Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

(9)
Przeżywamy gorące polityczne dni: między pierwszym posiedzeniem nowego Sejmu a oczekiwanym exposé premiera obchodziliśmy Święto Niepodległości. To dobry moment, żeby zadać pytanie: jak dziś rozumieć i praktykować naszą suwerenność i niepodległość?
  • 2011-11-16 07:01 | Kibic

    Suwerenność w

    Wygląda na to że definicja suwerenności jest równie niejasna co poglądy uczestników.

    Niektórzy, jak pan Kowal, skupiają się przede wszystkim nad tym co kto i komu może kazać. Nasza suwerenność ma tu polegać na niezależności od cudzych nakazów. Pan Bielecki widzi suwerenność jako efekt "siły". Im więcej siły tym więcej suwerenności.

    Mało jest zrozumienia dla suwerenności jako mechanizmu prawa. Tak jak reszta Europy, mamy zapisane w konstytucji, że u nas nie "rządzą" indywidualni ludzie tylko prawo (państwo prawa). "Rządzący" to tylko tymczasowa siła robocza działająca lepiej lub gorzej w ramach kostytucji. Według niektórych, prehistoryczne państwa/miasta Bliskiego Wschodu konkurowały na to kto ma lepsze prawo. Tak później dla niektórych Prawo i religia stały się tym samym, ze szkodą dla obu.

    Dlatego może koncepcja "poszerzonej suwerenności" europejskiej wydaje się taka trudna dla pana Baczyńskiego. "Poszerzenie suwerennosci" ma polegać na tym, że konstytucje narodowe kierują się wspólnymi wartościami, a równocześnie znajdują wzmocnienie pan-europejskie. Cały system nie ma polegać na osłabieniu suwerenności konstytucji narodowych, ale odwrotnie, na ich jaknajlepszym wykonywaniu w głebokim zakotwiczeniu lokalnym i narodowym. Oczywiście niektórzy biurokraci europejscy mogą to widzieć przez okulary miedzynarodówki socjalistycznej, ale nie tak zostało to skonstruowane.

    EU zaczęła się od neutralizacji Niemiec i źródeł konfliktów na kontynencie. Niemcy i reszta szybko przekonali się, że rezygnacja ze źle rozumianej suwerenności jest bardzo korzystna dla wszystkich. Cywilizacja jest silniejsza kiedy ma lepsze regulacje prawne i instytucjonalne, a nie wtedy kiedy silniejszy może słabszemu skuteczniej... (kazać). Zrodziła się zasada polączonej subsydiarności i solidarności. Kuleje bo to ciągle nowość na skalę światową.

    Obecny kryzys pokazuje dwa aspekty sprawy. Z jednej strony globalizacja i "rynki" powiększyły naciski ponadpaństwowe. W kilku państwach "rynek negatywnie załatwił" to czego nie udało się wyborcom. Z drugiej pokazały Europejską zasadę "subsydiarności i solidarności" w praktyce. Niemcom i Francuzom "opłaca się" w tym systemie ratować "marnotrawną Grecję" swoim kosztem. My (i Słowacy) jesteśmy jeszcze malej wiary.

    Ale w końcu to wszystko dalszy ciąg domina zaczętego przez rozpasane rynki spekulacyjne parę lat wcześniej. Do tego właśnie potrzeba tej "poszerzonej suwerenności". Potrzeba lepszej (co wcale nie oznacza większej czy bardziej biurokratycznej) regulacji prawnej - i na poziomie narodowym, i na poziomie Europejskim. Międzynarodowa firma matka i jej lokalne "córki", dla wspólnego dobra, muszą podlegać systemowi zazębiających się regulacji narodowych i centralnych. Narodowe to za mało.

    Dobrze iliustruje to przykład spekulacji finansowej która rozkręciła obecne napięcia. NIe jest jej w stanie uregulować uzależniony politycznie od Wall St. rząd USA. Proponowany przez Lewandowskiego i EU system opodatkowania transakcji finansowych musi być przynajmniej pan-europejski. Nie chodzi tu nawet o to, że dostarczyłby dochodów na działania stabilizacyjne, i zupełnie nie o to żeby pokazać "kto tu rządzi" i "zabrać bogaczom". Chodzi o wyciśnięcie szalonej spekulacji z normalnego i potrzebnego rynku obrotu akcji i obligacji.

    Pokusa i okazja spekulacji umożliwionej przez światową cyfryzację jest gigantyczna, a regulacja powinna być nawet światowa. Podatek rzędu 0,05% wyssałby dochodowość z operacji nic nie wnoszących do rzeczywistej gospodarki, a tylko ją destbilizujących. Rynki finansowe muszą być regulowane żeby nie degenerowały się, jak zwykle, w kasyna trzymające gospodarkę jako zakładnika. Kto ma to regulować?. Albo załatwi to ta poszerzona suwerenność EU i pociągnie USA, albo brak regulacji doprowadzi do powtórki z rozrywki z lat 1914-45. Taki był koniec pierwszej wielkiej fali globalizacyjnej po 1870.

    W Kryzysie Euro chodzi o koordynację systemów fiskalno-budżetowych. Grecy i Włosi najwyraźniej nie mieli polskiego wpisu konstytucyjnego o 60% PKB. "Panika na rynkach" zresztą może nawet taki dług wirtualnie podwoić błyskawicznie. Można taką regulację wprowadzać nakazem centralnym, co jest politycznie okropnie "niesuwerenne", albo wymagać żeby kraje zalatwiły to indywidualnie, co jest bardzo trudne. Propaganda neoliberalna też będzie przeszkadzać bo religijnie uważają podatki i regulację za Zło samo w sobie, a rynki za świątynię.

    Tu nie chodzi o ograniczanie czy oddawanie suwerenności, tylko o lepsze jej zrozumienie i wykonywanie. Jako Polacy mamy równie dobre prawo do byle jakiego wykonywania własnej konstytucji co inni, ale nie o to chodzi. Potrzeba "konstytucji drugiego stopnia", a tego jeszcze nikt nie robił. To największe wyzwanie zaczynającego się wieku.

  • 2011-11-16 09:39 | KrzysztofMazur

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    Skąd wiesz, że akurat taka regulacja jest najlepsza?
    A może lepszy byłby zakaz rezerw cząstkowych i podatek od sumy aktywów (albo zobowiązań), a nie od transakcji?
    Może dług państwa powinien wynosić nie 60 % PKB, tylko 0 % PKB? Taki próg uchroniłby państwa w 100 % od kaprysów tzw. rynków i jest równie arbitralny, a może nawet mniej? Poza tym państwa by per saldo zarobiły, bo nie płaciłyby żadnych odsetek od długu. Dlaczego taki próg nie wprowadzić? Jedyna odpowiedź na to pytanie jest taka, że politycy, media i wyborcy traktują dług jak gdyby był bezzwrotną darowizną, czyli podatkiem. Banki mają kupować obligacje (za pieniądze jakichś rzekomych anonimowych bogaczy, a tak naprawdę wszystkich wyborców) i nie domagać się zwrotu pieniędzy, a jak się to nie udaje, to oskarżmy tzw. spekulantów, że pozbywają się długu, zamiast cierpliwie czekać, aż nie dostaną pieniędzy z powrotem. Jeśli jednak dług ma być podatkiem, to dlaczego go tak nie nazwiemy?

    Podatek od transakcji, a także ataki na agencje ratingowe, to próba zbicia termometru pod wpływem gorączki. Jak termometru nie będzie, to gorączka sama nam minie, nawet nie będziemy musięli się zastanawiać, skąd się wzięła, ani tym bardziej się leczyć. Co jednak zrobimy, gdy gorączka nie minie? Pójdziemy do psychoanalityka , który nam powie, że to jedynie irracjonalne omamy, a na prawdę jestemy zdrowi? Gdy to też nie pomoże to co wtedy?

  • 2011-11-17 11:28 | scrambler

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    Nikt - póki co - nie wie, co może byc lepsze. W ramach wyciągu z zastosowań praktycznych proponuję sprawdzenie we własnym zakresie, dlaczego np. Brazylia nie ma problemu ze spekulacja na jej walucie. Odpowiedź dla nieaktywnych - wprowadziła stosowny podatek. Wiedza - choćby i pełna,ale specjalistyczna, zatem jednak szczątkowa w relacji do universum - na jakikolwiek temat nie powinna byc powodem, a jej posiadanie - uzasadnieniem dla przykładania stosowanych w jej praktykowaniu, gdzie indziej absolutnie nieprzystających "miar i wag". Prosze zatem przewietrzyc swoje zwoje.
    "Mędrca od mędrka dzieli jedna literka".
  • 2011-11-16 09:28 | KrzysztofMazur

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    Rozwiązanie nie jest pomiędzy, bo pomiędzy nic nie ma. Fundusz stabilizacyjny, który będzie się zadłużał, to euroobligacje pod inną nazwą.

    Nie rozumiem też, skąd powtarzanie w kółko, że bankructwo rządu oznacza wyjście ze strefy Euro. A niby dlaczego? Może sobie rząd zbankrutować i dalej rządzić z pieniędzy, które uzyska z podatków (jak powinno być nawiasem mówiąc). Bankructwo rząudu i banków to nie koniec świata. Istnieje jeszcze tzw. gospodarka realna, jak się tu w kółko powtarza. Niektórzy zbiednieją i tyle. Może warto dać sobie spokój z doktryną, że obywatele są własnością państwa.
  • 2011-11-17 11:14 | scrambler

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    To może zamienisz się przyjacielu na ochotnika z Grekiem-emerytem? Skoro bankructwo państwa to nie koniec świata...? "Może warto dać sobie spokój z doktryną,(...)", co??? Wiesz, byli juz tacy, co żeby mieć osobisty pogląd na sprawę godzili sie na strzelanie z czołgu do własnego balkonu. Sprawa prosta jak lufa tego czołgu. Okazało się, że pozornie.
  • 2011-11-16 19:15 | wnilkiwy

    Suwerenność której wszyscy potrzebujemy,

    to robota w wyuczonym zawodzie -dająca satysfakcję finansową do zaspokajania 21 wiecznych potrzeb.
  • 2011-11-17 11:30 | scrambler

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    amen! i satysfakcja przy tym gwarantowana.
    pozdrowienia
  • 2011-11-17 12:25 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

    Wiedzieć i uczestniczyć to pojęcia,które w sprzężeniu zwrotnym mogą dać powodzenie demokratycznemu systemowi.
    Partyjniacka demokracja jest wodą na młyn wszelkim możliwościom manipulacyjnym.
    Z pewnością inne uwarunkowania dały siłę szwajcarskiej samorządności,ale model jest godny uwagi aby poprzez Europę Ojczyzn kontynent na horyzoncie widzieć jako federację.
    Utopia GATT i globalnego wolnego handlu wykreowała i trwa WOJNA O PIENIĄDZ,którą opisał Chińczyk Song Hongbing.
    Wymiernym zwornikiem NARODU,społeczeństwa RODZIN,może być GOSPODARCZY PATRIOTYZM.Jego opisanie poparte wykresem obiegu pieniądza może być pomocne nie tylko w definiowaniu suwerenności,ale i w jej urzeczywistnianiu.
    Do czego prowadzi walka z pojęciem NARÓD widać było w czasie ostatniego ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI,która to walka ma ścisły związek ze zwalczaniem kultury chrześcijańskiej i tezą,że :
    "Szczytem dążeń religijnych ludzkości jest chrześcijaństwo w swej najbardziej rozwiniętej postaci."
  • 2011-11-18 15:29 | Wojciech K.Borkowski

    Re: z daleka widać ostrzej -felieton z Dziennika Związkowego -Chicago

    "Kolorowa" zadyma w Warszawie

    Na Święto Niepodległości w dniu 11 listopada zarejestrowano w Warszawie około dwudziestu zgromadzeń. Ci urzędnicy, co wyrażali zgodę na zgromadzenia w tym dniu, są współodpowiedzialni za bezpieczeństwo zgromadzonych tam osób. Reżyserem i biernym współtwórcą scenariusza tego wyjątkowego dnia, stała się pani prezydent Gronkiewicz-Waltz, na którą wyborcy nałożyli obowiązek dbania o to miasto i podejmowania racjonalnych decyzji.
    Pani prezydent ma jednak niedostatki wyobraźni i nie przewidziała tego incydentu . Po zadymie, przedstawiciele obu stron i kibicujący im polityczni showmeni, kłócą się w mediach, kto był pierwszy na liście, czy "Marsz Niepodległości" , czy "Kolorowa Niepodległa" i kto rozpoczął burdę. "Marsz Niepodległości" organizowały środowiska prawicowe, a kontrmarsz "Kolorowa Niepodległa"grupy "lewicowo-palikotowe". Obie strony spotkały się w okolicach Placu Konstytucji, zresztą zgodnie z planem marszu.
    Po zadymie, jaka miała miejsce w okolicach tego miejsca, obie strony wzajemnie się oskarżają i obrzucają epitetami. Pani prezydent Warszawy, czyli bierny reżyser tego widowiska, czuje się jednak świetnie i pozostaje pod czułą opieką polityków własnej partii i zaprzyjaźnionych mediów. W szpitalach przebywają ranni policjanci, a spalone samochody policyjne i telewizyjne starannie uprzątnięto. Posiłki złożone z niemieckich awanturników odesłano z mandatami do Niemiec, kilku agresywnych polskich zadymiarzy skazano na więzienie. Po tej warszawskiej awanturze pozostały filmy, które do znudzenia powtarza się w polskiej telewizji.
    A przecież mogło się skończyć inaczej , gdyby tak w czasie tego incydentu "Janek Wisniewski padł"? Co by się wtedy stało?
    O tym się jeszcze nie mówi, ale to można przewidywać w czasie kolejnego takiego wydarzenia. Co by się stało, gdyby były ofiary śmiertelne?
    Na takie pytanie trzeba spróbować sobie odpowiedzieć już dzisiaj. To należy do obowiązków polityków sprawujących władzę za pieniądze podatników. Politycy wyręczają się "gadającymi głowami" w telewizji, a problem narasta jak wrzód na ciele skarlałej, polskiej demokracji.
    Polska prawica jest niedostatecznie reprezentowana w polskich mediach. Polska prawica, po zawirowaniach emocjonalncych w PiS, jest niedostatecznie reprezentowana w polskim parlamencie. Polska prawica, jak tak dalej pójdzie, przejdzie do podziemia i tam zacznie tworzyć struktury złożone z ludzi zaniepokojonych rozwojem sytuacji politycznej i ekonomicznej.
    Ten warszawski incydent z arcygłupim kontrmarszem "Kolorowej Niepodległej" i jej niemieckimi posiłkami, jest ewidentnym ostrzeżeniem na przyszłość. Zwycięstwo bezideowego Ruchu Palikota i medialna próba wykreowania tej partii na "jedyną" opozycję dla obecnej koalicji jest zabiegiem samobójczym dla polskiego parlamentaryzmu.
    Nie ma w Polsce politycznej lewicy, nie ma prawicy, a pozostają przy władzy wasalni wobec globalizmu politycy liberalni, wręcz libertyńscy. Objawem zdrowia politycznego jest równowaga, a nie dominacja bezideowych liberałów. Taki rodzaj rządów jest może miły dla elit i finansowych spekulantów. Polskie media również bezmyślnie kibicują libertynom. Reporterka komercyjnej telewizji na pytanie innego dziennikarza: czy widziałeś jakieś napisy nakłaniające do przemocy, odpowiedziała : tak , Bóg, Honor i Ojczyzna.
    Taki jest poziom zatrudnianych w mediach koleżków i pociotków.
    Taki jest poziom komentarza do wydarzeń, które w przyszłości urosną do prawdziwego poroblemu jeżeli nie będzie korekty politycznej, a odsunięci na margines młodzi ludzie nie znajdą własnej reprezentacji w życiu Polski. Po 20 latach transformacji ustrojowej z polskiej niepodległości pozostał tylko Marsz Niepodległości, ale nawet tego marszu nie pozwolono odbyć w oczekiwanym spokoju.
    Przyszedł czas na refleksję, która może być jedyną pozytywną pozostałością po tym bolesnym incydencie.

    16 listopada 2011
    www.wojciechborkowski.com

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną