Nauczycielka XIX-wiecznej szkoły wylała swoje frustracje na papier. Zrobiła to bardzo metodycznie, jednak zgodnie z zasadą "garbage in - garbage out" z fałszywych założeń nie miało prawa wyjść nic sensownego. Wyszło studium stanu umysłu nauczyciela, który nie powinien dziś pracować w szkole.
Kiedy klienci pubu są niezadowoleni - odchodzą i jest jasne, że to pub nie trafił w potrzeby klienta. Pub może nawet generować potrzeby, ale jeżeli nie generuje - znika. Bo wszyscy wiedzą, że pub oferuje usługi. Że to interes zadowolonych klientów określa sens istnienia pubu.
Pani Anna Świątek całkiem trafnie opisuje liczne, powszechne, dramatyczne i drastyczne już dziś objawy, które zupełnie jasno wskazują, że klient szkoły nie jest zainteresowany jej ofertą. W dużej mierze dlatego nie szuka lepszej oferty, że jest instytucjonalnie zmuszany do przebywania przez wiele godzin w tygodniu, przez wiele lat w murach, w których "naucza go" niechcianej "wiedzy" sfrustrowana nauczycielka, która w swoich uczniach i ich rodzicach widzi... skarlałych cwaniaków, która widzi objawy odmowy przyjęcia jej oferty i nie jest w stanie wyciągnąć prostego wniosku, że jej (i szkoły) oferta widocznie nie odpowiada potrzebom klientów. NO TO JEST ZŁA I SZKODLIWA, bo wielu bezpowrotnie zniechęca do nauki! Że skoro tak powszechnie i na wiele sposobów uczniowie i ich rodzice demonstrują odmowę, to albo pani Świątek jest objawieniem, a oni wszyscy nadają się do recyklingu, albo... może jednak jest odwrotnie?? Czy Ona ma świadomość, że jest usługodawcą, a nie kapłanem świątyni starej wiedzy? Że nawet ze świątyni można wyjść, kiedy się chce?
To ważny artykuł. Polecam. Jest znacznie więcej nauczycieli, którzy tak kompletnie oderwali się od realiów. Którzy wszystko widzą i kompletnie niczego nie dostrzegają. Zgadzam się z Coelho, że "szkołę trzeba wymyślić na nowo". Ale na wszelki wypadek przypominam, szkoła to i system, i nauczyciele. Ich także trzeba wymyślić zupełnie od nowa. Takich jak powyższy - zreformować się zapewne nie uda.
Wyszukaj na forum
Forum
Licea niekształcące
(7)
W polskiej szkole średniej uczniowie już nie otrzymują wykształcenia ogólnego. Jesteśmy świadkami upadku intelektualnego kolejnych roczników młodych Polaków – pisze w dramatycznym tekście nauczycielka renomowanego liceum.
-
-
Re:Licea niekształcące
Jako rodzic 2 nastolatków nie zauważyłam "pokoleniowego" upadku intelektualnego, wręcz odwrotnie zaskakują czasami dojrzałością w wyciąganiu wniosków i ocenie otaczającej rzeczywistości. Niewątpliwie nie interesuje ich ani Rej i Kochanowski, ani rozwielitka, ani to jak przygotować schron z domowej piwnicy na okoliczność III wojny światowej (dla niewtajemniczonych to tematy szkolne). Natomiast są nieźli w jeździe na nartach i grze na gitarze, w języku angielskim adekwatnie do wieku (bo lubią) i matematyce (bo chcą studiować na Politechnice). W większości liceów to taki format uczniów "zasila" ławki szkolne i pozwala nauczycielom otrzymywać regularnie pensję. Oni nie są beznadziejni, oni są tylko potwornie znudzeni, nie tylko treściami, albo zwłaszcza metodami nauczania. Zostali przez szkołę i nauczycieli świetnie przygotowani do biernej postawy, "wyuczonej bezradności". Przyczyny są złożone. Autorce artykułu proponuję wysłuchanie podcastu - wywiadu z dr Marzeną Żylińską umieszczonego w portalu Edunews - Dlaczego szkoła uczniom szkodzi. -
Re:Licea niekształcące
popieram w 100% Wdzięcznego Za szczerość!! Szkoda naszych dzieci i wnuków, że muszą funkcjonować w "naszym" systemie edukacji. Szkoda mi też nauczycieli, ze nie wyrażają zadnego sprzeciwu.. i tak naprawdę tego, że nasz system edukacji nie przygotowuje nauczycieli do rzeczywistej współpracy z uczniami. Jest kilka zawodów a w tym nauczyciele, gdzie powinni być tylko ludzie z powołania ...... może łatwiej wtedy znieść wszystko to co zgotował im obecny system edukacjii -
Refleksja kogoś z perspektywy końca studiów.
"Nie widzi potrzeby ani celu poznania procesu powstawania gór, zrozumienia przebiegu reakcji chemicznej, zdobycia umiejętności obliczania pola powierzchni kuli, analizy rewolucji francuskiej."
- Z perspektywy prawie 5 lat studiów, nadal nie widzę zastosowania dla tych wszystkich faktów.
"Bagatelizuje wartość historii, która uczula na mechanizmy dziejowe, uświadamia tożsamość kulturową, ostrzega przed konsekwencjami błędów, uzasadnia teraźniejszość, nadaje sens kontynuacji działań."
- Jako zdający maturę rozszerzoną z historii na ponad 90% mogę powiedzieć z czystym sumieniem - bagatelizuję, bo historia wcale nie spełnia takich funkcji; autorka tekstu przejawia bardzo Heglowskie podejście do historii które dzisiaj raczej uznajemy za kuriozalne - historia wcale się nie powtarza i nie ma tam żadnych schematów, ponieważ świat bardziej funkcjonuje zgodnie z zasadami teorii chaosu.
"Nie chce obcować z tajemnicą istnienia, uczestniczyć w kulturze wysokiej. Nie docenia myśli przodków, która może inspirować do własnych poszukiwań, pozwala odnaleźć sens własnych poczynań. Nie widzi sensu czytania np. „Lalki” Prusa, uczenia się na pamięć monologu Hamleta, kontemplacji obrazu Moneta czy arii z opery Wagnera."
- Istnieje tutaj ukryte założenie że kultura i sztuka czynią z nas lepszych ludzi oraz że zawiera ona jakąś tajemnicę istnienia - nie czyni (Wagner był ulubionym kompozytorem Hitlera) i nie ma żadnych dowodów na to że poeci, malarze i muzycy wiedzą więcej o życiu niż inni.
"Można zapytać za uczniem spowszechnionym: czy dobry okulista musi znać problematykę „Procesu”, wiedzieć, na jakim kontynencie płynie Amazonka? Nie ulega wątpliwości, że wykształcenie ogólne pozwala lepiej rozumieć mechanizmy życia, uwrażliwić na skomplikowaną strukturę psychiki drugiego człowieka, a także – wykorzystując prawa analogii – znaleźć twórcze rozwiązania jednostkowych problemów."
- Po 5 latach psychologii nadal nie wiem co ma Amazonka do skomplikowanej struktury psychiki - "Proces" Franza Kafki też nie widzę żeby się jakoś w toku studiów przydał (mimo że był bardzo dobrą książką). Nie wspominając już, że z tą twórczością jest wręcz przeciwnie - wykorzystywanie analogii przynosi rozwiązania odtwórcze i schematyczne; najbardziej twórcze są świeże umysły. -
Re:Licea niekształcące
Podczas czytania tego artykułu zastanawiałam się, dlaczego nie ma w nim mowy o poziomie nauczycieli (który w moim odczuciu budzi często więcej zastrzeżeń niż poziom prezentowany przez uczniów) - po czym dotarłam do podpisu i wszystko stało się jasne.
Bardzo nie podoba mi się poziom uogólnienia - wszyscy uczniowie są źli, pozbawieni ambicji, znudzeni, a dawniej wszyscy byli lepsi.
Należę do opisywanego pokolenia (5. rok studiów) i wcale nie odnoszę wrażenia, że z poziomem moim i wszystkich moich rówieśników jest aż tak źle. Nie chodziłam do szkoły tylko po to i tylko w takim wymiarze godzin, żeby zdać do następnej klasy. Łącznie, na wszystkich etapach kształcenia, zostałam sześciokrotną finalistką lub laureatką olimpiad przedmiotowych. Podejrzewam, że poziom mojej wiedzy z języka polskiego (i ogólnej znajomości literatury) jest wyższy niż wielu polonistów (co z jednej strony może być powodem do dumy, ale z drugiej zasmuca, zwłaszcza biorąc pod uwagę niezwiązany z literaturą kierunek studiów).
A jednak w całym artykule nie ma ani słowa na temat wad współczesnych nauczycieli. A może warto okazać odrobinę pokory i również nad tym się zastanowić? -
Re:Licea niekształcące
ten tekst jest zbiorem stereotypowych opinii o polskiej szkole.nic nowego Pani Autorka nie napisała. niektóre stwierdzenia są bardzo przejaskrawione - np o tym, że prawie każdy absolwent gimnazjum idzie do liceum. duża część idzie do technikum, i mniejszośc do zawodówek. gdyby tak było jak Pani Autorka pisze, to licea nie obawiałyby się niżu demograficznego, a boją się, boją. tak samo zbiorem powierzchownych opinii są stwierdzenia o szkołach i wiedzy uczniów z innych państw. tak się składa, że mieszkałem w Oksfordzie przez jakiś czas i proszę mi wierzyć, tambylczy 16-,17-latkowie recytują obszerne fragmenty Szekspira, czy Lorda Byrona i wiedzą dużo o świecie, nie tylko o wyspach. a zatem dla Pani Autorki klaps za powielanie stereotypów. żeby nie było, zgadzam się z opiniami o zanikającym poziomie polskiej szkoły, ale on zanikał już za starej matury -
Re:Licea niekształcące
Staroswiecki punkt widzenia. Autorka tekstu nie rozumie, ze w dzisiejszych czasach liczy sie samodzielnosc i umiejetnosc uczenia sie samemu. Swiezy, otwarty umysl niezbrukany szkolna pamieciowa, kreatywnosc i pamiec.
Szkola przeszkadzala mi w nauce. Kazdego ranka, zamiast cwiczyc, musialem isc do szkoly aby skrecac swoj zoladek 8 godzinnym stresem a mlody kregoslup niszczyc ciezkim plecakiem i drewnianym krzeslem. Dopiero kiedy juz swoje odsiedzialem moglem w domu pouczyc sie w spokoju. Przed matura zniknalem ze szkoly na 3 miesiace aby na koncu zdac ja spiewajaco. Studia to byl pryszcz. Najgorsze jest to kiedy ktos wychwala moja wiedze z perspektywy szkoly. Bo przeciez ktos musial mi to wszystko pokazac, nauczyc...
Zawsze powtarzalem, ze szkola jest od tego aby nauczyciel mial prace. Dawniej szkola byla jedyna ostaja wiedzy, ale teraz wiedza jest wszedzie - kazdy ma dostep do internetu. Czego ja sie moge dowiedziec od nauczyciela czego nie znajde w internecie? Mi rodzice-nauczyciele mowili, ze wiedzy nikt Ci do glowki nie wlozy, musisz ja sam zdobyc. Siedzenie w szkole i czekanie az mnie naucza uczy niesamodzielnosci i zabija ciekawosc. I dlatego rodzice pozwalali mi siedziec w domu kiedy tylko chcialem poczytac ksiazke czy porobic kilka zadan z chemii. Uczyli mnie szacunku do wiedzy a nie do szkoly. Niestety od czasu do czasu musialem zarzucic ten ciezki plecak na grzbiet bo nieobecnosc w szkole rowna sie z nieuczeniem. Przeciez tylko w tym magicznym budynku umysl mlodego czlowieka jest chlonny.
Jesli ktos uwaza, ze prawdziwa wiedza (nawet ta z internetu) jest platna nigdy nie probowal napisac do autora ksiazki czy publikacji naukowej z prosba o podzielenie sie madroscia. Ja zawsze otrzymywalem pozytywna odpowiedz z zalacznym ebookiem. Grzecznosc, ciekawosc i szacunek moga zdzialac cuda.
