Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

PANACEUM

(1)
2011-12-06 15:45 | vipinvestments



PANACEUM
Waldemar P. Bartosik
Grudzień 2011 rok


Parafrazując słowa K.Marksa, z honorami upamiętnionego (sic !!!) w stolicy UE – Brukseli, „Widmo krąży po Europie. Widmo degrengolady, anihilacji i rozpadu”.
Pięknemu projektowi, bazującemu na szlachetnej idei równoprawnej wspólnoty suwerennych państw i narodów, zagraża unicestwienie. Wskutek pazerności żarłocznej finansjery i ślepego rozpasania społeczeństw, wskutek bałamutnych manipulacji polityków, roztaczających zgubne, bo nierealne miraże i upajających masy kłamstwami, przy świadomym użyciu socjotechnik uwodzenia i rękami serwilistycznych, dyletanckich mediów.
Lawinowo narasta poczucie zagrożenia, umiejętnie podsycane przez polityków i publikatory. Pogłos zyskują banalne „recepty-klucze”, które ani nie stanowią trafnych diagnoz narosłych problemów w sensie przyczynowym, ani też roztropnych i skutecznych środków przeciwdziałania podobnym tendencjom w przyszłości.
Cui bono ??? Odpowiedź jest zawsze jedna : leży to w interesie tych, którzy czerpią korzyści w sferze finansów i władzy. Naiwne bowiem i zgubne jest lansowanie wiary w ozdrowieńcze skutki dalszych, drobiazgowych traktatowych uregulowań, jeśli egzekutywa ma li tylko fasadowo – propagandowe znaczenie. Infantylne jest przeświadczenie, o remisyjnym wpływie na rozlewający się kryzys – strumieni dalszych środków finansowych, reanimujących tych, których rynek dawno powinien był wykluczyć i pochłonąć.
Lecz bieg spraw przyjął dziś zbyt dramatyczny obrót i kierunek, by milczeć, a ratowanie wspólnego już setkom milionów Europejczyków – dorobku, powierzyć li tylko politykom. Ci już pokazali co potrafią, prowadząc wielki Europejski Projekt – na skraj przepaści. Nie o intencje więc i deklaracje dziś chodzi, lecz o wizję, wolę, kompetencje i kwalifikacje sprawcze.
Pora zatem nie na bełkot i salonową celebrę, lecz fundamentalną refleksję i stanowcze dezyderaty :

1/Zmiana traktatu stowarzyszeniowego, ograniczenie suwerenności państw narodowych, sfederowanie członków Unii, to proces długofalowy, o niepewnych rokowaniach, nieegzekwowalny bez dobrowolnego przyzwolenia państw członkowskich i konfliktogenny. Dość przypomnieć, że toczona 150 lat temu w Stanach Zjednoczonych - wojna secesyjna, wbrew twierdzeniom różnego autoramentu pięknoduchów, nie wybuchła dla zniesienia niewolnictwa (ten postulat pojawił się dopiero w 3 roku wojny wobec ryzyka klęski Północy),
lecz w obliczu starcia koncepcji centralistyczno-federacyjnych stanów północnych, z luźniejszymi formami stowarzyszeniowymi, akceptowanymi na południu. I przyniosła z sobą po obu stronach konfliktu 600.000 ofiar śmiertelnych, głębokie animozje, do dziś nie zadawnione urazy.
Nie przesądzam o słuszności idei, która po latach wyniosła USA do pozycji niekwestionowanego supermocarstwa współczesnego świata. Ale pokazuję, jak trudny i złożony był to proces w państwie kulturowo i cywilizacyjnie względnie homogenicznym.
Europa na taki więc wariant dziś nie ma czasu. Więc nie wokół niego – tu i teraz – winno się ogniskować uwagę i wysiłki, choć zapewne perspektywicznie, jest to opcja jedynie słuszna, dla utrzymania międzykontynentalnej równowagi. I to już w nieodległej przyszłości.

2/Solidarność, lojalność i świadome wykluczenie narodowych egoizmów, tak trafnie zawartych w aforyzmie W.Churchilla (Brytania nie ma wiecznych przyjaźni ; ma wieczne interesy) winno stać się dobrowolną dewizą sfederowanych narodów, czego traktatowy zapis, sam w sobie nie dokona.
Niekwestionowana przez nikogo jest dziś w Unii pozycja Niemiec i Francji. Ale otwartą pozostaje kwestia, czy wysokie standardy dyscypliny budżetowej, drakońskie ograniczenia zadłużenia u siebie, kraje te poprą z tym samym entuzjazmem i stanowczością, z jakimi domagają się tego od krajów grupy PIGS? Czy pozwolą na kontrolę i sankcje wobec własnych budżetów, na ów „fiskalny zamordyzm”, do którego roszczą sobie prawa wobec innych? Bo przecież same nie są bez destabilizującej winy, same jak dotąd stosują podwójną moralność, także same – pomimo traktatów – czynią się bezkarnymi w łamaniu powszechnie przyjętych, lecz nie respektowanych reguł.

3/Zamiast więc fantazjować o – bezskutecznym, co oczywiste – i bezzwłocznym zdyscyplinowaniu 27 krajów i 450 milionów obywateli pogrążonej w kryzysie Europy, pora odważnie pozwolić spektakularnie, dydaktycznie i ekspiacyjnie upaść kilku najbardziej uwikłanym w złe praktyki – bankom.
Zaiste, żenujące się staje ciągłe przywoływanie oczywistej i banalnej prawdy, że zadłużenie jest zawsze aktem dobrowolnej woli dwustronnej. Trzeba zmusić sektor bankowy, by raz na zawsze zaniechali zbrodniczej nonszalancji, by po stokroć myśleli, nim zakupią obarczone ryzykiem obligacje, lub udzielą źle zabezpieczonych kredytów nieodpowiedzialnym rządom rozwydrzonych społeczeństw i krajów. I to wystarczy dla wyhamowania życia ponad stan, przy zachowaniu kontroli emisji pieniądza i jego wolumenu na krytycznych rynkach.
Tymczasem odnieść można wrażenie, że transakcje wysokiego ryzyka są przeprowadzane z porozumiewawczym „mrugnięciem oka”, w atmosferze „jakoś to będzie”, w przeświadczeniu „Europa nie dopuści upadku i przyjdzie z lojalną odsieczą”. A gdy nieuchronny kryzys zajrzy już w oczy, zewsząd się rozlega rozdzierające wołanie o solidarność, o wsparcie, o współudział w klęsce, nie będącej ani dopustem Bożym, ani efektem ingerencji wrogich sił zewnętrznych, lecz rezultatem przestępczej, skalkulowanej na zimno i z wyrachowaniem realizowanej taktyki pogardy dla ludzi, narodów , krajów i elementarnych zasad oraz logiki.
Dalibóg – czas skończyć z bezczelnym transferowaniem poczucia winy, na Bogu ducha winnych współobywateli i w najwyższym stopniu amoralnym dopieszczaniem rozbestwionych bezkarnością bankierów.

4/Karząc banki – i tylko wtedy – można mieć moralną predestynację, do rygorystycznego dyscyplinowania rządów i narodów, w drodze wspólnotowego nadzoru nad parametrami ich budżetów. I tak poczynając od obszarów winnych wywołania kryzysu, można stopniowo reformować reguły Wspólnoty, w kierunku ściślejszego, lecz etapowego sfederowania UE.
Jeśli –rzecz jasna – w ogóle coś w kwestii tej chce się uczynić, a nie tylko bić pianę w mediach i błyszczeć na rautach. I jak u Gogola : śmiać się. Ale z siebie się śmiać. I to gorzko.

5/Doświadczenia ostatnich tygodni i miesięcy w Europie bezsprzecznie pokazują jedno : nasza demokracja musi przyjąć na szczeblu poszczególnych krajów i Wspólnoty charakter menedżerski i definitywnie ustąpić kadencyjności.. Bo choć i w gospodarce, system ten nie gwarantuje w pełni transparentności, rzetelności i uczciwości, lecz ma w sobie wykształcone praktyki i mechanizmy, pozwalające skuteczniej panować nad poczynaniami żądnych poklasku, blasku i władzy – miernot, kombinatorów, ignorantów, oszustów i kłamców. Sprawców nieszczęść nas wszystkich współczesnej doby.
Ale to już jest temat na osobny esej.



Waldemar P. Bartosik
vipinvestments@o2.pl