Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

(9)
Państwo nie może odbierać obywatelom praw nabytych, to niezgodne z konstytucją. Sztywne trzymanie się tej mądrej zasady oznaczałoby jednak, że praktycznie żadne zmiany w systemach emerytalnych nie byłyby możliwe.
  • 2012-11-20 12:51 | MMK

    Co politycy powinni powiedzieć emerytom (aktualnym i przyszłym).

    "Co jednak miał zrobić? Powiedzieć 9,5-milionowej armii emerytów i rencistów, że obecne zasady waloryzacji świadczeń (...) są zbyt hojne? Że świadczenia dla seniorów nie mogą rosnąć szybciej od zarobków pracujących, zwłaszcza gdy wiele grup zarabia coraz mniej."

    Jak by politcy byli uczciwi to by mówili prawdę.
    Aktualnego systemu emerytalnego nie da się u trzymać i on zbankrutuje jak Grecja.
    Im barzdziej się będzie dociskać śrubę pracującym tym bardziej Ci bedą emigrować.
    Im bardziej się będzie płacić za niepracacowanie, tym mniej naiwniaków będzie pracować na podatki.
    Im bardziej się będzie opodatkowywac pracę, tym mniej będzie pracować legalnie płacać podatki.
    Im bardziej będie się marnotrawić pieniądze na rzesze urzędników tym mniej ich będzie na emerytury czy w kieszeniach pracujących.

    Proste ale przykre prawdy i żadne populistyczne zaklęcia nie zmienią tych prawd, choć na razie działają za lud przy urnach.
  • 2012-11-20 14:19 | zx

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Waloryzacja to nie podwyżka świadczeń to urealnienie świadczeń o stopę inflacji.I tak w sytuacji niskiej inflacji i wzrostu gospodarczego świadczenia będą rosły, a emerytury będą waloryzowane symbolicznie.Dodawane do waloryzacji 20% realnego wzrostu płac jest symboliczne i wynosiło w 2012 roku ok.0,24% tj. 2,4o pln przy emeryturze 1000 pln.Obecna w 2012 roku "waloryzacja kwotowa" jest zaprzeczeniem sensu istnienia systemu emerytalnego.Jednym realnie obniżono świadczenia, innym kosztem tych pierwszych podwyższono.Jednakowo po 56 zł 61 gr i dla tego co pracował 5 lat i 50 lat.Trybunał Konstytucyjny orzekał już o konieczności waloryzacji procentowej.Obecne opóźnienie w wydaniu orzeczenia ma wymiar polityczny/ niestety dla autorytetu Trybunał.Merytorycznie sprawa jest prosta nawet w momencie procedowania ustawy o "kwotowej" Rządowe Centrum Legislacyjne jasno ostrzegał że ustawa jest sprzecza z Konstytucją.Czyżby Trybunał ..."dyspozycyjny" nie Konstytucyjny?
  • 2012-11-20 16:24 | andrzej

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Aby było precyzyjnie to indeksacja emerytur jest znaczna tylko przy wysokiej inflacji.Przy małej inflacji jest symboliczna a bywało że waloryzacji nie przeprowadzano w ugóle
  • 2012-11-20 16:34 | Minio

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Przede wszystkim należy zaznaczyć, iż 20% realnego wzrostu płac oznacza, iz emerytury rosną wolniej niż wynagrodzenia. Wynagrodzenia według danych rosną o inflację i ponad, to ponad, to ten realny wzrost płac. Emerytury rosną o inflację plus 20% tego ponad. Jak tego ponad, nie ma, rosną tylko inflację. Dane makro wskazują, iż rząd w projekcie budżetu uwzględnił w ukryty sposób konieczność wyrównania źle zwaloryzowanych emerytur, przyjmując wskaźnik waloryzacji na poziomie 4,4% przy spadającej inflacji (z uwagi na spadek popytu). Składki na kontach emerytalnych sa jeszcze inaczej waloryzowane, w sposób zależny od PKB i jego wzrostu.
    Trybunał wcześniej orzekał, iż emerytury ma zachować zdolność nabywczą z chwili przyznania, pozostawiając jednocześnie ustalenie koszyka i wysokości wzrostu rządowi, najbliższa temu jest waloryzacja minimum o inflację, która jest faktycznie liczona odnośnie tylko części dóbr nabywanych przez ludzi (gdyby wskaźnik wzrostu mieszkań, lub spadku był znaczący w koszyku, to mielibyśmy deflację, a parę lat do tyłu wysoka inflację).
    Przy uchwalania zaskarżonej ustawy proponowano także wzrost o inflację wyższych emerytur, a niższych w ramach kwoty 20% wzrostu, prawdopodobnie TK uznałby to za zgodne z Konstytucją, czynniki PR spowodowały uchwalenie waloryzacji połowy emerytur poniżej inflacji, głośno jeszcze wykrzyczane, że zabierają mundurowym, których faktycznie jest 250 tys. w skali 9 mln emerytów ogółem. O to jak populizm prowadzi do tego, że obniżają nan świadczenie, a my jeszcze krzyczymy - bardzo dobrze, niech zabiorą, bo myślimy, że nas to nie dotyczy.
    Nieubłagana matematyka wskazuje, iż składki emerytalne znacznie przekraczają wydatki na emerytury, reszta wcześniej szła do OFE, teraz została i jest przeznaczana na wypłatę innych świadczeń.
    Jedynym wyjściem jest rozdzielenie systemu emerytalnego i pozostałych. System emerytalny uzależniony jest od składek i powinien być tylko na to przeznaczony. Ile uzbierasz, tyle dostaniesz. Ten system uzależnia wypłatę od terminu, który kiedyś nadejdzie. Pozostałe świadczenia powinny zostać urealnione w zakresie składek na zasadzie ubezpieczeń prywatnych i możliwości dobrowolnego ustalania składki od pewnego poziomu (minimalne wynagrodzenie jest tu właściwe, nawet dla przedsiębiorców) z konsekwencja wypłaty świadczenia losowego, bo tu jest podstawą zdarzenie losowe, jak w prywatnych ubezpieczeniach na życie i majątkowych, w zależności od wysokości sumy ubezpieczenia. Uczciwie jednak policzywszy ile to kosztuje, to wychodzi, że za płacone sumy można by się nieźle ubezpieczyć prywatnie (a prywatne ubezpieczenie powinno zwalniać z publicznego przy założeniu, że publiczne składkami pokrywa wypłaty).
  • 2012-11-20 17:46 | Jaromir

    JUŻ wiemy jak zagłosujemy w najbliższych wyborach!

    BARDZO dobry artykuł, obnażający „fachowość” i „bezinteresowność” „naszych kochanych” ministrów i premiera i nie tylko ich.
    1.Ministrowie z Premierem na czele powinni patrzeć nie do najbliższych wyborów, a na co NAJMNIEJ 10 lat do przodu. Niby odpowiadają za stan państwa, ale tak naprawdę mają je, a szczególnie OBYWATELI stanowiących to państwo głęboko… a całe swoje zło zwalają na poprzedników.
    2.Im później wprowadzają KONIECZNE zmiany, tym GORZEJ DLA WSZYSTKICH, ale NIE DLA NICH!
    3.Trybunał Konstytucyjny, który powinien być WZOREM dla wszystkich sądów i BEZWZGLĘDNYM KATEM dla wszystkich PRÓBUJĄCYCH łamać Konstytucję, sam nie wie co robić. Raz przyklaśnie rządzącym, oczywiście po cichu, myśląc że maluczkie głuptaki i tak nic nie rozumieją, a innym razem z WIELKIM OBURZENIEM ogłasza, że nie wolno łamać Konstystucji i rację przyznaje skarżącym się na ZŁODZIEJSKIE państwo. I gdzie tu miejsce na POSZANOWANIE PRAWA wśród obywateli? Przykład idzie z góry! Prezydent podpisuje ustawę i od razu zaskarża ją do Trybunału – wniosek prosty - NIE WIE CO ROBI!
    4.Część emerytów JUŻ WIE JAK ZAGŁOSUJE w najbliższych wyborach samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich – na pewno NIE NA PO i PSL! PiS także sobie nagrabił NIE PRZECIWSTAWIAJĄC się złodziejskiej „waloryzacji kwotowej”, a zboczone palikmioty to TCHÓRZE! Byli na sali i nie głosowali. Jedna jedyna p. poseł A. Bańkowska próbowała uprzytomnić tej piekielnej czwórcy (Premier, Sejm, Senat i Prezydent) co robią, ale sama też w końcu zagłosowała „za” „waloryzacją kwotową”. Z 560 „naszych” parlamentarzystów „przeciw” tej waloryzacji było AŻ DWÓCH senatorów – Kazimierz Jaworski z Rzeszowa i Jarosław Obremski z Wrocławia. Ich zapamiętamy, bo WARTO mieć takich przedstawicieli.
    Reszcie „ODWDZIECZYMY” SIĘ PRZY URNACH, aż gacie im pospadają ze zdziwienia! Myślą (to oczywiście do wszelkiej maści urzędasów i ich pryncypałów), że emeryci nie potrafią obsługiwać komputerów? Widocznie zapomnieli już o protestach „anonymus” przeciw ACTA.
  • 2012-11-20 19:21 | vatykanista

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    To wszystko prawda. Ale: w Polsce nie ma obowiązku bycia politykiem. Niestety większość z tzw klasy politycznej tego nie rozumie i uważa, że to oni nam robią przysługę, tym, że są.
  • 2012-11-21 13:05 | EMERYT

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Śledzę ten temat długo: od bezczelnej wypowiedzi p. Rostkowskiego w rannym programie J. Paradowskiej w radio TOK FM, w listopadzie 2011r, cyt. "... no to zaskarży! (domyślnie: Prezydent do T.K. - przypis autora). Dokładnie przestudiowałem przepis ustawy na temat waloryzacji. Mam ten tekst przed sobą. Pamiętam w w szczegółach cała "historię" ubiegłorocznej waloryzacji: cały ten cyrk z Komisją Trójstronną, (- Pawlak nie chciał być "listonoszem" Rostkowskiego ... (sic!). - Nasi "przedstawiciele" w Komisji Trójstronnej i przedstawiciel Rządu, nie mogli się spotkać przez pół roku, do grudnia 2011r, tj. do uchwalenia budżetu, (sic!) - Obłudny ( i politycznie motywowany) ruch Prezydenta z "zaskarżeniem" do T.K.(sic!) - Do tego jeszcze cwaniacki (ewidentnie, PR-owski) ruch Rzecznika Praw Obywatelskich ( - po co, jeżeli uprzednio zaskarżył to już Prezydent?) - Aktualnie ważne jest pytanie dlaczego TK odwleka rozstrzygnięcie tej sprawy.- Nie mogą się spotkać w tej sprawie od prawie roku! Obiecywali rozstrzygnięcie "...do końca października br tj. 2012r (rzecznik TK).- Najważniejsze, dlaczego "skarżący", tj. ani Prezydent, ani RzPO, nic z tym nie robią! Już nie interesują się sprawą? - Przestało ich to obchodzić czy nie daje politycznych profitów? - A W OGÓLE, CZYM SIĘ TEN "T.K." TAK NAPRAWDĘ ZAJMUJE, że ma tyle zajęcia? - Przecież to jest prosta sprawa. - Dla specjalistów, wystarczyłoby jedno spotkanie aby tak prostą sprawę rozstrzygnąć! - Godzinka,(tak Panowie!) i po sprawie.- Nie mogą się spotkać? Co oni tak naprawdę robią? Ile razy w tygodniu się spotykają? Jaką kasę za to biorą? Może by ich zreformować?
    - Parę razy zbierałem się aby napisać na ten temat do p. J. Solskiej, J. Paradowskiej albo J. Żakowskiego prosząc o jakąś pomoc lub interwencję; Sił nie starczało: "Matka Madzi", "Trotyl na TU-154", "red. Gmyz", teraz ABW i ad hoc wymyślony zamach na budynek Sejmu, oraz inne bzdety. Nareszcie doczekałem się jakiegoś zainteresowanie w sprawie waloryzacji, chociaż,w mojej opinii, p. red. Solska i tak znacznie uprościła sprawę a w niektórych szczegółach się myli (co zauważył już jeden z moich poprzedników w tej dyskusji). Rozumiem jednak, że nie jest miejsce na szczegóły i szerszą dyskusję. - Dziękuję "POLITYCE" za zainteresowanie sprawą.
    Do poprzednika: Słusznie! Nie jesteśmy bezmyślną "masą", "...ciemnym ludem", który wszystko kupi. Potrafimy też czytać i posługiwać się komputerem. Wiemy już jak zagłosujemy. EMERYCI ŁĄCZCIE SIĘ!
  • 2012-11-22 18:42 | adiafora.pl

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Czy organizacje biznesu (kluby przedsiębiorców i organizacje indywidualnych pracodawców) w swoich poglądach i tezach ukrywają swoje głęboko skrywane „marzenie”, jakim jest sprowadzenie stosunków społecznych w Polsce do czasów Ziemi Obiecanej Reymonta?

    Czy za nieustającymi roszczeniami, żądaniami, – o zniesienie wszelkich utrudnień w prowadzeniu firm , (o zmianę warunków prawnych i instytucjonalnych na bardziej przyjazne rozwojowi firm), kryje się wyłącznie wąski interes grup szeroko rozumianego wielkiego biznesu?

    Business Centre Club, dzięki silnemu lobby, ma duże osiągnięcia w wywieraniu wpływu na regulacje legislacyjne kształtujące prowadzenia działalności gospodarczej (m.in. poprzez “otoczenie regulacyjno-administracyjne”).

    Organizacje biznesowe, (m.in. BBC, czy pracodawców, np. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan) coraz częściej dostają to o co zabiegają(akty prawne). Normą staje się, że każda „zachcianka”( rozwiązanie korzystne dla biznesu) jest wprowadzana w życie (m.in. złagodzenie sankcji dla wykonawców, którzy startują w przetargach, wprowadzenie ulg podatkowych na poczet złych długów itp.)

    „Biznes” forsuje swoje ustawy w zakresie „uelastyczniania prawa pracy” (Czyt. pozbawianie praw pracowniczych), m.in. zablokowanie podwyżki wynagrodzeń za godziny nadliczbowe, fakultatywne wykorzystanie wydłużonego urlopu macierzyńskiego, ograniczenie zakresu przedmiotowego w ustawie o pozwach zbiorowych).

    W promowaniu tych rozwiązań na czoło wysuwa się Organizacja Pracodawcy RP, jej starania docenił i darzy wielką aprobatą premiera Donald Tusk, czego wyrazem było cytowanie w tzw. expose jej postulatów (zmodyfikowanie kodeksowej definicji doby pracowniczej, wprowadzenie możliwości stosowania dwunastomiesięcznych okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy). Dzięki temu skorzystają na tym m.in. sieci handlowe, będą mogły przez dwanaście miesięcy nie płacić za nadgodziny, w tym czasie zmuszając pracowników do „katorżniczej” pracy często po 12 godzin (np. w niedziele), nie martwiąc się zbytnio tym, że pracownicy „orają od świtu do nocy” bo i tak zapłacą im za 8 godzin ( w skali dnia), pewnie dodatkowo, dziwnie często, znów będą zdarzały się błędy w rozliczeniach godzin pracy (oczywiście na niekorzyść pracowników).

    W kwestii strategicznych spółek Skarbu Państwa (“sreber narodowych”), nigdy organizacje biznesu i pracodawców nie widza powodów aby je nie oddać w „łapy” prywatne (pod całkowitą kontrole). Bo przecież dzięki temu, (niejednokrotnie) dojone by były na dużą skale (za pomocą dywidend itp., a często na końcu „zarżnięte”, bo by przykładowo zawadzały „konkurencji”). Pewnie, nierzadko, stopniowo uznane za zbędne aktywa (np. nieruchomości) wyprzedawany by były za astronomiczne ceny w stosunku do ceny jaką by zapłacił „biznes” za cały podmiot publiczny państwu polskiemu (Skarb Państwa i obywatele polscy dostali by „ochlap” a później z zazdrością rząd spoglądał by na „horrendalne profity” jakie przynoszą sprzedane spółki dla podmiotów prywatnych).

    Biznes wpiera nam, że umowy czasowe i umowy cywilnoprawne to nie “umowy śmieciowe”, zapominając nierzadko dodać, że takie umowy są wykorzystywane, w dużej mierze, w nieodpowiedni, patologiczny sposób. Tłumaczy, że dla niektórych firm to „jedyne wyjście”. A co to w ogóle znaczy, czyli co? Inne posuniecie nie wchodzą w grę, nie można zmniejszyć rentowność firmy poprzez mniejsze ceny za towar (czy usługę) aby utrzymać się w “siodle”?, nie można zmienić rynku, czy się nieznacznie przekwalifikować?, tylko od razu (bo najprościej, bo najmniej obciąża kieszeń przedsiębiorcy) zwalniać pracowników albo „kombinując” przy prawach pracowniczych.

    Organizacje “świata biznesu” kreują stwierdzenie, że w obecnym czasie „umowy śmieciowe” to „umowy ratunkowe”. Tak ratunkowe ale przede wszystkim dla portfela właściciela. Pracownik zmuszany do pracy na „śmieciówkach” traci całe „dobrodziejstwo umów pracowniczych”. Wpierane jest ludziom, że lepsze to niż nic, ale nie mówi się całej prawdy, że kiedy pracownik decyduje się na prace na „umowie śmieciowej” nierzadko zostaje pozbawiony dosłownie wszystkiego z czym się wiąże praca w cywilizowanym świecie (opieka zdrowotna, prawo do świadczeń, do emerytury itp.). Często wyzyskiwani i wykorzystywani pracownicy po latach pracy na „umowach śmieciowych” kończą na ulicy bez środków do życia (nie mając praw praktycznie do „niczego”).

    Taki tok rozumowania narzucany przez organizacje biznesu, wpływowe i promujące rzeczywistość gospodarczą coraz bardziej na swoją „modłe”, doprowadził do sytuacji, że na podstawie “terminówek” pracuje już co czwarty Polak, co dało niechlubne pierwsze miejsce Polsce w „rankingu” UE na odsetek umów na czas określony.

    Tzw. elastyczne formy zatrudnienia, nie podrażanie kosztów pracy, to pojęcia (mające taki poklask u premiera RP) za którymi kryje się dobro przedsiębiorców ale nie dobro społeczne i bardzo wątpliwie jest to dla dobra państwa (silnej i “zdrowej” gospodarki nie buduje się na „taniej sile roboczej”, tylko na innowacyjności, umiejętności dostosowywania się do zmieniających się realiów gospodarczych, zdolności do dostosowywania się do “przeobrażającego” się rynku wewnętrznego i zewnętrznego przez m.in. firmy).

    Wprowadzane jest coraz więcej rozwiązań legislacyjnych, które idą w kierunku zmian warunków prawnych i instytucjonalnych na bardziej przyjazne rozwojowi firm, temu trendowi wtórują takie zjawiska jak, zaleganie z wypłatą na czas wynagrodzeń (w okresie styczeń-lipiec tego roku, wzrosła o 21 proc. liczba przypadków niewypłacania pensji pracownikom na czas w porównaniu do analogicznego okresu 2011 r.), praca za mniejsze pieniądze (wynagrodzenie przeciętne brutto wzrosło 2,4 proc., co w zasadzie oznacza spadek ponieważ nie pokrywa to poziomu inflacji).

    Środowisko biznesu wszystko będzie zwalać na kark recesji, zapominając jaki znaczący udział mieli przedsiębiorcy w doprowadzeniu do kryzysu (krótkowzroczność, nieodpowiedzialność, „zarzynanie taniej „siły roboczej”, nie-elastyczność w prowadzeniu działalności gospodarczej, „łamanie praw rynku”, kartele, zmowy, sztywne ceny, „niszczenie konkurencji”, czarny PR, „życie na kredyt”, „toksyczne aktywa”, nieodpowiedzialne dopuszczanie „do utraty płynności” firmy, itp. itd.).

    Według prezesa BBC mamy ”orać” w pracy aż wiek odbierze “nam rozum” (do 75 lat), będziemy tak zniedołężniali, że będzie nam już wszystko jedno w jakiej wysokości dostaniemy świadczenia społeczne (i czy w ogóle dostaniemy emerytury). Poza-tym tylko niewielu szczęśliwcom uda się dożyć do tego wieku emerytalnego ( a jeżeli się już uda, to statystycznie długo raczej nie będą się cieszyć „upragnioną” emeryturą).

    „Fenomen” Pana prezesa, „zbija z nóg” (i „ręce opadają”), aż ciarki przechodzą człowieka na myśl, o losie jaki by nam zgotował, jak by dorwał się do steru władzy w Rzeczpospolitej. Ale w tym środowisku, wszystko na to wskazuje, „czynnik ludzki” ma bardzo znikome znaczenie, najważniejsze, że przecież dzięki temu rozwiązałby się problem nadmiernego obciążenia budżetu państwa świadczeniami emerytalnymi (bardzo niewielu wybrańców posmakowało by uroku posiadania emerytury na którą nierzadko harowało przez całe życie).

    Głos strony społecznej w znikomym stopniu przebija się do opinii publicznej (środków masowego przekazu), jest m.in. tłamszony (zagłuszany) przez słyszalny głos organizacji biznesowych. Nie istnieją w RP silne ogólnokrajowe organizacje społeczne („pro-obywatelskie”) mające realny wpływ nad rządowymi przygotowaniami rozwiązań systemowych, w postaci np. dużej fundacji czy wpływowego stowarzyszenia z odpowiednim „zapleczem” naukowym i prawnym.

    Musimy sobie odpowiedzieć czy chcemy kapitalizmu „krwiożerczego” („ drapieżnego”) pozbawionego „ludzkiej twarzy” ( na wzór brazylijski, gdzie bardzo wąska grupa ludzi żyje ponad stan, a reszta społeczeństwa pogrążona jest w ubóstwie) czy pro-społecznego. Dodatkowo władza wykonawcza w takich realiach ekonomiczno-prawnych ma tendencje do ograniczania praw obywatelskich, nabiera kurs na państwo policyjne, dzięki temu zdobywa znacznie większe “środki” dyscyplinujące „tanią siłę roboczą” (czyt: “plebs”) .

    Aktualnie rząd „kręci bat” na krnąbrnych obywateli, wydawało by się, że w praworządnym państwie, przepisy, tak skandalicznie uderzające w wartości konstytucyjne (wolności, prawa człowieka i obywatela), jak przechodząca na naszych oczach proces legislacyjny ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, nigdy nie wejdą w życie. Niestety społeczeństwo polskie prawdopodobnie się myliło, a “niczym nie zakłócane” prace nad wyżej wymieniona ustawą są namacalnym dowodem. Ten akt wpisuje się w trend tworzenia coraz większej armii uzbrojonych po zęby, różnych maści funkcjonariuszy, w środki obezwładniające (bez jasno i szczegółowo określonych zasad ich użycia). Proces tworzenia coraz większych „obostrzeń w stosunku do obywateli” rozpoczął się m.in. od straży granicznej, służby celnej, te jednostki zaczęły obrastać w różne „prawa” zarezerwowane dotychczas wyłącznie dla policji, teraz zapowiada się, że do ich grona dołączą strażnicy na drogach, nad wodą, w lasach, a nawet w parkach. Prawa obywatelskie są coraz bardziej rażąco łamane. Do rąk tej armii ludzi trafią nie tylko środki obezwładniające ale i broń śmiercionośna (bo przecież po zastosowanie paralizatorów miało miejsce ponad 300 zgonów w USA i 25 w Kanadzie, co spowodowało że oba państwa uznały to urządzenie za bron palną, stosując odpowiednie procedury). A niech wpadnie taki paralizator w łapy przykładowo „bohatera” filmiku z YouTube’a (nieokrzesanego policjanta o tendencjach sadystycznych), który czując się bezkarnie „wsławił się” brutalną przemocą w stosunku do małoletniego”, bo prawdopodobnie wiedział, że „prawo prawem” a on na końcu i tak nie poniesie odpowiedzialności, bo pewnie zawsze może liczyć na “troskę” prokuratora, który wniesie „apel”, aby sąd warunkowo umorzył jego sprawę, gdyż działał „w napięciu i silnym zdenerwowaniu”.
  • 2012-11-30 09:57 | JeĆw

    Re:Niekonsekwentny rząd w sprawie emerytur

    Aby ograniczyć bezpłodne polsko-polskie spory i dywagacje (np. pracujący kontra emeryci i renciści) należałoby opublikować statystyczne dane porównawcze o realnych wynagrodzeniach i emeryturach w krajach UE (średnie i mediany) ze stosownymi uzupełnieniami i wyjaśnieniami, takimi jak struktury zatrudnienia, procenty pobierających renty, emerytury, stopy bezrobocia itd., itp. Moim zdaniem, powinna się podjąć takiego opracowania Polityka. Umożliwiłoby to dokonanie rzetelnego porównania, czy my szczęśliwi obywatele Zielonej Wyspy jesteśmy do przodu, czy grubo do tyłu w stosunku np. do obywateli upadającej gospodarczo Grecji lub tonącej w kryzysie Hiszpanii oraz w stosunku do innych europejskich krajów, w tym postsocjalistycznych.