Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Czas na zmiany w polskiej szkole

(2)
2011-10-16 10:52 | ewazuk
Szanowni Państwo !

Z dużym zaciekawieniem przeczytałam zarowno artykuł P. Anny Świątek (P.nr 40), jak i P.min.Hall (41) i postanowiłam dolączyć do niekończącej sie dyskusji na temat skutecznych, ale równocześnie przyjaznych metod edukacji w Polsce.
Moje zainteresowanie tym tematem zaczęło się ponad 40 lat temu ( uff) , kiedy to bezpośrednio po studiach chemicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim zdecydowałam się na pracę jako nauczycielka chemii w liceum. Nie był to szczyt moich marzeń, ale zdecydowały dogodne warunki pracy, zwłaszcza, ze miałam już wtedy własną rodzinę i malutkie dziecko. Myślę, że takie argumenty były i nadal są dominujące przy decyzjach o wyborze zawodu nauczyciela. Miałam wtedy 21 lat i kompletny brak jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z młodzieżą ( nie licząc zajęć z pedagogiki na studiach , które byly traktowane marginesowo ). W liceum dostałam w spadku wychowawstwo III klasy , czyli 18-latków , w dodatku tuż przed maturą. Robiłam, co mi podpowiadała intuicja, ale mam wrażenie, że nie było to wystarczające, o czym świadczyły moje rozmowy z rodzicami.
Równocześnie z duzą energią i ambicją zabrałam się do uczenia chemii , wykorzystując całą moją świeżo zdobytą wiedzę. Starałam się za wszelką cenę egzekwować przewidzianą programem wiedzę . Niestety, szybko okazało się, że spora częśc uczniów zupełnie nie jest zainteresowana moją ukochaną chemią. Nie zrażona wyciskałam z uczniów siódme poty. Większość moich kolegów nauczycieli postępowała podobnie, z malymi wyjątkami. Jednym z nich była nauczycielka języka angielskiego, którą młodzież uwielbiała i ktora potrafiła prawie bezboleśnie przygotować uczniów do egzaminów wstępnych na anglistykę- na ogół z sukcesem, a nawet do olimpad na szczeblu centralnym . To był unikalny talent pedagogiczny, ale iluż takich nauczycieli uczy w szkołach?
Moja „kariera” nauczyciela nie trwała długo, jedynie 6 lat, ale pozostawiła we mnie trwałe zainteresowanie tym tematem . Po zmianie pracy miałam i nadal mam okazję do wielu kontaktów w krajach europejskich. Byłam też na rocznym stażu naukowym na uniwersytecie w USA . Tam właśnie spotkałam się z zupełnie innym podejściem do edukacji. Dzis to pewnie żadna rewelacja, ale wtedy zdumiała mnie u dzieci autentyczna radość chodzenia do szkoły. W Polsce nawet dziś trudno znaleźć ucznia, który lubi szkolę. Tam zrozumiałam, ze głownym powodem takiego satnu rzeczy jest fakt, ze wybór przedmiotów i zajeć jest dostosowywany do możliwości uzdolnień i predyspozycji uczniów. Oczywiście podstawowe wiadomości i umiejętności obowiązują wszystkich, ale to jest rzeczywiscie baza. Dlatego często się mówi ze Amerykanie są niedouczeni, ale równocześnie mają najwięcej laureatów nagród Nobla. A co jest u nas ? Bardzo chcialabym kiedyś zobaczyć wyniki testów z podstawowej wiedzy z roznych przedmiotów po roku od matury. Obawiam się, że wyniki byłyby zaskakujące. Sama pamiętam, mimo, że byłam dobrą uczennicą, że większość wiedzy zwłaszcza z przedmiotów, ktore nie były moją specjalnoscią np.historia błyskawicznie uleciała z głowy. Teraz chętnir wracam do tych tematów, czytając książki, ale już z własnej woli. Stresy szkolne w Polsce są na porządku dziennym. Jedni uczniowie jakoś sobie z tym radza, ale są też tacy, którym trauma szkolna zostaje na całe zycie, a nawet, gorzej , kończy się tragicznie.
A teraz komentarze do artukułu P. Świątek :
Skrocony czas nauczania poszczególnych przedmiotów i sprofilowanie wiedzy ogólnej :
Dla uczniów nie zainteresowanych danym przedmiotem program powinien obejmować wiedzę minimalną – sformułowaną w sposob prosty i dostępny . W USA na koncu każdego rozdziału w podręcznikach były w kilku punktach ujmowane treści do zapamiętania i z tego uczniowie byli rozliczani. Taka porcje wiedzy nawet słabi uczniowie są w stanie zapamiętać na dłuzej.
Uczniowie zainteresowni przedmiotem ( grupą przedmiotów ) powinni mieć możliwość pogłębiania swej wiedzy. Musi sie to jednak odbywać w sposób nowoczesny, właśnie z uzyciem środków multimedialnych, połączonych z wolnymi dyskusjami itd. Właśnie sprofilowanie nauki daje możliwość unikniecia sytuacji, gdzie uczniowie poswiecają znacznie wiecej czasu na naukę przedmiotów nielubianych, lub z którymi sobie nie radzą, ze stratą dla tych przedmiotów, ktore nie sprawiają im kłopotu i z ktorymi wiaza swoją przyszłość
Kastracja humanistyki :
P.Światek, polonistka, lubi przedmioty humanistyczne i każe je lubic wszystkim. Czy lubi też przedmioty ścisłe i czy lubiła sie uczyć chemii czy fizyki i co z tego zapamietała, tego nie wiemy. Podejrzewam, że niewiele. Znów wracam do bazy, którą powinno się znać. Z przykrością muszę przyznać, że pomimo świetnych nauczycieli, niewiele zapamiętałam na dłużej , z wyjątkiem nazwisk i ogólnych haseł . Wiedzę uzupełniam dużo czytając, ale czytam tylko to, co mi odpowiada. Kiedys przeczytałam „straszny” artykuł, w którym autor proponował odejście od zamęczania uczniów obowiązkowymi lekturami z tzw. Kanonu na korzysć wartościowych pozycji wybranych przez młodzież. Kto nie ma ochoty na przeczytanie Pana Tadeusza, poradzi sobie przy pomocy internetu lub bryków. Tylko po co ? Przecież wystarczyłyby ogólne informacje do zapamiętania. Moze później z większą przyjemnoscią wrocilby do tych lektur ?
Nauczanie odczłowieczone – pozostawiam bez komentarza, bo nie mam słów....
Żenujące egzaminy :
No i znów to samo – egzekwowanie ilości wiedzy, a nie ocena umiejetności samodzielnego myślenia i prawidłowego konstruowania wniosków, a także poprawnego formuowania swoich myśli na piśmie.
Dawne egzaminy maturalne, zwłaszcza w czasach, gdy zdawało się 5 przedmiotów w jednym dniu, były katorgą. Jakoś sobie z tym radziliśmy, ale trzeba pamiętac, że tylko lepsi uczniowie szli do liceum. Mamy inne czasy i chcemy , żeby młodzież chciała zdobywać wiedzę. Co to znaczy „opanowanie materiału ” ? Natomiast nie zauważyłam, żeby nauczyciele oburzali się i walczyli z permanentnym ściąganiem . To jest niespotykane w innych krajach i jest traktowane jak rodzaj przestępstwa. A u nas jest ogólne przyzwolenie, a nawet pochwała umiejętnego ściągania! Nie mówiąc już o „pomocy” nauczycieli w czasie egzaminów , a także o opracowanym scenariuszu lekcji przed zapowiedziana wizytacja- wiadomości z pierwszej reki, czyli od uczniów.
Upadek szkół lepszych :
Nie zauważyłam takiego zjawiska, a nawet odwrotnie, ambitni uczniowie sami chętnie pogłębiaja wiedzę. Natomiast zmorą są korepetycje, które całkowicie fałszują obraz szkoły. Często sie zdarza, że uzdolniony uczeń , dzięki korepetycjom, uzyskuje wysokie miejsce w olimpiadach i dzięki temu szkoła zyskuje dodatkowe punkty bez szczególnego swojego wkładu. Oczywiście nie można generalizować. Są w szkołach swietni nauczyciele, ale to uczniowie powinni móc ocenić ich wartość. Juz slysze głosy oburzenia, ale tak to funkcjonuje w wielu krajach i jakoś nikomu korona z głowy nie spadła. Oczywiście uczniowie muszą sie nauczyć traktować takie oceny poważnie, a nauczyciele- respektować uwagi uczniów na swój temat. Ale to jest możliwe!
Sama byłam wielokrotnie świadkiem wykładów znanych profesorów na uniwersytecie amerykańskim, którzy przerywali swój wykład co kilka minut pytaniem, czy wszystko jest zrozumiałe. I prawie zawsze podnosił się las rąk. Studenci pytali o wszystko, nawet o najbardziej banalne rzeczy, których nie rozumieli. Zapytałam po wykładzie pana profesora , dlaczego to sie robi, a odpowiedź była prosta : PRZECIEŻ JA ICH MUSZĘ TEGO NAUCZYĆ ! PO TO TU JESTEM, OD TEGO ZALEŻY TEZ MOJA OPINIA NA UNIWERSYTECIE I W KONSEKWENCJI MOJA KARIERA.
Czy to nie proste ?
Nieobecni rodzice :
To jest tzw. błędne koło. Rodzice unikają kontaktów z nauczycielami, ponieważ obawiają się , że każda interwancja w sprawie swojego dziecka moze być odebrana jako podważanie autorytetu i w konsekwencji ucierpi na tym dziecko. Nauczyciele natomiast nie próbują współpracować z rodzicami. Najlepszym, a właściwie najgorszym przykładem niewłaściwego podejścia nauczycieli do rodziców są wywiadówki, na których nauczyciel w obecności rodziców calej klasy komentuje wyniki lub zachowanie poszczególnych uczniów. To jest nie tylko niepedagogiczne, ale wręcz okrutne. Wszyscy wiemy ,że na ogół dzieci nie są idealne, ale mimo to jest bardzo przykre słuchanie niemiłych uwag o swoim dziecku w obecności reszty rodziców.
Spowszechniony uczeń
Z wywodów P. Swiątek aktualna młodzież jawi się jako bezideowa, bezmyślna, nie interesująca się niczym powaznym, nie jest ambitna, itd. Itd. Słowem koszmar. A ja – i nie tylko ja – mam wrażenie, że jak zawsze młodzież jest różna. Znacznie szersze możliwości kształcenia, a także dostęp do niezwykłych środków informacji takich, jak internet sprawia, ze mają większą wiedzę na różne tematy, chociaż niekoniecznie szkolną. Dość powszechne kontakty z zagranicą sprawiają, że patrzą na swiat inaczej. Mają inne priorytety, ale na ogół świetnie sobie radzą i oto przecież chodzi.
Jest jeszcze jedna symptomatyczna rzecz. Bardzo wielu polskich uczniów kontynuuje swoją naukę zagranicą, w związku z powszechnymi migracjami. Wszystkie znajome dzieci , będące w takiej sytuacji, stwierdzają , że nie chciałyby powrocić do polskiej szkoly. I odwrotnie, zdarzało mi sie rozmawiać z dziećmi, ktore po kilku latach nauki zagranicą ( Niemcy, Anglia), powróciły do polskiej szkoły i przeżyły prawdziwy koszmar. A przecież nie możemy powiedzieć, że wszędzie szkoła jest za łatwa. Osiągnięcia tych krajów temu przeczą.
Ja nie mogę zrozumieć, czemu nie można wybrać metod edukacji kraju, który z punktu widzenia ekspertów jest najlepszy i przenieść go do polskich realiów.
Wydaje mi się, że szkola powinna zabezpieczyć uczniów w podstawową i praktyczna wiedzę oraz pokazać chętnym dalsze możliwości rozwoju i nauki. Nie zrażać, ale zachęcac i to przy wzajemnej pomocy , bez ulubionego u nas dystansu.
Dobrze byłoby coś z tym zrobic, ale jak ??????

  • 2011-10-24 22:15 | toefl

    Re:Czas na zmiany w polskiej szkole

    Najpierw z czym się zgodzę z tą panią chemiczką ( też jestem chemikiem ale po Pol.Śl , ale 13 lat ostatnich uczyłem angielskiego ) .
    Tak to jest plaga : ściąganie . Ale to przede wszystkim wina uczniów . Trzeba sobie powiedzieć prawdę : taki duży procent ludzi jest nieuczciwych , oszukujących - to już zaczyna się w szkole .
    Smutne to , że i nauczyciele nie walczą z tą plagą , ba !!! przyzwalają na nią . No tak , b osa oceniani z ocen . Im wyższe no to nauczyciel lepszy , lepiej oceniany . Zadowoleni wszyscy : i uczeń i jego rodzice i wychowawcy i dyrektor . No ale w sumie to patologia .

    Dalej nie zgadzam się, żeby przeszczepiać jakieś tam metody " przodującego w oświacie kraju .Tu jest Polska ze swoją specyfika i tradycją . Poza tym , zauważyłem, że w oświacie są takie mody , mody na metody . Do władzy dorwie się X to promuje metodę tzw projektów , jak Y to tzw ścieżki . A już najgorsze jest promowanie i naciskanie na tzw szkołę przyjazną uczniowi . To ładnie wygląda na papierze ale w praktyce oznacza totalne pobłażanie .

    Nie zgadzam się więc z taką szkołą i twierdzeniem, że nauka w szkole musi był przyjemnością . Nie jest i nie będzie . Tak jak i praca . To rzadkie przypadki , kiedy nauka w szkole a potem praca jest przyjemnością . najczęściej jest to solidny , duży stresujący wysiłek ... i nudny .
    Tak jak zwykle praca . I do tego trzeba wychowywać młodych ludzi : do wykonywania swoich obowiązków , nawet jeśli one nas nudzą i powodują zmęczenie . Bo tak będzie w życiu .
    No ale tzw postępaki promują co innego .

    Na koniec , to jest wynik tych " nowoczesnych " metod , tego promowania szkoły " przyjaznej " to jest upadek dyscypliny i niebywały rozrost zwykłego chamstwa .
    Nie da się efektywnie uczyć w szkole, kiedy połowa klasy świadomie , rozmyślnie zakłóca przebieg lekcji .A nauczyciel może takim chuliganom ( często takim samym i tym samym , co na stadionie ) pogrozić palcem . Oni się niczego nie boją , tak jak na stadionie . Nawet policji .

    Dlatego wszelkie zmiany w szkole należy zacząć od skutecznego egzekwowania dyscypliny . Szczególnie to dotyczy szkół słabych : podstawówki, gimnazja , technika,słabe licea , zawodówki .
    Nie wymieniłem dobrych liceów . No bo tam jest ostra rekrutacja , co potem skutkuje i solidną efektywną pracą i brakiem chamstwa i chuligaństwa .

    p.s. za moich czasów były tzw łapy i one dość skutecznie i odstraszały od chuliganienia i były skuteczną i sprawiedliwą i... tanią karą - tanią w egzekwowaniu . Postępaki uznały to za przemoc . I wtedy zaczął się upadek oświaty w Polsce , podobnie jak i w innych krajach .