Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Krajobraz po bitwie

(1)
2011-10-14 11:01 | wdajcz

Nie pierwszy to raz większość dorosłych Polaków wypięła się na demokrację omijając w niedzielę z daleka lokale, w których oczekiwały na nich karty wyborcze z nazwiskami kilku tysięcy kandydatów na beneficjentów panującego nam miłościwie od 22 lat systemu społecznego.

Zgodnie z oczekiwaniami frekwencja okazała się wyraźnie niższa od tej z wyborów samorządowych. Zbrakło, bowiem motywacji dla potężnej armii uzależnionych od alkoholu i meneli głosujących zazwyczaj w zamian za trunki oferowane przez podwożących ich do obwodów głosowania kandydatów, szukających ścieżek dostępu do samorządowych pieniędzy.

Wybór został dokonany na niekorzyść szturmujących po raz kolejny parlamentarne siedziska ortodoksyjnych konserwatystów mocno wspieranych przez kler szukający sposobów na realizację swoich celów religijnych i materialnych, przy pomocy nakazów i sankcji państwowych, wymierzonych we wszystkich obywateli, również tych pozostających poza sferą wpływów Kościoła.

Nieznaczna większość uczestników wyborczego spektaklu udzieliła poparcia koalicji sprawującej władzę w kraju przez ostatnie cztery lata, dając tym samym wyraz swego zadowolenia ze statusu materialnego, który osiągnęła bądź zdołała utrzymać za rządów liberalno-ludowego przymierza parlamentarnego.

Nie przeszkodził im w udzieleniu poparcia rządzącej elicie fakt, że status materialny i komfort życiowy osiągnęli dzięki przejedzonym setkom miliardów pozyskanych z wyprzedaży majątku narodowego i postępującego wciąż, grożącego kryzysem finansowym zadłużenia państwa oraz jego obywateli, na spekulujących rynkach finansowych.

Taka postawa społeczeństwa wywodzi się, jako żywo od filozofii życiowej wyrażonej niegdyś słynnym zawołaniem, jedz, pij i popuszczaj pasa. Jest to zupełnie zrozumiałe, bo dla ludu zawsze ważniejszy jest dzisiejszy dostatek od przepowiedni przyszłej biedy, która może przyjść, ale wcale nie musi.

Nic, więc dziwnego, że tak znaczny odłam społeczeństwa opowiedział się za kontynuacją dotychczasowej polityki przez ludzi pozostających w orbicie władzy, skoro panuje powszechne mniemanie, iż o państwowe długi powinno się troszczyć państwo, a te, które sami zaciągnęliśmy w bankach jakoś się spłaci. Taki a nie inny wybór determinował też brak sensownej alternatywy ze strony parlamentarnej opozycji.

Tak dalej jednak być nie może. Wiedzą o tym doskonale politycy, którzy odnieśli wyborczy sukces. Inaczej nieodwołanie pójdziemy w ślady Grecji, gdzie po latach popuszczania pasa dług osiągnął monstrualne rozmiary a wpadający w panikę o swoje pieniądze wierzyciele nie chcą już więcej na ładne oczy pożyczać.

Jeśli proces zadłużania nie zostanie zatrzymany czeka nas podobny do Greków los. Masowe bezrobocie, obniżenie wynagrodzeń, obcięcie emerytur i rent. Tym bardziej, że podobnie jak w Grecji, gdzie piękne kurorty i eleganckie hotele należą do zachodniego kapitału, także nasz z nazwy tylko przemysł i potężne sieci handlowe pracują na korzyść zagranicznych inwestorów, generując w kraju tylko miejsca pracy, zazwyczaj słabo opłacane.

Na szczęście maja Polacy jeszcze czas ku temu, żeby zmienić ten wiodący w przepaść trend. W ciągu najbliższych trzech lat nie będzie przecież w kraju wyborów. Taka sytuacja stwarza rządzącym szansę na dokonanie głębokiej, być może bolesnej dla części elektoratu reformy finansów publicznych.

Nie należy, więc dłużej wahać się przed wprowadzeniem kompleksowej przebudowy administracji państwowej i samorządowej, szkolnictwa i sądownictwa oraz wszystkich innych służb publicznych, pod katem zwiększenia efektywności ich działania i znacznego odchudzenia kadrowego, a miejsca pracy tworzyć w sferze produkcji rynkowej i eksportowej.

Dobrze może się przysłużyć reformatorom ułatwienie dostępu młodym ludziom do aż 360 zawodów z mocno ograniczoną dziś przez szczelne korporacje możliwością ich wykonywania. Państwo musi wspierać inowacyjność w gospodarce i ekspansję eksportową naszych produktów oraz promować sensowne inicjatywy zmierzające do uzyskania nadwyżki w wymianie gospodarczej z zagranicą.

Trampoliną dla takich pozytywnych działań musi być zaniechanie fetyszyzacji pieniądza, odejście od zbędnej celebry, pogoni za modnymi, lecz zbędnymi dla godnego życia gadżetami, za tym wszystkim, co świeci się i błyszczy, lecz rzadko niesie ze sobą jakieś wyższe wartości. Tylko czy się znajdzie taki odważny polityk, który zaproponuje nowy, tchnący, choć nieco altruizmem model rozwoju życia społecznego?
Skończył się już beztroski czas odkładania rzeczywistych reform ad calendas, Graecas.