Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

"Pozostało nas tak niewielu. Wspomnienia z pewnego sztetla"

(3)
2012-12-04 10:19 | roman.t
Przeczytałem właśnie wspaniałą książkę i chciałbym z Wami nią się podzielić.

"Mamy tu do czynienia z autentycznym i bardzo bliskim prawdy spojrzeniem na historię, które w istocie dotyczy nie tylko miasta Zarki ale i dziesiątków małych miast okupowanej Polski, przez które przeszedł walec Holokaustu. Książka "Pozostało nas tak niewielu" zawiera niezwykle ciekawe i ważne wątki polskie, żydowskie i niemieckie, po które warto sięgnąć po to by się zapoznać z prawdziwą historią swojego narodu. Nie zawsze te prawdy głaszczą narodowe ego, ale nie należy od nich uciekać, bo tylko prawdziwa historia leczy sumienie narodów".
Prof. dr Feliks Tych, żydowski Instytut Historyczny, we Wstępie.

Wspomnienia zapisane przez polską dziennikarkę Wiolettę Weiss pracującą dla niemieckiej telewizji proszuyły mnie do głębi. Długo nie mogłem zasnąć czytając niektóre wypowiedzi świadków: "Może nie mówię tak dobrze po polsku jak Polak mieszkający i studiujący w Polsce. Mieszkam w Ameryce. Ale w domu rozmawialiśmy z żoną po polsku.
Rzadko opowiadam o tym, że Polacy zabili mojego ojca. Ale stale mówię o tym, że Polacy uratowali moją mamę i rodzeństwo. Troje dzieci dzieci zostało. Moja siotra mieszka w Izraelu i ma już prawnuki. Mój brat został w Ameryce, niedaleko mnie. Tak że mogę powiedzieć: byli tacy Polacy, którzy tylko czekali na to, jak zabić lub wydać Zyda Niemcom. Niestety! A byli i tacy, co zginęli, jak znaleźli u nich uktytego Zyda. Nie wolno uogólniać!"

Przypadkowo poznałem Panią Weiss, dlatego zdecydowałem się napisać o jej książce. To niezwykle skromna osoba, która poświęciła dużo prywatnego czasu, by spisać wspomnienia, by zdążyć, zanim bohaterowie na zawsze odejdą. Wspomnienia opatrzone wieloma zdjęciami tamtych czasów zostały wydane własnym sumptem (1000 egz.) w języku polskim i niemieckim. Zbyt mały nakład, brak marketingu spowodował, że książka podobnie podobnie jak wspomnienia o Łambinowicach, przeszła bez echa w obu krajach.

Polecam ją Wam bardzo gorąco, bo jest bardzo dobrze napisana i porusza do głębi wszystkie trzewia, porusza emocje dokonując samoczynnie własnego rozrachunku z przeszłością narodu polskiego.
Kiedyś wierzyłem, że na świecie są tylko dwa kolory: biały i czarny. Z upływem lat dostrzegam jak bardzo się myliłem. Jest jeszcze wiele odcieni szarości.
Roman

"Pozostało nas tak niewielu"
Wioletta Weiss
Wydawca: Europejskie Stowarzyszenie Zbliżenia Wschód- Zachód
(EVA E.V.)
info@eva-verein.de
www.eva-verein.de
  • 2012-12-05 13:36 | kowalskil

    Wspomnienia bylego komunisty

    Roman.t pisze ze "zbyt mały nakład, brak marketingu spowodował, że książka podobnie podobnie jak wspomnienia o Łambinowicach, przeszła bez echa w obu krajach."

    Znam ten problem. Dlatego postanowilem podzielic sie swoimin wspomnieniami darmowo, za pomoca internetu.

    http:/ludkow.info/byt

    Sa to zupelnie inne wspomnienia. Ale one tez sa fragmencikiem naszej historji. Jestem 81-letnim amerykanskim fizykiem jadrowym na emeryturze; dziele sie tym co wiem i mysle, zanim bedzie zapozno. Niezmiernie wdzieczny jestem Dorocie Tukaj za przetlumaczenie moich wspomnien z angielskiego na polski. Rownie wdzieczny bede komus kto zrecenzuje je w Polsce, albo kto przysle mi recenzje, dla umieszczenia w roadziale 17.

    Ludwik Kowalski
    kowalskiL@mail.montclair.edu

    P.S. Tlumaczenie zakonczone zostalo dzisiec dni temu; czekam na pierwsze "echo." Pisanie tej ksiazki bylo obowiazkiem moralnym wobec rodzicow, wobec innych ofiar stalinizmu, i wobec Polski.

  • 2012-12-06 15:15 | roman.t

    Re: Próbka książki

    Dorzucam jeszcze na zachętę czytelniczą.

    Strona 153
    Z Janem Bartłomiejem Poznańskim na temat antysemityzmu i nacjonalizmu rozmawia Wioletta Weiss.
    WW: Co Zarki zawdzięczają Zydom?
    JBP: Przed wojną miasto żyło. Zydzi rozwinęli handel i rzemiosło, a skorzystali na tym Polacy, mieszkańcy Zarek. Było tutaj 600 szewców, którzy wykonywali prace zlecone przez Zydów. Zydzi płacili niewiele, ale uczciwie. Polacy obsługiwali też żydowskie sklepy i hurtownie, na przykład taki Wolski stale jeździł z towarem z Koniecpola, czy z Lelowa do Zarek. Ludzie mieli pracę. Ziemie mamy liche, gospodarstwa były rozdrobnione. Pracując u Zydów chłopi żareccy sobie dorabiali.
    WW: Pana rodzinie żydowscy sąsiedzi też bardzo dużo pomogli.
    JBP: Pomagali nam, bardzo dobrze ze sobą żyliśmy. Ale byli pasożytami, bo tam, gdzie się dało wykorzystywali każdego. Jak przyjechali ze zbożem na targ, to musieli wziąć 12 złotych, a nie 10.
    WW: Każdy przedsiębiorca chce przecież zarobić? Takie jest prawo rynku.
    JBP: Tak, ale Zydzi już przed wojną tak roblili.
    WW: Pana ojciec robił interesy z Zydami. Czy Pan też by z nimi współpracował, gdyby dzisiaj mieszkali w Zarkach?
    JBP: Nie, bo oni wchodzili w interesy z gojami tylko z konieczności. Nie na zasadach partnerskich, tylko po to, żeby wykorzystać. Przy czym byli bardzo uczciwi. Jak Zyd coś obiecał, to dotrzymał słowa. Na przykład prowadzili interesy za naszych magnatów, bo tamci byli za wygodni. Mówili sobie „a po co, jak Mosiek to załatwi”. Najlepszym dowodem na to były karczmy na wsiach. Na każdej wsi była karczma, dzierżawiona od dziedzica przez Zyda. Płacił uczciwie. Ale jak jakiś parobek kradł, to nie poszedł do dziedzica powiedzieć. Polak nie mógł był prowadzić tej karczmy, bo Polacy nie potrafią ze sobą współpracować i być uczciwymi w interesach. Ja najlepiej lubiłem robić interesy ze Slązakami.
    WW: Dlaczego nie z Zydami, przecież byli uczciwi?
    JBP: Tak. Z Zydami się robiło uczciwe interesy. Jak Zyd coś obiecał, to dotrzymał słowa. Polak dotrzymuje słowa tylko dotąd dokąd mu pasuje. A na swojego wspólnika patrzy jak na wroga. Nie liczy się dla niego, ile ktoś skorzystał, tylko ile on sam z tego interesu zarobił. To jest zawiść.
    WW: Co Zarki straciły przez to, że nie ma tutaj dzisiaj Zydów?
    JBP: Nic nie straciły. Gdyby Zydzi byli dzisiaj w Zarkach, to by wszystko było żydowskie. A Polacy nie mieliby nic do powiedzenia.
    WW: Ale Pana ojciec na przykład miał coś do powiedzenia. Prowadził handel z Zydami i własną piekarnię. A teść był sołtysem.
    JPB: Tak, ale to wszystko, co się liczy, opanowane było przez Zydów.
    WW: Mówi Pan, że Polacy są nieuczciwi w interesach. Dlaczego w takim razie nie mieliby prowadzić interesów w Zarkach Zydzi? Mogłoby to być z korzyścią dla wszystkich.
    JBP: Tak, jesteśmy nieuczciwi. Ale to przez to, że jesteśmy nieuczciwi, to co- ktoś inny ma prowadzić interes za nas? A ja? Co mam robić? Na prośbę iść? To na czym innym polega. Staramy się być indywidualnie dla siebie, to znaczy Polak z Polakiem, ale i każdy samodzielnie tylko dla siebie.
    WW: Dlaczego więc ludzie w Zarkach nie lubili Zydów?
    JBP: Wielu z nich było bogatych. Istniała też oczywiście żydowska biedota, ale duża grupa Zydów miała pieniądze. Byli świetnie zorganizowani i zdycyplinowani. Co powiedział rabin w bożnicy, to było święte i wykonane. Nie tak jak u nas w kościele. Ksiądz mówi tak, a ludzie i tak robią swoje.
    WW: O co w takim razie chodziło?
    JBP: Ludzie ich nie lubili, bo chodziło o zwykłą ludzką zazdrość i o uprzedzenia rasowe.
    WW: Z jednej strony Pan Zydów podziwia, z drugiej twierdzi, że wykorzystywali Polaków? Zaprzecza Pan sobie!
    JBP: Mam rozdwojoną duszę. Z jednej strony dużo się od Zydów nauczyłem, pomagali nam, wspólnie żyliśmy. A z drugiej- nie mogłem patrzeć jak wykorzystują biednych Polaków do różnych robót. Chociaż Polacy na ich miejscu byli jeszcze gorsi.
    WW: Wszystko przemawia jednak za Zydami?
    JBP: Nie o to chodzi. Nie jesteśmy narodem bez wad. Ale jacy jesteśmy, tacy bądźmy dla siebie. Polska dla Polaków i koniec. Taka jest zasada.
    WW: Lubi Pan Zydów, czy nie?
    JBP: Ja ich podziwiam. Fascynują mnie, że przez sześć tysiącleci zachowali swoją kulturę. Zazdroszczę im zalet i inteligencji. Są najmądrzejszym narodem na świecie. Tak jak Anglicy.
    Tylko dziwię się i współczuję im serdecznie, że dali się wrobić w budowanie państwa z Arabami. Tam były, są i będą konflikty.
    WW: Jeśli Pan współczuje Zydom, to powinien Pan zaprosić ich do osiedlania się w Zarkach.
    JBP: Ale w żadnym wypadku, bo jakby tu byli, to by wszystko do nich należało.
    WW: Jeśli dobrze rozumiem, uważa się Pan za człowieka inteligentnego, za kogoś kto- Pana zdaniem- Zydom dorównuje.
    JBP: Tak, tutaj nie chodzi o mnie, tylko o innych Polaków, których by Zydzi wykorzystywali. My jako naród mamy wiele wad i nie radzimy sobie z wieloma rzeczami.
    WW: Powiedzmy, że jestem Zydówką. Dobrze się ze sobą czujemy, podziwia Pan moją pracę, woli przebywać ze mną niż z niejednym swoim polskim sąsiadem z Zarek. Na kogo by się Pan zdecydował?
    JBP: Pani mi imponuje, jest Pani inteligentną osobą. Ale ja jestem Polakiem i muszę się trzymać z Polakami. Taka jest zasada.
    WW: Co Pan myśli o dzisiejszych Niemcach?
    JBP: Nie stanowią dla nas już zagrożenia, bo jesteśmy w jednym obozie, w NATO i w Unii Europejskiej. Możemy się od nich dużo nauczyć w sensie organizacyjnym i technicznym.
    WW: A co możemy im zaoferować?
    JBP: Możemy wysłać im nadwyżkę naszej siły roboczej.
    WW: Jak by Pan opisał swój charakter?
    JBP: Czytałem kiedyś ogłoszenie martymonialne w gazecie, że pewna kobieta szuka męża. „ Każdy z wyjątkiem skorpiona” – napisała. Czyli mnie by nie chciała, bo ja jestem spod znaku skorpiona. Jestem człowiekiem stanowczym, nieustępliwym i mam trudny charakter. Za swoją największą zaletę uważam oszczędność, dyscyplinę i to, że jestem dobrym katolikiem.