Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

(84)
Czy - jak dowodzą przeciwnicy GMO - polskie badania dowodzą szkodliwości dla zdrowia roślin genetycznie zmodyfikowanych? I czy ktoś je specjalnie ukrywa?
  • 2012-03-08 15:49 | MR

    uzupełnienie (lista polskich publikacji)

    Od autora:
    zanim artykuł zostanie uzupełniony, podaję, ciekawym tego osobom, listę "groźnych" polskich publikacji o GMO:
    1) J. Juśkiewicz at al Nutritional properties of tubers of conventionally bred and transgenic lines of potato resistant to necrotic strain of Potato virus Y (PVYN) (Acta Biochimica Polonica; Vol. 52 No. 3/2005, 725–729)
    2) I. Kosieradzka at Potato genetically modified by 14-3-3 protein repression in growing rat diets. Part II: Health status of experimental animals (Pol. J. Food Nutr. Sci. 2008, Vol. 58, No. 3, pp. 377-382)
    3) I. Kosieradzka at al The effect of transgenic cucumbers expressing thaumatin on selected immunity parameters in rats (Journal of Animal and Feed Sciences, 13, Suppl. 2, 2004, 97–100)
    4) I. Kosieradzka Krajowe doświadczenia in vivo w ocenie wartości odżywczej i dietetycznej wybranych roślin transgenicznych (Postępy nauk rolniczych; 3-4/2009; str. 71)
  • 2012-03-08 16:02 | Wojciech Zalewski

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Dobry artykuł Panie Marcinie.

    Bardzo dobrze, że zwrócił Pan uwagę na to jakiego typu argumentami posługuje się Pani Lisowska w debacie publicznej. Trudno mi zrozumieć, jako naukowcowi, jakimi przesłankami kieruje się ta Pani, która jest biologiem molekularnym. Niestety prawdopodobnie wprowadza, świadomie w błąd opinię publiczną, podpierając się przy tym autorytetem naukowca.

    Inna kwestia to same badania o których Pan wspomina. Szalenie ważne jest to o czym Pan napisał, że są to EKSPERYMENTALNE PRACE. Co to oznacza? Na przykład to, że każdy naukowiec mając dostęp do odpowiedniej aparatury mógłby umyślnie stworzyć roślinę transgeniczną, która może wywoływać negatywne skutki. Ale o czym to świadczy? Tylko o tym, że jest to możliwe i tyle.

    Jak można twierdzić, że dostępne GMO w sprzedaży i uprawiane obecnie jest szkodliwe, tylko dlatego, że w eksperymentalnych pracach uzyskano negatywne efekty? Przecież to absurd!

    Każdą roślinę genetycznie modyfikowaną, trzeba traktować jako oddzielny przypadek i tyle.
  • 2012-03-08 16:10 | precz z GMO

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    żadnej debaty w Polsce nie potrzebujemy, bo każdy kto ma zdrowo ułożone pod sufitem nie podniesie ręki za tym międzynarodowym przekrętem. A tym bardziej nie obsieje tym g... swojego pola.
  • 2012-03-08 17:51 | Jerrry11

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Zadnej rzeczywistej "debaty" w Polsce nie potrzeba, albowiem juz dawno temu szanowny pan (ekspert?) dziennikarz Rotkiewicz uznal, ze GMO jest w pelni bezpieczne... Koniec i kropka!!!
  • 2012-03-08 18:07 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Nigdzie nie napisałem, że GMO jest w pełni bezpieczne. Bo to tak, jakby ktoś twierdził, że wszystkie leki są bezpieczne. Pisałem natomiast, że nie ma żadnych naukowych dowodów, by obecnie uprawiane rośliny transgeniczne były mniej bezpieczne od odmian konwencjonalnych czy ekologicznych. Mam nadzieję, że rozumie Pan tę dość istotną różnicę.
  • 2012-03-08 19:38 | jubus

    To wolisz ekologiczne g...o, które zabija??

    Przypominam zeszłoroczną aferę z ogórkami i kiełkami, gdzie nie można było dojść skąd się wzięły bakterie, które zarażały i mordowały ludzi?? Ilu ludzi zabiło GMO? Ilu zabiły takie "ekologiczne" zarazy jak BSE, świńska grypa czy ptasia grypa. Przecież to jest właśnie "ekologia", brak ingerencji w naturalne mutacje, zachodzące w przyrodzie? Wirus ospy czy dżumy skąd się wziął? Z GMO?
    Dzięki GMO można uodpornić rośliny, zwierzęta i cżłowieka na wszelkiego rodzaju zarazy, ale tego oczywiście żaden "ekolog" nie przyzna. Ja tam wolę truć swoje dzieci g...m GMO niż ryzykować i podawać "eko-g..." i ryzykować jakieś wirusy czy bakterie które mogą zabić.
  • 2012-03-08 20:42 | flip

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Wszędzie wokół GMO pojawiają się osobnicy o religijnej wręcz zaciekłości. Jak widzę wpisy takie jak "precz z GMO" to się zastanawiam czasem: troll czy kretyn (po tarczycy go poznacie...). Albo wpisy na poziomie Jerrry11. Można z nimi dyskutować, tylko po co. Ty mu merytoryczne argumenty a on Tobie wiadro pomyj na głowę. Sądzi Pan, Panie Marcinie, że taki osobnik przeczyta artykuł jeszcze raz ze zrozumieniem i dostrzeże swój błąd w rozumowaniu? Może jeszcze przeprosi za chamską odzywkę? Wolne żarty...

    A Pani Lisowska w sposób ewidentny nie występuje tu z pozycji naukowca, tylko bojownika o sprawę. I tak ją należy traktować. Szczególnie, że jest specjalistką od raka i białek szoku cieplnego a nie żywności transgenicznej. W dodatku nawet w jej działce trochę jej brakuje dorobku do statusu "wybitnego naukowca" i znawcy. Cieniutko oj cieniutko...
  • 2012-03-08 22:56 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Ma Pan rację, rzeczywiście czasami ręce opadają. Mam nawet wrażenie, jakbyśmy grali w gry o zupełnie różnych zasadach, kompletnie do siebie nie przystające. Tzn. wydaje mi się, że racjonalność, sceptycyzm, logika, metoda naukowa to jest jakiś wspólny grunt - ale chyba się bardzo mylę. Bo po drugiej stronie jest myślenie magiczno-spiskowe rządzące się innymi prawami. I tak sobie dyskutujemy, jak niemy z głuchym ;-)
    Mimo wszystko staram się jednak odpowiadać na krytyczne wpisy - no chyba, że lecą już kompletne pomyje typu "agent Monsanto", "ile Pan za to wziął?" albo nawiedzony bełkot. Wtedy się nie odzywam, wychodząc z założenia, że tego typu wypowiedzi świadczą o autorach. Albo są dziełem trolli internetowych, a ich nie należy karmić ;-)
    Niestety, podobnie było na debacie u prezydenta. Wyszedłem z niej naprawdę zmęczony. Widok nawiedzonych ludzi, którzy mają poczucie misji i walki ze złem to bardzo podobne obrazki, jakie widuje się w telewizji w relacjach z pielgrzymek Rodziny Radia Maryja. Jest tu chyba jakiś wspólny mianownik. Żyjemy oczywiście w wolnym kraju i ludzie mogą wierzyć w Lelum Polelum, byle tylko nie narzucali nam swoich rozwiązań. A oni pchają rolnictwo w kompletne zacofanie ze szkodą dla ochrony środowiska, przy okazji uderzając w polską biotechnologię.
  • 2012-03-09 08:28 | BaKoRo

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Panie Marcinie, gatuluję dociekliwości. Bardzo dobry artykuł.
  • 2012-03-09 08:39 | kaesjot

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Jakoś przez miliony lat przyroda istniała samoregulując się, dopasowując do zmieniających warunków. Klonowanie organiznów żywych to też swego rodzaju modyfikacje genetyczne. Poza jedyną owcą Dolly wszystkie inne sklonowane "stwory" żyły nie dłużej niż parę minut po narodzeniu wskutek ZNACZĄCYCH DEFEKTÓW ANATOMICZNYCH. Już sam ten fakt wywołuje pewien sceptycyzm co do wiarygodności eksperymentu z Dolly a jednocześnie powstaje wątpliwość, czy z modyfikowaniem genetycznym roślin wszystko jest OK, skoro ze zwierzętami nie bardzo wychodzi.
    Ja wśród zwolenników GMO dostrzegam taki sam fanatyzm co wśród jej przeciwników z tą małą różnicą, że przeciwnicy NIE WIERZĄ a zwolennicy WIEDZĄ. Ja sam, by nie wychodzić na samochwałę powie, że MAM WIELE WĄTPLIWOŚCI !!!
  • 2012-03-09 09:26 | Katarzyna Lisowska

    "Rzetelność" redaktora Rotkiewicza

    O "rzetelności" redaktora Rotkiewicza świadczy najlepiej fakt, że pisze on, jakobym powoływała się na niepublikowane wyniki rosyjskiej badaczki Iriny Ermakovej. Tak się składa, że nigdy i w żadnych okolicznościach Ermakovej nie cytowałam, ani nie powoływałam się na jej badania.
    Widać, że kiedy chodzi o zdyskredytowanie osób sceptycznych wobec GMO w rolnictwie, "rzetelny" redaktor Rotkiewicz nie przebiera w środkach i metodach. Wstyd!
  • 2012-03-09 10:45 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Czyżby? A to nie jest Pani artykuł: http://www.doorg.info/2009/03/31/batalia-o-polske-wolna-od-gmo-przeglad-aktualnej-sytuacji/
    Oto jego fragment: "Z kolei nieliczni niezależni badacze (np. Irina Ermakova, Arpad Pusztai, Gilles-Eric Seralini), którzy raportowali szkodliwy wpływ paszy GMO na zdrowie zwierząt laboratoryjnych padli ofiarą bezpardonowej nagonki. Jednak ostatnio pojawiają się również bardzo poważne raporty, wykonane na zlecenie rządów krajów unijnych, które budzą wątpliwości co do nieszkodliwości żywności GMO i nakazują zachowanie przezorności.
    Oj, nie wiem, kto z nas dwojga powinien się wstydzić...
  • 2012-03-09 11:16 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    W związku z wpisem Pani dr hab. Katarzyny Lisowskiej ujawniam treść e-maila, który do niej dziś wysłałem:
    Szanowna Pani,
    w komentarzu pod moim tekstem: http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1525057,1,jakiej-debaty-o-gmo-potrzebujemy.read napisała Pani: "O "rzetelności" redaktora Rotkiewicza świadczy najlepiej fakt, że pisze on, jakobym powoływała się na niepublikowane wyniki rosyjskiej badaczki Iriny Ermakovej. Tak się składa, że nigdy i w żadnych okolicznościach Ermakovej nie cytowałam, ani nie powoływałam się na jej badania.
    Widać, że kiedy chodzi o zdyskredytowanie osób sceptycznych wobec GMO w rolnictwie, "rzetelny" redaktor Rotkiewicz nie przebiera w środkach i metodach. Wstyd!"

    W 2009 r. w internecie został opublikowany artykuł podpisany przez Panią:
    http://www.doorg.info/2009/03/31/batalia-o-polske-wolna-od-gmo-przeglad-aktualnej-sytuacji/
    Można w nim m.in. przeczytać: "Z kolei nieliczni niezależni badacze (np. Irina Ermakova, Arpad Pusztai, Gilles-Eric Seralini), którzy raportowali szkodliwy wpływ paszy GMO na zdrowie zwierząt laboratoryjnych padli ofiarą bezpardonowej nagonki."
    Jeśli to jest Pani tekst, a póki co nie mam powodu sądzić, że nie, stanowi on dowód prawdziwości tego, co napisałem - tzn., że powoływała się Pani na prace Iriny Jermakowej. W związku z tym oczekuję wyjaśnienia sytuacji - czy ktoś podszywał się pod Panią i napisał artykuł pod Pani nazwiskiem, umieszczając obok Pani zdjęcie oraz uczestnicząc w dyskusji pod tym tekstem pod Pani nazwiskiem.
    Jeśli natomiast jest to Pani artykuł, oczekuję od Pani zamieszczenia przeprosin na forum dyskusyjnym pod moim artykułem na stronie polityka.pl.
    Z poważaniem
    Marcin Rotkiewicz
  • 2012-03-09 11:32 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Dzięki!
  • 2012-03-09 12:09 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Ponieważ Pani Katarzyna Lisowska odmówiła przeprosin, postanowiłem ujawnić dalszy ciąg korespondencji e-mailowej na ten temat:
    e-mail od K. Lisowskiej:
    "Proszę wybaczyć, ale Pan jest niepoważny. Przeprosiny za Pana paszkwil należą się mnie.
    Powoływanie się na czyjeś badania oznacza cytowanie tych prac w tekstach naukowych, a tego nigdy nie robiłam. W artykule z 2009 roku również nie pisałam o wynikach badań Ermakovej, tylko o tym, jaki los spotyka naukowców, którzy nie wychwalają GMO. Nie porównuję się z tymi badaczami, ale najwyraźniej - za Pana sprawą - zaczynam się zaliczać do ich grona.
    Dziwię się, że Polityka drukuje Pana skrajnie zideologizowane teksty. Szkoda, że Pan nie widzi - zarzucając innym zaangażowanie w kampanię przeciwko GMO - swojego zaangażowania po przeciwnej stronie i swojej zajadłości. Jeżeli jest Pan dumny z napisania kolejnego artykułu pod tezę "kto nie z nami, ten wróg", to tylko należy współczuć.
    K. Lisowska"
    Moja odpowiedź:
    Dziękuję za odpowiedź.
    1) Zwracam uwagę, że nie powołuję się w moim artykule na Pani prace naukowe, ponieważ, jeśli dobrze się orientuję, nie opublikowała Pani żadnego artykułu naukowego dotyczącego GMO. Pani chyba w ogóle nie zajmuje się zawodowo GMO...
    2) Mój komentarz dotyczył Pani WYPOWIEDZI: "Może dodam tylko na koniec, że dr hab. Katarzyna Lisowska znana jest z innych nierzetelnych WYPOWIEDZI na temat GMO. Powoływała się np. na badania Iriny Jermakowej, nie informując o ich zerowej wartości naukowej."
    3) W swoim tekście nie tylko pisze Pani o nagonce, ale informuje czytelników, że Irina Jermakowa raportowała o szkodliwym wpływie paszy GMO na zdrowie zwierząt laboratoryjnych.
    4) Rozumiem, że ma Pani negatywną opinię na temat mojego tekstu, nazywając go paszkwilem, a moje artykuły "zideologizowanymi tekstami". Nazywa mnie Pani również osobą "niepoważną" i "zajadłą". Ma Pani oczywiście prawo do takich opinii. Ja (jak i moi przełożeni oraz inni naukowcy) zupełnie inaczej oceniam zarówno swoją pracę, jak i siebie. Natomiast Pani opinie są dla mnie krzywdzące, niesprawiedliwe i bardzo przykre. Dlatego prosiłbym Panią, żeby przestała się wypowiadać w ten sposób na temat mnie i moich publikacji.
    Jestem zawsze gotów do merytorycznej dyskusji z Panią. Żałuję, że nie potrafi się Pani przyznać do błędu, wziąć odpowiedzialności za własne słowa i przeprosić.
    Z poważaniem
    Marcin Rotkiewicz
  • 2012-03-09 12:55 | karol

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Wydaje mi sie ze cala ta debata omija istotne fakty. Nie trzeba zadnych eksperymentow,wystarczy spojrzec na przyklad USA gdzie rosliny sa modyfikowane zeby akceptowac pewne pestycydy I skutki sa katastrofalne dla srodowiska I dla rolnikow. Byl nawet o tym zrobiony film. Chwala BOgu w Europie ludzie sa modrzejsi I nie pozwalaja na GMO.""
  • 2012-03-09 13:48 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Errata: Pisząc do dr Lisowskiej: "Zwracam uwagę, że nie powołuję się w moim artykule na Pani prace naukowe, ponieważ, jeśli dobrze się orientuję, nie opublikowała Pani żadnego artykułu naukowego dotyczącego GMO. Pani chyba w ogóle nie zajmuje się zawodowo GMO..." miałem oczywiście na myśli rośliny transgeniczne stosowane w rolnictwie, a nie modyfikowanie organizmów żywych za pomocą metod inżynierii genetycznej. Zamiast "GMO" powinienem był napisać "rośliny transgeniczne". Takie nieprecyzyjne sformułowanie może wprowadzać w błąd, co do tematyki zawodowej, którą zajmuje się dr Lisowska.
  • 2012-03-09 14:12 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    A oto jeszcze jedna wypowiedź dr Lisowskiej na temat Jermakowej:
    "Z kolei kilku niezależnych badaczy donosiło o poważnych zmianach zdrowotnych u zwierząt laboratoryjnych karmionych paszą GMO (np. Irina Ermakova, Arpad Pusztai). Wokół tych badaczy stworzono atmosferę skandalu, odsądzono ich od czci i wiary, czasopisma naukowe nie chciały publikować ich wyników."
    źródło: dyskusja pod tekstem http://www.wiadomosci24.pl/artykul/miedzynarodowy_szczyt_przeciwko_gmo_w_krakowie_78867.html
  • 2012-03-09 17:08 | Stary Polak z PRL-u

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Żadnej.

    Niech GMO rośnie tam, gdzie to wymyślili. I niech się sami tym pasą.

    Proponuję spokojnie popatrzeć na populację ludności USA przez najbliższe dwa pokolenia, a dopiero potem debatować o wprowadzeniu GMO do Polski.

    Korzyści?
    1.
    Wygasną patenty.
    2.
    Okaże się, na co umierają Amerykanie mający zwykły dostęp do publicznej służby zdrowia.
    3.
    Zobaczymy, czy nie nastąpiła u nich degradacja środowiska.
    4.
    Do tego czasu metody ingerowania w DNA będą na tyle doskonałe, że być może będziemy z grubsza zdolni przewidzieć ich skutki.

    Póki co, nie pędźmy na oślep za nowinkami technicznymi w biologii, bo jednak Natura eksperymentowała przez dziesiątki milionów lat. Co innego wydawać pieniądze na fizykę eksperymentalną czy rozwój techniki, a co innego na ślepe grzebanie w genach.
  • 2012-03-09 17:36 | DMT

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "Poza jedyną owcą Dolly wszystkie inne sklonowane "stwory" żyły nie dłużej niż parę minut po narodzeniu wskutek ZNACZĄCYCH DEFEKTÓW ANATOMICZNYCH."

    Bzdura. Dolly była tylko początkiem klonowania z komórek somatycznych.

    http://animalscience.ucdavis.edu/animalbiotech/Outreach/Livestock_cloning.pdf
  • 2012-03-09 18:07 | dunajec

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Nie mozna negować osiągnięć biotechnologii laboratoryjnej. Dzięki lekom i hormonom wytworzonym tą metodą uratowaliśmy tysiące ludzi.
    Chodzi o to żeby tych doświadczeń nie przenosić na skalę makro i nie uwalniać GMO do środowiska. To trzeba badać, a 90 dniowe testy przy rejestracji odmian GMO nie świadczą o niczym więcej, niż o fakcie braku objawów ostrego zatrucia u szczurów.
    To nie świadczy o bezpieczeństwie GMO.

    Po odwiedzinach na tym blogu mam mieszane uczucia.

    Zapraszam na bloga: http://dunajec.salon24.pl/
  • 2012-03-09 18:18 | flip

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Panie Marcinie,
    Tak jak napisałem powyżej: pani Dr hab. Katarzyna Lisowska występuje tu jako bojownik o sprawę a nie jako naukowiec i tak ją należy traktować. Generalną zasadą jest, że tacy ludzie nie przyznają się do błędu w żadnych okolicznościach.

    Nie znam się na roślinach transgenicznych. Nie pracuję z roślinami, nie badam ich. Nigdy nic na ich temat nie publikowałem. Owszem, wygenerowałem kilka setek konstruktów genetycznych, używając ich w bakteriach i komórkach ssaczych. W to wchodzą transgeniczne szczury i myszy. Jak sądzę, moje doświadczenie zawodowe w materii GMO jest więc podobne jak pani Lisowskiej. Będąc doświadczonym biologiem molekularnym / biologiem komórki w żadnym wypadku nie mogę udawać, że w dyskusji na temat roślin transgenicznych mogę występować jako naukowiec-specialista. I dokładnie ta sama zasada dotyczy pani Dr Lisowskiej.

    Wypowiedź pani Lisowskiej:
    "Powoływanie się na czyjeś badania oznacza cytowanie tych prac w tekstach naukowych, a tego nigdy nie robiłam."

    Jest to zwykła manipulacja i nadużycie. Skoro, co wykazałem powyżej, ta pani nie występuje tu jako naukowiec, a jedynie osoba zainteresowana tematem, określenie "powoływanie się na czyjeś badania" oznacza przywoływanie nazwiska badacza i jego badań, a nie cytowanie czyichś prac naukowych w swojej publikacji. A te warunki spełnia poniższa wypowiedź:

    "Z kolei nieliczni niezależni badacze (np. Irina Ermakova, Arpad Pusztai, Gilles-Eric Seralini), którzy raportowali szkodliwy wpływ paszy GMO na zdrowie zwierząt laboratoryjnych padli ofiarą bezpardonowej nagonki."

    Jeszcze coś. Z punktu widzenia naukowego powyższa wypowiedź nie jest nieprawdziwa. Ale jeśli przyłożymy do niej miarę jaką ocenia się publicystykę, to jest to paskudna manipulacja.
    "nieliczni niezależni" - przypuszczalnie w odróżnieniu od reszty, zdrajców nauki na liście płac Monsanto.
    "raportowali szkodliwy wpływ paszy GMO" - pomija się milczeniem jaką wartość naukową miały te raporty.
    "padli ofiarą bezpardonowej nagonki" - ciekawe określenie na krytycyzm bazujący na naukowej metodzie i logicznym rozumowaniu.

    Dodam, że nie jestem zwolennikiem żywności transgenicznej. Ani też nie jestem jej przeciwnikiem. Natomiast jestem przeciwnikiem wykorzystywania tytułów i stopni naukowych do walki ideologicznej, która z nauką nie ma nic wspólnego.

    Wstyd mi za takich "uczonych" jak pani Lisowska. Nie chciałbym, żeby ktoś taki kiedykolwiek recenzował moje prace. Na szczęście chwilowo nic nie wysyłam do Acta Biochimica Polonica więc nie ma obawy...
  • 2012-03-09 21:32 | flip

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Drogi Stary Polaku z PRL-u,

    Piszesz,

    "Jakiej debaty o GMO potrzebujemy? Żadnej."

    Ale to, co piszesz poniżej nic tylko prowokuje do dyskusji i debaty.

    "Proponuję spokojnie popatrzeć na populację ludności USA przez najbliższe dwa pokolenia"

    Dlaczego akurat dwa pokolenia? Kto ma zdecydować kiedy dosyć przyglądania się i można zacząć debatować?

    "Okaże się, na co umierają Amerykanie mający zwykły dostęp do publicznej służby zdrowia."

    Ludzi od dawna zabijają: zawał serca i rak. Uważasz, że coś się zmieni? Dlaczego? Jeżeli warto coś badać to może ich jakość życia a nie przyczynę śmierci. Amerykanie jedzą żywność GMO od ponad 20 lat. I co się zmieniło?

    "Zobaczymy, czy nie nastąpiła u nich degradacja środowiska."

    Degradacja środowiska postępuje ze względu na zarówno ekstensywne jak i intensywne metody produkcji żywności. Co do tego ma żywność GMO? Martwi Cię transfer obcych genów do środowiska? Jeżeli cokolwiek, to bez presji selekcyjnej obce geny zostaną wyeliminowane z populacji w przeciągu kilku pokoleń. Ale oczywiście taka możliwość istnieje i warto ją badać. I dyskutować wyniki.

    "Do tego czasu metody ingerowania w DNA będą na tyle doskonałe, że być może będziemy z grubsza zdolni przewidzieć ich skutki."

    Co jest niedoskonałego w obecnych metodach? Jak to wyeliminować? Jakie metody możemy uznać za wystarczająco doskonałe? Kto ma o tym zdecydować? Może jednak warto o tym podyskutować?

    "co innego na ślepe grzebanie w genach"

    Co to znaczy "ślepe"? Jakie grzebanie można uznać za "nie ślepe" (widzące? oświecone?)? Kto ma o tym decydować i kiedy?

    Stary Polaku z PRL-u, czy jesteś w stanie odpowiedzieć sam na te pytania? Czy uważasz się za specjalistę, który fachowo oceni zagrożenie i zdecyduje, czy jest o czym rozmawiać? Na jakiej podstawie autorytatywnie decydujesz, że nie potrzebujemy debaty?

    Naprawdę chciałbym wiedzieć skąd u Ciebie przekonanie, że nie potrzebujesz debaty bo już wszystko wiesz?

    Pozdrawiam


  • 2012-03-09 21:58 | franek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    nie martwmy sie i tak wiz nie zniosa a blokowanie news-ow o nowym iPadzie nie ma sensu ;)) GMO - mowie stanowcze NIE!!""
  • 2012-03-10 09:10 | Stary Polak z PRL-u

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Flip.
    Niech Pan nie udaje, że nie wiem, o czym mówię. Dzisiaj obie strony sporu serwują nam kilkutygodniowe badania wpływu GMO na rozwój myszy i szczura. Tymczasem skutki oddziaływania czynników kancerogennych ujawniają się po latach. Chciałbym, żeby wreszcie zwolennicy GMO i w szczególności produktów firmy Monsanto ujawnili prawdziwe raporty o wpływie roundupu, zmienionego genetycznie rzepaku i kilku innych roślin na metabolizm człowieka, tak jak wcześniej zmuszono Monsanto do ujawnienia skutków kontaktu ich pracowników z defoliantami stosowanymi na masową skalę w Wietnamie i Kambodży. GMO jest skażone historią swojego pochodzenia i strategią korporacji zmierzającą do opanowania całego rynku żywności na świecie. Nowinki technologiczne służą wyłącznie przykryciu tego podstawowego zamysłu korporacji. A skoro tak, niech zwolennicy GMO nie spodziewają się, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie przekonać przeciwników GMO.
  • 2012-03-10 11:33 | Katarzyna Lisowska

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Oto cała moja wypowiedź "o Ermakovej". Trochę inny to jest kontekst, niż podaje p Rotkiewicz, prawda? I jakie prawdziwe i aktualne to wciąż pozostaje, prawda?

    Większość badań, które opiewają o nieszkodliwości zywności GMO wywodzi się z laboratoriów Monsanto, Syngenty, Pionera i innych producentów ziarna GMO lub ze współpracujących z nimi laboratoriów. Siłą rzeczy tu występuje konflikt interesów i przez to te badania nie są do końca wiarygodne.

    Z kolei kilku niezależnych badaczy donosiło o poważnych zmianach zdrowotnych u zwierząt laboratoryjnych karmionych paszą GMO (np. Irina Ermakova, Arpad Pusztai). Wokół tych badaczy stworzono atmosferę skandalu, odsądzono ich od czci i wiary, czasopisma naukowe nie chciały publikować ich wyników.

    Nie wiem, czy żwyność GMO jest szkodliwa dla zdrowia, ale z pewnością cała ta sprawa jest bardzo śmierdząca. Bo dlaczego, każdy badacz, który odważy się podać wyniki wskazujące na potencjalną szkodliwość tej żywności jest atakowany i zwalczany przez koncerny najbardziej bezpardonowymi metodami?
  • 2012-03-10 11:51 | Katarzyna Lisowska

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @flip, a możesz nam tu napisać, ile transgenicznych roślin stworzyli swoimi rękami tacy naukowcy jak prof. Węgleński, czy prof. Twardowski??? Jeżeli to jest cezura, która uprawnia do wypowiadania się o GMO w rolnictwie, to ci profesorowie nie powinni zabierać głosu, prawda? Przynajmniej, jeżeli zdecydujemy się stosować jednakowe kryteria w odniesieniu zarówno do zwolenników jak i przeciwników GMO. Ale na to się nie zanosi, jak widzę czytając teksty p Rotkiewicza czy takie wpisy jak twój. Tym bardziej, te zdania z mojego artykułu, które zostały tu przywołane, o dyskryminacji naukowców, którzy publikują cokolwiek krytycznie o GMO, są prawdziwe i na czasie. Tu kolejny cytat na ten temat: Papers suggesting that biotech crops might harm the environment attract a hail of abuse from other scientists. Emily Waltz asks if the critics fight fair. z tego artykułu http://www.nature.com/news/2009/090902/full/461027a.html
    I jeszcze to: No one gets into research on genetically modified (GM) crops looking for a quiet life. Those who develop such crops face the wrath of anti-biotech activists who vandalize field trials and send hate mail. But those who, like Rosi-Marshall and her colleagues, suggest that biotech crops might have harmful environmental effects are learning to expect attacks of a different kind. These strikes are launched from within the scientific community and can sometimes be emotional and personal; heated rhetoric that dismisses papers and can even, as in Rosi-Marshall's case, accuse scientists of misconduct. "The response we got — it went through your jugular," says Rosi-Marshall.
  • 2012-03-10 13:50 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Ciekaw jestem, dlaczego sugeruje Pani, że po jednej stronie istnieją tylko badania firm biotechnologicznych a po drugiej "niezależnych" naukowców, jak Pusztai czy Jermakowa?
    Dlaczego nie pisze Pani, że publikacji naukowych na temat biobezpieczeństwa roślin transgenicznych finansowanych z niezależnych źródeł i przeprowadzonych przez niezależne ośrodki jest już ponad 120? http://www.biofortified.org/genera/studies-for-genera/independent-funding/
    Dlaczego nie pisze Pani o dwóch wielkich raportach Komisji Europejskiej z 25 lat badań nad GMO, w które zaangażowano setki najlepszych naukowców z Europy?
    ftp://ftp.cordis.europa.eu/pub/fp7/kbbe/docs/a-decade-of-eu-funded-gmo-research_en.pdf
    Dlaczego nie pisze Pani o finansowanych przez niemieckie ministerstwo nauki 25-letnich badaniach m.in. nad biobezpieczeństwem transgenicznej kukurydzy, która jest dopuszczona do upraw na terenie Unii Europejskiej i którą wysiewają również polscy rolnicy? http://www.gmo-safety.eu/news/1388.igw-genetically-modified-biosafety-research.html
    Dlaczego nie pisze Pani o najnowszej (grudzień 2011) meta-analizie wielopokoleniowych badań nad wpływem roślin tarnsgenicznych na zdrowie zwierząt http://gmopundit.blogspot.com/2011/12/assessment-of-health-impact-of-gm-plant.html
    Dlaczego nie pisze Pani, że wyniki dostarczone przez firmy biotechnologiczne są wykonane na zlecenie przez laboratoria, które muszą mieć odpowiednie certyfikaty? Że tego typu rezultaty badań są poddane bardzo rygorystycznym przepisom, o czym można przeczytać na stronie EFSA [link=http://www.efsa.europa.eu/en/faqs/faqgmo.htm]http://www.efsa.europa.eu/
    en/faqs/faqgmo.htm[/link]
    Dlaczego nie protestuje Pani równie głośno przeciwko temu, że w procedurze zatwierdzania nowych leków to na producencie (analogicznie jak w przypadku GMO) spoczywa obowiązek przeprowadzenia badań i dostarczenia wyników dotyczących działania nowego leku?
  • 2012-03-10 14:11 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Szkoda, że pisząc o rzekomej dyskryminacji naukowców i powołując się na artykuł Emily Waltz z "Nature Biotechnology", nie zaznacza Pani, że problem dotyczył wyłącznie USA, że protestowała tam wyłącznie grupa 26 entomologów, że wiele czołowych niezależnych ośrodków akademickich miało z Monsanto podpisane umowy na niemal nieograniczone badania. A przede wszystkim, że problem został rozwiązany. Każdy może zresztą sam zweryfikować Pani poglądy :
    http://www.emilywaltz.com/News_briefs_10_Oct_Monsanto.pdf
    http://www.biofortified.org/2010/11/scientific-background-report-on-maize-mon810/
    A przy okazji: dziwi się Pani, że Monsanto czy inne firmy nie chciały dawać każdemu swoich nasion do badań? Bo pojawia się np. Pani Jermakowa czy Pan Zentek, którzy przeprowadzają badania z naruszeniem procedur naukowych oraz dokonują błędnych analiz statystycznych, a później na konferencjach prasowych ogłaszają swoje "rewelacje" powielane z kolei przez Greenpeace i inne organizacje anty GMO? Że później bezkrytycznie powtarza je w Polsce np. dr hab. Katarzyna Lisowska? Bo ja się nie dziwię... Nastraszyć ludzi bzdurami jest bardzo łatwo, tylko potem prostowanie tych bzdur i przywracanie zaufania jest niezwykle trudne. Niech Pani spojrzy, jakie skutki przyniosła histeria wokół rzekomego związku szczepionek i autyzmu. Tam też byli "biedni, dyskryminowani naukowcy", których atakowały koncerny i siedzący w ich kieszeni naukowcy establishment... Mam wrażenie, że postępuje Pani bardzo podobnie do obrońców niesławnego dr Wakefielda... (http://wyborcza.pl/1,75476,9162741,Dramat_wedlug_dr__Andrew_Wakefielda.html)
  • 2012-03-10 15:09 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Przepraszam, odniosłem się do innego artykułu Emily Waltz. Ale też w temacie GMO :-)
    Natomiast ten tekst, na który się Pani powołuje, właśnie świetnie pokazuje, do czego doprowadziło wyolbrzymianie, nagłaśnianie i nadinterpretacja badań naukowych, które choćby choćby tylko sugerowały jakieś minimalne niepożądane efekty roślin GMO. To jest rezultat paranoi, która narosła wokół tej tematyki. Niestety, za sprawą wypowiedzi bardzo podobnych do tych, których udziela Pani. Naprawdę gorąco polecam wszystkim uważną lekturę tekstu, który przywołała dr. Lisowska!http://www.nature.com/news/2009/090902/full/461027a.html
  • 2012-03-11 09:30 | wnukmarek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Cała ta dyskusja o GMO już mnie nuży. Zwolennicy działają w interesie podejrzanej korporacji, która chce zmonopolizować nasiennictwo na świecie, czyli de facto całe rolnictwo. Przecież w Polsce i całej Europie są nadwyżki żywności, nawet wprowadza się ograniczenia, limity, kwoty mleczne itd. Słabsze grunty się zalesia. Więc konieczności stosowania kontrowersyjnego GMO nie ma. Jeśli Amerykanom uda się zmonopolizować rolnictwo na świecie to zaczną kombinować jak tu zmonopolizować powietrze lub wodę. Przecież liczy się tylko pieniądz.
  • 2012-03-11 11:16 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @wnukmarek
    Problem monopoli nie powinien oznaczać całkowitego odrzucenia technologii GMO. Z tego powodu, że na rynku dominuje Microsoft, nie przestaje Pan przecież używać systemu operacyjnego w komputerze. Ani nie wyrzuca Pan komórki do śmietnika, choć rynek telefonów jest zdominowany przez kilka światowych korporacji. Nie powinniśmy w takim razie (a tak się dzieje) stawiać dodatkowych przeszkód w tworzeniu własnych roślin transgenicznych. Niech Pan zwróci uwagę, jak nasi "zieloni" protestują przeciwko polskiej topoli GMO oraz walczą z lnem GMO, który ma posłużyć do produkcji antybakteryjnych opatrunków. W tej kwestii gorąco polecam przeczytać: http://gmo.blog.polityka.pl/2012/02/22/czy-greenpeace-jest-sponsorowany-przez-monsanto/
    A nie zastanawia się Pan, czy nie byłoby rozsądnym uprawianie (co zresztą już robią polscy rolnicy) kukurydzy GMO, która sama produkuje używaną w rolnictwie ekologicznym toksynę BT (zabójczą dla niektórych szkodników, ale bezpieczną dla innych zwierząt i człowieka), więc nie wymaga oprysków. Która, jak wykazały m.in. 25-letnie badania zlecone przez niemieckie ministerstwo nauki, sprzyja bioróżnorodności na obsianych nią polach, zmniejsza erozję gleby oraz zachowuje jej żyzność http://www.gmo-safety.eu/news/1388.igw-genetically-modified-biosafety-research.html
    Odpowiedź na pytanie: po co to nam? jest zatem prosta: jeśli chcemy dbać o środowisko, powinniśmy uprawiać kukurydzę BT.
  • 2012-03-11 16:36 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Potrzebujemy debaty rzeczowej i merytorycznej - o co jak widać trudno. A to pewnie z tej przyczyny, że ciągle za mało wiadomo. No bo każdy przyznaje, że nie wie na 100%, czy taka żywność jest bezpieczna czy nie. Ja jestem przeciwna GMO, bo oznacza to ogromną ingerencję w przyrodę. Nie wiem, może i okaże się bezpieczna, ale moim zdaniem nie da się tego stwierdzić w krótkim czasie, bo przyroda lubi reagować z pewnym opóźnieniem i czesto z zupełnie innej strony, niż się ludzie spodziewają. W każdym razie jestem ciekawa, czy zwolennik gmo mając na półce ziemniaka gmo i obok ziemniaka tzw. ekologicznego sięgnie chętnie i świadomie po ziemniaka gmo, żeby go podać swojemu dziecku (pomijając kwestię różnicy ceny). Bo podejrzane wydają mi się głosy w tonie "żądamy prawa do jedzenia gmo". No po prostu w to nie uwierzę, że ktoś chce to jeść, jeśli tylko ma wybór. Chyba że chodzi o to, żeby kogoś innego tym karmić?
  • 2012-03-11 17:18 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Przyroda nie lubi próżni - na miejscu "niektórych szkodników" pojawią się pewnie nowe - a jeśli chodzi o opryski, to nie będą może potrzebne insktycydy, ale co z herbicydami? Ale może się nie znam, nie jestem rolnikiem. I naprawdę mnie to zaintrygowało - jakiej bioróżnorodności może sprzyjać monokulturowa uprawa kukurydzy toksycznej dla jej konsumentów? hmm można prosić o jakieś wyjaśnienia? jakie organizmy, oprócz kukurydzy, bedą mogły na tych polach żyć?
  • 2012-03-11 18:51 | wnukmarek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Większość internautów to ludzie młodzi i taki stary zgred jak ja ich nie przekona. Ale mało dziś się mówi o DDT, a ja pamiętam jakie to wspaniałe panaceum na kłopoty ze szkodnikami. Nic nie szkodziło, koncerny produkujące ten środek zwany u nas azotoksem, miały badania, gwarantowały bezpieczeństwo. Na polach a zwłaszcza kartofliskach było biało, stonka już była na wykończeniu. A po latach, mogło być biało od DDT, a stonka żerowała w najlepsze, inne szkodniki uodporniły się, a wyginęły liczne gatunki fauny na święcie, choroby cywilizacyjne nasiliły się, a zwłaszcza nowotwory i choroby psychiczne i nerwowe oraz więcej wcześniaków, uszkodzeń płodów itd. Do dziś właściwie są widoczne skutki, mimo że już ze 40 lat DDT się nie stosuje, to nawet w wodach Arktyki i Antarktyki dziś jeszcze w organizmach waleni, fok, ryb i pingwinów wykrywa się DDT. Dlatego ja nie wierzę w badania i zapewnienia o nieszkodliwości, bo niby dlaczego mam wierzyć jak się sparzyłem na DDT. Amerykanie niech testują na sobie, a my poczekajmy ze dwa pokolenia. Ten roundup to może za jakiś czas okaże się takim współczesnym DDT, zanim to się stanie ktoś już zgarnie kasę, pazerność koncernów a zwłaszcza amerykańskich jest nienasycona, najważniejszy zysk, choćby ucierpiały miliony czy miliardy ludzi. W tej sprawie nie wierzę też dlatego, że to amerykański koncern.
  • 2012-03-11 20:06 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    DDT, PCB, talidomid - mnóstwo podobnych "pomyłek" było. Arogancja człowieka i jego wiara w to, że zna prawa natury i potrafi je naginać do swoich potrzeb (przewidując wszystkie skutki) jest wręcz niesamowita.
  • 2012-03-11 20:27 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @stonka
    Co do bioróżnorodności - ma Pani rację, że każda uprawa rolnicza jest monokulturą. Ale tutaj chodzi o bioróżnorodność w obrębie danej uprawy kukurydzy BT, czyli dzięki temu, że nie ma oprysków pestycydami przeżywa znacznie więcej owadów. Białko BT jest bowiem bardzo selektywne (i jest używane od dekad jako oprysk w rolnictwie ekologicznym).

    Rośliny (chwasty), bakterie (antybiotyki) czy zwierzęta (w tym wypadku owady i pestycydy) uodparniają się na stosowane środki i nie ma to żadnego związku z GMO oraz dotyczy każdej użytej w tym celu substancji. Ale można przedłużyć odporność np. kukrydzy BT. To cytat z b. dobrego bloga gmo.blog.polityka.pl -
    "Są takie techniki, częciowo tradycyjne a częściowo nowe. Na przykład stosowanie technologii upraw z tzw. „uchodźcami” (refugees). Chodzi o to, że wysiewa się na polu również nasiona tradycyjnej uprawy, która nie jest odporna na szkodnika, na której mogą żerować larwy. Dzięki czemu nawet jesli pojawi się osobnik odporny na białko Bt, to przewaga osobników bez odporności powoduje, że jego geny nie są, lub w bardzo małym stopniu przekazywane są potomstwu.
    Druga możliwosć to tzw. „stacki”. Czyli rośliny zawierajacą dwie różne wersje białka Bt (lub więcej), bo jak Pani wie jest cała rodzina genów (białek) Cry. Nawet jeśli na pierwsze szkodnik się uodparnia, to na drugie nie jest odporny. Oczywiscie stopień odpornosci może być różny. Oczywiście mogą pojawiać się odporne osobniki, również słyszałem już o takich owadach.
    Dzieki edukacji rolników oraz prowadzeniu upraw, z zachowaniem odpowiednich technik, można wiele lat korzystać z odmian GMO.
    Zresztą walka ze szkodnikami to niekończąca się wojna, zapewne Pani o tym wie. Czy to uprawy tradycyjne, czy GMO."

    Tak - mając do wyboru transgenicznego ziemniaka i ekologicznego, wybrałbym zdecydowanie tego pierwszego. Bo jest znacznie lepiej przebadany, a więc bezpieczniejszy, jest też tańszy. Dałbym go też bez żadnych obaw swojemu dziecku.
  • 2012-03-11 20:38 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @stonka
    Tego typu wyliczanki (DDT, PCB, talidomid) nic nie wnoszą, bo można sporządzić nieporównanie dłuższą listę substancji, leków czy technologii, co do których się nie pomylono i okazały się bezpieczne.
    Obecne na rynku rośliny GMO są najlepiej przebadaną żywnością: “Indeed, the use of more precise technology and the greater regulatory scrutiny probably make them even safer than conventional plants and foods; and if there are unforeseen environmental effects – none have appeared as yet – these should be rapidly detected by our monitoring requirements. On the other hand, the benefits of these plants and products for human health and the environment become increasingly clear.” (konkluzja z ogłoszonych 8 października 2001 r. wyników 15 lat badań prowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej; w ich trakcie zrealizowano 81 projektów badawczych, które kosztowały 70 mln euro; raport ten jest wynikiem pracy 400 zespołów badawczych z najlepszych europejskich placówek naukowych)
    Dodam tylko, że najnowszy raport Komisji Europejskiej, z badań zakrojonych na równie szeroką skalę w latach 2001-2010 (czyli w sumie mamy już 25 lat niezależnych badań na które wydano 400 mln euro) przyniósł te same rezultaty.
  • 2012-03-11 20:55 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Roundup czy GMO (choć nie da się mówić o wszystkich roślinach transgenicznych) ma tyle wspólnego z DDT, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem.
  • 2012-03-11 21:09 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Pana artykuł za to wniósł to, że nie kupię więcej Polityki. Nawet w cytacie, który Pan przytoczył, jest więcej ostrożności w sądach, niż w tym, co Pan pisze. Kupujac tygodnik liczę na w miarę bezstronne przedstawienie podjętych tematów, tu tego zabrakło.
  • 2012-03-12 00:20 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @stonka
    Pani wolny wybór; na pewno znajdzie Pani czasopisma czy publikacje (lub strony internetowe) potwierdzające i znacznie bardziej pasujące do Pani przekonań. Co do bezstronności, poniżej cytat dość dobrze korespondujący z moim stanowiskiem:
    "Obiektywność i rzetelnośc naukowa nie polega na tym, ze wszystkim wypowiedziom i argumentom za i przeciew, mądrym i głupim, rzetelnym i kłamliwym nadaje się taką samą rangę i pozostawia bez komentarza. Że niby czytelnik sobie sam wybierze, co jest prawdą. Ze stosunku do GMO zrobiono kwestię światopoglądową, a tak naprawdę ocena tego zagadnienia zmienia się wraz z głębszą znajomościa tematu. I trend jest taki, że im ktoś tą technlogię rozumie lepiej tym ma mniej obiekcji."
  • 2012-03-12 08:59 | wnukmarek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Gdy byłem młody to dopuszczalna zawartość SO2 w winie patykiem pisanym wynosiła 50mg plus minus 5mg. Gdy w WHO i WTO korporacje umieściły swoich przedstawicieli na dzisiejszych patykiem pisanych jest 300mg plus minus 50mg. A może mamy lepszych naukowców lub następne pokolenie jest zmutowane i nie szkodzi mu dawka 6 razy większa. Wszystkie badania ktoś finansuje, często ktoś ukryty, działający pod płaszczykiem różnych organizacji. Zdumiewa mnie ta bezpardonowa walka o to, aby nie umieszczać na wyrobach informacji o GMO. Ta informacja powinna być, aby światli ludzie pokroju Pana redaktora kupowali te wspaniałe i niegroźne produkty, a tacy zacofani i prymitywni niedowiarkowie jak ja mogli mieć wybór tradycyjnych wyrobów. Po drugie dlaczego tacy redaktorzy tak nachalnie bronią interesów amerykańskich koncernów, rozumiałbym może, gdyby korzyści odnosiła Polska i Polacy. Taki artykuły śmierdzą wyrażnie sponsoringiem.
  • 2012-03-12 09:17 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @wnukmarek

    Rozmawiamy tu o bezpieczeństwie technologii tworzenia roślin transgenicznych, a nie o tym, czy stworzył je amerykański koncern, polski instytut naukowy czy organizacja non-profit. Są przykłady niekomercyjnych roślin GMO - odporna na wirusa hawajska papaja (która uratowała tamtejsze plantacje), Złoty Ryż (z beta-karotenem). W polskich placówkach naukowych powstaje zmodyfikowana topola i len (były też prowadzone prace na ogórkiem i ziemniakiem). W Chinach, Indiach, Afryce też tworzone są własne odmiany, niektóre na niekomercyjnych zasadach.

    Nie wiem, kto walczy czy postuluje nieznakowanie produktów GMO, bo nie ja. Może więc na ten temat powinien Pan dyskutować pod jakimś innym tekstem.

    Ma Pan prawo do swoich opinii na temat mojego artykułu i wypowiedzi pod nim. Ja oceniam je zupełnie inaczej. Natomiast Pańskie stwierdzenia "o śmierdzącym sponsoringu" są dla mnie i mojej redakcji obraźliwe. Prosiłbym więc, żeby przestał Pan wypowiadać się w ten sposób.
  • 2012-03-12 14:34 | Nikodem123

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Szanowna Pani Doktor!

    Dobrze by było odczarować problem wiarygodności sponsorowanych i niesponsorowanych badań przez producenta

    Pisze Pani: "Większość badań, które opiewają o nieszkodliwości zywności GMO wywodzi się z laboratoriów Monsanto, Syngenty, Pionera i innych producentów ziarna GMO lub ze współpracujących z nimi laboratoriów. Siłą rzeczy tu występuje konflikt interesów i przez to te badania nie są do końca wiarygodne ".

    Jest Pani lekarzem, a w każdym razie jest Pani związana z medycyną, powinna więc Pani wiedzieć, jak są prowadzone badania dotyczące rejestracji leków.

    Otóż badania przedrejestracyjne, wyniki których czy dany lek zostanie dopuszczony do stosowania u ludzi, są w całości sponsorowane przez firmę farmaceutyczną!

    Mało tego! Firma farmaceutyczna opracowuje protokół takiego badania, wybiera ośrodki, w którym to badanie zostanie przeprowadzone, wybiera badaczy i ich opłaca, nadzoruje przebieg badania, zbiera wyniki, opracowuje statystycznie oraz sporządza końcowy raport. Raport ten jest następnie weryfikowany przez amerykańską (FDA) lub europejską (EMEA) agencję dopuszczającą leki do obrotu.

    Jak widać firma farmaceutyczna całkowicie, na każdym etapie, kontroluje badanie, które ma zdecydować, czy lek zostanie dopuszczony do obrotu.

    Czy w takim razie uważa Pani, że współcześnie rejestrowane są leki na podstawie nie do końca wiarygodnych wyników badań?
    Czy uważa Pani, że nie powinno się stosować wszystkich leków, gdyż badania rejestracyjne tych preparatów we wszystkich przypadkach były prowadzone na zlecenie koncernów farmaceutycznych i całkowicie były, a często i są, niedostępne wyniki badań, które nie były sponsorowane przez producenta?

    Jeśli Pani tak uważa, to proszę przyjąć do wiadomości, że zostały wyrobione pewne mechanizmy, które producenta skutecznie zniechęcają do fałszowania wyników:
    * FDA i EMEA bardzo skrupulatnie "trzepią" nadesłane protokóły. Rok czasu na zweryfikowanie przesłanych danych to jest absolutne minimum.
    * Żaden badacz - lekarz nie zdecyduje się na fałszowanie wyników swoich pacjentów. W przypadku wykrycia fałszerstwa dostaje dożywotni zakaz prowadzenia badań klinicznych, co wiąże się nie tylko ze wstydem, ale też i utratą lukratywnych kontraktów od innych firm w przyszłości. Zresztą "bana" można dostać od FDA za najdrobniejsze przewinienia - na przykład bałagan w dokumentacji medycznej, skreślenie bez parafki itd.
    * Firmie nie opłaca się usuwać pacjentów, u których leczenie się nie powiodło. Losy każdego pacjenta włączonego do badania są sprawdzane indywidualnie. Jeśli pacjent "wypada" z badania, to takie zdarzenie opisuje się jako "drop out", ale jednocześnie klasyfikuje się do "zgonów" (jeśli losy pacjenta są nieznane) albo do Poważnych Działań Niepożądanych, jeśli uda się ustalić, że jednak pacjent pozostał przy życiu. Jak widać usunięcie pacjenta, któremu leczenie nie pomogło (bo miał "lekką sraczkę"), przyniesie firmie więcej strat niż korzyści - zostanie potraktowane z mety jako zgon, a w najlepszym razie jako coś w rodzaju: zawał albo udar mózgu.
    *Kłamstwo ma krótkie nogi.. Wypuszczenie na rynek leku, który szkodzi, grozi miliardowymi odszkodowaniami. Przekonał się o tym producent preparatu Vioxx. Już po zarejestrowaniu leku. Wyłożył olbrzymią kasę na badanie, które miało rozszerzyć zakres stosowania. Badanie pokazało skuteczność w nowym wskazaniu, ale też ujawniło zwiększone ryzyko dla zdrowia. Efekt? Mimo, że producent był sponsorem badania, to jego wyniki doprowadziły do wycofania leku z rynku. Odszkodowania sięgnęły miliardów $. Chciałbym zaznaczyć, że wyników badania firma nie była w stanie w żaden sposób zataić, mimo, że była jego sponsorem i decydowała o wszystkim - patrz wyżej o badaniach przedrejestracyjnych. Taki jest system.

    Podane przykłady pokazują, że badania sponsorowane przez producentów mogą mieć najwyższą wartość naukową, a ich wyniki mogą obracać się przeciwko samym producentom.



  • 2012-03-12 14:44 | Nikodem123

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "Tymczasem skutki oddziaływania czynników kancerogennych ujawniają się po latach. Chciałbym, żeby wreszcie zwolennicy GMO i w szczególności produktów firmy Monsanto ujawnili prawdziwe raporty o wpływie roundupu, zmienionego genetycznie rzepaku i kilku innych roślin na metabolizm człowieka,"

    Jaki niby wpływ kancerogenny miałby mieć zmieniony genetycznie enzym roślinny odporny na Ruondup. Enzym ten u ssaków nie występuje w ogóle. Mało tego cały szlak metaboliczny (syntezy aminokwasów aromatycznych, którego jest on katalizatorem, u ssaków nie istnieje!

    Jeśli rolnik nie zastosuje Roundupu to zastosuje jakiś inny herbicyd. Uważasz, że ten "jakiś inny herbicyd" będzie bardziej bezpieczny tylko dla tego, że pochodzi z innej firmy niż Monsanto?
  • 2012-03-12 14:57 | Nikodem123

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "[..]a jeśli chodzi o opryski, to nie będą może potrzebne insktycydy, ale co z herbicydami? [...] jakiej bioróżnorodności może sprzyjać monokulturowa uprawa kukurydzy toksycznej dla jej konsumentów? "

    Jak masz rabatkę z kwiatkami to ją pielisz - usuwasz wszystkie rośliny, które nie są Twoimi kwiatkami, czyli tworzysz monokulturę! Każdy rolnik (i Ty też na swojej rabatce) dąży do monokultury.

    Monokultura genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy toksycznej dla jej konsumentów, czyli szkodników nie będzie zawierała tychże. Wszystkie inne owady w takiej monokulturze mogą sobie spokojnie żyć. Tradycyjne opryski wybijają natomiast WSZYSTKIE owady.
  • 2012-03-12 15:22 | Nikodem123

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "DDT, PCB, talidomid - mnóstwo podobnych "pomyłek" było."

    DDT i talidomid to nie były żadne pomyłki!
    DDT wprowadzono do użycia (70 lat temu) bez jakichkolwiek badań. Nota bene pozwolił 100-krotnie zmniejszyć zapadalność na malarię.

    Talidomid był stosowany u kobiet w ciąży (50 lat temu) bez jakichkolwiek badań dotyczących bezpieczeństwa w tym okresie! Co więcej, był stosowany jako lek usuwający wymioty ciężarnych! Niestety taki standard dopuszczania leków obowiązywał w 50 lat temu. Na szczęście przykład talidomidu zmienił standardy dopuszczania leków do obrotu.

    Dzisiaj żadna firma nawet by nie próbowała opracować lek na tą dolegliwość, bo któżby się odważył na testy na ciężarnych. Dlatego też do dzisiaj kobiety w ciąży wymiotują, będą wymiotować i nic tego nie zmieni. A nadciśnienie tętnicze w ciąży leczy się i będzie leczyć starymi lekami opracowanymi w latach 50-tych i 60-tych XX wieku, bo nikt nie zaryzykuje stwierdzenia, że te nowsze są bezpieczne. Lekcja talidomidu została odrobiona skutecznie.

    Na marginesie, talidomid jest obecnie stosowany jako bardzo skuteczny i niezastąpiony preparat w leczeniu niektórych białaczek.
  • 2012-03-12 15:37 | wnukmarek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Wierzba, topola czy len to sobie można modyfikować, bo nie służą do spożycia. Kiedyś zaczęły panować włókna syntetyczne i sztuczne i miały wypierać włókna naturalne. Dzisiaj się od nich odchodzi, bo ktoś kto nosił stylonową bieliznę lub helankowe skarpety zrozumiał co to jest natura. Zbyt duże jest ryzyko, że to co tak nowocześnie i mądrze wygląda po czasie okaże się niebezpieczne i szkodliwe. Tam gdzie jest pogoń za pieniądzem, a w tym przypadku jest, nie wzbudza to zaufania. Do występujących w przyrodzie mutacji, wolnego powstawania gatunków i ras, inne organizmy zawsze mają tysiące czy nawet miliony lat na dostosowywanie się. A tu próbuje się eksperymentować na ludziach, a co jeśli coś pójdzie nie tak. Naukowcom też nie zawsze można wierzyć, bo raz twierdzą, że margaryna zdrowsza, a później (często ci sami), że jednak masło, aby po paru latach znowu zmienić pogląd. Tym bardziej, że żywności w Polsce i Europie jest pod dostatkiem, więc po co te modyfikacje, chyba tylko dla maksymalizacji zysków i to nie rolników. Zagorzali zwolennicy GMO przypominają zagorzałych wegetarian i wegan, którzy chcą pouczać większość co ma jeść, a ta większość ich nie poucza ani nie przymusza, to ich wybór. Należy więc pozostawić większość w spokoju, a ci co chcą mogą jeść nawet modyfikowane g...o. Nikt nie dał prawa zmuszać innych do narzucania innym "jedynie słusznej idei".
  • 2012-03-12 16:29 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    W swoim polemicznym zapale zapomniał Pan, że to przeciwnicy GMO domagają się wprowadzenia zakazów, czym ograniczają wolność innych.
  • 2012-03-12 18:24 | wnukmarek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Jedni chcą nakazać GMO i w dodatku, aby informacji o modyfikowaniu nie było, a drudzy chcą zakazać, a jeśli już ma być to z informacją. Po drugie logika wskazuje, że ci co chcą wprowadzać GMO nie będą tego zakazywać. Niech ci "zwolennicy wolności" nie przymuszają i "uszczęśliwiają" na siłą innych. Ja dziękuję za Pański punkt widzenia wolności.
  • 2012-03-12 19:10 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Wobec tego jaka jest gwarancja, że obecne badania rzeczywiście przewidują wszystko i że za 50 lat standardy dopuszczania żywności się nie zmienią wobec nieprzewidzianych zdarzeń? Może to jest własnie lekcja do odrobienia, żeby ostrożniej podchodzić do "standardów"?
    Powtarzam - nie wiem, czy żywność GMO jest szkodliwa czy nie, choć ja jej nie chcę jeść na pewno, ale uważam że arogancją jest twierdzenie, że wiadomo wszystko na jej temat.
  • 2012-03-12 19:33 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @Nikodem123
    Chyba nie zrozumiałeś, o co chodzi - nie prosiłam o wykład dla dziecka z przedszkola o tym, co to jest monokultura.
    Po prostu uważam, że mówienie o jakiejkolwiek bioróżnorodnosci w kontekście upraw monokulturowych to jakieś nieporozumienie.

  • 2012-03-12 19:49 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @wnukmarek
    Przepraszam, ale nie potrafię odnieść się do Pańskiego wpisu, gdyż Pański wywód jest dla mnie zbyt skomplikowany. Ale to pewnie moja wina (albo skutki uboczne jedzenia GMO ;-)
  • 2012-03-13 11:15 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @stonka
    Przepraszam, ale to chyba Pani nie rozumie. Nikt tu nie twierdził, że kukurydza Bt zwiększa bioróżnorodność w rolnictwie. Żadna uprawa jednej rośliny, czy to konwencjonalnej, transgenicznej czy ekologicznej, nie zwiększa bioróżnorodności roślinnej. Tu chodzi o bioróżnorodność FAUNY na polu obsianym tą kukurydzą. Jeśli stosuje się sztuczne insektycydy chemiczne, to ginie nieporównanie więcej zwierząt niż w przypadku upraw kukurydzy Bt, których się nie opryskuje. Tyle i aż tyle.
  • 2012-03-14 21:58 | Jerzy/Cyga 321

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Gdyby "chytre" propozycje Starego Polaka z PRL-u zostały istotnie zrealizowane, to z pewnością zmuszeni bylibyśmy kupować w przyszłości produkty w firmie Monsato, bądź w innej podobnej, gdyż nasze możliwości produkcyjne w tym zakresie, a nawet nasza wiedza o tym, jak odróżnić złe GMO od dobrego, czy wprost od błogosławionego, będzie zerowa. Tego rodzaju pomysły przywodzą mi na myśl niszczenie maszyn przez wczesnokapitalistycznych robotników. Polską naukę i polskie eksperymenty z GMO musimy rozwijać, aby nie obudzić się, podobnie jak w wielu innych sprawach, z przysłowiową ręką w nocniku.
    Moim zdaniem, bezapelacyjnym zwycięzcą dotychczasowej debaty, jest wspierany raczej przez mniej licznych MR.
  • 2012-03-14 22:51 | E.

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Skąd ten mit że ta żywność jest świetnie przebadana? Nawet Monsanto, które cieszy się zasłużoną złą sławą za łapówki jakie płaciło w Indonezji, za fałśzywe twierdzenie, że Roundup jest biodegradowalny i notoryczne kłamanie w tej sprawie na kolejnych etykietkach w kolejnych krajach, no więc nawet to Monanto pisze na swojej stronie, że zgodnie z zasadą zasadniczej równoważności nie ma konieczności, ani sensu badać żywność GMO na ludziach. A co do kontrolowania przez agencje światowe, to FDA (której personalne powiązania z Monsanto wołają o pomstę do nieba, patrz niesławny Michael Taylor) ani komisja europejska nie badają, nie zlecają badań same, a jedynie sprawdzają raporty przedstawione przez producentów. Nie ma tu więc żadnej mowy na temat obiektywnych, nienzaleznych badań. Polecam też artykuły w Scientific Amrican o trudnościach ze zdobyciem materiału do badań od producentów. Powszechna praktyka zmuszania badaczy do podpisywania dokumentów nie zezwalających na publikację wyników badań bez wcześniejszej zgody koncernów też nie jest bez znaczenia.
    A tak swoją drogą, to chciałabym u pana przeczytać o przekrętach odnośnie polskiej insuliny. I o powiązaniach chociażby prof. Twardowskiego z Monsanto. O tym cisza, co?
    I Pana zdaniem, czemu własciwie inne kraje Europy wprowadziły moratorium na GMO? Dla jaj?
  • 2012-03-15 01:50 | E.

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Moja osobista przyjaciółka pracuje dla dużej międzynarodowej firmy farmaceutycznej. I ja wiem, po prostu wiem o przypadkach manipulacji danymi z badań. Słyszał Pan o tym jak firmy farmaceutyczne traktowały eksperymenty na ludziach w Indiach? Skąd ta wiara w nieskazitelność korporacji?
  • 2012-03-15 10:07 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    A moja przyjaciółka (też osobista) pracuje w dużej międzynarodowej firmie farmaceutycznej i mówi, że wszystko jest OK ;-)
    Przepraszam, to oczywiście żart, ale chyba zdaje sobie Pan(i) sprawę, że z tego typu argumentami nie da się poważnie dyskutować (ktoś anonimowo powiedział komuś coś). Poza tym chyba nikt nie pisał tu o nieskazitelności korporacji, ani tym bardziej nikt w nią nie wierzy. Raczej podawano argumenty, że są one dość dobrze kontrolowane, czego dowodem jest mała liczba wpadek z lekami. Każdy racjonalnie myślący człowiek jest za tym, by korporacjom (i nie tylko) patrzeć na ręce. Ale nie oznacza to, że można rzucać dowolne oskarżenia bez pokrycia lub twierdzić, że wszystko co robi dana korporacja jest z definicji złe.
  • 2012-03-15 10:37 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    To nie jest żaden mit. Niech Pan(i) zajrzy na stronę EFSA i sprawdzi, jak dokładnie sprawdza się GMO http://www.efsa.europa.eu/en/faqs/faqgmo.htm
    Tak, Monsanto błędnie informowało (również w Polsce), że Roundup jest biodegradowalny. Nie zmienia to faktu, że herbicyd ten jest jednym z najłagodniejszych dla środowiska środków chwastobójczych. Pod drugie, niech Pan(i) posłucha czy obejrzy reklamy, np. o jogurtach wzmacniających odporność - nie tylko Monsanto wprowadza w błąd. Nie podoba mi się to, ale bądźmy sprawiedliwi i nie róbmy z tej firmy chłopca do bicia.
    Nie znam sprawy FDA, więc nie będę się wypowiadał. Bardziej interesuje mnie Europa.
    Po pierwsze, Komisja Europejska niczego nie bada, bo jest ciałem politycznym. Zleca natomiast raporty przygotowywane np. przez naukowców. Chyba chodzi Panu(i) o EFSA. Na stronie internetowej (link wyżej) jest podane, jakie wyniki badań i jak przeprowadzone musi przedłożyć producent danej rośliny transgenicznej. Po drugie, EFSA może zlecać badania własne sieci europejskich laboratoriów Joint Research Center.
    Co do braku niezależnych badań - proszę zajrzeć na podane przeze mnie linki we wpisie na tym forum w odpowiedzi na wypowiedź dr Lisowskiej.
    To samo znajdzie Pan(i) na tym forum odnośnie artykułu w "Scientific American". To, co Pan(i) pisze wskazuje, że w ogóle nie weryfikuje Pan(i) źródeł informacji i opiera się wyłącznie na gdzieś pobieżnie przeczytanych nierzetelnych opiniach.
    Co do prof. Twardowskiego - proszę podać dowody, a przede wszystkim wyjaśnić, co Pan(i) rozumie pisząc o "powiązaniach z Monsanto". Póki co, jest to gołosłowne oszczerstwo pod adresem znanego polskiego naukowca.
    Nie wiem, dlaczego 6 spośród 27 krajów UE wprowadziło moratorium na GMO (http://ec.europa.eu/food/food/biotechnology/gmo_ban_cultivation_en.htm[/link]) Mogę się tylko domyślać, że w Austrii i Niemczech jest to spowodowane wpływami tzw. Zielonych. We Francji mamy natomiast kampanię prezydencką, a większość opinii publicznej jest nastraszona GMO. Proszę zwrócić uwagę, że na jesieni 2011 Sąd Najwyższy Francji uznał zakaz upraw GMO w tym kraju za nielegalny [link=http://www.reuters.com/article/2011/11/28/france-gmo-idUSL5E7MS3EM20111128]http://www.reuters.com/article/2011/11/28/france-gmo-idUSL5E7MS3EM20111128
  • 2012-03-15 15:27 | Fullmoon (PhD)

    nonsens generalizowania GMO

    Jako osoba z branzy uwazam ze generalizowanie czy GMO jest bezpieczne jest kompletnie bezsensu bez analizy konkretnego produktu inzynierii genetycznej. Kazdy szczep, odmiana itd. jest stworzona pod konkretne zastosowanie z uzyciem odpowiedniej ku temu ingerencji genetycznej. W jednym przypadku ingerencja bedzie OK, uzyska sie chciany efekt bez ubocznych skutkow, w innym, kiedy cel lub sposob jego osiagneicia byl idiotyczny (naukowcy sa rozni, jak wszyscy ludzie, dobrzy i myslacy i Ci troche mniej...)mozna spodziewac sie problemow. To tak jakby dyskutowac czy jedzenie jest dla nas zdrowe, czy nie (jedne produkty sa b. zdrowe, inne toksyczne). Potrzebna dyskusja o konkretach.. roslina A, zmodyfikowana tak i tak majaca dac to i to, przetestowana w ten i ten sposob i decyzja czy ma efekty uboczne czy nie
  • 2012-03-15 16:35 | mab

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Pisze Pan "Pomijając mało zrozumiałe dla przeciętnego śmiertelnika stwierdzenie o „adduktach w DNA”, wypowiedź ta zabrzmiała bardzo groźnie. "
    - mam wrażenie , że jest trochę tak ,że jeśli przeciwnik GMO wypowiada się"zbyt naukowo" to źle bo niezrozumiale dla przeciętnego Kowalskiego, jeśli natomiast wypowiada się zrozumiale dla przeciętnego Kowalskiego to z kolei źle bo nie naukowo i populistycznie, oj ci przeciwnicy w ogóle co i jak by nie powiedzieli to zawsze źle i jak tu z nimi zrównoważenie debatować?

    dalej zauważa Pan "OK, ale co konkretnie zaniepokoiło dr Lisowską?
    Okazuje się, że TYLKO CZTERY spośród 17 polskich prac, które przeczytała."

    - czy to oznacza , że cztery to w ogóle za mało żeby zwracać uwagę? a gdyby tylko jedne badania na coś wskazywały to w ogóle można sobie tym nie zawracać głowy? od ilu warto od pięciu? sześciu? Rozumiem , że prawdziwie naukowe podejście każe ignorować problem jeśli jedynie 25% publikacji rodzi jakieś pytania

    następnie bardzo słusznie zauważa Pan "Zresztą kwestia zwiększonego wydzielania się SCFA wymaga dalszych badań – twierdzą autorzy pracy w jej podsumowaniu. W czym zatem problem?"
    Mamy pytanie, nie znamy na nie odpowiedzi, jej poznanie wymaga dalszych badań ale tych jeszcze nie ma więc w czym problem? Skoro nie ma jeszcze odpowiedzi najlepiej nie zadawać pytania i rzeczywiście problemu nie ma.

    "Karmione takimi kartoflami szczury miały się ogólnie dobrze. Ale jeden parametr, mogący wskazywać na uszkodzenia DNA powodowane przez tlen, odbiegał od normy. Konkluzja autorów brzmiała więc: ziemniak z taką modyfikacją może być szkodliwy."
    No i znowu taki drobiazg jak jeden parametr, co za bzdura przecież szczury , uwaga tu będzie naukowy żargon," miały się ogólnie dobrze", po co zatem zawracać sobie głowę jednym parametrem , Pani Katarzyno taka małostkowość jest naprawdę niegodna naukowca!

    "Wszystko było z nimi OK, poza pewną reakcję układu odpornościowego: nastąpił mianowicie „istotny wzrost liczby granulocytów obojętnochłonnych”. Nie wiem, czy to bardzo niepokojący wynik, ale, jak piszą autorzy, wcześniejsze badania z użyciem podobnie zmodyfikowanego ogórka nie dały takich efektów u szczurów. Pewnie więc trzeba będzie przeprowadzić kolejne eksperymenty."
    Skoro nie wie Pan czy to niepokojący wynik, dziwi, że z Pana dociekliwością nie postarał się Pan dociec , ale rozumiem że nie chce być Pan tak małostkowy i drobiazgowy jak pani Lisowska. Zresztą jak tu się dowiedzieć jedne badania mówią to inne co innego, lepiej odłożyć ad acta.

    "Cóż zatem tak zaniepokoiło dr Lisowską? Okazuje się, że sformułowanie „niemal wszystkich ocenianych parametrów”. Może i racja, choć bardzo niepokojąco to nie brzmi."
    ech ta Pani Lisowska, czepialska naprawdę, "niemal wszystkie" to takie precyzyjne naukowe określenie że naprawdę nie rozumiem czym tu się niepokoić, bo "niemal wszystkie" może oznaczać że tylko 10 na 100 jest złych albo 3 na 27 a może nawet tylko jeden parametr znacząco odbiega od normy, żaden szanujący się naukowiec nie będzie sobie zawracał głowy jednym przypadkiem, statystycznie rzecz biorąc wszystko przecież ok.

    Czy Pan aby się nie czepia?Po co w ogóle zwracać sobie głowę naukowcami którzy mówią , że GMO nie jest ok? jest ich tylko kilku jak Pan pisze a i to nie naukowcy tylko małostkowi czepialscy, co pana zatem tak zaniepokoiło?
  • 2012-03-15 16:36 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @Fullmoon
    Pełna zgoda. Jedynym konsekwentnym pod tym względem krajem jest dziś Kanada, gdzie nie metoda uzyskania nowej odmiany rośliny jest ważna (bo tych jest co najmniej kilka), ale efekt owej modyfikacji - czy jest bezpieczny dla ludzi, zwierząt i środowiska. I tak powinno być, ale w Europie panuje absurd będący rezultatem irracjonalnego lęku, nakręconego przez Zielonych. Przecież inżynieria genetyczna to najbardziej precyzyjna metoda modyfikacji...
  • 2012-03-16 07:51 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    to chyba żart - np. są/były produkowane przez jednego dość wyspecjalizowanego producenta.
  • 2012-03-16 09:15 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    mój wpis "to chyba żart - np. są/były produkowane przez jednego dość wyspecjalizowanego producenta."

    odnosił się do wypowiedzi MR:
    "Roundup czy GMO (choć nie da się mówić o wszystkich roślinach transgenicznych) ma tyle wspólnego z DDT, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem."





  • 2012-03-16 09:27 | Wojciech Zalewski

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @mab

    Proszę Pana. Zasadniczą sprawą i najistotniejszą, że publikacja naukowe na które powołuje się Pani Lisowska, są publikacjami EKSPERYMENTALNYMI.

    Proszę sobie wyobrazić, że biorę gen kodujący truciznę i umieszczam ją w ziemniaku. Okazuje się, zgodnie z logiką, że ziemniak stał się bardzo trującą rośliną. O czym to świadczy? Świadczy to o tym, że można coś takiego zrobić.

    Czy świadczy to o bezpieczeństwie któregokolwiek z GMO dostępnych obecnie na rynku? Logicznym się wydaje, że nie.

    Cz to na prawdę tak trudno zrozumieć?

    Powstają tysiące GMO na Świecie, do spożywania/uprawy trafia ułamek tej ilości. Te które trafiają na rynek są przebadane i są bezpieczne.

    To, że w jakiejś pracy eksperymentalnej wyszło, że dana modyfikacja wywołuje negatywne skutki nie świadczy o już wprowadzonych na rynek odmianach GMO.

    Jeśli Pani Lisowska chciała wykazać jakie to GMO straszne, to powinna powołać się na publikacje, świadczące o szkodliwości GMO już obecnych na rynku.
  • 2012-03-16 15:41 | mab

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Proszę Pana. Zasadniczą sprawą i najistotniejszą jest co innego. Po pierwsze w artykule został sformułowany szereg zarzutów wobec pani Lisowskiej z których znaczna część to jedynie zabieg stylistyczny, zabieg który nazywa się hiperbolą i służy wyolbrzymieniu, przejaskrawieniu cech przedmiotów, osób, zjawisk i stosowany jest dla wywarcia mocnego wrażenia i spotęgowania ekspresji, a w tym wypadku stworzeniu atmosfery stojącej w jawnej sprzeczności z postulowaną zrównoważoną debatą., co starałam się pokazac w moim komentarzu.
    To po pierwsze.

    Po drugie również zdania w rodzaju”Gotowości na kompromis nie było widać, zwłaszcza po stronie przeciwników GMO.” trudno zaliczyć na poczet zrównoważonej debaty. ( subiektywny osąd nie poparty żadną argumentacją)

    Po trzecie
    odpowiadając na mój komentarz nie odniósł się Pan bezpośrednio do tego napisałam próbując przenieść dyskusję w inne miejsce, ten zabieg retporyczny też ma swoją nazwę -Ignoratio elenchi- błąd polegający na tym, że dowodzi się (argumentuje się na rzecz) czegoś innego niż to, co ma być udowodnione (niż to, co jest przedmiotem argumentacji) lub.red herring, czyli odpowiedź (poprawną i logicznie spójną), która jednak nie odnosi się do argumentu oponenta, odwraca uwagę, tym samym jest oczywistym błędem jeśli używa się jej jako kontrargumentu w dyskusjach.
    Jesli mówimy o debacie, zrównoważonej i nie podszytej manipulacją uciekanie się do tego typu zabiegów po prostu nie przystoi.
    Po czwarte
    Odnosząc się do Pana komentarza , zarzuca Pan pani Lisowskiej błąd odwróconej akcydentalizacji ( nieprawidłowe wyprowadzenie zdania ogólnego ze zdania szczegółowego ) którego ta nie popełniła, mówiąc iż „karmienie zwierząt doświadczalnych eksperymentalnymi odmianami GMO powoduje różne skutki uboczne.” Pani Lisowska jasno mówi o odmianach eksperymentalnych, nie wypowiadając się o innych odmianach. Sformułowany przez Pana zarzut jest zatem bezpodstawny, z wypowiedzi Pani Lisowskiej nie wynika albowiem że „ chciała wykazać jakie to GMO straszne „ to pańskie słowa przeinaczające sens wypowiedzi pani Lisowskiej która wyrażnie podkreśla iż mówi o odmianach eksperymentalnych.


    Po piąte, Pani Lisowska wspomina o konkretnej sytuacji w której „Pan prof. Twardowski zalecił mi swego czasu lekturę polskich publikacji dotyczących bezpieczeństwa zdrowotnego GMO.”
    Publikacje te dortyczą polskich odmian eksperymentalnych. Zatem twierdzenie iż „powinna powołać się na publikacje, świadczące o szkodliwości GMO już obecnych na rynku jest klasycznym sofizmatem. W artykule jako zarzut wobec Pani Lisowskiej stawia się także sposób w jaki jej wypowiedź została użyta przez osoby trzecie... lista absurdów, błędów logicznych i manipulacji jest długa . Czy naprawdę takiej debaty potrzebujemy?
  • 2012-03-16 19:50 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @stonka
    OK, zatem kasety magnetofonowe/video i GMO mają też wiele wspólnego. Są/były produkowane przez firmę BASF...
  • 2012-03-16 20:32 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Bardzo pięknie, zna Pan(i) wiele mądrze brzmiących słów. Ale na mnie (ponieważ na studiach filozofii miałem dwuletni kurs logiki, a na drugim kierunku retorykę z prof. Bralczykiem), nie robi to wielkiego wrażenia.
    W Pana(i) wpisie prawie wszystko się zgadza. Z naciskiem na PRAWIE, które to słowo, jak mówi porzekadło, czyni wielką różnicę. Otóż mogę wypowiedzieć zdania prawdziwe, które jednak w danym kontekście - z powodu niedostatecznej precyzji wypowiedzi - będą wprowadzać w błąd. Tym kontekstem jest dość powszechne przekonanie wśród niespecjalistów, że "GMO" to jeden worek, do którego można wrzucić wszystkie rośliny transgenicznych wypowiadając się na temat ich biobezpieczeństwa. Tymczasem każdą taką roślinę należy traktować oddzielnie ze względu na dokonaną w niej modyfikację. Zatem bardzo ogólna i prawdziwa wypowiedź na temat polskich badań nad eksperymentalnymi odmianami GMO, zostanie odczytana jako świadcząca o GMO w ogóle. Prawie nikt nie zauważy też słowa "eksperymentalne". Że taki będzie efekt, było wiadomo. Podałem przykłady. Jeden to strona organizacji ICPPC. Ich pierwszy komunikat był znacznie bardziej ostry niż ten, który zacytowałem: "Prof. Lisowska zwróciła uwagę na fakt nie nagłaśniania wyników polskich badań wskazujących na niekorzystne skutki zdrowotne spożywania GMO, które zostały opublikowane w 17 pozycjach naukowych.". Zmieniono go, gdy wysłałem do Pani Lisowskiej e-mail z pytaniem, czy widziała, jakie skutki wywołała jej wypowiedź i w jaki sposób się ją cytuje. Podejrzewam, że gdyby nie moje dociskanie dr Lisowskiej (która dobrze zna aktywistów z ICPPC), informacja w tej "ostrzejszej" postaci krążyłaby do dziś po stronach anty-GMO, stając się kolejnym dowodem w sprawie. No bo kto będzie weryfikował, jak było naprawdę z tymi publikacjami. GMO jest przecież złe...
    Drugi przykład to red. Jacek Żakowski, osoba niewątpliwie inteligentna, który też odebrał wypowiedź dr Lisowskiej właśnie jako dowód istnienia polskich badań świadczących o szkodliwości GMO w ogóle. Nie miał bowiem pojęcia, czy chodzi tu o odmiany eksperymentalne, czy te uprawiane obecnie na świecie. Wiem to, bo kontaktowałem się z nim w tej sprawie.
    Proszę mi zatem łaskawie powiedzieć, co złego jest w tym, że od dr Lisowskiej domagam się precyzyjnych wypowiedzi, które wyglądałyby np. w ten sposób: "Cztery spośród 17 polskich publikacji dotyczących wyłącznie eksperymentalnych odmian - a mówię tu o eksperymentalnym ziemniaku i ogórku - wskazują, że niektóre parametry u karmionych nimi zwierząt odbiegały od normy. To zaś może spowodować, że te konkretne odmiany roślin GMO mogą okazać się niekorzystne dla zdrowia. Jednak nie są one obecnie dopuszczone do upraw, a więc ani ludzie, ani zwierzęta ich nie konsumują". To aż tak wiele?
    Jakoś też Pan(i) milczy na temat wypowiedzi dr Lisowskiej na temat badań Pani Jermakowej i austriackich...
  • 2012-03-16 22:54 | mab

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Doskonale zdaję sobie sprawę, że terminy te nie są Panu obce posługuje się Pan nimi bardzo sprawnie i świadomie. 32 sposoby nieuczciwej dyskusji Schopenhauera ma Pan wykute na blachę czego jednak mogą nie być świadomi pańscy czytelnicy którzy logiki ani retoryki z prof. Bralczykiem nie mieli i nie są w stanie wyłapać błędów logicznych i drobnych manipulacji którym są poddawani w ramach "zrównoważonej" debaty.
    ( Jeśli ktoś filozofii nie studiowal ale lubi szarady może sam sprawdzić, ściąga w wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Erystyka ).
    To po pierwsze.

    Po drugie robi Pan to nadal.
    Powyższy wpis to wszak bardzo zgrabne Argumentum ad consequentiam(łac. argument odwołujący się do następstw) - pozamerytoryczny sposób argumentowania przeciw proponowanemu twierdzeniu poprzez wskazanie, iż jego następstwa logiczne lub przyczynowo-skutkowe są z jakichś powodów nie do przyjęcia i z tego względu twierdzenie to należy odrzuciċ.

    Po trzecie
    pisze Pan”Jakoś też Pan(i) milczy na temat wypowiedzi dr Lisowskiej na temat badań Pani Jermakowej i austriackich... „ zgadza się poniważ jak Pan zapewne zauważył, sedno moich wypowiedzi nie dotyczy ani prof. Lisowskiej ani GMO ale sposobu prowadzenia przez Pana dyskursu. (znów próbuje Pan red herring , nieładnie, choć rozumiem, że trudno się oprzeć zazwyczaj bywa bardzo skuteczne). Sposobu nie mającego nic wspólnego ze zrównoważoną debatą, choć dla laika może to nie być oczywiste. Dyskusja równie dobrze mogłaby dotyczyć sposobu wiązania butów, nie ma to bowiem nic do rzeczy. Zwracam jedynie uwagę iż w swoich artykułach , bazując na fakcie iż nie wszyscy czytelnicy konczyli filozofię, wykorzystuje Pan klasyczne sposoby nieuczciwej dyskusji oraz zabiegi retoryczne nie mające nic wspolnego ze „zrównoważoną” debatą do której Pan tak nawołuje. Proszę zatem nie próbowac wciągac mnie w dyskusje na temat GMO.

    Na marginesie pozwolę sobie zapytać, skoro kończył Pan filozofię, z kim miał Pan etykę na studiach?
  • 2012-03-17 06:45 | mab

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Doskonale zdaję sobie sprawę, że terminy te nie są Panu obce posługuje się Pan nimi bardzo sprawnie i świadomie. 32 sposoby nieuczciwej dyskusji Schopenhauera ma Pan wykute na blachę czego jednak mogą nie być świadomi pańscy czytelnicy którzy logiki ani retoryki z prof. Bralczykiem nie mieli i nie są w stanie wyłapać błędów logicznych i drobnych manipulacji którym są poddawani w ramach "zrównoważonej" debaty.
    ( Jeśli ktoś filozofii nie studiowal ale lubi szarady może sam sprawdzić, ściąga w wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Erystyka ).
    To po pierwsze.

    Po drugie robi Pan to nadal.
    Powyższy wpis to wszak bardzo zgrabne Argumentum ad consequentiam(łac. argument odwołujący się do następstw) - pozamerytoryczny sposób argumentowania przeciw proponowanemu twierdzeniu poprzez wskazanie, iż jego następstwa logiczne lub przyczynowo-skutkowe są z jakichś powodów nie do przyjęcia i z tego względu twierdzenie to należy odrzuciċ.

    Po trzecie
    pisze Pan”Jakoś też Pan(i) milczy na temat wypowiedzi dr Lisowskiej na temat badań Pani Jermakowej i austriackich... „ zgadza się poniważ jak Pan zapewne zauważył, sedno moich wypowiedzi nie dotyczy ani prof. Lisowskiej ani GMO ale sposobu prowadzenia przez Pana dyskursu. (znów próbuje Pan red herring , nieładnie, choć rozumiem, że trudno się oprzeć zazwyczaj bywa bardzo skuteczne). Sposobu nie mającego nic wspólnego ze zrównoważoną debatą, choć dla laika może to nie być oczywiste. Dyskusja równie dobrze mogłaby dotyczyć sposobu wiązania butów, nie ma to bowiem nic do rzeczy. Zwracam jedynie uwagę iż w swoich artykułach , bazując na fakcie iż nie wszyscy czytelnicy konczyli filozofię, wykorzystuje Pan klasyczne sposoby nieuczciwej dyskusji oraz zabiegi retoryczne nie mające nic wspolnego ze „zrównoważoną” debatą do której Pan tak nawołuje. Proszę zatem nie próbowac wciągac mnie w dyskusje na temat GMO.

    Na marginesie pozwolę sobie zapytać, skoro kończył Pan filozofię, z kim miał Pan etykę na studiach?
  • 2012-03-17 13:24 | stonka

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Otóż widocznie mają coś wspólnego - w tym wypadku producenta. A to "wiele" to już sam Pan dodał, w celu zironizowania mojej wypowiedzi (bardzo łatwy zabieg, tylko jak się on ma do "metody naukowej", na którą się Pan powołuje?).
  • 2012-03-17 14:14 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @mab
    Skąd Pan(i) wie, że "32 sposoby nieuczciwej dyskusji Schopenhauera" mam wkute na blachę? Jest Pan(i) narratorem wszystkowiedzącym? Bardzo ładny chwyt retoryczny, bo fakt jest taki, że nie mam "wkute na blachę". Może byłbym w stanie przywołać z pamięci ze trzy-cztery przykłady...

    Zdanie Pani dr Lisowskiej "Ja przeczytałam 17 polskich publikacji dotyczących oceny ryzyka wiążącego się z GMO." jest nieprecyzyjna i przez to wprowadzające w błąd. Bo nie były to prace "dotyczące oceny ryzyka wiążącego się z GMO".

    Nie popełniłem przywołanego przez Pana(i) błędu (odwołanie do następstw), gdyż nie domagałem się ani nie domagam odrzucenia wypowiedzi Pani dr Lisowskiej ani nie twierdziłem, że cała ta wypowiedź jest fałszywa. Domagałem się natomiast sprecyzowania wypowiedzi. Brak precyzji był moim zdaniem celowy i obliczony na uzyskanie efektu w postaci wywarcia wrażenia na słuchaczach, że polskie prace naukowe dowodzą, iż GMO jest szkodliwe (to oczywiście tylko moje przypuszczenie, co do intencji dr Lisowskiej). Postawiłem zatem hipotezę, że taka nieprecyzyjna wypowiedź wprowadzi opinię publiczną w błąd. I moja hipoteza się potwierdziła.

    A jak się Panu(i) podoba ten fragment wypowiedzi dr Lisowskiej: "O tym się nie mówi. Mówi się całkiem co innego. Nie wiem, dlaczego."? Prawdziwe? Fałszywe? Ani prawdziwe, ani fałszywe? Precyzyjne (kto nie mówi?; jeśli mówi coś całkiem innego, to znaczy co dokładnie?)? Co to znaczy "mówi się"?

    Przyznaję, że używanie zarzutu manipulowania i popełniania błędów logicznych, po to, by samemu(j) manipulować w dyskusji to wyższa szkoła jazdy. Przegrywam z Panem(ią) w przedbiegach, mimo mojego filozoficznego wykształcenia :-)

    Na marginesie pozwolę sobie odmówić odpowiedzi na pytanie, kto uczył mnie etyki na studiach. Po pierwsze, nic to nie wnosi do naszej rozmowy o wypowiedzi dr Lisowskiej. Chyba że szuka Pan(i) argumentów ad personam...
    Po drugie, może nawet bym odpowiedział na to pytanie (nie jest to w końcu żadna tajemnica), gdybyśmy byli na równych pozycjach - tzn. wiedziałbym, z kim dyskutuję. Na razie rozmawiam z osobą ukrytą za trzema literkami "mab"...
  • 2012-03-18 11:48 | mab

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    :)) naprawdę się ubawiłam, nie Panie Marcinie nie jestem "narratorem wszystkowiedzącym" po prostu czytam pańskie teksty- ze zrozumieniem, to naprawdę wystarczy :)To po pierwsze.

    Po drugie gdyby w swoim artykule rzeczywiście zwracał Pan jedynie uwagę na brak precyzji wypowiedzi i stawiał hipotezę ,iż może to prowadzić do nieporozumień wszystko byłoby w porządku, niestety robi Pan dużo więcej i to w zupełnie innym tonie -i na to właśnie zwracam uwagę.

    Po trzecie nie ma sensu dalej ciągnąć tej dyskusji, chciałam jedynie zwrócić pańską uwagę na fakt , że niektórzy z pańskich czytelników to osoby posiadające wykształcenie, wiedzę i narzędzia pozwalające im widzieć nieuczciwe chwyty jakie stosuje Pan w dyskusji (jednocześnie nawołując do racjonalnej zrównoważonej debaty).

    Po czwarte, jestem osobą dość zajętą ale to co Pan robi jest na tyle rażące-nie tylko stojące w jawnej sprzeczności ze standardami zarówno obiektywności i rzetelności dziennikarskiej ale przede wszystkim z tak często powtarzanymi przez Pana nawoływaniami do uczciwej, rzetelnej i zrównoważonej debaty- że jeśli nie zrezygnuje Pan z nieuczciwej retoryki możliwe, że znajdę kiedyś czas i pokuszę się, pro publico bono, o przeprowadzenie analizy całego tekstu, zdanie po zdaniu.

    Po piąte, proszę nie traktować tego jako wyzwania, ale po prostu pisać z zachowaniem uczciwych standardów debaty do których sam Pan nawołuje. Owszem wymaga to większego wysiłku ale i satysfakcja większa. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • 2012-03-18 20:08 | MR

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    @mab
    Dziękuję za pozdrowienia i życzenia.
    Ma Pani prawo do negatywnej oceny mojej pracy. Ja oceniam ją zupełnie inaczej niż Pani. I nie jestem w tej ocenie odosobniony. Dlatego zgadzam się z Panią, że nie ma sensu kontynuować wymiany opinii między nami. Staje się to jałowe. Pozdrawiam.
  • 2012-04-13 17:47 | tomek

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Informacja dla miłośników Polityki... aby zweryfikowali swoje sympatie do Polityki.

    http://naturalnegeny.pl/aktualnosci/dzieci-lubia-chemie-a-chemia-lubi-tygodnik-polityka/
  • 2012-04-13 19:18 | glamour

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Dla weryfikacji poglądów na temat POLITYKI:


    http://naturalnegeny.pl/aktualnosci/dzieci-lubia-chemie-a-chemia-lubi-tygodnik-polityka/
  • 2012-04-13 19:36 | glamour

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Skoro inżynieria genetyczna to najbardziej precyzyjna metoda modyfikacji to nasuwa się logiczny wniosek, że skoro tak, to inżynierowie celowo modyfikują tak zeby było szkodliwe, bo nie oszukujmy się dalej ale jest szkodliwe, czyli precyzyjnie określają swoje cele modyfikacji...
    Gdyby było to precyzyjne to nic szkodliwego by nie powstawało. Dla mnie jest to przypadkowe a nie precyzyjne. Niekontrolowany przypadek, zwłaszcza w efektach ubocznych.
    Proponuję się w Boga nie bawić. On wiedział co stwarza i w jakim celu i robi to doskonale. Ludzie powini zweryfikować swoje dążenia a nie uważać ze natura jest niedopracowana. A ci co wierzą w teorie Darwina to niech zaznajomią się z niedawnym odkryciem na Alasce dokonanym w trakcie budowy autostrady transkontynaentalnej. Krótko mwiąc znalezino dowody na to ze ewolucja nie miała nigdy miejsca, przed milionami lat zwierzata, rośliny wyglądały tak samo jak dzisiaj, jedynie coponiektóre gatunki powymierały. Oczywiście polskie media o tym milczą. Tu na pewno genetycy chcą wtrącić swoje 3 grosze, że oni przecież moga stworzyć nowe gatunki. Pytanie tylko PO CO?
    Odpowiedź? Nie wiem, chyba nie wiadomo o co chodzi. Podobno jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze - tak słyszałem.
  • 2012-04-13 19:52 | glamour

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Coś red. Rotkiewicz chyba pisał ze nie ma dowodów na to że GMO jest szkodliwe. Jednak tak wielkie kraje jak" Niemcy, Francja, Węgry, Luksemburg, Grecja i Austria wprowadziły zakaz upraw kukurydzy GMO ze względu na to, że istnieją wystarczające dowody naukowe na to, że genetycznie modyfikowana kukurydza może zagrozić różnorodności biologicznej.
    Komentowac tego chyba dalej nie trzeba...
  • 2012-05-15 20:45 | blue

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    Szanowny pan "flip" powinien zauwazyc, iz panowie Rotkiewicz i Zalewski stanowia male kolko wzajemnej adoracji. Obaj produkuja liczne artykuly i wpisy popierajace GMO, popierajace samych siebie i OSMIESZAJCE praktycznie wszystkich, ktorzy sie z nimi nie zgadzaja!
  • 2012-05-15 20:49 | blueberry

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "A moja przyjaciółka (też osobista) pracuje w dużej międzynarodowej firmie farmaceutycznej i mówi, że wszystko jest OK ;-)
    Przepraszam, to oczywiście żart"

    To z cala pewnoscia tylko (kolejny) panski "zart"...
  • 2012-05-15 20:54 | blueberry

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "Problem monopoli nie powinien oznaczać całkowitego odrzucenia technologii GMO. Z tego powodu, że na rynku dominuje Microsoft, nie przestaje Pan przecież używać systemu operacyjnego w komputerze. Ani nie wyrzuca Pan komórki do śmietnika"

    Bardzo mocno "naciagnieta" odpowiedz...
  • 2012-05-15 21:00 | blueberry

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "Roundup czy GMO (choć nie da się mówić o wszystkich roślinach transgenicznych) ma tyle wspólnego z DDT, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem."

    I oto kolejna wypowiedz pana M.R. bazujaca na emocjach, a pozbawiona jakiegokolwiek naukowego wsparcia!
  • 2012-05-15 21:10 | blueberry

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    "Ma Pani prawo do negatywnej oceny mojej pracy. Ja oceniam ją zupełnie inaczej niż Pani."

    Jako dziennikarz, jako filozof, czy jako osoba majaca pretensje do wiedzy na polu biologiczno-rolniczym?

    P.S. Gratuluje panu wyjatkowo dobrej samooceny i swietnego samopoczucia!
  • 2012-07-12 20:39 | Yes

    Re:Jakiej debaty o GMO potrzebujemy?

    ... takiej "debaty" na niby, jaka uprawiaja wielce "naukowi" dziennikarze "Polityki"?