W pewnych kwestiach rząd nie musi pytać o zdanie ulicy.

(5)
2012-01-26 14:44 | Artur
Chodzi o kwestie od zawsze uregulowane moralnie i prawnie, jak np. ta, czy kraść wolno czy nie wolno. Nie konsultujemy ich z ulicą, nie organizujemy referendów. I tyle.
  • 2012-01-26 19:42 | jerry111

    Re:W pewnych kwestiach rząd nie musi pytać o zdanie ulicy.

    Tyle, ze w "ACTA" (bo to pewnie niejaki "Artur" ma na mysli) wprowadzanej po cichu i bez zadnych rzeczywistych konsultacji NIE chodzi tylko i wylacznie o "kwestie zawsze uregulowane moralnie i prawnie"!

    P.S. Moze szanowny "Artur" raczy sie dokladniej zapoznac z trescia (oraz mozliwymi interpretacjami) owego dokumentu.
  • 2012-01-27 08:01 | wnukmarek

    Re:W pewnych kwestiach rząd nie musi pytać o zdanie ulicy.

    Referendum jest bezpośrednią, najprawdziwszą demokracją. Pewnie wielce moralną kwestią dla Po i Tuska jest, czy obywatele mogą wiedzieć co się dzieje, czy np władza nie łże, dlatego koalicja przepchnęła ustawę o utajnieniu informacji publicznych, wielki zamach na demokrację, AKTA też utajniono i Tusk podpisuje wg własnego widzimisię, a teraz NIK będzie gromadzić dane np o rasie, narodowości, poglądach politycznych, nałogach, preferencjach seksualnych. Jest już ustawa i nikt się tej "kierującej uregulowaniami moralnymi i prawnymi" władzy nie sprzeciwia, bo przecież te referenda i ulica nie może mieć wpływu na decyzje jedynie słusznej siły. Rząd nie musi pytać o zdanie, bo coraz bardziej przypomina dyktaturę komunistyczną lub faszystowską. Władza przy pomocy mediów już wychowała i zlasowała umysły różnych ARTURÓW mogąc zawsze liczyć na ich poparcie.
  • 2012-01-27 08:21 | Artur

    Re:W pewnych kwestiach rząd nie musi pytać o zdanie ulicy.

    Przykładowe wzorce braku umysłowej możliwości rozumienia słowa czytanego charakterystyczne dla całej pisowskiej sekty. Dobrali się jak w korcu maku.
  • 2012-02-22 16:11 | wnukmarek

    Re:W pewnych kwestiach rząd nie musi pytać o zdanie ulicy.

    Rząd nie pytał się ulicy, ale się jej przestraszył. Każdy, kto zarzuca niejakiemu Arturowi brednie, to oczywiście członek pisowskiej sekty. W moim przypadku strzał kulą w płot. Ale się nie obrażam, wściekłbym się natomiast, gdyby mnie uznano za ogłupionego fanatyka PO.

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną