"Costa Concordia" i inne luksusowe wycieczkowce

(6)
Po wypadku „Costy Concordii” beztroska na morzu zapewne się skończy.
  • 2012-02-02 09:32 | wiehu

    itd

    Po branży rozrywkowej nie ma co się spodziewać jakiś cudów z zapewnieniem bezpieczeństwa.
    Rozrywka była , była , i tego można było się spodziewać.

    Gdzie rozrywka tam niebezpieczeństwo , w końcu ludzie tak lubią horrory.
  • 2012-02-02 12:53 | divak2

    Komentowanie katastrof

    Komentowanie katastrof jest o tyle trudne, ze nawet będąc na tonącej jednostce nie wie się o wszystkim, co się zdarzyło i dlaczego sprawy potoczyły się tak a nie inaczej. Po wypadku sądy (izby morskie czy jak to się teraz nazywa) z zeznań ocalałych członków załogi i pasażerów usiłują z lepszym bądź gorszym skutkiem odtworzyć przebieg wydarzeń i postawić zarzuty.

    Dziwi mnie ucieczka kapitana. Przecież by się raczej nie utopił a nie wyszedłby na totalnego tchórza. Jego obraz przekazany przez media nie był zbyt budujący, ale do diabła, ktoś go zatrudnił i obsadził na tym statku. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś kompletnie nieodpowiedzialnemu facetowi dał dowodzić taką wielką szafą.

    Dziwny jest dla mnie również zwyczaj robienia "manewru ukłonu". Nie wiem czyj to był pomysł - kapitanów (wynikający z tzw. fantazji) czy właściciela wycieczkowca (wynikający z chęci uatrakcyjnienia rejsu), ale jeżdżenie wycieczkowcem po plaży, zwłaszcza skalistej, nie jest wg. mnie rozsądne.

    Ze sto lat temu Józef Conrad napisał, że kapitan statku musi pogodzić ze sobą kilka sprzecznych interesów - armator chce żeby było tanio i szybko, a ubezpieczyciel chce żeby było bezpiecznie. Pojawiają się jeszcze pasażerowie, którzy mogą żądać atrakcji (taki był z w zasadzie cel feralnego rejsu).
  • 2012-02-03 07:58 | vandermerwe

    Re: Troche to dziwne

    Pod koniec lat 80-tych u wybrzezy Poludniowej Afryki tonal statek wycieczkowy. Byl sztorm i chyba zaczelo sie to w nocy. Jednostka nie tak duza jak w tym przypadku. Pasazerow i zaloge ratowaly helikoptery lotnictwa wojskowego. Kapitan "dal dyla" jako pierwszy ale zginela ( o ile dobrze pamietam) jedna osoba. Jak to sie ma do katastrofy u wybrzezy Wloch, gdzie pogoda jest dobra, lad w zasiegu reki i gina 33 ososby?

    Pozdrawiam
  • 2012-02-06 09:44 | divak2

    Zaperwne nie wszyscy kapitanowie są kryształowi

    To były dwie różne katastrofy. Nie doguglałem się, o jaką katastrofę Ci chodzi. Niemniej jednak ocalenie wszystkich pasażerów i członków załogi (oprócz jednej osoby) wskazuje na dobrze przeprowadzoną akcje ratowniczą i co najmniej poprawną współpracę załogi. Tu tego nie było - największym rozsądkiem wykazywał się personel kuchenny, którego członkowie kursowali do brzegu szalupami czy tratwami ratunkowymi.

    Z drugiej strony wiem, że armatorzy i kapitanowie mogą znajdować się po przeciwnych stronach barykady - armator nalega żeby przewieźć jak najwięcej towaru w jak najkrótszym czasie, co w sposób oczywisty stoi w sprzeczności z bezpieczeństwem, za które odpowiedzialny jest kapitan. Tak mogło być i tu.

    Załączam linki z opisami, jakie to wałki kreci się na morzu:
    Athenian Venture

    Kudowa Zdrój (A jakże)

    Athenian P.

    Pozdrawiam
  • 2012-02-11 10:16 | ast

    Oceanos

    media rozpowszechniają mity o tym wypadku

    kapitan faktycznie nie zszedł z tego statku ostatni, ale z helikoptera i z lądu brał udział w kierowaniu akcją ratowniczą...

    miał zarzuty i proces, ale został uniwinniony i nadal pracował na statkach jako kapitan...

    w tym wypadku NIKT nie zginął, a na statku byli rónież ludzie starsi, w tym na wózkach inwalidzkich...

    akcja została więc przeprowadzona niezwykle skutecznie (nawet nikt nie został poważnie ranny)...
  • 2012-02-11 10:18 | cue

    rzetelniejsze informacje...

    w najbliższym wydaniu miesięcznika "Nasze MORZE" (dostępnym od ok. 15 lutego) m.in. aspekty sprawy pomijane przez media głównego nurtu... | pamiętacie słynną rozmowę telefoniczną z kapitanem, który odmawia wykonania polecenia powrotu na statek?... takie polecenie, które wydał oficer służb morskich z lądu (za co stał się bohaterem Włochów) nie miało sensu i było conajmniej niemądre | w najnowszym "Naszym MORZU" także wspomnienia polskiego kapitana, który pływał wcześniej na statkach dowodzonych przez włoskich kapitanów...

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną