Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

(18)
W opiece nad starzejącymi się rodzicami i dziadkami jesteśmy skazani niemal wyłącznie na własne siły.
  • 2011-11-02 11:41 | Renata

    Pomoc jest koniecznością

    Witam serdecznie wszystkich,
    Nie wiem czy nadzieje moje nie są przedwczesne, ale cieszę się niezmiernie, że w sprawie jakiejkolwiek pomocy rodzinom naszych polskich staruszków zaczyna się chociażby mówić na forum politycznym. Sama opiekuję się mamą, która jest osobą niepełnosprawną wymagającą stałej opieki.
    Dramatycznym dla mnie faktem, ale też ZNAKIEM CHARAKTERYSTYCZNYM naszej polskiej mentalności była rozmowa na spotkaniu rodzinno-sąsiedzkim. Zapytano mnie jak sobie poradzę, kiedy zabierałam mamę do domu po 10-dniowym pobycie w szpitalu i 1-miesięcznym pobycie w dużej rodzinie brata (ja mieszkam tylko z mamą i pracuję zawodowo w biurze na pełny etat). Moja odpowiedź brzmiała, że najchętniej zatrudniłabym kogoś dochodzącego do opieki pod moją nieobecność. To wzbudziło wręcz OBURZENIE dwu pań, "a dlaczego nie zrezygnujesz z pracy"? - Ot mentalność wychowanego po katolicku społeczeństwa. Jednym ruchem zaprzepaścić długoletnie wyrzeczenia moich rodziców i moje dla wykształcenia (studiowałam zaocznie, przy ogromnym wsparciu psychicznym mamy i radości obojgu rodziców z faktu, że zarabiam na swoje studia, bo w domu było biednie). Dziś mam dobrą stałą pracę, dwukierunkowe studia podyplomowe, ugruntowaną pozycję zawodową, szacunek pracodawcy (dużej spółki giełdowej), poza faktem posiadania wiedzy i doświadczenia zawodowego, wykorzystywanego nie tylko przez pracodawcę, ale też przyczyniającego się do wytwarzania PKB i zasilania budżetu, a także oddziaływania edukacyjnego i uświadamiająco-wspomagającego w otoczeniu rodzinnym i sąsiedzkim. Jednak zdaniem tych pań - pseudo doradczyń powinnam zrezygnować z pracy i za 1300zł (800zł emerytury+500zł zasiłku) miesięcznie - nie wiem jakim cudem utrzymać nas obie, niezbędny na wsi 12-letni samochód i 100-metrowy domek. A w ogóle to moja wina, że nie wyszłam za mąż, bo to rozwiązałoby w cudowny sposób wszystkie problemy. Nie ważne, że studiując, rozwijając się zawodowo, potem opiekując niedomagającym ojcem (nie żyje od 10 lat), teraz mamą nie miałam czasu, ni ochoty na romanse.
    Ja nie mam żalu do nikogo o moje życie. Ciesze się z tego co jest, choć lekko nie jest, ale chciałabym, jako kobieta świadoma faktu, że zarabiam niezasłużenie mniej niż niejeden mężczyzna w mojej firmie (mimo że mam od niejednego wyższe kwalifikacje i doświadczenie), chciałabym, by za ciężką dodatkową pracę przy bezpłatnej opiece nad rodzicami ktoś doliczył mi choć do emerytury jakiś współczynnik za uciążliwość, za prace na dwóch etatach równocześnie.
    Dziś peany chwały spływają na młode matki, mówi się o polityce prorodzinnej, a osoby takie jak ja, mimo że być może nigdy dzieci mieć nie będą, przez to że miały szczęście urodzić się starym ok. 50-letnim rodzicom - są skazane na najtrudniejszą pracę-rolę opieki nad staruszkami i do tego stale posądzane o samolubstwo - bo nie mają dzieci. Chciałabym, by więcej mówiło się, a nawet robiło w kwestii opiekunów, czy też rodzin opiekujących się staruszkami.
    Co u mnie i u mamy? - na razie, po półrocznej walce rehabilitacyjnej całej rodziny (włączyliśmy mojego brata, bratową, ich dorosłą córkę) mama jest w stanie samodzielnie przewegetować 10 godzin mojego pobytu w pracy, choć nie wiem jak długo będzie takie szczęście. W naszym GOPS (Gminnym Ośrodku) powiedziano mi, że jedyna pomoc, na jaką mogę liczyć, to, jeśli znajdę osobę chętną do opieki doraźnej, mogą z tą osoba podpisać umowę zlecenie z kwotą miesięczną 200zł. Poza protokołem powiedziano, że resztę mogę dopłacić sama. Na razie mama jest sama, osoby chętnej do opieki brak mimo moich usilnych poszukiwań. Mama ma zdiagnozowaną padaczkę. Każda chwila poza domem jest dla mnie nieustającym pytaniem - co z nią. Dojeżdżam do pracy odległej 35km. Finansowo nie jestem w stanie udźwignąć opiekuna całodobowego, nawet gdyby "o cudzie" taki się znalazł. Poza tym finanse-sama zarabiam na poziomie zarobków takiego opiekuna. Mama ma 800zł emerytury rolniczej. Do tego musiałam zainwestować w dom - wymiana kotła CO na wyposażony w podajnik (wcześniej mama dawała radę dokładać do pieca), powiększyłam łazienkę, żeby było łatwiej mamę pielęgnować (wcześniej do pseudo-łazienki wchodziła tylko 1 osoba). Na wymianę wanny na brodzik zabrakło pieniędzy, a i tak spłacam kredyt. Jak potrzeba mamę gdzieś dalej na badania zabrać to pożyczam wózek, bo ona w domu do auta jakoś wsiądzie, ale 100m to dla niej dystans nie do pokonania na własnych nogach (wieńcówka, nadciśnienie, niedowłady mięśni nóg, osteoporoza). To są realia. Gdzieś poza tym wszystkim jestem ja - opiekun, który już ma pierwsze problemy z kręgosłupem. Mimo dobrej oferty rehabilitacyjnych wczasów mojego pracodawcy nie mogę skorzystać, bo trzeba wyjechać na całe dwa tygodnie, a kto zajmie się mamą? Z trudem i wielką moją radością udało się kogoś z rodziny znaleźć gdy wyjechałam na trzy dni do rodziny, by złapać konieczny dystans i oddech, by po prostu, po ludzku nie zwariować.
    RADOŚCIĄ OGROMNĄ POZOSTAJE, że moja mama nie ma alzheimera jak mama mojej bratowej. Bratowa zajmuje się wyłącznie domem i swoją mamą a i tak jest wrakiem człowieka.
    Pozdrawiam wszystkich OPIEKUNÓW STARUSZKÓW, a wszystkim politykom życzę by takich staruszków choć na miesiąc dostali pod samodzielną całodobową opiekę - może by się coś zmieniło.
  • 2011-11-02 14:08 | psr18gh

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Moja 85-letnia teściowa mieszka sama z swoją 56-letnią córką. Szwagierka pracuje, więc teściowa przez 12 godzin każdego dnia jest sama. Co to za życie? Matka mojej żony nie wyobraża sobie innego, pomimo wysokiej emerytury i możliwości przeprowadzki do profesjonalnego domu spokojnej starości.
    My z żoną wybierzemy na starość stosowny dom. Nie chcemy obciążać dzieci i wnuki opieką. Pracowaliśmy i pracujemy intensywnie, więc emerytury będziemy mieli godne. Nie wyobrażam sobie, aby na starość odciąć się od ludzi.
  • 2011-11-02 15:50 | jola

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    ZUS i NFZ nie przewidział, że po całych latach mordowania z premedytacją ubezpieczonych pacjentów -senior potrafi przeżyć więcej, niż 3 pierwsze emeryturki.
  • 2011-11-02 17:21 | TOmek

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Renata!! Dbaj o siebie, bo ja napisano powyżej co się stanie jeśli Ty nie dasz rady?

    Problemów do rozwiązania w kwesti opieki nas staruszkami jest sporo. Powinni nasi kochani przedstawiciele zająć się nimi po kolei i powoli zamiast tworzyć odrazu jedną ustawę żeby wszystko mieć z głowy (a i tak potem ciągle poprawiać i poprawiać). Nie wierzę, że w armii urzędników nie znalazłoby się ludzi, którzy znają temat i mieliby ochotę się tym zająć. Nie przez jedną kadencję tego rządu, ale może trochę dłużej? To jeśli chodzi o kwetsie legislacyjne i ewentualnej pomocy materialnej dla osób starszych lub ich opiekunów.
    Druga kwestia to światopogląd. Jak przedstawiono powyżej obużenie, że ktoś nie rzuca wszystkiego i nie zajmuje się rodzicami staje się męczące. W polsce lubimy niestety wtrącać się nie w nasze sprawy (to jak sport narodowy). Powoli się to zmienia ale wciąż za wolno.
    Uważam też, że dobra kampania informacyjna, dyskusje pomysły jak ten problem rozwiązać bardzo by się przydała. Powinno się TRĄBIĆ ciągle, że jak sam nie zapracujesz, nie odłożysz to potem możesz nic na starość nie dostać!! Ludzie za bardzo przyzwyczaili się, że dostają od pańśtwa za darmo. WIem, że często jest bardzo ciężko cokolwiek odkładać. Ale wybór pomiędzy posiadaniem jakichkolwiek oszczędności a liczeniem na pomoc innych powinien być łatwy. Trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować a nie oglądać się na sąsiada, że nic nie robi a ma więcej lub myśleć, że jakoś to będzie. Mam nadzieję, że odpokutujemy wcześniej niż później PRL'skie przyzwyczajenie do ssania cycka państwowego.
  • 2011-11-02 18:33 | Wacław

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Jesteście namacalnym dowodem, że życie należy do pracowitych i bezdzietnych. Jednym z ważniejszych argumentów o posiadaniu dzieci jest nadzieja na opiekę z ich strony. Skoro bez dzieci można się obyć, to argumenty dobrze zarabiających singli nają sens !
  • 2011-11-02 18:38 | Wacław

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    pomoc instytucjonalna jest niezbędna, a argument, że trzeba samemu odkładać na starość jest półprawdą. W przypadku chorób otępiennych staruszkowie mogli odkładać całe życie, aż w końcu zapominają czy, gdzie i kiedy odłożyli...
  • 2011-11-02 22:32 | maksymilian

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Ciekawe! Polska, taki wzór przemian społeczno-gospodarczych, pionierzy rewolucji antykomunistycznej, tygrys gospodarczy europy, naród chrześcijański wsławiony chwalebną historią. A potem przechodzimy do konkretów, czyli wszystkiego, co wyznacza poziom ogólnocywilizacyjny i kulturowy, czyli takich banałów jak choćby wspomniana powyżej troska społeczeństwa o ludzi starszych, czy inne dyrdymały w rodzaju poziomu nakładów na opiekę zdrowotną, na kulturę, na rozwój i innowacyjność naukowo-techniczną, na oświatę, etc, etc. Więc jak tylko któryś dziennikarz bierze się za szczegółowe rozgrzebywanie takiego czy innego tematu z dziedziny naszej prozy codziennej to w try miga lądujemy pułapu "tygrysa" na glebie gdzieś między Rumunią a Albanią.
  • 2011-11-03 08:20 | camel

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Ależ tak jest, bo jesteśmy dobrzy tylko w gadaniu. Zresztą będzie jak bug zechce. Nie ma się co wysilać.
  • 2011-11-03 08:31 | Anastazja

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Trzeba koniecznie uszczelnić system opieki społecznej. jest niesamowite marnotrawstwo pieniędzy. Większość pomocy wyłudzają ludzie zamożni, ci mają za co "przygotować" dokumentację na komisje ds niepełnosprawności i otrzymują dodatki pielęgnacyjne. Trzymają później w garażach luksusowe auta, bo mają darmowe przejazdy i to z opieką drugiej osoby.Dofinansowanie do wyjazdów rehabilitacyjnych otrzymują osoby z czynszowymi kamienicami z wysokimi emeryturami, a matko z chorymi od urodzenia dziećmi siedzą w domu. Bieda jest wstydliwa i nie walczą o swoje, a poza tym żeby coś załatwić trzeba być bogatym.Ileż to razy znajome mi osoby proponowały mi przejazd za darmo w ich towarzystwie, bo maja uprawnienia na opiekę. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że są tak chore.
  • 2011-11-03 08:51 | psr18gh

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Fakt. Pomoc instytucjonalna jest niezbędna. Nie obce jest mi pojęcie solidaryzmu społecznego, tzn. że część mojej składki emerytalnej/zdrowotnej idzie na pomoc dla innych ludzi. Jednakże ludzie którzy wyciągają rękę po taką pomoc muszą mieć świadomość, że świadczenia dla nich nie mogą być takie same, jak dla tych którzy swoją długoletnią pracą odłożyli sobie w systemie odpowiednie środki finansowe. Inaczej zamienimy się w kraj cwaniaków a pracowici zostaną naiwnymi jeleniami na plecach których wożą się "zaradni życiowo".
  • 2011-11-03 13:33 | joanna kopytowska

    nie radzi sobie

    Ja na dochodne opiekuję sie z dobrej woli Starszym Panem po 5 udarach ,ma 62lata to mój brwinowski sąsiad ,inni w jego wieku są młodzi ,on jest niesprawny ,na codzień opiekuje się nim znajoma mówiąc prawdę alkoholiczka / on także stacił rodzinę przez alkohol ,teraz podobno już nie pije / ,to na pewno jest sytuacja ekstremalna ale widać w niej jak w soczewce kłopoty polskich seniorów ,mała emerytura / tu gdyby ją dobrze wykorzystać byłaby wystarczająca /mały dodatek pielęgnacyjny -153 zł przepijany w całości przez ''opiekunkę'' ,ukradzione nowa pościel ,swetry ,ręcznik które przyniosłam z opieki społecznej ,kupiłam 50 kg kartofli ,zaalarmowałam Proboszcza i Charitas lokalny / chodzi o BRWINÓW / ,WŁAŚCIWIE JEST ROZWIĄZANIE - DOM OPIEKI ALE STARSZY PAN BOI SIĘ GO JAK OGNIA PIEKIELNEGO ,tam do jego wynajmowanej za 500 zł altanki w sadzie zawsze ktoś zajrzy , porozmawia ,choć jest okradany i głoduje czuje się w swoim świecie ,ja mam dylemat moralny czy zawiadomić policję i zabrać go na siłę z sadu czy pozwolić mu żyć i umrzeć jak chce,na razie kompromisowo załatwiłam mu opiekunkę na dochodne z ośrodka pomocy społecznej ,która codziennie przyniesie mu obiad i przypilnuje aby to on go zjadł ,dostanie też opał ,na nic innego nie mam wpływu,chcę zrobić zapasy żywnościowe na zimę bez gwarancji że to on z nich skorzysta
  • 2011-11-04 06:46 | joanna

    ja nie rozumiem...

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie, którzy kiedyś poświęcili niemałą część swojego życia na wychowywanie swoich dzieci nie mogą/ nie powinni liczyć na po prostu- rewanż swojego potomstwa. Bo to kosztuje? Czyżby pieluszki, ubranka, wyprawki do szkoły itd nie kosztowały? Bo to zajmuje dużo czasu? Wychowanie, pielęgnacja malucha też. Problem lokalowy? Mieli go i młodzi rodzice, gdy się nowy członek rodziny pojawił. Chyba coś tu nie tak z naszą moralnością- podwójną lub raczej moralnością Kalego.
    Znam problem opieki nad seniorem rodu z autopsji, w bardzo drastycznym wydaniu- paraliż. Wiem, jaka to praca, jaki koszt, jakie wyrzeczenia. Ale nie uważam, że ta opieka to było cokolwiek innego niż po prostu spłacenie długu za to, co od tej osoby dostały jej dzieci i wnuki. Jej państwo nie zapłaciło ani grosza za zmienianie pieluch, karmienie, nie zwróciło za nianię itd. Tym, którzy to robią kiedy wymaga tego ich dawny opiekun- ma zapłacić?
  • 2011-11-04 12:05 | divak2

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    @joanna

    To nie jest tak, że dzieci zaciągają jakiś dług wobec rodziców. Przecież one nie proszą się na świat i nie biorą się z niczego.
    Co co opieki, to chyba Pani nie wie o czym pisze. Opieka nad niepełnosprawnym staruszkiem, to jest zajęcie full-time. Staje się wiec przed wyborem - albo wychodzę do pracy albo zmieniam pieluchę mamie. Kto silny, może próbować na dwa etaty, póki nie zniszczy sobie zdrowia. I nie należy zapominać, że rezygnacja z pracy, czy jej utrata, w większości przypadków (jak np. Renata) oznacza znalezienie się pod mostem opiekuna z podopiecznym. Więc nie można tu mówić o jakimś wyborze. Tak naprawdę zwalanie opieki starcami na barki ludzi, którzy muszą pracować, żeby się utrzymać i żeby cokolwiek w tyk kraju funkcjonowało, to jest zamiatanie problemu pod dywan.

    Po drugie, starzy ludzie nawet jeśli są sprawni ruchowo, to mogą mieć różne problemy psychiczne. To jest dopiero jazda bez trzymanki. Wtedy życie z nimi pod wspólnym dachem może być mocno problematyczne - jak życie z alkoholikiem, który z byle powodu robi karczemną awanturę i rzuca wszystkim, co złapie. Można samemu się bawić w bohatera i świętego, ale czy można zmusić do bohaterstwa żonę/męża i czy, jak ktoś ma już swoje dzieci, to może fundować im taką jazdę? Pozostawanie w takiej sytuacji przez dłuższy czas prowadzi do współuzależnienia i powoduje różne problemy psychiczne. I w rezultacie zamiast jednej osoby z problemami mamy dwie, czy nawet całą rodzinę wariatów. Ja miałem taką sytuację z matką, jedyne co państwo zrobiło wtedy, to próbowało mnie namówić do jej ubezwłasnowolnienia i umieszczenia w domu pomocy społecznej. Nie wspominając ani słowem, że miesięczny koszt pobytu w DPS zjadłby 80% mojej ówczesnej pensji.

  • 2011-11-06 19:54 | Egen

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Podopieczniw Domow Opieki sa w dziwnejsytuacji.Maja opieke ale to nie domowa i dosc plytka.Nie dziwie sie,ze szybko umieraja..W czasie odwiedzin u znajomej pensjonariuszki (juz nie zyje),ktorej przynosilam co jakis czas wyczekiwany cukier,kawe.herbate,pomidora,mandarynki,troche slodyczy,wedline obserwowalam jak przed starsza pania chora na demencje opiekunka postawila talerz zupy.Chora nie wiedziala ,ze ma zjesc.Po pewnym czasie talerz zabrano i postawiono talerz z drugim daniem.Historia sie powtorzyla.Nikt Ja nie nakarmil.Osoby czesto sa "okradane" bo te czesc, malutka z emerytury,ktora dom otrzymuje dla osoby np 5 kazdego m-ca podopieczne dostana pod koniec m-ca.Jak sadze pieniadz pracuje dla domu.
  • 2012-07-24 16:19 | Aqua

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Bardzo trafna wypowiedź. Sama przechodzę piekło z ojcem chorym psychicznie, dzieciństwo to koszmar, mając 14 lat zostałam z nim sama, siostra wyjechała. Musiałam szybko dorosnąć. Obecnie jestem chora, sama wymagam pomocy innych. Moja córka tez choruje a kochany tatuś jeszcze nam daje tak popalić, że żyć się odechciewa. Żadnej pomocy, opieka społeczna ech szkoda słów, najlepiej zwalić problem na rodzinę i nie obchodzi ich że ja już sobie nie radzę z tym wszystkim. Mało było ze ojciec spowodował pożar, zagraża innym. Proszę oddać sprawę do sądu. Zrobiłabym to, gdyby nie fakt ze znam ojca lepiej niż oni i co skierowaliby go na przymusowe leczenie, co potem on wraca i nawet jego sąsiedzi boją się cokolwiek zrobić bo wiedza do czego jest zdolny. Wróci i spełni swoje groźby. W naszym kraju musi dojść do tragedii, żeby ktokolwiek zainteresował się sprawą. Ja już jestem u kresu wytrzymałości, moja córka ma silną nerwicę i stany lękowe przez dziadunia, który całe życie tylko wszystkich krzywdził i wszystko niszczył. Nie mam mu za co być wdzięczna, taki człowiek nie powinien mieć dzieci. Do niedawna wmawiałam sobie że rodziców się nie wybiera, ale on zniszczył już nie jedno zdrowie, moja rodzina ma prawo do swojego życia, a niestety nie mamy go. On jest bardziej chroniony przez prawo jak my. Jestem już bezradna ale nie potrafię zostawić go samemu sobie. Zgłosiłabym na Policję, gdziekolwiek ale nie mam już zaufania do żadnej instytucji, oni jeszcze bardziej mogą nam zaszkodzić, już to przerabiałam. Poszli do ojca i prosto z mostu bo córki zgłosiły to i to.... I zaczęło się piekło. Prosiłyśmy by nie mówili kto zgłosił bo będzie nam zagrażał, ale kogo to obchodzi.......
  • 2013-05-08 08:25 | Maciekluca

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    ja też to przerabiałem. i skończyło się na tym ,że zdecydowałem się rozstać z chorą mamą, umieszczając ją w profesjonalnym zakładzie opieki. i na pewno nie zdecydowałbym się na publiczny dom opieki. teraz mama jest w Geriamedzie pod Lublinem, gdzie ma stałą opiekę, a ja nie martwię się o jej bezpieczeństwo. radziłbym Renacie, żeby też nie przeciągała tej sytuacji w nieskończoność. państwowe domy opieki nie oferują dobrych standardów. rozumiem, że pieniądze grają rolę, ale na Geriamed mogę pozwolić sobie będąc sam jak palec, a Ty przecież masz brata. opieka nad rodzicami to, jak mi się zdaje, wspólny obowiązek rodzeństwa.
  • 2014-05-09 15:43 | kajmona

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Nie radzi sobie. Babcia jest w pobliskim ośrodku - http://www.revita.org.pl/wolne-miejsca# Nie jest drogo, ale emeryturę miała tak niską, że musimy jej dokładać. A jak dla mnie takie miejsca powinny być chorym osobom gwarantowane przez państwo!
  • 2015-03-18 06:57 | Renata

    Re:Jak państwo (nie)radzi sobie z opieką nad staruszkami

    Przeczytałam wasze wypowiedzi może nie wszystko ale postanowilam sie wypowiedziec
    Pracuje jako opiekunka od 15 lat w prewadze opiekuje sie dziecimi z zaburzeniami neurologicznymi jednak tez opiekuje sie starszymi ludzimi!
    Za kzdym razem powtarzam zamieszkanie z osoba, ktora w jakims stopniu jest zalezna od osob trzecich jest błedem a juz rezygnacja z pracy czy swojej chwili na relax jest głupota.
    W tym wszystkim trza pamietac ze ta starsza osoba ma tylko czesto was i jak wy wysiadziecie ona zostanie sama!
    Nie jest egoizmem kiedy myslisz o sobie , kiedy wiedzac ze masz mame w potrzebie myslisz o wczasach!
    Jako opiekunka i jako corka osoby niepelnosprawnej wiem jak bardzo wykanczajace jest opieka !
    Dlatego zamieszkanie z osoba, ktora tej opieki potrzebuje jest błedem bo bedziesz wtedy opiekunka 24 na dobe a każdy wie ze tak jak pielęgniarki tak samo opiekunki one dobrze pracują do 6 godzin pożniej sa juz tak zmeczone ze ich reakcje sa opóźnione.
    Dlatego tez ważne jest aby praca pozostala bo tywoja praca bedzie twoją odskocznią twoj odpoczynek czy ye wakacje bedą ladowaniem akumulatorow !
    Wiem jak to okrutnie brzmi jak mowi sie że zostaw mame niech mieszka sama i rozumiem oburzenia ale jeśli mama sobie nic nie zrobi bedac sama to czy odrobina samotnosci jej ja zabije?
    Raczej nie!