Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Kawiarnia literacka

(2)
W zamieszaniu wokół seksafery Dominique’a Strauss-Kahna przemknęła cicho wiadomość o innym francuskim skandalu.
  • 2011-08-11 16:36 | marchesacasatijr

    absolutnie

    Tak, podoba mi się opcja "internet/facebook/twitter/nk.pl/whatever jako najwyższa instancja moralna", a Rupert Murdoch jako Św Piotr, certyfikowany konsjerż w niebie, co to lubi stać ze szklanką przy ścianie i wieczorami obserwować swoje owieczki lornetką teatralną. Wszyscy przeto lubimy opowiastki, co tam wczoraj zobaczył. I rozstrzygać moralnie.
    Ja tam stosuję starą drogową zasadę ograniczonego zaufania, czyli jak mawiają mieszkańcy Nowej Gwinei "Use your fucking mind".

    PS
    Zainspirowana tekstem Leny Sundström w DN pt. "Så skapas en fiende", którego to morał w skrócie brzmi: komunistów należy kochać, bo są komunistami, postanowiłam działać.

    Otóz właśnie, dlaczego należy ich dzisiaj kochać? Niezbyt mnie to wszystko przekonało, bo choć 16 pierwszych lat życia spędziłam w komunizmie aż do jego upadku w 1989 r, to jednak wbrew ideom tak cenionego ponoć przez komunizujących intelektualistów szwedzkich Pol Pota (a przypomnijmy chciał on stworzyć nowe, idealnie zindoktrynowane społeczeństwo z bezkrytycznego, młodego pokolenia, nieznającego innego niż komunizm "porządku rzeczy", nie lubił też niestety intelektualistów, w związku z czym udało mu się znacząco zmniejszyć liczebnie stan ludości swego kraju - o jakieś 2 mln w dość krótkim czasie) nie udało mi się pokochać tego systemu. Od razu powiem, że ja polski komunizm rozumiem, rozumiem jego genezę, początki, skutki, przyczyny, uwikłania, wybory, rozumiem. Była wojna, okupacja, Grunwald, Racławice. Że choć operował dużymi hasłami i abstrakcyjnymi wykrzyknikami, potrafił z ludzi wyciągnać raczej nieprzyjemne sprawki. Choć były i plusy, to jednakowoż nie przysłonią nam one minusów, jak mawiał klasyk. Koniec konców, komunizm, jak wiemy, zbankrutował, po prostu walnął w kalendarz.

    Szwedzkiego komunizmu nie rozumiem. Dlatego proszę mnie oświecić oraz wyprowadzić z lekkiego szoku, jak i zapewne niewiedzy. Ogłaszam tym samym konkurs dla wszystkich zainteresowanych: "Moje życie i komunizm. Czym jest komunizm dla mnie. Czym moje życie świadczy o moich poglądach". Konkrety. Proszę się chwalić. Bez skrępowania. Najwyżej punktowane będą: praca fizyczna w fabryce, mieszkanie na osiedlu milionowym wśród robotników i invandrare, własnoręczne zbudowanie czegoś. Coś dla, a nie przeciw, w ten deseń. Najniżej zaś oceniam dyrdymały typu zagrzewanie do boju innych, działalność literacka na niwie, bierne uczestnictwo, zadymiarstwo, teoretyczne krzewienie myśli komunistycznej et cet. To samo tyczy się feminizmu. Teoria mnie nie interesuje. Praktyka. Chcę wiedzieć czy komuniści to tylko kapitaliści bez kapitału, chętni do zagospodarowania kapitału kapitalistów czy może coś więcej. Spodziewam się tym razem wysokiego pod każdym względem poziomu, nie żebym, jak zwykle, musiała się zastanawiać czy "literat" tak na serio czy hmmm tylko udaje...

    I jeszcze zadanie specjalne dla E. Chciałabym, żeby choć raz przekonała mnie, że potrafi. Że umie pisać i ma coś do powiedzenia. Tak więc jakaś nieduża, niekrótka, wysoce subiektywna analiza literacko/filmowa. Od biedy może być Murakami, którego aktualnie czyta. Zachęcić, odradzić, zaskoczyć paradoksem, takie tam. Napisane samodzielnie bez żadnej ściemy, prostym, komunikatywnym językiem (Czechow i Dostojewski udowodnili, że można tworzyć w ten sposób wielkie, wręcz metafizyczne sprawy). Tak więc, coś interesującego, jakiś kawał mięcha literackiego, bo, przyznam, trochę jestem znudzona.
  • 2011-08-17 21:41 | m.

    Re:Kawiarnia literacka

    hiszpanski markiz wspomniany w artykule nazywal sie Esquilache nie "Esquillace"