Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

(35)
Rząd zauważył rosnące bezrobocie wśród młodych i postanowił walczyć z nim bardziej energicznie. Determinacja do walki niewiele da, jeśli zabraknie dobrego pomysłu. A tego nie widać.
  • 2012-02-02 18:11 | mz

    Tradycji stało się zadość!

    Pieniądze mają wesprzeć "jedynie słuszne" firmy szkoleniowe, kumpli z wszelkiej maści układów. I tylko tyle. Tak jest od lat! Miliardy złotych wydano z funduszy UE na szkolenia bezrobotnych. Efekt- 17 proc szkolonych znalazło zatrudnienie. Nie ma w UE drugiego tak rozrzutnego kraju! Ponieważ fundusze z Brukseli pojawią się, jak dobrze, pójdzie-ok 2015 r, robi się akcje pomocowe, aby partyjne firmy nie padły. I to jest cała prosta patologiczna filozofia.
    Rozwiązaniem może być Krajowa Rama Kwalifikacji Zawodowych. Efekt szkolenia weryfikuje niezależna komisja egzaminacyjna. Zaliczy pozytywnie kurs na danym poziomie- firma otrzymuje kasę za nie, a bezrobotny certyfikat uznawany w Europie. Dzisiaj szkolenia wyglądają: uczymy co wiemy-jak-umiemy-za efekty nie ponosimy odpowiedzialności. Wymóg wdrożenia KRK Polska lekceważy, ostro przeciwdziałają organizacje firm szkoleniowych. Prace przygotowawcze prowadzone są w resorcie edukacji, resort pracy praktycznie w nich nie uczestniczy! Robiłem parę projektów szkoleniowych i wiem, jak trudno jest zorganizować dobre szkolenie. Kurs komputerowy? Owszem, np dla przyszłych spawaczy jako uzupełnienie, podobnie jak abc organizacji i prowadzenia własnej firmy/działalności gospodarczej.
    Polskim problemem jest brak autentycznego rynku pracy. Tzn. przypomina on wysokiej klasy dom dla obłąkanych! Zapomina się, że podstawą dal przeciwdziałania bezrobociu są miejsca pracy. A wiele resortowych działań to wydziwianie połączone z działaniem PR. Szkoda tylko, że zmarnowano mnóstwo unijnej kasy.
  • 2012-02-02 20:24 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Jestem zdania, że w obecnym świecie jest miejsce dla każdego. Wbrew obiegowej opinii, że humaniści to nieroby i szkodniki społeczne. Szczególnie dotkliwy jest ten problem w Polsce.

    Szkolenia i przekwalifikowanie to nie jest recepta na problemy rynku pracy!!! To rynek pracy jest zdegenerowany. Mówię to jako specjalista. To co się obecnie proponuje to wyjałowienie ludzi z pasji i marzeń. W mediach forsuje się, że potrzebni na gwałt tylko specjaliści i inżynierowie. Zresztą nawet oni muszą poświęcać się w Polsce sprzedaży zamiast zająć prawdziwym projektowaniem. Pytam co z resztą? Mamy na siłe korygować predyspozycje i talent milionów Polaków, bo akurat w koncernie F potrzebują monterów przy taśmowej producji, a firma C generuje zapotrzebowanie na usługi call-center??? Każda elastyczność ma swoje granice. Pracownik, który będzie zmieniał branżę z rorzutem radzieckiej katiuszy nigdy nie będzie wybitnym specjalistą w danej dziedzinie.

    Nie po to ludzie poświęcają kilka lat studiów fotografii albo rzeźby, aby być kimś z przymusu, bo tak każe rynek. Taka kadra nigdy nie będzie dobra. Państwo nie będzie się rozwijać. Hi-techu nie tworzą przekwalifikowani nauczyciele i górnicy. Każdy ma swój cel w życiu i swoją drogę. Teatrolodzy tak samo są potrzebni w Polsce jak inżynierowie dróg i wydobywania gazu łupkowego. Pora wreszcie skorygować tę patologię rynku pracy, bo to nie ludzie są problemem, ale zapotrzebowanie na jedyny słuszny rodzaj usług, czyli sprzedaż. Inaczej niechybnie się okaże, że główne zajęcie Polaka to handel i nic poza tym... Podejrzewam, że niedługo powstaną kolejne specjalizacje teatrolog sprzedaży..., rzeźbiarz telemarketer, muzyk IT consultant, poeta account manager... Brrr. Koszmar!
  • 2012-02-02 20:53 | ankal

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @MZ. Masz rację! Nie będę długo rozpisywac się! Już demoralizacja programu EFS (Europejskiego Funduszu Społecznego) była widoczna. Kursy- dziwne, gdzie trenerzy byli mniej kompetentni od szkolonych, vel BO- dla nie wtajemniczonych beneficjentów ostatecznych. Projekty- wielomilionowe zakładały szkolenie w asertywności, wsparcie psychiczne, etc. A wszystko to, zgodnie z Twoim postem, a moim przygotowywaniem programów, ale ryba psuje się od głowy;(. Kto cierpi: MY. Kto zarobi, szkółki różnego rodzaju, gdzie młodzież po studiach będzie się uczyc obsługi komputera, bo kumpel dyrektora WUP musi zarobic!
  • 2012-02-02 22:09 | mz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Dodam tylko. Tej patologii jesteśmy winni wszyscy! Bo ze strachu o własne projekty (bo odrzucą), kryjąc własne nieudolności projektowe nie potrafiliśmy/potrafimy zaprotestować przeciw temu wieloletniemu cyrkowi! Kilka lat temu, jeszcze w epoce ZPORR proponowałem wnioski w projektach społecznych, które otrzymywały dofinansowanie "wyganiać" w całości do internetu! Technicznie było to możliwe. Mam dofinansowanie- niech inni niedocenieni mają okazję do porównania czy słusznie odpadli, czy nie? To by ukróciło w sposób znaczny kombinacje w szkoleniach, dofinansowaniach itd. Środowisko wnioskodawców protestowało: bo są to sprawy autorskie, tajemnica handlowa itp bzdety. W niedługim czasie pomoc dla bezrobotnych wpisał się w taki nieformalny, jak ja go nazywam, program: "Wyrąbać skarb państwa.pl" Więc te 140 mln zł na walkę z bezrobociem, są pieniędzmi wyrzuconymi w błoto!
    Programów dla młodzieży w ministerstwie od pracy było już naście. Wszystkie skończyły się niczym, bo niczym zakończyć się musiały (tzn ładny miały PR).
    Samo hasło WALKA Z BEZROBOCIEM. W Najjaśniejszej walczyliśmy o socjalizm, sznurek od snopowiązałki, o plony. Co walka- to większa hucpa!
    Pozdrawiam!
  • 2012-02-02 22:17 | andrzej52

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    XYZ
    Nie bardzo rozumie o co ci chodzi, czy jak potrzebuje montera w swojej firmie, to mam zatrudnić fotografa lub rzeźbiarza po studiach? Będą robić zdjęcia innych przy pracy, albo rzeźby i ustawiać je obok maszyn? Problem tkwi moim zdaniem w tym, że wszystkie mamusie i tatusie muszą mieć w rodzinie magistra , żeby się na wiosce nim pochwalić.
  • 2012-02-03 01:13 | Marcin

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @Andrzej52
    Trafiles w sedno. Jest takie stare polskie przyslowie ktore mowi: "pilnuj szewcze kopyta". Za czasow Gierka moj znajomy prowadzil maly byznes produkcje szczotek drucianych. Nie bylo wielkiego inwestowania, popyt na cala Polske. Mial takie powiedzenie: dopoki Gierek bedzie rzadzil mam pewnosc ze byznes bedzie sie krecil. Potem przyszedl pewien elektryk ktory przeskoczyl przez plot do stoczni i obiecal kazdemu robotnikowi w stoczni po milionie bez pracy. Dalsza czesc wszyscy znamy. Teraz gdy wiekszosc zakladow pracy dla tych ktorzy mieli mniej inwencji i nie byli zdolni produkowac krzesel jak Ty Andrzeju maja sie przekwalifikowywac na: fotografow, albo web page designerow. Nie bedzie lepiej dopoki nie wroci sie tam gdzie sie bylo.
    Bez przemyslu ciezkiego nie bedzie zatrudnienia dla milionow. Rzemioslo i inne uslugi sa tylko uzupelnieniem w stosunku do tego co moze zagwarantowac wielki przemysl i to nie prywatny, ale panstwowy, czyli taki ktory sluzy krajowi i nie bedzie nigdy nawet myslal o tym aby odplynac do Chin.
    Pozdrawiam
  • 2012-02-03 06:09 | joanna

    wszyscy chcą się kształcić ale niewielu-uczyć

    Poza zwiększonym dochodem organizatorów szkoleń o bezrobotnych, którzy uzyskają stypendia na "dokształt" a są tacy,którzy dokształcają silę latami we wszystkim- od pisania projektów unijnych po język migowy (normalnie- ludzie Renesansu) nic to nie zmieni. Pracodawca nie spojrzy nawet na certyfikat kursu księgowości absolwenta kulturoznawstwa kiedy ma absolwentów ekonomii czy rachunkowości na pęczki. A i z tych natychmiast wyeliminuje dyplomy z prywatnej "szkoły wyższej" gdzie byle czesne płacił to dyplom dostanie. Broniąc owoc ogłoszenia "prace magisterskie tanio piszę".
    Młodym ludziom i ich rodzicom zamarzyło się "wykształcenie" ale rynek pracy woli tych, "którzy coś umieją". Nie licząc oczywiście tych. którzy maja ustosunkowanych rodziców- typowe w miastach takich jak moje.
    Zamiast efektownych działań pozorowanych pieniądze powinny być zainwestowanie w szkoły i uczelnie. Od lat mamy braki lekarzy czy zwiększyła się liczba miejsc na uczelniach medycznych? Tak- o 10 (słownie dziesięć) w skali kraju w 2011 w stos do 2010 w przyp. przyszłych lekarzy, dietetyków 250. Ilu z nas korzysta z pracy dietetyka?
    Brakuje na rynku budowlańców, ale szkoły o takiej specjalizacji zamykano masowo w latach 90-tych i jakoś nie można ich reaktywować. W moim mieście liczba kandydatów na 1 miejsce do jedynej takiej szkoły była wielokrotnie większa niż do każdego z LO. Młodzi ludzie realistycznie oceniający swoje mozliwości intelektualne i rynek pracy i tak skazani na kiepskie liceum i pseudostudia.
    Wybory maturzystów tez od lat sa wyrazem niedojrzałości. Bo jesli ktoś chce studiować nierynkowe kierunki to nich sie potem nie oburza, że nikt go nie chce do roboty. Może i piękne jest studiowanie europeistyki ale to sztuka dla sztuki, nie dla pieniędzy. I wielu młodych ludzi doskonale o tym wie, idzie na studia podyplomowe. Ale nie na szkolenie dla bezrobotnych, gdzie poziom będzie nędzny a papier nic nie wart.
  • 2012-02-03 08:10 | bezrobotny

    Re:Chyba, że chodzi o to, żeby tylko pokazać, iż coś się robi.

    trafiła Pani w samo sedno.
  • 2012-02-03 08:50 | 1500 brutto

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    zadziwiające, że taki wydawać by się mogło nieudolny PRL potrafił już w szkołach zawodowych, nauczyć -jak wykonywać pracę w wyuczonym zawodzie i za wykonywaną pracę, w terminie, płacił. A w neoliberalnym bełkocie zaszczepionym na grunt Polski przez Balcerowicza i Sorosa, nie dość, że doprowadzono do bankructwa -zupełnie dobrze prosperujące zakłady pracy. To z pomocą doprowadzonej już do skrajnej paranoi, biurokracji -zaimplementowano pańszczyznę, nazywaną dla zmyłki stażem lub wolontariatem. Dlatego dzisiaj, neoliberalny bełkot doskonale asymiluje się z posocjalistycznym bałaganem.
    I przynosi dochód -wyłącznie uprzywilejowanym.
  • 2012-02-03 09:43 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    W mojej firmie większość stanowią ludzie po 40-tce, 50-tce.
    Młodzi są nieliczni - ślusarz po szkole zawodowej nie bardzo wiedział jak sie posługiwać szlifierką kątową, proste prace gospodarcze wykonują mgr hotelarstwa i licencjat prawa administracyjnego. Może za kilka lat będą z nich w miarę przyzwoici ślusarze albo mechanicy. W tak dużym mieście jak Poznań tylko VW i chyba jeszcze jedna f-ma mają szkoły przyzakładowe ale one kształcą tylko na swoje potrzeby. Publiczne szkolnictwo zawodowe wypuszcza takich " fachowców" jak ten mój ślusarz. Starzy fachowcy odchodzą na emerytury i nie mają komu swego doświadczenia przekazać a mają swoje , wypracowane przez pokolenia metody, o jakich wielu inżynierów nie słyszało, robią rzeczy wydawałoby się nie do zrobienia tak prostymi sposobami. Szkoda, by ta wiedza przepadła. Dawniej instruktorami zawodu w szkolnych warsztatach byli doświadczeni rzemieślnicy niekiedy tylko z podstawowym wykształceniem ale dużą wiedzą praktyczną. Pamiętam, że w 80-tym roku jednym z postulatów było wprowadzenie historii do szkół zawodowych ( po cholerę ??? ). Dzisiaj słyszę w radiu o planach MEN-u zmian w programie nauczania szkół ponadgimnazjalnych - mniej polskiego, historii, chemii, biologii, geografii ( czyżby zapomnieli o fizyce i matematyce ? ). A może obecne władze uważają tak jak Hitler, że Polakowi wystarczy, że umie się podpisać i liczyć do 500 ?
  • 2012-02-03 10:08 | nadzieja

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Tylko kogo, droga Pani to obchodzi oprócz Pani i dziewięciu moich poprzedników.
    Problem istnieje od dawna, teraz został opisany przez Panią. I co z tego, czy posłowie lub senatorowie zechcą coś z tym zrobić? Nie, bo ważniejszy jest Smoleńsk, brzoza i inne krzyże! Co z tego, że pieniądze idą w błoto, to przecież UNIA dała. Durni zapominają, że unia to my. Inny temat to zasadność utrzymywania tworu jakim są Urzędy d/s bezrobocia! Polska jest krajem absurdów! My ciągle prowadzimy jakieś wojny, a to walczymy z bezrobociem, a to walczymy o pacjenta, o jedyną najprawdziwszą prawdę itd. itp. Myślę,że czas najwyższy rozpędzić to zadowolone z siebie towarzystwo z wiejskiej. Być zawodowym posłem czy senatorem przez 20 lat za to, że ma się zdjęcie z LW lub spało się na styropianie to za mało. Jeszcze trzeba coś zrobić. Sądzę, że ACTA to jest dopiero początek.Moim zdaniem, jak mądrale z wiejskiej się nie obudzą to drugi akt nadejdzie ale będzie to wtedy tsunami! Islandia przy nim to będzie mały pikuś!
  • 2012-02-03 10:17 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Pani to wie, jak to wiem, wie o tym wielu rozsądnych ludzi tylko nie wiedzą decydenci ! No bo oni w większości skończyli historię, gdyż to był najłatwiejszy sposób na mgr przed nazwiskiem. Poza tym oprócz spiskowania przeciw komunie a później uprawianiem polityki żadną pożyteczną pracą się nie zajmowali, więc niby skąd mają mieć doświadczenie ?
  • 2012-02-03 10:38 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Słuszna uwaga. Problem jest zresztą bardzo złożony. Deprecjacja dyplomu studiów wyższych to fakt i największy błąd edukacji. Na stronie PO jednym z obywatelskich pomysłow racjonalizatorskich ktoś wysunął pomysł całkowitej likwidacji matematyki na maturze/egzaminach (o ile sie nie mylę nie dawno wróciła). Są młodzi ludzie, którzy idą na studia, bo tak. Są tacy, którzy czują pasję i powołanie do pewnych rzeczy. Mają też predyspozycje i talent do kierunku kształcenia. Jak tego nie będziemy rozwijać tak nasze Państwo nie będzie się rozwijać. Nie można wszystkiego trywializować i podporządkowywać rynkowi pracy, bo niestety się okaże, że ludzie w Polsce potrzebni są jedynie do handlu, montowni i call-center. Takie dziś jest zapotrzebowanie na rynku pracy. Znam ludzi, którzy po studiach ekonomicznych lub humanistycznych kończą na helpdesku.

    Moja poprzednia wypowiedź odnosiła się głównie do rodzimego rynku pracy i sedna problemu, jakim jest jego degeneracja. Problem ten dotyczy także edukacji, która próbuje się bezwzględnie podporządkować pod rynek pracy.

    Rynek pracy lubi ludzi z umiejętnościami a jednocześnie sam niechętnie dzieli się wiedzą. Właściwie każdy pracodawca czeka na pracownika "gotowca" i to najlepiej multiskillera: ma sprzątać, tańczyć, zamiatać, nadzorować produkcję, być automatykiem/elektronikiem/programistą/CADowcem/konserwatorem maszyn jednocześnie ;-)

    Rodzice chcą miec magistra tylko dlatego, bo dzisiejszy rynek pracy sztucznie winduje wymagania. Nie na darmo się mówi, że dzisiaj nawet na etat sprzątaczki musisz mieć skończone studia. Nie rozumiem jednak jednego - skoro pracodawcy stawiają na fach w ręku to po co sztuczne zawyżanie wymogów wykształcenia w ogłoszeniach o pracę???

    Każdy zachodni koncern chce mieć najlepiej od razu doktoranta przy taśmie produkcyjnej za 1500 PLN. Ludzie z wykształceniem podstawowym nie mają szans. Najczęściej wymogiem jest wykształcenie średnie. Tak samo realnie do czynności biurowych związanych z obsługą komputera wystarczy wykształcenie średnie lub podstawowe.

    Od dłuższego czasu wszystko generalnie kręci się wokół sprzedaży i handlu. Niezależnie od branży. Nieważne, czy jesteś inżynierem, czy masz humanistyczne wykształcenie. W Polsce nikogo nie obchodzi, że jesteś wyspecjalizowanym ekspertem aeronautyki lub zajmujesz się sztuką współczesną. Większość osób kończy w branży inżynieria sprzedaży lub organizator widowni w teatrze - 90% ogłoszeń o pracę dotyczy tak naprawdę handlu. Doszło do tego, że na jednej z prywatnych polskich uczelni widziałem już kierunek "Inżynieria Sprzedaży". Pytanie retoryczne - po co polskim pracodawcom osoby z wyższym wykształceniem w handlu?

    Rynek pracy w Europie Zachodniej lub u naszych południowych sąsiadów jest bardziej ułożony. Jest większa różnorodność i jest zachowana specjalizacja. To samo w USA. Inżynier po studiach ma pracę w kierunku jaki sobie wyznaczył n-lat temu. Dzięki temu mają wybitnych specjalistów. U nas próbuje się wmówić społeczeństwu, że ich pasje są niepotrzebne. Zwłaszcza tej humanistycznej części. Tym samym neguje się ich sens życia. Zapotrzebowanie jest na każdego tylko trzeba stworzyć warunki.

    Tak samo trzeba stworzyć warunki dla bezrobotnych. Szkolenia tu niewiele dadzą. Państwo musi stymulować pracodawców przyjazną polityką fiskalną i jednocześnie bezwzględnie egzekwować respektowanie prawa pracy oraz płacenia podatków. Wtedy na rynku będą silne i dobre firmy, w których będzie się chciało pracować. Narazie to jedno wielkie udawanie.
  • 2012-02-03 10:45 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    W pracy trzeba mieć fachmistrza i mentora niezależnie od dziedziny. Tacy ludzie są wciąż potrzebni wg mnie.
    Ja do dziś takiej osoby nie spotkałem na swojej drodze. Nad czym mocno ubolewam.

    Dziś młodzi pracownicy liczą głównie na siebie w pracy niepotrzebnie popełniając błędy, których mogli by uniknąć.

    Do tego właściwie na całym świecie stworzyła sie kadra młodych niedoświadczonych pseudo menedżerów bez wiedzy i doświadczenia, która skutecznie hamuje rozwój i obniża morale pracowników.
  • 2012-02-03 11:00 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    PRL wcale nie był nieudolny pod względem poziomu i jakości kształcenia. Wręcz przeciwnie.
    Ówczesna szkoły zawodowe i technika dawały realne i praktyczne umiejętności. Właściwie wystarczyło, aby pracodawca je doszlifował. Jest wiele zawodów, które można idealnie wykonywać po tych szkołach jak automatyk/elektronik/elektryk.

    Staż w PL to strata czasu. Część pracodawców robi to bezmyślnie i bezcelowo. Po przyjściu studentowi/uczniowi się coś wymyśli na miejscu.

    Lepiej wyjechać na internship zagranicę, gdzie zapłacą za pracę i przede wszystkim nauczymy się więcej organizując dany projekt. Nie wspominając o kulturze pracy i standardach etycznych.
  • 2012-02-03 12:39 | kst

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Niestety styropian zlikwidował pracę. Co więcej zrobił to świadomie i celowo. Dlatego żaden program "walki" z bezrobociem nie będzie skuteczny. Jedyne skuteczne działania to tworzenie pracy. Do tego pracy prawdziwej takiej która na końcu coś tworzy i płaci prawdziwe podatki. Tworzenie miejsc pracy opłacanych wtórnie z podatków tej pierwszej grupy (nauczyciele lekarze, policjanci, kultura, wojsko itp) obecnie nie ma sensu. Nie stać nas na to. Utrata miejsc pracy wysoko zorganizowanych ( prace inżynierskie, projektowe, związane z wiedzą) spowodowała że rzeczywiście jest zapotrzebowanie tylko na budowlańców, spawaczy i inżynierów sprzedaży. Bajką jest pewność zatrudnienia dla inżynierów. Po prostu styropian zniszczył strukturę pracy. Są tylko montownie i małe firemki rzemieślnicze. Mleko się rozlało ale trzeba zacząć odbudowę. Od małych i średnich firm. Rozsądna polityka da jakieś rezultaty za 30 - 50 lat. DO tego czasu niestety pozostaje emigracja.
  • 2012-02-03 13:13 | Justyna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Postępując w opisany przez Panią sposób możemy powielić dawne błędy. Wbrew pozorom, przy tworzeniu nowych szkół, rozszerzaniu naboru itd. należałoby kierować się nie aktualnymi potrzebami, ale badaniami na temat przyszłych potrzeb. Teraz np. jest wielkie zapotrzebowanie na studia techniczne - jeżeli skupimy się na rozwoju tylko tych kierunków doprowadzimy do "nadprodukcji" inżynierów i techników za jakieś 5-7 lat. Wówczas okaże się, że brakuje humanistów itd. Pamiętam sytuację z połowy lat 90tych, gdy sama kończyłam studia i koledzy po Politechnice (kierunkach budowlanych, mechanice itd.) z trudem znajdowali pracę, bo praca dla nich pojawiła się jakieś 7-10 lat później. Wówczas, w pierwszej połowie lat 90tych poszukiwani byli specjaliści od marketingu. Stworzono więc sporo uczelni kształcących w tym kierunku, które teraz, szczególnie gdy są to słabe uczelnie - "produkują" bezrobotnych. Myślę też, że powinniśmy pamiętać, że danej pracy nie musimy wykonywać przez całe życie. Moim zdaniem, jeżeli ktoś ma zdolności artystyczne czy humanistyczne powinien iść w kierunku swojego powołania i jednocześnie zdawać sobie sprawę z realiów - że być może nie od razu znajdzie pracę w swoim zawodzie. Poza tym, bardzo często dopiero po podjęciu wymarzonej zdawałoby się pracy okazuje się, że to nie to. Myślę, że nasze szkoły oprócz rzetelnej wiedzy powinny uczyć i skłaniać ludzi do samodzielnego myślenia i je premiować, a nie za wszelką cenę starać się ich zaszufladkować. Tyle,że to chyba niedościgły ideał.
    Zgadzam się, że obsługa komputera nie wymaga wyższego wykształcenia. Jednak nie zapominajmy, że na ogół nie chodzi o obsługę komputera samą w sobie czyli wstukiwanie danych, na ogół chodzi o obsługę w firmie mającej swoją specyfikę (bankowość, placówki medyczne itd), więc nie sama obsługa komputera decyduje.
    Można zmieniać dziedzinę pracy, kształcić się w nowym zawodzie - np. takim, którzy nie istniał gdy wybieraliśmy studia i co więcej zostawać specjalistą w nowej dziedzinie. Co więcej, w takim przypadku ma się przewagę nad młodymi absolwentami, bo oprócz nowej wiedzy ma się dawne doświadczenia zawodowe. Pamiętajmy, że powstają nowe zawody. Gdy zaczynałam studia (1989), nie istniały takie kierunki jak PR, reklama i marketing, Unia Europejska jeszcze nie istniała (były Wspólnoty) i wydawało się, że aby bez przeszkód podróżować po Europie najlepiej zostać kierowcą TiRa.
    Chodzi mi o to, że w myśleniu po przyszłości nie można jedynie opierać się na teraźniejszości. Trzeba patrzeć w przyszłość.
  • 2012-02-03 13:52 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Każdy chce pracować, a przynajmniej większość. Nie każdy jednak jest na tyle desperatem, że pracę za urągające pieniądze w złych warunkach. Ludzie więc świadomie wybierają bezrobocie. W pewien sposób to walka o godność i zmiany wśród naszych pracodawców.

    Z życia wzięte - starszej osobie proponowano handel ciastkami na zewn. Do tego musi pokrywać straty w ukruszonych ciastkach z własnej kieszeni. Takie przykłady można mnożyć.

    Ostatnio przeglądałem oferty w moim regionie (uprzemysłowiony) - pracodawca kusi pensją 2000-3000 PLN brutto (nawet opublikował widełki płacowe). Wymagania wyśrubowane w stosunku do pensji. Nikt mu nie będzie w tej branży pracował za tyle, bo zarobki są 2-razy większe i to na dodatek netto. Nawet, jeżeli podejmie pracę to po to, aby ją rzucić po jakimś czasie.
  • 2012-02-03 15:22 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    No właśnie. Uczelnie wyższe (szczególnie te prywatne) reagują spontanicznie. Jest boom na budowlańców i ekonomistów - tworzymy na gwałt te kierunki. To zachwianie równowagi po pierwsze. Po drugie: każdy boom się kiedyś kończy. Co jakiś czas media przekazują toksyczne informacje jakoby potrzeba było to budowlańców, inżynierów, ekonomistów itd. Nagle po paru latach czytam w prasie, że ekonomistów, bankierów i menedżerów jest za dużo. Od skrajności w skrajność.Trzeba też zauważyć, że podstawą rozwoju nauki i badań jest różnorodność. Trzeba równolegle promować wszystkie dziedziny nauki, a nie tylko kilka.

    Byłbym ostrożny w traktowaniu wszystkich młodych ludzi jak cielęta - fakt, że młody chłonny umysł przyjmie wszystko, ale część osób mniej więcej wie co chce robić w życiu, a przynajmniej kierunek studiów jest im bliski. Nie każdy trafia z przypadku i trafu szczęścia.

    Elastycznośc ma zalety i wady. Byle by tylko z tą uniwersalnością nie przesadzić. Z jednej strony zapewnie nam większe bezpieczeństwo na rynku pracy. Zmiana pracy to także nowa energia i uniknięcie wypalenia zawodowego. Z drugiej strony jest realne zagrożenie, że ta uniwersalna kadra będzie miała dobra wiedzę z każdego tematu, ale bez pogłębiania jednego tematu. Nie można szczegółowo znać się na wszystkim. Specjalista od energii jądrowej nie będzie takim samym specjalistą jak oligonofrenopedagog.

    Teraz kolejny problem - zmieniamy pracę i branże. Jak na to patrzą pracodawcy? Ja odpowiem - patrzą niechętnie. Mówi się tyle o elastyczności pracy i poszerzeniu horyzontów, a to w praktyce mit. Jak fabryka X szuka inżyniera jakości z doświadczeniem to zależy im, aby to była osoba stricte z działu jakości.

    Uczelnie produkują bezrobotnych to fakt. Po pierwsze trzeba zaostrzyć kryteria przyjęć na studia i przywrócić wartość dyplomu. Po drugie inwestować w rozwój i badania już na etapie studiów. Studenci muszą brać w tym udział, a nie tylko zaufana grupa naukowców - doktorantów i profesorów. W ten sposób tworzy się grono wzajemnej adoracji.
    Trzeba też rozruszać naszą kadrę naukową - za wiele się u nas mówi, a za mało robi. Właściwie jak już się coś robi to ma to przynieść wymierną korzyść panu dr X lub panu prof Y. Kadra naukowa skupia się na obliczeniach, a za mało na stosowaniu tych wszystkich reguł w życiu - rzeczywistych projektów jak na lekarstwo. Wystarczy porównać jakikolwiek podręcznik NASA lub US NAVY dla inżyniera, który ujmuje sedno problemu a nie skupia się na nikomu niepotrzebnych duperelach.

    Praca przy komputerze - podałem jako prosty przykład. Nie każdy musi mieć asystenta z 6 językami obcymi i dyplomem Uniwersytetu Warszawskiego lub Harvardu. Najczęściej jednak chce mieć, choć później się okazuje, że praca polega na prostej pracy w Wordzie, komunikacją przez telefon/mail. Z moich obserwacji rynku pracy w PL wynika, że pracodawcy w ogłoszeniach często ukrywają prawdziwy charakter pracy. Szczególnie w dużych korporacjach, gdzie łatwo się zachłysnąć pseudo prestiżem. Często się okazuje, że nie będziemy mieć tak odpowiedzialnych zadań jakie wiążą się z tym samym stanowiskiem w tej samej firmie w innej części świata.
    Czytając propozycje pracodawców czasem ciężko wysnuć kogo tak naprawdę szukają - sami do końca nie wiedzą czego oczekują, a nawet jeżeli wiedzą to z komunikacją jest u nich kiepsko. Nie wiedzą też co proponują - szablonowo wypisując bzdury: konkurencyjne wynagrodzenie (konkurencyjne do czego???), szkolenia itd Szczytem absurdu jest dla mnie wypisywanie w wymaganiach: "umiejętność pracy w stresie". Czy widział ktokolwiek na świecie szczęśliwego pracownika, który byłby zadowolony pracując w nieustannie nerwowej atmosferze? Jaka będzie jego efektywność? Długofalowo taka praca na bank źle się zakończy dla pracownika i firmy.

    Zgadzam się - Społeczeństwo ewoluuje. Mamy dużo nowych kierunków pracy i także nowe możliwości.
    To nie oznacza, że musimy być okrutni sami dla siebie w tej całej sytuacji - mam na myśli osoby, które bez namysłu krytykują daną grupę społeczną lub sens danego zawodu. Między grupami pracowników panuje spór. Jedni zazdroszczą drugim przywilejów. Każdy widzi w drugim darmozjada. Górnicy, nauczyciele, mundurowi, pielęgniarki, lekarze, emeryci, renciści itd Generalnie wszyscy poza tym człowiekiem w lustrze i jego najbliższą rodziną. Skrajnie toksyczna atmosfera, która tylko jest na korzyść politykom i lobbystom.

    Realia jak narazie są ponure - dotychczasowa polityka UE doprowadziła ją do głębokiego kryzysu. Niedawno ukazał się wywiad redaktora Żakowskiego z ekonomistą Paulem Dembinskim, gdzie jasno stwierdzono, że praca nie może być głównym celem i wartością. Kapitalizm się skończył i musi ulec przeobrażeniu, gdyż służy najbogatszej grupie ludzi na tym świecie. Nic poza tym. Jeżeli tak dalej pójdzie grozi nam globalna katastrofa.

    Trzeba zrozumieć, że każda praca jest potrzebna - nawet Stańczyk w obrazie Matejki to nie tylko zwykły błazen. Chyba, że chcemy dokopać i zniszczyć drugiego człowieka. Tu przypomniał mi się obraz pewnego sędziwego staruszka w jednej z amerykańskich knajp sieciowych Coney Island (nic ekskluzywnego i drogiego). Jego rolą było tylko roznoszenie sztućcy/talerzy dla gości. Traktował to z dużą atencją - prawie jak misja specjalna. Obraz raczej nie do pomyślenia w pragmatycznej i zarazem okrutnej Polsce, gdzie na każdym kroku udowadnia, że "to nie jest kraj dla starych ludzi". Tam ten człowiek pomimo wieku ma zajęcie i poczucie celu, a co najważniejsze nadal czuje się potrzebny...
  • 2012-02-03 15:51 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    ... i jeszcze jeden ewenement jaki widziałem: cała restauracja McDonalds (bodajże było to w stanie Kentucky albo Wirignia) prowadzona przez starszy personel. Była to najczystsza sieciowa ze wszystkich McDonaldsów jakie widziałem. Nikt nikogo nie poganiał a i tak był wzorowy porządek.

    Nie spotkałem w Polsce restauracji sieciowej tejże firmy, gdzie wiekszość personelu to starsi ludzie. Jeżeli ktoś jest po 30tce to najwyżej jeden manager. U nas w sieciówkach (czy to żarcie, czy moda, czy komputery) główne kryterium rekrutacji to bycie młodym i piękny. To jest cool & trendy. Cała reszta jest passe.
  • 2012-02-03 20:23 | Marcin

    Obowiazkiem panstwa jest zagospodarowanie bezrobotnych

    Nie odkryje Ameryki jezeli stwierdze ze prywatny przedsiebiorca koncentruje sie na zysku. Niestety robi to bardzo czesto kosztem ograniczania zatrudnienia. Kto wobec tego jest odpowiedzialny za zagospodarowanie nadwyzek sily roboczej? Oczywiscie panstwo. Tylko ze panstwo dawno zrezygnowalo z tworzenia rzeczywistych miejsc pracy. Zamiast tego rozbudowuje administracje. Aby stworzyc miejsca pracy dla tych ktorzy odbijaja sie od jednego kursu do drugiego nalezy wrocic do REALNEJ EKONOMII.
    W realnej ekonomii jest podzial na produkt typu A, czyli produkcje srodkow produkcji, i produkt typu B, czyli produkcja srodkow konsumpcji. Polska jako kraj wyrzekla sie sektora panstwowego zajmujacego sie produkcja srodkow produkcji oddajac ten sektor w rece prywatne i w ten sposob pozbawiajac sie nie tylko strategicznej pozycji jako inwestora, ale wrecz oddala wszystkie swoje instrumenty rynkowi. Ta "niewidzialna reka rynku" wyrzucila z orbity krajowej produkcje srodkow produkcji do krajow ktore sa w tej dziedzinie monopolistami. Wiem ze niektorzy nie zlapia o czym pisze. W uczelniach ekonomicznych, a nawet politechnikach zamiast rzeczywistej ekonomii i organizacji pracy studiuje sie makreting. Gdy ktos gdzies buduje nowa fabryke juz dzisiaj nie kupi maszyn z Polski. Przemysl obrabiarkowy zgnojono, cale swiatowe hutnictwo dostarczajace materialy dzisiaj przejely
    Chiny albo Indie. Z takim mozolem budowana sztandarowa iwestycje Hute Katowice tylko do polowy zrealizowano, zamiast skonczyc sprzedano za bezcen Hindusowi.
    Zamiast tysiecy dodatkowych miejsc pracy sa zyski w kieszeni prywaciarza. Panstwo niedosc ze stracilo kilkadziesiat tysiecy miejsc pracy, zyski plyna za granice. Dopoki Polska sie nie obudzi i nie wroci do zrodel swojej kleski, czyli czasow gdy zaczela zyc na kredyt, nie bedzie lepiej.
  • 2012-02-03 22:29 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Koledzy inżynierowie na poczatku lat 90-tych nie mogli znaleźć pracy, bo polskie zakłady przemysłowe padały jeden po drugim. Specjaliści od marketingu czy PR nie przyczyniali się żadnym stopniu do rozwoju potencjału gospodarczego, bo ich zadanie polegało na skutecznej sprzedaży cudzych ( nie polskich ) produktów.
    Czy z gadania PR-owca powstała jakaś warość użytkowa ? Żadna !!!
    A wynagrodzenie za to brał ! Kto płacił ? Konsument czyli każdy z nas łożył na ( nazywając rzecz po imieniu ) utrzymanie pasożyta !!!
    Skąd się wzięło obecnie te ( jak mówię niektórzy ) 700 mld zadłużenia ?
    Tak jak w Grecji - z życia ponad stan, konsumpcji przewyższajacej produkcji czyli na kredyt.
  • 2012-02-03 22:32 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Przepraszam - miało być podpięte pod Justynę.
  • 2012-02-03 23:08 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Brakuje nam, nie powiem, że odpowiedniego tylko choćby jakiejkolwiek systemu postępowania z pracownikami, którzy z naturalnych przyczyn tracą możliwość wykonywania swej dotychczasowej pracy, bo już nie ta siła i nie ta sprawność.
    Najlepiej gdyby do tego typu działań skłonić przedsiębiorstwa na zasadzie kija lub/i marchewki czyli dodatkowe obciążenia dla pracodawcy zwalniającego pracownika starszego niż 55 lat z powodu utraty zdolności do dotychczas wykonywanej pracy lub ulgi, gdy mimo tego znajdzie pracownikowi u siebie inne zajęcie. Szczegóły do dopracowania. Dopóki nie wykształci się takiego zwyczaju społecznego trzeba działać pod przymusem urzędowym. Teraz jest to trudniej - już Plenum KC partii nie uchwali a struktury terenowe nie zawezwą dyrektorów przedsiębiorstw by po linii partyjnej przekazać polecenie : " wicie, rozumicie towarzysze ale starszymi ludźmi, co nie mają już tyle sił do pracy trzeba się jakoś zająć, znaleźć im jakieś zajęcie - no, wicie sami najlepij co trzeba ..."
  • 2012-02-03 23:12 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Do diabła - wyszło jak u MMK - mój komentarz do mego komantarza komentującego własny komentarz . ;-)))
  • 2012-02-04 20:13 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Zmierzamy niestety do meritum: bez badań i rozwoju nie mamy szans bycia silną gospodarką. Bez własnej produkcji.
    Bez strategicznych dziedzin gospodarki: stocznie, hutnictwo, górnictwo, energetyka itd.

    Mają szczęście te polskie firmy, że jeszcze koszt pracy niski i są odbiorcy na zachodzie. To jakoś ciągnie gospodarkę do przodu. To i tylko to.
  • 2012-02-04 21:09 | wladimirz

    Generalnie działalność Urzędów Pracy jest wyrzucaniem miliardów w błoto, podobnie jak programy ze środków UE!!!

  • 2012-02-05 06:25 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @xyz
    bez stoczni, hutnictwa jest większośc tzw. Zachodu. Górnictwo to jeszcze mamy, dochodowe- miedź i to, do którego "państwo" czyli my podatnicy i firmy z dochodowych sektorów dopłaciliśmy od początku transformacji 16 mld dolarów netto (róznica między dotacjami a podatkami i zusami płaconymi przez sektor). Koszt wydobycia węgla był większy niż cena jego sprzedaży. Była to ochrona miejsc pracy górników. Wcześniej te wspominane przez @Marcina huty i tysiące innych przedsiębiorstw mogły działać tylko dzieki nieustannym dotacjom i gospodarce autarkicznej.
    Tylko te działy, które produkują taniej niż na Zachodzie (przed Azją chronią jeszcze cła) mogą funkcjonować. Niestety, jedynym kosztem, który można utrzymać na niskim poziomie jest płaca pracowników.
    Cyt."bez badań i rozwoju nie mamy szans bycia silną gospodarką. Bez własnej produkcji."
    Absolutnie racja! Obecna produkcja wymaga tzw. mysli technologicznej. Dlatego przodują w niej kraje nie te, które mają surowce a te, które zainwestowały w wysoki poziom nauczania i ośrodki badawcze. Vide- Finlandia, Tajwan, wcześniej-Japonia.
    A my mamy szkolnictwo na poz. XIX wieku i dorywcze akcje doszkalające. I wcale niemało bardzo utalentowanych naukowców, którzy warunki do rozwoju znajdują poza Polską i tatmte gospodarki napędzaja swoją "myślą techniczną".
    Tylko kto rozlicza kolejne rządy z braku nakładów na oświatę? Przecież najważniejsze są autostrady. Porównaj stos. ilościowy artykułów, dyskusji w obu tematach. Nb. Finlandia jest trochę większa od Polski, autostrad ma dwa razy mniej.
  • 2012-02-05 11:52 | kaesjot

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Joanno - węgiel ma tę przewagę, że mamy go dużo, gazu znacznie mniej ( i tak chyba pozostanie ) a ropy prawie wcale. W latach 50-tych i 60-tych byliśmy dla Zachodu dostawcą surowców i niskoprzetworzonych produktów a nabywcą produktów zaawansowanych technicznie i technologicznie. Gdy zaczęliśmy rozwijać i unowocześniać nasz przemysł z kupujacego staliśmy się dostawcą. Nie dość, że kupowaliśmy coraz mniej to jeszcze zaczęliśmy swymi produktami konkurować z zachodnimi firmami a tego oni już nie mogli stolerować no i zaczął się ruch Solidarności ( to taka moja , osobista teoria ). Co zostało - wszyscy wiemy doskonale.
    Produkcja przemysłowa i rolna winna zaspokajać potrzeby kraju a zbilansowana wymiana handlowa ma tylko wzbogacić ofertę. Tylko po co się ścigać - nie lepiej porozumieć się i uzgodnić, kto, co i dla kogo wytwarza. Produkcja ma służyć zaspokajaniu potrzeb wszystkich ludzi a nie nieograniczonemu bogaceniu się nielicznych.
  • 2012-02-05 20:15 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @kaesjot
    Należysz do tych szczęśliwców, dla których gospodarka PRL jest tworem nieznanym. Ja w niej spędziłam więcej niż pół życia, nawet musiałam zdawac egzamin z ekonomii polit. socjalizmu czyli "nauki" abstrakcyjnej i absurdalnej. Pozwól, że przedstawię Ci pewne fakty. Może uwierzysz.
    Czy wiesz co to była Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej? Otóż organizacja splatająca gospodarki krajów demokracji ludowej- krótko mówiąc komunistyczne. Nie działały tu żadne zasady ekonomii- surowce i wyroby wzajemnie były sobie "sprzedawane" za tzw. ruble transferowe- twór nie będący żadnym pieniądzem, niewymienialne bez pokrycia w czymkolwiek, fizycznie nieistniejącym. To był nasz "rynek zbytu" bubli, to był nasz "import" bubli. Kompletna autarkia, wymiana towarowa z Zachodem praktycznie nie istniała i dot. "wsadu dewizowego"- kilku procent komponentów niezbędnych, których demoludy nie potrafiły wyprodukować. Nasze surowce nie szły "na Zachód", za bardzo były potrzebne "na Wschodzie", bardzo mały eksport "na Zachód" (skądś na ten "wsad dewizowy" trzeba było wziąć) były dotowane przez zadłużające sie państwo bo koszt wydobycia był znacznie wyższy niż na Zachodzie, kilkakrotnie wyższy niż zakup i transport z Australii i RPA. Dlaczego? Fatalna wydajność pracy w polskich (radzieckich też)kopalniach- wynikająca z awarii sprzętu made in ZSRR i konieczności sprowadzania części stamtąd a tam części nie było jak to w socjalizmie. Takie przestoje trwały długo podobnie jak powypadkowe (zawały, wybuchy były codziennością- miałam ratownika górniczego w rodzinie). Kosztem kopalni były też darmowe wczasy, mieszkania zakładowe, kluby sportowe, przychodnie, imprezy kulturalne, partycypacja w "gierkówce" i Bóg wie co jeszcze.
    Nie mieliśmy poza wódką żadnego towaru konkurencyjnego dla produkcji zachodniej jakością. Owszem, budowaliśmy maszyny, statki, samochody ale miały one szanse jedynie na rynku RWPG. Był taki dowcip o tym- w piramidzie, odcięte od świata przeżyło stado ptaków. Jak? Wzajemnie zjadały swoje g...na. Zachodni naukowcy mówili- niemożliwe, radzieccy uczeni wykrzyknęli "jak w RWPG!".
    Tylko w warunkach kompletnego odcięcia od reszty świata to mogło funkcjonować. Tylko bez świadomości społeczeństwa o dramatycznie niskim poziomie życia w porównaniu z Zachodem. Nad tym czuwała władza nie dając paszportów, okłamując społeczeństwo. To runęło, kiedy łgać się już nie dało. Mimo braku internetu do Polaków dotarło, że pensja nie musi wynosić 8 $ (słownie: osiem dolarów)- tyle zarabiała moja matka, a samochód nie musi być dobrem posiadanym przez kilka procent. Na 50 rodzin w moim bloku było w latach 80-tych 3 (słownie: trzy) samochody. Posiadane przez bardzo bogatych ludzi- cinkciarza (samobieżny kantor), przemytnika (okulary, ciuchy do ZSRR, złoto stamtąd) i pana, który miał brata w Niemczech, więc tam spędzał urlopy i zwolnienia lekarskie (stawka godzinowa przekraczała polska pensje miesięczną) a że był ubekiem to paszport dostawał.
    Mieszkanie "na wolnym rynku" za "bony" (sztuczne dolary) to był koszt zaledwie kilku tysięcy dolarów. Tyle, że to było tysiąc całych pensji. Albo mój urlop dziekański spędzony na myciu niemieckich kibli.
    Ja wiem, że to niewiarygodne dla współczesnych. Wiesz dlaczego moja 70 letnia mama jest szczęśliwa? Bo nigdy nie wierzyła, że normalnie, bez kolejki w sklepie najbliższym kupi sobie kawałek szynki, pętko kiełbasy, rajstopy czy majtki. Na co jej nie stać? Na to, na co NIGDY jej stać nie było albo czego nie było.
    A ja nadal nie potrafię wyrzucić butór, które tylko wyszły z mody, tylko są znoszone. Bo pamiętam jak na kartki mogłam kupić 2 (dwie) pary butów rocznie a na bazarze para byle czego kosztowała 3 tysiące a ja miałam 2 tys. na miesiąc.
  • 2012-02-05 20:16 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @kaesjot
    Należysz do tych szczęśliwców, dla których gospodarka PRL jest tworem nieznanym. Ja w niej spędziłam więcej niż pół życia, nawet musiałam zdawac egzamin z ekonomii polit. socjalizmu czyli "nauki" abstrakcyjnej i absurdalnej. Pozwól, że przedstawię Ci pewne fakty. Może uwierzysz.
    Czy wiesz co to była Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej? Otóż organizacja splatająca gospodarki krajów demokracji ludowej- krótko mówiąc komunistyczne. Nie działały tu żadne zasady ekonomii- surowce i wyroby wzajemnie były sobie "sprzedawane" za tzw. ruble transferowe- twór nie będący żadnym pieniądzem, niewymienialne bez pokrycia w czymkolwiek, fizycznie nieistniejącym. To był nasz "rynek zbytu" bubli, to był nasz "import" bubli. Kompletna autarkia, wymiana towarowa z Zachodem praktycznie nie istniała i dot. "wsadu dewizowego"- kilku procent komponentów niezbędnych, których demoludy nie potrafiły wyprodukować. Nasze surowce nie szły "na Zachód", za bardzo były potrzebne "na Wschodzie", bardzo mały eksport "na Zachód" (skądś na ten "wsad dewizowy" trzeba było wziąć) były dotowane przez zadłużające sie państwo bo koszt wydobycia był znacznie wyższy niż na Zachodzie, kilkakrotnie wyższy niż zakup i transport z Australii i RPA. Dlaczego? Fatalna wydajność pracy w polskich (radzieckich też)kopalniach- wynikająca z awarii sprzętu made in ZSRR i konieczności sprowadzania części stamtąd a tam części nie było jak to w socjalizmie. Takie przestoje trwały długo podobnie jak powypadkowe (zawały, wybuchy były codziennością- miałam ratownika górniczego w rodzinie). Kosztem kopalni były też darmowe wczasy, mieszkania zakładowe, kluby sportowe, przychodnie, imprezy kulturalne, partycypacja w "gierkówce" i Bóg wie co jeszcze.
    Nie mieliśmy poza wódką żadnego towaru konkurencyjnego dla produkcji zachodniej jakością. Owszem, budowaliśmy maszyny, statki, samochody ale miały one szanse jedynie na rynku RWPG. Był taki dowcip o tym- w piramidzie, odcięte od świata przeżyło stado ptaków. Jak? Wzajemnie zjadały swoje g...na. Zachodni naukowcy mówili- niemożliwe, radzieccy uczeni wykrzyknęli "jak w RWPG!".
    Tylko w warunkach kompletnego odcięcia od reszty świata to mogło funkcjonować. Tylko bez świadomości społeczeństwa o dramatycznie niskim poziomie życia w porównaniu z Zachodem. Nad tym czuwała władza nie dając paszportów, okłamując społeczeństwo. To runęło, kiedy łgać się już nie dało. Mimo braku internetu do Polaków dotarło, że pensja nie musi wynosić 8 $ (słownie: osiem dolarów)- tyle zarabiała moja matka, a samochód nie musi być dobrem posiadanym przez kilka procent. Na 50 rodzin w moim bloku było w latach 80-tych 3 (słownie: trzy) samochody. Posiadane przez bardzo bogatych ludzi- cinkciarza (samobieżny kantor), przemytnika (okulary, ciuchy do ZSRR, złoto stamtąd) i pana, który miał brata w Niemczech, więc tam spędzał urlopy i zwolnienia lekarskie (stawka godzinowa przekraczała polska pensje miesięczną) a że był ubekiem to paszport dostawał.
    Mieszkanie "na wolnym rynku" za "bony" (sztuczne dolary) to był koszt zaledwie kilku tysięcy dolarów. Tyle, że to było tysiąc całych pensji. Albo mój urlop dziekański spędzony na myciu niemieckich kibli.
    Ja wiem, że to niewiarygodne dla współczesnych. Wiesz dlaczego moja 70 letnia mama jest szczęśliwa? Bo nigdy nie wierzyła, że normalnie, bez kolejki w sklepie najbliższym kupi sobie kawałek szynki, pętko kiełbasy, rajstopy czy majtki. Na co jej nie stać? Na to, na co NIGDY jej stać nie było albo czego nie było.
    A ja nadal nie potrafię wyrzucić butór, które tylko wyszły z mody, tylko są znoszone. Bo pamiętam jak na kartki mogłam kupić 2 (dwie) pary butów rocznie a na bazarze para byle czego kosztowała 3 tysiące a ja miałam 2 tys. na miesiąc.
  • 2012-02-05 22:05 | Marcin

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @ Joanna
    "To był nasz "rynek zbytu" bubli, to był nasz "import" bubli".
    Przepraszam za okreslenie: chyba Cie Joanno pokrecilo. Czytajac Twoje teksty odnosze wrazenie ze czytam podrecznik ideologii kapitalistycznej.
    Ludzie ktorzy zyli w tamtych czasach i maja mozliwosc porownania ich z dzisiejsza codziennoscia powiedza tak: mamy jeden Pewex tylko skad wziac pieniadze na kupowanie w nim? Bzdury piszesz o kartkach ktore owszem pojawily sie w momencie gdy PRL popelnil bledy polegajac na uczciwosci sprzedawcow licencji. Trzeba pamietac ze Polska stala sie karta przetargowa w ideologicznej walce dwoch systemow. Rosjanie uzalezniali Polske od swojej gospodarki dajac nam za zadanie specjalizowanie sie w okreslonych wyrobach, bo to nas trzymalo w ich ryzach. Nie mogac rozwijac swojej gospodarki zgodnie z naszymi ambicjami probowalismy (Gierek) zwiazac sie z Zachodem. Niestety bylo to na nasza zgube. Wpadlismy przez to w pulapke dlugowa. Samosplaty ktore mialy pozwalac w pelni splacic pozyczki towarami zostaly niestety wyelimonowane sankcjami Reagana. Nie bede pisal tutaj poematu bo miejsca za malo. Subsydia o ktorych piszesz sa i owszem czasami potrzebne, bo lepiej dac przedsiebiorstwu panstwowemu subsydium i utrzymywac w trudnym okresie wazne stragicznie przedsiebiorstwo, niz pozwolic mu upasc, a pieniedzmi zamiast wspomagac to przedsiebiorswto finansowac nonsensy w postaci programow jak powyzszy, czy placic niebotyczne kwoty na utrzymywanie przed utonieciem miliony ludzi bez pracy. Straszenie kolejkami czy kartkami to stary chwyt ktory kupia tylko ci ktorzy nie maja pojecia o ekonomii. Nie sztuka zyc na kredyt i wmawiac wszystkim ze jest dobrze a nawet doskonale.
    Ten kryzys ktory przetacza sie we wspolczesnym kapitalizmie nie jest czyms przypadkowym. Za zycie na kredyt kiedys przychodzi zaplacic. Wlasnie teraz zaczyna sie ten czas. Tylko idiota moze uwazac ze system w ktorym jeden sie bogaci kosztem drugiego jest sprawiedliwszy. Nie widzisz Joanno wokol siebie pustuch hal po zakladach kiedys dajacych prace tym co dzisiaj chodza glodni?
    Oni by woleli kartki i prace, a nawet kolejki. Te negatywne strony przypisywane PRL-owi nie sa w stanie zakrzyczec faktu iz pokolenia powojenne przezyly swoje zycie w kraju stabilnym, czesto pracujac caly okres powojenny w jednym zakladzie pracy i otrzymaly z niego godziwa emeryture. Tego nikt mimo pieknych wyliczanek w obecnym systemie nie gwarantuje. Malo tego moze byc i taka sytuacja ze zabraknie pieniedzy na opieke zdrowotna oraz emerytury.
  • 2012-02-06 13:22 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Z gospodarką Chin albo koreańskimi produktami nie da się wygrać uczciwymi metodami. Przykładowo Koreańczycy stosują dumpingową politykę cenową. Chińskie koncerny praw międzynarodowych nie respektują, Chiny mają sztucznie zaniżony kurs juana i generalnie robią sobie co żywnie im się podoba. Jeżeli UE zamierza tylko biernie patrzeć ja miejsca pracy odchodzą w kierunku Chin, Indii w Europie nie będzie w ogóle miejsc pracy. Chcesz z nimi konkurować musisz płacić pracownikom w UE gorzej, niż chińskim pracownikom. Praca po 12h to akurat nie domena tylko Chin, ale także Polaków i innych nacji, wiec tu akurat nie ma tematu. To by oznaczało cywilizacyjne cofanie się i jeszcze bardziej krwiożercza gospodarkę. Taki kierunek jest pewnie na rękę wielkim globalnym koncernom, bo i tak zyski trafiają tylko do najzamożniejszych. Jest to też jedna z przyczyn dlaczego UE przechodzi kryzys i jeżeli nie poczyni odpowiednich kroków będzie jeszcze gorzej.

    Ja doskonale rozumiem, że część zakładów pracy musiała upaść lub zostać zrestrukturyzowana. Niemniej taki koreański Samsung to nie tylko firma produkująca TV, ale także branża komponentów, półprzewodników, matryce LCD, przemysł samochodowy (na licencji Renault, ale zawsze) i stocznie!!! To firma skupiająca różne branże. Bez silnego wsparcia państwa na pewno nie byłaby dziś liderem światowym. Tak samo jak wspierany przez chiński rząd Foxconn - jeden z największych producentów (ODM) światowej elektroniki.

    Finlandia ma choćby Nokię, Wärtsilä itd. Jest to jednak coś. Wiem - mamy Orlen, Lotos, a to już zawsze coś.

    Tajwan to chyba głównie elektronika i jej projektowanie na potrzeby ODMów.

    Tematu dochodów danej grupy staram się unikać. Czy płaca polskiego górnika (nawet w KGHM) jest atrakcyjna w stosunku do górnika w RPA albo Australii? Jakoś opłaca się wydobywać. Generalnie dochody w PL i tak są niskie w porównaniu do tego co jest w krajach Europy Zachodniej, a tam zmierzamy. To też nie oznacza, że musimy żyć ponad stan jak Grecy ;-)
  • 2012-02-06 13:27 | xyz

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    Dofinansowania europejskie potrafią niestety płynąć do stworzenia stanowisk w silnych zagranicznych korporacjach w Polsce, które do biednych bynajmniej nie należą. Taka nasza polska patologia. Nie wiem kto tym kieruje. Wszystko można zręcznie podczepić pod projekt unijny jak się ma dobrego prawnika.

    Dla mnie to trwonienie pieniędzy unijnych, bo przecież stymulacji potrzebują mali i średni przedsiębiorcy.
  • 2012-02-11 16:39 | bpSmith

    Podaż i popyt na naszym rynku pracy rozjeżdżają się coraz bardziej

    @"Podaż i popyt na naszym rynku pracy rozjeżdżają się coraz bardziej."
    Nie bardzo rozumiem bo dane Eurostat pokazują coś zupełnie odwrotnego.
    W Polsce tylko jedna na sześć tysięcy ofert pracy nie znajduje pracownika.
    Tutaj zwyczajnie podaż zanika w cieniu popytu.
    Natomiast bzdury o niedopasowaniu edukacyjnym i o efektywnych szkoleniach to sobie możemy między bajki włożyć bo dzięki wspaniałym reformom edukacyjnym mamy całe stada: finansistów, informatyków, ekonomistów, specjalistów od zarządzania oczywiście z dyplomami uczelni tylko, że np. bez znajomości podstaw matematyki, która wymaga niestety choć odrobiny zdolności logicznego myślenia.
    A tak już jest niestety, że czego się Jaś samodzielnie myśleć nie naumiał to Jana już się w tym nie doszkoli, więc nadszedł czas na kursy dla barmanów, grafików, webdesignerów, przewodników, hotelarzy itd.
    Problem pt. kto z tych usług będzie korzystać? jest nieistotny bo EFS daje 23 tys. na kursanta a wnioski zatwierdzają specjaliści od rozróżniania w rubrykach prawidłowych 0 i nieprawidłowych -.
    Natomiast wracając do edukacyjnego niedopasowania to ludzie, którzy posiadają solidne podstawy wypracowane w szkole podstawowej i średniej, świetnie dają sobie radę w biznesie, w zarządzaniu produkcją i administrowaniem zasobami ludzkimi, pomimo tego, że są z wykształcenia filozofami, kulturoznawcami albo politologami.