Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

(11)
Rozmowa z dr. Pawłem Kubickim, ekonomistą i socjologiem, o tym, dlaczego państwo nie chce nam pomóc w opiece nad rodzicami
  • 2011-06-08 16:47 | strixy

    Nie zgadzam się, że Skandynawowie nam zazdroszczą

    Mieszkam w Norwegii, babcia i dziadek mojego męża dokonali żywota w domach opieki. Dopóki można było, opiekę sprawowała rodzina z pomocą dochodzących opiekunów i pielęgniarek. Jednak nadszedł czas, kiedy trzeba było postarać się bardziej przyjazne otoczenie, bo możliwość pomocy w nagłym wypadku w domu jest ograniczona. Potrzeba specjalnego anyodleżynowego łóżka, trzeba przerabiać łazienkę itp.

    Zamiast tego, obowiązki przejęło na siebie państwo, oczywiście dom był opłacany z emerytury starszych państwa.

    I nie spotkałam się z żadną krytyką tego systemu. Starsi ludzie tutaj wolą mieć pod ręką pielęgniarkę albo opiekunkę na wypadek, gdyby poślizgnęli się w wannie. To samo dotyczy osób z demencją czy Alzheimerem. Nawet pomoc współmałżonka nie wystarcza, bo przecież te osoby także mają swoje lata.

    Dla kontrastu: mój dziadek zachorował na Alzheimera i demencję. Dzieci nie mieli (zmarły). Ponieważ ja wtedy zostałam pozbawiona domu rodzinnego przez ojczyma, zostałam zmuszona do wyjazdu za granicę (byłam świeżo po studiach a w Polsce pracy bez koneksji nie było). Alzheimer został zdiagnozowany dwa lata po moim wyjeździe. Zaczął się dużo wczesniej, ale nikt nie przypisywał wahań nastrojów i skrajnej podejrzliwości (sąsiad zabierze mi mieszkanie, ktoś nas podpali) początkom choroby.

    Choroba postępowała szybko. Z inteligenta dziadzio stał się osobą, która nie rozumiała wiadomosci telwizyjnych. Babcia przekroczyła już wtedy siedemdziesiatkę i leczyła się na depresję.

    Rozpoczęliśmy starania o pomoc socjalną. Opiekunka socjalna była bardziej zaintereswana parzeniem kawy niż opieką nad chorym. Przysługiwały nam 4 godziny tygodniowo, czyli ilość śmiesznie mała zakładając, że chorego nie można było zostawić samego, a zabranie go gdziekolwiek także nie wchodziło w grę (agresja, oddalanie się, wchodzenie na jezdnię). Innymi słowy, na wszystkie aktywności wymagające wyjścia z domu były wydzielone 4 godziny tygodniowo, kiedy przychodziła opiekunka. Mieliśmy środki na opłacenie prywatnej opieki, ale nie było chętnych poza niewykwalifikowanymi osobami, z którymi zwyczajnie baliśmy się zostawić chorego.

    Sytuacja pogarszała się szybko. Pojawiły się ataki agresji fizycznej, ucieczki z domu, smarowanie kałem ścian, budzenie nocne, majstrowanie przy gazie.

    O ile proces ubezwłasnowolnienia przebiegł w miarę sprawnie (chociaż trzeba było czekac ponad 3 miesiące), to znalezienie miejsca w DPS-ie graniczyło z cudem. Żaden urzędnik nie był w stanie udzielić informacji, co ma zrobić bezdzietna siedemdziesięcioletnia żona chorego na Alzheimera, który ją atakuje, krzyczy, awanturuje się, nie komunikuje się.

    W końcu udało się, ale trwało to o wiele za długo. A wszystko chyba dlatego, że babcia jako osoba honorowa zalatwiała wszystko książkowo, bez szukania słabszego ogniwa do wręczenia łapówki.

    I teraz moje pytanie: po co są właściwie organizowane kursy na opiekunki środowiskowe, gdzie poznaje się tajniki opieki nad osobami starszymi i chorymi, skoro państwo wymaga od członków rodziny, aby wykonywali ten zawód 24 godziny na dobę bez wynagrodzenia?
  • 2011-06-08 23:06 | m.

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    "I teraz moje pytanie: po co są właściwie organizowane kursy na opiekunki środowiskowe, gdzie poznaje się tajniki opieki nad osobami starszymi i chorymi, skoro państwo wymaga od członków rodziny, aby wykonywali ten zawód 24 godziny na dobę bez wynagrodzenia?"

    Moze kursy maja dotacje z UE? przepraszam za sarkazm, ale niestety zainteresowanie wladz lokalnych problemem opieki nad ludzmi starszymi jest bardzo ograniczoone i niestety licza na to, ze krewni sie na nich nie wypna.
    Zbliza sie mundial czy cos tam, stadiony beda wazniejsze..
  • 2011-06-09 13:50 | jaro

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Zgadzam się z przedmówczynią co do opieki w Norwegii. Jestem studentem AM i na jedne wakacje pojechałem do Norwegii do pracy jako w pielęgniarz domowy. Tamtejszy system zorganizowany jest świetnie. Pracowałem w niewielkim (jak na polskie realia, w Norwegii 25 000 mieszkańców to duże miasto) mieście, w gminnym ośrodku opieki. Ośrodek składał się z: 2 czy 3 oddziałów opieki stacjonarnej, oddziału krótkiego pobytu (taka "przechowalnia" na czas wyjazdu rodziny podopiecznego na wakacje), oddziału dziennego pobytu (gdzie osoby starsze z dalszych miejsc były codziennie dowożone) oraz mnóstwa mieszkań, tuż przy ośrodku, gdzie mieszkały osoby na tyle sprawne, że mogły mieszkac same, ale jednocześnie wymagające stałego dozoru. Moja praca polegała z kolei na wizytach w domach podopiecznych. Finansowane to było częściowo z pieniędzy państwa, częściowo z portfeli podopiecznych (zależało to od konkretnej usługi). Co ważne, personelu było tyle, że nikt nie mógł marudzic z powodu przepracowania. Każdy podopieczny, który chciał i za to zapłacił miał przy sobie alarm, którego uruchomienie było rejestrowane w dyspozytorni straży pożarnej (w Polsce wciąż niedziałające CPR) i strażacy dzwonili do nas. Poza alarmem noszonym przy sobie, były także np. maty - na wypadek gdyby ktoś spadł w nocy z łóżka.
    Pielęgniarki wydzielały i dostarczały każdemu, kto tego potrzebował, leki. Nie było więc możliwości, aby ktoś leków zapomniał wziąc, przedawkował, pomylił. Jeśli była taka potrzeba krew pobierało się w domu, zawoziło do szpitala, telefonicznie odbierało wynik i potem telefonicznie z lekarzem rodzinnym ustalało ewentualne dawkowanie.
    Wszystko świetnie... zapytacie ile to kosztuje? Dużo! Sam się o tym przekonałem, gdy na pierwszej fiszce z płac zobaczyłem, że odciągnięto mi podatek w wysokości 36%. Ale z drugiej strony warto zwrócic uwagę na to, co zostało poruszone w artykule. To się po prostu opłaca! Tam do szpitala trafiają tylko i wyłącznie naprawdę tego potrzebujący. Nie ma tam przyjęc z przyczyn socjalnych (tak, w Polsce są, tylko skrzętnie ukrywane przed NFZ), nie ma dramatycznych odwodnień i wypychania przez rodzinę do szpitala, bo na czas urlopu trzeba się babci pozbyc).
    Rozmawiałem z Norwegami skąd wzięła się idea takiego przedsięwzięcia... otóż tam zupełnie inna jest filozofia państwa. Rząd chce aby każdy, kto może, pracował i pomnażał PKB. Państwo rozumie, że opieka nad własną matką/ojcem może byc nie tylko uciążliwa fizycznie, ale także dyskomfortowa psychicznie dla obywateli, dlatego postanowiło ich w tym wyręczac. Z drugiej strony troszkę to Norwegów też rozpieszcza, bo w momencie przyjazdu córki na wakacje do matki i tak trzeba tam jeździc i pomóc w prostych higienicznych czynnościach (córka nie pomoże).
    Tak czy owak w takim kraju nie strach się starzec, bo masz świadomośc, że ktoś zawsze się tobą należycie zajmie. W Polsce niekoniecznie.
  • 2011-06-09 19:40 | adalbert.13

    Re:Dlaczego rodzina nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Jestem osobą czynnie opiekującą się (rodzoną) babcią rocznik 1911.
    Problem pomocy państwa w tej dziedzinie mnie nuży. Te państwo samo potrzebuje
    pomocy. Vide usankcjonowany system "pomocy domowej", gdzie Ukrainka może być
    nianią dla staruszki ale osoby najbliższe, zgodnie z obowiązującym prawem, nie.
    Nieocenioną pomocą są panie pielęgniarki przychodzące z kontraktu NFZ i wykonujące podstawowe prace pielęgnacyjne. Ale to 3-4 razy w tygodniu i szybko bo następny pacjent czeka. Problemem jest rodzina, która przedkłada swoje życie nad minimalną choćby pomoc :
    - najstarsza córka ,zero zainteresowania,
    - jedyny syn, zero zainteresowania,
    - najmłodsza córka raz na 2 tygodnie, max 1,5 - 2 godz.,
    A i owszem dochodzi do awantur kiedy dociekam stanu rzeczy, przy czym
    źródłem zła jestem ja - syndrom wypalenia i brak coraz częściej elementarnej cierpliwości (24/24, non stop 4 rok). Kłótnie powodują jeszcze większe oddalenie się stron od siebie. Widocznie nie mam racji wymagając tylko jako wnuk, większego zainteresowania najbliższych.
    Nie skarżę się, widocznie bywa i tak .
  • 2011-06-10 10:09 | Paweł Kubicki

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Ja bym się jednak trzymał tego, że Skandynawowie nam zazdroszczą, ale nie chodzi tu o mieszkańców/opiekunów, ale o polityków społecznych, ekonomistów, władze samorządowe i państwo. Rodziny sobie skandynawskie rozwiązania chwalą, to płatnicy się obawiają, że wraz ze wzrostem liczby osób starszych ta forma opieki będzie nadmiernie obciążać budżet i chcieliby większej aktywności rodzin w tym zakresie.
  • 2011-06-10 21:53 | strixy

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Ja tylko wtrącę, że ma Pan prawo do zwrotu podatku. Podatek w Norwegii wynosi 28%. Poniewa pracowa Pan dorywczo, na wakacjach, odcignięto Panu większy podatek. Norweski fiskus jest bardzo skrupulatny, najpierw bieże,czasem za dużo, potem ewentualnie oddaje ;)
  • 2011-06-10 21:55 | strixy

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Nie można mieć ciastka i zjesc ciastka. Większa aktywność rodzin w opiece nad starszymi oznacza mniejszy PKB. I więcej przyjęć do szpitali, bo członek rodziny nie ejst wykwalifikowanym i opłacanym opiekunem. Ma inne sprawy na głowie, wypala się, dzeci dorastają....
  • 2011-06-14 19:04 | Asia U

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Panstwo nas nie wspiera bo nie chce i to zostalo wykazane wyzej w artykule. Poza tym 'chory' system prawny karze rodzine za starsza osobe, ktora przeciez w wielu przypadkach wniosla do spoleczenstwa bardzo duzo. Nie ma szacunku dla straosci, omija sie duzym kregiem jakiekolwiek dyskusje na ten temat. Domow opieki jak na lekarstwo... Za chwile zaczna sie budowac prywatne domy opieki, zobaczycie i wtedy panstwo bedzie musialo uregulowac te kwestie.
    Panstwo strszych trzyma z daleka traktujac ich jak obciazenie systemu. Powodzenia zycze najjasniejszej RP z takim podejsciem do tematu
  • 2011-06-21 04:07 | inkwizytorstarszy

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Uwaga!Będzie bardzo cynicznie: Państwo nasze "troszczy się", abyśmy dbali o swoje zdrowie, to będziemy żyć dłużej.
    Ale ja w to nie wierzę! Bo jaki ma interes aby ludzie po 65 roku życia, żyli jak najdłużej, kiedy nie ma środków na opiekę nad starzejącym się i coraz dłużej żyjącym społeczeństwem...?
    Więc w trosce o finanse państwa, powinniśmy żyć zdrowo... no właśnie, ile???
  • 2013-11-20 21:34 | Bożena

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    Pani ma obowiązek zająć się Ojcem! Usłyszałam Od Pani kierownik Mops-u. A przepraszam jaki obowiązek? Konstytucja daje mi prawo do wolności i samorealizacji. Jeżeli zajmowałam się Ojcem od śmierci Mamy ( 24 lata) to tylko dlatego że chciałam mu pomagać a nie dlatego, że to mój obowiązek.I pomagałam. Od 10 lat gdy choroba po chorobie pogarszały kondycje mojego Ojca zarówno fizyczną jak i co gorsza psychiczną pomoc moja stawała coraz bardziej trudna czasami nie wykonalna przez upór i agresję psychiczną, która skierowana jest na osobę pomagającą czyli na mnie.Takie długotrwałe i permanentne zajmowanie osobą starszą i chorą na szereg współistniejących chorób przy rozwijającej się demencji ( obecnie zdiagnozowano chorobę dwubiegunowa )to ogromne obciążenie fizyczne a zwłaszcza psychiczne. Zdiagnozowane u mnie stany załamań nerwowych, depresje i stany samobójcze to efekt tej moje o Ojca troski. Ucierpiało też moje życie rodzinne i zawodowe.To są ogromne koszty, które poniosłam chcąc Ojcu pomóc.System pomocy społecznej próbowałam uruchomić do działanie rok temu. O tym, że już sobie nie radzę powiadomiłam w kolejności: sąd, szpital psychiatryczny oraz MOPS. Kilkakrotnie wzywałam pogotowie kontaktowałam się też z policją.Nikt mi nie pomógł.Wypełniono tabelki i sporządzono protokoły, sprawa załatwiona.Pani z MOPS-u owszem przyszła i próbowała łagodnej perswazji namawiając Tatę aby wyraził zgodę na DPS ale odmawiał takiej pomocy.W protokole napisała,że senior zadbany w domu czysto a lodówce jedzenie jest. I OK.W kolejnym roku również zwróciłam się o pomoc do MOPS-u. Pani przyszła, owszem i stwierdziła, że stan Taty nie pozwala, żeby On mógł podjąć jakąkolwiek samodzielną decyzję. Jeżeli chce Ojcu pomóc muszę wszcząć procedurę ubezwłasnowolnienia. A ja się pytam, do czego to jest potrzebne i komu??????? Ojciec mój wymaga pomocy, pomocy 24-godzinnej i specjalistycznej a nie ubezwłasnowolnienia.Prawo o pomocy społecznej służy tylko tym instytucjom i należy je zmienić. Rodziny nie mogą brać na swoje barki takich ciężarów bo same szybko stają się dysfunkcyjne.
  • 2014-05-02 14:12 | kandel

    Re:Dlaczego państwo nie wspiera nas w opiece nad starszymi?

    A w czym wspiera nas Państwo? W ściąganiu podatków? Większość rodzin nie jest sobie w stanie poradzić z chorymi psychicznie osobami, muszą chodzić do pracy, poza tym opieka nad kimś takim jest wymagająca. Większość chorych trafia w takie miejsca - http://www.revita.org.pl/wolne-miejsca# Ale ja akurat uważam, że to dobre - wiem na własnym przykładzie jak trudno jest żyć w jednym domu - ogromny stres dla jednej i drugiej strony.