Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Skołowani wyborcy.

(1)
2011-09-21 19:11 | P.Baranowski
… I od razu wyjaśniam, że nie mam na myśli tak zwanych „skołowanych” czyli cyklistów, którzy jak wiadomo od dawna, podobno zawsze są wszystkiemu winni (dokładniej – współwinni).

Mam na myśli takich zwykłych ludzi, przeciętnych Polaków – ogłupionych, zmanipulowanych, otoczonych wszechobecną wprost, piramidalną fikcją… wykazujących wszelkie symptomy stada, sterowanego przez kilka doskonale wytresowanych owczarków pasterskich.

Sytuacja taka ma oczywiście swoje realne skutki praktyczne. Kiedyś, ale we wcale nie tak dalekiej przyszłości – będzie się mówiło o ofiarach obecnych działań władzy, o ofiarach polskiego „konserwatywno-liberalnego” eksperymentu na całym społeczeństwie – w wydaniu Platformy Obywatelskiej. Będzie się o tym mówiło tak jak dziś mówimy o ofiarach katastrofalnego głodu na Ukrainie i innych podobnych wydarzeniach, tyle że obecnym ofiarom tak zwanych „liberałów” nikt już nie zwróci ich czasu, zdrowia ani życia – podobnie jak i tamtym… W tym sensie społeczne skutki obecnych rządów są w wymiarze jednostki – nieodwracalne. Lecz jeśli są one nieodwracalne dla ofiar, niechby stały się także nieodwracalne dla winnych… i to bez zawieszenia.

Ale przecież część przynajmniej tychże potencjalnych ofiar widzi, co się tak naprawdę dzieje wokół, przecież rozumieją że coś tu jest „nie tak” – jeśli nawet nie potrafią dokładnie określić – co.

Przecież dociera do nich, że państwo z samej już zasady swojego istnienia nie może być tak bezwzględnie nieludzkie, tak opresyjne, tak antyspołeczne, nawet bez wahania można użyć określenia – złowrogie – jak jest teraz. Jeśli nawet nie jest to na poziomie wiedzy nabytej – przeczuwają, że państwo ma sens gdy jest „dla dobra”; dla dobra oczywiście demokratycznie rozumianego ale i weryfikowalnego moralnie, społecznie, czyli „po ludzku”.

Państwo powinno być czymś „dla wszystkich jednocześnie” bez konieczności skreślania, skazywania na ofiarę całego pokolenia albo i dwóch czy trzech – jak to widzimy czy nawet odczuwamy bezpośrednio na sobie. Przecież oczywiste powinno być dla wszystkich, że to właśnie oznacza słowo RZECZPOSPOLITA; Pospolita Rzecz – państwo dla wszystkich obywateli j e d n o c z e ś n i e.

Niestety w tym przypadku – choć nazwa pozostała – mamy do czynienia ze skrajnym wynaturzeniem państwa. Wynaturzeniem jak za PRL-u, tylko w innym kierunku. Państwo jest dla wybranych, a może raczej dla „wybranych” już go nie musi być…

Bardzo wiele można o tym napisać, pomimo podejrzeń że to już doraźnie nic nie da i dać nie może. Nie zburzy się tak łatwo piramidy (kłamstw) a można spotkać się z przeciwdziałaniem tych, którzy to państwo usiłują zawłaszczyć dla siebie, dla swoich interesów, rodów, majątków i salonów. Obojętnie, czy to będzie „Grzesiu” i „Jaro” itp, czy „Donek” i „Bronek” czy też „Masa” i „Kiełbasa”… czy nawet oni wszyscy razem w świetnej komitywie, z punktu widzenia interesu społecznego jest to obojętne i z tym właśnie trudno się pogodzić. Po prostu – jest to nie do przyjęcia.

Jednym z „kamieni węgielnych” tejże piramidy jest wtłaczane ludziom do głów przekonanie, że wszelka „ideologia” zakończyła swoje istnienie w 1989 roku, po ogłoszeniu oficjalnego upadku PRL i PZPR – jako modelu państwa. To w PRL-u, w „komunie” – była ideologia „komunistyczna” czy „socjalistyczna”; od chwili zmiany władzy wszelkie ideologie zostały zlikwidowane i nastąpiła „gospodarka rynkowa” jako coś „obiektywnego”, obiektywnie uzasadnionego i nie podlegającego dyskusji jak 2 x 2 = 4, wynikającego z nauk ekonomicznych, z matematyki, statystyki i ekonomii – nie z polityki.

Otóż nic błędniejszego! Zrozumiałe – dlaczego starano się wtłoczyć ludziom do głów takie przekonanie. To dość sprytne posunięcie propagandowe, bo kto się będzie wygłupiał i walczył z ekonomią, z nauką…? Jeśli nie zna się na ekonomii – to nie da rady, a jeśli się zna – to swój…

Ale to nie jest prawda. W każdym razie – nie cała. Ideologia liberalna jest takiego samego typu ideologią jak socjalizm czy inne; opiera się na innych, na pewnych specyficznych, wybranych założeniach, priorytetach, zasadach – nie mających żadnej obiektywnej, uniwersalnej wartości. To po prostu przetworzenie jednej z dziesiątków tysięcy propozycji powstających w głowach badaczy, filozofów, teoretyków. Myśli która zakwitła w umysłach kilku badaczy – jak marzenie o wielkiej, prawdziwej i realnej wolności i stało się to jeszcze w wieku osiemnastym. Wiemy jednak jaka jest różnica pomiędzy pracą badacza, filozofa, myśliciela – a wysiłkami twórcy powstałej na tej podstawie ideologii politycznej; wiemy to z historii dotyczącej dzieł Karola Marksa oraz ideologii Włodzimierza Ulianowa. Chodzi jedynie o to, kto i dla kogo stworzył daną ideologię, w czyim interesie to zrobił a w związku z tym – jakie dobrał i przyjął założenia realizacyjne w tym przypadku szukające źródła i uzasadnienia w pracach teoretyków. W tym znaczeniu ideologia państwa „liberalnego” różni się od ideologii „przewodniej roli klasy robotniczej” tylko co do zasady tym – kto i dla kogo, w czyim prócz swojego interesie ją opracował i wdrożył. Mechanizm jest taki sam. Ma odpowiednie do zapotrzebowania założenia polityczne służące wybranemu „podmiotowi”.

Ekonomia jest nauka polityczną i jej wnioski wynikają z przyjętych założeń wstępnych; czyli w tej samej sprawie rozpatrywanej przez różnych ekonomistów – wnioski mogą być różne, nawet wzajemnie przeciwstawne. Z tego punktu widzenia nie jest to nauka ścisła, gdyż ta wymaga co do definicji zawsze takich samych wniosków – wynikających z takich samych założeń. A więc to co się dzieje w naszym kraju nie wynika z obiektywnych zasad „nauk ekonomicznych” a z konkretnej ideologii sterującej politycznie działaniami władzy i jej konsekwentnego wprowadzania w życie. Wręcz przeciwnie nawet: jeśli przyjmiemy że spora część gospodarki, spora ilość przedsiębiorstw rozpadła się z powodu ich opuszczenia przez „gospodarza” – wierzącego w gusła o cudownym działaniu „niewidzialnej ręki rynku” której należy powierzyć całą gospodarkę krajową w celu jej „samo-naprawienia” , przy całkowitym praktycznie pominięciu „czynnika ludzkiego”– to musimy przyznać po prostu, że działania takie nie tylko nie były oparte na nauce i wiedzy, ale wręcz przeciwnie: oparte były na bezmyślności i niewiedzy „zasłużonych – niedouczonych” – działaczy neofitów, nagle nawróconych po weryfikacji kadrowej na „kapitalizm”, oraz tego politycznego „gówniarstwa” jakie na fali postsolidarnościowej przejęło prymat .

Dużo na ten temat da się napisać i trzeba będzie to zrobić.

Dziś ważne jest szczególnie jedno: jeśli już uznamy że przyczyną tego wszystkiego co obserwujemy w naszym kraju jest wdrażanie konkretnej ideologii, musimy także konsekwentnie uznać, iż nie można przynajmniej dopuścić do monopolu ideologicznego. Monopolu który nieodwołalnie nam grozi w przypadku objęcia wszystkich ośrodków władzy przez jedną opcję ideologiczną wraz z brutalnym „wyrżnięciem watahy” jak się tu określa zdławienie wszelkiej opozycji politycznej. Walka z monopolem ideologicznym jest dla nas – zwykłych ludzi – walką o nasz byt, o nasz czas, o nasze życie. Niestety potwierdza się na naszych oczach inna zasada, że każda władza ideologiczna natychmiast po dorwaniu się do władzy zaczyna budować swój monopol, impregnować się na wszelkie wpływy zewnętrzne i otaczać kordonem obronnym. A robi to jako wstęp do walki o monopol polityczny.
Warto o tym pamiętać podczas dokonywania w najbliższym czasie niezwykle ważnego wyboru.

Warto o tym pamiętać mając na uwadze własny interes życiowy i względy społeczne a nie ideologiczne – jak to nam usiłują wmówić różni mniej lub bardziej bezpośrednio „zainteresowani”. Bo od zakończenia wojny – wszystko co najlepsze, ma być… już wkrótce, niedługo, za chwilę… będzie; zrobimy… tylko zagłosujcie na nas… Mijają lata, dziesięciolecia, zmieniają się rządy i ideologie, a obietnice się nie spełniają. Dokładniej – spełniają się jedynie dla elity, dla tych ciągle obiecujących…
Liczy się jednak też nasz czas; krótki, zbyt krótki dany nam czas, który nieodwołalnie jest nam kradziony przez fatalne skutki wdrażania ideologii. Liczy się nasze życie, nasze dzieci – nie hasełka ideologiczne czy polityczne takiej czy innej partii, obietnice świetlanej przyszłości. Liczą się skutki społeczne działania władzy dziś, a nie wierność jej „bożkom” czy wręcz jej „bałwanom”.

Przeciwstawiając się monopolowi ideologicznemu – walczymy w istocie o życie…