Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Azjatycka droga do dobrobytu

(7)
Czy tylko Zachód zna przepis na budowę dobrobytu? Czy Azja znajdzie jakąś własną drogę?
  • 2012-10-12 03:28 | Herstoryk

    Nie konsensus, ale reguły.

    Dla układów na świecie bardziej decydujące są "Reguły Waszyngtońskie", a nie Waszyngtoński Konsensus, choć są między nimi powiązania. Reguły opisuje Andrew Bacevich w książce "Washington Rules". Co będzie kiedy nie da się ich dłużej kontynuować? Zobaczymy.
  • 2012-10-12 11:41 | nikel

    Re:Azjatycka droga do dobrobytu

    Oby więcej takich tekstów. Szacun :-)
  • 2012-10-12 16:31 | rs_

    Re:Azjatycka droga do dobrobytu

    Model, jaki stworzyły społeczeństwa Zachodu, można oglądać z dwóch stron - z jednej widać ekonomię z nauką w tle, z drugiej filozofię i obyczaje, także podparte rozwojem nauki.
    Całość jesta bardzo dynamiczna i ma wiele odnóg i powiązań, ale nie nadaje się za bardzo na model dla całego świata, gdyż ekonomia poza korzystaniem z odkryć nauki oparta jest na dostępie do tanich zasobów, których nie trzeba (było) odnawiać. W dodatku w samej gospodarce uparcie utrzymywany jest model plemienno-feudalny - każdy walczy z każdym, a demokracja jest utrzymywana przez głównych beneficjentów jak najdalej od ich sfer wpływów, powodując, że idąc do pracy każdy z nas staje się równy średniowiecznemu chłopu.
    Mówiąc językiem artykułu, tak naprawdę mamy model inkluzywno-ekstrakcyjny, jako tako działający póki beneficjenci pierwszego członu mają co rabować na zewnątrz.

    Jeśli więc chcemy dalej być modelem dla świata, to musimy to, czego nam tak zazdroszczą - wolności, godności i sprawiedliwości społecznej (wiem, mało tego mamy, ale jakby więcej niż gdzie indziej) nie tylko pilnować jak oka w głowie przed wpływem współczesnych feudałów, ale wręcz rozszerzać je właśnie na strefy, które do tej pory feudałom udaje się utrzymywać wyłącznie dla siebie.
    Więc nie konsumpcja, ale organizacja społeczna - to co tak podzieliło nie miasto, ale ludzi między Meksykiem i USA.
    O ile sami damy radę, oczywiście, a nie skończymy w pełnym modelu ekstrakcyjnym.
  • 2012-10-12 19:30 | joanna kopytowska

    Re:Azjatycka droga do dobrobytu

    Ryszard Kapuściński niedługo przed śmiercią powiedział że nie ogarnia świata ,on który przemierzył go wzdłuż i w szerz wielokrotnie, zwracał jednak uwage na upowszechnienie się tendencji demokratycznych na świecie i potęgę mediów . Ja po cichutku jednak myślę że w pewnym momencie powstanie globalny zamęt z powodu wyczerpania się zasobów materialnych w zdewastowanej przyrodzie , tych najprostszych ,wody , węgla ,metali czy drewna a także wolnej pod zabudowę przestrzeni. Na powszechne uduchowienie się ludzi i realizację przykazań chrześcijańskiej miłości bliźniego i skromnego życia czy buddyjski ascetyzm mnichów nie ma co liczyć, wykończymy sami siebie w pogoni za powszechnym bogadztwem i już.
  • 2012-10-13 00:01 | john_rambo

    Re:Azjatycka droga do dobrobytu

    orta widzę
  • 2012-10-13 10:16 | MC

    Globalne odejście od dobrobytu

    Opisywane dysfunkcje to raczej starość niż choroba Zachodu. Tego się nie leczy, można tylko łagodzić. Co się zresztą dzieje: TV, porno, drugi, przymus wesołości... Kończy się nie tylko społeczeństwo dobrobytu i nie tylko ekonomia nowożytna. Daleka Azja wyzwala się z naszych kategorii pojęciowych i pewnie coś własnego sformułuje, ale nie teraz. Może nie będą czekać na oficjalne świadectwa zgonu Europy i Ameryki, ale nie leży w ich interesie leczenie dawnych i potencjalnych wrogów, a dzisiejszych konkurentów.
    Alternatyw dla zachodniej myśli politycznej można sobie wyobrazić wiele, ale jeszcze nie pora na nie.
  • 2012-10-18 23:37 | kibic

    Re:Azjatycka droga do dobrobytu

    Znakomity temat i bardzo potrzebny w Polsce ciągle jeszcze walczącej z lokalnymi miazmatami naszego wieku XIX i XX.

    Mnie w tych próbach syntezy wielkiego obrazu brak dwóch istotnych czynników. Z jednej strony brak mowy o roli wielkich korporacji, a z drugiej brak zauważenia roli cykliczności.

    Już "ojcowie" USA byli bardzo podejrzliwi w stosunku do korporacji jako tworów z jednej strony mających pewne prawa osób, a z drugiej mających potencjał gromadzenia siły ekonomicznej, a co za tym idzie politycznej. Ówczesne przykłady to były brytyjskie East India Company czy Hudson Bay Company. Zwyciężyło co innego.

    Uprzemysłowienie, infrastruktura i innowacyjna ekonomia wymagają koncentracji kapitału i środków, i korporacje są tu równie niezbędne jak dobrze działające i uregulowane rynki. Niestety tak sie składa że ich natura wymaga wzrostu, a ten jest limitowany technologicznymi i demograficznymi warunkami rynku. Czyli korporacje z natury konkurują o udział w rynku i największe stopniowo go dominują. Wówczas zamiast służyć rozwojowi przechodzą w fazę ekstrakcji i eliminacji konkurencji. Młode waleczne anioły zamieniają się w stetryczałych Harpagonów, którzy mają kupę szmalu i powiązań żeby ich PR dalej udawał anioły.

    I tu przychodzi cykliczność. Historycznie jesteśmy w pozycji podobnej do tej sprzed stulecia. To wtedy nastąpił początek kolejnego cyklu dekoncentracji i demonopolizacji który doprowadził do tak powszechnego wzrostu i dobrobytu szerokich warstw społeczeństw Zachodu. Niestety odbyło się to sporym kosztem i zajęło 30 lat. Narodziny koncepcji "społecznej gospodarki rynkowej" nie były łatwe. Oczywiście najbardziej dostrzegalna jest powtarzalność normalnego cyklu rynkowego, ale cykliczność falowania jest częścią natury.

    Wracając do wielkich korporacji i wielkiego kapitału (który oczywiście też jest od dawna "inkorporowany"), to znowu osiągnął on rozmiary koncentracji zagrażającej politycznie. Zachodni kapitał jest bowiem od trzydziestu lat zajęty konkurencją o dominację w Azji. Zachód patrząc na rozwój Azji postanowił sprzyjać "swoim poczciwym" molochom bojąc się konkurencji "cudzych" i wrednych, kontrolowanych np. przez rząd Chin. I tu nie chodzi o jakieś diaboliczne i spiskowe działanie tajemniczego kapitału, tylko o polityczną alienację kapitału, który ma obowiązek szukania najlepszych zysków dla rozproszonych udziałowców. Jednak na tym poziomie koncentracji i "starości" oczywiście łatwiej i bezpieczniej jest firmom polegać na modelach ekstrakcyjnych i ograniczać ryzyko konkurencyjne i innowacyjne. Izolacja i protekcjonizm to były pierwsze złe reakcje w zeszłym wieku. Teraz niby jesteśmy mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Mamy nową gigantyczną pamięć cyfrową dostępną prawie wszystkim.

    Gra rynkowa, jak każda gra cykliczna, jest wtedy pozytywna kiedy ma dobre regulacje i otwartość. Tymczasem stare i wielkie korporacje - zwlaszcza amerykańskie i ponadnarodowe - uzyskały tak wielkie wpływy rynkowe i polityczne że dyktują deregulację i model ekstraktywny zamiast konkurencyjnego, oczywiście politycznie głosząc "wolną konkurencję" i "indywidualną przedsiębiorczość". W Stanach niedawno wymogły na Sądzie Najwyższym prawo do nielimitowanych dotacji politycznych jako prawo do konstytucyjnej wolności wypowiedzi!. Czyli wielkie firmy jako superludzkie golemy z jednej strony zobowiązane do pomnażania kapitału, a z drugiej naturalnie, choć bezwzględnie, dążące do "bezpiecznego" modelu ekstrakcyjnego. Na całym świecie panuje konkurencja między jednostkami politycznymi, konkurencja o względy i przyciągnięcie wielkich firm i wielkiego kapitału kosztem lokalnych podatników i społeczności. Sławny wyścig w dół. Obecny kryzys Południa UE to skutek typowego rynkowego zagrania "pump and dump". Korporacje są silniejsze od wielu rządów.

    Jak wiemy, historycznie większa dekoncentracja i roszady posiadania odbywały się przy okazji wojen czy rewolucji. Dekoncentracja kapitału i dobrobytu w XX wieku odbyła się traumatycznie i trochę przypadkowo. Druga połowa była już bardziej świadoma. Ale po "stagflacji" lat 70tych cykl się odwrócił. Obecnie nierówność posiadania i dochodów w USA jest większa niż w 1929!.

    Moim zdaniem obecne wyzwanie polega na tym czy polityczny Zachód potrafi przejść do dekoncentracji wielkich firm i ich wpływów politycznych w sposób kontrolowany. Czy obecny kryzys jest wystarczającym wyzwaniem czy trzeba będzie większych. Miejmy nadzieję że Kapitalizm 4.0 urodzi się spokojniej i równocześnie na Zachodzie i Wschodzie, który narazie przerabia mieszankę wersji 1.0, 2.0 i Mussoliniego.

    Mój "skromny" pomysł polegałby na mechaniźmie fiskalnym promującym młode i rosnące firmy, z czasem podnosząc podatki stosownie do iloczynu wieku i wielkości firmy. Jeżeli korporacje są "osobami" prawnymi to też powinne podlegać obowiązkom i cyklowi życia i śmierci. Na początku powinne być pod ochroną, a na starość rozdać dobry spadek młodym i potrzebującym. Zdaję sobie sprawę jak trudno byłoby to wprowadzić uwzględniając różnice w przemysłach, dziedzinach aktywności gospodarczej i globalnych rynkach, albo w definicji "wielkości". Ale wydaje mi się że dobrze podziałałoby to od Wall St. przez samochody do software i Hollywood. Pomysł UE żeby ujednolicić podatki od korporacji jest malutkim kroczkiem, a wprowadzenie go niebotycznie trudne.

    Bóle prodowe nowego wieku dopiero się zaczęły.