Wyszukaj na forum
Forum
Studenci na granicy załamania nerwowego
(36)
Coraz częściej młodzi Polacy przyznają, że nauka na studiach doprowadza ich na skraj załamania nerwowego.
-
Ciekawy temat
ale dziwi trochę, że przy okazji nie pojawił się w artykule problem wykładowców akademickich z zaburzeniami psychicznymi; ). Ciekawe czy ktoś w Polsce zajął się tym tematem kiedykolwiek. Biorąc pod uwagę uwarunkowania środowiskowe, pewnie nie, choć jak pamiętam ze swoich studenckich czasów, byłoby co badać. -
Tabu
Minie jeszcze wiele lat, zanim uda się w Polsce przełamać tabu, jakim nadal są choroby psychiczne. Ludzie utożsamiają takie problemy z zaniżoną inteligencją, również profesorowie na uczelniach. Najgorsze, co może zrobić student z depresją, to powiedzieć profesorowi o swojej chorobie. Usłyszy, że w takim razie studia są nie dla niego. Lepiej traktowane są w takiej sytuacji kobiety - to nawet urocze, że umieją się przyznać, że są niepełnosprytne, prawda? ;> A skoro tak ma się sprawa na uczelni, strach pomyśleć, jak to wygląda w mniej elitarnych instytucjach. -
haha
Śmieszne są te nazwy kierunków - "elitarny kierunek dla wrażliwych intelektualistów" czy "modny kierunek dla nowoczesnych Europejczyków".
Farsa. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Celowy zabieg literacki aby ukryć prawdziwe nazwy kierunków/uczelni.
Ale do rzeczy.
Ciekawy artykuł. Brat mojej partnerki boryka się z problemami natury psychicznej od jakiegoś czasu. Stres przybrał formę ucieczki w poczucie winy za drobne prawdziwe lub wyimaginowane gafy w życiu. Zaczęło się od lęków, ucieczek w alkohol, strachu przed wyjściem z domu. Przeświadczenie że każdy go obgaduje, drwi z niego.
.
Regularne wizyty u psychologa oraz lekarstwa zdecydowanie pomogły i teraz chłopak powoli wychodzi na prostą. Aby uporać się ze swoimi fobiami zmienił także otoczenie przeprowadzając się na inną uczelnię i miasto. Studjuje drugi rok na trudnym, technicznym kierunku. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Kiedys w Polsce duzo wiecej studentow studiowalo w trudniejszych warunkach i z bardziej pustymi kieszeniami... i jakos tych z problemami psychicznymi, nie
bylo wiecej, moze nawet mniej. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Ale co to zmienia?
Kiedyś się żyło zupełnie inaczej. Z urbanizacją, rozwojem wiążą się również takie problemy. Kiedyś się żyło po prostu wolniej. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Fantastyczny sentyment - kiedyś to było normalnie, wszyscy byli twardzi i nie narzekali chociaż mieli gorzej. A przyszło Ci do głowy że kiedyś przyznanie sie do depresji, nerwicy, bezsenności i manii prześladwczych mogło być społecznym stygmatem prowadzącym do absolutnego wykluczenia ? Kłaniają się nowe szaty cesarza - nikt nie krzyknie "on jest nagi", nikt nie wyłamie się z tłumu, bo w tłumie jest bezpiecznie i anonimowo. Urbanizacja i rozwój mają w tym też swoj udział, nie da się zaprzeczyć - jednak mają tez ta zaletę, że bardziej przychylnym okiem patrzą na ludzką ułomność. Nie jesteśmy maszynami - stres, przepracownie i astronowmiczne oczekiwania rodziców, przyjaciół i partnerek / partnerów potrafią wypalić człowieka, szczeglnie pracującego intelektualnie. Takie śmieciowe procesy w myślach są jak kij w trybach i sól w oku i moga wypaczać proces przetwarzania informacji. -
Re:Studenci na granicy załamania - czy zbyt wiele fantazjowania?
"Fantastyczny sentyment - kiedyś to było normalnie, wszyscy byli twardzi i nie narzekali chociaż mieli gorzej. A przyszło Ci do głowy że kiedyś przyznanie sie do depresji, nerwicy, bezsenności i manii prześladwczych mogło być społecznym stygmatem prowadzącym do absolutnego wykluczenia ?"
Nie, nie wszyscy byli "twardzi". Jakies 30 lat temu, podczas swoich studiow wyzszych, ja sam przyznalem sie do depresji oraz stanow nerwicowych. Jakos nie zostalem "wykluczony", nie czulem sie tez obarczony zadnym "stygmatem"... -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
A to niespodzianka. Zastanawiam się jaki był cel Twojej poprzedniej wypowiedzi w takim razie.. Gloryfikacja minionych czasów ? Próba zanegowania istnienia problemu, którego sam jesteś przykładem ? Czy może chciałeś powiedzieć coś w stylu "byłem zdołowany zanim to się stało modne" ? Jeżeli chciałeś jedynie zwrócić uwagę na to że więcej osób dołuje się teraz, to równie dobrze spożytkowałbyś ten czas zapuszczając wąsy - teraz przecież wszystkiego jest więcej niż kiedyś, to i powody do stresu się mnożą. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Bravo moa!!! Ciekawe czego można się elitarnie na tych elitarnych kierunkach nauczyć?
Po przeczytaniu artykułu też jakiś taki elitarny się poczułem... i modny oczywiście. -
Nieodporni niech
nie studiują .
Zdawanie egzaminów stresuje uczenie się męczy .
Może niektórzy do tego się nie nadają .
na moich studiach jeden docent mawiał : jest tyle pięknych zawodów np szewc, dlaczego pan się uparł na chemię ? -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Proszę, przeczytaj jeszcze raz uważnie artykuł ;).
Dlaczego osoby inteligentne, ale chore, miałyby marnować swój potencjał? -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Nie chodzi o to, żeby studentów borykających się z chorobami psychicznymi wyrzucać z uczelni. Jesli ktoś ma poważne problemy, powinien zrobić sobie przerwę, skupić się na leczeniu i kiedy poczuje się lepiej, powinien mieć możliwość powrotu na studia. Dlaczego wymagania mają być obniżone? Czy ktoś, kto nie potrafi przygotować się na egzamin (opanować materiału) powinien otrzymać dyplom ukończenia uczelni?
Argumentem jest to, że takie osoby często sa bardzo inteligentne i wystarczająco zdolne, żeby z łatwością egzaminy zaliczyć. Dlatego uważam, że powinny zrobić sobie przerwę i wrócić wtedy, kiedy będą w stanie lepiej wykorzystać swój potencjał. Zgadzam się, że uczelnia powinna pomagać studentom z zaburzeniami. Pomoc ta powinna jednak polegać na zidentyfikowaniu problemu, wskazaniu terapii (lub miejsca, gdzie student może porozawiać ze specjalistą) i ułatwieniu późniejszego powrotu. Pomoc nie oznacza ułatwień w zaliczeniu egzaminów sensu stricto.
Po przeczytaniu artykułu przypomina mi się dyskusja o dysfunkcjach takich jak dysgrafia, dyskalkulia, dysortografia. Na etapie szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum dzieci i rodzice machają zaświadczeniami przed nauczycielami po to, żeby uczniowie mogli pisać sprawdzian 20 minut dłużej i żeby błędy ortograficzne nie były przeliczane na ujemne punkty z wypracowań.
Kiedy taki młody człowiek rozpoczyna studia lub tworzy swoje CV nie wspomina ani słowem o swojej dysfunkcji - logiczne, na tym etapie zaświadczenie jest już nieprzydatne, człowiek już nic nie zyskuje, więc lepiej o dysfunkcji zapomnieć.
A może pracodawca ma prawo wiedzieć, że przyjmuje do pracy dysortografika? Wszystko, co taka osoba napisze powinno być sprawdzone przez drugą osobę pod względem błędów ortograficznych. Czy nieumieszczenie takiej informacji można potraktować jako kłamstwo? A z drugiej strony, czy pracodawca ma prawo odrzucić kandydaturę takiej osoby tylko ze względu na dysfunkcję? Można nie zatrudnić osoby, jeśli kandydat nie posiada wystarczających "zdolności logicznego myślenia" lub wystarczającej znajomości języka obcego. Czy ze zdolnością do "niepopełniania błędów ortograficznych" powinno być tak samo? -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Błędy ortograficzne a zaburzenia logicznego myślenia i obsesje to zupełnie inna baja. Dyslektyk może korzystać z autokorekty w Wordzie w pracy ! Natomiast znerwicowany, sfrustrowany i zdołowany pracownik raczej nie może liczyć na "doraźną korektę osobowości". Poza tym nie ma takiego przypisu, który zmusi pracodawcę do zatrudnienia kogoś, kto nie potrafi wykonać pracy jak należy. Z problemami należy sobie radzić - szukać pomocy u bliskich, przyjaciół, rodziny i specjalistów. Chorobą można usrawiedliwić przerwę w studiach, nieobecność na zajęciach - ale nie niezrozumienie tematu i oblany egzamin, albo byle jaką pracę. Od tego są urlopy dziekańskie, zdrowotne i losowe żeby ogarnąć swoje problemy - to powinno wystarczyć. W omawianych przypadkach - ludzi którzy powtarzają te same błędy spodziewając się innych rezultatów - problemem nie jest system, czy wymagający profesorowie. Profesor jest od tego żeby wymagać, a student żeby stanąć na wysokości zadania. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
"jest tyle pięknych zawodów np szewc, dlaczego pan się uparł na chemię?" - klasyczny przykład chamstwa i ignorancji pracowników naukowych. Mojemu znajomemu zaproponowano, by zajął się drobnym handelkiem. Przed chorobą był najlepszy na roku, również na swoim drugim kierunku, ale skąd profesor miał o tym wiedzieć?
Urlop dziekański niestety nie zawsze wystarcza, ponieważ leczenie może trwać dłużej niż rok. Chyba jednak najgorsze z tego wszystkiego jest napiętnowanie przez tych, co "już wiedzą" i strach, że dowie się ktoś jeszcze. Na pewno nie ułatwia powrotu na uczelnię. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
rada świadcząca o tym, że nie masz pojęcia o zaburzeniach psychicznych. Mylisz brak zdolności, z problememi spowodowanymi zaburzeniami. Po pierwsze - to tak, jak powiedzieć, żle zarabiasz, przekształć się w hzdraulika. Tylko w tej pracy, jeżeli nie masz do niej powołania, zdemotywujesz się i wypalisz jeszcze szybciej. Poza tym, nawet jako szewc, człowiek z zaburzeniami, które objawiają się nop. w postaci dażenie do perfekcjonizmu, będzie zachowywał się identycznie. Przy obcasie będzie siedział dwa tygodnie, bo uzna, że mu się nie udał. A potem będzie się bał oddać klientowi, bo będzie miał wrażenie, że się nie sprawdził i kleint będzie z neigo niezadowolony.
Jedynym wyjściem dla takiego człowieka jest leczenia. A do studiów, jeżelli ma odpowiedni potencjał, nadaje się jak najbardziej. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Problem wbrew pozorom istotny. Pracuej na uczelni na zachodzie, gdzie na szczescie dla delikwentow, problem zidentyfikowano lata temu. STad tez obok pomocy prowadzi sie tez statystyki. Procent studentow z depresja kliniczna to znacznie powyzej sredniej krajowej. Zalezy tez od kierunku studiow, ale waha sie od 10 do 25%.
Choroba cywilizacji? Jak najbardziej. Na cale szczescie moda na leczenie farmakologiczne przeminela i istnieja sposoby by tym studentom pomoc bez lekow. -
Jedziesz do Afganistanu - problemy psychiczne.
Nie jedziesz do Afganistanu - problemy psychiczne. -
czytelnik na granicy pekniecia ze smiechu
Czy ktos nie powinien powanie zastanowic sie nad mnozacymi sie przypadkamki pekniec wsrod
czytelnikow podobnych artykulow. Trudno doprawdy zrozumiec, dlaczego jeszcze pekania ze smiechu nie zakwalifikowano jako jednostki chorobowej. Zwlaszcza, ze takie pekniecie moze sie okazac grozne nie nie tylko dla eksplodujacego, ale rowniez dla otoczenia. Moze czas, zeby sie WTO zabralo za glosowaniew tej sprawie. OK. dosc pisania, zbliza sie atak choroby pod nazwa spozywanie sniadania, a potem napad wychodzenia do pracy poprzedzony obsesja zakladania kurtki i czapki oraz kompulsywnym otwieraniem drzwi. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Coś czuję, że ten artykuł kupili od Murdoch'a bo jeśli opisane przykłady Szymona i podobnych kwalifikują się pod chorobę psychiczną, to jesteśmy otoczeni przez psycholi. Większość moich znajomych, jak nie wszyscy ma kilka razy gorsze objawy depresyjno-lękowe choć część nie studiuje. Mają podobne objawy i dorośli, choćby moja mama która jest poniżana za 1400na ręke od kilkudziesięciu lat i też ma presje za co żyć ale lwem to jej nikt raczej nie nazwie. Ktoś tu napisał - a co z chorobami psychicznymi profesorów bo jak na mój gust i pewnie gust 90% studentów, większość kwalifikuje się na zamknięty pokój w zakładzie psychiatrycznym. Mamy takie czasy, że presja jest wszędzie a nasz system edukacji do tego dokłada bo istnieje ogromna ilość teorii potrzebna tylko dlatego - wypada to wiedzieć. Mój kolega często mi mówi - szkoła jest dla debili. Nie do końca się zgadzam ale uważam, że mądry człowiek nie traktuje poskiego szkonictwa serio bo polskiego systemu edukacji mądry nie pisał.
Jak już coś piszemy to pasuje przedstawić problem rzetelnie z uwzględnieniem wszystkich aspektów, bo taki sensacyjny tekst można czytać w Fakcie lub Życie na Gorąca ale tutaj to tylko minus dla portalu. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Z całym szacunkiem vps, czy wziąłeś dzisiaj lekarstwo ? Rzetelne opisanie całego aspektu podobnego problemu to temat na opasłe tomisko naukowej pracy - nie atrykuł na stronie internetowej. Te zawsze są skrótem i pobieżną wycieczką. A przypadki kwalifikują się pod chorobę psychiczną jak najbardziej. Z tym że psychiczne choroby - tak jak te "normalne" - sa przeróżne. Są te powszechne jak katar - depresja, nerwica i tym podobne. Są też paskudne wielobiegunowe skrzywienia osobowści i ciężkie zaburzenia chemicznej równowagi mózgu... Człowiek chory psychicznie nie musi być od razu Hannibalem, czy Jokerem - Twoi znajomi ( i mama również ) zapewne mogliby skorzystać z terapii, co wcale nie oznacza że są powaleni i trzeba ich wpakować w kaftan, nafaszerować litem i zawieźć na elektrowstrząsy ! -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
@mickor - taką drogą większa część populacji powinna poddawać się terapi. Rzetelnie opisanie aspektu to opisanie zjawiska w całości łacznie z przyczynami problemu a nie sensacyjnie skonstruowany ospis skutku. Z całej treści artykułu wynika, że mamy problem z którym musimy zacząć sobie radzić. Tylko, że ten problem dla dużej części spoleczeństwa jest zwykłą codziennością, studentom odbija z wielu powodów, po studiach na rynku pracy też wpadają w depresje. Dopisanie tych kilku zdan zmienia całkowicie oddzwięk artykułu bo nie robi sie z Szymona psychole, tylko mówie, że tutaj rozwiązanie problemu leży dużo głebiej niż w wysyłaniu ludzi na terapie.
W tekscie nie ma ani słowa o tym, jaki jest system edukacji i jakie są uczelnie. Ja akurat uczyłem się na dwóch i wiem, że tam o zdrową atmosferę trudno.
Jest to typowy dziennikarski reportaż z konkluzją - trzeba zacząć leczyć studentów. A co jeśli to system jest chory i zdrowy człowiek w takich warunkach się załamuje naturalną siłą rzeczy? Publicystyka ma to do siebie, że nie pisze prac naukowych tylko opisy sugerujące wyraźne przesłanie - w tym przypadku przesłanie jest takie - nie wytrzymują, to ich leczmy, skoro niepełnosprawni mogą to osoby "psychiczne też". Koniec kropka, to Szymona wina, że nie dał rady, teraz będzie uprzywilejowany. Bravo, problem zalatwiony a teraz zamijmy sie stworzeniem instytutu do prostowania drutu, bo to druta wina ,że się skrzywił.
A co do mojej mamy to czy obiawem zdrowia psychicznego jest wysylanie jej na teriapie i leczenie, skoro pracuje w miejscu w ktorym nie ma zdrowiej atmosfery? Na prostą logikę - zajmimy sie zwalczaniem ( i opisywaniem ) przyczyn a nie samych skutków. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Ok, lekka przesada - nie każdego smutnego należy od razu wrzucać na kozetkę albo faszerować antydepresantami. Czasami wystarczy trochę ruchu na świeżym powietrzu i chwila odpoczynku, i od razu się rozjaśnia pod kopułą... czasami. Chciałem jednak powiedzieć że każdemu może się zdarzyć załamanie - jedna trauma za dużo, kilka dni stresu więcej niż trzeba i cała psycha wali się jak domek z kart albo rozbite lustro i trzeba się jakoś od nowa pozbierać. U studentów pewnie dzieje się to cześciej ze względu na tręd nadwrażliwości i wybujałe ego. Idzie taki na uczelnię myśląc, że finezja jego intelektu powali wszystkich na kolana, a tu pan profesor mówi "weź pan się za stolarkę albo krów dojenie, bo prawnika z pana nie będzie"... Albo wręcz odwrotnie - niedowartościowanie w połączeniu z wyśrubowanymi oczekiwaniami rodzinki też potrafi człowieka złamać jak zapałkę. A jeżeli taki student ma kiedyć stać się pracownikiem umysłowym, to może trzeba by ten cały burdel w umyśle jakoś ogarnąć ? Ja osobiście wolałbym żeby orzecznictwo sądowe, medyczna diagnostyka, czy giełdowe inwestycje były prowadzone przez zdrowe, trzeźwe i chemicznie zrównoważone mózgi. Niektórym wystarczy do tego piwo z kumplami w piątek i ścianka wspinaczkowa albo rower, ale są też tacy którym pomóc musi lekarz... i tyle. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
@mickor - no spoko, tylko, że ja się przyczepiłem do czego innego. Nie podoba mi się to, ze tekst sugeruje błędne wnioski w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, że to nagle studenci nie dają rady i należy ich leczyć. Sam autor pisze, że tych z zaburzeniami psychicznymi przybywa więc tutaj od razu nasuwa się myśl, że coś jest nie tak... ale nie ze studentami, tylko ze środowiskiem i tego mi w tym tekście brakuje. Też chce aby ci "fachowcy" byli zdrowi ale skoro im odbija już na starcie, to coś tu nie gra z naszym systemem edukacji, podejściem społeczeństwa, rynkiem pracy, kapitalizmem itp.
Nie podoba mi się dziennikarstwo które przykłada rękę do tego aby zamieść problem pod dywan. Takim sposobem zaczniemy koncentrować się na zwalczaniu skutków a nie przyczyn.
-
-
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Przyczyna straty słuchu przez studentów jest prosta. Nałogowo słuchają przez słuchawki "łupu-cupu" właściwie przez cały dzień. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Ciekawe ilu studentów aktualnie realizuje ambicje swoich rodziców. W artykule nie zauważyłam wyjaśnienia dlaczego młody człowiek kilka razy rekrutuje się na ten sam kierunek studiów. Znam wiele przypadków, że pierwszy kierunek okazał się niewypałem, rezygnacja i rozpoczęcie innego, często zbliżonego kierunku była właściwą decyzją. Często oceny licealistów nie odzwierciedlają prawdziwej wiedzy i na studiach następuje pomieszanie braku wiedzy, braku umiejętności przyswajania wiedzy i systematyczności. -
Czy my aby nie przesadzamy?
Ja rozumiem, że niepełnosprawnych trzeba wspierać, a osobom chorym psychicznie udzielać pomocy psychiatrycznej. Ale bez jaj! Jak ktoś mi mówi, że wyjazd na studia i zmiana środowiska to taka straszna trauma to niech lepiej siedzi w domu. Nauczmy się odróżniać chorobę psychiczną od zwykłej niezaradności. Coś się chyba dziwnego z tymi ludźmi porobiło studentów stresują zajęcia, nastolatki popełniają samobójstwa, bo im rodzice nie kupili gry komputerowej.Tak, zdecydowanie nie jestem za bezstresowym wychowaniem. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Sama jestem studentką, która wypadła z obiegu. Bardzo zresztą podobnie, jak jeden z bohaterów artykułu. Do pewnego momentu (trzeciego roku) świetne oceny bez większych problemów, stypendia naukowe, prawie gotowa praca licencjacka i nagle blokada. Nie byłam w stanie się uczyć. Zabrakło mi dwóch przedmiotów. Potem jeszcze dwa razy próbowałam je zaliczyć. Nic z tego. Tak jakby mózg wpadał w panikę. Zdiagnozowano mi depresję.
Od razu dodam, że u podstaw problemów osób takich, jak ja nie są same studia, to zaczyna się o wiele wcześniej,w rodzinie, w środowisku dorastania. Ja akurat się załamałam, ale mam bardzo wielu znajomych - niezwykle inteligentnych, z wielkimi osiągnięciami naukowymi, publikacjami, stypendiami ministrów, zagranicznymi,potrafiącymi na siebie zarobić, a którzy wciąż i na nowo muszą wszystkim i sobie przede wszystkim udowadniać, że są wystarczająco dobrzy.
Jest ogromna presja, jeśli nie rodziców, to środowiska, żeby zrobić karierę, żeby przynajmniej nie być gorszym od innych. Obecnie jeden kierunek studiów to już za mało, ale nie tylko dlatego, że konkurencja jest silna. Również,
dlatego, że to "źle wygląda" (mówię głównie z tego, jak jest na UW, nie wszędzie musi być tak samo). Do tych dwóch kierunków najlepiej jest jeszcze na siebie zarabiać, bo utrzymanie rodziców jest niepoważne.
Poza tym, poziom studiów pozostawia wiele do życzenia. Ja sama studiowałam na dwóch wydziałach, mam znajomych z paru innych i jedynymi kierunkami trzymającymi jeszcze konkurencyjny poziom są te, gdzie idą naprawdę najzdolniejsi albo pasjonaci. Na pozostałych: masówka, obniżające się standardy, często brak elastyczności i nowatorstwa, no i oczywiście brak dobrego zarządzania. To dość frustrujące, jeśli na tej podstawie kalkuluje się późniejsze możliwości dobrego zatrudnienia. W obliczu strachu przed bezrobociem.
To wszystko wpisuje się w tło naszego coraz bardziej konsumpcyjnego i coraz szybszego stylu życia i dość durnego (moim zdaniem) systemu wartości, którym bombardują nas zewsząd media. To wszystko sprzyja samotności. No i studia to dość specyficzny etap w życiu - pierwsze kroki w dorosłości, swoisty test, który pokaże, czy będziesz nieudacznikiem życiowym, czy nie.
Ja osobiście w momencie podejmowania brzemiennych w skutki decyzji o ścieżce swojej kariery - czyli na początku liceum - zajęta byłam radzeniem (lub też nieradzeniem) sobie z trudną emocjonalnie sytuacją w domu. Decyzje te więc podjęłam pod wpływem emocji (choć wtedy wydawały się solidnie przemyślane), a w efekcie wylądowałam na interesującym, ale kompletnie nietrafionym kierunku studiów.
Tu może odpowiem, dlaczego ktoś zaczyna pierwszy rok po raz trzeci. Może dlatego, że chce go ukończyć, może dlatego, że nie chce rezygnować (okazać słabości), albo nie chce pogodzić się z faktem, że stracił czas (to też jedna ze zmór moich rówieśników: nie zostać w tyle za innymi). A może dlatego, że nie ma odpowiednich przedmiotów na maturze, żeby iść na inny kierunek, a powrót do liceum i zdawanie od nowa matury to prawie jak koszmar senny.
Przyczyny załamywania się studentów są moim zdaniem bardzo złożone. Czy rzeczywiście jest teraz inaczej niż kiedyś - na pewno. Czy trudniej? Nie mnie to oceniać. Nie sądzę jednak, żeby akurat stan uczelni był jedną z
głównych przyczyn. To, jak one wyglądają jest skutkiem pewnych procesów społecznych, w których to prędzej doszukiwałabym się przyczyn. Więc może pomoc studentom z taką "niepełnosprawnością" nie jest wcale bezsensowna, bo owszem, warto zreformować szkolnictwo wyższe, ale nie sądzę, żeby samo to istotnie zmieniło sytuację. -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
To dramat,studenci coraz mniej wierzą w sens wyrzeczeń bo dobre wykształcenie nie zapewnia nic w Polsce gdzie skala nepotyzmu jest prawdopodobnie szczególnie duża .Do tego dochodzi samotność wśród młodych wilczków startujących do wyścigu szczurów juz w przedszkolu .Myślę że system edukacji nie tylko w Polsce wymaga gruntownego przemyślenia ,to co jest teraz to dzika forma survivalu dla najsilniejszych psychicznie i najlepiej obstwaionych rodzinnie ,społeczne straty w takiej sytuacji są ogromne bo wypadają z niego juz nie tylkonajsłabsi psychicznie ale większość .To jakis koszmar -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Polacy chcieli być Amerykanami no to są, tyle tylko że w komunistycznej oprawie architektonicznej i biurokratycznej -
Rada dla tych co krytykują.
Wszystkim krytykującym ten artykuł polecam zapoznanie się z odpowiednią literaturą, pójście do psychologa i wysłuchanie jego opinii i spotkanie np. z grupą terapeutyczną, żeby zobaczyli jak to naprawdę jest. Bardzo częste sa przypadki, w których osoba 'z dobrego domu', której nic nie brakuje, studiuje i ma dobre wyniki, osobom postronnym wydaje się normalna tylko niezaradna, tymczasem w głowie tej osoby powstały takie struktury i dzieją się takie rzeczy, że nikt normalny nie funkcjonowałby z czymś takim normalnie. Ale tego nie widać, a wózek inwalidzki widać i nie trzeba wybitnej inteligencji ani wrażliwości, żeby to zrozumieć -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Myślę że pokutuje taki mit wrażliwego inteligenta który bez względu na warunki w których żyje odpływa w nierzeczywisty świat bo tak mu łatwiej i przyjemniej .Tymczasem na pewno wiecej wsród osób załamanych czy chorych psychicznie jest tych przeciążonych pracą i obowiązkami na uczelni oraz ludzi samotnych którzy przyjechali do większych aglomeracji po naukę z małych miasteczek i wsi .Do domu wracać już nie chcą a zakorzenienie się w nowym środowisku bez wsparcia rodziny graniczy z cudem . -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Ma Pani dużo racji. Zwróciłbym jeszcze uwagę na jakość kształcenia. Jestem studentem jednej z najlepszych uczelni technicznych w Polsce (AGH), a nawet tutaj jestem czasem traktowany jak zło konieczne, wiedza podawana jest często byle jak i widać, że prowadzący uczy nie dlatego, że chce, tylko musi. Przy takim nastawieniu łatwo stracić poczucie sensu całego przedsięwzięcia i wtedy powstają wątpliwości - czy wyjazd z domu, całe to rzucanie się na głęboką wodę miało jakiś sens? Trzeba dużo czasu i siły by przebić się przez wpajane w szkole zasady i zauważyć, że można wszystko, trzeba tylko trochę zapału i konsekwencji. Współczesna szkoła, niestety, uczy jedynie że są pewne normy, w które trzeba się wtłoczyć, żeby nie mieć problemów ze zdaniem. -
wpis został usunięty
......... -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
Trudno nie zachorować psychicznie, jak się studiuje w takich warunkach jak u nas: po pierwsze, fobia studiowania- nie uczą się wyżej ci, którzy chcą, tylko ci, którzy boją się braków w życiorysie. Po drugie, kadra tę masę pseudostudentów traktuje jak bydło z całym dorobkiem poniżania, pogardy, lekceważenia, braku autorytetu, zgorszenia czy podłej złośliwości. Masa nie sprzyja nawiązywaniu więzi między ludźmi, przy tym do domu jest już za daleko, a do przyszłości jeszcze daleko. W konsekwencji, chorujemy na samotność, strach, nudę intelektualną, podszyte chronicznym przemęczeniem. Dla mnie to pięć lat koszmaru, z którego trzeba się leczyć kolejne pięć. I ani jednego zdjęcia "na pamiątkę". -
Re:Studenci na granicy załamania nerwowego
W interesie spoleczenstwa jest pomoc takim osobom. Jezeli beda mieli studia to jest wieksza szansa, ze znajda prace - w Polsce lub za granica . Zaburzenia psychiczne - depresje, leki,nerwice to bardzo czesty problem szczegolnie u mlodych ludzi(16-24 lat), wiec to ma sens by uczelnia rozumiala ten problem. Spoleczennstwo traci bardzo duzo jezeli problemy tych ludzi sa zaniedbane - samobojstwa, lata bezrobocia, alkoholizm, narkomania, przeciaganie studiow. Ciesze sie, ze na UJ jest ktos kto nie schowal tego wszystkiego (znow) pod dywan.
