Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Mitologizacje pani Poetowej

(1)
2011-12-04 11:42 | Ewa Zawistowska
Przetarłam oczy ze zdumienia czytając to zdanie: ” Do teczki z dokumentacją pobytu męża w sanatorium Wanda Broniewska włożyła kartkę: „ Akcja Jakuba Bermana i Janiny Broniewskiej [pierwszej żony poety-red.] przeciw Władysławowi Broniewskiemu „ .
Autor biografii przyjął za dobrą monetę mit spoczywający w muzealnej teczce i wyjaśniający, kto był inicjatorem pomysłu umieszczenia Broniewskiego w sanatorium w Kościanie . Trudno się dziwić. Zapiski Wandy Broniewskiej, która jako założycielka muzeum i zarazem jego kustosz honorowy, dożyła w tymże muzeum sędziwego wieku , traktowane są z natury rzeczy z estymą należną muzealnym zbiorom.
Tymczasem rzeczywistość odmitologizowana wygląda następująco: inicjatorką „akcji Kościan” był nie kto inny, tylko właśnie sama Wanda Broniewska, trzecia żona poety , zwana w rodzinie panią Poetową. Moja ciotka – Maria Broniewska-Pijanowska, potwierdza to, czego sama nie mogę pamiętać , ale co - będąc córką Anki - znam z opowieści swojej babci – Janiny Broniewskiej .
Wkrótce po pogrzebie Anki , do Janiny Broniewskiej ( pierwszej żony poety i matki Anki ), zaczęła wydzwaniać Wanda Broniewska alarmująca, iż Władek jest w skrajnej rozpaczy – zupełnie załamany , nie wstaje z łóżka , pije na umór i Wanda boi się o jego życie. Wanda prosiła Jasię (która przecież wtedy też była w żałobie po stracie córki ) żeby zwróciła się do Jakuba Bermana o załatwienie Broniewskiemu pobytu pod opieką lekarską w sanatorium w Kościanie. Jasia przejęła się i prośbę Wandy spełniła.
Wanda nie została, jak pisze, „wywabiona z domu”, kiedy po dziadka przyjechała karetka, tylko umknęła pod pretekstem zakupów, by podejrzenie „porwania” nie padło na nią.
Podpisała natomiast własnoręcznie zgodę na leczenie męża w Kościanie i ów dokument spoczywał w tamtejszej kartotece .
Później , kiedy Broniewski tkwiący pod stałym nadzorem sanitariuszy, zaczął wysyłać do Wandy rozpaczliwe grypsy , w których prosił, żeby interweniowała, gdzie może ( również u Jasi), aż wreszcie urządził protestacyjną głodówkę, na Wandę musiał paść strach, że mąż będzie wściekły, kiedy wyda się, iż to ona była pomysłodawczynią przymusowego pobytu w sanatorium . Uwolniła więc męża przy pomocy Sztachelskiego , ówczesnego ministra zdrowia i winę za „uwięzienie” zwaliła na Jasię. Sama wystąpiła w glorii wybawicielki.
Nie wiem, w którą wersję wydarzeń uwierzył dziadek po powrocie z Kościana , ale z czasem uznał, że tak czy siak wpakowano go do sanatorium w trosce o jego życie i po swojemu - wielkodusznie wszystkim wybaczył.
Przyjaźni z Jasią Kościan ani trochę nie nadwątlił. Broniewski nadal wpadał do swojej pierwszej żony na długie rozmowy .
Wanda o tę przyjaźń była najwyraźniej zazdrosna. Chciała mieć „monopol” na Władka. Złościł ją fakt istnienia rodziny męża : jego siostry, córek – Anki i przysposobionej Majki , później wnuków . Nie chciała uznać, że Broniewski jest z natury człowiekiem rodzinnym, a przyjaźni z pierwszą żona- Janiną, już zupełnie nie była w stanie tolerować.
Zapewne dlatego , stosując klasyczny mechanizm psychologicznego przeniesienia, napisała, że Janina „ od pierwszej chwili naszego małżeństwa w marcu 1948 r. robiła, co mogła, żeby bruździć, przeszkadzać, z nasileniem w 1953 , kiedy jej się zmieniło w życiu osobistym”.
Czemu Jasia miała być niejako z góry uprzedzona do Wandy, skoro wcześniej potrafiła przyjaźnić się serdecznie z drugą żoną Broniewskiego – Marysią Zarębińską, swoją bezpośrednią następczynią. Nie były o siebie zazdrosne. Jasia wymyśliła zamieszkanie przed wojną w sąsiadujących lokalach domu na Czarnieckiego, tak by dziewczynki : Anka i Majka mogły się wychowywać wspólnie. Ta rodzinna więź przetrwała wojnę. Jasia odnalazła Majkę w sierocińcu (była przekonana wówczas, ze Marysia – mama Majki nie przeżyła Oświęcimia) i wzięła ją do siebie, a po powrocie Marysi- Anka i Majka wspólnie mieszkały z Władkiem i Marysią w Łodzi. Po wojnie, tak samo jak przed nią, wybierano się razem na wakacje. Broniewski lubił skupiać rodzinę wokół siebie. Tę sielankę przerwała najpierw śmierć Marysi- mamy Majki, a później śmierć mojej mamy – Anki.
Jasia nie była „ uprzedzona od początku”, jak twierdzi Wanda. Dziadek nawet przez pewien czas odbywał wizyty u mojej babci wespół z trzecią żoną. Wzajemna niechęć obu pań narastała w miarę ujawniania się, delikatnie mówiąc, trudnego charakteru Wandy ( którą sam dziadek nazywał „cholercia” ), nasilania się jej dążeń do odseparowania Władka od rodziny i zupełnie egzotycznego w tamtych rodzinnych stosunkach przywiązania Wandy do pieniędzy.
W swoim archiwum mam obfitą korespondencję rodzinną z wczesnych lat powojennych ( szczególnie z okresu pobytu moich rodziców w Paryżu). Z listów wynika, iż niechęć do Wandy moja mama wyrażała znacznie bardziej dosadnie niż babcia Jasia . To raczej Jasia próbowała występować w roli piorunochronu. Anka ze wspólnych wakacji w 1950 roku w Ustce pisze : „ baba jest nie tyle nawet wredna, co po prostu nienormalna. Snobizmy i aspiracje ma takie, że Putramentowa przy niej to kołchoźnica- traktorzystka”
Wraz ze śmiercią Anki Wandzie ubyła największa rywalka do uczuć i względów męża- jego ukochana córka. Rodzinę udało się stopniowo i skutecznie odseparować . Jednak Jasia ze swoją siła i niezależnością najwyraźniej wydawała się Wandzie nadal groźną konkurentką. Na sformułowanie Wandy, że Janina bruździła w jej małżeństwie z Władkiem , moja babka wzruszyłaby ramionami , jak na wiele innych Wandy niedorzecznych oskarżeń, które lekceważyła. Niesłusznie, jak się okazuje, bo to Wanda zostawszy „panią na muzeum” spreparowała i w tymże muzeum pozostawiła rozmaite mylne tropy. Między innymi te oskarżające moją babkę o niepopełnione czyny. A przecież właśnie Jasia wygrzebała w 1945 roku z gruzów na Żoliborzu, pieczołowicie przechowała i oddała dziadkowi wszystko to, co dziś stanowi przedwojenną cześć muzealnego archiwum. I nigdy z tego powodu nie robiła sobie reklamy.
Zastrzegła tylko, by należące do niej listy i fotografie, które podarowała Muzeum Literatury, nie trafiły za życia Wandy do Muzeum Broniewskiego, bo po pierwsze- byłyby publikowane z obowiązującą wówczas adnotacją:” dzięki uprzejmości pani Wandy Broniewskiej”, po wtóre- Jasia prawdopodobnie słusznie obawiała się o ich los…
Ewa Zawistowska, wnuczka poety, córka Anki