Wyszukaj na forum
Forum
Dziadkowie z Wehrmachtu
(27)
Historyczne fakty czy lojalność wobec bliskich – jak się opowiada w niemieckich rodzinach o przeszłości?
-
U nas podobnie.
Oczywiście zachowując skalę. Przecież nikt nie przyzna się, że zabijał, palił, rabował czy wydawał hitlerowcom Żydów. -
wydawał hitlerowcom
Caramba ładnie się znalazł, zgodnie z ustaleniami, żadnego tam prostackiego "wydawał Niemcom", a skąd, wszyscy nasi wiedzą jakie są ustalenia, mówimy "wydawał hitlerowcom" albo "nazistom". W rewanżu dostajemy ciepłą rączką najnowocześniejsze okręty podwodne, oczywiście za friko. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
@zza kałuży: żadnego tam prostackiego "wydawał Niemcom", a skąd, wszyscy nasi wiedzą jakie są ustalenia, mówimy "wydawał hitlerowcom" albo "nazistom".
Tak jak ja nie mam nic wspólnego z potworami z Jedwabnego czy wcześniej, polakokatolikami którzy wymordowali resztkę Prusów, tak większość Niemców nie ma nic wspólnego ze zbrodniarzami hitlerowskimi. Czy to tak trudno pojąć? Wiem, wiem, trudno. W takim razie idź do kącika kajać się za wszystkich Ukraińców tak okrutnie pomordowanych przez katolickich szlachetków w XVIII wieku. To zresztą tylko przykład, okazji do wstydu za Polaków znajdziesz multum. Zwłaszcza kiedy zainteresujesz się faktami a nie bajkami podawanymi do wierzenia jako "historia Polski". -
sposób myślenia jednego trzydziestoletniego, niemieckiego inżyniera
Pracując w USA w fili niemieckiej firmy miałem okazję uczestniczyć w dosyć luźnej i wesołej rozmowie a właściwie przekomarzaniu się na temat różnic w mentalności Amerykanów i Niemców. Różnicach i ich odzwierciedleniu w sposobach organizacji pracy i metodologii rozwiazywania problemów.
Dyskusja zeszła jakoś na tematy historyczne i ze zdumieniem usłyszałem od kolegi Niemca taką oto diagnozę powodów wybuchu II wojny światowej:
"A bo wy Polacy sami sobie jesteście winni, jesteście kłótliwi, zarozumiali, przemądrzali, chcecie boksować o trzy kategorie za wysoko i nikt z wami nigdy nie mógł wytrzymać! Popatrz na swoją historię, zawsze kogoś prowokowaliście, nie mogliście żyć w pokoju z Ukrainą czy z Turkami, później załaziliście za skóre albo nam albo Rosjanom, zawsze nas prowokowaliście. II wojna nie była wcale inna od reszty wojen, które sprowokowaliście!
Inżynier ten miał około trzydziestu lat i zawsze współpracowało mi sie z nim bardzo dobrze, nie mieliśmy absolutnie żadnych problemów ani tym bardziej żadnych wcześniejszych "ścięć". Jestem przekonany, iż powyższa opinia nie była rezultatem żadnej mojej działalności. Wyrażała zupełnie szczere przekonanie tego człowieka. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Nie dziwię się takiej opinii - wg mnie jest ona trafna w odniesieniu do znacznej części Polaków. Można by przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie to, iż nie jest to margines ale, jak wskazują ostatnie wybory - conajmniej co 6-ty dorosły Polak a ich reprezentacja jest drugą siłą w naszym parlamencie. -
Pieniactwo czystej wody
Bo jak nazwać kogoś, kogo nie stać na lekkie potraktowanie jakichś piwnych wynurzeń rodem z knajpy. I próbuje płaczliwie rozpętać na forum wojnę polsko niemiecką. Więcej w tym pieniactwa czy kompleksów?
W ogólności bywa różnie, ale w tym konkretnym wypadku ten Niemiec miał całkowitą rację. -
jak traktować wynurzenia rodem z knajpy
Ale nam się fantastyczna janczarka wychowała! Przy takiej erudycji, doskonale wie o jakiej książce mówię. No i nikt nie musiał jej w jasyr porywać. Silna, prawdziwie aryjska kobieta, która wie, że "gdy gwałcą, to się trzeba tak ułożyć, aby jak najmniej bolało".
To już moje drugie w życiu niemieckie wynurzenie, bynajmniej nie z knajpy, ale z samego środka germańskiego serduszka.
Pierwsze usłyszałem pacholęciem będąc i starając się o możliwość kontynuowania studiów na Politechnice Berlińskiej. Zależało mi na stypendium Siemensa i na pracy w ich laboratoriach. Wykładowcy byli obgadani i (na gębę) entuzjastycznie popierali mój pomysł. Zaprowadzili do działu dla studentów międzynarodowych i przekazali "dla dokonania formalności" personelowi tegoż działu.
A tamtejszym paniom zajęło dwa dni aby mi na koniec wysyczeć w twarz (sprawdzając, czy nikt nie słyszy) "Czy ty myślisz, że teraz, gdy zaraz się zjednoczymy z naszymi braćmi i siostrami z NRD, będzie tu ktoś robił miejsce dla Polaka? Musimy najpierw zatroszczyć się o swoich!"
To sformułowanie o "braciach i siostrach" nie było z knajpy, oj nie. Ono miało entuzjazm identyczny do opisanego w komentowanym artykule. I identycznie wyciagnięte ramię. -
To ja już nic nie mam do powiedzenia
Tylko mi się przypomniał ten ksiądz, którego dzisiaj parafianie wypluli z parafii bo się odważył rozmawiać z Cyganami. I ci Żydzi, co to nie mogli być spaleni w stodole bo przecież by się tam nie zmieścili.
A oto moja przypowieść na takie okazje:
I rzekł Wódz do Narodu Polskiego: "Ten, kto jest bez winy niech pierwszy podniesie kamień". I zabrakło kamieni nad Wisłą. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Alojzy Twardecki (Alfred Hartmann) - (ur. 23 marca 1938 w Rogoźnie, syn Leona i Małgorzaty) - jest strażakiem, tłumaczem języka niemieckiego, wykładowcą akademickim, ostatnio na SGSP ze stopniem mł. brygadiera. Obecnie jest na emeryturze. Był jednym z ponad 200 tysięcy polskich dzieci wywiezionych do Niemiec i poddanych germanizacji w jednym z ośrodków Lebensborn.
Urodził się w 1938 roku w Rogoźnie, w starej rodzinie szlacheckiej (na chrzcinach obecny był marszałek Rydz-Śmigły). Jego ojciec, Leon Władysław Twardecki - oficer ułanów - wziął udział w kampanii wrześniowej w 1939 roku i zaginął bez wieści. Dnia 27 września 1943 roku mały Alojzy został odebrany matce wraz ze swoim kuzynem, Leonem i przewieziony do domu dziecka do Kalisza, gdzie zmieniono mu nazwisko na Alfred Hartmann a następnie Bad Tölz gdzie został przysposobiony przez niemiecką rodzinę Binderberger z Koblencji, która go zaadoptowała. Wychowano go w przekonaniu, że jest Niemcem i że to Polacy wywołali II wojnę światową.
Matka chłopca, Małgorzata Ratajczak (wyszła powtórnie za mąż w 1952 r. za Jana Ratajczaka) rozpoczęła poszukiwania swojego syna jeszcze w 1948 roku. Zwróciła się o pomoc do Polskiego Czerwonego Krzyża a także do Międzynarodowego oraz Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża. Dzięki pomocy francuskiego generała Koeniga oraz Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie Zachodnim wpadła na trop zaginionego dziecka i w 1949 roku Przedstawiciel Polskiej Misji Wojskowej z Berlina odwiedził chłopca w Koblencji. Alfred całą sprawę uważał za nieporozumienie i postanowił pojechać do Polski w 1954 roku żeby ją ostatecznie wyjaśnić. Tam skonfrontował się ze swoją prawdziwą matką ale nie mógł uwierzyć w jej słowa. Kiedy opowiadała mu o prześladowaniach Polaków przez Niemców, o obozach koncentracyjnych i innych okrucieństwach II wojny światowej zaprzeczał powołując się na niemieckie gazety, które pisały o mordach dokonywanych przez Polaków na Niemcach. Słuchałem historii o heroicznych zmaganiach uczestników Powstania Warszawskiego, o bohaterstwie dzieci Warszawy, o Armii Krajowej, zamachu na Kutscherę i Cafe-Club, o potężnym ruchu partyzanckim... i traciłem poczucie rzeczywistości. Przecież nic o tym nie wiadomo w Niemczech. Polacy nie mają przecież zmysłu organizacyjnego, jak oni to zrobili? Niewarygodne! A te bzdury o obozach koncentracyjnych! Nikt u nas nie dawał temu wiary i nie tylko u nas. Spotykałem Amerykanów, którzy również twierdzili, że to komunistyczna propaganda. Nawet dziadek i tata podawali takie wiadomości w wątpliwość (...). (Alojzy Twardecki, s. 111.) [1]
Stopniowo jednak poznawał historię II wojny światowej pozbawionej niemieckiej propagandy i uświadomił sobie swoje prawdziwe losy. Zdecydował się pozostać w Polsce, w czym swój udział miało także pozbawienie go paszportu RFN przez władze PRL. Musiał nauczyć się od początku języka polskiego i mimo początkowych trudności w asymilacji od 1956 r. rozpoczął studia na wydziale Handlu Zagranicznego SGPiS. Następnie studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Germanistyki UW i UAM (studia doktoranckie). Był uczniem profesora Thomasa Höhlego oraz profesora Jana Chodery (doktorant). Alojzy Twardecki ożenił się z Polką, Jolantą, z którą ma syna Alfreda. Z drugiego małżeństwa z Grażyną urodzili się córka Patrycja i syn Paweł.
Historia życia Alojzego Twardeckiego stała się dwukrotnie tematem filmów dokumentalnych. W 1971 r. powstał film dokumentalny pt. "Człowiek o dwóch nazwiskach" w reżyserii Romana Wionczka oraz po raz drugi w filmie pt. "Akcent" w reżyserii Roberta Stando zrealizowanego w 1985 roku przez wytwórnię Czołówka. Takze angielska stacja BBC i niemiecka ZDF nakręciły dokumentalne obrazy p.t."The stolen child" i "Pole und Deutscher".
Przypisy1.↑ Alojzy Twardecki: Szkoła janczarów. Listy do niemieckiego przyjaciela. Olsztyn: Pojezierze, 1979.
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
@<b>zza</b> której Ty to właściwie <b>kałuży</b> jesteś?
"A tamtejszym paniom zajęło dwa dni aby mi na koniec wysyczeć w twarz (sprawdzając, czy nikt nie słyszy) "Czy ty myślisz, że teraz, gdy zaraz się zjednoczymy z naszymi braćmi i siostrami z NRD, będzie tu ktoś robił miejsce dla Polaka? Musimy najpierw zatroszczyć się o swoich!"
Bądź tak miły, Ty smętny pal.... atynie i napisz tutaj w oryginale, co Ci te wredne niemry wysyczały wtedy w twarz ! <b>Nur ja ohne Fehler!</b> -
Klopfer, może ty jesteś janczarem opisanym w "Szkole janczarów" ?
Rabunek dzieci - niemiecki nazistowski plan uprowadzania i germanizowania dzieci, uznanych przez pseudonaukowe założenia niemieckiej eugeniki za "wartościowe rasowo", realizowany praktycznie w sposób zinstytucjonalizowany na okupowanych w czasie II wojny światowej przez III Rzeszę terytoriach Polski, ZSRR, Czech oraz innych krajów.
Rabunek dzieci był częścią szerszego założenia przesiedleńczo-germanizacyjnego, Generalnego Planu Wschodniego. Dzieci uprowadzane były przemocą, często z użyciem podstępu i zamordowaniu rodziców, kierowano je do specjalnych ośrodków i wydziałów odpowiednich instytucji lub do eufemistycznie nazwanych przez nazistowską propagandę tzw. wiosek dziecięcych - w istocie były to obozy selekcji rasowej (tzw. selekcji wartościującej) dla dzieci (niem. Kindererziehungslager), gdzie niszczono oryginalne metryki urodzenia zastępując je nowymi, zmieniano nazwiska dzieci na niemieckie i dokonywano wstępnej germanizacji. Z obozów germanizacyjnych dzieci przekazywane były rodzinom niemieckim. Dzieci uznane za "małowartościowe" odsyłano do obozu koncentracyjnego w Auschwitz w celu eksterminacji lub do osiedlenia w Generalnym Gubernatorstwie. Jednym z najbardziej znanych przypadków rabunku i germanizacji polskich dzieci jest historia Alojzego Twardeckiego.
Osobną akcją w ramach programu rabunku dzieci była przeprowadzana w 1944 przez niemiecką Grupę Armii "Środek" i 9. Armię na terytorium Ukrainy i Polski akcja specjalna Heu-Aktion, podczas której pochwycono 40 000-50 000 dzieci. Spośród wszystkich ofiar rabunku dzieci najwięcej pochodziło z terytorium Polski - ocenia się iż Niemcy przymusowo wywieźli ogółem 200 000 dzieci polskich, z tej liczby udało się odnaleźć po wojnie zaledwie 30 000.
Rabunek dzieci został uznany przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze za zbrodnię ludobójstwa. Konferencja UNESCO z 1948, mająca miejsce w Trogen w Szwajcarii, uznała proceder rabunku i eksterminacji dzieci za zbrodnię przeciwko ludzkości.
-
Zgadza się! To ja jestem tym janczarem opisanym w "Szkole janczarów"!
@zza kałuży ,
widzisz Pan, ja do Pana konkretnie "o kozie", a Pan mi tutaj o "du... (ponętnej części ciała) Maryni".
W takim razie; gute Besserung!
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
"Ty smętny pal.... atynie i napisz tutaj w oryginale, co Ci te wredne niemry wysyczały wtedy w twarz ! Nur ja ohne Fehler!"
Tak poszczekiwać (po niemiecku? po ślunsku? jeden pies zresztą) to se możesz do twojej w familoku.
Dwa dni czekania na jaśniepańskim korytarzu skutecznie oduczyły mnie mojego szczątkowego niemieckiego i wiedząc jak niemcy kochają u siebie mówić w innym niż niemiecki języku przeszedłem na mój płynny angielski. Wobec tego niemra też odpowiedziała w znienawidzonym angielskim.
Nota bene już wcześniej miałem okazję sprawdzić jak na niemców działa stanowcze podniesienie głosu po angielsku. Po okradzeniu mnie w tejże stolicy cywilizacji europejskiej poszedłem zgłosić ten fakt na policję i zacząłem dukać po niemiecku. Aby być grzecznym wobec gospodarzy i "okazać dobrą wolę". Policjant zbył mnie, powiedział, że nie mam dowodów (fotografii skradzionego portfela trzymanego przez jakiegoś Jugola?) i że on nie ma czasu na takie drobnostki. Zwróciłem się więc do drugiego mundurowego w biurze a on wstał od biurka i bez słowa wyszedł do innego pomieszczenia. Wobec czego podniosłem głos i po angielsku zażądałem jako obywatel polski natychmiastowego skontaktowania z oficerem Polskiej Misji Wojskowej. Widocznie takiego czegoś jeszcze nie słyszeli bo natychmiast poproszono mnie do biurka jakiegoś inteligentniej wyglądającego gada, który zniżył się do rozmowy po angielsku i do przyjęcia zgłoszenia kradzieży i nawet coś do picia proponował. Na niemca tak samo jak na ruska - z mordą. Oni mają to w swoim DNA,- jak ktoś na mnie wrzeszczy to znaczy, że może. Lepiej z takim grzecznie, bo jeszcze da w mordę. -
Za ciaplyta !
@ zza kałuży,
Po pierwsze;
moje szczere życzenia z 21.10.11, 09:59, niniejszym odwołuję, jako zbyteczne, ponieważ, dir ist sicherlich nicht (mehr) zu helfen! Zaimek osobowy piszę w tym wypadku z małej litery, gdyż ktoś, kto swoją ojczystą ortografię posiadł w takim stopniu jak ty, nie zasługuje na nic więcej ("większego")!
Do łez ubawił mnie fragment twej bajki, w którym stawiasz "do piony" szwabskich policmajstrów, rzucając ich w końcu na kolana twoim "PŁYNNYM ANGIELSKIM" !
Na koniec naszej "akademickiej dyskusji", miałbym jeszcze jedno jedyne pytanie do ciebie.
Czy aby "przypadkiem" - po uwzględnieniu twego rycerskiego zachowania w stosunku do służb mundurowych BRD - jednym z twych imion nie jest MARIA ?!
PS
Na mieszkanko w familoku mnie niestety nie stać, ale "moja", po przyjrzeniu się tej naszej "korespondencji", rzekła, cytuję:
"Jużech ci sto razy godała, cobyś sie z ciu...i (tu takie śląskie "niedomówienie") nie zadowoł !!!
No i jak tu dziołsze nie przyznać racji ?!
-
Dziadkowie z Wehrmachtu a my tutejsi.
Widzisz, panie Klopfer, wystarczy tylko nabrać powietrza głęboko w te płuca z pylicą, przeżegnać się, wychylić setuchnę na odwagę i wstać przed niemcem z kolan. A nuż nie zastrzeli? I rodzina będzie miała co opowiadać przez następne siedem pokoleń Ślązaków.
A, byłbym zapomniał:
Herzlichen Glückwunsch zur Wahl des schlesischen Volksliste! -
wpis został usunięty
......... -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
W Chicago przed sadem stal zolnierz mafii oskarzony o zabojstwo 150 ludzi. Kiedy sedzia spytal go dlaczego dopuscil sie tylu morderstw, on spokojnie odpowiedzial; "Wysoki sadzie, ja nigdy nie zabilem nikogo kto sobie na to nie zasluzyl". Z pewnoscia mial racje ale i tak zawisl na szubienicy. Polacy tez moga uzasadniac swoje wbijanie noza w plecy Czechom zabierajac Zaolzie, Rosjanie swoje powody tez maja dla ktorych mordowali Polskich oficerow, Polacy mordowali Zydow nie za religie, ale za kolaboracje z Rosjanami. Nie jest wazne co Niemiec czy Rosjanin mysli o Polakach, smutne jest to co Polak mysli o Polaku i jak go traktuje. Zdarto ze mnie Polskosc jak koszule skazanca i nie zrobili tego Niemcy ani Rosjanie lecz Polacy. A mimo wszystko odzywam sie na tym forum po Polsku. Dziwny jest ten swiat...jak spiewal trubadur. Zamiast patrzyc co nas laczy koncentrujemy sie na tym co nas dzieli. I na tym polega nieszczescie Polakow. Powodzenia. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Co do opinii kolegi Niemca o nas zanotowane przez zzakaluzy - oczywiscie ze jestesmy klotliwi, to ze sie chcemy poksowac o trzy kategorie wyzej - bo jestesmy ambitni a nie zawsze mamy rowne szanse pokazania sie.
Czesc to nasze cechy, a czesc to resultat metodycznej anypolskiej propagandy - zdecydowanie lata przedwojenne nie uczyly Niemcow nic pozytywnego o Polakach, kedy weszli do Poznania zobaczyli eleganckie dobrze uczesane Polki i mezczysn w kapeluszac, tkorzy wygladali lepiej niz cokolwiek ci mlodzi Wermahtowcy widzieli w domu na wsi.
Czesc propagandy pochodzila tez prawdopodobnie od naszych sojusznikow, ktorzy jeszcze po wojnie chcieli uzasadnic swoje zlamane obietnice tym ze Polacy pewnie nie byli warci - filmy szarzujacych Polakow, zdesperowanych i walczacych doslownie do ostatniej kropli krwi byly pokazywane jako nasza glupota - widzicie, ida na czolg na koniu, zamiast na samochodzie pancernym...
Powiedzmy sobie szczerze, kazda propaganda tak pracuje - tak samo pokazywani byli Wietnamczycy na ktorych Amerykanie mieli rzucac napalm, Arabowie na ktorych byly szykowane ataki, Kubanczycy ktory chcieli bronic swojej suwerennosci, czerwonej lub nie....
To nie szkodzi ze ten Niemiec ma inna opinie, my ZNAMY swoja historie i nie musimy sie w niej wszystkiego wstydzic. Klotliwosc i inne niemile cechy - zawsze mozemy to zmienic... Wiadomo ze jest wsrod nas wielu ludzi slabego formatu, ale musimy im pokazac dobry format, a kanalie bywaja wszedzie...
Nie musimy sie tak wszystkiego wstydzic.
Mozemy sluchac krytyki i brac z niej to co chcemy poprawic.
ROBMY SWOJE, jak nam Niemcy mowia swoje opinie, to zawsze mozemy sie niezgodzic i powiedziec im ze jestesmy innej opinii, i pracowac w spokoju dalej. -
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Za politykę ludnościową na terytoriach okupowanych, na mocy dekretu z dnia 7 listopada 1939 wydanego przez Adolfa Hitlera został odpowiedzialny Heinrich Himmler, mianowany "komisarzem Rzeszy do spraw umocnienia niemieckości" (niem. Reichskomissar für die Festigung deutschen Volkstums, RKFDV). Himmler uzyskał wszelkie pełnomocnictwa i całkowity wpływ na akcję germanizacyjną wszystkich podbitych narodów, realizowaną ściśle według pseudonaukowych teorii niemieckiej eugeniki i rasizmu, które uzyskały w III Rzeszy wymiar narodowo-polityczny.
Plan zakrojonej na szeroką skalę akcji germanizacyjno-przesiedleńczej określanej ogólnie nazwą rabunku dzieci, powstał prawdopodobnie w nazistowskim Urzędzie do Spraw Rasowo-Politycznych Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej NSDAP (niem. Rassenpolitisches Amt der NSDAP). Urząd ten już 25 listopada 1939 wystosował do Heinricha Himmlera, Reichsführera SS i szefa policji niemieckiej, 40–stronicowe opracowanie pt. "Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia". Ostatni rozdział tego dokumentu odnosi się do "wartościowych rasowo" dzieci polskich i planów przymusowego ich pozyskania:
"Znaczna część rasowo wartościowych, ale z narodowych względów nieprzydatnych do zniemczenia warstw narodu polskiego, będzie musiała zostać wysiedlona na pozostały polski teren (...) musi się próbować wyłączyć z przesiedlenia rasowo wartościowe dzieci i wychować je w starej Rzeszy w odpowiednich zakładach wychowawczych (...) albo też niemieckiej opiece rodzinnej. Wchodzące w rachubę dzieci nie mogą liczyć więcej jak osiem do dziesięciu lat, ponieważ z reguły tylko do tego wieku możliwe jest prawdziwe przenarodowienie, tzn. ostateczne zniemczenie. Warunkiem jest całkowite zaprzestanie utrzymywania jakichkolwiek stosunków z ich polskimi krewnymi. Dzieci otrzymają niemieckie nazwiska (...) ich rodowód będzie prowadzony przez specjalną placówkę. (...)"
W 1940 Heinrich Himmler opracował wstępne wytyczne dotyczące programu rabunku dzieci, w dniu 15 maja 1940 w dokumencie "Kilka myśli o traktowaniu obcoplemiennych na wschodzie" (niem. Einige Gedanken ueber die Behandlung der Fremdenvoelker im Osten) zawarł najistotniejsze jego założenia:
Na terenie Polski pozostałyby jedynie czteroklasowe szkoły powszechne, uczono by w nich liczenia do 500, pisania nazwiska i wpajano by zasadę, iż nakazem bożym ludności polskiej jest posłuszeństwo wobec Niemców, uczciwość, pilność i grzeczność. Nie byłoby konieczne aby ludność polska potrafiła czytać.
Rodzice, chcący lepiej wykształcić swoje dzieci, musieliby napisać specjalny wniosek do odpowiednich dowódców SS i policji. Na podstawie wniosku specjaliści sprawdzaliby najpierw czy dziecko jest "wartościowe rasowo", jeżeli ich opinia byłaby pozytywna dziecko trafiałoby do Niemiec w celach germanizacyjnych a ich dalszy los uwarunkowany byłby lojalną postawą rodziców wobec III Rzeszy. Dziecko uznane za "małowartościowe rasowo" nie miałoby żadnych możliwości lepszej edukacji.
Co roku przeprowadzana by była akcja selekcyjna wśród dzieci w wieku od lat sześciu do dziesięciu według zasad rasowych niemieckiej eugeniki; dzieci które przeszły ją pozytywnie i uznane zostały za materiał warty "pozyskania" trafiałyby także do Niemiec, po wcześniejszej zmianie nazwisk, gdzie poddane by zostały dalszej germanizacji.
Celem tego planu było wyniszczenie narodu polskiego (docelowo także innych narodowości z rejonów Europy Środkowo-Wschodniej i Wschodniej, określonych założeniami Generalnego Planu Wschodniego), pozostawienie na ziemiach polskich w ciągu następnych 10 lat ludności określanej jako "bezwartościowa rasowo", służącej Niemcom jako siła robocza. Wytyczne te zostały osobiście zaakceptowane w dniu 20 czerwca 1940 przez Adolfa Hitlera, który polecił sporządzenie kilku tajnych kopii dokumentu Himmlera i dostarczenie ich do odpowiednich organów SS, naczelnikom okręgów wschodnich (niem. Gauleiter), oraz generalnemu gubernatorowi - nakazując traktowanie założeń planu rabunku dzieci jako priorytety polityki na polskich terytoriach okupowanych.
W 1942 roku Główny Urząd Rzeszy dla Spraw Umocnienia Niemczyzny z siedzibą w Berlinie wystosował tzw. rozporządzenie nr 67/I, które stanowiło podstawę dla działalności germanizacyjnej szeregu niemieckich instytucji działających w okupowanej Polsce jak sieć ośrodków Lebensborn, Niemieckich Szkół Ojczyźnianych, Urzędów Rasy i Osadnictwa oraz szeregu władz administracyjnych i wojskowych. Dokument ten dotyczący "zniemczania dzieci z rodzin polskich i byłych polskich sierocińców" zalecał weryfikację dzieci "nadających się do zniemczenia" poprzez ich selekcje na podstawie badań rasowych i psychologicznych oraz umieszczanie:
"...dzieci w wieku od 6 do 12 lat w Niemieckich Szkołach Ojczyźnianych, a w wieku od 2 do 6 lat u rodzin, które wskaże Lebensborn".
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
"my ZNAMY swoja historie" - Wlasnie (o to chodzi), ze nie.
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Zjawisko zapominania i przesłaniania win historycznych dotyczy wszystkich.
Poszczególnych ludzi,rodzin i także całych społeczności.Przypominac trzeba.
Bez złudzeń,jednak,że będzie to całkowicie skuteczne.Jedna mądra ksiązka ma tu większe znaczenie niż tromtadracja martyrologiczna. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Bardzo interesujacy artykul, jakze kluczowy do zrozumienia ogromu Winy niemieckiej i sledzenia przemian w swiadomosci mlodych Niemcow. Na ten tez temat ostatnio prof. Anna Wolff-POweska w swojej Pamieci".
Takiego dialogu mlodych Niemcow i Polakow wciaz malo, takze elit politycznych i partyjnych troznych mlodziezowek. ale i mlodych uczonych -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
"Siadam przed ludźmi w wieku moich rodziców, czyli po sześćdziesiątce. To pokolenie dzieci niegdysiejszych sprawców – relacjonuje autorka."
Tylko, ze wojna zakonczyla sie 66 lat temu. :)
5-letni itp. sprawcy ?????
-
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Coś słabo u ciebie z matematyką. Albo nie rozumiesz tego co czytasz. -
wpis został usunięty
......... -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Gdyby Hitler byl Polakiem, hitleryzm zrodzilby sie w Polsce. Taki etap historii, ze totaitaryzmy rodzily sie w wieu zakatkach swiata w tym samym czasie. Pewnie daloby rade stworzyc jakis logarytm historycznych wydarzen.
Po prostu czlowiek wciaz jest malpa, ktora ledwo z drzewa zeszla, opanowala troche wiecej umiejetnosci niz zwierzeta i sie podnieca. A tak naprawde do cywilizacji to ludziom jeszcze daleko. Przynajmniej w sensie duchowym. Wciaz zycie ludzkie uzaleznione jest od ekonomicznych podstaw a poczucie zagrozenia w tej kwestii szybko zmienia czlowieka w miesozernego drapieznika, ktory zabije innych w walce o wlasne bezbieczenstwo i bezpieczenstwo swojeich bliskich.
Ideologiami zadza cyniczni gracze i ich cyniczni podwladni. Szczerze podnieca sie tylko garstka egzaltowanych panien jak ta babcia z artykulu. Ludzie szli do Wermahtu bo wszyscy szli, bo bai sie zostac sami, bo strach zyc bez innych, strach w w;asne przetrwanie. Moze nieuswiadomiony, ale tkwiacy w psychice. -
Gdyby Hitler byl Polakiem, hitleryzm zrodzilby sie w Polsce.
"logarytm historycznych wydarzen"???
"Gdyby Hitler byl Polakiem, hitleryzm zrodzilby sie w Polsce."
Bardzo wątpię. Uważam, że jakkolwiek bandytów i morderców nie brakuje pod żadną szerokością geograficzną to jednak "polskie nożyce" nie są rozwarte aż tak szeroko jak np. niemieckie. I dlatego myślę, że z tego samego powodu mamy małe szanse zarówno na polskiego Hitlera jak i na polskiego Einsteina.
Na podobnej zasadzie hitleryzm nie zrodził się w Austrii. Piszę to na wypadek, gdyby tsubaki miał/ła podstawowe braki w wykształceniu. -
Re:Dziadkowie z Wehrmachtu
Z tym zabijaniem USANKCJONOWANYM to jest tak jak u Tisznera (z całym szacunkiem) " Zabijołeś ano zbijołem alenie bez powodu" No i my tam tu i tam też wysyłamy aby .......
