Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

UE: Facebook wie o nas zbyt wiele?

(2)
Biurokraci z UE zastanawiają się, czy serwisy społecznościowe nie gromadzą zbyt wielu danych o swych użytkownikach. Jeśli powstanie jakaś nowa dyrektywa w tej sprawie, już na starcie będzie opóźniona wobec rzeczywistości, która dzieje się w Sieci.
  • 2011-11-29 11:03 | pxl666

    tytul?

    "Co gorsza, ci sami politycy - i działające w ich imieniu służby państwa - mają nie mniejszą niż cyfrowy biznes ochotę, aby dobrać się do danych, by zwiększyć kontrolę nad społeczeństwem."

    wlasnie - i dlatego im nie pasuje ze fb zbiera dane o ludziach za ich zgoda i wiedza...
    cala ta farsa nie ma innego powodu - jak komus sie nie podoba polityka fb to poco zakladal konto?? tylko idiota podpisuje dokumenty bez czytania...
  • 2011-11-29 16:33 | scrambler

    Re:UE: Facebook wie o nas zbyt wiele?

    IMHO nie o cele marketingowe rzecz idzie. Co prawda nie mam zielonego pojęcia, jaki miałby byc zakres ew. prawnych regulacji UE w tej materii, ale wydaje mi sie, że POWINNO sie zobligować wszelkie organizacje gromadzące dane i administrujące nimi do JAWNEGO informowania użytkowników, do jakich celów takie dane będą/mogą być wykorzystywane. Tak, jak np.bank musi w umowie zapisać obligatoryjność lub fakultatywność zgody klienta na wykorzystanie jego danych. Na tym powinie polegać ŚWIADOMY wybór. Owszem, można na karb ogólnego braku lub posiadania tylko niewielkiego doświadczenia życiowego złożyć beztroskie DARMOWE(?) buszowanie np po FB. Czy na pewno jest ono zupełnie darmowe? Choćby nawet niezależnie od pierwotnych intencji pomysłodawcy a również być może niekoniecznie na już zaawansowanym etapie rozwoju FB, roztropni inwestorzy zapewne podjęli niejawne decyzje o wykorzystywaniu zgromadzonej wiedzy niepublicznej do celów o charakterze czysto komercyjnym. Jak wielu użytkowników zrezygnowałoby z FB, gdyby wiedzieli NA BIEŻĄCO do czego ich poufne dane są wykorzystywane? Czy godzą się na ich oddanie za bezcen w postaci "darmowego" uczestnictwa? Ale ten wątek to tylko jedna strona medalu. Na drugiej sa rzeczy znacznie poważniejsze. Można bowiem założyć, że nawet tylko potencjalna zdolność wykorzystania zgromadzonych danych o kilkuset milionach ludzi wszelkich nacji świata nie ograniczy się tylko do zabiegów marketingowych, prób kreowania zachowań klienckich czy tym podobnych manipulacji socjotechnicznych. Gdzie zatem przebiega granica między tym, co ew. ostatecznie można przyjąć jako nieuchronną i niegroźną konsekwencję bezkrytycznego i życzeniowego rozumowania, ze coś jest "za darmo" (np. usankcjonowany własną zgodą i tym samym zalegalizowany spam reklamowy lub t.p.), a manipulowaniem danymi dla osiągnięcia jakichkolwiek strategicznych korzyści ale zagrażającym tak użytkownikowi z osobna, jak i dowolnej wielkości grupie społecznej?
    Czy istnieją podstawy prawne, na których użytkownik może skutecznie oprzeć żądanie usunięcia swoich danych z bazy, czy choćby wyłączenia ich z użytku na czyjąś rzecz?
    Myślę, że rozstrzyganie tego rodzaju dylematów jednak należy poddać regułom ustanowionego prawa. Jest ich zapewne o wiele więcej, ale nie ulegam ułudzie, że nawet najbardziej przemyślane i roztropne reguły zastąpią zwykły zdrowy rozsądek.