Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

(8)
Dwa lata temu wprowadzono w Polsce restrykcyjne zakazy dotyczące palenia w miejscach publicznych. Oto jak znani palacze nauczyli się z tym żyć.
  • 2012-11-14 20:19 | wojtek-gdansk

    a jednak śmierdzi

    Kiedy po wielu latach palenia sporej ilości na dobę i po wielu nieudanych próbach rzucenia palenia ostatnia była udana postanowiłem nie tępić palaczy.
    Udało mi się to jedynie połowicznie. Nie ma sposobu aby nie cuchnęło. Czuje palacza na milę. Są miejsca, w których nie udaje się oddalić od palacza "z aurą" poza linie strzału.
    To jest jedyny powód, z którego nie lubię palaczy.
  • 2012-11-15 07:46 | stasiu

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Każdy palacz ma swój sposób, sporo chodzi do WC palić po kryjomu albo wybiegają na dwór i pod lokalem palą co i tak jest słabe bo wszystko leci do środka, jestem przeciwnikiem palenie więc spodobały mi sie te zakazy palenia w miejscach publicznych
  • 2012-11-16 21:27 | Irena

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Zgadzam się - nie ma sposobu, żeby nie cuchnęło. Nie paliłam w pracy przez 8 lat aby współpracownicy nie przesiąkli dymem tytoniowym - w drugim roku tej wstrzemięźliwości wprowadzono w zakładzie całkowity zakaz palenia.Inni palacze również musieli liczyć się z niepalącymi, siłą rzeczy palą znacznie mniej bo muszą palić na zewnątrz. Kolejny zakaz palenia, tym razem w miejscach publicznych spowodował, że przestałam palić w oczekiwaniu na autobus. Obecnie dość rzadko (przynajmniej w moim mieście) można spotkać osobę palącą na przystanku.
    Zakazy palenia o których wspomniałam pomogły mi rzucić palenie. Uważam, że są potrzebne chociażby po to aby chronić niepalących przynajmniej w przestrzeni publicznej.
    Palenie w moim środowisku stało się niemodne, wielu rzuciło palenie i to nie tylko młodzi (jak podano w artykule) ale i osoby po czterdziestce - myślę, że przyczyniły się do tego zakazy palenia.
  • 2012-11-18 12:19 | jacek1208

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Śmierduchy moje kochane! Oto mój, bardzo prosty, sposób na wielogodzinną podróż, np. samolotem. Raz na jakiś czas kupuję paczkę plastrów wspomagających rzucanie palenia i, w razie potrzeby, aplikuję sobie takowy na godzinę przed lotem. Działa skutecznie nawet kilkanaście godzin.
  • 2012-11-18 21:06 | JGW

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Szanuję wolność osobistą palaczy i nie przeszkadza mi, że w taki sposób przyspieszają własną śmierć, ale dlaczego nie dociera do nich, że paląc w miejscach publicznych trują także innych? Tak łatwo zapomnieć, że to nie tylko o smród chodzi? Skoro ograniczamy prędkość na drogach, bo stanowi zagrożenie dla życia innych podróżujących, to dlaczego nie zakazać palenia, którego skutek jest taki sam, tylko bardziej rozciągnięty w czasie? Ciekawe, że prof. Mikołejko, który tak energicznie odwoływał się do zasad współżycia społecznego, tym razem zaciekle broni własnych interesów. Powiedziałabym nawet, że rozpycha się jak wózkowa.
  • 2012-11-24 03:13 | camel

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Wiesz, może chodzi o to, że w ferworze słusznej walki z nałogiem, posunięto się do wielu przekłamań, żeby nie powiedzieć kłamstw i manipulacji. Aby odstręczyć ludzi od palenia, zaserwowano im cały zestaw straszaków: od "szkodliwości palenia" do "nawet jeden papieros wypalony w sąsiednim pomieszczeniu może być śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi". Paleniu przypisano już taką galerię skutków, że istnienie palacza, który wypalił w życiu więcej niż sto papierosów zakrawa na cud. Rak płuc powinien ich wszystkich wybić dużo wcześniej. Palenie tytoniu jako przyczynę dopisywano do tak wielu chorób, że obecnie nie sposób się połapać, ale gdzieś tam u dołu listy przyczyn większości z nich znajduje się dymek z papieroska. To wzbudza zrozumiałą rezerwę w stosunku do kolejnych, antytytoniowych doniesień. Bo czy jeśli ktoś ma rację i postępuje w słusznej sprawie to musi uciekać się do kłamstw i przeinaczeń? Wątpię.

    No i efekt osiągnięto - ludzie dali się zwariować i na sam widok palacza potrafią reagować, jak na widok kogoś mierzącego do nich z kałasznikowa! Widać, że to wszystko polega na wierze i przekonaniach, bowiem jakoś nikt nie kaszle demonstracyjnie w obecności ukochanych przez Polaków samochodów napędzanych olejem napędowym, których spaliny są silnie rakotwórcze. Żadna mama nie chroni dziecka w wózku obok ruchliwej ulicy, nikt nie kręci noskiem. A powinien!

    A prędkość na drogach ogranicza się na wszelki wypadek "bo może się coś stać" a nie dlatego, że "stanowi zagrożenie dla innych podróżujących". Znaczy... może i stanowi, ale nikt nie wymyślił jeszcze jak podróżować nie posługując się przy tym prędkością. Podróż to ryzyko, kto się boi nie powinien wstawać z łóżka.
  • 2015-07-13 11:03 | Rafał

    czy kiedyś będę miał prawo nie palić?

    Tekst napisany z taką tendencją, że aż poczułem się winny, że notorycznie upieram się żeby nie palić. Niestety bezskutecznie. Do wielu budynków nie da się wejść bez przejścia przez zasłonę dymną, tak jest np. z BUW-em. Książek mogę nie pożyczać, ale trudno nie chodzić do pracy. Po dramatycznych bojach administracja przeniosła popielniczki spod drzwi(!) na dół schodów. Niewiele lepiej, ale może za parę lat da się je odsunąć o jeszcze parę metrów. Ale i tak głównym problemem jest palenie pod oknami. Dlaczego akurat pod oknami? Bo tak wygodniej. W związku z tym w lecie trudno pracować przy otwartym oknie. W zimie łatwiej, bo wtedy siła nałogu jest wielokrotnie mniejsza. W knajpie nie da się zjeść ani wypić bez smrodu ze stolika obok. Alternatywą jest przejście do środka, ale tam z kolei jest przykry hałas z głośników. No i smród na ulicach, na każdym dystansie powyżej 100 metrów nie do uniknięcia. Co mam zrobić żeby nie musieć palić? Wiem, nie wychodzić z domu. Chociaż i tu czasem smród unosi się z niższych pięter, na szczęście rzadko.
  • 2015-07-13 17:58 | poznańczyk

    Re:Jak palacze radzą sobie z zakazem palenia

    Palę. Uczciwie trzeba od tej deklaracji zacząć.
    Pomimo tego popieram zakaz palenia w miejscach publicznych. Rozumiem niechęć niepalących do smrodu tytoniowego (nie oszukujmy się - to nie pachnie) czy wdychania trujących oparów (znów się nie oszukujmy - zdrowe toto nie jest).
    Rozumiem, dlaczego nie powinienem palić na przystanku, w autobusie, samolocie. Szczerze nie znoszę palić w mieszkaniu albo samochodzie, wolę wyjść na powietrze.

    Ale nie rozumiem poruszanej w artykule przez wielu rozmówców chęci doszczętnego utrucia palaczom życia.
    Nie rozumiem, dlaczego wszystkie lokale, kluby, puby muszą aktualnie być dla niepalących. Dlaczego właściciel nie może zadecydować, że jego knajpa będzie dla palaczy, obwiesić całe wejście tabliczkami ostrzegającymi, że w środku jest sino od dymu i jeśli klient się zdecyduje wejść, to liczy się z biernym paleniem.
    Nie rozumiem, dlaczego na końcu składu pociągu nie mogą znajdować się 1-2 przedziały dla palących, by nie popalali w kiblach czy na korytarzach i by dym z nich ciągnął się za składem, a nie przez pół pociągu.

    Tu chodzi po prostu o traktowanie jak podludzi, a nie o utrudnianie innym życia.