Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Szlachetne zdrowie

(3)
2011-05-28 14:29 | wdajcz

Ten tylko się dowie ile kosztujesz jak się zepsujesz – tak zapewne pomyślałby sławny Jan z Czarnolasu, gdyby w dzisiejszych czasach musiał korzystać z usług lecznictwa finansowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia. U schyłku PRL-u powszechna, bezpłatna służba zdrowia, naznaczona biurokratyczną skazą realnego socjalizmu nie była w najlepszym stanie, dając powody pacjentom do utyskiwań. Narzekano głownie na rosnącą plagę łapownictwa wśród lekarzy wykonujących w szpitalach skomplikowane operacje. Prywatne praktyki i płatne etaty w spółdzielniach lekarskich stanowiły jednak tylko margines opieki medycznej dostępny lepiej sytuowanym lub mocno zdesperowanym pacjentom. Transformacja ustrojowa zaowocowała powszechnym chaosem w służbie zdrowia. Trzeba było coś z tym zrobić, więc natchnieni reformatorzy z Akcji Wyborczej Solidarność działający pod egidą premiera Jerzego Buzka wymyślili cztery wielkie reformy a wśród nich też nieudaną jak inne, reformę służb medycznych. W wyniku bałaganu spowodowanego powołaniem Kas Chorych zwielokrotniło się zadłużenie szpitali a dostępność przysługujących pacjentowi z tytułu ubezpieczenia usług lekarskich, pogorszyła się w niebywałym stopniu zmuszając chorych do szukania ratunku w prywatnych gabinetach lekarzy. Głębokie zmiany w systemie zdrowotnym nie dla wszystkich okazały się niekorzystne. Prawie cały znaczący przecież wzrost nakładów na lecznictwo został wpompowany w kieszenie lekarzy, którzy odgrywając główną rolę we wdrażaniu nowego systemu skierowali zwiększony strumień środków finansowych na własne wynagrodzenia a kiedy tego było im za mało nie zawahali się nawet opuścić chorych na jakiś czas. Kolejne fale podwyżek płac zostały wymuszone przez pazernych medyków groźbą odejścia od lóżek pacjentów i pozostawieniu ich na pastwę losu, W rezultacie zarobki lekarzy zwielokrotniły się w krótkim czasie nieadekwatnie do stojących niemal w miejscu dochodów emerytów i rencistów stanowiących zasadniczą część szeregów chorych szturmujących publiczne placówki służby zdrowia. Przychodne fortyfikują się przed pacjentami limitami przyjęć wyznaczonymi na podstawie zakontraktowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia usług medycznych. Doszło już do tego, że na poradę u specjalisty, czy poważniejsze badanie przy użyciu specjalistycznego sprzętu trzeba oczekiwać dłużej niż pół roku, co stawia pod znakiem zapytania jakąkolwiek skuteczność leczenia poza szpitalnego a skierowanie do szpitala można dostać tylko w nadzwyczajnych okolicznościach, kiedy życie pacjenta jest mocno zagrożone. Zdarzają się nawet odmowy przyjęcia pacjentów z zawałem lub innym schorzeniem grożącym śmiercią. Na wykonanie niektórych operacji trzeba cierpliwie czekać nawet kilka lat o ile zwłokę wytrzyma schorowany organizm pacjenta. Ci sami lekarze, którzy z braku limitów omawiają przyjmowania chorych w państwowych przychodniach szeroko otwierają prywatne gabinety gdzie za cenę od 100 do 3oo złotych można uzyskać natychmiast pomoc niedostępną w placówkach działających na kontrakcie NFZ. W ten sposób mieszkający w luksusowym domu i jeżdżący wypasioną bryką lekarz drenuje kieszeń ledwie wiążącego koniec z końcem schorowanego staruszka, z którego harówki powstały za PRL-u setki szpitali tworząc miejsca pracy dla dzisiejszych krezusów medycznych. Wymyślając kretyńskie limity domorośli reformatorzy oddali znaczną część pacjentów opłacanych przez fundusz placówek, w ręce zachłannych na mamonę medyków, korzystających bezwstydnie w swojej prywatnej praktyce z w wyników badań i analiz wykonanych bezpłatnie na ich zlecenie przez państwowe szpitale i laboratoria. Nie przeszkadza w niczym ten chory system uprzywilejowanej elicie trzymającej władzę, obsługiwanej i leczonej przecież na specjalnych prawach poza kolejnością. Na porządku dziennym szerzy się nepotyzm przejawiający się w przyznawaniu szybkich terminów wizyt osobom wskazanym przez lekarzy, oraz rodzinom i znajomym pracowników służby zdrowia. Na kuriozum wygląda sytuacja, kiedy na początku roku, w dniu rozpoczęcia zapisów do specjalistów pierwsi w kolejce pacjenci uzyskują terminy dopiero w drugiej połowie roku, bo pierwsze półrocze jest już zajęte przez uprzywilejowanych. Przypomina to, jako żywo ostatnie lata upadłego socjalizmu, kiedy wszystkie deficytowe towary sprzedawano znajomym spod lady. Dziś jednak wygląda to znacznie gorzej, bo najbardziej deficytowym towarem stały się usługi medyczne, co nie miało miejsca nawet w wyśmiewanej dziś przez apologetów nowego systemu socjalistycznej rzeczywistości. Oczywiście wszystkie te dolegliwości nie dotyczą w żadnym stopniu wyhodowanej przez liberalny kapitalizm klasy nowobogackich, których stać na ratowanie zdrowia w najdroższych prywatnych klinikach pod opieką najlepszych, zarabiających krocie lekarzy. Może już czas zatrzymać tę wyrastającą z rozpasanej chciwości ludzkiej, chorobę niszczącą zdrową dotąd tkankę społeczną. Medice eura te ipsum.
  • 2011-05-28 14:42 | gnom-krasnal

    Re:Szlachetne zdrowie

    Polska służba zdrowia bardzo źle wygląda na tle systemów opieki zdrowotnej w innych europejskich krajach. Bardzo mała liczba lekarzy w przeliczeniu do liczby mieszkańców, brak rozwiązań elektronicznych i zapisów do lekarza przez internet, ograniczony dostęp do usług medycznych i lekarza pierwszego kontaktu w dniu zgłoszenia - to główne zarzuty wobec polskiego systemu opieki zdrowotnej według raportu "Europejski Wskaźnik Zdrowia Konsumenta".

    Najlepszymi i najbardziej przyjaznymi dla pacjenta są Holandia, Dania Islandia i Austria. Najgorzej jest w Bułgarii i Rumunii. Ranking oceniał kilka kategorii, a średnia ważona z poszczególnych kategorii decydowała o miejscu na liście 33 ujętych w raporcie krajów. Polska znajduje się na 26. pozycji. W raporcie oceniano: prawa pacjenta i dostęp do informacji, e-zdrowie, wyniki leczenia, zakres i zasięg świadczonych usług oraz środki farmaceutyczne (m.in. refundacje, nowe leki).

    Polski system opieki medycznej jest jednym z najgorszych w Europie – takie są wnioski z najnowszego raportu "Europejski Wskaźnik Zdrowia Konsumenta" (Euro Health Consumer Index) z 2009 roku. Raport przygotowała organizacja Euro Health Consumer Powerhouse, która porównuje standardy służby zdrowia w różnych krajach już od 5 lat. Ranking EHCI 2009 ogłosił Holandię jako najlepszy i najbardziej przyjazny pacjentowi kraj. Holandia zdobyła 863 pkt. na 1000 pkt. możliwych do uzyskania, o 44 pkt. więcej niż zajmująca drugie miejsce Dania z 819 pkt, oraz znajdujące się na kolejnych miejscach, Islandię z 811 pkt. i Austrię z 795 pkt. Polska znalazła się na 26. Miejscu, uzyskawszy 565 pkt. Bardzo wysoko oceniane w raporcie są usługi e-zdrowie, które mierzą rozpowszechnienie elektronicznej dokumentacji medycznej oraz zastosowanie rozwiązań elektronicznych do przekazywania informacji medycznych pomiędzy pracownikami ochrony zdrowia oraz pomiędzy pracownikami ochrony zdrowia i pacjentami. Tutaj Polska bardzo traci na ocenie.

    * Więcej z branży Służba zdrowia

    Dlaczego Holandia od lat prowadzi w rankingach? Holandia według autorów raportu charakteryzuje się dużą liczbą konkurujących ze sobą świadczeniodawców usług ubezpieczenia zdrowotnego. Pacjent podejmuje decyzje gdzie i jak jest leczony. Decyzje związane z opieką zdrowotną podejmowane są przez osoby zawodowo związane ze środowiskiem lekarskim przy udziale pacjenta, a osoby niezwiązane zawodowo ze środowiskiem lekarskim, jak na przykład politycy czy biurokraci, trzymani są z daleka od procesu podejmowania decyzji dotyczących opieki zdrowotnej. Inaczej to wygląda w innych krajach europejskich. System holenderski oparty jest na lekarzach pierwszego kontaktu (GP gatekeeping), co według specjalistów, oszczędza koszty systemu oraz zapewnia pacjentom ciągłość opieki.
  • 2011-05-29 16:18 | kalarepa

    Re:Szlachetne zdrowie

    żeby chorować to trzeba mieć zdrowie. pozostaje nam pokornie czekać w kolejkach albo iść do prywatnego lekarza.