Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Na ratunek nowemu życiu

(57)
Lekarze i rodzice coraz częściej stają wobec piekielnego dylematu. Rodzą się dzieci – za wcześnie, zbyt niedojrzałe, skazane na kalectwo i cierpienie. Ale współczesna medycyna pozwala im przeżyć. Czy tak trzeba? Czy wolno?
  • 2012-02-04 08:45 | axiom1

    Za wcześnie, by żyć

    To wynik polityki rezimu.

    Rezim sprowadzil konflikt i antagonizmy amerykansko-rosyjskie na polskie terrytorium. Na Nato-wskie radary Rosja odpowiedziala swoimi. Na Nato-wskie rakiety Rosja odpowie swoimi. Na Polske beda wycelowane setki rakiet z glowicami nuklearnymi i zadne z Patriotow nie beda w stanie nic zrobic.

    Rezim pozwolil na wznowienie stanu zimnej wojny na terenie Polski. Kapital bedzie uciekal z Polski i Europy Wschodniej oczywiscie do Nowego Yorku. I to jest glownym celem Ameryki.

    W miedzyczasie promieniowanie z radarow jak mikrofalowka gotuje organizmy polakow. Statystyki chorob nowotworowych i bialaczaki na pewno juz to potwierdzaja. I oczywiscie rodza sie noworodki z deformacjami.


  • 2012-02-04 12:48 | Agradabla

    do Axiom1

    Artykul porusza bardzo powazny temat, Axiomie zajmij sie swoimi problemami na jakims innym forum i nie odwracaj uwagi czytelnikow od bardzo istotnego i skomplikowanego problemu. Pozdrawiam, A
  • 2012-02-04 13:25 | Liss

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Przepraszam bardzo, ale nie widzę związku powyższej wypowiedzi z rodzeniem się wcześniaków (bo nie o deformacjach była mowa w artykule) i rozwojem medycyny. Przy okazji - białaczka to również choroba nowotworowa.

    Artykuł bardzo dobry, w Polsce konieczne jest poruszenie tego niezwykle trudnego tematu. Tu nie ma jedynej słusznej odpowiedzi i złotego środka.
  • 2012-02-04 14:06 | blo

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Jedna z matek chorego dziecka ma żal,że została z tym problemem sama.Proszę zwrócić uwagę co państwo a raczej ustawodawca pod naciskiem kleru oferuje obywatelom.Nic nie oferuje,żadnej pomocy ,wsparcia psychologów,rehabilitacji.Matka ma rodzić za wszelką cenę nawet kosztem własnego życia.Oczywiście są to dylematy konkretnych osób,ich wrażliwości,norm etycznych i moralnych i często religijnych.Jest też druga strona medalu,koszty,które zawsze ponosi rodzina.Matka rodzi upośledzone dziecko i zostaje z tym sama,bo "musi nieść swój krzyż".Ci co najzacieklej nawołują do ochrony życia nie mają pojęcia co jest dalej.Dalej jest piekło nie do zniesienia.
  • 2012-02-04 15:00 | axiom1

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Oczywiscie ze temat jest bardzo powazny. Nie spierajmy sie o slownictwo, deformacje czy uposledzenie lub inne stany nie normalnosci. To efeky promieniowania z radarow.
    Proponuje zapoznac sie ze szkodliwoscia promieniowania radarowego. Ja tak zrobilem. Promieniowanie niszczy i zabija komorki co prowadzi do roznych stanow nie normalnosci.
    Nato-wskie o rosyjskie radary gotuja ciala polakow jak mikrofalowki.
  • 2012-02-04 15:01 | czytelnik

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    artykuł poruszył mnie;
    tak na zimno oceniając, nie powinno się podejmować terapii w niektórych sytuacjach, ale gdy dochodzą emocje to przestaje być takie proste;
    uważam, że lekarze powinni brać zdanie rodziców pod uwagę
  • 2012-02-04 15:12 | Anastazja

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Czy na prawdę nie można podyskutować na temat jakiś dylematów moralnych , etycznych bez politykierstwa?
    Często się nad tym zastanawiałam, czy należy takie niedojrzałe życie ratować za wszelką cenę. Dawnej dzieci takie umierały, bi nie było takiej wiedzy by je reanimować i utrzymywać sztucznie przy życiu. W naturze matki nie karmią takiego potomka.
    Dzięki Bogu nie byłam z sytuacji matki takiego noworodka i zastanawiam się czy byłabym w stanie zrezygnować z walki o jego co by nie mówić trudne, często chorowite życie. Tak na trzeźwo chyba nie ,a ale ....
  • 2012-02-04 17:12 | zmenczony polskom

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    będę twierdził aż do znudzenia, że tego typu problemy biorą się tylko i wyłącznie z doktryny religijnego zamordyzmu -straszącego wszystkich jakimś piekłem, za życia.
    Dlatego kobiety w Polsce rodzą na siłę i później mordują się z tą wymuszoną odgórnie decyzją -aż do śmierci swojego dziecka. Tym samym postępując wbrew temu co jest przyjęte, w zdrowej na umyśle naturze -nie bawiącej się w degrengoladę cierpienia i utrzymywania życia za wszelką cenę -tym bardziej i w szczególności, kiedy takie życie nie ma już najmniejszego sensu.
  • 2012-02-04 18:10 | roy

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    ie i zgon z wola Bożą. Niezależne od trafności takiego poglądu uczy on pokory wobec rzeczywistość. Nie możemy wszyscy być zdrowi, piękni, mądrzy i bogaci. To różnej proweniencji socjalutopiści wmawiają naiwnym, że maja do wszystkiego praw, lecz żaden z tych mędrków nie pomyślał, że nie można zarządzać przypadkiem czy - jak kto woli - losem.
  • 2012-02-04 19:11 | Anastazja

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Dzień w dzień widzę tragedię sąsiadów i ich 36 letniej córki. To już nie jest rodzina. To kłębek nerwów. Córka codziennie rycząca jak zwierzę na całą klatkę schodową,bez kontaktu z otoczeniem, ojciec ucieka na rower i jedzie gdzie go oczy poniosą, bo i ze znerwicowaną żoną już nie można pogadać. To jest piekło na ziemi. Ona twierdzi, że gdyby wiedziała co urodzi i mogła usunąć to by to zrobiła. To jest piekło na ziemi, co ci ludzie przeżywają. Jednego dnia radości nie mają, a nawet spokoju tylko.
    Uważam, że na ten temat powinni wypowiadać się ludzie, których ta tragedia dotknęła, a nie ci co maja piękne, mądre i do tego zdrowe dzieci.
  • 2012-02-04 19:14 | Wołająca na puszczy...

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    cala rzesza roznych czynnikow zlozyla sie na to, ze smierc traktowana jest jako koniec- doslownie i w przenosni. Oczywiscie, ze smierc mlodego czlowieka, dziecka szczegolnie, odbierana jest jako "niesprawiedliwa", nie w pore, ale to jest wlasnie zycie, dla ktorego my, ludzkosc, ma, zdaje sie, coraz mniej respektu. Osobiscie odbieram podejscie do "ratowania zycia za wszelka cene" jako rodzaj wypranego mozgu i brak reanego "stania na nogach". Rzeklabym iz to rodzaj wspolczesnej histerii, czesto polaczonej z publiczna pokazuwa grajacych na emocjach mediow. Zastanawiajace, ze jeszcze raptem niewiele ponad pol wieku temu- biedne matki oferowaly swoje noworodki dla dobrze urodzonych zamoznych dam i bynajmniej nie czynily tego z braku milosci do dziecka. Ludzkosc dnia dzisiejszego postrzega siebie jako boga- liczy sie zycie LUDZKIE, miejsce dla LUDZI, zakaz niszczenia plodow LUDZKICH, co nie przeszkadza w tym samym czasie znecac sie nad inna forma zycia lub po prostu dewastowac srodowisko. Ponadto kult indywidualizmu- MOJE (dziecko, samochod, dom)jest najwazniejsze. Jestesmy czescia natury i dobrze by nam wszystkim zrobilo, gdybysmy sprobowali zrozumiec zalesnosci pomiedzy zyciem a smiercia i nauczyli sie przyjmowac smierc, zamiast z nia walczyc. Nie zmienia to faktu, ze bardzo wspolczuje rodzicom, ktorzy doswiadczaja straty dziecka. Powinnismy walczy o godne, uczciwe ZYCIE na miare 21. wieku, a nie po prostu o ZYCIE...
  • 2012-02-04 20:43 | Piotr Popławski

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Artykuł zmusza do myślenia i porusza ważny temat.
    Jestem lekarzem, który pracował w oddziale intensywnej opieki medycznej dla noworodków.
    "Piekielny dylemat" nigdy nie spowodował wahania, nigdy nie myślałem, żeby odstąpić od ratowania dziecka.
    Pozostał do dziś ślad - powracające koszmarne sny a w nich potworne wizje.
  • 2012-02-04 21:32 | Jakubbo

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Dla ateistów sprawa jest trochę prostsza...

    Dla ludzi religijnych? Cóż, nie pytałbym księdza bo, "po V nie zabijaj" a to nie ksiądz będzie niańczył 15 letnie płaczące wiecznie dziecko, jednocześnie nienawidząc je i nienawidząc samego siebie za nienawidzenie swojego dziecka.

    Zabawne, że to że sensem życia wg chrześcijaństwa nie jest cierpienie a miłość objaśniła mi moja polonistka w liceum, bo czy utrzymywanie kogoś przy życiu tylko po to żeby cierpiał to akt miłosierdzia?

    Co nie zmienia faktu, że gdybym był w takij wlaśnie sytuacji i usłyszał od kogoś, że zabijanie to grzech i mam się modlić o cud, to prawdopodobnie kazłbym się tej osobie zamknąć.

    Niestety z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej problem jest nierozwiązywalny. Sczerze wszystkim osobom religijnym życzę ażeby nigdy nie znaleźli się w takiej właśnie sytuacji.
  • 2012-02-04 21:34 | Jaruta

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Czterdzieści kilka lat temu urodziłam bliźnięta o 4 tygodnie wcześniej, niż przewidywano (1600 i 2000 g). Większa była w stanie dobrym, mniejsza w średnim (nie podano w skali agbar) Miały znakomite warunki w szpitalu - wypisane po 8 tygodniach i staranna opiekę w domu. A pomimo tego rozmaite dysfunkcje ujawniały się na różnych etapach życia - wady wzroku, niedosłuchy, zaburzenia hormonalne. Lekarze wszystkie te przypadłości wiążą z okresem perinatalnym. A to były niemal dojrzałe płody. Nie skazałabym swojego dziecka na cierpienie życia i kalectwa, jeśliby się urodziło w 24-25 tygodniu ciąży. Jeden z moich wnuków urodził się jako bezmózgowiec. Po 18 godzinach szpital wydał oświadczenie, że odstąpiono od reanimacji. Chwała tym lekarzom. Synowa dziecko opłakała, pochowaliśmy. A gdyby zmuszono jej synka do życia? Strach się bać. Trochę empatii dla tych zupełnie bezbronnych tworów.
  • 2012-02-04 21:37 | MK

    Rodziców bym nie pytała

    Jak powiedziała któraś matka w artykule, nie była w stanie podjąć decyzji o śmierci dziecka. Natomiast należałoby wykluczyć ryzyko pomyłki, czyli nie jeden lekarz, ale komisja, także komisja etyczna.
    Pacjent i jego rodzina często nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że to koniec. Robią coś dla nich oczywistego, ratują za wszelką cenę, nie zastanawiając się nad kosztami dla siebie i chorego. Nie są lekarzami, nie potrafią wyobrazić sobie stanu swojego dziecka za kilka lat (to inna z matek z tekstu). To nieprawdopodobne, że w takiej chwili będą w stanie się zdystansować.
  • 2012-02-04 22:22 | strixy

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Karolina, matka bliźniaków wcześniaków, uważa, że nie powinno się rodziców obarczać decyzją o przerwaniu terapii, bo nie są zdolni do jej podjęcia. – Lekarze mówili mi, jakie mogą być skutki niedotlenienia u jednego z bliźniaków, ale ja tego po prostu nie słyszałam – mówi. – Dla mnie było ważne, że po trzech dniach żyje. Jak mówili o wodogłowiu, to ja myślałam: spokojnie, to się przecież leczy. Jesteś wtedy na takich emocjach, że nie możesz racjonalnie podejmować decyzji.

    Właśnie. Dlatego uważam, że rodzice powinni mieć możliwość obejrzenia potencjalnych skutków nieodłączenia aparatury na filmach, slajdach, zdjeciach oraz możliwość spotkania z rodzinami, które respiratora nie odłączyły i zobaczenia tych dzieci, jak one żyją. Wtedy niech decydują, czy są w stanie unieść taki ciężar. Samo gadanie to za mało.
  • 2012-02-04 22:46 | sili

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Taki problem przypomina mi bardzo aborcję. Skoro by mogła wtedy kochana matka wiedzieć i zamordować swoje dziecko, to dlaczego teraz nie "usunie" swojej 36-latki. Co za różnica?
  • 2012-02-05 00:50 | Mam pytanie trochę na poboczu tematu:

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Czy znajdzie się lekarz którymi mnie objaśni: na czym lub na kim medycyna trenuje ów postęp - bo chyba pionierskich operacji, zabiegów fizykalnych czy leków nie testuje się w symulacjach komputerowych? O podwójnie ślepej próbie nie wspomnę.
  • 2012-02-05 01:48 | Natelle

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Nie uważam, ze jest to problem nierozwiązywalny głównie dla osób religijnych. Wszystko zależy od konkretnych rodziców i konkretnego przypadku nie należy generalizować.

    Kiedyś nie było tego typu problemów, rozwój medycyny postawił je przed nami. Jestem osobą wierzącą i uważam, że kiedy dziecko obarczone jest wieloma wadami i nie ma szans na przeżycie bez sztucznego podtrzymywania, to powinno postąpić się zgodnie z naturą, tzn pozwolić mu odejść. Odłączenie od aparatury w takim przypadku nie jest zabijaniem, nie rozumiem, skąd taka nadinterpretacja V przykazania...i przypisywanie jej chrześcijaństwu. Niektórzy w rzeczywistości mało wiedzą o tej religii, a tak łatwo dzielą się swoimi opiniami przedstawionymi w formie faktów, posługują się stereotypami albo wypowiedziami poszczególnych osób rozciągając je na wszystkich wierzących.

    Wracając do tematu-śmierć jest naturalną konsekwencją życia. Musimy się z tym pogodzić. Jeżeli jednak rodzice będą chcieli nadal na siłę podtrzymywać życie dziecka, to też nie można ich źle oceniać. To zbyt trudne sprawy.
  • 2012-02-05 03:01 | Jakubbo

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Katechizm kościoła katolickiego:

    "2269 Piąte przykazanie zakazuje także podejmowania jakichkolwiek działań z intencją spowodowania pośrednio śmierci osoby. Prawo moralne zakazuje narażania kogoś bez ważnego powodu na śmiertelne ryzyko oraz odmówienia pomocy osobie będącej w niebezpieczeństwie."

    "2277 Eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polega na położeniu kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających. Jest ona moralnie niedopuszczalna.

    W ten sposób działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo głęboko sprzeczne z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga żywego, jej Stwórcy. Błąd w ocenie, w który można popaść w dobrej wierze, nie zmienia natury tego zbrodniczego czynu, który zawsze należy potępić i wykluczyć.

    2278 Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa "uporczywej terapii". Nie zamierza się w ten sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić. Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie - przez osoby uprawnione, zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta."

    W tym ostatnim paragrafie wyjątek stanowi tylko nieuchronność śmierci w krótkiej perspektywie czasu z tego co rozumiem.

    "2274 Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć go w miarę możliwości jak każdą inną istotę ludzką.

    Diagnostyka prenatalna jest moralnie dozwolona, jeśli "szanuje życie oraz integralność embrionu i płodu ludzkiego, dąży do jego ochrony albo do jego indywidualnego leczenia... Sprzeciwia się prawu moralnemu wtedy, gdy w zależności od wyników prowadzi do przerwania ciąży. Diagnostyka nie powinna pociągać za sobą wyroku śmierci"

    Jeśli zniszczenie embrionu uznaje się za zabicie człowieka, to odłączenie noworodka od aparatury chyba też. Na tyle na ile to rozumiem stanowisko kościoła katolickeigo jest w tej kwestii dość jednoznaczne.
  • 2012-02-05 08:46 | kaesjot

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Kolejny oszołomiony doktryną religijną. Tak chętnie powołujecie się na prawa natury ale nie macie o nich zielonego pojęcia bo w naturze jest tak, jak pisze Anastazja.Stawianie znaku równości między kilkutygodniowym embrionem i dojrzałą ( w tym przypadku tylko fizycznie ) osobą jest dowodem ignorancji. 36 lat temu nie było problemów z aborcją, gorzej z możliwością zdiagnozowania odpowiednio wcześnie wad, które w większości powstają w I-szym trymestrze a wtedy jeszcze embrion nie jest człowiekiem, bo nie ma duszy - chyba, że św. Tomasz z Akwinu głosił herezje !
    Wczesne rozpoznawanie wad płodu to podstawa. Aborcja to mniejsze obciązenie psychiczne dla matki niż śmierć już urodzonego dziecka o jego ćierpieniach nie wspominając.
  • 2012-02-05 08:53 | Caramba

    Róznica?

    Mogła usunąć zygotę, zlepek komórek a teraz musiałaby zabić człowieka, chorego człowieka.
    Módl się "sili", żeby Ciebie to nie dotknęło. .
  • 2012-02-05 09:04 | Caramba

    A gdzie "dobór naturalny"?

    Kiedyś słabsze osobniki ginęły szybko, przeżywały silne zdrowe i lepiej przystosowane. Teraz ewolucja się zatrzymała.
    Kiedyś mądry lekarz czy akuszerka pozwalali umrzeć zdeformowanym, chorym noworodkom. Teraz, to "nie mój problem".
  • 2012-02-05 11:00 | gość

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Zabrakło mi w artykule odniesienia do praktyki w innych krajach europejskich. Z tego, co wiem (nie jestem z branży) to tylko w Polsce ratuje się tak intensywnie tak niedojrzałe wceśniaki, stąd mamy spore osiągniecia w neonatologii. Ale czy KTOŚ liczy koszty, opisane pokrótce tutaj ? Czyli cierpienie tych uratowanych na siłę dzieci i ich rodziców, a także (owszem, czemu nie) pieniądze, których w związku z uporczywą terapią wobec tych dzieci, zabrakło dla innych dzieci, np. na rehabilitację.
  • 2012-02-05 11:03 | kaesjot

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Znasz powiedzenie " uczyć się na błędach " ? Masz odpowiedź!!!
    Śmieszą mnie "czyści ideowcy" dla których istnieją tylko sprawy czarne i białe. Życie to jednak wszystkie odcienie szarości. Nawet w tak zbrodniczych działaniach jakimi były eksperymenty medyczne na ludziach w obozach hitlerowskich można dopatrzyć się pozytywnych akcentów. Chociaż się nigdy oficjalnie tego nie mówi ale wielu lekarzy ma świadomość, że dzięki nim medycyna dokonała w tym czasie znaczącego postępu gdyż w "normalnych" warunkach tego typu eksporymentów nie dałoby się, jak przypuszczałem, przeprowadzić. A jednak nawet dzisiaj prowadzi się np. w USA eksperymenty na więźniach.
  • 2012-02-05 12:12 | sili

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Nikomu nie życzę takiej sytuacji w której musi decydować o śmierci bądź życiu, bo uważam, że nie jesteśmy powołani do tego, żeby o tym decydować. Dla mnie człowiek jest człowiekiem od poczęcia, a życie 36-latki = życie "embrionu", bo to taki sam dla mnie człowiek.
  • 2012-02-05 14:43 | Natelle

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Przytoczony przez Pana paragrafu 2278 odnosi się dokładnie do sytuacji jaką miałam na myśli i wynika z niego dokładnie to, co napisałam wyżej.
    Nie pisałam o eutanazji i aborcji wspomnianych w innych przytoczonych przez Pana paragrafach, którym jestem przeciwna.

    Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa "uporczywej terapii". Nie zamierza się w ten sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić. Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie - przez osoby uprawnione, zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta.

  • 2012-02-05 15:43 | Jakubbo

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Tu się zgodzę, tylko że istnieje właśnie luka czy, moralnie szara strefa, którą trzeba rozpatrywać już w indywidualnych przypadkach.

    Mi chodziło tylko o to co było nadmienione w artykule, czyli o możliwość wydłużenia życia o dzisiątki lat, ale kosztem jego jakości. Inaczej mówiąc zmuszanie do życia osób, które nie będą w stanie podjąć przez pozostałe 40-50 lat życia kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym, a ich jedyna aktywność życia sprowadzi się jedynie do wydawania nieartykuowanych dźwięków, a czasem tylko do podstawowych czynności wegetatywnych.

    Bo o ile kościół usprawiedliwia niepodjęcie działań w przypadku nieuchronności śmierci, ale niestety ta wraz z rozwojem medycyny staje się stety\niestety coraz mniej nieuchronna.

    Pozostaje jeszce interpretcja co rozumiemy przez spodziewane rezultaty? Ile spodziewanego kalectwa decyduje już o możliwości zaniechania reanimacji? Od którego tygodnia wcześniak ma szense na życie kwalifikujące go do reanimacji przy spełnionym warunku spodziewanych rezultatów? Ile spodziewanego kontaktu z rzeczywistością uznajemy za kwalifikujące do ranimacji?

    Bo o ile lekarze są w stanie podać odpowiednie dane, to nie wiem czy trafiają one w dyskusji w momencie krytycznym do księży, których pyta się o zdanie w takiej sytuacji.

    Sądze, że kościól powinien zebrać te dane i wydać odpowiednie pisma odnosząc się do tego jak rozumie ten problem, jeśli tego oczywście już nie zrobiono. Mam nadzieję, że kościół oddelegowuje do szpitali księży przeszkolonych w tych kwestiach, którzy mogą w odpowiednim momencie wziąć udział w dyskusji, a nie tylko zajmować stanowisko dogmatyczne. Jeśli jest inaczaj to pozostawiają rodziców samym sobie z dylematem moralnym, a zadaniem księży powinno być wskazywanie wtakich sytuacjach odpowiedzi.

    Bo o ile kościół nie popiera ratowania życia za wszelką cenę to pozostaje pytanie jaką cenę kośiół uznaje za uzasadnienie do nie ratowania życia?

    Swoją drogą postulowany w którymś z postów pomysł powstania szpitalnych zespołów / komisji etycznych (jeśli takowe nie istnieją) uważam za bardzo dobry.
  • 2012-02-05 17:54 | camel

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Czyli nadal po katolicku: żadnego rozwiązania, żadnej pomocy, tylko skazanie na cierpienie w imię przekonań. Więc ciesz się, taka właśnie jest i oficjalna doktryna naszego, katolickiego grajdołu. Co z tego, że "nikomu nie życzysz" sytuacji, w której trzeba podjąć decyzję, kiedy te sytuacje są częścią życia i pojawiają się niezależnie od życzeń. Dyktowany religijnymi zabobonami brak rozwiązań jest najgorszym i najpodlejszym wyjściem. Zwlaszcza, kiedy takie rozwiązania narzucane są siłą przez ludzi, których bezpośrednio nie dotyczą.
  • 2012-02-06 13:37 | Tanaka

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    temat bardzo ważny, ale dyskusja miejscami dziwaczna. czlowiek dawno temu złamał "prawa natury" - czyli prawo Boga. do niedawno marly przy porodzie kobiety, marły niemowlęta, ludzie płakali, ksiadz pocieszał, że "Bóg tak chciał", potem się paliło świeczki na grobie i - najczęściej - rodziło kolejne dziecko, nieraz z takim samym skutkiem. dzisiaj "prawo natury" jest notorycznie łamane przez człowieka. ale równocześnie człowiek jest zapętlony między "prawem natury" w wersji "surowej" i "prawem naturalnym" - w wersji religijnej, instynktownym odruchem pomocy człowiekowi na granicy śmierci, ale bez zgody na przyznanie, ze odruch instynktu, wiary i czegoś jeszcze może miec piekielne następstwa. "prawo naturalne" jest zawieszane, gdy biskup ma zawał, złamie biodro, ma nowotwór - wtedy nie podnosi tej kwestii i jest wdzięczny, gdy mu wstawią sztuczne biodro, nową zastawkę serca, przeszczepią marską wątrobę. ale w pozostałych przypadkach - i zwłaszcza wobec innych juz ten sam biskup z papieżem będą wyjątkowo pryncypialni i zwykle łatwo potępią rodzica oszalalego między chęcią podtrzymywania zycia za wszelką cenę a zgodą na śmierć. By jakoś sobi ez tym dawać radę, trzeba o tym glośno, szczerze, autentycznie rozmawiać. nie ma 2 identycznych tragedii. ale to temat tabu, obwarowany, zepchniety w czeluście psychiki. im pardziej zepchnięty, tym tragiczniej obciążający wszystkich - rodziny, dzieci, lekarzy, księzy i cale społeczeństwo. kiedy już lekarz powie (i zrobi) swooje, ksiądz powie (i zrobi) swoje, zostanie tylko matka i ojciec, albo tylko matka, albo tylko ojciec. i im już nikt nie pomoże. bo gada się latwo i potępia się łatwo - innych.
  • 2012-02-06 15:55 | BasiaAsia

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem:"Prawo nie może zastępować namysłu moralnego, opartego na analizie faktów medycznych oraz interesów wszystkich osób zaangażowanych w konkretną sytuację." Nie wyobrażam sobie że ktokolwiek miałby decydować z mocy prawa za mnie o życiu moim lub bliskiej mi osoby tylko dlatego, że ja nie mam wiedzy medycznej, a on - tak. Każdy człowiek jest omylny. Poza tym każdy przypadek jest inny (jak pokazują sytuacje opisane w artykule) i z tego samego zachorowania jedno dziecko wyjdzie pomyślnie, a drugie - nie. W innym kontekście: znałam z autopsji przypadki kilku osób, które były w podeszłym wieku, w terminalnym stanie, ale były świadome; bardzo cierpiały i DO KOŃCA CHCIAŁY ŻYĆ. To jest wybór każdego z nas, a nie naszego lekarza.

  • 2012-02-06 21:16 | Czytelnik111

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Dobrze przygotowana strona Rady Bioetyki Fundacji Nuffield (UK) z artykulami na temat bioetyki w medycynie prenatalnej: http://www.nuffieldbioethics.org/neonatal-medicine
    W artykule "Neonatal medicine:short guide" przedstawiona jest m.in. tabela z przezywalnoscia i jakoscia zycia dzieci urodzonych pomiedzy 23-25 tygodniem. Jest tez duzo informacji ulatwiajacych zrozumienie problemu wszystkim zainteresowanym stronom.
  • 2012-02-07 00:39 | rk

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Uwazam ze znacza wiekszosc przypadkow przedwczesnych narodzin mozna byloby uniknac poprzez lepsza opiekie nad kobieta w ciazy... a w szczegolnosci na kobietami u ktorych zdiagnozowowano ciaze zagrozona poronieniem...to wlasnie te kobiety nalezy otoczyc szczegolna opieka i nie eksperymentowaca w szpitalach o nizym pozimie ale przekierowywac do wyzszych stopniem osrodkow w ktorych wyspecjalizowana kadra potrafi poradzic sobie z wieloma powiklaniami-NAPEWNO byloby mniej dramatow.
    Nie oczekujmy od ktorego kolwiek z rodzicow podjecia decyzji o nie ratowaniu swojego dziecka ...
  • 2012-02-07 01:45 | Jan Bohynski

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Sili - Moze wez ja sobie ? JB.
  • 2012-02-07 01:52 | Jan Bohynski

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Jakubbo - Mam nadzieje, ze ty nigdy nie osiagniesz zadnej pozycji, w ktorej moglbys decydowac o losach innych ludzi. To byloby zbyt przerazajace. JB.
  • 2012-02-07 02:00 | Jan Bohynski

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    kaesjot. Wiesz o tym, czy ci sie to tylko przysnilo ? Moze podasz jakies dane, potwierdzajace twoje mniemanie, ze w USA przeprowadza sie eksperymenty medyczne na wiezniach. Uwazaj, bo mozesz za takie pomowienia odpowiadac przed sadem. JB.
  • 2012-02-07 11:37 | kaesjot

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Sam tego nie zmyśliłem - czytałem niedawano w jednym z czasopism ( sprawdzę i podam szczegółowo ) artykuł o testowaniu leków na więźniach.
  • 2012-02-07 11:41 | janja

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Ale też nie można zapomnieć o kosztach jakie decyzja o ratowaniu generuje. I tu nie chodzi tylko o koszty reanimacji, ale później opieki nad takim głęboko upośledzonym dzieckiem do tych 17 czy 20 lat kiedy umrze. To straszne ale jak potem się czyta że 20-latce chorej na raka odmówiono podania ,,chemii niestandardowej", a z drugiej strony jak się pomyśli ile kosztuje utrzymanie przy życiu dzieci w stanie wegetatywnym...
  • 2012-02-08 00:50 | Bartoolo

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Bardzo ciekawy artykuł. Sam zastanawiałem się nie raz jak postąpiłbym w takiej sytuacji i nadal nie wiem jak bym się zachował. Gdy urodził się mój syn zastanawialiśmy się z żoną czy gdyby podczas badań prenatalnych, albo tuż po urodzeniu okazało się że ma jakieś poważne wady rozwojowe to byśmy się zdecydowali na aborcję. doszliśmy do wniosku (patrząc na naszego synka) że raczej nie. Teraz spodziewamy się drugiego dziecka a ja się jednak nadal zastanawiam czy bym umiał ponieść taki ciężar przez resztę swojego życia. Chyba jednak nie. Z drugiej strony, lekarze nie zawsze mają rację co mogę zaświadczyć na własnym przykładzie. Mając 10 lat utopiłem się. mimo że karetka przybyła dość szybko i podjęto reanimację nie dawałem oznak życia. W szpitalu lekarze powiedzieli moim rodzicom po pierwszej godzinie prób przywrócenia mnie do życia, że szanse na to są praktycznie zerowe i żeby zgodzili się na odłączenie mnie od aparatury. Rodzice się stanowczo zaprotestowali. po 10 godzinach śmierci klinicznej organizm się obudził i dość szybko doszedłem do siebie. dziś jestem w pełni sprawnym i w miarę wykształconym trzydziesto kilku letnim człowiekiem, choć lekarze twierdzili że po takim okresie bez braku oznak życia, nawet jak przeżyję to będę warzywem. Tak więc nigdy nie wiadomo na 100% czy zaufać lekarzom czy też walczyć o dziecko niezależnie od tego jakie są rokowania. Dlatego jestem za tym aby rodzice decydowali o życiu lub śmierci swojego dziecka, a nie arbitralnie lekarz. Oczywiscie powinna być im zapewniona pomoc specjalistów w podjęciu tak ważnej decyzji a jeśli zdecydują się jednak na podjęcie obowiązku wychowania takiego dziecka także pomoc państwa. Zwłaszcza państwa w którym niby tak ważne jest każde życie (także embrionów czy zygot). Niech państwo i kościół które tak wojują z aborcją i invitro, stworzy fundacje na rzecz osób niezdolnych do życia, a trzymanych przy nim na siłę.
  • 2012-02-08 01:38 | mariachi77

    @axiom

    Jjjjasne. Wszyscy marynarze też już wyginęli.
    Wygląda na to, że ty jesteś pierwszą ofiarą tych straszliwych radarów.
  • 2012-02-08 01:51 | Jan Bohynski

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Opisze znany mi pzypadek. Urodzilo sie dziecko i w czasie porodu zostalo poszkodowane. Tak sie stalo. Lekarze orzekli, bedzie zylo 2 miesiace, lepiej oddac do zakladu. Oczywiscie rodzice tego nie zrobili. Dziewczynka umarla majac 26 lat, wazac ok 100 kg. Bez kontaktu, bez zadnych mozliwosci ruchowych, krzyczac i placzac cale zycie. Ojciec uciekl od rodziny po kilku latach i slad po nim przepadl. Matka zrujnowala wlasne zycie i zrezygnowala z wszelkich planw, na rzecz poswiecenia sie istocie, ktora urodzila. Teraz zamieszkala w poblizu cmentarza, zeby miec blizej na grob dziecka. Oczywiscie ta osoba ma spelnione i wypelnione zycie, ale czy nie mogla miec szczesliwszego zycia, gdyby ... Im wiecej pytan, tym mniej odpowiedzi. JB.
  • 2012-02-08 13:23 | divak2

    Pytania

    Rozwój medycyny zaczął stwarzać niesamowite kłopoty. Po prostu pojawiła się możliwość utrzymywania przy życiu ludzi (zarówno noworodków jak i ofiar wypadków), którzy trzydzieści lat temu nie przetrwaliby pięciu minut. I powstaje pytanie, czy bardziej uzurpują sobie rolę Najwyższego ci, co podtrzymują przy życiu na siłę, czy ci co się domagają zaprzestania uporczywej terapii.
    A drugie pytanie - kto jest odpowiedzialny za życie człowieka na stałe podłączonego do urządzeń podtrzymujących życie? Opiekun? A jeżeli coś mu się stanie, on zachoruje, albo zwyczajnie się upije z rozpaczy? Elektrownia? A co jak wystąpi awaria i nie respiratory i inne maszyny nie będą zasilane a zasilanie awaryjne wyczerpie się? Ten kto płaci za terapię? A jak skończą mu się pieniądze?
  • 2012-02-08 18:51 | Anka

    To tylko pół prawdy.

    Artykuł porusza sprawę dość pobieżnie. Przecież wcześniaki to nie tylko dzieci z ogromnymi wadami rozwojowymi. Wiele z tych dzieci wychodzi z wcześniactwa i prowadzi normalne życie lub ma drobne niepełnosprawności, nie wykluczające funkcjonowania w społeczeństwie.
    Zaraz po porodzie nie wiadomo, jaki będzie rozwój. Nie tylko medycyna poszła do przodu, rehabilitacja również i obecnie potrafi zdziałać cuda.

    Dziecięce mózgi są bardzo plastyczne, dlatego nie należy pisać o eutanazji. To zupełnie inna sytuacja niż w przypadku ludzi starych, chorych na nieuleczalne choroby. Dlaczego pomysł pozostawiania ich bez leczenia lub odłączanie aparatury budzi tyle kontrowersji? Bo każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji.
    A tymczasem to raczej należy odstąpić od ratowania starych i nieuleczalnie chorych dorosłych i przeznaczyć te pieniądze na sprzęt dla wcześniaków, których rodzi się coraz więcej.
  • 2012-02-10 16:06 | sanciasancia

    przerażający ten artykuł

    a) Decyzję o zaprzestaniu uporczywej terapii powinien podejmować rodzic, który
    aa) jest opiekunem prawnym dziecka,
    ab) ponosi największe konsekwencje swojej decyzji.
    b) Pomysł, żeby robił to lekarz jest dla mnie prostym dla lekarza wyjściem z sytuacji, w której musi się liczyć z rodzicem, rozmawiać z nim, tak zeby ten zrozumiał itp., a także symptomem syndromu Boga.
    c) Miałam kontakt z dr Rutkowską po urodzeniu się dziecka z letalną wadą genetyczną (mojego). Zachowywała się wobec rodziny dziecka co najmniej nieetycznie. Jak dla mnie może być co najmniej autorką wskazówek, jak nie zachowywać się wobec rodziny dziecka.
  • 2012-02-10 17:38 | anty

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Gdyby nagle nie bylo dostepu do tych wszystkich nowoczesnych maszyn, terapi itp i dziecko zmarlo? Czy katolicy tez beda oskarzac sluzbe zdrowia i rodziców o swiadoma eutanazje.
  • 2012-02-13 07:09 | joanna

    zabrakło jednego ważnego słowa- BÓL

    Ból nieustanny. Bo brak świadomości, kontaktu z otoczeniem chociażby przez płacz, czasem rozdzierające wycie,nie oznacza, że go się odczuwa. Choć niemożność wydobycia dźwięku, oczywiście, pomaga- opiekunom. A boli wszystko- uwierająca pielucha, fałda na prześcieradle, leżenie w pozycji, która akurat jest niewygodna, rura do intubacji, wenflon, i wszystko to co boli każdego z nas- czasem brzuch, czasem głowa. My bierzemy wtedy tabletki. Sami lub ktoś nam je poda bo możemy o to poprosić.
    Lekarze to wiedzą, rodzice w to nie wierzą. Lub, jak każdy z nas, nie są w stanie tego sobie wyobrazić.Lub liczą, że akurat ich dziecko nie czuje nic. Nieprawda.
    Czuje, choć nie potrafi tego wyrazić tak jak sparaliżowany (stracił również słuch i wzrok) Vincent Humbert "dyktujący" jedynym władnym palcem książkę "Dajcie mi umrzeć".
  • 2012-02-13 22:39 | Snoopy

    Dlaczego kojarzycie wcześniaka z "warzywem"?!

    Nie porównujcie wcześniaków do dzieci z nieuleczalnymi wadami i ciężko upośledzonych. Sporo wcześniaków mówi, chodzi, po kilku latach niczym nie różnią się w rozwoju od rówieśników. Coraz mniejsze dzieci mają szansę na normalne życie.
  • 2012-02-15 11:57 | mama wczesniaka

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Nie zgadzam sie z wieloma waszymi wpisami
    Obecnie jestem mamą wcześniaka z 24/25 tyg ciazy. Początek był straszny dawano jej 10% szans. Po 7 miesiącach w szpitalu wyszla do domu, ale byla karmiona sondą, miała rurke tracheotomijną i byla uzalezniona od dodatkowego tlenu. I co??wtedy lekarze mówili własnie ze bedzie roślinką...żebysmy sie przyzwyczaili i pogodzili z tym...żebysmy kupili wózek inwalidzki...
    a życie nas zaskoczyło...co prawda do wszystkiego doszła dużo później, ale obecnie jest super roześmianą, gadającą, zaczynającą śpiewać prawie 4-latką. Zjada wszystko, nie mam rurki tracheo, nie ma dodatkowego tlenu..jedyne co jej pozostalo to okularki ale cudnie w nich wygląda..

    Nie każdy skrajny wcześniak musi być ciężko chory...ja akurat jestem za ratowaniem takich dzieci
  • 2012-02-16 16:55 | aggig

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    "Jeśli zniszczenie embrionu uznaje się za zabicie człowieka, to odłączenie noworodka od aparatury chyba też. Na tyle na ile to rozumiem stanowisko kościoła katolickeigo jest w tej kwestii dość jednoznaczne."
    Polecam jeszcze raz, ze zrozumieniem, przeczytać paragraf 2278. Nauka Kościoła jest jednoznaczna, ale inna w przypadku aborcji a inna w przypadku "uporczywej terapii".
  • 2012-03-11 10:48 | mama skrajnego wcześniaka

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Jesem mama skrajnego wczesniaka..., którego pomimo, że wiadomo było lekarzom, że ciężkie niedotlenienie, zamartwica i wylewy IV stopnia zniszczyły całkowicie mózg, za wszelką cenę postanowiono pozostawić przy życiu... A więc respirator przez prawie 4 miesiące, w między czasie 3 operacje (2 na główce) kilogramy antybiotyków, sterydów, leków immunosupresyjnych i nawet nie wiem, co jeszcze, bo oczywiście informacja od lekarza jest wiadomo jaka i traktowanie również... wylewy doprowadziły do powstanie ogromnego wodogłowia pokrwotocznego (wskaźnik evansa ponad 90%), a oznacza to, że dziecko nie ma mózgu, a funkcje życiowe podstawowe-wegetatywne zachowane tylko te które pochodza z pnia... obecnie juz mija 5 miesiąc, jak cały czas jest w szpitalu, oczywiście kolejnym, bo każdy wczesniejszy szpital jak najszybciej chce się pozbyć, żeby nie zaliczyć zgony i nie zepsuc sobie statystyki..., a dzisiaj Malutka żyje, cierpi strasznie, główka z wodogłowia rosnie nawet 1,5cm na dobę, musi miec nakłuwaną, żeby odciągnąć płyn mózgowo rdzeniowy, żeby główka ją nie bolała z cisnienia... nie ma zastawki, bo na razie ze względu na wysoki poziom białka nie można jej założyć, bo od razu się zatka. A nawet jesli kiedyś uda się to zrobić, to stan malutkiej nie ulegnie zmianie - wegetacja i cierpienie od pierwszej minuty życia w imię chorych ambicji lekarzy i wypalenia zawodowego. Obecna medycyna dała lekarzom "nowoczesne zabawki" z których oni rozsądnie nie potrafią korzystać... My rodzice już od pewnego czasu (po wielu prywatnych konsultacjach) wiedzieliśmy jaki jest stan dziecka i błagaliśmy lekarzy, aby pozwolono jej odejść godnie i żeby juz nie cierpiała - nie zgodzili się... a teraz zachowują się jakby mieli do nas pretensje, że dziecko jest ciągle w szpitalu, że nie można go wypisać z/w na wodogłowie bez zastawki, ... Kiedy przychodziliśmy do Malutkiej na OIOM i widzieliśmy, jak strasznie cierpi, prosiliśmy lekarzy o podawanie leków przeciwbólowych, oczywiście bezskutecznie, bo jaka wątroba i nerki to wytrzymają???!!! szkoda, ze martwili sie wątroba i nerkami, a nie martwili się głową i stanem neurologicznym??? A dzisiaj 5 miesięcy koszmaru, jeżdżenia od szpitala do szpitala, od operacji do operacji, stan wegetatywny, nierokujący. My rodzice jeseśmy już wykończeniu fizycznie, psychicznie,..., finansowo też, bo szpitale w różnej odległości od domu, a dojechać tam trzeba... Kochamy naszą kruszynkę nad życie, ale jednoczesnie zdajemy sobie sprawę z tego, że nie chcemy dla niej takiego życia, w bólu, cierpieniu i nieświadimości. Malutka nie widzi, nie słyszy..., bo jak ma to być skoro żyje tylko pien mózgu??!!? W POlsce powinno zmienić sie prawo, żeby rodzice mogli w takich sytuacjach podejmować decyzje, bo to przede wszystkim ich dotyczy... mamy wielki żal do lekarzy, złość na nich..., a ja zastanawiam się jak taki człowiek każdego ranko bez wyrzutów sumienia spogląda w swoje odbicie w lustrze???
  • 2012-04-09 13:31 | elik

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Bardzo współczuję. Też nas niestety podobne nieszczęście spotkało. Też zastanawiamy się, jakim potwornym człowiekiem trzeba być, żeby skazywać skrajnego wcześniaka na takie cierpienie. Nie wiem, jak tacy ludzie mogą spokojnie spać i w lustro spojrzeć. Prawo powinno się wreszcie w Polsce zmienić, by to rodzice decydowali!
  • 2013-08-16 12:46 | program TV

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Redakcja publicystycznego programu na antenie TVN Style, przygotowuje się do dyskusji wokół ratowania skrajnych wcześniaków. Do rozmowy chcielibyśmy zaprosić zwolenników oraz przeciwników podejmowania walki o życie, za wszelką cenę.
    Jeśli jesteście Państwo zainteresowani, zapraszam do rozmowy telefonicznej lub spotkania. Prosimy o kontakt mailowy, bądź telefoniczny (502555156)

  • 2013-08-16 12:56 | MiastoKobiet

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Redakcja programu publicystycznego, na antenie TVN Style, przygotowuje się do dyskusji wokół ratowania skrajnych wcześniaków. Do rozmowy chcielibyśmy zaprosić zwolenników oraz przeciwników podejmowania walki o życie, za wszelką cenę.
    Jeśli jesteście Państwo zainteresowani, zapraszam do rozmowy telefonicznej lub spotkania.
    Proszę o kontakt mailowy, bądź telefoniczny 502-555-156.
  • 2013-09-12 07:19 | jpet

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Jak rzetelnie piszesz - " Dla mnie..." i niech tak zostanie.
    Do osądu innych brak ci BOSKICH kompetencji lub - ze świeckiego punktu widzenia - elementarnej przyzwoitości...
  • 2014-05-03 13:25 | Grzegorz

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Rozumiem wszystkich rodziców skrajnych wcześniaków, sam jestem ojcem wcześniaków z 23 tygodnia z waga 470g i 600g. To co dzieje się wtedy w głowie rodziców jest do nieopisania. Lekarze nie dają szans na przeżycie. Ratuje się życie dzieci poświęcając życie rodziców.
  • 2014-05-10 00:28 | Urszula

    Re:Na ratunek nowemu życiu

    Jestem matką wcześniaka z 25 tygodnia, 850 g. Uratowano go, ale teraz jego losami "system" się nie interesuje, nikt nie wspiera nas rodziców przytłoczonych diagnozami, rodzeństwa zagubionego w nowej sytuacji. Obecnie dziecko ma 10 m-cy, poważne problemy zdrowotne, a im więcej negatywnych diagnoz pojawia się w jego dokumentach, tym mniejsza chęć pomocy ze strony personelu medycznego, tym bardziej widoczna niekompetencja lekarzy, tym bardziej widoczne niedostosowanie systemu do ciężkich przypadków. Mnóstwo czasu tracimy w przychodniach. Na zwykłe pobranie krwi ostatnio czekaliśmy 2 godziny i musieliśmy wcześniej odwiedzić kilka pięter w dwóch budynkach: rejestracja do poradni na parterze (próby wcześniejszej rejestracji telefonicznej spełzły na niczym, linia permanentnie zajęta, drugiego numeru nikt nie odbiera), poradnia na piętrze - po skierowanie do laboratorium, laboratorium na parterze, oddział szpitalny w innym budynku na 3 piętrze - bo w laboratorium nie umieli pobrać krwi tak małemu dziecku; wynik następnego dnia na pierwszym piętrze w jeszcze innym budynku. Krążymy po mieście po papierki od lekarzy zamiast wykorzystywać cenny czas na rehabilitację. Zdecydowanie brakuje centrów leczenia dla wcześniaków, gdzie w jednym miejscu można odwiedzić wszystkich niezbędnych specjalistów, wykonać niezbędne badania, załatwić formalności, uzyskać wsparcie. Fundacja "Wcześniak" chce zbudować jedno takie centrum, ale ono powinno powstać w każdym mieście wojewódzkim, bo wizyty lekarskie mamy średnio trzy razy w tygodniu. Wskazana byłaby też pomoc koordynatora leczenia i badań, który umawiałby wizyty i odwoływał je w razie potrzeby. Nikt nie zdaje sobie sprawy, ile miejsc trzeba odwiedzić lub obdzwonić, aby umówić każde najdrobniejsze badanie, jak porozrzucani są specjaliści.
  • 2014-12-01 18:01 | Zofia

    RNa ratunek nowemu życiu

    Witam jestem babcią dwuletniego skrajnego wcześniaka który przeszedł długą droge w swym krótkim życiu.Urodził się 26 tygodniu z wagą 720 ,leczenie trwało ponad 3 miesiące kazdy kto jest w temacie wie o co chodzi.To były ciężkie chwile do córki jak i dla mnie .Dziś jest nasza największa radością ,jest zdrowym chłopcem radosny mądry mówi .Więc kochani cuda się zdarzają,ja dziekuje całemu personelowi że nasz chłopczyk dostał szanse i jest wśród żywych ludzi ...Współczuje wszystkim którzy borykaja się z wielkimi problemami .