Internet, czyli starcie wolności z własnością

(65)
Zmiana się dokonała. Teraz szuka sobie miejsca w systemie. Lepiej jej pomóc, niż tracić energię na zawracanie rzeki.
  • 2012-02-06 14:34 | wiehu

    Wysoka jakość.

    Dobrze napisane , w tym względzie można na pana Żakowskiego liczyć.
    Od czasu do czasu :-)
  • 2012-02-06 15:38 | luk814

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Milo poczytac rzetelna analize a nie belkot. Oby jeszcze zrozumieli to tworcy i polityce bo na korporacje nie ma co liczyc w tej kwestii.
  • 2012-02-06 16:00 | czywarto

    To przeciez nie jest tak naprawde na temat praw autorskich

    Problem polega na tym, ze jest on znacznie glebszy, niz tylko naruszanie praw autorskich. Jednak jako taki jest wlasnie przedstawiany, swiadomie lub, miejmy nadzieje, nieswiadomie. Po pierwsze, chodzi tu rowniez o podrobki znanych (i wielkich) produktow wielkich korporacji. Malo jest jednak sympatyzujacych z ich interesami wiec sie pisze o prawach tworcow. Ale problem jest nawet glebszy niz ochrona interesow korporacji. Internet stworzyl drugi i nieslychanie aktywny obieg informacji i komunikowania sie pomiedzy ludzmi. I zagrozenie tych wolnosci ktorych ludzie tak bardzo potrzebuja jest absolutnie kluczowe. To jest prawdziwy objekt oburzenia i walki, nie tylko mlodego pokolenia. I niech nikt nam nie mowi, ze to nie o to chodzi. Nikt tego kaganca nie moze zalozyc naraz i bezposrednio, wiec sie probuje, przygotowuje grunt pod stopniowe okielznanie Internetu. I jak sie tego konfliktu nie dostrzega to cale dyskusje na ten temat sa jalowe.
  • 2012-02-07 03:37 | Polak Starszy

    Nowe spoleczenstwo i nienadazajaca wladza

    "Internet stworzył drugi i niesłychanie aktywny obieg informacji i komunikowania sie pomiędzy ludźmi. I zagrożenie tych wolności, których ludzie tak bardzo potrzebują jest absolutnie kluczowe."

    Ma Pan/Pani całkowitą racje. Prawa autorskie sa tu tylko pretekstem. Tak naprawdę chodzi właśnie o wolność komunikacji i wyrażania swej opinii i poglądów w społeczności Internetowej i tej poza nią.

    Przezywamy aktualnie narodziny nowej formy demokracji, a może zupełnie nowej, dotąd nienazwanej formy organizowania się ludzi? Każdy może wyrazić swa niezależna opinie. Mądrą, ciekawa, ale tez głupią i wulgarna. Każdy może zwołać demonstracje. Każdy może zgrupować wokół siebie grupę ludzi popierających jego poglądy. To wszystko dzieje się z prędkością przesyłania bitów w sieci. Komunikacja i grupowanie się internautów obejmuje obszary ponadnarodowe, przełamuje granice i kontynenty. To jest zupełnie nowa jakość, z która rządy, wyrosłe na tradycyjnych metodach wyborów, sprawowania władzy i komunikowania się ze społeczeństwem sobie nie radzą, mimo (a może właśnie dlatego!) powoływania „ministerstw ds. cyfryzacji”.

    Dzisiejszy widok ministrów i premiera, bezradnych, pozbawionych autorytetu, przepraszających i cos obiecujących, siedzących naprzeciwko młodych, inteligentnych, dynamicznych, kreatywnych młodych Polaków to dla mnie nowy obraz politycznej rzeczywistości, która trzeba przyjąć do wiadomości. Wszechwładza, nieuctwo i arogancja ponoszą klęskę. Społeczeństwo przerasta inteligencja rządzących. To staje się coraz bardziej widoczne i to musi mieć swoje konsekwencje.

    Władza może mieć u obywateli autorytet swoja kompetencja, skutecznością dzialania, sprawna, przyjacielska komunikacja, reagowaniem na opinie społeczne. Polski rząd tego nie reprezentuje, a obecnie po prostu podpadł. Premier strofujący partie, usuwający ze swego otoczenia ludzi inteligentnych i kompetentnych, działający nie jak strateg i maż stanu, ale jak sikawkowy gaszący pożary, chowający się przed mediami, odnoszący się arogancko do ministrów i traktujący ich, jak „zderzaki”, karzący nowemu ministrowi sprawiedliwości „być tyranem”, jest dla Polaków anachroniczny i niekompetentny. Przenosząc się do gabinetu premiera, mentalnie pozostał na boisku piłkarskim. Tak się dziś nie sprawuje władzy. Arogancja działania lub pozostawanie w cieniu nie sa dziś narzędziami załatwiania problemów. Sa nimi szare komórki i ukryte w nich wiedza, inteligencja i mądrość.

    Polacy (młodzi, starsi i starzy) widza jak na dłoni zagrożenia dla swej wolności realnej i wirtualnej i jeśli władza tego nie uwzględni czas będzie niespokojny bo czas tajemniczych uzgodnień podpisywanych w ciszy gabinetów się skończył. Media i Internet ujawnia społeczeństwu wszystko ze wszystkimi tego konsekwencjami.

    Przezywamy czas zasadniczych zmian w organizowaniu się społeczeństwa. Dotychczasowa władza, oparta na starych schematach politycznych nie spełnia swych zadan i staje się w swej dotychczasowej formie bezużyteczna. Czy to zrozumie?
  • 2012-02-08 14:01 | anihybill

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Afera o 'acta' jest bardzo dobrym pretekstem do zmobilizowania nas Polaków, aby się zorganizować w realną siłę, która byłaby w stanie cokolwiek zmienić. Problem tkwi, myślę, jeszcze głębiej niż w ograniczeniu czy kontroli wolności swobodnej komunikacji, problem tkwi w pobudzeniu świadomości u ludzi o tym ,że mają realny wpływ na świat i cały ten skostniały, zbiurokratyzowny system anachronicznych i często bezsensownych przepisów, które zatruwają nam życie.

  • 2012-02-06 17:27 | hm

    Re:wg obowiązującego prawa kradzież to jest

    zabór mienia materialnego
  • 2012-02-06 17:40 | em

    Czy kradzież?

    Ja, jako przedstawicielka młodszego pokolenia, urodzona w połowie lat 80 chciałabym coś dodać. Zgadzam się z p. Żakowskim, że właściciele praw autorskich nie maja prawa płakać, ze są okradani na rynkach na których nie dostarczają swoich produktów. Chciałabym się przede wszystkim odnieść do seriali, których ściągniecie - obejrzenie-usunięcie nie jest dla mnie kradzieżą.
    Płacę bowiem. Za dostęp do Internetu, za telewizje kablowa. W telewizji nie mam możliwości obejrzenia najnowszych odcinków seriali. O ile te bardziej popularne można na takie Foxie obejrzeć z jedno sezonowym opóźnieniem, o tyle te mniej popularne - wcale. Dalej - seriale dostępne w tv puszczane są w godzinach dziwnych, w których nie mam możliwości oglądania ich gdyż jestem w pracy. Albo śpię. Jeśli sobie je nagram i obejrzę w dogodnym dla mnie terminie - to czym to się różni od ściągnięcia? Dalej, telewizja nie udostępnia możliwości obejrzenia odcinku w originale/z napisami. Tylko lektor. Z wykształcenia jestem filologiem angielskim, seriale oglądam tylko w oryginale lub z angielskimi napisami. Telewizja mi tego nie udostępnia, mogę słuchać tylko lektora który -by zmieścić się w czasie bywa że czyta tylko jedno zdanie, gdy autor na ekranie mówi 3. Nie chcę tak, a nie mam wyboru. Ściągając mam do dyspozycji oryginał i napisy w dowolnym języku.
    Z filmami jest tak samo, nie wspominając o długich reklamach.
    Chciałabym też zauważyć jeszcze jedną zależność. Moje pokolenie ściąga, na potęgę, ale też kupuje. Zakochałam się w serialu HBO Gra o Tron - kupiłam wszystkie tomy książki i wydanie DVD też planuje, choć cena będzie zawrotna, ale wiem że warto. Do kina chodzę 1-2 w miesiącu. Kupuję kilka książek rocznie - choć są strasznie drogie. Mogę ściągnąć choć e booków nie lubię, ale kupuje ulubionych autorów bo wiem za co płacę. Kupuję gry na PC i PS3 - gdy są tego warte.
    Moi rodzice nie ściągają. Ale i nie kupują. Nic.
    Szkoda że twórcy tego nie rozumieją. Że ludzie doceniają naprawdę dobrych artystów, twórców, pisarzy. Nie kupię oryginalnej płyty i nie wydam tych 50 zł, ale jak mi się spodoba to pójdę na koncert i wydam 100. Takich przykładów można by mnożyć.Jestem gotowa zapłacić za jakość, a czy mi twórcy oddadzą pieniądze za bilety na film absolutnie beznadziejny? Nie, mimo że wiedzą że wypuszczają bubla. Czasem mam wrażenie że traktuje się ludzi jak stado baranów, którym się pozabrania samodzielnego myślenia, za to goli się frajerów na czym się da.
  • 2012-02-08 12:22 | anihybil

    Nie ma się co tłymaczyć...

    Świat jest niesprawiedliwy, wielu młodych ludzi pomimo wiedzy i inteligencji doświadcza wykluczenia z możliwości rozwoju w pracy o ile szczęśliwie takową mają. Jednym z nielicznych światów, w którym mogą czuć się naprawdę zrealizowani i niewykluczeni z życia na tym swiecie jest świat globalnego uczestnictwa w dobrach kultury. Restrykcje za ściąganie tych dóbr będą skutkowały nasileniem niezdowolenia społecznego a stąd już tylko krok do demonstracji antyrządowych i zamieszek... Lepiej mieć spokojnych internautów oglądających ulubiony serial z 'chomika' niż niezmierzone rzesze wrogo nastawionych 'oburzonych'. Poza tym to jest uzależniające jak kawa i papierosy : Kto raz obejrzał 'grę o tron' nie będzie mógł patrzeć z zapartym tchem na m jak miłość.... chociaż motywy miłosne- i tu -i tu- się pojawiają. ;)
    Może zamiast inwestować miliardy w koszmarną architekturę gmachu telewizji i denny program tejże, państwo dołoży się wraz z grabieżczymi korporacjami na darmowe pliki dla wszystkich. Mogą być one zaopatrzone np w reklamę - tak jak to jest na 'iplexie'. Dziś to się wydaje nierealne, jednak widać wyraźnie, że społeczności internetowe potrafią już obalać krwawe dyktatury dużych państw i niedługo przestaną pasywnie odpowiadać na próby ograniczenia ich możliwości takie jak 'acta'. Zaczną same stawiać warunki świadome swej siły - a wtedy - w gmach telewizji wjadą buldożery.
  • 2012-02-06 17:52 | bryka

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Z dosyc typową,polską histerią,sprowadzamy ACTA do obszaru Internetu.
    Interpretując ten ostatni jako ostatni krąg naszej Wolności.Paranoja i schizofrenia,w której analfabeta kulturalny,przy klawiaturze,raczej myszce,
    nie wymagającej edukacji,czuje się herosem intelektualnym.Do Budy ! proszę.
  • 2012-02-06 18:03 | bryka

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Autopoprawka.Po wykrzykniku Do Budy ! Proszę !
  • 2012-02-06 22:46 | Jorge

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Po znakach interpunkcyjnych stosuje się spację. Proponuję poszukać w sieci terminu "analfabetyzm funkcjonalny".
  • 2012-02-07 10:59 | bryka

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Jorge

    Względy składniowe nakazują rozpoczynać wielką literą każdy tekst pisany, a potem pierwszy wyraz każdego nowego zdania (które następuje po kropce, wykrzykniku, znaku zapytania lub wielokropku) oraz zapisywać wielką literą wyraz po dwukropku, który rozpoczyna dłuższe wypowiedzenie lub jest początkiem przytoczenia czyjejś wypowiedzi.

    Proponuje mniej agresji
  • 2012-02-09 02:56 | Mikołaj

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Mniej agresji sugeruje człowiek piszący do innych "do budy!"?
  • 2012-02-06 18:27 | Czcigodny Jorge

    "Prawa twórców, dystrybutorów, wydawców oraz odbiorców muszą być sensownie zrównoważone, jeśli chcemy, by współczesne społeczeństwa ich przestrzegały. "

    To dla równowagi proszę w tym miejscu redakcję "Polityki" o odpowiedni opis pod zdjęciem na stronie:

    http://www.polityka.pl/polska2020

    bo jeśli ściąga się skądś materiały, to należy to robić także z dbałością o poszanowanie praw autorskich i zamieszczanie ich zgodnie z warunkami, na jakie zgodzili się twórcy. Aczkolwiek akurat w Polityce niedopatrzenia zdarzają się rzadko.
  • 2012-02-06 18:32 | vps

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    W teorii to rozwiązaniem jest regulacja, czyli podatki na twórczość, autorzy udostępniają za friko, im większe wzięcie tym większe dotacje sponsorowane przez społeczeństwo na tej samej zasadzie co ubezpieczenia społeczne. Z drugiej strony to tylko teoria ktora może miec negatywny wpływ na kulturę i innowacyjność. Za dużo socializmu za mało liberalizmu. Odwołanie się do zdrowego rozsądku typu my trochę pościągamy a trochę pokupujemy też odpada bo to nie fair i ciężko ustalić granice. Zgadzam się z tym co zostało napisane, czasy się zmieniły i trudno używać pojęcia "moje" jeśli puszcza się coś w sieć. Zaglądanie ludziom do kieszeni jest głupie i trochę uwsteczniające, zwłaszcza ze autorzy wykorzystują wszystkie plusy internetu - tj darmowa reklama, taki trochę hyde park który niesie echo na cały świat. Staję się i krzyczy - stworzyłem - i zaraz wszyscy o tym wiedzą własnie dzięki temu, że się nie zagląda do kieszeni i pozwala ludziom rozprowomoć wieść po swojemu. Wszyscy ktorzy korzystają z tego wynalazku zdają sobie sprawę, że piractwo do darmowa agencja reklamowa - ACTA tego nie zmieni, postraszy tylko tych, którzy za dobrze na tym zarabiają i tu się bardziej rozchodzi o żal do tych wszystkich którzy postawili serwery i trzepią hajs na tym, że ludzie się wymieniają plikami albo coś tam oglądają. Myślę, że w tym konflikcie wygra pieniądz - jak zawsze. Ideologicznie jeden przyzna, że jednak w internecie to już bardziej publiczne niż własne, inny zacznie wyzywać od złodzieji ( zależy pewnie od pazerności bo uczciwego to tak nie boli ). Wszystko załatwi czas - kiedy technologia pozwoli zarabiać na tyle bezpiecznie, że piractwo nie będzie nikomu przeszkadzało. Myślę, że niedługo wszystkie urządzenia zamiast dysków będą popodłanczane do sieci, będą chipy z DNA i wtedy nic nie będzie za friko. Dzisiaj bez szarpania za linę się nie obejdzie. 90% tworców to przedsiębiorcy tworzący z chęci zysku a nie jakiejś tam wewnętrznej potrzeby. Niech sobie żyją ile chcą i niech ścigają tych którzy zarabiają na wymianie "ich dobra" ale od mojego domu i mojego kompa wara - sieć nie jest niczyją własnościa i udostępniać za free nigdy nie powinniśmy zabraniać.
  • 2012-02-06 23:00 | MindStrom

    A co ze strumieniowaniem?

    Po co szukać rozwiązania w regulacjach przy pomocy podatków? Proszę się przyjrzeć amerykańskiemu serwisowi Netflix. Udostepnia on strumieniowo filmy i seriale w bardzo dobrej jakości swoim subskrybentom, a opłata jest porównywalna z opłatami tamtejszych operatorów telewizji kablowej. Innymi słowy niezbyt bogatego amerykanina jest na to stać. Myślę, że rozwiązania analizowanego tutaj problemu powinny iśc właśnie w tym kierunku. Nie tylko filmy ale cały zakres dóbr kultury powinien być w ten sposób dostępny: muzyka, książki, gazety itd. Twórcy zarabialiby proporcjonalnie do liczby pobrań. Moznaby pomysleć również o nieco bardziej skomplikowanych przelicznikach umożliwiających np promowanie nauki (chodzi mi o science nie o nauke w szkole). Rządy powinny przede wszystkim wspierać tego typu usługi a nie ścigać piratów. Jeżeli ludzie są gotowi płacić za konta premium na takim RapidShare to myslę, że będą skłonni płacić tego typu usługodawcom. W ten sposób problem sam się rozwiąże. Niestety wydawcy raczej nie będą entauzjastyczni w stosunku do tego typu rozwiązań ponieważ więcej można zarobić żądając opłaty za każdorazowe skorzystanie z danego dobra i w dodatku mając monopol na wydawanie danej pozycji. Do tego właśnie zmierzają lobbing wielkich wydawców nielicząc się kompletnie z prawami konsumentów czy dobrem szeroko pojętej kultury.
  • 2012-02-07 07:18 | 81

    R:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Jak panu się nie podoba ,by pana ktoś czytał ,to niech pan nie pisze ,i będzie miał pan po problemie ,brakuje w polsce ludzi do łopaty więc będzie jeden więcej ,a propost widać ,że ma pan trochę roczków na karku ,i na pewno pracą fizyczną pan się nie pobrudził -najwyższy czas -myśli pan ,że tak dużo ludzi pana czyta? nawet nie wiem kto pan jest a przeżyłem tyle latek co pan ,najlepiej nic nie robić ,albo GŁUPA palić pisząc jakieś bzdety i z tego żyć ,no niestety są ludzie chorzy którzy to czytają i fajnie bo z tego ma pan pieniążki ,- 99 % ludzi w polsce o panu nigdy nie słyszał - właśnie tacy ludzie zrobili w latach 70 rewolte pociągając robotników za sobą bałamucąc ich jakimiś bzdetami niby hasła ,a po wszystkim wypieła się na nich i pan ma szczelność młodym ludziom zamykać usta ? dobrze ,że zbliża się pana koniec licząc LATKA -zresztą każdego to czeka - ale pana wcześniej niż tych młodych co wyszli walczyć o swoją wolność""""
  • 2012-02-08 15:45 | xymox

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    twój nick to wiek, IQ czy rok urodzenia? a może jest inna symbolika tych dwóch cyferek?
  • 2012-02-06 18:40 | Jan59

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Ktoś kiedyś poruszając temat praw autorskich przywołał bardzo ciekawy przykład: Wodę kupujemy na dwa sposoby - w wodociągach miejskich po 2-3 zł za 1 tys. litrów oraz w butelce po ok 2 zł za 1.5 litra.
    Niezwykle trafne porównanie do korzystania z praw autorskich.
  • 2012-02-06 20:20 | frugopij

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Jej, sporo bzdetów.
    Twórca nie okrada społeczeństwa, jeśli nie udostępnia mu swych dzieł za cenę, którą Żakowski uznaje za godziwą. Takie stawianie sprawy to po prostu oszustwo intelektualne. Celowa próba wmówienia, że ktoś zarabiający na czymś, okrada innych. Że piractwo jest usprawiedliwione, bo kradną wszyscy, w tym wydawcy i autorzy. Otóż nie.
    Tym bardziej, że w obecnej kulturze open source nie musisz korzystać z kultury komercyjnej, jeśli nie podobają ci się ceny. Możesz sobie oglądać dzieła kamery Jasia z Grudziądza, za darmo.

    Koszt zeskanowania książki do pdf jest bliski zeru, więc jaką cenę wg Żakowskiego powinna mieć ta książka? Tak, właśnie bliską zeru. W jaki sposób więc pisarz na niej zarobi? Ano, nie zarobi. Pisać będą desperaci, ci co muszą bo gna ich wewnętrzny przymus. Zostaną więc nieliczni geniusze i stada grafomanów. Cała rzesza twórców "środka", przyzwoitych rzemieślników, będzie mogła tworzyć wyłącznie po godzinach. Do tego doprowadzi powszechny kult darmochy i kompletne odpuszczenie ochrony praw autorskich. Owszem, można jest ograniczyć, jeśli chodzi o czas trwania. Można wprowadzić rozwiązania uniemożliwiające "przetrzymywanie dzieła w zamrażarce" - np. nie wznawiasz przez 5 lat, prawa wygasają. Ale ingerencja w ceny to jakaś komusza fikcja. Jest rynek, są nowe kanały dystrybucji, dzięki którym ponoć kultura może być tańsza. Skoro i twórcy tego chcą i odbiorcy - tania, szybko dostępna twórczość, z wynagrodzeniem dla twórcy, bez pośrednictwa żarłocznej korporacji - to zwykłe mechanizmy rynkowe powinny szybciutko zetknąć ze sobą te dwie grupy w nowym modelu biznesowym. Nie ma przecież żadnych przeszkód ku temu... Zaraz zaraz, a może jednak jest. Tak, jedna przychodzi mi na myśl - piractwo właśnie. Może jednak nie wystarczy, że będzie szybko i tanio, skoro może być za darmo?

    Chętnie zobaczyłbym badania naukowe, z których wynikałoby, że w Polsce obszar biedy i wykluczenia w ostatnich latach rośnie. Spadku konsumpcji jakoś nie widać, za to dostrzec można np. spadek jakości publicystyki oraz sprzedaży prasy papierowej. Bo przecież na Onecie jest za darmo...
  • 2012-02-07 20:04 | MindStorm

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    " Jest rynek..."

    Gdzie Pan widzi ten rynek wydawców? Jeśli wydawca ma wyłącznośc na daną pozycję to z kim on musi konkurować? W jakim zakresie? Ja tej konkurencji nie widzę, tym samym nie widzę żadnego wolnego rynku. Konkurencja ma jedynie miejsce w momencie zabiegania o podpisanie umowy z danym twórcą, a i to tylko w przypadku, kiedy mamy do czynienia z człowiekiem już uznanym. Efektem takiego stanu rzeczy są ogromne gaże najbardziej znanych artystów, niechęć do inwestowania w młodych i oryginalnych oraz wysokie ceny. W monopolu czy kartelu nie ma konkurencji i ceny mogą być praktycznie dowolnie wysokie. Nie ma żadnego nacisku na wzbogacenie oferty, na poszerzenie klienteli. Właśnie z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia. Niedawno w samej polityce był artykuł na ten temat. Państwo w teorii powinno przeciwdziałąć takim sytuacjom. Niestety póki co lobby wydawców zdołało przekonać rządzących (nie tylko w naszym kraju), że obecna sytuacja jest dobra i nalezy ją jeszcze bardziej wzmocnić odpowiednim ustawodawstwem. Pań Żakowski dobrze identyfikuje sytuację. Większośc młodych ludzi, będących tak naprawde głównym targetem dla wytwórców treści nie ma pieniędzy aby móc sobie pozwolić na dobra kulturowe. Z drugiej strony w obliczu umów śmieciowych są one jedyną z niewielu radości jaką mają w życiu. Efekt jest taki, że piracą na potęgę. Żeby było jasne, nie staram się piractwa usprawiedliwić. Chcę tylko pokazać, że jeśli wydawcy nie zaczną się liczyć ze swoimi konsumentami (i zasobnością ich portfeli) to nie ma co liczyć, że cała ta zabawa kiedykolwiek się skończy.
  • 2012-02-08 11:38 | frugopij

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    A gdzie ja piszę o rynku wydawców?
    Powszechnym oczekiwaniem przeciwników ACTA (zresztą też jestem przeciwnikiem, ale z innych powodów niż rzekome prawa powszechnego i bezpłatnego dostępu do wszystkiego) jest to, by dzieła były dostępne w dystrybucji cyfrowej: zawsze, szybko i za grosze. Jako argumenty podają oni, że przecież Radiohead i NiN coś tam do sieci puściły za "co łaska" i wyszły na swoje. Skoro tak, to znaczy, że rynek może działać w ten sposób: autor bez wydawcy publikuje utwór, tanio, ale że nie dzieli się z wydawcą, to wychodzi na swoje i wszyscy są zadowoleni. Wydawcy nie mogą w żaden sposób zablokować tego procederu, o ile wcześniej nie związali artysty długą umową. Jest więc wolny rynek. Tylko dlaczego nie działa na szeroką skalę? Przecież fala autorów tak publikujących, ku radości klientów, powinna wykosić wydawnictwa w mgnieniu oka...
    Ano nie działa, bo proces twórczy potrzebuje wydawcy, o ile twórca nie ma na początek sporego kapitału. Nie mógłby też sobie pozwolić na eksperyment, który grozi słabą sprzedażą. W tej chwili wydawcy pokrywają koszty tworzenia (zaliczki) i biorą na siebie ryzyko sprzedaży (bo autor już tej zaliczki nie zwraca, nawet jeśli sprzedaż jest słabiutka). Wygląda więc na to, że zwolennicy darmowego (lub prawie darmowego) dostępu do dzieł, nie chcą przyjąć do wiadomości wszystkich aspektów wytwarzania dzieła i związanych z nimi kosztów. Rynek wydawcy wycenia je tak, jak obecnie. Rynek bez wydawcy jest możliwy, ale będzie bardzo ograniczony. Wycena inna niż rynkowa, zakłada przekazywanie twórcom środków publicznych - bo innego źródła nie ma: albo bezpośrednio z kieszeni klienta, albo pośrednio: z kieszeni klienta poprzez urząd skarbowy. Oczywiście finansowanie przez państwo, wiąże się z arbitralnymi kryteriami wyceny, jakimś weryfikowaniem kto twórca a kto nie i całym chorym mechanizmem urzędniczym, który niewątpliwie powstanie. Dla wyceny rynkowej nie ma więc sensownej alternatywy. A jeśli zdajemy się na rynek, to niestety pirackie udostępnianie nielegalnej kopii wszystkim niesie ryzyko strat dla twórcy/wydawcy. Nie zawsze te straty wystąpią, a na pewno nie tak duże, jak wydawcy twierdzą, ale ryzyko jest i nikt dotąd nie udowodnił, że nie.
  • 2012-02-08 13:34 | anihybil

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Teoria... w praktyce to co napędza sprzedaż to nie jest(subiektywnie rozumiana) 'wartość' dzieła lecz - p r o m o c j a - i to jest największy wydatek dla wydawcy, dlatego ten zazwyczaj nie chcąc ponosić ryzyka, decyduje się promować tylko znane nazwiska i tytuły, skazując na niebyt wielu utalentowanych, mniej znanych twórców. W takiej sytuacji darmowe udostępnienie swoich dzieł może być paradoksalnie doskonałą promocją i jedyną szansą zaistnienia dla młodych pisarzy...
  • 2012-02-06 20:35 | Zbigniew Łukasiak

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Przede wszystkim nie chodzi o omijanie prawa a o jego zmianę.

    Prawo własności to coś zupełnie innego od prawa do monopolu. Prawo własności jest po to, żeby można było bezpiecznie korzystać z dóbr, monopol jest po to, żeby uniemożliwić innym korzystanie z dóbr. Prawo własności jest prawem lokalnym - dotyczy jednej konkretnej rzeczy - monopol kopiowania zabrania pewnej czynności która można wykonać w dowolnym miejscu na Ziemi. A tak naprawdę to chodzi o to, że dobra fizyczne są
    http://en.wikipedia.org/wiki/Rivalry_(economics) - jeśli ja używam mojego samochodu to sąsiad już nie może nim pojechać do swojej pracy - a z utworami jest odwrotnie - użyteczność (przyjemność) jaką czerpię z oglądnięcia filmu jest tym większa im więcej jest ludzi z którymi mogę o tym filmie porozmawiać.

    Eksperyment z 'własnością intelektualną' działał przez pewien czas - ale teraz jest już anachroniczny.
  • 2012-02-08 23:23 | asq

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    powiedziałbym więcej, że eksperyment z tzw. "własnością intelektualną" stał się dziś perfidnie niebezpieczny, ponieważ dąży do uznania wszystkich za "złodziei".

    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Prawo własności to coś zupełnie innego od prawa do monopolu", ale tylko jeśli ma Pan na myśli prawo własności materialnej, jak można wnioskować z Pana wpisu,

    uważam, że trzeba to wyraźnie określać i podkreślać szczególnie dziś, gdy tak wiele osób nadużywa hasła "Prawa własności" mówiąc o tzw. "prawach własności intelektualnej", które to bez względu na ich formę (paten, znak towarowy, czy prawa autorskie, itp.), są uznaniowym przyznaniem ekskluzywności, czyli niczym innym, jak tylko monopolem w najczystszej postaci,

    całe dzisiejsze zamieszanie na świecie wynika właśnie z tego, że beneficjenci tego diabelskiego mechanizmu próbują wmówić całej reszcie, że tzw. "prawa własności intelektualnej" to prawa własności, lecz chcąc ciągle więcej i więcej zbyt już przesadzili w ich chciwości.
  • 2012-02-06 20:45 | grześ

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Problem praw autorskich tak na prawdę zaczął się w roku 1983 kiedy po raz pierwszy stworzono wolne oprogramowanie. Pokazując ludziom że za programy nie trzeba wcale pobierać pieniędzy można je publikować za darmo (nie znaczy, że nie można zarabiać). To co teraz mamy to jest pokłosie tamtych lat. Aktualnie cały internet stoi na linuksach i żaden gigant do tego się nie przyzna bo jak to darmowe jest lepsze od komercyjnego, a jednak możliwe. Do tej pory ogrom wiedzy informatycznej, oprogramowania jest darmowy, a korporacje zrozumiały że lepiej jest dla nich współpracować niż walczyć.
    Nie mówię żeby wszystko było za darmo. Pięknej okładka, złoty krążek, odręczny podpis autora, koncerty to są tylko przykłady alternatywnych sposobów zarabiania. Tak jak w informatyce dostęp zawsze jest pełny czasami forma jest gorsza. Ale osoba która chce zdobyć wiedzę nie jest blokowana i tłamszona. Tak samo powinno być w kulturze.
    P.S. bardzo dobry artykuł Richarda Stallmana apropos wolności
    http://stallman.helion.pl/ch08.html
  • 2012-02-06 21:11 | loc

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Drodzy Artyści (mam nadzieję, że chociaż jeden przeczyta).
    Ja bardzo chętnie zapłacę za Waszą płytę te 30 - 40 PLN ale tylko wtedy gdy będę miał pewność, że co najmniej 80% tej kwoty trafi do Waszej kieszeni (reszta na tłoczenie, druk okładki, marketing). Nie mam zamiaru płacić 30 - 40 PLN za Waszą płytę, wiedząc iż znaczna część z tej kwoty trafi do tajemniczych ludzi z RIAA, ZAIKS czy wytwórni płytowych, a Wy dostaniecie z tych pieniędzy marne, klikuprocentowe ochłapy. Wolę te kilka złotych jałmużny wrzucić do kapelusza grajkowi na rynku, a płytę ściągnąć w sieci, bo nie chcę płacić dziwnym ludziom żerującym na Waszej twórczości.
  • 2012-02-06 22:42 | Pies

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Świetny artykuł, widać u Pana głębokie zrozumienie tematu.

    Jeden z absurdów który szczególnie mi przeszkadza (chociaż w teorii świetnie go rozumiem) to blokowanie dostępu do usług w rodzaju Netflix albo Spotify dla użytkowników spoza określonych rejonów geograficznych. Byłbym bardzo wiernym subskrybentem tego typu usług, ale niestety nie mogę do nich w żaden legalny sposób uzyskać dostępu.

    iTunes, Android Store itp. sklepy udowodniły moim zdaniem ponad wszelką wątpliwość, że jeżeli muzyka czy aplikacje są tanie i łatwo dostępne, to ludzie po prostu będą je kupować. Ceny np. DVD z serialami są absolutnie zaporowe i mają sens tylko dla naprawdę zagorzałych fanów, a i same krążki są mi zupełnie niepotrzebne, dodają tylko niepotrzebnej roboty ze ściąganiem zawartości na dysk i konwertowaniem do bardziej przenośnej formy (co w dodatku może się okazać nielegalne).

    Żyjemy w epoce w której jak nigdy wcześniej cały świat może mieć natychmiastowy dostęp bez ograniczeń do ogromnych zasobów kultury których produkujemy coraz więcej. Korzyść jaka z tego płynie jest ogromna i stare struktury produkcji i dystrybucyji albo się dopasują, albo zginą, tak jak producenci i dystrybutorzy paszy dla koni w epoce Forda Model T.
  • 2012-02-06 22:47 | Pies

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Brak możliwości edycji własnych komentarzy jest okrucieństwem :)

    Żyjemy w epoce w której jak nigdy wcześniej cały świat może mieć natychmiastowy, nieograniczony dostęp do ogromnych i nieustannie rosnących zasobów globalnej kultury. Korzyść która z tego dostępu płynie jest tak ogromna, że stare struktury produkcji i dystrybucji mediów albo się dopasują do nowej sytuacji, albo znikną z powierzchni Ziemi, tak jak producenci i dystrybutorzy paszy dla koni w epoce Forda Model T.
  • 2012-02-06 23:08 | jerry11

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością!

    "Polski rząd nie wycofa swojego podpisu z jakiegokolwiek dokumentu, tylko dlatego że jakaś grupa tego żąda. Taki rząd powinien podać się do dymisji - mówił premier Donald Tusk podczas debaty ws. ACTA. Dodał, że "nie podpisalibyśmy żadnej umowy międzynarodowej, gdybyśmy stosowali konsultacje społeczne, bo zawsze znalazłby się ktoś niezadowolony"."

    Czyzyby szanowny pan Tusk uwierzyl, ze jego rzad moze stac PONAD spoleczenstwem?
    A spoleczenstwo pana, wczesniej czy pozniej rozliczy, chocby przy kolejnym glosowaniu!
  • 2012-02-08 16:51 | goodbye herr tusk

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    HaHA Tusk tonie. Kolejne "ciekawe" fakty i dziwne mijanie się z prawdą Słońce Peru http://pclab.pl/news48715.html
  • 2012-02-06 22:58 | Jan-Janusz

    Re:Własność ,- coraz bardziej złożone pojęcie

    Przykład : Firma niby ma przedstawicielstwo w Stanach , ale własciciele rozliczją podatki na egzotycznych wyspach. Produkcje zlecają w Chinach ,
    produkt nigdy nie przechodzi przez Stany , ale trafia bezspośrednio do odbiorców w Unii Europejskiej . Te korporacje tworzą przepisy ACTA i za pomocą tej umowy
    zmuszją kraje Unii do ścigania przestępców naruszająych ich "własność intelektualną " ?
    To się nie mieści w XX-to wiecznym rozumieniu własności znaku towarowego.
    Czy o to walczyła Solidarność ?
  • 2012-02-06 23:35 | max

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    ACTA podpisane - wypada nam tylko poczekac na przykladowe extradycje Polakow do USA, pokazowe procesy i wyroki,...czyje interesy reprezentuje Tusk,...
  • 2012-02-07 00:26 | anty

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Jeśli zmiana dotycząca praw własności dóbr kulturalnych ma dokonać się analogicznie jak zniesienie niewolnictwa w USA, to perspektywa jest raczej tragiczna. Przecież nie obyło się bez wojny.
    W dyskusji o ACTA chciałbym jednak widzieć szerszy zakres problemów. To nie tylko Internet. To także leki, do których prawa własności nigdy się nie przedawnią (70 lat to całe życie człowieka) i nie będziemy mogli korzystać z tanich generycznych. To samo dotyczy części samochodowych. Prawdopodobnie będą dostępne tylko z oryginalnym logo producenta samochodu, a nie ich tańsze zamienniki chociaż produkowane na tej samej linii.
    Zastrzegam, że nie znalazłem dowodów, ale podobno farmerzy w stanach mają sprawy za uprawy GMO, które same rozsiewają się na ich polach, a jak wiadomo rośliny GMO są chronione patentami. W ten sposób farmerzy, którym rośliny same się zasiały odpowiadają za łamanie prawa o ochronie opatentowanych upraw.
  • 2012-02-07 00:55 | jan-1

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Zastrzegam, że nie znalazłem dowodów, ale podobno farmerzy w stanach mają sprawy za uprawy GMO, które same rozsiewają się na ich polach, a jak wiadomo rośliny GMO są chronione patentami. W ten sposób farmerzy, którym rośliny same się zasiały odpowiadają za łamanie prawa o ochronie opatentowanych upraw.

    To prawda, zdarzalo sie, ze nasiona upraw GMO znajdywano w odleglosci kilkudziesieciu kilometrow od najblizszej uprawy wykorzystujacej tego
    rodzaju rosliny!

    P.S. A amerykanska firma MONSANTO wytoczyla rolnikom przynajmniej
    kilkanascie tego rodzaju spraw w sadach w USA i w Kanadzie...
  • 2012-02-07 07:58 | pxl666

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    moje 3grosze

    wszystkie materialy wykonane na zamowienie TV publicznej powinny , jako zamowione i zrobione za moje i wasze pieniadze, byc dostepne po emisji za darmo dla kazdego - czy sa?
  • 2012-02-07 08:32 | mic234

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Dyskusja o ACTA przypomina dialog niemowy z głuchym. Mam wrażenie, że rząd udaje, że nie wie w czym rzecz. Udaje, że problemem jest brak konsultacji społecznych i udaje, że rozwiązuje ten wymyślony problem zapraszając kilkaset osób: „proszę bardzo, możecie teraz sobie pyskować”.

    Jedna strona, zwolenników podpisania ACTA utrzymuje, że traktat ten nie wymusza jakichkolwiek zmian w polskim prawie. Skłania to natychmiast do zadania pytania po co podpisywać umowę, która do niczego nie zobowiązuje. Zaiksowy prawnik mówi, że chodzi o zaostrzenie przepisów w innych krajach, które nie tak dobrze chronią prawa autorów. Wcale nie wyjaśnia to sprawy, bo skłania do zadania kolejnego pytania: skoro Amerykanie chcą zwalczać piractwo u siebie, to niech wprowadzą sami u siebie odpowiednie przepisy, nie muszą przecież pytać Polski o zgodę. To, że podpisujemy układ, który nas do niczego nie zobowiązuje, a zobowiązuje do czegoś jedynie drugą stronę rodzi zrozumiałą nieufność i chęć poszukiwania prawdziwych motywów. Nikt nie wierzy w to, że Amerykanie takim wysiłkiem starają się zawrzeć układ, który zobowiązuje do czegoś tylko ich samych.

    Druga strona, która chce, żeby to co było za darmo nadal było za darmo postrzegana jest jak banda złodziei, która zawsze kradła, a teraz jeszcze chce legalizacji złodziejstwa. W istocie chodzi jej jednak o to, że coś co było za darmo jak powietrze i z natury rzeczy należało do wszystkich jest zagarniane przez tzw. autorów i przedstawiane jako ich utwór. Jeśli dziełem sztuki jest wiszący pisuar, baba obierająca kartofle i ustawione na schodach buty, to skoro korzystanie z pisuarów już jest często płatne, to niedługo trzeba będzie u kogoś wykupić licencję na obieranie kartofli i ustawianie butów. Skoro pod ochroną jest sam pomysł na fotografię, to może niedługo trzeba będzie płacić za sam widok z jakiegoś miejsca. Może ktoś opatentuje koło i zmusi rowerzystów do wnoszenia opłat licencyjnych. Może ktoś uzna, że „dzień dobry” to jego utwór i trzeba będzie pytać autora o zgodę na pozdrowienie sąsiada. To mają na myśli przeciwnicy ACTA, mówiąc, że chcą, żeby nadal było za darmo to, co było za darmo, a nie, że domagają się, żeby ktoś dawał filmy za darmo. Może wyglądają na głupków i mówią głupstwa, ale aż tacy głupi nie są.
  • 2012-02-07 11:48 | frugopij

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    "a nie, że domagają się, żeby ktoś dawał filmy za darmo"
    -

    No proszę, a w ile dyskusji wchodzę, tyle razy ZAWSZE pojawiają się głosy, że jednak te filmy powinny być za darmo, bądź prawie za darmo - vide pan Żakowski, który uważa, że cena sprawiedliwa książki, to cena ksero (dlaczego ksero?). A przecież obecnie wykonanie kopii książki do pdf-a nie kosztuje nic (mówimy o koszcie marginalnym, a nie koszcie zakupu urządzenia wielofunkcyjnego), pomijając koszt czasu osoby kopiującej. I właśnie wiele takich głosów ma za nic prawa własności intelektualnej, patentów blokujących rozwój ludzkiej wiedzy, a skupia się właśnie na prawie do darmowego korzystania z efektów czyjejś pracy - kompletnych produktów, typu film, piosenka, książka, często nie mających nic wspólnego z wiedzą, a będących wyłącznie uprzyjemniającym życie produktem. Takim jak sól do kąpieli na przykład. Jedynym wyróżnikiem jest trywialna łatwość skopiowania i udostępnienia dowolnej liczbie użytkowników. I ta łatwość nielegalnego dysponowania dziełem, w oczach wielu sprowadza wartość tego dzieła niemal do zera. Stąd narzekania na wysoką cenę dóbr kultury w oficjalnym obiegu.
    Narzekania moim zdaniem mało zrozumiałe. Przeciętna książka kosztuje między 30 a 40 zł (beletrystyka, miękka okładka). Z reguły dostarcza ona kilku godzin rozrywki, czasem też materiału do dłuższych przemyśleń. Mogę ją pożyczyć żonie, znajomym, kiedyś może przeczyta dziecko, mogę do niej wrócić, a jak mi się znudzi - sprzedać. Wychodzi na to, że przyzwoita książka to co najmniej kilkanaście godzin rozrywki (więcej, jeśli ktoś wolno czyta ;). Czy naprawdę te niecałe 40 zł za te kilkanaście godzin to jakaś potwornie wygórowana cena? Tyle samo wydamy na godzinną wizytę w prostej knajpie typu Sphinx, gdzie zjemy kawałek smażonej świni i ziemniaki, popijemy jakimś sokiem i zamówimy kawę. To samo jest ceną za 3 paczki fajek, albo dwie butelki pijalnego wina z niskiej półki. Dwa zestawy podłego żarcia w McD czy KFC. Jak dla mnie, cena książki nie jest tu nienaturalnie wysoka. Ale może to osobiste zboczenie.
  • 2012-02-07 18:05 | natalia

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    "Przyczepię" się ostatniego akapitu powyższej wypowiedzi. Dla Pana może i 40 zł za książkę to niewiele, ale dla mnie np. to kwota zaporowa. Byłabym, w stanie zapłacić najwyżej ok 20 zł. Przy tym piwo, papierosy, Kfc czy inne przytoczone przez Pana zamienniki to też rzeczy mi obce.
    Z resztą większość tej kwoty to nie zarobek dla artysty i opłata kosztów produkcji, ale marże poszczególnych pośredników i reklama.
    Ja chętnie kupiłabym e-booka ściągając np. ze strony autora opłacając kwotę będącą zarobkiem dla niego plus niewielka kwota na reklamę i obsługę strony. Sądzę, że wtedy kwota byłaby znośna dla większości ludzi. Pozdrawiam.
  • 2012-02-08 11:08 | frugopij

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Ale tu nie chodzi o to czy dla mnie to mało, a dla Pani dużo. Chodzi o porównanie tej ceny z ceną innych dóbr. I wydaje mi się, że skoro ludzie godzą się na wydawanie podobnej kwoty na dwie kanapki, kupę frytek i jakiś gazowany napój, to chyba wartość dzieła literackiego nie jest przeszacowana. Oczywiście łatwiej jest znaleźć tańszy substytut jedzenia, co śmieszniejsze - wyższej jakości niż wspomniany zestaw. Tańsze substytuty konkretnej książki nie istnieją. W tym sensie można mówić o monopolu twórcy/wydawcy. Co nie zmienia faktu, że efekt często wielu miesięcy pracy twórcy musi być odpowiednio wynagrodzony. Kwestia tego, że wydawcy zgarniają tak dużą część ceny utworu też nie jest taka oczywista: wypłacają zaliczki, organizują lepszą lub gorszą reklamę, biorą na siebie ryzyko związane ze słabą sprzedażą. W biznesie takim jak filmy czy gry komputerowe muszą inwestować naprawdę wielkie pieniądze w powstanie utworu. Tymczasem oczekuje się od nich, że mocno obniżą ceny, a jednocześnie dalej będą znosić pokornie jeden z czynników ryzyka, jakim jest piractwo...
  • 2012-02-08 15:57 | xymox

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    frugopiju może dla przyzwoitości podałbyś jeszcze którą korporację reprezentujesz?
  • 2012-02-07 18:02 | Blueberry

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    "Dyskusja o ACTA przypomina dialog niemowy z głuchym. Mam wrażenie, że rząd udaje, że nie wie w czym rzecz. Udaje, że problemem jest brak konsultacji społecznych i udaje, że rozwiązuje ten wymyślony problem zapraszając kilkaset osób: „proszę bardzo, możecie teraz sobie pyskować”."

    To tylko dobitnie swiadczy o tym jak obecny rzad traktuje spoleczenstwo
    (i czyje interesy faktycznie reprezentuje)!
  • 2012-02-07 10:48 | sewa1

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Problem faktycznie jest większy niż ACTA i dotyczy dostępu do kultury. Żakowski trafił tu w sedno. Posiadanie komputera, samochodu itp. nie jest już tak ważne jak dostęp do obiegu informacji. Szerszy dostęp do kultury stymuluje zarówno konsumpcję jak i twórczość opartą na twórczości innych (sample, video-klipy itp.)

    Obrońcy status quo w kwestii praw własności intelektualnej przypominają trochę luddystów z początków rewolucji przemysłowej. Premier polskiego rządu nie bardzo rozumie co się dzieje więc grozi palcem i tworzy pozory konsultacji społecznych, choć z jego tonu przebija arogancja władzy. W tym sporze jestem po stronie 'piratów' mimo iż w sklepie itunes zapłaciłem do tej pory za jakieś 16 GB muzyki. Prawa autorskie, pojęcie własności intelektualnej w obecnej formie są mocno anachroniczne.
  • 2012-02-07 15:07 | pk

    Cena kultury

    "nie może sprzedawać w Polsce drożej niż w Ameryce" - ale musi bo w Polsce mamy VAT. Na samą płytę oraz na każdą usługę i urządządzenie użyte w procesie jej produkcji.
  • 2012-02-08 16:49 | oko

    błąd

    W USA są podatki obrotowe i lokalne. W sumie nawet wyższe od europejskich Vatów
  • 2012-02-07 16:09 | snatan

    Usprawiedliwianie kradzieży?

    Na wstępie zaznaczę, że jestem przeciwko ACTA, a teraz do rzeczy.

    Co to za bzdura? Usprawiedliwianie kradzieży typu "bo kiedyś to można było mieć niewolnika a dzisiaj nie"?
    Jak sprzedaję marchewkę ze swoim obwoźnym straganem, to sam wybieram gdzie z nim jadę i kiedy. A ktoś mi będzie tą marchewkę z pola kradł, bo mu jej pod nos nie przyniosłem? Absurd. Marchewka do rosołu nie jest niezbędna, choć z nią będzie smaczniejszy.

    Obecnie nie ma sytuacji, że nie można zdobyć muzyki, filmu, czy innego dzieła. Jak się człowiek postara to da radę. Ja muzykę kupowałem na CD z Amazon, jak nie był iTunes w Polsce - dało radę? Ano dało. Potem z 7digital stał się dostępny u nas, to tam zacząłem kupować mp3. Da radę? A i owszem.
    A jak będę chciał kupić płytę zespołu Chassis, to będę musiał do tego zespołu napisać maila i pofatygować się, bo płyty tej nie ma w sklepach. Ale czy to znaczy, że mam już jej szukać w sieci?

    Prawo własności powinno być po stronie twórców. Jak chcą - to niech udostępnią. Jak nie chcą to powinni mieć prawo ograniczyć dostęp.

    A może pójdźmy dalej - samochód, to x piosenek/filmów/książek/artykułów, więc może każdy powinien mieć prawo do dostępu do samochodu pana Jacka? Jak daleko możemy pójść z absurdem usprawiedliwiania kradzieży?
  • 2012-02-07 17:10 | Sybirak

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Każdy kto jest przeciw ACTA, popiera złodziejstwo.
  • 2012-02-07 16:16 | dyslektyk

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Świetny i mądry artykół dla tego pozostanie poza nurtem "dyskusji". W tej chwili interes jest górą. Nadal światem rządzi doraźny zysk. Chciwość nie myśli o innych i przyszłości.
  • 2012-02-07 18:08 | asq

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Panie Redaktorze Żakowski, dlaczego nawet Pan próbuje sugerować czytelnikom, że internet to starcie wolności z własnością, podczas gdy w rzeczywistości to starcie praw własności materialnej z tzw. "prawami własności intelektualnej" ???

    a przecież to zupełnie inny problem, gdyż dziś mamy do czynienia z kolejną próbą odebrania nam wszystkim jeszcze większych niż do tej pory pieniędzy przez wąską grupę uprzywilejowanych (do których zresztą Pan też należy) pod pretekstem rzekomych "praw własności intelektualnej",

    czy Pan rzeczywiście wierzy w to co pan pisze ? Czy też Pan to pisze nieświadomie ? A może celowo, jak większość dziennikarzy, chce Pan wyprowadzić czytelników poza sedno sprawy, na manowce ?

    ma Pan takie samo prawo jak wszyscy do wynagrodzenia za Pana pracę, lecz jak rozumiem uważa Pan, że akurat Panu należy się więcej od społeczeństwa, i państwo powinno nas wszystkich zmusić, abyśmy wbrew naszej woli oddali Panu część naszych dóbr materialnych w postaci dodatkowej zapłaty,

    dlaczego to akurat Panu albo komukolwiek innemu miałoby się należeć więcej niż wynagrodzenie za pracę ? wiedza cywilizacji należy do wszystkich i jest własnością publiczną i Pan, ani nikt inny nie ma żadnego prawa, aby tą własność publiczność ograniczać, gdyż tak samo Pan z niej korzysta nieodpłatnie, więc to co Pan dzięki temu wymyśli, lub ja wymyślę, albo wszyscy razem lub odrębnie jest własnością cywilizacji i należy do każdego z nas wszystkich i ani Panu, ani nikomu innemu nie można własności publicznej zawłaszczać i traktować jako coś prywatnego !

    ma Pan tak, jak wszyscy prawo do wynagrodzenia za Pana pracę, a jeśli chce Pan coś z Pana "twórczości" było Pana własnością - też ma Pan prawo zachować dla samego siebie i nie pokazywać światu,

    jak ktoś taki, jak Pan śmie dzielenie się wiedzą nazywać "kradzieżą" ?
    i sugerować, że ci co się dzielą wiedzą nieodpłatnie są złodziejami ?
    do dziś miałem do Pana szacunek,
    ale jak widać człowiek jest istotą omylną, szkoda.
  • 2012-02-07 19:37 | asq

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    nie chcąc być źle przez Pana zrozumiany, w uzupełnieniu poprzedniego postu, chciałbym Panu wskazać na skrajną sprzeczność, w jaką sam Pan popadł w Pana własnym tekście odwołując się w argumentacji do niewolnictwa - no chyba, że zrobił Pan to po to, by w ten sposób określić Pana manifest za przywróceniem niewolnictwa - wówczas to nie wymaga mojego komentarza, ale zakładam, że jednak w tym tekście świadomie nie opowiedział się Pan za przywróceniem niewolnictwa,

    choćby dlatego, że z Pana tekstu można też wywieźć, że cywilizacja zrobiła jednak krok na przód wychodząc z niewolnictwa, mylę się ? zrobiła ? czy nie ?

    nie wiem, ale załóżmy, że uważa Pan, że jednak zrobiła krok do przodu i stąd moje kompletne zaskoczenie i zdziwienie: to dlaczego Pan opowiada się za przywróceniem niewolnictwa tyle, że w formie mocno zakamuflowanej przez tzw. "prawa własności intelektualnej" ?

    tą tzw. pseudo "własność intelektualną" umożliwiającą kradzież własności materialnej wymyśliło całkiem niedawno (w czasach dzikiego kapitalizmu), paru złodziei prawników na tyle sprytniejszych od innych, że udało im się przekonać wówczas rządzących (a może przekupić), aby w prawo zakuć ten mechanizm zupełnie sprzeczny z logiką naturalnego prawa własności materialnej, jaką można dotąd nabyć albo w drodze pierwotnego zawłaszczenia, albo drogą nabycia dóbr materialnych poprzez pracę,

    przypuszczam, że wówczas nikt nie zorientował się o co chodzi, bo na początku były to tylko rzadkie książki bez znaczenia dla gospodarki i praktycznie w cieniu bez większego znaczenia dla gospodarki "własność intelektualna" rosła nie zwracając większej uwagi do połowy XX w., i dopiero po II wojnie światowej USA zaczęły ten nowy model "własności" rozpowszechniać na świecie za pośrednictwem ONZ, a następnie OMPI przy ONZ,

    ale dziś Pan już nie może powiedzieć, że taki intelektualista jak Pan nie wie o co chodzi, a Pan dziś mówi czytelnikom Polityki: "Uważam, że część światowego społeczeństwa, do której ja sam należę, powinna mieć prawne gwarancje otrzymywania od pozostałej części społeczeństwa wynagrodzenie (rzadkie dobra materialne) z tytułu tzw. "własności intelektualnej" (monopol),

    sądzę jednak, że powinien Pan również tą myśl dokończyć: Co oznacza, że pozostała część społeczeństwa nie posiadająca prawnych gwarancji otrzymywania wynagrodzenia z tytułu tzw. "własności intelektualnej" może otrzymywać wynagrodzenie za pracę,

    a ponieważ większość czytelników mogłaby przez to zrozumieć, że nic się nie zmienia i wszystko zostaje po staremu, aby uniknąć niezrozumienia, jeśli rzeczywiście powyższe poglądy Pan podziela, to Pana przekaz powinien brzmieć wprost: "Ja, Jacek Żakowski, uważam, że świat musi być podzielony na dwie grupy, pierwszą, która z tytułu tzw. "własności intelektualnej" nie musi pracować i drugą, która musi zapracować i na siebie i na tą pierwszą grupę" - bo przecież nic innego z powyższych poglądów nie wynika,

    a taki stan rzeczy oznacza przecież powrót do dwuklasowego niewolnictwa, z którego z wielkimi trudami Europa i świat wyszedł dopiero w XIX w. jak sam to Pan napisał.

    proszę napisać czy tak Pan myśli ?
    pozdrawiam serdecznie,
    asq
  • 2012-02-07 23:26 | F16

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Co do ochrony praw autorskich to dobry przykład dał dzisiaj Grzegorz Miecugow.A jakże jest autorem książki "Inny punkt widzenia".Cena za tą pozycję to 33zł.Pan Miecugow mówił,że z tej kwoty dla niego jest coś z 70 groszy.32 zł zabierają różnego rodzaju pośrednicy żerujacy na nim.
    Moje inne spostrzeżeni to to ,że ruch przeciwników ACTA nie jest tylko zrywem podskakujących małolatów .Są tam ludzie w wieku Admina1 i jeszcze starsi.

    To ludzi którzy maja w nosie politykę,słupki sondażowe. Są wykształceni,inteligentni,znajacy języki ,którzy widzieli już kawał świata.Nie mają kompleksów w stosunku do swoich rówieśników z Angli ,USA czy Francji.W jednym palcu mają nowoczesne technologie.Używają ich na co dzień.
    Ci ludzie są wkurzeni !!
    Chcą wolności i jeżeli zostaną zignorowani to znajdą sposoby by zburzyć to bankiersko-prawnicze imperium dławiace społeczeństwa.
    I nie myślę tutaj tylko o Polsce
  • 2012-02-08 12:27 | hugofraczek

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Wszystko prawda. Zmiana swiadomosci, o ktorej pisze autor ma moim zdaniem w Polsce nieco "dluzsza droge do przejscia". Wobrazcie sobie przecietnego polskigo 50 latka. Prawdopodobnie pochodzacy ze wsi czlowiek ktory jak do tej pory pozyl sobie "beztrosko" 30 lat w Komunie a nastepne 10 w transformujacej sie Polsce. Wzglednie od 10 lat ma jaki taki spokoj. I wez Ty mu czlowieku przetlumacz co to spolecznosc sieciowa, etc. Chodzi mi tylko o to ze przecietny Polak i tak niezle juz w zyciu doswiadczyl - wiecj np. niz jego rowiesnik z Francji - i szczerze watpie aby mial jeszcze ochote przejmowac sie tym czym jest internet i w jaki sposob moglby go wykorzystac dla siebie. I nawet mu sie nie dziwie. Latwo nie bylo. Autor wspominal cos o "zabetonowanych". Jest ich troche. Dlatego internauci nie powinni przekonywac politkow a 50latkow i starszch. Uzmslowic im ze to i dla nich jest wazne. Zdobyc nie duzy ale "sprawny" elektorat sredniego pokolenia. Wtedy rzad zacznie traktowac ich powaznie. Bo mimo paneli/sreli, wstrzmywania podpisow itd, mam wrazenie ze (nie tylko Rzad) Politycy traktuja ich jak zwyczajnych gowniazy.
  • 2012-02-08 13:44 | jonas

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Chciałbym aby tak przemyślany i dojrzały (nowoczesny?) osąd na kwestie praw i wolności odnośnie kultury miał prezydent i premier (a niech tam, jak marzyc
    to marzyc na całego - może tez rząd i parlament?) Przynajmniej rządząca koalicja?
    Szkoda, ze nie ma Boga, bo o to mógłbym się pomodlić. ;)
  • 2012-02-08 16:03 | plecak

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    bardzo dobry wpis, chociazby dlatego, ze pokazuje skale przepasci pomiedzy pokoleniem slowa pisanego i slowa elektronicznego.
    ja dodalbym jeszcze jeden przeskok, do pokolenia 'social network'.

    pokolenie tworcow SN zyje wg bardzo prostych zasad:
    1. moj przekaz jest wart tylko tyle ilu mam 'followers*' wysokiej jakosci (tj chetnych podzielic sie $/wiedza/czasem).
    2. kazdy przekaz musi byc latwo dostepny, aby mozna bylo go szybko przeskanowac
    3. place w/g wlasnego uznania/mozliwosci
    4. zaplata za wytwor mojej pracy odzwierciedla jej jakosc
    5. dla tworcy najwazniejszy jest rozwoj, a tym samym umiejetnosc konsekwentnego tworzenia nowych dziel
    6. wlasnosc intelektualna = know-how wytworzenia
    7. obecna jest swiadomosc, ze kazdy przedniot, usluga czy inny twor jest wynikiem takiej samej pracy jak nasza
    8. kopiowanie rozwiazan to proces naturalny
    9. komentuje w necie tylko po to, aby poprawic/uzupelnic
    10. troli skazuje sie na najwyzszy wymiar kary - odciecie od spolecznosci.


    w takim ukladzie klasyczna 'chciwosc' nie wystepuje, poniewaz blokuje rozwoj w pkt. 1. podobnie jak klamstwo. szeroko rozumiane piractwo = reklama. muzyk zarabia na koncertach, a nie na sprzedazy plyt itd, itd.

    powyzsze najlepiej prezentuja profesjonalne profile w google+, blogosferza, linkedin, kickstarter, vimeo i, w duzo mniejszym stopniu, fb.

    warto zaznaczyc, ze taki uklad sprawdza sie wsrod malych i srednich tworcow, glownie mlodych, tj <40 (chociaz i np P.Coelho wypowiadal sie publicznie o zyskach (!) jakie daje mu obecnosc na 'pirackim' portalu thepiratebay), nastawionych na masowy odbior.

    spolecznosc SN nie zna pojecia granic, zdjecia w instagramie wygladaja identycznie czy sa robione w azji, europie czy ameryce. liczy sie wybor i latwosc dostepu. dla pokolenia SN rzad jest tylko grupa usluznych administratorow, ktorym placi sie za to, zeby rzeczy dzialaly.

    jak widac, nie ma tu miejsca dla korporacji, chyba, ze mowimy o tworzeniu infrastruktury i standaryzacji uslug.


    *followers - grupa osob posiadajaca swiadomosc naszego istnienia.

  • 2012-02-08 19:30 | Jerzy/Cyga 321

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    W sprawie ACTA wypowiadałem się już w innych komentarzach, ale i przy tej okazji zgłoszę uwagi. Uważam, że autor bardzo dobrze przedstawił konflikt interesów na styku twórca – odbiorca w sytuacji funkcjonowania nowego potężnego medium, tj. internetu oraz zgłosił trafne postulaty zracjonalizowania tego konfliktu w duchu pragmatyzmu społecznego i humanitaryzmu. Ale, moim zdaniem, twórcom ACTA wcale nie o takie postulaty chodzi. Przychylam się do opinii, że sprawy ochrony praw intelektualnych przed kradzieżą są jedynie pretekstem do zawłaszczenia wielu innych praw cywilizowanego człowieka przez mocne grupy interesów (organizacje międzynarodowe, koncerny, korporacje, wielkie przedsiębiorstwa). Przychylam się do opinii komentatorów: czywarto, Polak Starszy, Zbigniew Łukasiak, Jan Janusz, Max. W ACTA chodzi prawdopodobnie o sparaliżowanie swobodnego obiegu informacji i możliwości komunikowania się między ludźmi, a także wykreowania monopoli i to nie tylko w zakresie funkcjonowania dóbr kultury, ale a przede wszystkim w zakresie techniki i technologii. Tak zwany wolny liberalny świat przegrywa światową konkurencję i prawdopodobnie zamierza zmienić reguły gry (na mniej liberalne, aby nie powiedzieć bardziej zamordystyczne). Czy jest to możliwe bez pogwałcenia nabytych praw człowieka cywilizowanego? Ja uważam, że nie. Ale mogę się mylić.
  • 2012-02-11 00:23 | jerry11

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Wyglada na to, iz Niemcy (konsekwentnie) podpisac ACTA nie chca!
  • 2012-02-11 12:03 | asq

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    bo wiedzą, że jak podpiszą, to amerykanie po cichu ich skonsumują i unicestwią bez żadnej wojny, a Polacy tego nie wiedzą, niestety...
  • 2012-02-11 18:24 | rozbojnick

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    ACTA to kolejny krok na długiej już drodze, którą kroczą koncerny, banki a w tym wypadku także rządy. Cel tej drogi jest jasny dla tych, którzy nią kroczą. Ale niewielu wie czym są te dążenia i czemu służą. Dlaczego? Bo te dążenia to zniewolenie człowieka, nakłonienie do pracy dla bogactwa potężnych tego świata. Tak jest zbudowany system finansowy. Niewielu zdaje sobie sprawę, że to tylko złudzenie, iż pracując gromadzi dobra dla siebie. W rzeczywistości pracuje na bogactwo bankierów. To co ma dla siebie to tylko ułamek tego co oddaje im.
    ACTA ma za zadanie wykluczenie możliwości rozpowszechniania "własności intelektualnej" bez udziału w transakcji jej właściciela a także bez uwzględnienia jego zysków. Wydaje się że idea jak najbardziej szlachetna. Ale... Nie uwzględniono paru bardzo ważnych efektów ubocznych (które dla koncernów i ich zysków nie są w ogóle istotne).
    Jak działa system opłacania twórców "własności intelektualnych"? Najpierw utwór powstaje, następnie potrzebne jest rozpowszechnienie wiedzy o nim (reklama). I w przypadku koncernów np. fonograficznych nie ma problemu, bo nie jest dla nich żadnym problemem opłacenie paru stacji radiowych by te nie omieszkały gnębić swoich słuchaczy przez następne tygodnie niezliczonymi odtworzeniami utworu na swojej antenie. I tak działa rynek komercyjny. I jeśli ograniczymy się do analizy tego rynku to ACTA jest jak najbardziej słuszną ideą. Choć dodając do tego fakt, iż koncernom nie zależy na wartości artystycznej tylko na maksymalizacji zysków już tak pięknie nie jest. Tak... W koncernach fonograficznych "realizują się" tylko artyści nie mający własnego i zupełnie niezależnego image'u. Efekt ich pracy to zawsze kompromis między tym co może mieć wartość artystyczną a tym co może się sprzedać. I tak - wartość artystyczna przeważnie znika przykryta komercją.
    A co z prawdziwymi artystami? Ci o ugruntowanej pozycji, znani i cenieni przetrwają, bo im jeszcze właściciele koncernów są w stanie zaufać na tyle, że pozwolą im poeksperymentować z "tworzywem". Choć, jak wiadomo wielu artystów zostało docenionych dopiero po latach. Więc może raz dostaną zaufanie ale jedna nieudana (w sensie niesprzedająca się) produkcja i to zaufanie będzie malało, a frustracja i skrępowanie przy tworzeniu nowych dzieł narastało. To spowoduje niechybnie, że wielu bardzo wartościowych artystów zejdzie ze sceny, gdyż okażą się niekomercyjni.
    Jeszcze gorzej będzie w przypadku utalentowanych młodych artystów. Ci, jeśli będą swoje wysiłki skupiali na stworzenie dzieła oryginalnego nie przebiją się do odbiorców na 100%. Bo już teraz tacy mają bardzo pod górkę. ACTA to dla nich zabójstwo. Właściciele koncernów fonograficznych to prawie wyłącznie biznesmeni, którym słoń na ucho nadepnął. Gdyby tak nie było to ci prawdziwi artyści nie mieliby tak ciężko już dziś!
    Ktoś może powiedzieć, że przecież działa wiele małych wytwórni, w których są ludzie wrażliwi i promują talenty a nie swoje portfele. Ale zdejmijmy z oczu klapki. Dziś świat dąży do globalizacji i monopolizacji. Wielcy wykupują lub wykańczają małych. Gdy już uda się koncernom wprowadzić ACTA to dalszym etapem ich żądzy władzy i pieniądza będzie wykończenie słabych. Na koniec pozostanie kilka może kilkanaście globalnych molochów promujących papkę a nie sztukę, tak jak robią to już dziś.
    Skupiłem się bardziej na świecie muzyki ale to samo dotyczy innych sfer sztuki jak choćby film. Komercyjne produkcje z Hollywoodu nie dorastają do pięt swoją wartością artystyczną choćby produkcjom z festiwalu w Gdyni. Filmom często małobudźetowym a jakże użekających swym pięknem. To jest prawdziwa sztuka. Ale powiedz to tym wszystkim, którzy wolą tłumić to co wnich prawdziwie głębokie i wartościowe poprzez karmienie się papką bez składników odżywczych opakowaną w ładny papierek. Nie bez powodu istnieje powiedzenie, że dobry marketingowiec to taki który potrafi sprzedać gówno w papierku.
    Komercja zabija sztukę, to nie nowość. Obyśmy w porę dostrzegli jak groźne są tego efekty.
  • 2012-02-11 18:29 | rozbojnick

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Nie zdziwię się też jeśli ACTA będzie narzędziem do usuwania tekstów takich jak ten mój powyższy.
  • 2012-02-11 18:37 | rozbojnick

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Nikt na pewno nie pomyślał o tych młodych artystach i o tym, że bardzo często sami udostępniają w sieci swoje utwory aby się jakoś wypromować. Internet to dla nich szansa jakiej nie dają im ci, którzy powinni. Bo człowiek, jak i koncern powinien służyć drugiemu człowiekowi, a nie dążyć do maksymalizacji swojego dochodu. Wtedy można zacząć myśleć o jakiejkolwiek sprawiedliwości. A tak, żyjemy w świecie w jakim żyjemy. I co więcej sami usprawiedliwiamy siebie, że przecież świat taki jest. Ociemniałość i hipokryzja.
  • 2012-02-12 15:03 | dagor

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Ten, kto ma formalne prawa do dzieła i chce, by były one przez państwo chronione, powinien mieć obowiązek uczynić to dzieło na rozsądnych warunkach i po rozsądnej cenie dostępnym. Inaczej w moim odczuciu nie ma moralnego tytułu do ochrony. (To cytat artykułu mam nadzieje że nie złamałem praw autorskich umieszczając go w tym miejscu)
    Zresztą cały artykuł jest ciekawy i w interesujący sposób przedstawia problem. Czasami warto zajrzeć do internetu :)
  • 2012-02-13 09:55 | tc2

    jakość "piracka", filmy 3D, książka

    Wszyscy tu mają rację, odniosę się tylko do wąskiego aspektu tematu, roli jakości kopii pirackiej w przyjemności i dostępie.

    Kiedyś chciałem koniecznie oglądnąć "Manhattan" Allena (?). W studyjnym kinie Helikon mieli paskudną, zużytą, śnieżącą kopię. Ale seans był tani. Poszedłem. Jakość przeszkadzała mi przez pierwsze pół minuty.

    Potem moje JA zostało wciągnięte wgłąb ekranu. Urok filmu skłonił moją wyobraźnię, bym go czuł całym sobą, a wyobraźnia z łatwością uzupełniła z nawiązką braki techniczne.

    Podobna historia niedawno. Poszedłem do kina obejrzeć Avatar w 3D. Podobało mi się, ale nie za bardzo. Może mam jakąś wadę wzroku, ale wersja była dubbingowana, albo może źle tłumaczona lektorem, co mnie wkurzyło. Ściągnąłem sobie z chomika wersję 2D. I w trzęsącym się autobusie na dalekiej trasie, na 6calowym monitorku mojego tableta obejrzałem go z przypadkowym towarzyszem podróży, sąsiadem w krześle. Wciągnęło mnie o wiele bardziej niż w kinie. MIMO jakości kopii!

    Gdyby jakość kopii miała takie znaczenie, nie czytalibyśmy książek, gdzie musimy sobie wszystko wyobrazić sami, skoro film może nam część wyobrazi zastąpić. Film to jest historia, bajka, kanwa, opowieść. Jakość piracka kopii nie przeszkadzała mi parę dni temu ulec urokowi filmu Contagion: to moja wyobraźnia jest celem dzieła, a nie moje oczy, uszy itd.

    Jakość piracka zupełnie wystarczy. MI w każdym razie. Ciekawe, że na chomiku do tej pory nie ma Bitwy Warszawskiej. Chciałbym ten film pokazać mojemu staremu choremu dziadkowi, nim do reszty oślepnie i zdemencieje. Do kina go przecież nie zaciągnę, wypożyczalnie mają chyba (acz nie sprawdzałem) tylko kopie 3d, niniejszym ogłaszam potrzebę spiracenia i kompilacji tego filmu dla tych wszystkich wykluczonych, jak mój stary dziadek. Tak, drogi Autorze, właściciele filmu OKRADAJĄ ICH z prawa do obejrzenia go w domu. Czyje prawo do Bitwy Warszawskiej jest ważniejsze, twórców filmu, czy mojego dziadka, który w bitwie brał udział?!
  • 2012-02-14 00:33 | tc2

    jakość "piracka", filmy 3D, książka

    uups!

    Po napisaniu powyższego, ponownie zalogowałem na Chomika i po raz pierwszy (a próbowałem już tyle razy!) okazało się że już tam Bitwa jest. Już pobrałem i się z dziadkiem umówiłem. Dziękuję Ci chomikuj_chomikuj_lektor, na pohybel właścicielom (a naprawdę uzurpatorom) praw.

    Własność intelektualna jest jak trabant limuzyna, to oksymoron.
  • 2012-02-13 13:32 | Seba

    Re:Internet, czyli starcie wolności z własnością

    Nie wiem czy ktoś to już poruszał, ale chciałbym zapytać: co z utworami, które powstały za publiczne pieniądze lub dostały znaczące dofinansowanie ze środków publicznych? Czy Polska w ramach ułatwiania obywatelom dostępu do kultury dba o odpowiednie zapisy w umowach, czy może znowu mamy płacić za coś co zostało przez nas pośrednio sfinansowane? Pamiętam że w USA, w odniesieniu do badań naukowych które były prowadzone za pieniądze podatników jest obowiązek ich publikowania i udostępniania bez pobierania opłat.
  • 2012-02-14 20:58 | rozbojnick

    Panie Jacku, szacunek wielki do Pana!

    Panie Jacku (pisałem to już w innym miejscu ale chcę by te słowa do Pana dotarły więc tutaj powtarzam) jest Pan głosem tego narodu! Bo mówi pan to co ten naród myśli. Nie ma takich głosów poza panem. Bez Pana ten naród pozostałby niemy, a rząd oderwany całkowicie od rzetelnego głosu swojego narodu. Rząd interesują słupki i sondaże. Rząd nie zna swojego narodu, jest on dla rządu jakimś niezidentyfikowanym obiektem, który można badać ale nie można poznać. Pan pokazuje rządowi, że takim sposobem rządzenia daleko nie zajdzie. I choć nie ma dla rządu żadnej alternatywy na obecnej scenie politycznej to wierzę że dzięki takim jak Pan dziennikarzom ona się pojawi. Pan jest jednym z niewielu łączników komunikujących rząd ze swoim narodem. Reszta mediów w większości interesuje się intrygami między-personalnymi pomiędzy politykami a nie tym do czego są powołane - szukaniem prawdy. Proszę Pana o wytrwałość, bo wiem jak deprymująca może być walka z tak bezrefleksyjną ciemną masą jaką jest rząd polski i większością polityków. Ale proszę się nie poddawać. Pana dzieło pozostaje w głowach obywateli i zaprocentuje, jestem tego pewny. Zaręczam, że ma Pan poparcie wielu, w tym z całego serca moje.
    Na koniec, cytując naszego prezydenta, pożegnam się jakże wymownymi w tym miejscu jego słowami:
    "w bUlu i nadzieJi"

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną