzeba sobie zaplanowac z glowa, po pierwsze wiedziec po co sie je wybralo i miec jakis plan przyszlosc.
    Nie ma sensu wybierac sie na mechanike czy medycyne, tylko dlatego, ze bedzie potem latwiej o prace. Rynek pracy sie zmienia, chociaz akurat lekarze zawsze beda potrzebni;) Poza tym to troche smutne przejsc przez takie ciezkie studia a potem pracowac w zawodzie, ktorego sie nie cierpi.
    Sa tez cale rzesze absolwentów róznych "zyciowych" kierunków managersko-jakichstam, "studium reklamy", zarzadzania personelem, ktorzy siedza na bezrobociu albo robia xero w jakims biurze za 1000 zl.
  • 2011-06-24 21:14 | atsamo

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Na oczach Polaków powstała nowa kapitalistyczno-państwowa nomenklatura, niewiele różniąca sie w swym cynizmie od poprzedniczki o komunistycznej proweniencji: samopromująca się, popierająca nawzajem i traktująca państwo jako jej własność i synekurę dla jej dzieci, krewnych i znajomych; innymi słowy odrażająca. Jak za komuny: liczy się bierny, mierny ale wierny. Selekcja negatywna z czasem doprowadzi do protestów społecznych; zwykli ludzie nie wytrzymają tego dłużej. Kapitalizm z ludzką twarzą? Może gdzieś coś takiego istnieje, jeśli w ogóle; w Polsce na pewno nie.
  • 2011-07-07 14:54 | Domorosły_Obserwator

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Moim zdaniem na to, czy będziemy mieli pracę po studiach wpływ ma wiele czynników. Nie tylko to, co studiujemy, ale też to, czy odbywamy różnego rodzaju praktyki. Jeżeli chcemy się rozwijać to praca dla studentów może nam w tym tylko pomóc. Nie mówię tutaj o "nabijaniu" pustego doświadczenia, bo to do niczego nie prowadzi. Chodzi mi o rzeczywiste zdobycie nowych umiejętności, w trakcie praktyk i staży. Dzięki temu czujemy się pewniej na rozmowach kwalifikacyjnych i później na nowym stanowisku.
    A jeśli chodzi o sytuację bezrobotnych z określonych grup kierunków studiów to moim zdaniem są to naczynia połączone - zmiana w jednym wpływa na stan drugiego. Jak była mowa, że w tym zawodzie można zarobić to ludzie masowo zaczęli studiować dany kierunek, żeby móc zarobić i popadli w pułapkę, bo się rynek nimi wysycił. Pytanie tylko, czy będzie to niekończąca się sinusoida, czy się wyrówna i dla każdego będzie praca (ech, marzenie).
  • 2012-02-27 20:11 | bas

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    SHIFT nie działa? Krytykując kogoś (w tym wypadku słusznie!), warto samemu być OK.
  • 2013-12-22 20:57 | Apat

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    Zgadzam się, że część zawodów wymaga znajomości żeby znaleźć w nich zaczepienie, choć przy odpowiedniej determinacji nawet to da się przeskoczyć. Twierdzenie, że nepotyzm jest podstawowym mechanizmem przy rekrutacji jest tyle szalone co głupie. Nie da się zaprzeczyć, że nepotyzm w Polsce istnieje, jednak gdyby miał taką wagę jak twierdzi pan profesor, wszystkie istotne stanowiska byłyby obstawione przez niewłaściwych ludzi. Pozwolę sobie na przykład z własnego doświadczenia: z wykształcenia jestem programistą, pracuję dla jednej z najlepszych firm informatycznych w kraju (mam na myśli SMT Software). Ilość kandydatów na zajmowane przeze mnie stanowisko była znaczna, jednak nasze umiejętności były zupełnie różne. Nijak nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak ktoś kto pojawiłby się tam z polecenia miałby wykonywać moją pracę nie mając mojej wiedzy. Nie znam zbyt wielu pracodawców, którzy chcieliby działać na własną szkodę, chyba że chodzi o lewe interesy i różnego rodzaju przekręty co, śmiem twierdzić, jest bardziej marginesem niż obowiązującą taktyką prowadzenia biznesu.
  • 2015-04-05 17:28 | kubakzz

    Re:Rozmowa o polskim problemie z pracą

    świetny artykuł i naprawdę ciekawy wnioski. mieszkam w dużym mieście i zawsze się zastanawiam skąd się bierze ciągłe narzekanie na brak pracy, możliwość otrzymania pracy tylko po znajomościach, kumoterstwo itp. sam nigdy nie dostałem pracy po znajomościach i przyznam, że nawet nie pomyślałem, że sytuacja w małych miastach może być tak dramatycznie inna.

    pytanie tylko, czy to rzeczywiście najzdolniejsi chcą zostawać w takich mieścinach i korzystać z faktu, że dostaną jedyną dostępną ale wciąż nędzną ofertę pracy? duże miasto daje zupełnie inne możliwości, ale też moim zdaniem zabiera prawo do narzekania.

    czytałem kiedy artykuł o pracy po znajomości tutaj i muszę przyznać, że zgadzam się całkowicie. jeśli jesteś dobry, dostaniesz pracę, której szukasz. Jeśli nie masz kwalifikacji, zdobądź je najpierw i dopiero zacznij szukać, zamiast marudzić, że nic się nie da!