Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

(8)
Przedstawiamy fragment książki reporterki POLITYKI Ewy Winnickiej „Londyńczycy”, niezwykłej opowieści o polskich emigrantach w Wielkiej Brytanii po II Wojnie Światowej, rozbitkach z otoczenia Władysława Andersa.
  • 2012-01-11 14:43 | Thasunke Witko

    Mała korekta, Pani Redaktor.

    Zumbach miał na imię Jan (Eugeniusz Ludwik), nie Stanisław, i faktycznie był jednym z najsławniejszych pilotów Bitwy o Anglię. Reklamował nawet obligacje wojenne w późniejszym okresie.
    Imperialne Muzeum Wojny w Londynie ma rewelacyjną kolekcję zdjęć Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, sporo jest zeskanowanych i dostępnych na stronce:
    http://www.iwm.org.uk/collections/search

    Proszę się pobawić słwami kluczowymi.

    Plus oczywiście niezła kolekcja książek, pamiętników, wywiadów, plakatów, filmów. Można założyć osobne muzeum. Polecam.

    Muzeum RAFu ma całkiem fajną wystawę internetową o polskich lotnikach:
    http://www.battleofbritainbeacon.org/online-exhibitions/polish-air-force-in-the-second-world-war/
    http://www.battleofbritainbeacon.org/podcasts/

    Jak Państwo widzą zbierają informacje/wspomnienia o polskich lotnikach.

    Szkoda tylko, że ta fascynacja Polakami nie przetrwała za długo. W 1944 roku już odnotowano przypadki opluwania polskich żołnierzy na ulicach przez szkockie kobiety.

    Pozdrawiam

    Tashunca
  • 2012-01-11 14:56 | Thasunke Witko

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    I lotnicy też w końcu nie maszerowali w Paradzie Zwycięstwa w ramach solidarności z Armią i Marynarką Wojenną. w paradzie nie było ani jednego Polaka.
  • 2012-01-11 15:19 | flip

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    W kwestii żartu Clarksona: nieznającym angieskiego należałoby chyba wyjaśnić, że kontrowersyjna była gra słów: słowo "tank" oznacza tu zarówno zbiornik paliwa jak i czołg.

    Nawiasem mówiąc to nawet jeśli ten "mock ad" Clarksona był żartem niskich lotów, to reakcję naszego MSZ uważam za przesadną. Clarkson robi za Enfant terrible BBC i ma na swoim koncie znacznie gorsze zachowania skierowane przeciwko Niemcom, Australijczykom, Meksykanom, Walijczykom, Szkotom itd; długo by wymieniać. W Wielkiej Brytanii nikt go nie bierze poważnie. Nawet on sam.

    A my z kolei bierzemy samych siebie stanowczo zby poważnie i bez dystansu. Co czyni z nas idealny cel żartów.
  • 2012-01-11 15:45 | aga

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    smutne, ze oprocz "dorobku Dywizjonu 303" polscy mezczyzni pozostawili po sobie tyle........""
  • 2012-01-11 18:37 | Surrey

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    Dokladnie! Clarcson jest znany ze swojego braku poprawnosci politycznej. Czytalam jego ksiazke o Francuzach, tam to dopiero pojechal po calosci. Niesamowicie zlosliwe i zabawne jednoczesnie. Gdyby to bylo o Polakach pewnie by go nasi spalili na stosie. Nie slyszalam nic o protestach francuskich. Wiecej luzu drodzy Panstwo.
  • 2012-01-12 10:29 | joanna

    małe uzupełnienie

    Wiele godzin przegadałam z jednym z takich Polaków z mojej rodziny. Wiele słów padło gorzkich o angielskiej niewdzięczności ale chyba więcej o polskiej, nazwijmy to, dziwnej postawie.
    Wiele tych małżeństw było przez "naszych" traktowane jako po prostu tymczasowe- sposób na domowe obiady, seks, czyste ciuchy. Niejeden kolega wysyłał nadal czułe listy do jakiejś panny w Polsce pisane przez żonatego z Angielką towarzysza. Zdarzyło się, że taka panna dostała się do Anglii by dowiedzieć się, że ukochany od dwóch lat żonaty. A on liczył, że do Polski wróci więc "mostów nie palił".
    Wielu tych "naszych" to byli ludzie bardzo młodzi w chwili wybuchu wojny, wielu-bardzo prości. A oczekiwali za swoje bohaterstwo przywilejów a nie normalnych warunków. Ów mój krewniak gdy niedowład ręki wykluczył go z walki dostał ofertę pracy jako prosty robotnik czyli zgodną z jego wykształceniem a raczej brakiem takowego i stopniem znajomości języka nędznym. Reakcja? "To ja za was krew przelewałem a wy mi każecie z młotkiem latać po jakiejś pier.. fabryce stołków?!" Ale poszedł do tych stołków "z nudów" jak mówił. Na szczęście zanim wojna sie skończyła i tysiące Brytyjczyków wróciło, a wraz z nimi- bezrobocie.
    Wszystkim żołnierzom oferowano możliwość darmowej nauki, bez względu na narodowość. Nie wszyscy Polacy skorzystali. Część w nadziei, że wrócą do Polski, część po prostu z "jakoś to będzie, za naszą krew muszą nas wynagrodzić". A rząd brytyjski nie zamierzał "wynagradzać" bez końca za wojnę, która się skończyła. "Swoich chłopców" też.Dano wędkę, nie rybę.
    Ograniczenia w zatrudnieniu Polaków na poczcie, w przemyśle (szczególnie stoczniowym, górnictwie) nie były polityką rządu brytyjskiego. Były działaniem innego "państwa w państwie"- związków zawodowych. Działała zasada closed shop- związki wymuszały na pracodawcy zatrudnianie tylko ich członków, a przyjmowały tylko kogo chciały. wg różnych kryteriów rodzinnych, za obietnicę bezwzględnej lojalności wobec przywódców, za kasę. Polacy nie mieli większych szans.
    Nadęta postawa Polaków, nachalne przypominanie o wyczynach wojennych budziło coraz większa niechęć Brytyjczyków, którzy podchodzi do tego: "spełniłem obowiązek, wojna się skończyła, teraz praca jak zwykle." Znamienna historia: Polskiemu byłemu żołnierzowi domagającemu się "prefaba" (mieszkania tymczasowe) i powołującemu się na bycie "byłym lotnikiem" pani z urzędu powiedziała: "Sir, ja straciłam dwóch synów na tej wojnie, mąż zginął pod gruzami naszego domu a mieszkam w wynajętym pokoju." I grzecznie wpisała na listę, na której było 8 tysięcy rodzin z dziećmi mieszkających w resztkach zbombardowanych budynków. Niejeden z ich członków walczył, niejeden został kaleką.
    Inna kwestia- podkreślanie polskości poprzez drwiny z miejscowych obyczajów, demonstracyjne ich lekceważenie. Dla Anglików z ich "When at Rome do as the Romans do" było równie obraźliwe jak byłoby.. dla nas. To jeszcze nie było społeczeństwo multi-kulti a bardzo tradycyjne.
  • 2012-01-13 11:36 | andrzej

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    „Ach, dlaczegóż niektórzy Polacy nie zdają sobie sprawy, ile szkody wyrządzają swojej (narodowej) sprawie, wdając się w długie dyskusje polityczne, pełne skarg osobistych z każdym przygodnie poznanym znajomym”.
    Myślę że to zdanie powinni uczyć na pamięć w szkołach. Rozmowy przy piwie o tym jak zdradzono nas w 39 są nie do wytrzymania:)
  • 2012-11-23 16:55 | Zamorano

    Re:Jak Polacy podbijali Wielką Brytanię (cz.I)

    Tadeusz Sulimirski nie był żadnym socjologiem, tylko doktorem prawa i flozofi, a także wielkiego formatu historykiem i archeologiem (już przed wojną), specjalizującym się w tematyce ludów Wielkiego Stepu, Polsce przedhistorycznej i etnogenezie Polaków. Jego "Sarmaci" / "The Sarmatians" to absolutnie podstawowa monografia o tych antycznych ludach. To być największy specjalista zajmujący się problematyką antycznych plemion sarmackich. Nawiasem pisząc to przykład znaczącej kariery Polaka z tamtej emigracji na Wyspach. A pewne teorie z jego badań związane z wpływem etnosu sarmackiego na lechicką grupę Słowian, oraz badania z lat 30tych kurhanów komarowskich i kultury wysockiej przeżywają w związku z nowymi odkryciami duży renesans wśród młodych badaczy teraz. W młodości studiował na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie uzyskał tytuł doktora prehistorii oraz antropologii.W roku 1958 został profesorem archeologii w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Londyńskiego.