Wyszukaj na forum
Forum
Pies czyli kot
(11)
Bezrobocie w Suwałkach, jak mówią, sięga trzeciego piętra. Na rynku im. Marii Konopnickiej siedzą bezczynni pod jej pomnikiem i palą skręty zwinięte z gazety.
-
Popularnosc psa czyli kota
Dla mnie osobiscie najwieksza oznaka popularnosci Pana jest obecnosc Pani Grodzkiej w Sejmie, choc Panna Stanislawa w Rozmowach Kontrolowanych byla b. sexy i kobieca. -
Re:Pies czyli kot
Co chciął powiedzeć fajferek,jego tajemnica.Panie Stanisławie bez Pana życie byłoby gorsze.Pomaga Pan przetrwać para,onoję terażniejszości,o przeszłości wiemy.Jestem dumny że oddycha Pan tlenem ziemi Jadżwingów.Te Wigry mają tajemnice .Nie wierzę ,że śniły się Panu hemorole Prezesa.Tam śnią się potężni mężowie walćzący o swoją wiarę. to wiem.seow -
Re:Pies czyli kot
Przybyłem do Suwałk, zobaczyłem Wigry i zakochałem się , a teraz na dodatek poznałem teksty Pana Stanisława i zaczynam wierzyć w niezwykłość tej krainy. -
Re:Pies czyli kot
"Facet z koparką musi zarobic".Tak samo poseł.Poseł nie zarabia (na swoją przyszłośc) jak o nim nie mówią.Sam Pan wie,że o ustawach mówią po czasie.A najczęściej w ogóle nie mówią.Nie ma o czym.Jakby miał koparę to by kopał.
Lecz nie ma i musi jakoś sobie radzic.Więcej wyrozumienia.Niech Pan napisze jak Panu się udała noc z posłem Suskim. -
Re:Pies czyli kot
Z posłem Suskim spał pan Stanisław, nomen omen, jak suseł !
To jest to. Na sen Suski lepszy od poduszki.
Oby tylko sucho się wstało. -
ustawy atomowe
"Sam Pan wie,że o ustawach mówią po czasie.A najczęściej w ogóle nie mówią.Nie ma o czym."
Podobnie było w Sejmie 29. czerwca 2011 z tak zwaną specustawą, dodatkiem do polskiego programu atomowego. Wszyscy na tak, dwóch posłów wstrzymało się od głosu. I teraz jeden z tych dwóch, Czesław Hoc, napisał interpelację poselską, sprzeciwiającą się tejże ustawie (chodzi o elektrownię atomową w Gąskach.) Było o czym mówić. I jest o czym mówić. -
Re:Pies czyli kot
Na Zeusa, to Panu naprawdę zapisali TE tabletki???? Anbiliwejbl. -
Pan się nie stresuje 13 osobami w kokpicie - są też widomości optymistyczne
Inne kraje budują stadiony i otwierają raz. A my nasz otworzyliśmy już trzy razy, i nadal jest zamknięty, co daje radosną pewność, że będzie co najmniej jeszcze jedno uroczyste otwarcie. Inni reformują raz, a Tusk przeprowadził zwycięsko już dwie rewolucje legislacyjne, i nadal zapowiada reformy, bo żadnej z zapowiedzianych rewolucyjnych zmian wciąż jeszcze nie wprowadził. Inne kraje grzęzną w militaryzmie, a polska armia rozchodzi się tysiącami do domów, nie czekając nawet na wysłużenie uprawnień emerytalnych. Gdzie nie spojrzeć − europejska normalność kwitnie. Na kolejach, w przychodniach i aptekach, w szkołach pełnych pięcio- i sześciolatków, w policji i wymiarze sprawiedliwości. Dowodem „zdrowych podstaw” gospodarki jest wskaźnik PKB, napompowany strumieniami pożyczanych na coraz wyższy procent pieniędzy, przy którym takie drobiazgi jak 13,5 procentowe bezrobocie albo trzykrotnie niższe od europejskiej średniej wskaźniki wydajności i konkurencyjności, to pikuś, zwłaszcza, że za to koszt pracy mamy w Europie najwyższy. Miarą naszej pozycji międzynarodowej jest zaś stałe miejsce pod europejskim stołem, u nogi kanclerz Niemiec, rusko-pruska rura blokująca port w Świnoujściu, no i oczywiście wielkopański gest, z jakim odpuszczono taki drobiazg jak tragiczna śmierć byłego prezydenta i innych pisowców, których i tak przecież nikt nie lubił, bo kwękolili i smucili, zamiast się cieszyć z sukcesów. Gdyby na smoleńskiej ulicy samochód przejechał pieska ambasadorowi jakiegokolwiek cywilizowanego państwa, więcej by ono okazało stanowczości przy wyjaśnianiu tego incydentu, ale Polska Tuska o byle co się nie handryczy, jest ponad drobiazgi które by mogły zaszkodzić pojednaniu z potężnym sąsiadem.
Benzyna kosztuje już prawie tyle, ile za poprzedniego rządu kosztowała wódka, ale nawet tak gigantyczny wzrost wpływów z nałożonych na nią podatków nie wystarcza na wykupywanie papierów dłużnych (w tym roku idzie na to jedna trzecia budżetu – 100 miliardów) skoro minister Rostowski wyznaczył ambitne zadanie zwiększenia wpływów z tytułu mandatów drogowych o ponad 2000 procent, do miliarda złotych. Dróg Tusk zbudować nie umiał, ale fotoradarów naustawiał więcej niż ktokolwiek inny na świecie − czemu nie czujemy z tego dumy? Proszę zobaczyć na mapę dróg (jeśli jeszcze jej nie utajniono, zastępując oficjalną wersją z drogami zaplanowanymi do 2030) ile w niej altruizmu. Inne państwa egoistycznie łączą drogami własne miasta między sobą. My budujemy tylko drogi tranzytowe, a i to jedynie te poziome, wschód-zachód, bo tranzyt z północy na południe ofiarnie biorą na siebie nasi sąsiedzi – niech tam lepiej im TIR-y rozjeżdżają autobany i wyrządzają inne ekologiczne szkody. A jak ktoś się uprze jechać ze Szczecina do Wrocławia nie przez Warszawę (choć doprawy, tunel na obwodnicy wykopany w celu zakopania i inne sukcesy pani prezydent warte są zobaczenia) to też może pojechać autostradą po niemieckiej stronie. A do Zakopanego polecieć samolotem przez Czechy, bo z czeskiego lotniska jedzie się do „zimowej stolicy Polski” krócej niż z pobliskiego Krakowa.
Naszą specjalnością staje się za to kolej spacerowa: średnia prędkość w przewozie kolejowym zbliżyła się do 19 km/h, i sprawdza się to tak znakomicie, że plany budowy szybkiej kolei w ogóle już, nawet zupełnie oficjalnie, zarzucono. Gdyby zaszła potrzeba przyśpieszenia składów (nam nigdzie nie spieszno, ale na euro może się, mimo umiejętnego zniechęcania, przywlec trochę najbardziej upartych kibiców z zagranicy) minister Zieliński będzie osobiście smarować szyny swoją prywatną brylantyną. W ogóle, ekologia − ekologia! − staje się nowym polem naszych sukcesów. Cały świat podziwia ofiarność, z jaką zobowiązaliśmy się ograniczyć naszą emisję CO2. Nie będziemy nic produkować kosztem planety. Możemy sobie wszystko kupić w innych krajach. Niech potem będzie wiadomo, przez kogo się rozpuściły lodowce. A Polska wieś zaciszna, polska wieś spokojna, coraz spokojniejsza, bo dawno już zniknęły z prowincji połączenia kolejowe i PKS, znikają posterunki policji, szkoły, poczty, sądy rejonowe… Tylko patrzeć, jak na oglądanie pejzażu „a pastuszek mały bosy chudą krówkę gna” będzie można sprowadzać Niemców albo innych turystów, najlepiej łącząc zwiedzanie z programem edukacyjnym o krzywdach wyrządzonych w dziejach przez nietolerancyjnych i fanatycznie katolickich Polaków wszystkim innym narodom − w ten sposób wykorzystałoby się ogromną pracę, jaką w odkrywaniu naszej narodowej podłości i nieudacznictwa oraz ugruntowywaniu w Polakach należnego poczucia niższości wykonują pod rządami Tuska oddane mu elity kulturalne i intelektualne. -
Re:Pies czyli kot
I tak miał pan szczęście, że to na sen były a nie na kupkę rzadkiej urody. Węgla tak łatwo nie kupi. -
Re:Pies czyli kot
Serdecznie pozdrawiam Panie Stanislawie. Tak milo wchodzac na portal polityka zobaczyc, ze jest Pana nowy felieton. -
