Wyszukaj na forum
Forum
Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
(8)
Przy trumnie Radka w domu pogrzebowym w Jaworze stanęła 27-letnia dziewczyna. Żałobnicy słyszeli, jak powiedziała: zaczekaj, niedługo za tobą pójdę. Czy coś w tym sensie.
-
Powód do śmierci, powód do życia.
Nie da się doczytać do końca bez łez w oczach. -
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
Kiedy młody człowiek uświadamia sobie z nagła, że taka mała jaskółka może mieć, gdzie chce, swój dach nad głową, nie ograniczone zasoby żywności i szczęśliwą rodzinkę.
A młody człowiek musi się zadłużyć na całe życie, żeby kupić w obskurnym bloku ciasną kawalerkę. A gdzie jeszcze kasa na jedzenie i pierścionek z brylantem dla dziewczyny. Później patrzy na relacje w telewizji, że jeden procent usankcjonowanych prawem złodziei, korzysta z 70 procent bogactw tej planety. A koleś z jełopowatym wyrazem twarzy uświadamia młodemu człowiekowi, że bieda młodego człowieka -to jego własna wina. To co w tak zastanej rzeczywistości ma zrobić młody człowiek?. Zapisać się na jogę, jechać stopem do Indii żeby znaleźć siebie, wmawiać sobie samemu, na siłę, że wygra w totolotka?.
Dlatego zaiste and po prostu, wybiera inne –skuteczniejsze rozwiązanie.
-
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
Tam zawsze zdążysz. Każdego czeka śmierć, więc po co się spieszyć? Można zrobić coś ze swoim życiem tutaj i nie iść na kompromisy skoro to stoi na ostrzu noża a jak przyjdzie czas to nie licz że kostucha się nie upomni o ciebie. Nie wymigasz się. -
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
Co ma zrobić taki młody człowiek? Ano wziąć sznur w swoje ręce, poszukać ludzi sobie podobnych (a są ich tysiące, o ile nie setki tysięcy), zorganizować silną ekipę i powiesić, ale nie siebie, tylko tych złodziei, tudzież wyżej opisanego kolesia z jełopowatym wyrazem twarzy. -
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
podobno publikacja informacji o samobójstwie znanej osoby powoduje lawinę samobójstw innych osób ,myślę że potencjalnych samobójców jest wielu i będzie ich wiecej bo otoczenie społeczne i warunki ekonomiczne ludzi pogarszają się a oczekiwania stymulowane programami o bogadztwie i podróżach w mediach są ogólnodostępne i fomuja nierzeczywiste wyobrażenia o zyciu innych ludzi ,ja myślę jednak ze samobójcy to przede wszystkiem ludzie bardzo osamotnieni ,ci którzy nie potrafią ze swoimi problemami wyjsc do innych ,poprosic o pomoc ,może.... -
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
powierzchowny ten tekst, ja ani przez moment nie zobaczyłem realnej osoby jaką był ten Radek. Autor wylicza co Radek robił a czego nie robił, i z tego niby ma wynikać jaki był. Czy był wrażliwym dzieckiem? Czy był kochanym dzieckiem? Czy miał przyjaciół? Czego to dziecko pragnęło? Wygląda na to, że był dorosłym w ciele dziecka. Autor tekstu też go chyba tak opisuje, jak dorosłego. Radek był zaradny jak dorosły. Nie wiem, coś mi się nie zgadza w obrazie tego "dziecka" ( w garniturku pod krawatem, jak jakiś pan Stefan złota rączka, który naprawia zamki w szkole) -
Re:Samobójstwo zaraźliwe jak choroba
Dziwnie i prymitywnie potraktował autor temat samobójstw. Owszem, chciał dotrzeć do czytelnika ukazując śmierć która ma imiona i nazwiska, pominął jednak depresji która jest główną przyczyną samobójstw. Pomijając temat depresji pominął też (wygodnie?) jej przyczyny.
A teraz proste pytanie. Jakie jest podejście Polaków do współobywateli borykających się z chorobami psychicznymi? Czy ktoś zauważa wczesne symptomy? Czy potrafi odpowiednio zareagować, pomóc? Nie. Polacy potrafią tylko oceniać, krytykować, obgadywać, osądzać bez nawet najmniejszej głębszej refleksji.
Dziecko jest agresywne? - odpowiedź po polsku jest prosta - jest niegrzeczne, źle wychowane, taki ma charakter, wina rodziców, itp.
Ale nikt się nie zastanowi iż to właśnie dziecko uruchamia system obronny i ucieka się do metod jakie mu podpowiada chora świadomość.
Reakcją środowiska będzie karanie, wykluczanie, izolowanie, co wywołuje jeszcze groźniejsze następstwa.
Społeczeństwo nie radzi sobie w nowych czasach drapieżnego kapitalizmu. By przetrwać, jedni pożyczają, pracują ponad siły inni kombinują, kradną. Ciągłe życie w stresie, strachu popycha istoty ludzkie w stan depresji. Nie leczona depresja zabija. Ci którzy zdają sobie sprawę ze swojego stanu czasem szukają ratunku u lekarzy, którzy w Polsce często są najzwyklejszymi ignorantami. Posądzają pacjenta o hipochondrię, o próbę wyłudzenia zwolnienia z pracy, często pacjenci zbywani są tekstem "trzeba być twardym". Lekarz, rodzina, środowisko, nie zdają sobie sprawy ze stanu psychicznego człowieka w depresji. Choroby psychiczne, załamania nerwowe, depresje, nadal są w Polsce tematami tabu, lekceważonymi, często wyśmiewanymi. Przez takie właśnie podejście ludzie potrzebujący pomocy nie szukają jej i próbują bezskutecznie radzić sobie z objawami samodzielnie. Często obwiniają się sami za taki stan, czego skutkiem jest dalsze zagłębianie się w chorobę.
Sytuacja polityczna kraju także nie napawa optymizmem i bez znaczenia jest tu wiek. Starsi boją się o przyszłość podobnie jak młodzi. Zadają sobie pytania o przetrwanie, skutkiem których są nieprzespane noce. Organizm niewypoczęty i niedożywiony nie może poprawnie funkcjonować zarówno fizycznie jak i psychicznie. A skutki nieprawidłowego funkcjonowania osoby dorosłej, odbijać się będą na młodszym pokoleniu, wyciskając piętno na psychice. To właśnie piętno da znać o sobie wywołując dalsze nieprawidłowości w zdrowiu i psychice. I tak z pokolenia na pokolenie, przekazujemy sobie depresję, załamania nerwowe i choroby psychiczne, doprowadzając naród do całkowitej i głębokiej degeneracji. -
A wojna?
Kiedyś była prawdziwa wojna, a nie taka bujana, której 30 lecie mamy jutro w kalendarzu. Dla kilkunastu ofiar stanu wojennego to był koszmar i koniec świata. Tak samo dla ich rodzin. Ale w skali społecznej - zawracanie gitary, a nie wojna. Dziki kapitalizm, ryzyko biedy i niepewność jutra... zgoda, tak jest. Ale kiedyś była prawdziwa wojna. Prawdziwe ryzyko zakończenia życia. Tak powszechne, że chyba im wtedy spowszedniało. Jak się ma do tamtych czasów obecny dyskomfort, chamstwo korporacji, pazerność polityków... nijak. Po prostu dobrze jest nie tracić poczucia proporcji.
Zakończenie artykułu wynagradza jakiekolwiek jego niedociągnięcia - "brak przytulnego kąta w życiu". Kto tego nie doświadczył ten w ogóle nie wie o czym mowa. A kto wie, to uroni łzę nad grobem Radka. Szkoda chłopca.
