Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wojna polsko-polska w Dzień Niepodległości

(1)
Święto Niepodległości, kiedyś dość senne i mało kogo emocjonujące, od niedawna wyraźnie ożyło. Ale tylko dlatego, że zostało włączone do podręcznego zestawu wojny polsko-polskiej.
  • 2012-11-22 18:47 | adiafora.pl

    Organizacje biznesu kontra społeczeństwo

    Czy organizacje biznesu (kluby przedsiębiorców i organizacje indywidualnych pracodawców) w swoich poglądach i tezach ukrywają swoje głęboko skrywane „marzenie”, jakim jest sprowadzenie stosunków społecznych w Polsce do czasów Ziemi Obiecanej Reymonta?

    Czy za nieustającymi roszczeniami, żądaniami, – o zniesienie wszelkich utrudnień w prowadzeniu firm , (o zmianę warunków prawnych i instytucjonalnych na bardziej przyjazne rozwojowi firm), kryje się wyłącznie wąski interes grup szeroko rozumianego wielkiego biznesu?

    Business Centre Club, dzięki silnemu lobby, ma duże osiągnięcia w wywieraniu wpływu na regulacje legislacyjne kształtujące prowadzenia działalności gospodarczej (m.in. poprzez “otoczenie regulacyjno-administracyjne”).

    Organizacje biznesowe, (m.in. BBC, czy pracodawców, np. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan) coraz częściej dostają to o co zabiegają(akty prawne). Normą staje się, że każda „zachcianka”( rozwiązanie korzystne dla biznesu) jest wprowadzana w życie (m.in. złagodzenie sankcji dla wykonawców, którzy startują w przetargach, wprowadzenie ulg podatkowych na poczet złych długów itp.)

    „Biznes” forsuje swoje ustawy w zakresie „uelastyczniania prawa pracy” (Czyt. pozbawianie praw pracowniczych), m.in. zablokowanie podwyżki wynagrodzeń za godziny nadliczbowe, fakultatywne wykorzystanie wydłużonego urlopu macierzyńskiego, ograniczenie zakresu przedmiotowego w ustawie o pozwach zbiorowych).

    W promowaniu tych rozwiązań na czoło wysuwa się Organizacja Pracodawcy RP, jej starania docenił i darzy wielką aprobatą premiera Donald Tusk, czego wyrazem było cytowanie w tzw. expose jej postulatów (zmodyfikowanie kodeksowej definicji doby pracowniczej, wprowadzenie możliwości stosowania dwunastomiesięcznych okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy). Dzięki temu skorzystają na tym m.in. sieci handlowe, będą mogły przez dwanaście miesięcy nie płacić za nadgodziny, w tym czasie zmuszając pracowników do „katorżniczej” pracy często po 12 godzin (np. w niedziele), nie martwiąc się zbytnio tym, że pracownicy „orają od świtu do nocy” bo i tak zapłacą im za 8 godzin ( w skali dnia), pewnie dodatkowo, dziwnie często, znów będą zdarzały się błędy w rozliczeniach godzin pracy (oczywiście na niekorzyść pracowników).

    W kwestii strategicznych spółek Skarbu Państwa (“sreber narodowych”), nigdy organizacje biznesu i pracodawców nie widza powodów aby je nie oddać w „łapy” prywatne (pod całkowitą kontrole). Bo przecież dzięki temu, (niejednokrotnie) dojone by były na dużą skale (za pomocą dywidend itp., a często na końcu „zarżnięte”, bo by przykładowo zawadzały „konkurencji”). Pewnie, nierzadko, stopniowo uznane za zbędne aktywa (np. nieruchomości) wyprzedawany by były za astronomiczne ceny w stosunku do ceny jaką by zapłacił „biznes” za cały podmiot publiczny państwu polskiemu (Skarb Państwa i obywatele polscy dostali by „ochlap” a później z zazdrością rząd spoglądał by na „horrendalne profity” jakie przynoszą sprzedane spółki dla podmiotów prywatnych).

    Biznes wpiera nam, że umowy czasowe i umowy cywilnoprawne to nie “umowy śmieciowe”, zapominając nierzadko dodać, że takie umowy są wykorzystywane, w dużej mierze, w nieodpowiedni, patologiczny sposób. Tłumaczy, że dla niektórych firm to „jedyne wyjście”. A co to w ogóle znaczy, czyli co? Inne posuniecie nie wchodzą w grę, nie można zmniejszyć rentowność firmy poprzez mniejsze ceny za towar (czy usługę) aby utrzymać się w “siodle”?, nie można zmienić rynku, czy się nieznacznie przekwalifikować?, tylko od razu (bo najprościej, bo najmniej obciąża kieszeń przedsiębiorcy) zwalniać pracowników albo „kombinując” przy prawach pracowniczych.

    Organizacje “świata biznesu” kreują stwierdzenie, że w obecnym czasie „umowy śmieciowe” to „umowy ratunkowe”. Tak ratunkowe ale przede wszystkim dla portfela właściciela. Pracownik zmuszany do pracy na „śmieciówkach” traci całe „dobrodziejstwo umów pracowniczych”. Wpierane jest ludziom, że lepsze to niż nic, ale nie mówi się całej prawdy, że kiedy pracownik decyduje się na prace na „umowie śmieciowej” nierzadko zostaje pozbawiony dosłownie wszystkiego z czym się wiąże praca w cywilizowanym świecie (opieka zdrowotna, prawo do świadczeń, do emerytury itp.). Często wyzyskiwani i wykorzystywani pracownicy po latach pracy na „umowach śmieciowych” kończą na ulicy bez środków do życia (nie mając praw praktycznie do „niczego”).

    Taki tok rozumowania narzucany przez organizacje biznesu, wpływowe i promujące rzeczywistość gospodarczą coraz bardziej na swoją „modłe”, doprowadził do sytuacji, że na podstawie “terminówek” pracuje już co czwarty Polak, co dało niechlubne pierwsze miejsce Polsce w „rankingu” UE na odsetek umów na czas określony.

    Tzw. elastyczne formy zatrudnienia, nie podrażanie kosztów pracy, to pojęcia (mające taki poklask u premiera RP) za którymi kryje się dobro przedsiębiorców ale nie dobro społeczne i bardzo wątpliwie jest to dla dobra państwa (silnej i “zdrowej” gospodarki nie buduje się na „taniej sile roboczej”, tylko na innowacyjności, umiejętności dostosowywania się do zmieniających się realiów gospodarczych, zdolności do dostosowywania się do “przeobrażającego” się rynku wewnętrznego i zewnętrznego przez m.in. firmy).

    Wprowadzane jest coraz więcej rozwiązań legislacyjnych, które idą w kierunku zmian warunków prawnych i instytucjonalnych na bardziej przyjazne rozwojowi firm, temu trendowi wtórują takie zjawiska jak, zaleganie z wypłatą na czas wynagrodzeń (w okresie styczeń-lipiec tego roku, wzrosła o 21 proc. liczba przypadków niewypłacania pensji pracownikom na czas w porównaniu do analogicznego okresu 2011 r.), praca za mniejsze pieniądze (wynagrodzenie przeciętne brutto wzrosło 2,4 proc., co w zasadzie oznacza spadek ponieważ nie pokrywa to poziomu inflacji).

    Środowisko biznesu wszystko będzie zwalać na kark recesji, zapominając jaki znaczący udział mieli przedsiębiorcy w doprowadzeniu do kryzysu (krótkowzroczność, nieodpowiedzialność, „zarzynanie taniej „siły roboczej”, nie-elastyczność w prowadzeniu działalności gospodarczej, „łamanie praw rynku”, kartele, zmowy, sztywne ceny, „niszczenie konkurencji”, czarny PR, „życie na kredyt”, „toksyczne aktywa”, nieodpowiedzialne dopuszczanie „do utraty płynności” firmy, itp. itd.).

    Według prezesa BBC mamy ”orać” w pracy aż wiek odbierze “nam rozum” (do 75 lat), będziemy tak zniedołężniali, że będzie nam już wszystko jedno w jakiej wysokości dostaniemy świadczenia społeczne (i czy w ogóle dostaniemy emerytury). Poza-tym tylko niewielu szczęśliwcom uda się dożyć do tego wieku emerytalnego ( a jeżeli się już uda, to statystycznie długo raczej nie będą się cieszyć „upragnioną” emeryturą).

    „Fenomen” Pana prezesa, „zbija z nóg” (i „ręce opadają”), aż ciarki przechodzą człowieka na myśl, o losie jaki by nam zgotował, jak by dorwał się do steru władzy w Rzeczpospolitej. Ale w tym środowisku, wszystko na to wskazuje, „czynnik ludzki” ma bardzo znikome znaczenie, najważniejsze, że przecież dzięki temu rozwiązałby się problem nadmiernego obciążenia budżetu państwa świadczeniami emerytalnymi (bardzo niewielu wybrańców posmakowało by uroku posiadania emerytury na którą nierzadko harowało przez całe życie).

    Głos strony społecznej w znikomym stopniu przebija się do opinii publicznej (środków masowego przekazu), jest m.in. tłamszony (zagłuszany) przez słyszalny głos organizacji biznesowych. Nie istnieją w RP silne ogólnokrajowe organizacje społeczne („pro-obywatelskie”) mające realny wpływ nad rządowymi przygotowaniami rozwiązań systemowych, w postaci np. dużej fundacji czy wpływowego stowarzyszenia z odpowiednim „zapleczem” naukowym i prawnym.

    Musimy sobie odpowiedzieć czy chcemy kapitalizmu „krwiożerczego” („ drapieżnego”) pozbawionego „ludzkiej twarzy” ( na wzór brazylijski, gdzie bardzo wąska grupa ludzi żyje ponad stan, a reszta społeczeństwa pogrążona jest w ubóstwie) czy pro-społecznego. Dodatkowo władza wykonawcza w takich realiach ekonomiczno-prawnych ma tendencje do ograniczania praw obywatelskich, nabiera kurs na państwo policyjne, dzięki temu zdobywa znacznie większe “środki” dyscyplinujące „tanią siłę roboczą” (czyt: “plebs”) .

    Aktualnie rząd „kręci bat” na krnąbrnych obywateli, wydawało by się, że w praworządnym państwie, przepisy, tak skandalicznie uderzające w wartości konstytucyjne (wolności, prawa człowieka i obywatela), jak przechodząca na naszych oczach proces legislacyjny ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, nigdy nie wejdą w życie. Niestety społeczeństwo polskie prawdopodobnie się myliło, a “niczym nie zakłócane” prace nad wyżej wymieniona ustawą są namacalnym dowodem. Ten akt wpisuje się w trend tworzenia coraz większej armii uzbrojonych po zęby, różnych maści funkcjonariuszy, w środki obezwładniające (bez jasno i szczegółowo określonych zasad ich użycia). Proces tworzenia coraz większych „obostrzeń w stosunku do obywateli” rozpoczął się m.in. od straży granicznej, służby celnej, te jednostki zaczęły obrastać w różne „prawa” zarezerwowane dotychczas wyłącznie dla policji, teraz zapowiada się, że do ich grona dołączą strażnicy na drogach, nad wodą, w lasach, a nawet w parkach. Prawa obywatelskie są coraz bardziej rażąco łamane. Do rąk tej armii ludzi trafią nie tylko środki obezwładniające ale i broń śmiercionośna (bo przecież po zastosowanie paralizatorów miało miejsce ponad 300 zgonów w USA i 25 w Kanadzie, co spowodowało że oba państwa uznały to urządzenie za bron palną, stosując odpowiednie procedury). A niech wpadnie taki paralizator w łapy przykładowo „bohatera” filmiku z YouTube’a (nieokrzesanego policjanta o tendencjach sadystycznych), który czując się bezkarnie „wsławił się” brutalną przemocą w stosunku do małoletniego”, bo prawdopodobnie wiedział, że „prawo prawem” a on na końcu i tak nie poniesie odpowiedzialności, bo pewnie zawsze może liczyć na “troskę” prokuratora, który wniesie „apel”, aby sąd warunkowo umorzył jego sprawę, gdyż działał „w napięciu i silnym zdenerwowaniu”. adiafora.pl