Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Z prof. Biniendą po kraju

(105)
Amerykański profesor Wiesław Binienda, autor prywatnej symulacji katastrofy smoleńskiej, wyjechał z Polski ze współczuciem. Dla zmuszonych tu żyć.
  • 2012-06-14 08:45 | Stary Polak z PRL-u

    Binienda? A któż to taki?

    Cóż. Współczuję "profesorowi" Biniendzie z powodu takiego kosmicznego oderwania od realu. Niech już lepiej poprzestanie na wykładach w amerykańskiej państwowej szkole podstawowej. Tam nikt nie będzie w stanie ocenić jego "kompetencji". Amen.
  • 2012-06-14 09:47 | Jan_2004

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Często w "Dziennikach" p. Rakowskiego spotykam akapity dot. p. Passenta. Teraz wróciłem do początku i jestem przy 2-gim tomie. Właściwie, można powiedzieć, że wiele ematów, jakie opisywał p. Rakowski, żyje i teraz i ma się dobrze. A propos p. Passenta. na swoim blogu niedawno ośmieszył p. Biniendę, jak on to uciekł z Polski, jakie bzdury wymyślił z tymi swoimi "badaniami". Chyba, jednak p. Redaktor zmieni zdanie po przeczytaniu jak to naprawdę z p. Biniendą było:

    http://martynka78.salon24.pl/425576,dorodna-brzoza-czyli-animacje-antybiniendy

    Co do Smoleńska to od poczatku wydawalo mi się, że coś jest nie tak. Jak jest katastrofa to od razu uwijają się karetki, lekarze jak w ukropie, liczy sie każda sekunda. A tu pierwsze zdjęcia; karetki i lekarze w dużej odległości od miejsca wypadku, czekają nie wiadomo na co. No, a potem było już tylko gorzej.

    Szybko pojawiła się u mnie refleksja, że 11/9 i Smoleńsk maja wiele wspólnego. A co pan p. Redaktorze powie a takim obrazku ?

    http://martynka78.salon24.pl/425576,dorodna-brzoza-czyli-animacje-antybiniendy

    Pierwszy komentarz pod filmikiem "Of course the video is fake." Tak czy inaczej, gdyby wszystko było tak jak powinno, Amerykanie ujawnili by z nagrania z recordingu z pod Pentagonu. Czyba, że, ....

    Ale, skoro mnie to nie dotyczy, to pisze tylko jak obserwator. I ta, pewnie, wkrótce zlikwiduję internet i g.... mnie będzie obchodzić co się dzieje. Chyba władze lubią takich, którzy niczym sie nie interesują ? Za czasów 2-go tomu "Dzienników" też władza "dawała żyć" pod warunkiem, że się nie krytykowało.

  • 2012-06-14 10:19 | Piotreknl

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A mnie to już nie śmieszy, tylko martwi. Każdy naród ma ludzi głupich, szalonych czy zagubionych. Ale u nas to bardzo aktywna politycznie i świetnie zorganizowana grupa na której czele nie stoją głupi i niezorganizowani ludzie.
    Jestem ciekaw w ilu to głowach tych słuchaczy kiełkują pomysły jakby tu Polskę przywrócić Polsce, gdy na wybory nie ma co liczyć.
  • 2012-06-14 10:24 | toefl

    Dojdziemy do prawdy

    a ci , którzy poświadczyli nieprawdę , będą siedzieć .
  • 2012-06-14 10:41 | psr18gh

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Pan Binienda jest profesorem na takich samych zasadach co pan Bartoszewski. Dziwne, że pod tezami pana Biniendy nie chce podpisać się żaden zespół naukowców z Polski, specjalistów w zakresie wytrzymałości materiałów i budowy modeli wytrzymałościowych konstrukcji przestrzennych. Mamy tysiące architektów, tysiące projektantów konstrukcji stalowych, drewnianych itd. i wszyscy oni milczą. Niech studenci z naszych politechnik wezmą tezy Biniendy do obróbki. To wymarzony temat pracy przejściowej.
  • 2012-06-14 10:42 | mtwapa

    @Jan_2004: karetki

    """
    Jak jest katastrofa to od razu uwijają się karetki, lekarze jak w ukropie, liczy sie każda sekunda.
    """

    W przypadku oderwanych glow i rozbryznietych ze zmiazdzonych czaszek mozgow opoznienie zabiegow lekarskich do czasu ewentualnego zmartwychwstania bylo w pelni uzasadnione. Alew szkoda ze nie bylo cie w poblizu. Proponowalbym reanimacje usta-usta ze spalonymi zwlokami. Bo wiesz, kazda minuta sie liczy...

  • 2012-06-14 11:13 | Medalion

    karetki .....:)

    koniecznie zlikwiduj internet - please, to bedzie z pozytkiem dla calej reszty
  • 2012-06-14 14:07 | sokular

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    To już kolejny Polak "zagraniczny" profesor z taką nonszalancją w stos.do precyzji warsztatu badawczego.Widocznie tam o wiele łatwiej o "namaszczenie" nie przechodzi się przez sito CKK???Profesorze - proszę nam nie współczuć to raczej my współczujemy Panu................żyje Pan na obczyżnie ,złudzeniami,zawsze będzie tam Pan II kat.a my tu u siebie!!!!!!
  • 2012-06-14 14:21 | Jan_2004

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Jeszcze dodam, że to jest "chamówa". Jak teraz czytam "Dzienniki" p. Rakowskiego to stale widzę podobieństwa z obecnymi czasami. P. Rakowski musiał kilka lat czekać na paszport do Ameryki (staż), miał tam jechać na kilka m-cy. Ciągle władzy się nie podobało co pisze Polityka. Poniżanie p. Czyżewskiej za to, że wyszła za mąż za red. Halbermana z gazety nowojorskiej. Jak gen. Duszyński nie chciał się przyłączyć do "partyzantów" to wyrzucono go ze Sztabu Generalnego. Jak p. Rakowski chciał opublikowac list w NYT to Olszowski list zatrzymał, bo nie wypada, zeby redaktor publikował w tej gazecie.Spychalski miał żonę Żydówkę więc do ostrzału. I ta chamówa jest też teraz.

    Jak się nie wie czym uderzyć to wyciąga sie, że p. Binienda "żadnym profesorem" nie jest. Jakaś "gów....." uczelnia prowincjonalna. Habilitacji nie ma. A w ogóle to taki on profesor jak p. Bartoszewski. Ponieważ stale mnie ciekawi porównanei Smoleńska z 11/9, tam też ciągle władze krytykują tych, którzy się odważą myśleć inaczej niż prawda "santissima". Czyli nie dyskutuje sięe o faktach ale o tym, że ktoś nie ukończył uczelni.

    Porównanie z p. Bartoszewskim jest bez sensu. Nie mógł obronić pracy magisterskiej bo siedział w więzieniu ale studia skończył. Profesorem został za zasługi. Prze wiele lat pracowałem na Politechnice Szczecińskiej. Tam np. rektorem był kiedyś p. prof. Prowans. Autorytet z dziedziny metalurgii. A był "tylko" magistrem.

    Co do p. Biniendy spece od chamskich zagrań, niegorszych niż te cytowane z "Dzienników" p. Rakowskiego mówią "jaki on tam profesor". No bo nie ma habilitaccji. Przecież habilitacji w USA w ogóle nie ma. Robi się doktorat, pisze książki, artykuły i otrzymuje się tytuł profesora, albo na pewien okres, ale jak się ma poważny dorobek to może być i na całe życie. Gdyby "chamy" krytykowały p. Biniendę bo zrobił doktorat i nic nie dalej nie napisał, o,o to rzeczywiście można by się przyczepić. Zapoznałem się ze stroną UNI w Akron. Osiągniecia p. Biniendy są imponujące. Publikacje, książki, nagrody itd. Ciekawe jak by wypadlo porównanie dorobku p. Biniendy z polskimi naukowcami. Z takim dorobkiem pewnie byłby już członkiem PAN-u.U nas profesorami są czasem osoby z zupelnie marnym dorobkiem, większość prac publikowanych w pracach naukowych swojej uczelni.
  • 2012-06-14 14:23 | xymox

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Do autorki artykułu, Szanowna Pani proszę nie robić błędów w tłumaczeniu bo już na starcie wychodzi Pani na ignoranta - angielskie Civil Engineering tłumaczy się jako Inżynieria Lądowa a nie Cywilna, nie ma mechaniki wytrzymałości materiałów bo wytrzymałość materiałów (nazwa jest trochę myląca) jest działem mechaniki i to dość uproszczonej bo operującej na charakterystykach obiektów a nie ich rzeczywistych kształtach.
  • 2012-06-14 14:24 | janusz

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A kto jak nie Kościół jest sponsorem i animatorem tej zorganizowanej ciemnoty?
    Czy pozycja Kościoła w Polsce nie jest gwarantem bezkarności dla szerzycieli kłamstw i nienawiści? Nic nie da się z tym zrobić bez ruszenia pozycji tego sponsora.
  • 2012-06-14 14:41 | Geist

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Podpowiem Ci - prawdopodobnie dlatego, że gada bzdury.

    A Bartoszewskim sobie klawiatury nie wycieraj :)
  • 2012-06-14 14:56 | Maciek

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Jestem absolwentem wydzialu mechanicznego energetyki i lotnictwa politechniki warszawskiej, jedna z ofiar katastrofy byla moja kolezanka (Justynka). Jesli chodzi o lotnictwo (mechanika budowa maszyn) to w kraju sa 2 liczace sie takie wydzialy (na wacie rosnie kolejny, poznan tez idzie do przodu), warszawa i rzeszow. Jesli chodzi o ludzi tam pracujacych (przynajmniej w warszawie) jest to ELITA SWIATOWA. Dlugo wymieniac profesorow autorytetow w danych dziedzinach. Typowi humanisci nie maja pojecia jak skomplikowany jest samolot, jak skomplikowany jest lot i na co skladaja sie wypadki lotnicze. Tak sie sklada ze na tego typu kierunkach sa przedmioty typu "Ryzyko i niezawodnosc" , "Badanie wypadkow lotniczych". Dziwi mnie to ze o katastrofie chetnie wypowiadaja sie ludzie nie majacy nic wspolnego z lotnictwem. W polsce katastrofe chca badac np chemicy z UW, jesli chodzi o wiarygodnosc takich badan to uwazam ze bez wspolpracy z lotnikami bedzie to nieobiektywne. Boli mnie to ze szuka sie po swiecie "autorytetow" (o ktorych nikt z branzy lotniczej nigdy nie slyszal) a nasza elite sie marginalizuje (zreszta oni w tym cyrku nie chca uczestniczyc- to sa naukowcy- zbyt powazni ludzie-cokolwiek nie ustala macierewicz zmiesza ich z blotem i powie ze to nieprawda).

    Co do samej brzozy... Zaladowany TIR ma mase ok 45ton. Ma potezna mocna stalowa rame gdyz to pojazd poruszajacy sie po ladzie i "kryterium masy" (dla zainteresowanych doczytac) nie jest tak wazne. W takich pojazdach mozna robic potezne solidne ciezkie ramy. W samolotach jest nieco inaczej, chodzi o to zeby bylo jak najlrzej i najbezpieczniej (i to sie normalnie liczy- sa wspolczynniki bezpieczenstwa dla roznych elementow samolotu) czyli nie jest w samolocie tak ze wszystko policzone jest "na styk" ale parametry wytrzymalosciowe sa duza bardziej zblizone do obciazen rzeczywistych niz w takim TIRZE. No wiem mamy tira, tir ma 45ton i uderzaw w drzewo. Prosze wpisac na google tir uderza w drzewo i wlaczyc sobie grafike. Z reguly potezny masywny ciezki samochod w starciu z drzewem zostaje zmasakrowany a drzewo... sami ocencie, niektore wygladaja jak nie ruszone.

    TU-154M ma mase wlasna 55,5tony a mase startowa (wlasna + ladunek platny + paliwo) 103tony czyli zaladowany tir warzy polowe tego co samolot. Jesli chodzi o wymiary tu ma 37,5metra rozpietosci skrzydel i 48 metrow dlugosci i 11 metrow wysokosci czyli delikatnie mowiac jest sporo wiekszy od tira, gdyby chciec w calym samolocie zrobic konstukcje ktora wytrzymywala by zderzenia z drzewami samolot bylby zbyt ciezki i nigdy by nie polecial. Skrzydlo najwytrzymalnsze jest nie na obciazenia poprzeczne (sciecie przez brzoze) tylko na obciazenia gora dol (pionowe) poniewaz TU154 w kazdym skrzydle dzwiga kilknascie ton paliwa (moza nawet 20 ton - nie wiem dokladnie jak ma ten tupolew). Jesli chodzi o obciazenia poziome (uderzenie skrzydlem o przeszkode) rozwniez ma pewna wytrzymalosc ale jest ona mala (to nie czolg od taranowania). Smiem twierdzic ze tir ma wieksza wytrzymalosc na uderzenia niz dowolny fragment skrzydla samolotu a tir przy kontakcie z drzewem jest masakrowany. Tir ma 90km/h a TU-154 podchodzacy do ladowania ma predkosc 235km/h co przy uderzeniu poteguje niestety niszczacy efekt.

    Nie chce sie angarzowac w to emocjonalnie bo i tak bardzo ciezko wydzial przyjal strate kolezanki, to bylo niesamowicie przykre kiedy przed wejsciem palily sie swieczki kolo jej zdjecia nie da sie opisac smutku kiedy po wspanialej osobie pozostaje puste miejsce i bycmoze dlatego kadra (ktora jest elita) nie chce sie w ta sprawe zaangarzowac.

    A jesli o mnie chodzi o moja subiektywna opinie, to nie potrafie powiedziec kto bardziej zawinil polacy czy rosjanie ale potezna ilosc bledow byla popelniona przez obydwie strony (tak jak nas uczono na katastrofe sklada sie seria bledow wyjatkowo pechowych). Najbardziej wspolczuje pilotom tej maszyny bo... pilot widzac ze sytuacja jest dramatyczna ma malo czasu na jej ocene i musi natychmiastowo podejmowac decyzje i...wiele katastrof samolotow w lasach konczylo sie stosunkowo malo tragicznie, duza czesc ludzi (czasami wszyscy) przezywali. Pilot moze podjac decyzje o tym ze rozbija samolot (awaryjnie laduje w lesie) sa na to procedury. Tutaj pilot podjal decyzje ze bedzie jednak probowal odejsc-z czym sie to wiaze- 3 potezene odrzutowe silniki wlaczone na PELEN CIAG, nie udalo sie samolot zachaczyl o drzewo majac duza predkosc ktora prawie umozliwila mu odejscie (w czarnych skrzynkach jest zapis ze silniki pracowaly na pelnym ciagu do uderzenia w drzewo) czyli silniki (a to nie sa malutkie slabiutkie silniczki tylko 3 potezne odrzutowe silniki) WBILY ten samolot w las. Gdyby probowal sie rozbijac bycmoze bilans tej katastrofy bylby inny no ale niestety tutaj uderzenie nastapilo przy pelnym ciagu a samolot byl juz rozpedzony na tyle ze prawie udalo mu sie odejsc :(
  • 2012-06-14 18:14 | Bobola

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Sarkazm w odniesieniu do uwag i obliczen Prof. Biniendy jest nie na miejscu. Zrobil on bowiem dla sprawy wyjasnienia katastrofy smolenskiej wiecej niz ktokolwiek z zabierajacych tu glos. Jest on pelnym profesorem Uniwersytetu w Akron, posiadajacym tenure (czyli nieusuuwalnosc ze stanowiska akademickiego) a wiec pozycje rownowazna pozycji polskiego profesora zwyczajnego. Jego symulacje maja oczywiscie naturalne dla komputerowych obliczen ograniczenia i dlatego nie moga wyjasnic wszystkich przyczyn i okolicznosci katastrofy. Pamietajmy bowiem, ze komputer mowi nam tylko to, co uprzednio wprowadzili do niego autorzy kodu. Jesli jednak obliczenia wykazuja, ze zderzenie skrzydla samolotu z drzewem nie moglo doprowadzic do oderwania fragmentu skrzydla to mozna temu wynikowi wierzyc. Mamy zreszta podobno fragmenty wraku a przynajmniej zdjecia ulamanego skrzydla i mozna by sprawdzic czy powstaly na nich charakterystyczne dla zderzenia z drzewem odksztalcenia. Inna sprawa jest to co sie dzialo z samolotem po kolizji z brzoza i w czasie starcia z gruntem. Na to pytanie obliczenia wytrzymalosciowe nie odpowiedza i istotnie konieczna jest wiedza lotnikow, specjalistow od katastrof lotniczych. W USA istnieje specjalna jednostka FAA, ktora sie tym wylacznie zajmuje i dlatego umiedzynarodowienie dochodzenia przyczyn katastrofy byloby wskazane.
  • 2012-06-14 18:31 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Sam prof.Binienda oświadczył,że nie może uwiarygodnić przyjętych danych wyjściowych.Zatem po czyjej stronie leży zła wola?!
    Pomijając wszystkie aspekty sekwencji zdarzeń to na końcu pozostaje zwykły ludzki odruch na możliwość zapobieżenia katastrofie,gdy "desperat",jak to określił Andrzej Chronowski,oponent profesora wjechał na skrzyżowanie przy "CZERWONYM ŚWIETLE".
    Ale czy do tego czerwonego światła Protasiuk doleciał?
    Samolot był wojskowy,a zatem i lot był wojskowy,a prawo FR obliguje,że w takich warunkach klimatycznych i przy takim wyposażeniu lotnisko powinno być zamknięte.
    O zadziałaniu zwykłego ludzkiego odruchu można mówić kiedy weźnie się pod uwagę cywilizacyjne uwarunkowania.Cywilizacja turańska dała znać nie tylko w Smoleńsku,ale jeszcze wcześniej w KATYNIU,a później w POWSTANIU WARSZAWSKIM.
    Katyń zasłynął zmowa milczenia,którą Allen Paul nazwał ZBRODNIĄ PRZEMILCZENIA opisaną w książce KATYŃ.
    Nie można zapominać,że funkcjonują jeszcze TAJNE PAŃSTWA,które rządzą się swoimi prawami i są siły dążące do ujawnienia dokumentów.Czy aby historia się nie powtarza i nie czeka na kolejnego autora aby ją prawdziwie opisać?
  • 2012-06-14 20:01 | toefl

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Forumowicz o nicku Maciek pisze :

    " Dziwi mnie to ze o katastrofie chetnie wypowiadaja sie ludzie nie majacy nic wspolnego z lotnictwem. W polsce katastrofe chca badac np chemicy z UW, jesli chodzi o wiarygodnosc takich badan to uwazam ze bez wspolpracy z lotnikami ... "

    A na jakiej podstawie twierdzisz , że niewiarygodne . Chemik na sprawdzić ślady na metalu na innym przedmiocie to po co mu lotnik .
    Głupot nie wciskaj .
  • 2012-06-14 21:01 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Prosze sprawdzic, np. czym zajmuje sie w USA zona prof. B.!

    P.S. A pan, panie Kazimierzak, po prostu, bajdurzy (i do tego
    jest pospolitym ignorantem). Niezaleznie od tego, czy lotnisko
    bylo otwarte, czy zamkniete... kapitan Protasiuk NIE mial
    prawa schodzic ponizej wysokosci 100 metrow, jezeli nie widzi
    pasa. Zejscie nizej oznacza popelnione przez pilotow przestepstwo!
  • 2012-06-14 21:04 | Blue

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "Szybko pojawiła się u mnie refleksja, że 11/9 i Smoleńsk maja wiele wspólnego. A co pan p. Redaktorze powie a takim obrazku"

    I oto kolejny ignorant produkujacy sie na forum "Polityki"?
  • 2012-06-14 21:07 | Blue

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "Dojdziemy do prawdy"... "My" to znaczy kto? Politycznie motywowane grupki oszolomow podpuszczane przez ludzi w rodzaju Antoniego M., czy tez Jaroslawa K.???
  • 2012-06-14 21:14 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A na jakiej podstawie twierdzisz , że niewiarygodne . Chemik na sprawdzić ślady na metalu na innym przedmiocie to po co mu lotnik .
    -------------------------------------------------------------------------------------
    Pan sie chyba zbyt duzo seriali w rodzaju amerykanskiego "CSI" naogladal!

    P.S. Przez pewien czas zajmowalem sie zawodowo "forensic chemistry"...
  • 2012-06-14 21:18 | demetria

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "Mówi, że nie wie, co mówi." I to jest doskonałe, samokrytyczne podsumowanie "rewelacji" pana Biniendy, pseudonim "Profesor". Mnie też go żal, bo żyje w jakim wirtualnym świecie, a do tego czuje się nieustannie zagrożony. Co to za życie?!
  • 2012-06-14 21:20 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Wszelkie obliczenia (symulacje) sa warte tylko tyle ile dane wejsciowe... Czy ktos wie jakie byly DANE WEJSCIOWE amerykanskiego "polonusa"?
  • 2012-06-14 23:50 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Cóż to za kolejna marna prowokacja Polityki. Obśmiać tego, z którym się nie zgadzamy. Godne Gazety Wyborczej, ale od tego dwutygodnika zawsze wymagałam wyższego poziomu, mimo pewnych oczywistych lewicowych skrętów. Po artykule o Panu Brzezińskim, kolejny, który powinien wylądować w redaktorskim koszu.
  • 2012-06-15 01:48 | maria

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Czlowieku, czy Ty wiesz o czym piszesz? Druga kategoria i nie tylko, to raczej w Polsce. Ot i caly obraz podzialu naszego kraju.
  • 2012-06-15 07:03 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Tym bardziej pomoc powinna być udzielona,że Polska znajduje się w strukturach NATO,a samolot był wojskowy.
    Co do zmęczenia materiałów to inne są przy wybuchu,a inne przy uderzeniu z ziemią.Nie mówiąc o podaniu wyników z badań obecności środków chemicznych.
    W grę wchodzi jeszcze zainstalowany w komputerze program antyterrorystyczny i ustalenie czy aby nie został użyty?
    Tak myslę,że powinien być elementarny program badań pozwalających na wykluczenie wiszących w powietrzu hipotez.
  • 2012-06-15 08:40 | Paranoja wolska

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Wypadek spowodowany w wyniku wymuszenia na pilotach lądowania w gęstej mgle urasta do narodowego hobby. Czy jest jeszcze bardziej groteskowy kraj?

    Litości - czas otrzeźwieć i wziąć się do naprawiania tego patologicznego państwa!
  • 2012-06-15 10:06 | Stary Polak z PRL-u

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Bobola. Gdzie Pan bywał, kiedy w szkole uczyli elementarza fizyki? Jeśli Pan nie wie, o czym mówię, proponuję prosty eksperyment: samochód rozpędzony do 250 km/h uderzający w brzozę o średnicy 40 cm. Ciekawe, które co zetnie. Amen.
    PS.
    Do tej pory nie zauważyłem ściętej brzozy, za to rozwalonych samochodów całe mnóstwo.
  • 2012-06-15 10:09 | kk

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Grzegorz Michniewicz, dyrektor Kancelarii Premiera, wiesza się na kablu 23 grudnia 2009 r., w dniu, gdy do Polski powrócił Tupolew z remontu, choć nie wykazywał depresji.
    Samolot nie wykazywal depresji a moze?

  • 2012-06-15 10:21 | irish

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    jest dosyc duza grupa ludzi w Polsce ktora wierzy w cuda...np..ze wszedzie sa spiski i zdrady i uklady.ze jestesmy otoczeni jak 39 i tylko czekaja(wrogie sily) aby wejsc i nas podbic.ze wszystko jest zle,straszne.szkoda mi tych ludzi ale lata swietlne mina zanim sie zmieni ich sposob myslenia i patrzenia na swiat.oni zyja we wlasnym swiecie.maja swoich politykow,profesorow,dziennikarzy,gazety.maja ty trwam i radio maryja.i tyle.
  • 2012-06-15 11:13 | Kozak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Byles tam? To nie siej propagandy. Dzieki takim jak ty powstaja teorie spiskowe i legendy. Trzymaj sie faktow stary, a nie domyslow.
  • 2012-06-15 11:19 | Psiakostka

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Gratuluję artykułu, w dzisiejszych czasach sarkastycznych dziennikarzy ze świecą szukać. To doprawdy wielka sztuka pojawić się na wykładzie incognito, wywęszyć psią kostkę i niczym paparazzo zdać bez wątpienia obiektywną relację z wydarzenia. Dzisiaj pseudointelektualizm publicystów, swoista wyższość ’mądrości’ do której nawiązuje Bendyk w ostatnim wpisie i podekscytowany ton wypowiedzi sprawia, że Polityka (a także wiele innych Gazet Wyborczych) się jeszcze sprzedaje. No cóż, czytelnicy złaknieni są potwierdzenia swojej wyższości nad pisowskim ’motłochem’, już nawet nieważne po co. Kontakt z autorka grozi pozniejszym obsmarowaniem przez pioro nie giętkie, a zautomatyzowane, bezbarwne i - jakże przewidywalnie - na populistyczne kopyto.
  • 2012-06-15 11:50 | Żona Hofmana na L4

    Troszkie o panu "profesorze"

    Binienda nie jest ani profesorem w polskim tego słowa znaczeniu, ani fizykiem, ani ekspertem NASA i obecnie wcale w NASA nie pracuje. Jedyne z tej wizytówki, co jest prawdą, to to, iż pracuje w USA.

    Od początku zwróciło moją uwagę to, że człowiek przedstawiany jako profesor fizyki z USA wygaduje, na temat fizyki właśnie, takie bzdury, iż nie powinien nie tylko uzyskać dyplomu z fizyki, ale nawet matury. A jednocześnie używa skomplikowanych programów komputerowych do obliczenia wytrzymałości brzozy i skrzydła samolotu, nie znając dokładnej budowy tego skrzydła, wymiarów, przekroi, materiałów, kształtu profili konstrukcji… Jakim cudem fizyk, może obliczać wytrzymałość czegoś, o czym nie wie, jak jest zbudowane i z czego? Co to za fizyk, który nie wie, że drobna różnica w kształcie profilu i w składzie stopu, z którego jest wykonany, może radykalnie zmieniać jego właściwości? Co to za fizyk, który nie wie, że w przypadku prowadzenia obliczeń, w których dane wyjściowe znane są w przybliżeniu (Binienda ani PiS nie mają dokumentacji technicznej tego samolotu), następuje zjawisko mnożenia błędu i błąd końcowy może nawet przekroczyć sto procent uzyskanego wyniku? Co to za fizyk, który nie wie, iż każda teoria jest błędna, jeśli przeczą jej fakty empiryczne (brzoza została złamana, a skrzydło odpadło, więc wszelkie teorie o tym, że nie powinno odpaść, ale bo, że nie uderzyło w brzozę, są do bani i już)?

    Zacząłem szukać. Najpierw znalazłem list otwarty w „Kontratekstach”, o którym już nie pamiętałem. Jest to „Petycja w sprawie dyskryminacji obywateli polskich” z dnia 13 stycznia 2008, w której grupa sygnatariuszy użala się, iż nie mogą być zatrudniani na polskich uczelniach, bo pracują za granicą, gdzie nie istnieje habilitacja i stopień docenta, a nie pozwala na to ustawa, która mówi, że do tego zatrudnienia potrzebna jest habilitacja lub „znaczne i twórcze osiągnięcia w pracy naukowej”. Jednym z sygnatariuszy jest: „Wiesław K. Binienda, The University of Akron, Akron, OH, USA”.

    A to ci dopiero! Profesor fizyki, Wiesław Binienda, jak sam uważa, nie ma habilitacji oraz „znacznych i twórczych osiągnięć w pracy naukowej”. Zaznaczam, to nie ja tak uważam, to on sam się pod tym podpisał.

    No to szperamy dalej i… bingo! Wiesław Binienda ukończył w 1980 roku Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Nie jest więc fizykiem, tylko inżynierem od samochodów i traktorów. Fizyki nie studiował, przynajmniej na Wydziale Fizyki UW (sprawdziłem).

    No dobrze, a może nauczył się później? W końcu ja też nie studiowałem dziennikarstwa i politologii, a od 30 lat się tym zajmuję, tylko właśnie matematykę i fizykę. Czemu więc odmawiać prawa bycia fizykiem Biniendzie? A no temu, że z jego publicznych wypowiedzi wyziera kompromitujący wręcz brak znajomości elementarnych praw fizyki i to takich ze szkoły średniej (o tym dalej).

    A jak to jest z tym profesorem? W systemie amerykańskim słowo „profesor” nie oznacza stopnia naukowego, tylko etat wykładowcy na uczelni. W znaczeniu amerykańskim Binienda profesorem jest, bo rzeczywiście pracuje w Colegium of Engineering (Szkole Inżynierskiej) University of Akron, w Akron w stanie Ohio. Po angielsku brzmi to niemal jak Oxford lub Sorbona, ale jest to typowa prowincjonalna szkółka prywatna, która w amerykańskich rankingach wyższych uczelni nawet nie jest notowana (a przynajmniej nie znalazłem). Akron, to, jak na USA, dziura niczym polskie Skierniewice, choć pod względem liczby mieszkańców, to co najmniej Radom. Nie wielkość miasta jest tu jednak istotna (Berkeley to też nie gigant, a uczelnia zacna). Istotne jest to, że kogo bym z kolegów fizyków spytał, to o ośrodku badawczym fizyki w Akron nie słyszał.

    Owszem, w języku angielskim, w USA, Binienda ma prawo używać tytułu „profesor”, ale źle jest, jeśli przenosi ten tytuł do Polski i nie protestuje, gdy na konferencjach PiS przedstawiany jest jako „profesor fizyki”. Uczciwie powinien powiedzieć: Sorry, nie jestem fizykiem i profesorem, jestem inżynierem i mam tylko doktorat. I nikt by nie miał do niego pretensji. Ale wykorzystywanie w Polsce tego, że słowo profesor po angielsku znaczy co innego, niż po polsku, jest po prostu nieuczciwe. Podobnie jest ze słowem „student”, które po angielsku oznacza ucznia, a nie studenta, a mimo to uczniowie amerykańskich szkół średnich nie twierdzą w Polsce, że są studentami wyższych uczelni. Doktor inżynier na pewno nie jest profesorem doktorem habilitowanym fizyki, więc niech takowego nie udaje.

    Kim zatem jest Wiesław Binienda w tej Szkole Inżynierskiej (Colegium of Engineering) Uniwersytetu w Acron? Jest dziekanem Department of Civil Engineering, co po przetłumaczeniu na język polski oznacza Wydział Inżynierii Lądowej i Wodnej (civil engineering – inżynieria lądowa i wodna; słownik angielskopolski).

    Reasumując: Wiesław K. Binienda nie jest amerykańskim odpowiednikiem profesora na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, tylko inżynierem doktorem, dziekanem Wydziału Inżynierii Lądowej na amerykańskim odpowiedniku Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu. Nie mam nic przeciw WSI w Radomiu, ale to deczko co innego niż Wydział Fizyki na UW.

    I tu zaczyna być coraz dziwniej. Dziekan inżynierii lądowej twierdzi, że „brzoza to miękkie drewno”. To pan inżynier dziekan nie wie o istnieniu tablic wytrzymałości materiałów używanych przez inżynierów budowlanych? Ja bez trudu znalazłem odpowiednia tabelę twardości drewna:

    Twardość drewna w MPa

    świerk 27 MPa,
    sosna 30 MPa,
    jodła 30 MPa,
    modrzew 38 MPa,
    brzoza 49 MPa,
    jesion 56 MPa,
    dąb 60 MPa.
    Jak widać z przytoczonych danych, twardość drewna brzozowego jest tylko niewiele mniejsza, o 7 MPa, od twardości jesionu, i o 11 MPa od dębu, a znacznie większa (niemal dwa razy) od twardości świerku, z którego wykonuje się większość drewnianych konstrukcji w budownictwie. Nie jest więc prawdą, że drewno brzozowe jest „miękkie”. Zgodzi się pan ze mną, że drewno dębu jest twarde? Jeśli przyjmiemy twardość dębu za 100%, to twardość brzozy wyniesie w tej skali 81,67%. Jest to więc drewno tylko nieco mniej twarde niż dębowe. Niestety panie inżynierze, teoria o „miękkim patyku” leży gruzach. Zresztą nie trzeba być inżynierem ani fizykiem. Każdy polski wieśniak rąbiący drewno na opał wie, że piłowanie i rąbanie brzozy to ciężka robota, a miękkie są tylko cienkie tegoroczne gałązki, ale nie pień o grubości 46 centymetrów!

    I tu kolejne twierdzenie pana doktora inżyniera: Na wiosnę w drzewie są soki i skutki zderzenia powinny być mniejsze, bo drewno jest mniej twarde. To pan inżynier doktor nie wie, że ciężar właściwy (więc i całkowity) mokrego drewna jest istotnie większy, niż suchego? To pan inżynier doktor nie wie, że skutki zderzenia z masywniejszą przeszkodą są groźniejsze, niż z przeszkodą lżejszą? Do tej wiedzy nie trzeba być fizykiem ani inżynierem. W liceum uczą. Z mechaniki Newtona to wynika.

    Pan doktor inżynier twierdzi też, że zderzenie z „miękką brzozą” było by słabe i urwane skrzydło powinno spaść 11 metrów za brzozą (spadło ok. 100 m dalej). Zaraz, zaraz. Samolot miał prędkość rzędu 280 – 300 km/h. Aby skrzydło z wysokości ok. 6 m spadło 11 m dalej, jego prędkość po zderzeniu musiałaby być znikoma. Taka prędkość człowiek bez trudu nadaje piłce, gdy nią rzuca. Oznacza to, że niemal cała energia kinetyczna skrzydła została pochłonięta przy zderzeniu, a to z kolei znaczy, że siły działające w tym momencie musiały być gigantyczne. No to jak panie inżynierze, zderzenie było słabe, czy potężne? Chyba pan zaprzecza sam sobie.

    Mógłbym tak znęcać się dalej. Lektura strony internetowej Wiesława Biniendy też jest ciekawa. Słowo profesor powtarza się na niej gdzie tylko się da. Musi mieć facet niezły kompleks. Wykaz bibliografii imponujący, 148 pozycji, bóg wojny w nauce, Einstein wysiada! Tylko jak się temu przyjrzymy krytycznie, to bardzo to blednie. Są dwie książki, ale obie pod identycznym tytułem, tylko w innym częściowo składzie autorów. W pierwszej jest trzech autorów, w drugiej sam Binienda. Druga różnica, to rok wydania. Czy aby nie są to dwa wydania tej samej pozycji? Treści żadnej z tych 148 publikacji poznać nie można, bo są same tytuły, bez tekstu.

    Dalej są 4 artykuły wstępne, 40 artykułów prasowych (w prasie specjalistycznej), 66 sprawozdań i innych publikacji, 20 publikacji NASA i 6 aplikacji patentowych. W sumie 148. Niemal wszystko to prace zbiorowe. Przyglądając się temu szumowi zauważam, że niektóre pozycje są chyba sztucznie rozmnożone. Np. w publikacjach NASA znajdujemy dwie pozycje:

    1. W.K. Binienda, S.M. Arnold and H.Q Tan, „Calculation of Stress Intensity Factors in an Isotropic MultiC racked Plate: Part I Theoretical Development,” NASA TM 1 05766, 1992.

    2. S.M. Arnold, W.K. Binienda, H.Q. Tan and M.H. Xu, „Calculation of Stress Intensity Factors in an Isotropic MultiCracked Plate: Part II – Symbolic/Numeric Implementation,” NASA TM 105823, 1992.

    Nie trudno zauważyć, iż są to dwie części jednej publikacji. Po co robić z tego dwie pozycje w bibliografii? Dalej w wielu miejscach, sądząc po bardzo podobnych tytułach i identycznym składzie autorów, odnoszę wrażenie, że mogą to być powtórzone te same artykuły w różnych czasopismach. Szkoda, że nie można ocenić treści, bo jest niedostępna.

    Niestety znów mam wrażenie, iż pan inżynier ma wielką potrzebę brylowania i podkreślania swojej wielkości.

    A jak to jest z tym „ekspertem NASA”. Wiesław Binienda niewątpliwie pracował dla NASA w wieloosobowym zespole badającym wytrzymałość materiałów. W żadnej z publikacji NASA nie występuje samodzielnie. Moi informatorzy twierdzą, iż zespół ten wykonywał typowo pomiarowe prace laboratoryjne. Co by to nie było, dla NASA pracował, tylko czy jako ekspert?

    Wchodzę na strony NASA i szukam nazwiska Binienda. Odpowiedź wyszukiwarki za każdym razem brzmi: Invalid Request – w wolnym tłumaczeniu: błędna prośba. Jednym słowem w zasobach stron NASA takiego nazwiska nie ma. Reasumując: Binienda niewątpliwi uczestniczył w jakiś pracach dla NASA, ale był na tyle mało ważny, że na stronach NASA go nie ma. Czy więc nazywanie go „ekspertem NASA” to nie przesada?

    No i teraz, co ja o tym wszystkim myślę. Jakoś nie wierzę, by absolwent Politechniki Warszawskiej i pracownik nawet najbardziej prowincjonalnej uczelni amerykańskiej do tego stopnia nie znał praw fizyki. Myślę, że jest inaczej. Myślę, że Wiesław Binienda, z powodu albo ideologicznego zaślepienia, albo z powodu chęci brylowania i leczenia kompleksów, robi rzecz w nauce niedopuszczalną. Założył sobie z góry kompletnie nieprawdziwą tezę, że w Smoleńsku był zamach, i kombinując jak koń pod górę, naginając fakty i prawa fizyki, stara się tę bzdurę udowodnić. W oczach ludzi wykształconych kompromituje się i ośmiesza, ale ma swoje 5 minut w mediach i podziw gromady nieuków i ćwierćinteligentów z PiSu. Ci ignoranci, ale jakże wszechstronni, z Kaczyńskim i Giżyńskim na czele, patrzą w niego, jak w obraz. Ci panowie, z powodu swego nieuctwa, nie wiedzą, że w każdej nauce istnieją ludzie głoszący tak zwane poglądy odosobnione. Środowiska naukowe nie traktują ich poważnie. Co innego takie ciała, jak zespół Macierewicza, które mają ideologiczne zamówienie na udowodnienie kompletnej nieprawdy. Dedykuję twierdzenie Petera: „Nawet największa liczba ćwierćinteligentów nie daje jednego inteligenta”.

    Na koniec przytoczę pewną znamienną anegdotkę krążącą na Wydziale Fizyki w moich czasach studenckich, a było to tak dawno, iż ludzie tyle nie żyją. Podobno prof. Wróblewski, na egzaminie z fizyki doświadczalnej, postawił na biurku szklankę z wodą i spytał studenta: Proszę pana, dlaczego ta szklanka jest cieplejsza nie z tej strony, z której pada na nią światło słoneczne, tylko z przeciwnej? Student zaczął kombinować o załamaniu, odbiciu i tak dalej, aż w końcu wyprodukował teorię tłumaczącą zjawisko. Wówczas profesor powiedział: Nie, bo ją obróciłem.

    Ta anegdota pokazuje rzeczywiste zjawisko występujące w pseudonauce. Jeśli robi się to, co robi Wiesław Binienda, czyli zaczyna dowód od tezy, to selekcjonując fakty i naginając prawa, można udowodnić każdą bzdurę. Internet jest pełen tego rodzaju dowodów i takich ekspertów.
  • 2012-06-15 12:25 | rozbawiony

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    tego nawet nie warto komentować - zawsze znajdą się jakieś nawiedzone bezmózgowia:)
  • 2012-06-15 15:29 | Psiakostka

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Alez sie rozpisales czlowieku. Te wszystkie wnioski wyciagasz na podstawie relacji z drugiej reki jak mniemam? Moze wiarygodniej by bylo gdybys czlowieku porozmawial z Binienda, a potem go obsmarowywal jesli trzeba. Co z ciebie za denuncjator? Nie chce mi sie ripostowac na wszystkie twoje pseudo-fakty, moze tylko ten "nie znając dokładnej budowy tego skrzydła, wymiarów, przekroi, materiałów, kształtu profili konstrukcji" - - skad ty bierzesz takie bzdury? Te dane chyba jeszcze latwiej zdobyc niz tabelke z 'wytrzymaloscia drewna'. Insynuujesz ze Binienda to zignorowal? Rzeczywiscie nienawisc na mozg ci padla...(i nie, nie jestem z pisu, ale mam dosc prostackiej stronniczosci)
  • 2012-06-15 16:15 | Żona Hofmana na L4

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Wiem, wiem - wy wszyscy "nie z pisu" jesteście strasznie uczuleni na fakty, które przeczą popieranym przez was teoriom. Problem z wami polega na tym, że wy nie myślicie. Wy wierzycie.
  • 2012-06-15 16:51 | Psiakostka

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    ...to nie jest juz nawet irytujace ze w tym kraju kazdy kto nie plynie glownym nurtem za kaczorem Donaldem, jest uwazany za wyznawce PISu. A wiec utrudnie ci sprawe czlowieku i pogodz sie z tym ze jestem osoba bezpartyjna, no chyba ze tego nie ogarniasz bo wszystkie twoje szare komorki koncentruja sie w tej chwli na segregowaniu Polakow (wy-my? czyli kto?)
  • 2012-06-15 17:31 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Owszem, w języku angielskim, w USA, Binienda ma prawo używać tytułu „profesor”, ale źle jest, jeśli przenosi ten tytuł do Polski i nie protestuje, gdy na konferencjach PiS przedstawiany jest jako „profesor fizyki”. Uczciwie powinien powiedzieć: Sorry, nie jestem fizykiem i profesorem, jestem inżynierem i mam tylko doktorat. I nikt by nie miał do niego pretensji. Ale wykorzystywanie w Polsce tego, że słowo profesor po angielsku znaczy co innego, niż po polsku, jest po prostu nieuczciwe.

    Bzdury... KAZDY profesor (choc to w USA tylko stanowisko) z USA przyjezdzajacy do Polski na wyklady, seminaria, konferencje, itd. przedstawiany jest jako profesor!

    P.S. Slowo "profesor" nie znaczy po polsku "co innego" niz po angielsku.
    To najwyzszy stopien, czy stanowisko na uczelni wyzszej! A to, ze
    w Polsce wciaz istnieje cos wrecz tak kuriozalnego jak 'pasowanie'
    na profesora (nadawanie w Belwederze dozywotniego tytulu) to
    juz zupelnie inna sprawa. Rozumujac w ten sposob musimy
    uznac, ze w takich krajach jak USA, czy Kanada NIE ma
    zadnych profesorow, a jedyni prawdziwi profesorowie
    egzystuja tylko w tak "zaawansowanym naukowo"
    kraiku jak Polska!!!
  • 2012-06-15 17:34 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "Te dane chyba jeszcze latwiej zdobyc niz tabelke z 'wytrzymaloscia drewna'"

    Wyglada na to, iz "Psiakostka" to kolejny ignorant na tym forum!
  • 2012-06-15 17:37 | jer-11

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Moze i "Psiakostka" jest osoba bezpartyjna... ale jednoczesnie pospolitym ignorantem (patrz jego/jej wpisy)!
  • 2012-06-15 18:19 | ssak5

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Czytam te komentarze sympatyk0w " Politytki" i smiech mnie ogarnia Zamiast atakować wyniki i metodykę badan Prof Biniendy atakuje sie niewybrednie sama osobę Profesora . Żaden z krajowych tzw naukowców nie potrafił podjąć badan .tylko na "pyskówki " was stać lemingi czerwono dziobe. . Szukacie ratunku u astronoma lepiej będzie u astrologa .
  • 2012-06-15 18:50 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Nie ulega dla mnie watpliwości, że motywem działania prof. Biniendy
    jest ideologia a nie chęć rzetelnego zbadania przyczyn i przebiegu katastrofy
    TU-154 w Smoleńsku. W jego teoriach jest zbyt wiele dziur i niedomówień,
    że każdy, kto ma coś wspólnego z nauką to zauważy.
    Tym niemniej uważam, że czepianie się Biniendy "ad personam", że nie profesor, że mieszka i pracuje na prowincji itp. nie ma sensu i jest niesłuszne.
    W US of A nie ma czegoś takiego jak habilitacja (niemiecki relikt) i tytuł doktora jest najwyższym stopniem naukowym jaki ktokolwiek może uzyskać. kropka.
    Professor (assistant, associate bądź full) jest związany ze stanowiskiem
    na uczelni (tenure track) i rodzajem pełnionej funkcji. Nie każdy wykładowca jest profesorem. Odmawianie tytułowania kogoś profesorem tylko dlatego, że przebywa na wyjeździe w innym kraju jest nieuczciwe i nieeleganckie.
    Na tej samej zasadzie wszyscy amerykańscy nobliści (a jest ich dość sporo) byliby "tylko" doktorami.
    Co innego z fizyką. Facet rzeczywiście fizykiem nie jest i nie powinien się za takiego uważać, ale myślę, że to ma drugorzędne znaczenie.
    Nie rozumiem także pańskich zarzutów co do niedostępności publikacji.
    Jako fizyk powinien Pan się orientować, że większość publikacji naukowych
    nie jest prywatną własnością autorów (ani nie dostają oni za to _żadnych_ pieniędzy) i nie mogą oni ot, tak udostępniać swoich publikacji całemu światu, bo naruszali by copyrights wydawcy.
    Każdy kto ma subskrypcję danego pisma, może bez problemu przeczytać te artykuły. Na temat ważności (impactu) tych artykułów nie jestem w stanie się wypowiedzieć, bo nie jestem specjalistą w tej dziedzinie.
    Zgadzam się, że ilość nie zawsze idzie w parze z treścią. Publikacje książkowe zwykle nie są traktowane zbyt wysoko, bo ksiązki zwykle nie są recenzowane przed publikacją, a jeśli są to nie w takim stopniu jak publikacje w czasopismach naukowych.

    Poza tym teza, że w Ameryce dobre uczelnie mogą być tylko w dużych metropoliach nie może być dalsza od prawdy. Zwykle jest odwrotnie.
    Większośc najlepszych uczelni amerykańskich znajduje się na przysłowiowym "zadupiu" np. Yale, Cornell, Princeton, Purdue, Stanford,
    Texas A&M, University of Illinois, University of Florida, Penn State itp. itd.
    Oczywiście są też świetne uczelnie w dużych i średnich miastach,
    Ohio State, Columbia, Harvard, MIT, UT Austin, UCLA itp.
    University of Akron jest uważany tutaj za dość przyzwoitą uczelnię techniczną
    (czyli jakbyśmy w Polsce powiedzieli politechnikę).
  • 2012-06-15 18:58 | Żona Hofmana na L4

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "Poza tym teza, że w Ameryce dobre uczelnie mogą być tylko w dużych metropoliach nie może być dalsza od prawdy." - Proponuję przeczytać jeszcze raz, uważnie, ze szczególnym uwzględnieniem odniesienia do Berkeley.
  • 2012-06-15 19:23 | Bobola

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Prosze zauwazyc, ze samochod uderza w drzewo albo slup w poblizu podstawy oraz ze zderzenie jest nieelastyczne a obecne samochody (przynajmniej osobowe) maja nadwozie samonosne, bez ramy podlogowej. W przypadku kolizji z brzoza skrzydlo uderzylo w gorna czesc drzewa (ktora jest ciensza i slabsza niz pien u podstawy) a masa samolotu byla znacznie wieksza niz masa przecietnego samochodu. Jak jednak bylo naprawde i czy obliczenia Prof. Biniendy daja wyniki prawdopodobne mozna sprawdzic samemu obliczajac problem niecentralnego zderzenia teownika (krzyza) z walcem umocowanym na jednym koncu. Obliczenia mozna przeprowadzic dla ogolnych parametrow (masa, predkosc, sprezystosc walca itp) po czym podstawic dane odpowiadajace samolotowi i brzozie. Przyjemnej zabawy!
  • 2012-06-15 19:36 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Miał zainstalowany program antyterrorystyczny,którego uruchomienie obezwładniało sterowanie statkiem powietrznym.Może to była ta depresja?!
  • 2012-06-15 19:38 | mtwapa

    tytuly biniendy

    Dokladnie tak. W nauce o prawdziwosci stwierdzen decyduja potwierdzone wyniki a nie to czy jestes noblista czy magistrem. Inaczej wszyscy leczylibysmy dzisiaj raka mega dawkami witaminy C jak to sobie podwojny noblista Pauling pod koniec zycia wykoncypowal.

    Atakowanie Biniendy za to ze nie ma odpowiednich harcersko-naukowych naszywek Nadwislanskich Skautow Poszukiwaczy jest bez sensu i tylko daje bron do lapy oszolomom.

    Jesli sadzi sie takie babole jak "koncowka nie mogla upasc wiecej niz 12m od brzozy" to character asassination jest przeciwrozumcze. Binienda lezy i kwiczy na tych 12m. To jest odpowiednik "hipotezy helowej".
  • 2012-06-15 19:41 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    @ Stary Polak z PRL.
    Nawet w tych czasach dobrze uczyli fizyki,a absolwenci zostali profesorami na renomowanych uczelniach.
    Stary Polak z PRL nie w tym miejscu pomieszał fizykę z metafizyką (czytaj wszystko poza fizyką).
  • 2012-06-15 19:50 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    @ jer-11
    Co ma wspólnego żona z wypadkiem i badaniami profesora?
    Właśnie jest problem dlaczego pilot wjechał na czerwone światło?
    Co wyczyniano na wieży kontrolującej lot samolotu wojskowego?

    To oczywiście nie zwalnia z odpowiedzialności wynikającej z całej sekwencji zdarzeń po stronie polskiej.Mnie chodzi o zwykły ludzki odruch,który nie powinien byc właśnie IGNOROWANY.
    Kiedy zawodzi sumienie z pomocą ma przyjść racjonalna krytyka.
  • 2012-06-15 20:07 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Najczęściej bezmózgowca można spotkać jako rozbawionego.To smutna rzeczywistość,ale nauka jest tu jeszcze bezradna.

    Oczywiście "symulacja" Biniendy ma swoich poważnych krytyków.Samokrytycznie też do swoich wyników jak zrozumiałem podchodzi profesor z USA.
    Natomiast przytaczane argumenty na NIE w tej dyskusji są z innej cywilizacji niż grecko-rzymska.Nie powiem przykładowo jakiej aby nie było podstaw do usunięcia komentarza.
  • 2012-06-15 20:17 | wojtek

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Nie bardzo rozumiem celu tej dyskusji o ponoć profesorze WB i jej temperatury.
    Gdyby to był ktoś poważny, to zamieściłby całość swoich obliczeń ze wszystkimi danymi w internecie i wówczas można by się do tego odnieść.
    A tak to jest cyrk polityczny z pseudonauką w tle.
    Ma podgrzewać scenę polityczną w kraju i to robi.
    Jedyne co mnie interesuje to ile mu PiS zapłacił za całokształt.
  • 2012-06-15 20:24 | mtwapa

    @cywilizacja Gpa Centauri

    """
    Samokrytycznie też do swoich wyników jak zrozumiałem podchodzi profesor z USA.
    """

    Tak samokrytycznie jak Giertych The Elder po zaprzegnieciu Smoka Wawelskiego do rydwanu kreacjonizmu. Profesor "12-metrow" Binienda samokrytyke dawno powiesil na kolku.
  • 2012-06-15 21:07 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    @mtwapa
    Jakie to porównanie?Ale mało tego z czym porównanie.
    To ten właśnie poziom,który z rzeczy ważnych i poważnych czyni groteskę.
    Znane są zwyczaje jak zachowują się Amerykanie i do tego być może dostosował się krytykowany dlatego Binienda.
    Ale wracając do rzeczy,czy Pan/Pani ma świadomość jakie są oczekiwania profesora aby otrzymać takie założenia,które mogły przybliżyć komputerową symulację do prawdy?
    Kto ma wiedzę,którą posiadają tajne państwa rządzące się swoimi prawami?
    To tylko kwestia czasu aby mógł pojawić się klon odwagi na miarę Allena Paula,który napisał ZBRODNIĘ PRZEMILCZENIA - KATYŃ.
    Kolejną ZBRODNIĄ PRZEMILCZENIA może być : SMOLEŃSK.
  • 2012-06-15 21:39 | mtwapa

    Re: zbrodnia fizyczna

    Widze ze kolega z innej galaktyki gdzie dadaizm wiecznie zywy.

    Na szczescie fizyczna zbrodnia Biniendy aka "kawalek skrzydla nie mogl upasc dalej niz 12m" nie zostala przemilczana.

    Jak juz pisalem poprzednio u Passenta:

    tak w realnym tescie zachowywala sie odlamana 4m koncowka skrzydla samolotu szorujacemu brzuchem po pasie startowym. Tu jest raport z testu:
    http://oai.dtic.mil/oai/oai?verb=getRecord&metadataPrefix=html&identifier=AD0624051

    str 27 raportu: „this section of the wing was laying aproximately half way up up the 20 degree slope”. Na str 47 masz mapke terenu z zaznaczeniem slupkow etc.
    To jest duzo wiecej niz 12m pomiedzy prawym slupkiem a polowka pogorka.

    Gdyby mierzenie str 47 ci sie znudzilo to tu masz wykresy:
    http://lubczasopismo.salon24.pl/rodzynkizzakalca/post/390628,lot-koncowki-analiza-dc-7

    Innymi slowy Binienda plecie glupoty. A poniewaz plecie kolosalne glupoty z koncowka skrzydla to nawet nie znajac sie ni wzab na symulacjach wytrzymalosci materialow nie ma podstaw aby wierzyc w cokolwiek okolosmolenskiego co ten gosc powie. Patrz Giertych.
  • 2012-06-15 22:07 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Jakie mtwapa przyjął warunki klimatyczne dla swojej tezy?
    Jakie należy przyjąć jak wybuch był?
    Jakie są konsekwencje gdy zadziała program antyterrorystyczny?!!!!!!!!!!!!

    Zaznaczam,że to są pytania laika,ale uprawnione jak wszystko się kreci wokół wiary a hipotezy ciągle zawieszone w powietrzu.
    Trzeba zachować proporcje w opiniach,a więc dadaizm jako zabawa z pełną fantazją i absurdalnego dowcipu tu nie pasuje.Gdybym był z innej planety to z pewnościa pomógłbym przerwać zmowę milczenia.
  • 2012-06-15 22:15 | mtwapa

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    """
    Jakie mtwapa przyjął warunki klimatyczne dla swojej tezy?
    """

    Brak udaru sloneczngeo u czytelnika.
  • 2012-06-15 22:18 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Gdyby było tylko uderzenie samolotu najpierw o brzozę,a następnie o ziemię to byłaby szansa na przeżycie.Takie są ponoć doświadczenia.
    Niezależnie od tego,a jakby ktoś przeżył?
  • 2012-06-15 22:27 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Odpowiedź jak z innej galaktyki,właśnie typu dadaizm.
    Łatwo przychodzi dostosować się do partyjniackiej demokracji,teatr polityki w stylu kabaretowym.
    Śmiech to zdrowie.
  • 2012-06-15 22:33 | mtwapa

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    nie krepuj sie fizyku smolenski, napisz otewartym tekstem:

    kawalki skrzydla lataja krocej pod Smolenskiem bo to takie specjalne miejsce na Ziemi jest. Normalna fizyka nie ma tam zastosowania.

  • 2012-06-15 23:01 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Trochę więcej wyobraźni jak ironii,zatem hipotetycznie :
    Jak ma lecieć skrzydło jak jest wybuch?
    Co się dzieje z samolotem jak zadziała program antyterrorystyczny?
  • 2012-06-15 23:08 | mtwapa

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    troll harder my friend, troll harder
  • 2012-06-15 23:26 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Koniec ironii przyjacielu,a hipotezy wiszą w powietrzu.Czekają na bezpieczne lądowanie i klona Allena Paula.
  • 2012-06-16 03:30 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Historia lubi się powtarzać, a "zapomnieć historię, to tak jak powtórzyć jej błędy". Wszędzie są spiski, gdzie jest władza i są pieniądze.

    Piszesz, że niby "jesteśmy otoczeni jak w 39 i tylko czekają wrogie siły aby wejść i nas podbić...." Wystarczy wspomnieć rurę łączącą Rosję z Niemcami, przez którą statki o większym zanurzeniu nie mogą wpływać do portu w Świnoujściu. Przestań powtarzać głupoty serwowane przez niektóre środki masowego przekazu, bo jak na razie to Ty udowadniasz, że żyjesz we własnym świecie.
  • 2012-06-16 03:54 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A Wy, Towarzyszko wierzycie, że wszystko wiecie, a tymczasem pleciecie...

    Zastanów się skąd znasz te wszystkie "fakty"? Rosja jest państwem totalitarnym, w związku z czym wszelkie ustalenia, jak np raport Anodiny, to tylko propagandowy bubel.

    Ale Wy myślicie, Towarzyszko, myślicie :)...
    Spalonych słońcem obejrzyjcie i Bułata Okudżawy posłuchajcie.
  • 2012-06-16 05:22 | stanmatwin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Czy wreszcie ktos zauwazy, ze Inzynieria Cywilna, ktora to dyscypline reprezentje p. Binienda, nie istnieje, i ze poprawne tlumaczenie to po prostu Inzynieria Budowlana? A zauwazywszy to spyta, jakie kwalifikacje ma budowlaniec do analizowania katastrof lotniczych?
  • 2012-06-16 09:06 | Nexus

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Zabolały słowa prawdy o bożyszcze PiSowców? Prawda jest niewygodna to wystarczy zbluzgać? Typowe dla tego środowiska.
  • 2012-06-16 09:32 | kaesjot

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Maciek rzeczowo i przekonywująco sprawę wyjaśnił. Nie wystarczy znajomość fizyki na poziomie licealnym, gdyż przedstawiane tam modelesą wyidelizowane i pomijają szereg istotnych, występujących w rzeczywistości aspektów.
    Chyba każdy , nawet nie znający fizyki potrafi potwierdzić , że jest wielka różnica między uderzeniem stalowej kuli o masie 5 gram pędzącej z prędkością 200m/sek a piłką o masie 1 kg lecącą z prędkością 1 m/sek a przecież ich energia kinetyczna jest taka sama !!!.
    Warto tu przypomnieć starą anegdotę o burzmistrzu, który tłumaczył się przed Napoleonem, dlaczego nie przywitał go salutem armatnim.
    "Jest wiele przyczyn, po pierwsze - nie mamy armat ...
    Dziękuje, to wystarczy - przerwał mu Napoleon"
    Jak zgodnie twierdzą wszyscy znający się na lataniu:
    - po pierwsze - pilot NIE MIAŁ PRAWA schodzić poniżej 100 m nie widząc pasa-
    DZIĘKUJE - WYSTARCZY !!!
  • 2012-06-16 09:54 | witst

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Nie mogę się zalogować - portal ciągle zwraca "błedny login lub hasło" - co jest nieprawdziwe.
    P. Binienda nie zna się na mechanice lotu i na konstrukcji samolotów, a tylko na materiałach kompozytowych używanych w technice lotniczej. P. Bin ienda pomija w swojej pracy, że w chwili uderzenia konstrukcja skrzydła była obciążona aerodynamicznie (ok. 20 ton w miejscu uderzenia). To kardynalny błąd w analizie.
    Pierwszy wstrząs - to uderzenie w brzozę, która się złamała, a przy tym tylko uszkodziła nośne blachy płata.
    Drugi wstrząs to złamanie płata po narastającej utracie wytrzymałości skutkiem przeciążenia płata.
    Szczególy prześlę zainteresowanym techniką, a nie wyzwiskami.
    wstarzewski@wp.pl
  • 2012-06-16 10:04 | Andrzej Mnich

    Czytam te komentarze sympatyk0w ...

    Właśnie, że nie czytasz. Powyżej jest komentarz merytoryczny człowieka z wydziału mechniki i lotnictwa PW na temat wyrzymałości skrzydła i ewentualnych skutków zderzenia z drzewem. Zresztą każdy myślący inżynier powie, że samolot pasażerski po zderzeniu na niskiej wysokości z przeszkodą terenową rozbije się na skutek bądź to uszkodzeń konstrukcji, bądź zmiany toru lotu, a najpewniej obydwu rzeczy na raz. Symulacje komputerowe w odróżnieniu od eksperymentów mają to do siebie, że w zależności od poprawności modeli i danych wyjściowych można uzyskać skrajnie różne wyniki. To obowiązuje w każdej dziedzinie inżynierskiej.
    Zarówno to co zrobił Binieda, jak i twoja jego obrona to jest udowadnianie z góry przyjętej tezy. Obydwaj chcecie wierzy w inne, niż ogólnie przyjęte wyjasnienie, co jest charakterystyczne dla tzw. zwolenników teorii spiskowych. Wszystkiemu winni są Ruscy, a rząd kłamie. Może zamiast zastanawiać się co było silniejsze brzoza czy skrzydło, warto zauważyć, że samolot zderzający sie z przeszkodami terenowymi to nie jest sposob eksploatacja zawsze prowadzacy do katastrofy. Te symulacje to są normalne wygłupy. Nie ma szans, żeby jakikolwiek samolot odszedł po wrąbaniu się w las.
    Ponadto kwestia brzozy rodzi dalsze konsekwencje. Bo jeśli nie brzoza, jeśli nie zderzenia z innymi przeszkodami terenowymi, jeśli nie ukształtowanie terenu, to dlaczego samolot nie odleciał? Na to pytanie Binieda nie odpowiada, ale sugestia Macierewicza (i Bieniedy) jest jednoznaczna: musiały być po temu inne powody,a te powody to wybuch na pokładzie. Nie można tak sobie dyskutować na temat brzozy, dowodzić, że brzoza to pikuś i mówić, że samolot nie miał prawa się rozbić.
    To dlaczego się rozbił?
    Ten facet zrobił z siebie pośmiewisko, angazując naukę do celów politycznych.
  • 2012-06-16 12:16 | Witst

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    P. Binienda (dr, w USA prof.) zna się na materiałach kompozytowych używanych w budowie samolotów, ale nie zna się na mechanice lotu, ani na projektowaniu konstrukcji lotniczych.
    Popełnia kardynalny błąd pomiając w swych analizach fakt, że skrzydło samolotu w chwili katastrofy nie podlegało tylko siłom bezwładności, a przede wszystkim siłom aerodynamicznym, wynikających z prędkości lotu, które utrzymuwały w powietrzu samolot o masie ok. 100 ton. W miejscu złamania na odrywany kawałek skrzydła działała siła ok. 20 ton, łamiąca skrzydło "w górę", czyli prostopadle do płata.
    Pierwszy wstrząs to uderzenie w drzewo, które je złamało, ale zgniotło przy tym przednią cżęść profilu i przedarło poważną część blach, stawiących konstrukcję nośną płata.
    Drugi wstrząs (jak "dziura powietrzna") po małej chwili to oderwanie płata (utrata ok 20 ton siły nośnej), będące skutkiem stopniowego rozdzierania się części nośnych blach, co doprowadziło do przeciążenia konstrukcji nośnej płata - Ot i cała tajmenica złamania brzozy i złamania skrzydła.
    Ręka wystawiona z pędzącego samochodu i uderzona o latarnię spada niedaleko latarni. Ale oderwana część płata lecąca z prędkością 200 km/h może polecieć 100 do 200 m dalej, jak bumerang. Tego p. Bienienda nie rozumie, bo nie studiował aerodynamiki i mechaniki lotu.
    Moje próby zalogowania w portalu kończą się stałe komunikatem "błędny login lub hasło", co jest nieprawdziwe.
    Chętnych bliższych wyjaśnień - proszę o podanie swoich namiarów e-mailowych w odpowiedzi na moją nin. odpowiedź - ale bez wyzwisk!
    PS. Mam odpowiednie wykształcenie i doświadczenie oraz znajmość lotnictwa, by wypowiadać się kompetentnie w sprawie p. Biniendy. Moje techniczne artykuły są odrzucane przez GW i Politykę. Chyba zależy im na utrzymywaniu "mętliku", bo to podnosi nakłady.
  • 2012-06-16 13:02 | g-ww

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Rozmawiamy o skutkach a nie przyczynach.Jest jedna -w głowie dwóch panów narodzila się 4RP.Aby ją stworzyć ,potrzebna władza.Aby ją zdobyć należy zniszczyć wroga.Do tego przydatna jest każda teoria ,każde zdarzenie ,każde potknięcie wroga.Okazja to katastrofa lotnicza.Na bólu bliskich ofiar ,na ich grobach powstała nowa religia-zamach i zbrodnia.Aby to udowodnić należy przyjąć kosmicznie idiotyczne teorie.A idiotow i cyników za duże pieniądze nie brakuje.
  • 2012-06-16 13:16 | irish

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    zycze ci milego dnia i wiem ze sie nie obudzisz ze snu(no przeciez zyjesz w tym strasznym...he,he,he...kraju).odloz na bok gpc.tv trwam.no widzisz znowu ci okropni niemcy i rosjanie zakopali rure pod baltykiem(wow)zapewne maja oni inne niecne plany..he,he,he,jezeli naprawde wierzysz w te wszystkie bzdety opowiadane przez Maciarewicza i jemu podobnych to ja nic na to nie poradze.i na koniec pan Binienda mial swoje piec minut(powiedzial to co ty i tobie podobni chcieli uslyszec) i polecial i pewnie predko nie wroci.i tyle.
  • 2012-06-16 18:50 | borat

    Z kim mamy tu do czynienia?

    Jak Macierewicz chciał edukować polskie służby

    Funkcjonariusze polskiego kontrwywiadu mieli uczyć się pracy od Anatolija Golicyna, który uważał, że Solidarność została założona przez KGB, a polski przełom w 1989 r. miał unicestwić NATO.

    Książka Anatolija Golicyna, byłego oficera kontrwywiadu ZSRR, który uciekł na Zachód w 1961 r., jest białym krukiem. Nie można jej kupić ani w księgarni, ani w antykwariacie. Szare okładki i czerwony tytuł „Nowe kłamstwa w miejsce starych” można zobaczyć jedynie w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego, który chyba jako jedyna tajna służba w świecie chciał poprzez literaturę edukować społeczeństwo.

    Książka została przetłumaczona, wydrukowana i wydana na polecenie pierwszego szefa SKW Antoniego Macierewicza i miała być bezpłatnie kolportowana wśród studentów, dziennikarzy, naukowców i oficerów wywiadu. Dla tych ostatnich miała się stać obowiązkowym podręcznikiem szkoleniowym.

    Tylko że cały wydrukowany nakład zalega od czterech lat w magazynach wydawcy, czyli SKW, i nikt nie wie, co z książkami dalej zrobić.

    http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1517212,1,jak-macierewicz-chcial-edukowac-polskie-sluzby.read
  • 2012-06-16 20:09 | mero

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Gdyby tak jeszcze na Twojej uczelni uczyli ortografii...
  • 2012-06-17 01:23 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Ach... jak Ty dużo wiesz. Z dziećmi nie dyskutuję, ale ich zdanie zawsze szanuję. Dobranoc, pchły na noc, karaluchy pod poduchy, a szczypawki do nogawki!
  • 2012-06-17 15:28 | ssak5

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    w odpowiedzi na odpowiedz do mojej wypowiedzi
    1.Piloci na 100 metrach podjęli decyzje " Odchodzimy "wiec nie mieli zamiaru schodzić poniżej 100 m. Poza tym oni spadali z szybkosci 8-10 m/sek .Normalnie przy lądowaniu szybkość wynosi 2-3 m /sek., Przypominam koledze ze dokonano testu odejścia TUTKI z identycznym obciążeniem jak samolot prezydencki . I co? - i odszedł . Ten fakt skwapliwie ukrywano przed opinia publiczna .
    Kolega wydaje się być silniejszy z historii niż fizyki.Odsyłam go do sugestii astronoma czytającego w gwiazdach . poza tym informuje ze po to się tworzy programy komputerowe do badania katastrof lotniczych żeby nie ponosić ogromnych kosztów badania "in vitro" .To co sie komu wydaje bez odpowiedniej dkumentacji naukowei nie intyereuje mnie ..
    Przy okazji informuje ze okresla sie z bardzo duza dokladnoscia miejsca upadku elementów samolotu i na podatwie ich lokalizacji mona okreslic kiedy i co mogło byc przyczyna .
    Gdyby kolega był na wykładzie prof. Biniedy to by wiedział ,ale jeśli się czerpie wiedzę z " Polityki" lub G.W to sakd ma byc ta wiedza.
    Najwyżej mogą się dowiedzieć ze Bineida " stchórzył " od znanego mefisto dziennikarstwa Daniela P.dla ktorego prawda nie jet najważniejsza ""
  • 2012-06-17 18:55 | bolec

    Kim jest Binienda?

    Associate pofessor w Stanach to odpowiednik asystenta w Polsce.
    Civil Engineering to po polsku Inżynieria Lądowa.
    Nawet tamtejsza high school to jedynie namiastka polskiego gimnazjum.
    Uczeń w ichniej podstawówce to student :)


    Binienda ukończył w 1980 roku wydział SiMR czyli Samochody i Maszyny Robocze (podobnie jak Waldemar Pawlak) na Politechnice Warszawskiej. Z kraju wyjechał w pierwszych tygodniach stanu wojennego. Do dzisiaj jest zameldowany w Warszawie, gdzie posiada mieszkanie. Jego żona, Maria Szonert, reprezentuje tzw. "rodziny smoleńskie". University of Akron to drugorzędna uczelnia stanowa, która w przeszłości współpracowała z lokalnym przemysłem gumowym: Goodyear, Goodrich i Firestone. Obecnie ta szkoła przygotowuje ludzi do pracy w szerokim wachlarzu zawodów w tzw. serwisie: szpitale, banki, szkolnictwo, etc. Nie oferują niczego nawet zbliżonego do lotnictwa, gdyż Ohio to dawny stan żyjący z przemysłu samochodowego, a obecnie znajdujący się w głębokiej recesji. Dlatego też ten stan dostarczył najwięcej per capita żołnierzy do inwazji na Irak i Afganistan i co zadziwiające, są z tego bardzo dumni - niemal w każdym miasteczku wisi niezliczona ilość flag na ulicach.

    Dlaczego paranoicy z PiS nie zapytali opinii na wydziale MEiL czyli Mechanicznym, Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej, gdzie pracują wielu kompetentnych w tej materii naukowców?

  • 2012-06-17 23:48 | irish

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    wow..dzieki za to dziecko.nikt tak dawno do mnie nie mowil.ale do rzeczy naprawde warto patrzec na swiat takim jakim on jest.ja wiem masa polakow wierzy w rozne teorie spiskowe,zdrady.wybuchy.oblezone twiedze.to sie predko raczej nie zmieni.sa to wyznawcy prezesa Kaczynskiego i zakonnika z torunia.ich wiara i ch biznes.ale cala masa Polakow ma inny poglad oglad rzeczywistosci i ja sie do nich zaliczam.zycze ci milej nocy. i tyle.
  • 2012-06-18 02:28 | Piotr Kraczkowski

    Eksperyment potwierdza Biniende

    2012-06-14 14:56 | Maciek: "Smiem twierdzic ze tir ma wieksza wytrzymalosc na uderzenia niz dowolny fragment skrzydla samolotu" na YouTube sa filmiki z eksperymentu z samolotem czetromotorowym, smiglowym, ale olbrzymim. Skrzydlo scina tu slup i widac wyrwe w skrzydle, ktora wyklucza, ze przed ta wyrwa fragment skrzydla moglby ocalec tak jak to jest w przypadku Smolenska: http://www.youtube.com/watch?v=4D3dmy5bE7M Sprawa zalezy zatem od konkretnego skrzydla i konkretnego drzewa. Binienda zbadal konkretne skrzydlo i konkretne drzewo i wyglada na to, ze ma racje: to konkretne skrzydlo nie moglo sie odlamac na tym konkretnym drzewie. Nawiasem mowiac jego symulacje/animacje sa bardzo podobne do tego co pokazuje ten realny eksperyment na filmiku.
  • 2012-06-18 09:45 | psr18gh

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    To optymistyczna informacja, że prokuratura rozważa wykonanie ekspertyzy zderzenia skrzydła samolotu z brzozą. Czas przeciąć te dywagacje o pancernej brzozie. Choć jestem pewny że zwolennicy spiskowej teorii dziejów i tak nie uwierzą w werdykt fachowców.
  • 2012-06-18 14:48 | erynia

    ... wcale w NASA nie pracuje

    "Żona Hofmana na L4" pisze, "Binienda nie jest ani profesorem ... ani fizykiem, ani ekspertem NASA i obecnie wcale w NASA nie pracuje. Jedyne z tej wizytówki, co jest prawdą, to to, iż pracuje w USA. Od początku zwróciło moją uwagę to, że człowiek przedstawiany jako profesor fizyki z USA wygaduje, na temat fizyki właśnie, takie bzdury, iż nie powinien nie tylko uzyskać dyplomu z fizyki, ale nawet matury".

    Trochę wstydu ci nie zaszkodzi, tu możesz zapoznać się z publikacjami prof. W. Biniendy (lista na stronie NASA).

    http://search.nasa.gov/search/search.jsp?nasaInclude=binienda&u_selectedtab=&entqr=0&output=xml_no_dtd&sort=date%3AD%3AL%%203Ad1&ud=1&site=nasa_collection&client=nasa_production&ie=UTF-8&oe=UTF-%208&simple_start=&news_start=&images_start=&videos_start=&podcasts_start=&baynote_%20start=&baynoteOrGSA=GSA#~gsa~0~

    I co?
  • 2012-06-18 15:53 | gadu

    Re:Z prof. Prowansem

    Słynna książka profesora Prowansa jest do tej pory aktualna !
  • 2012-06-18 17:33 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Berkeley trudno uważać za małe miasto. Berkeley ma formalnie nieco ponad 100 tysięcy mieszkańców ale leży w obrębie metropolii Bay area gdzie do dużych miast takich jak Oakland czy San Francisco jest dosłownie dwa rzurty beretem.
    To jest ciągła zabudowa a SF jest dosłownie za mostem.
  • 2012-06-18 17:59 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    No właśnie i co z tego ? Co z tego wynika ?
    Z tego, że ktoś ma ponad sto publikacji naukowych
    nie wynika, że jest ekspertem od wszystkiego ani że nie może popełnić błedu.
    Symulacje komputerowe są dobre tylko wtedy, gdy nie ma możliwości
    wykonania eksperymentu, lub gdy jego wykonanie jest niezwykle trudne
    lub kosztowne.
  • 2012-06-18 19:25 | Toluen-i-xylen

    Symulacja czy eksperyment?

    "Symulacje komputerowe są dobre tylko wtedy, gdy nie ma możliwości
    wykonania eksperymentu, lub gdy jego wykonanie jest niezwykle trudne
    lub kosztowne".

    I właśnie ta sytuacja ma miejsce. Drugim bliźniaczym Tu-154M-102 nie polecimy 6 metrów nad ziemią, aby uderzyć skrzydłem w brzozę. Nie tylko dlatego, że - jak piszesz - byłoby to trudne i kosztowne.
  • 2012-06-18 19:29 | Obserwator

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    > Co do Smoleńska to od początku wydawalo mi się, że coś jest nie tak. Jak
    > jest katastrofa to od razu uwijają się karetki, lekarze jak w ukropie,
    > liczy sie każda sekunda.

    Katastrofa katastrofie nie równa. Ratownicy też mają jakieś doświadczenie, jak widzą określony zakres zniszczeń samolotu (w końcu zrobionego z materiału sporo trwalszego od materiału ciała ludzkiego), to mogą określić prawdopodobieństwo przeżycia pasażerów.

    Poza tym tu liczenie się z każdą sekundą nie miało już sensu, chociażby patrząc na czas dojechania, odnalezienia ofiar (przecież nie leżały w jednym miejscu) sprawdzenia czy żyją. Lekarze wiedzą ile czasu żyje człowiek z uszkodzeniami po takim wypadku, gdzie zostaje miazga z samolotu i wiedzą ile czasu jechali do miejsca katastrofy (a w to wchodził czas: stwierdzenia, że samolot się rozbił -> patrz rozmowy w stanowisku kierowania, zawiadomienie, wyjazd, dojazd, znalezienie ofiar, sprawdzenie czy żyją, udzielenie pierwszej pomocy i tak razy niewiadoma liczba ofiar, bo przecież na początku nawet nie wiedziano ile osób wiózł ten samolot.

    Obawiam się, że to tylko tak na filmach wygląda, że karetki z pół stanu czekają aż się samolot rozbije, a akcja ratownicza potoczy się sprawnie i wartko ... szczególnie po końcowym montażu z 10 dubli :|

    Poza tym, tam się nikt nie spodziewał katastrofy, co innego gdyby piloci ogłosili alarm: "nie panujemy nad samolotem, będzie twarde lądowanie" itp., a oni oficjalnie wykonywali odejście, bo przecież nie zgłosili, że proszą o zgodę na lądowanie. Dostali polecenie wyrównania lotu, nie wykonali go natychmiast, do tego jeszcze byli już poza zasięgiem radaru, więc lotnisko mogło dać komendy tylko na ślepo, a i tak wstrzelili się jeszcze gdy załoga się mogła uratować gdyby rozpoczęła ucieczkę w górę, na tych 50m (skoro dali radę przejść na wznoszenie będąc poniżej 20m od terenu, to z 50m odeszli z palcem w czymś ciepłym).

    > A tu pierwsze zdjęcia; karetki i lekarze w dużej odległości od miejsca
    > wypadku, czekają nie wiadomo na co. No, a potem było już tylko gorzej.

    A skąd wiesz kiedy te zdjęcia zostały zrobione czy już nie po tym jak stwierdzono, że nie ma już komu pomagać ? A do do tego jeszcze musieli czekać na ciężki sprzęt, bo przecież rękami nie odwalisz elementów ważących po kilka ton by zobaczyć czy ktoś (a raczej to co z niego zostało) nie leży pod spodem.
  • 2012-06-18 19:40 | Toluen-i-xylen

    Tani chwyt panie bolec

    Bolec - "University of Akron to drugorzędna uczelnia stanowa, która w przeszłości współpracowała z lokalnym przemysłem gumowym: Goodyear, Goodrich i Firestone".

    To w przeszłości, a teraz? Tani chwyt, przecież mówimy o człowieku OBECNIE zatrudnionym na tym uniwersytecie. University of Akron jest uczelnią czysto techniczną (na ma wydziałów prawa, ekonomii i finansów)i w swojej specjalności jest jedną z lepszych w USA. Jak wiele takich uczelni w USA współpracuje z przemysłem. Np. z NASA czy Boeingiem.

    Prof. Wiesław Binienda zajmował się np. projektowaniem i badaniem wytrzymałości osłon kompozytowych dla silników zastosowanych w najnowszym Boeingu 787 (Dreamliner), nowatorskiej maszyny zbudowanej głownie z kompozytów. B-787 za kilka miesięcy jako pierwsze w Europie pojawią się w barwach LOT. A tymczasem takie światłe pismo,jak "Polityka", znane z cennej inicjatywy paszporty "Polityki", drukuje ironiczny tekst angażując się w dezawuowanie polskiego naukowca parującego w USA, który ma wkład w budowę nowatorskiego samolotu.

    Jak to rozumieć?
  • 2012-06-18 19:48 | Obserwator

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Chemik po śladach na metalu wyjaśni dlaczego:

    - piloci nie zniżali samolotu ścieżką z karty podejścia (2.67 stopnia)

    - dlaczego zniżali się dużo trudniejszą ścieżką 5 stopni, wymuszającą
    dwa razy większą prędkość zniżania co dwukrotnie skraca czas na wszelkie
    reakcje przy niezmienionej charakterystyce samolotu (bezwładność)

    - dlaczego wlecieli we mgłę chociaż instrukcja HEAD tego zabrania,

    - dlaczego nie przerwali zniżania skoro już go rozpoczęli mimo, że Regulamin Lotów nakazywał to zrobić "jeżeli na lotnisku nie ma warunków do bezpiecznego lądowania"

    - dlaczego nie rozpoczęli odejścia (albo chociaż nie padła komenda "Odchodzimy") gdy drugi pilot przeczytał prawidłowo wysokość decyzyjną "100 metrów", którą to prawidłowość potwierdzają dane lotu zapisane przy alarmie TAWS#36

    - dlaczego nie reagowali na wielokrotne PULL UP, poniżej 100m (nawet nie skomentowali) mimo, że instrukcja tego urządzenia nakazuje poważnie traktować każdy alarm, a po usłyszeniu PULL UP:

    1) Wyłączyć autopilota (przejść na sterowanie ręczne,
    2) Wypoziomować skrzydła
    3) Przestawić silniki na ciąg startowy
    4) Przejść na wznoszenie do zaniku alarmu

    A tu jeszcze nie mieli możliwości wzrokowego potwierdzenia zasadności czy bezzasadności alarmu ...

    Chemik odpowie na powyższe pytania ? Może go zgłosić do Nagrody Nobla ?

    "Nagrodę za badania czynności pilotażowych załogi na podstawie badania powypadkowych elementów metalowych kadłuba otrzymuje (nazwisko i imię)"
  • 2012-06-18 20:08 | Obserwator

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    > że jest wielka różnica między uderzeniem stalowej kuli o masie 5 gram
    > pędzącej z prędkością 200m/sek a piłką o masie 1 kg lecącą z prędkością
    > 1 m/sek a przecież ich energia kinetyczna jest taka sama !!!

    Może jednak nie taka sama ? ;)))

    5g = 0.005kg

    Ek1 = 0.5 * 0.005kg * 200m/s * 200m/s = 100 J

    Ek2 = 0.5 * 1kg * 1m/s * 1m/s = 0.5 J
  • 2012-06-18 20:34 | Obserwator

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    > 1.Piloci na 100 metrach podjęli decyzje " Odchodzimy

    Nie podjęli. Pilotów obowiązuje wysokość mierzona ciśnieniowo względem wysokości progu pasa (podanej ciśnieniowo).

    Prawidłową wysokość ciśnieniową 100m osiągnęli:

    10:40:39,4___TAWS_36 TA, TA,
    ;
    ; Hbaro= 112m,
    ; Hrw=130,
    ; Vy=-7.69m/s,
    ; Prędkość względem ziemi (ground speed) Vgs=289 km/h

    10:40:41,3___2 pilot___"100 metrów"

    Chwilę przedtem był alarm urządzenia ostrzegawczego TAWS, które szczęśliwie
    dla nas a nieszczęśliwie dla pilotów zapisywało przy alarmie parametry lotu.

    Jeżeli na 1.9s wcześniej urządzenie zarejestrowało wysokość barometryczną 112m, to po tym czasie przy prędkości opadania Vy=-7.69m/s samolot był:

    H = 112m - 1.9s * 7.69m/s = 97,4m ~ 100m

    z dokładnością do średnicy kadłuba wynoszącej 3.8m.

    A oni przeczytali "Odchodzimy" (drugi pilot):

    10:40:50,5___2pilot___Odchodzimy

    Czyli ponad 9s później, zaś wcześniej był jeszcze jeden alarm TAWS

    10:40:46,6___TAWS_37 TE AH, TE AH,

    gdzie widać:
    ; HB=58m - wysokość baro 42m poniżej decyzyjnej
    ; RW=99, - są 100m nad terenem co chwilę potem przeczyta nawigator
    ; Vy=-7.65m/s - jeszcze nie zaczęli zwalniać opadania


    2. Poza tym oni spadali z szybkością 8-10 m/sek

    Nie spadali, oni opadali równomiernie średnio 7.3m/s, a te dziwne prędkości wychodzą z tego, że radiowysokościomierz pokazuje odległość od terenu i uwzględnia jednocześnie opadanie samolotu oraz podnoszenie terenu co daje po przeliczeniu prędkość sumaryczną większą niż rzeczywiście samolot opada.

    To coś jak w zadaniu o dwóch samochodach jadących na przeciw siebie jeden z prędkością 50km/h i 50km/h, są w odległości 100km. Kierowcy nie wiedzą, że ten drugi jedzie (powiedzmy, że jest mgła). Każdy z nich myśli, że ma jeszcze 2h (100/50) spokojnej jazdy, a w rzeczywistości mają tylko 1h (100/(50+50)).
    Tu było tak samo tylko w pionie i piloci nie wiedzieli, że tam się teren podnosi, bo nikt nie wpadł na pomysł by zamontować im taki miernik, który pokazuje nie tylko ruch względem powietrza ale także rzeczywistą prędkość zbliżania się do ziemi uwzględniającą także ruch terenu :((

    > Normalnie przy lądowaniu szybkość wynosi 2-3 m /sek.,

    Dokładniej to:

    Vy = (Vpod+Vwiatru)*tg (alfa)

    Vpod - prędkość podejścia, zależna od masy przy lądowaniu
    Vwiatru - prędkość składowej wiatru wiejącej równolegle do kursu lądowania
    alfa - nachylenie ścieżki (tu poprawnie 2.67 stopnia)
    dla Vpod=78m/s (280km/h) i Vwiatru=0 masz

    Vy = 78m/s * tg(2.67)= 3.6m/s

    Przy 2m/s przeleciałbyś za daleko.




  • 2012-06-18 20:44 | Obserwator

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Najważniejsze, że wie, że jest tu nam strasznie i może nam współczuć, to wystarcza za wszystko inne ;))))

    Pozdrawiam :)

    A w swojej analizie pominął, że brzoza uderza nie prostopadle tylko ukośnie:

    - do krawędzi skrydła,
    - do wewnętrznego ożebrowania
    - do podłużnic

    i o klapach skrzelowych (slats) też mu się zapomniało ...

    A i jeszcze w Pasadenie powiedział, że to jego student przygotowywał model matematyczny do symulacji (zaś kiedyś wcześniej mówił, że to on sam) ;))
  • 2012-06-18 21:12 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    w takim razie lepiej byłoby zrobic takie symulacje najlepiej przez
    kilku niezależnych specjalistów w tym co najmniej jedną grupę
    nie związaną z Polską czyli jak to się u nas mówi taką, która nie ma konia
    w tym wyścigu.
    Wykonywanie symulacji przez radiomaryjnych profesorów ochotników nie ma sensu, ponieważ z góry wiadomo jakie będą wnioski.

  • 2012-06-18 21:14 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "I właśnie ta sytuacja ma miejsce. Drugim bliźniaczym Tu-154M-102 nie polecimy 6 metrów nad ziemią, aby uderzyć skrzydłem w brzozę. Nie tylko dlatego, że - jak piszesz - byłoby to trudne i kosztowne."

    Można rozpieprzyć jakąś tutkę z demobilu :-)
  • 2012-06-18 21:33 | Psiakostka

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A tak, ze Polityka jest tygodnikiem ktory ma do zrealizowania agende pro rzadowa. To tak oczywiste dla obiektywnego i zdystansowanego czytelnika jak cyniczne szkalowanie jakiejkolwiek opozycji intelektualnej w komentarzach co bardziej oszolomionych wyznawcow, i ich oplacanych odpowiednikow, jedynej Poli-prawdy. Cenie niektorych redaktorow, ale rosnaca tendencja splycania tematyki plus nieetyczna stronniczosc zaczynaja mnie uwierac.
  • 2012-06-18 21:48 | Psiakostka

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    A polecisz nia?
  • 2012-06-19 01:46 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Aż tyle?? Jestem pod wrażeniem. Pozwolę sobie użyć Twojego słówka: "wow". Zaimponowało mi sformułowanie, iż "warto patrzeć na świat takim jaki on jest". A z której strony patrzysz drogi Irish?! Ach...przepraszam, to było pytanie retoryczne. Dobranoc.
  • 2012-06-19 01:54 | anuncja

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Dane rządowego samolotu, poddanego przeglądowi technicznemu w Rosji?!
    Na pewno!!! Powodzenia!! A propos... Kolejny człowiek wypowiadający się krytycznie o raporcie Millera, nie żyje.... Cóż za fatalny zbieg okoliczności ;)
  • 2012-06-19 08:22 | psr18gh

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Profesjonalną symulację komputerową zderzenia tutki z brzozą może zrobić tylko sztab ludzi - specjalistów z najwyższej półki w kilku dziedzinach. Pan Binienda ośmieszył się, twierdząc że on sam taką symulację stworzył. On pobawił się jakimś programem komputerowym i sieje zamęt. Nie dziwię się że żaden naukowiec nie chce z nim polemizować. Kto chciałby wchodzić w dyskusję z pseudonaukowcem?
  • 2012-06-19 18:30 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Wyślę ciebie...
  • 2012-06-19 18:32 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    poczytaj Nasz Dziennik a.k.a Wasz Nocnik i wtedy doświadczysz prawdziwego obiektywizmu...
  • 2012-06-19 18:56 | Negortin

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    W US of A wypadki komunikacyjne (także lotnicze) badane są przez NTSB a nie FAA. NTSB nie jest prywatną firmą, którą można sobie ot tak wynająć do prowadzenia badań, tylko agencją rządu federalnego, która opłacana jest z pieniędzy podatnika, czyli także moich i która ma dość jasno sprecyzowany zakres działań. O ile mi wiadomo w wypadku w Smoleńsku nie zginął żaden obywatel US of A, więc czemu NTSB miała by prowadzic dochodzenie ?
    NTSB nie jest w stanie wyjaśniać przyczyn każdego wypadku lotniczego na całym świecie.
  • 2012-07-03 11:11 | Silene

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    "jak na razie to Ty udowadniasz, że żyjesz we własnym świecie."
    ...napisała sierotka, w świecie której POLITYKA jest dwutygodnikiem.
  • 2012-07-03 11:14 | Silene

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Ale irish z całą pewnością nie może się równać wiedzą z anuncją. Na pewno nie wie, że POLITYKA jest dwutygodnikiem.
  • 2012-12-06 13:06 | Andrzej

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Popieram. Ironia gazety i jej autora dowodzi po której strony Brzozy stoi
  • 2013-04-07 23:14 | polak

    Artymowicz? a którz to taki

    w piszcie to w google "Nazwisko Artymowicz, pełne zbiegów okoliczności i powiązań z ekspertami Komisji Millera"
    ps.co w rodzinie to nie zginie :}
  • 2013-04-12 18:28 | jpet

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Nic dodać nic ująć.
    Na marginesie - gdy sama studiowałam fizykę na Hożej przytoczoną anegdotkę opowiedział nam prof. Jerzy Pniewski na okoliczność charakterystyki metody egzaminacyjnej legendarnego prof. Pieńkowskiego....

    Gdy rozum śpi, budzą się upiory.
  • 2013-04-12 18:32 | jpet

    Re:Z prof. Biniendą po kraju

    Nic dodać nic ująć.
    Na marginesie - gdy sama studiowałam fizykę na Hożej przytoczoną anegdotkę opowiedział nam prof. Jerzy Pniewski na okoliczność charakterystyki metody egzaminacyjnej legendarnego prof. Pieńkowskiego....

    Gdy rozum śpi, budzą się upiory.