Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Casus Leppera

(1)
2011-08-14 13:49 | wdajcz

Nadzieje wsi na prosperity po upadku komuny szybko się rozwiały, niczym poranna mgła. Neoliberalna polityka solidarnościowego rządu utożsamiana nie bez racji z osobą profesora Leszka Balcerowicza wiodła nieuchronnie do zrównania chłopów z ziemią. -Wróć komuno, bo chłop kuno - niosło się żałosne wołanie po wiejskich opłotkach.

Właśnie wtedy, kiedy zdaniem barda Jacka Kaczmarskiego „Solidarność” dała ciała zaczęła się rodzić legenda Andrzeja Leppera, samorodnego, chłopskiego trybuna, który ekonomię praktykował w rozwalonych przez nową władzę pegeerach, a uprawianie wielkiej polityki rozpoczął na drogach, do blokowania, których poprowadził zdesperowanych rolników.
Wejście tego zadziornego chłopa w orbitę władzy zbiegło się z utratą zaufania wyborców wiejskich do Polskiego Stronnictwa Ludowego, które źle wykorzystało czas sprawowania władzy, kontynuując w sojuszu z SLD, kierunek przemian ustrojowych w duchu odrodzenia dzikiego kapitalizmu, preferowanego przez ich solidarnościowych poprzedników.

W 2001 roku stworzona przez Leppera Samoobrona triumfalnie weszła do Sejmu, jako trzecia siła polityczna, a on dostąpił godności wicemarszałka. Warszawski salon polityczny został zdegustowany wejściem na główną polityczną arenę, gromady nowych posłów ze społecznych dołów. Tak jakby władza w demokratycznym państwie była zastrzeżona wyłącznie dla urodzonych na Żoliborzu posiadaczy uniwersyteckich dyplomów.

Ukształtowany już, nowy establishment boczył się, więc na przedstawicieli ludu, który niepomny, że demokracja ludowa odeszła w przeszłość zajął na Wiejskiej kilkadziesiąt foteli i obcesowo domagał się swoich praw. Pierwszoplanową postacią był oczywiście szef nowego kluby, który z sejmowej mównicy mocnym i zdecydowanym głosem zapewnił poselską izbę, że Wersalu na tej sali, nie powinni się już spodziewać.

W istocie tak się stało, a krewki przywódca zbuntowanych chłopów kończył każde swoje publiczne wystąpienie sakramentalnym wprost zawołaniem: Balcerowicz musi odejść. Oznaczało to ni mniej, ni więcej tylko wezwanie do natychmiastowego odejścia od polityki monetaryzmu i zwiększenia deficytu budżetowego, czyli większego jeszcze zadłużania państwa.
Przewodniczący Samoobrony obrastał w piórka. Nie nosił już jak podczas blokad charakterystycznej kufajki. Zatrudniał nawet specjalistów od wizerunku i nosił markowe garnitury. Władza zaczynała powoli drążyć jego świadomość tak, jak spadająca woda kropla po kropli drąży skałę. Uroki władzy i dostęp do kasy sprawiły, że powoli zatracał cechy ludowego trybuna a przeistaczał się w dygnitarza.

Przełomowym momentem w życiu Leppera było niespodziewane zwycięstwo wyborcze partii braci Kaczyńskich. Pałac prezydencki przypadł Lechowi, ale Jarosławowi do utworzenia rządu potrzebni byli koalicjanci. W walce o władzę każdy sojusznik jest dobry, dlatego Kaczyńscy bez wahania zaproponowali pogardzanej dotąd Samoobronie wejście najpierw do parlamentarnej, a potem rządowej koalicji.

Miłe były złego początki, bo jak się poniewczasie Lepper dowiedział, wredny sojusznik zaraz po mianowaniu go ministrem rolnictwa i wicepremierem posłał za nim i jego ludźmi agentów świeżo utworzonej, propisowskiego Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jak się to zakończyło wszyscy wiemy.

Szef Samoobrony, choć nie w ciemię bity zabłąkał się niestety w politycznej dżungli i został wciągnięty przez lepszych od niego i bardziej bezwzględnych, politycznych graczy na pole minowe. gdzie, intryga rodzi następną intrygę, a afera goni aferę.

Zaplątany przy znacznym udziale, nadzorowanych przez jego nieszczerych sojuszników służb specjalnych w aferę gruntową i seksaferę, politycznie wykorzystany, został rzucony na pastwę mediów, prokuratorów i sądów. Mówią, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

Bazując na tym starym, lecz ciągle trafnym porzekadle, zafałszowani sojusznicy wykorzystali swawolę i prestiżowe przepychanki w jego konsumującym owoce zwycięstwa ugrupowaniu i wsparli zakulisowo pewną bezpruderyjną damę z Radomska, która szukała zemsty na swoich zwierzchnikach i być może kochankach.

Jak straszna może być zemsta odrzuconej kobiety przekonał się pewien premier, przeciw, któremu inna potężna siła polityczna wykorzystała przeciw niemu gniew urodziwej urzędniczki o to, iż nie zachwycił się jej aparycją i nie dał jej klucza do furtki, otwierającej drogę do wielkiej kariery.

Piękne kobiety nadzwyczaj często odgrywały wielkie role, działając za kulisami świata polityki. Podobnie było tym razem. Jedna z nich zamknęła znaczącemu kandydatowi drogę do prezydentury a druga stała się sprawnym narzędziem do zepchnięcia swego pomówionego o ojcostwo dziecka, szefa w polityczny niebyt.

Zleceniodawcy tej perfidnej intrygi uknuli ją w nadziei na pozyskanie przynajmniej części posłów z lepperowego ugrupowania, a wraz nimi kilkuset tysięcy wyborców, co miało im zapewnić samodzielne sprawowanie władzy na szczeblu krajowym.

Człowieka nieobytego z politycznym draństwem może szokować dziś postawa jawnych wrogów byłego wicepremiera. Szczególnie wtedy, jeśli pamięta konferencją prasową byłego, bojowo nastawionego ministra sprawiedliwości, który wymachując dyktafonem w postaci długopisu głosił z wielką pewnością: - Proszę państwa to jest gwóźdź do politycznej trumny Andrzeja Leppera!

Dziś były minister wspierany przez całą swoją formację , leje krokodyle łzy nad prawdziwą trumną ludowego trybuna. On i jego kompani psim swędem czują, że tragiczna śmierć zaplątanego w afery i sądowe procesy kontrowersyjnego polityka, odpowiednio wykorzystana, może im przed wyborami przynieść wymierne korzyści.
Homo homini lupus.