Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

głos rozsądku w sprawie Smoleńska

(20)
2013-02-05 11:05 | AntMik
Szanowni Państwo,
4 tygodnie temu wysłałem mój poniższy tekst, polemizujący z artykułami w tygodniku "wSieci",ale jak dotąd brak reakcji. Może w Państwa redakcji ktoś się zainteresuje moimi przemyśleniami.
AM

Pan Jacek Karnowski, Redaktor Naczelny tygodnika „w Sieci”

Szanowny Panie Redaktorze,
już artykuł pana Michała Karnowskiego w 4 numerze Państwa tygodnika, o ewentualnych kłopotach rzecznika rządu ds. katastrofy smoleńskiej, o mało nie sprowokował mnie do zajęcia stanowiska, ale ostateczną decyzję podjąłem po przeczytaniu w następnym, pierwszym tegorocznym numerze wywiadu obu panów Karnowskich z panem Jackiem Sasinem, byłym zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Obecnie jestem emerytowanym urzędnikiem państwowym, ale sprawą organizacji wyjazdów zagranicznych zajmowałem się przez znaczną część mojej kariery zawodowej. Byłem Zastępcą Dyrektora Departamentu Współpracy z Zagranicą w byłym Ministerstwie Przemysłu i Handlu aż do jego rozwiązania 31 grudnia 1996 r. Po rozwiązaniu Ministerstwa byłem pracownikiem Ministerstwa Gospodarki, ale większość czasu spędziłem na placówkach zagranicznych, gdzie również miałem do czynienia z organizacją wizyt zagranicznych przedstawicieli polskiej administracji.
Niestety dyskusja na temat katastrofy smoleńskiej ma niemal od początku charakter polityczny (taka była też na łamach „UważamRze” i obecnie na łamach pańskiego pisma) i nie analizuje dokładnie rzeczywistych przyczyn katastrofy. Moje poniższe uwagi oparte są na moim doświadczeniu zawodowym i zawierają również pewne sugestie, co należy robić, by podobne wypadki nie miały miejsca w przyszłości.

W mojej ocenie były dwie zasadnicze przyczyny katastrofy, z których jedna, bardzo ważna, miała charakter pośredni, a druga bezpośredni. Bez starannej analizy tych dwóch spraw i wyciągnięcia z nich wniosków, wszelkie inne rozważania na temat przyczyn katastrofy nie mają większego sensu - są głównie rozgrywką polityczną. Te dwie przyczyny, to:

1 Organizacja wyjazdu:
Z dostępnych informacji, w tym także z wywiadu pana Jacka Sasina, można wyciągnąć wniosek, że program wizyty Prezydenta był przygotowywany w zupełnym oderwaniu od analizy warunków atmosferycznych w Smoleńsku oraz wyposażenia tego lotniska. Należy zatem wyjaśnić, kto w Kancelarii Prezydenta przygotowywał, a kto ostatecznie zatwierdzał program pobytu Prezydenta Kaczyńskiego i dlaczego wizyta ta była zaplanowana tak wcześnie rano. Przecież o tej porze roku komunikaty o „porannych zamgleniach” pojawiały się w prognozach meteorologicznych bardzo często (pamiętam, jak ostrzegał przed nimi „Pan Wicherek”, czyli red. Czesław Nowicki) i nie jest to zjawisko specyficznie polskie. Warto zwrócić uwagę, że Premier Putin zaprosił Premiera Tuska do Smoleńska na godz. 14.00 i jestem przekonany, że nie wynikało to tylko „z kalendarza”, ale przede wszystkim z faktu, iż służby Premiera Putina nie zgodziłyby się na lądowanie jego samolotu o tej porze roku i na tak wyposażonym lotnisku przed południem. Przecież gdyby uroczystości katyńskie były 2 godziny później, to prawdopodobnie nie byłoby żadnych problemów z bezpiecznym lądowaniem. W tej sprawie, tj. procesu przygotowywania programu wizyty, powinni wypowiedzieć się byli wyżsi urzędnicy Kancelarii Prezydenta, a zwłaszcza pan Jacek Sasin, który był zastępcą Szefa Kancelarii i powinien mieć wiedzę w sprawach organizacyjnych. Był też podobno rozpatrywany wariant podróży koleją, co ze strony Prezydenta Kaczyńskiego byłoby wspaniałym gestem wobec Rodzin Katyńskich, ale niestety nie został przyjęty. Jedno jest dla mnie pewne. Decyzja o akceptacji dokładnego, godzinowego programu wizyty Prezydenta w Katyniu musiała zapaść w Kancelarii Prezydenta. Gdyby taki harmonogram narzuciła strona rosyjska lub Kancelaria Premiera, np. w związku z planami wykorzystania samolotu, to na pewno fakty takie zostałyby już dawno ujawnione.
Fakt, że Prokuratura pominęła ten wątek w umorzonym śledztwie na temat niedopełnienia obowiązków służbowych przez pracowników obu Kancelarii nie dziwi i nie jest moim zdaniem usprawiedliwieniem dla byłych pracowników Kancelarii. Niedopełnieniem obowiązków byłoby naruszenie procedury przygotowania wizyty, o ile byłyby w niej zawarte sprawy warunków atmosferycznych oraz wyposażenia lotniska.. Niestety jak dotąd nic nie wskazuje, by taka procedura była opracowana i stosowana w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego. Winić za to można zmarłego w katastrofie szefa Kancelarii pana Władysława Stasiaka, jego zastępcę pana Jacka Sasina, poprzedniego szefa kancelarii pana Andrzeja Urbańskiego, a także sekretarza stanu w Kancelarii, pana Macieja Łopińskiego, który nadzorował Zespół Obsługi Organizacyjnej Prezydenta, do którego obowiązków, zgodnie ze statutem kancelarii, należało m.in., „obsługa wizyt oficjalnych i nieoficjalnych składanych przez Prezydenta za granicą, a w szczególności ustalanie i załatwianie spraw organizacyjno – logistycznych”.
W mojej praktyce zawodowej rozeznanie w sprawie warunków atmosferycznych było nieodzownym elementem przygotowywania wizyty ministra i jego zastępców, poczynając od tak prozaicznych spraw, jak się ubrać, do analizy możliwych opóźnień lotów, mogących zakłócić przebieg wizyty. Nieuwzględnienie zagrożenia ze strony warunków atmosferycznych na lotnisku w Smoleńsku to moim zdaniem praprzyczyna tej katastrofy.
Wyjaśnienia pana Jacka Sasina w wywiadzie, w pierwszym, tegorocznym numerze państwa tygodnika, wyglądają mało poważnie i bardziej przypominają mi zeznania kilkunastoletniego uczniaka, który coś zbroił i za wszelką cenę stara się winą obarczyć innych, a nie dorosłego mężczyzny, odpowiedzialnego wysokiego urzędnika kancelarii Prezydenta. Pan Sasin stwierdza, że nie mogli ufać rządowi, służbom dyplomatycznym czy BOR, ale nic nie mówi, jakie w związku z tym szczególne kroki podjęli dla zapewnienia bezpieczeństwa Prezydenta, z wyjątkiem zapobieżenia takim szczeniackim dowcipom, jak wyłączanie mikrofonu czy zawalenie się sceny, które wprawdzie mogły zakłócić wizytę, ale nie zagrażały życiu Prezydenta Kaczyńskiego. Żałosne też jest jego stwierdzenie, że informacja o tym, że lotnisko Siewiernyj „jest od dłuższego czasu nieczynne” dotarła już po katastrofie. Przecież na tego typu informacje się nie czeka, tylko je się żąda jeszcze na etapie organizacji wizyty. Warto podkreślić, że ludzie organizujący wizytę w kancelarii Prezydenta mieli znakomitą okazje, żeby zrobić pełne rozeznanie w tej sprawie. Trzy dni wcześniej miała tam miejsce wizyta Premiera Tuska, realizowana tym samym samolotem. Urzędnicy kancelarii, w tym także pan Jacek Sasin, mogli zwrócić się z wnioskiem do Dowódcy Sił Powietrznych, gen. Andrzeja Błasika o zrobienie pełnego rozeznania w tej sprawie. Wtedy był jeszcze czas i na zmianę pory dnia, czy też na podjęcie decyzji w sprawie podróży Prezydenta Kaczyńskiego pociągiem, razem z Rodzinami Katyńskimi.
Szanowny Panie Redaktorze,
Dla mnie wnioski wynikające z tej tragedii na przyszłość są oczywiste. Dla wyjazdów ważnych osób w państwie powinna być opracowana szczegółowa procedura, z podziałem na część „merytoryczną” i logistykę, która pod żadnym pozorem nie powinna lekceważona. Nie wiem, czy obecnie obie kancelarie takie procedury mają, ale ja, kiedy wyjazdami ministrów zajmowałem się zawodowo, nie wyobrażałem sobie pracy bez szczegółowego przygotowania swego rodzaju „checklist”, ze szczegółowym wykazem rzeczy do zrobienia, podziałem zadań do wykonania przez poszczególnych pracowników oraz kontroli ich wykonania.

2. Postępowanie załogi samolotu – ewentualne naciski!?
W tej sprawie ostateczną odpowiedź zabrali ze sobą do grobów uczestnicy tego lotu. Mózgi ludzkie to nie twarde dyski i nie uda się z nich odczytać procesu myślenia i podejmowania decyzji. Jednak pewne fakty są niepodważalne. Załoga samolotu świadomie zeszła poniżej tzw. „wysokości decyzji”, którą kontrolerzy rosyjscy określili na 100 m nad poziomem lotniska, a wg polskich przepisów było to nawet 120 m. Zgodnie z procedurami samolot powinien na tej wysokości przelecieć nad lotniskiem i jeśli załoga nie będzie widziała pasa, to powinna albo krążyć w oczekiwaniu na poprawę pogody, albo odlecieć na lotnisko zapasowe. W niektórych komentarzach na obronę załogi przytacza się fakt, że kapitan powiedział „odchodzimy” na wysokości decyzji, tj. 100 m. Tymczasem wg zapisu z czarnych skrzynek było to na wysokości 92 m nad ziemią i tylko 39 m nad poziomem pasa. Jednocześnie faktyczne działania załogi nastąpiły kilka sekund później, gdy samolot był jeszcze niżej. Tymczasem gdyby załoga rzeczywiście respektowała zalecenia kontrolerów i polskie przepisy to proces zmniejszania prędkości opadania i przechodzenia do lotu poziomego powinien zacząć się znacznie wyżej, już nawet na wysokości 150 m nad poziomem lotniska. Prezentując raport minister Miller twierdził, że załoga nie próbowała lądować. Jest to wg mnie naciągana próba zmniejszenia odpowiedzialności załogi. Przecież każde zejście poniżej „wysokości decyzji” jest de facto próba lądowania. Ciekawe, co w tej sprawie powiedzieliby eksperci lotniczy. Na próbę lądowania wskazuje też fakt, że załoga w ostatniej fazie lotu przestała się komunikować z „wieżą” i nie „kwitowała wysokości”.
Dlaczego tak się stało i co spowodowało, że załoga samolotu, mając świadomość, jak ważnych pasażerów wiezie, nie postępowała zgodnie z opanowanymi przez siebie procedurami, tylko eksperymentowała i sprowadziła samolot tuż nad ziemię w warunkach bardzo ograniczonej widoczności? Czy mogło to się zdarzyć bez nawet pośredniej presji? Czy pan Arkadiusz Protasiuk był ryzykantem „z natury”, czy do podjęcia ryzyka został pośrednio lub bezpośrednio nakłoniony? Raport ministra Millera mówi, że przed tym lotem nie było zwyczajowej odprawy, tylko odprawy w trybie indywidualnym (sic!). Podobno spotkał się z załogą przed wylotem gen. Błasik. Czy w takiej rozmowie padły jakieś sugestie w sprawie lotu, i czy były to np. słowa „Panie kapitanie, dziś ma pan taki zestaw pasażerów, że nie wolno panu podjąć najmniejszego ryzyka, pod żadnym pozorem nie wolno narażać bezpieczeństwa Prezydenta”, czy też „Panie kapitanie, Panu Prezydentowi bardzo zależy, by uroczystości katyńskie przebiegły zgodnie z planem, macie dać z siebie wszystko i wylądować w Smoleńsku”. Mam nadzieję, że Prokuratura Wojskowa zajmuje się szczegółowo tą sprawą. O tym, że nie tylko załoga, ale i pasażerowie, przynajmniej ci z pierwszego saloniku, mieli świadomość o niesprzyjających warunkach atmosferycznych świadczą wizyty w kokpicie dyr. Kazany z MSZ. Znamiennie zwłaszcza brzmią jego słowa „nie ma jeszcze decyzji Prezydenta”, co mogło być dla załogi sygnałem, że Prezydent liczy jednak na podjęcie próby wylądowania, mimo grożącego niebezpieczeństwa. W tym wypadku kluczowa mogłaby być rola gen. Błasika, gdyż był on zawodowym pilotem, jedyną osoba, która mogłaby przekonać Prezydenta, że w tych warunkach atmosferycznych lądowanie wiąże się z nadmiernym ryzykiem, co niestety nie miało miejsca.
Niestety to zachowanie załogi samolotu, przekroczenie zarówno polskich przepisów, jak i poleceń kontrolerów było bezpośrednią przyczyną katastrofy i jak na razie nikt nie wykazał, że to tragedii doszłoby także wtedy, kiedy samolot odleciałby na lotnisko zapasowe, lub przez pół godziny krążył w oczekiwaniu na poprawę pogody. Wnioski z tej tragedii są oczywiste. Załogi samolotów, dopuszczone do wożenia najważniejszych osób w państwie, powinny być przebadana pod kątem skłonności do podejmowania ryzyka, a w czasie szkoleń i odpraw przed wylotem powinna im być „wbijana do głowy” sprawa bezpieczeństwa pasażerów i zakaz podejmowania bez potrzeby jakichkolwiek manewrów, które nie były przez nich dokładnie przećwiczone i opanowane. Powinni to być także doświadczeni lotnicy, którzy w swojej karierze zawodowej przynajmniej kilka razy znaleźli się w trudnej sytuacji i podejmowali wtedy właściwe decyzje, zapewniające maksymalne bezpieczeństwo pasażerom samolotu.

Oprócz tych dwóch spraw, które moim zdaniem doprowadziły do katastrofy, poniżej przedstawiam ocenę innych istotnych i szeroko dyskutowanych problemów:
Rola Generała Andrzeja Błasika:
Wprawdzie o umarłych nie powinno się źle mówić, ale wg mnie gen Błasik jest jednym z głównych negatywnych bohaterów tej tragedii. Pełnił on przecież funkcję Dowódcy Sił Powietrznych, któremu bezpośrednio podlegał 36 specjalny pułk lotnictwa transportowego. O tym, że będzie członkiem delegacji Prezydenta gen. Błasik wiedział na tyle wcześnie (pismo z Kancelarii Prezydenta w tej sprawie wpłynęło do MON 17 marca, a zgoda została wydana 24 marca) by postawić cały ten pułk „na baczność” i dopilnować (także we własnym interesie) właściwego przygotowania obu tych lotów, poczynając od doboru załogi (w tym sprawdzenia aktualności niezbędnych uprawnień oraz przećwiczenie lądowania na lotnisku, na którym brak jest systemu ILS), a na właściwym rozeznaniu warunków technicznych i atmosferycznych na lotnisku w Smoleńsku kończąc. Przecież tylko z tego źródła mogły pochodzić sugestie w sprawie dostosowania terminu lądowania do warunków atmosferycznych, które byłyby poważnie potraktowane przez Kancelarię Prezydenta. Dla mnie niezrozumiałe jest, dlaczego w obu wizytach samolotu nie mogła pilotować ta sama załoga, dlaczego nawigatorem został pilot, który poprzedniego dnia po południu leciał Jakiem 40 do Gdańska (czyżby Premier Tusk wracał do domu?), a który uprawnienia nawigatora na TU 154 uzyskał zaledwie niecałe 3 miesiące wcześniej. Jakie inne „ważne zadania” mógł mieć wtedy 36 pułk? Przecież jego głównym zadaniem była realizacja lotów o statusie „HEAD”. Czy w tym tygodniu, kiedy miały miejsce dwa loty do Smoleńska wszystkie sprawy nie powinny być podporządkowane realizacji tych dwóch lotów? Dlaczego służby meteorologiczne nie prowadziły stałej obserwacji warunków meteorologicznych w Smoleńsku, choćby z dostępnych w internecie zdjęć satelitarnych? Nie mam informacji, czy i w jakim zakresie Generał Błasik angażował się w osobiste przygotowanie tych lotów i czy sprawował w tej sprawie jakąkolwiek kontrolę, ale trudno zakładać, by jego rola ograniczała się jedynie do roli zwykłego pasażera w sytuacji, kiedy miał lecieć razem z „najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”. Przecież to on meldował Prezydentowi o gotowości samolotu do lotu i zapraszał Parę Prezydencką na pokład. Jednak pewne doniesienia prasowe wskazują, że gen Błasik niezbyt sumiennie sprawował nadzór na 36 pułkiem. W „Rzeczypospolitej”, w artykule Michała Majewskiego i Pawła Reszki z 20 stycznia 2012 w sprawie rozpoznawania głosu generała w kokpicie samolotu, jest wypowiedź dowódcy 36 pułku podpułkownika Bartosza Stroińskiego, że nie mógł on dokonać identyfikacji głosu generała, „bo gen. Błasika znałem słabo: - rozmawiałem z nim może dwa razy w życiu".
Rola kontrolerów rosyjskich.
Niestety w tej sprawie popełniamy stare grzechy i staramy się zrzucić część winy na kontrolerów ze Smoleńska. Przecież informowali oni załogę o braku warunków do lądowania i podali właściwe ciśnienie do ustawienia wysokościomierza barycznego. Zarzuty, że podawali informacje „na kursie i na ścieżce”, które nie były precyzyjne, abstrahując od dokładności przyrządów na „wieży” w Smoleńsku, są bezpodstawne, bo przecież samolot miał nie lądować, tylko, na wyraźną prośbę załogi, przelecieć na wysokości 100 m nad lotniskiem. O tym, że aparatura na lotnisku w Smoleńsku była „niezbyt precyzyjna” świadczy fakt, że nie udało im się „sprowadzić” transportowego IŁ’a 76, pilotowanego przez załogę, która nie miała problemów językowych i dobrze znała lotnisko w Smoleńsku. Prawdopodobnie przy obu próbach samolot ten po wynurzeniu się z mgły nie był w osi pasa, a próba skrętu na pas na niedużej wysokości omal nie zakończyła się tragicznie. Niestety informacja o tym nieudanym lądowaniu nie skłoniła załogi TU 154 do poniechania próby lądowania. Zarzut, że kontrolerzy nie zamknęli lotniska też jest zarzutem chybionym. Przecież byłoby to zakwestionowanie przez nich kompetencji pilota samolotu Głowy Państwa. Mieli oni prawo spodziewać się, że samolot prezydencki pilotuje najbardziej doświadczona załoga, która nie eksperymentuje tylko wie, co robi. Lądowanie wbrew poleceniu „wieży” JAK-a 40 mogło w nich wyrobić przeświadczenie, że Polacy i tak zrobią to, co będą chcieli. Świadczy też o tym wymiana zdań na temat wyposażenia polskiego samolotu, który pomógł załodze JAK-a wylądować w takich warunkach.
W artykule pana Michała Karnowskiego pojawia się pytanie/apel, kto mógłby wytknąć „smoleńskiej sekcie”manipulacje. Mój list jest taką próbą, gdyż wyjaśnić taką tragedię można tylko prowadząc rozumowanie „od początku”, czyli od etapu przygotowania i opracowania programu wizyty, a nie „od końca”, czyli od katastrofy. Poniżej przedstawiam jeszcze kilka uwag do samego artykułu:
1. Sprawa obecności w kokpicie gen. Błasika, którą określa Pan jako „rzekomą”. Nie jest to prawda, bo tak, jak nie ma „twardego dowodu”, że generał był, tak nie ma też dowodu, że go nie było. Zresztą jego obecność w tej ostatnie fazie lotu, kiedy wiadomo było, że warunki atmosferyczne są niekorzystne, byłaby całkiem uzasadniona. Mógł przecież pomóc swemu młodszemu i mniej doświadczonemu koledze w podjęciu właściwej decyzji.
2. Naciski na załogę mogły być nawet bez obecności gen. Błasika w kokpicie, np. w trakcie przygotowania i odprawy przed lotem. Pisałem o tym wcześniej, mam nadzieję, że śledztwo Prokuratury Wojskowej zajmuje się tą sprawą.
3. Badanie wraku – dlaczego dopiero teraz? Sądzę, że dlatego, że dla polskich ekspertów, którzy oglądali wrak wkrótce po katastrofie, jej przyczyna była na tyle oczywista, że nie uważali za konieczne przeprowadzanie takich badań. Obecne działanie Prokuratury, to przede wszystkim zabezpieczenie się przed oskarżeniami o niestaranność.
4. Trotyl. Jak uczono na studium wojskowym trotyl jest trotylem dopóki nie wybuchnie. Potem są tylko gazy, trochę pary wodnej i sadzy. Wprawdzie nigdy reakcja wybuchu nie pochłania 100% materiału wybuchowego, ale w tak zamkniętym pomieszczeniu jak kabina samolotu ilość nieprzereagowanej substancji powinna być minimalna. Tak więc im więcej śladów trotylu, tym większe prawdopodobieństwo, że nie było wybuchu.
5. Praca zespołu ekspertów – wg mnie bezcelowa. Bez szczegółowego wyjaśnienia dwóch podstawowych, wymienionych przeze mnie na początku przyczyn, badanie innych przyczyn katastrofy można porównać do sytuacji, kiedy grupa turystów, mimo alarmu lawinowego, decyduje się na wycieczkę na Rysy, a kiedy dochodzi do tragedii, to osoby z nimi związane, które mogły odradzić im tę ryzykowną eskapadę, zamiast „bić się w piersi” grzebią w śniegu i szukają przyczyny wypadku w błędnym oznakowaniu szlaku.
6. Sformułowanie „ofiary umierały w smoleńskim błocie” jest niesmaczne i jest wielkim nadużyciem, sugerującym, że część ofiar mogła przeżyć sam moment katastrofy i potem konały w błocie bez właściwej pomocy. Przecież „zgon załogi i pasażerów nastąpił z powodu ciężkich wielonarządowych obrażeń wewnętrznych powstałych w wyniku działania przeciążeń hamujących podczas zderzenia samolotu z powierzchnią ziemi oraz niszczenia jego konstrukcji” i był natychmiastowy. Przeprowadzone w Polsce powtórne sekcje kilku ofiar nie wykazały niczego innego.
7. Sformułowanie, że prof. Binienda udowodnił, że brzoza nie mogła ułamać skrzydła Tupolewa jest też sporym nadużyciem. Zamiast udowodnił lepiej było użyć sformułowania „jest przekonany, że”. Przecież podobnie można by powiedzieć, że inny profesor zza oceanu, pan Paweł Artymowicz, udowodnił coś przeciwnego. Przy okazji przy powoływaniu się na Prof. Biniendę dobrze by było poinformować czytelników, w ilu i jakich zespołach, badających katastrofy lotnicze brał udział Pan Profesor, oraz czy sformułowanie „współtwórca Boeinga Dreamlinera” pochodzi z firmy Boeing, czy też od Pana Profesora.
Szanowny Panie Redaktorze,
w zakończeniu Pańskiego artykułu jest sformułowanie o „łamańcach logicznych” tych, którzy nie wierzą, że tragedia smoleńska była czymś więcej, niż wypadkiem lotniczym, katastrofą spowodowaną przez załogę. Wydaje mi się, że to sformułowanie pasuje również do zwolenników tezy, że katastrofa była spowodowana celowo. Dotyczy to zwłaszcza najbliższych współpracowników śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Kancelarii, dla których sugerowanie zamachu, jak czyni to w wywiadzie pan Jacek Sasin, jest chyba odruchem obronnym, odsunięciem oskarżeń o własne zaniedbania czy też brak staranności. Jednak sądzę, że dla tych osób w końcu przyjdzie pora na to, by stanąć przed lustrem i zadać sobie pytanie, czy naprawdę zrobiłem wszystko, by uchronić mojego szefa i przyjaciela przed katastrofą.
Jak dotąd nikt mnie nie przekonał, że bezpośrednie przyczyny tej katastrofy nie leżą wyłącznie po naszej stronie. Wnioski o powołanie Międzynarodowej Komisji trącą moim zdaniem masochizmem. Czy rzeczywiście chcemy przed całym światem pochwalić się naszym bałaganem i głupotą? Jak to możliwe, żeby wylot Prezydenta na nieznane lotnisko miał miejsce w czasie, kiedy prawdopodobieństwo wystąpienia mgły jest bardzo duże, a samolot Prezydenta pilotował kapitan, który uprawnienia pilota I klasy uzyskał zaledwie 15 miesięcy wcześniej, a nawigator miał uprawnienia na TU 154 niecałe 3 miesiące?

W swoim logo piszecie, że jesteście „odważnym tygodnikiem młodej Polski”. Czy starczy Wam odwagi, by podjąć ze mną polemikę?
Z poważaniem
Antoni Miklaszewski
  • 2013-02-05 14:12 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    A ja sie tylko pytam, po co byl ten lot? Po to, aby jeszcze bardziej pogorszyc stosunki polsko-rosyjskie? Ale w czyim interesie lezy sklocenie Polakow z Rosjanami? Na 100% NIE w interesie Polski i Polakow.
  • 2013-02-05 16:04 | sagan

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Dzisiaj gazeta "Antonio Macierenka Codziennie" zaprezentowała kolejne rewelacje, kolejnego "uczonego" zza oceanu. Był już Amerykanin Wiesław B. ps. "Dziekan", tym razem jest to Amerykanin Wacław B. ps. "Konstruktor".

    Facet przedstawiający się jako "konstruktor skrzydeł Boeinga", rzuca hasłami typu " samolot, który spadł z 20 metrów nie mógł rozpaść sie na tyle kawałków".
    Po takim haśle wsadziłbym gościa na motocykl rozpędził do 200 km/godz i kazał zeskoczyć. Nie powinno mu się nic stać, przecież spadnie tylko z wysokości niecałego metra. O ile oczywiście jego teoria o spadaniu jest prawdziwa.
    Ciekawe, co jeszcze można w Polsce ogłosić...
  • 2013-02-06 00:49 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Podziwiam, sagan, twa wszechstronna wiedze zarowno z fizyki jak tez i polityki!
  • 2013-02-06 01:37 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Ja nie z odwagą prowadzenia polemiki i nie z tygodnika,tylko w sprawach porządkowych :
    1.Samolot TU 154M był na stanie Wojska Polskiego.Prawo FR dotyczące samolotów wojskowych obligowało do tego,że przy takich warunkach klimatycznych i przy takim wyposażeniu był obowiązek zamknięcia lotniska.
    2.Komisja Millera miała materiały aby wykluczyć teorię naciskową i udokumentować hipotezę braku udziału osób trzecich w katastrofie samolotu.
    3.Nie znalazłem jeszcze opinii,czy była odpowiednia ilość paliwa aby załoga mogła wylądować na wskazanym innym lotnisku?!
  • 2013-02-06 05:30 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Jak mozna zamknac lotnisko, szczegolnie przed samolotem wojskowym? Kto ma ten klucz sluzacy do zamykania i otwierania lotniska w Smolensku?
    A na serio - kontrola lotu moze tylko odradzic ladowanie, ale nie moze ona zakazac ladowania, jesli pilot jest zdecydowany na taki manewr. I po co w ogole L. Kaczynski tam lecial? Chyba tylko po to, aby jeszcze bardziej popsuc stosunki Polski z Rosja, co na 100% nie lezy w intersie ani Polski ani tez Polakow.
    A co do paliwa - samolot z prezydentem panstwa na pokladzie powinien miec zapas paliwa pozwalajacy na bezpieczny powrot do Warszawy, szczegolnie, ze to byl bardzo krotki lot (ok. 800 km) dla samolotu, ktory ma zasieg ponad 8 razy wiekszy niz ten dystans (dokladnie 6,600 km)! Chyba, ze juz wowczas Polska byla bankrutem i nikt nie chcial jej sprzedac wiekszej ilosci paliwa lotniczego.
    Dane z en.wikipedia.org/wiki/Tupolev_Tu-154
  • 2013-02-06 09:51 | AntMik

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    ad. 2. Jeśli wyklucza Pan "teorię naciskową", to przyjmuje Pan założenie, że kapitan Protasiuk był "ryzykantem z natury". Jak w takim razie został on dopuszczony do pilotowania samolotu z najważniejszymi osobami w państwie?
    ad. 3. W raporcie Millera jest informacja, że podchodząc do lądowania samolot miał ok. 10 ton paliwa. Kapitan Protasiuk poinformował dyr. Kazanę, że wystarczy to by "powisieć pół godziny nad Smoleńskiem i potem odlecieć na zapasowe. Nie wiemy tylko, czy jako zapasowe miał na myśli leżący najbliżej, ale zamknięty Witebsk.
    ad. 1. Żeby lot Prezydenta uznać za wojskowy musiałby on być zgłoszony jako taki przez Ministerstwo Obrony PL Ministerstwu Obrony FR. W tej sprawie nie ma co spekulować, bo nie mamy informacji, by takie zgłoszenie zostało dokonane. Z drugiej strony trudno wymagać od kontrolerów na prowincjonalnym, rosyjskim lotnisku, by mieli odwagę zakwestionować kompetencję załogi samolotu prezydenta obcego państwa. Mam też w związku z tym pytanie do Pana: Jak Pan sądzi, ile osób z tych co wierzą w zamach uwierzyłoby, że ewentualne zamknięcie lotniska nastąpiło z przyczyn atmosferycznych, a nie politycznych?
    A na koniec drogi interlokutorze dlaczego nie zastanawia się Pan nad rolą pracowników Kancelarii Prezydenta w akceptacji programu wizyty i podjęciu tej wysoce ryzykownej decyzji o locie na słabo wyposażone lotnisko w warunkach,kiedy wystąpienie porannych zamgleń jest wysoce prawdopodobne?
    Pozdrawiam
    AntMik
  • 2013-02-06 10:09 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska?

    AntMik - raz jescze przypominam, ze ten lot byl zbedny i szkodliwy dla interesow Polski i Polakow, gdyz byly prezydent Kaczynski polecial tam tylko na rozkaz Wszyngtonu, aby jeszcze bardziej popsuc stosunki Polski z Rosja.
  • 2013-02-06 10:18 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    PS: lotnisko mozna zamknac tylko wtedy, kiedy przestaje ono pelnic funkcje lotniska, a w przypadku np. zlej pogody albo awarii radaru, to kontrolerzy ruchu lotniczego moga najwyzej ponformowac pilota, ze nie jest z w/w wzgledow rozsadne ladowanie na takim lotnisku. Poniewaz samolot prezydencki zuzywal ok. 4,5 tony paliwa na godzine, to mial on paliwa na ponad 2 godziny lotu, a wiec znacznie wiecej, niz trzeba bylo na powrot do Polski, np. na Okecie (ok. 800 km przy predkosci operacyjnej 975km/h a wiec maksymalnie godzina lotu).
  • 2013-02-06 10:59 | Mieczysław S.Kazimierzak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @naganek,@AntMiK
    W telewizyjnym wystąpieniu Edmund Klich powołał się na rozmowę z odpowiednim ministrem FR,który przedstawił dokument prawny obligujący do zamknięcia lotniska w takich jak były warunki.Technicznie to drogą radiową.Ponieważ samolot był na wyposażeniu polskiej armii z pewnością był pod obserwacją NATO.Nie można wykluczyć że względu na polityczne interesy była zmowa milczenia jak w przypadku Katynia ZBRODNIA PRZEMILCZENIA.

    Co do lotniska umożliwiającego awaryjne lądowanie to o tym nie mówi się w raporcie i nie ma powiązania z ilością paliwa.
    Nic też nie wiadomo o możliwości działania,czy też pozyskania informacji poprzez świat cybernetyczny.

    Stoję nadal na stanowisku,że w przypadku klasycznej katastrofy powinna być dokonane badania pozwalające na wykluczenie terroryzmu.

    Rozpatrywałem samą końcowa fazę lotu.Oczywiście zaniedbań i zaniechań po stronie przygotowania tego lotu było bez liku.W to wchodzi również kwalifikacja lotu wynikająca z prawa własności.

  • 2013-02-06 14:36 | AntMik

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Nawet ze "zbędnego" lotu można wyciągnąć pewne wnioski na przyszłość, żeby takie wypadki nie powtarzały się. Główny wniosek to taki, że to Prezydent powinien dostosować się do pogody, a nie pogoda do Prezydenta, a konkretnie organizujące wyjazdy kancelarie, tak Prezydenta, jak i Premiera powinny mieć przygotowane szczegółowe procedury organizacji takiego wydarzenia, gdzie tak perfidne zjawiska, jak pogoda powinny być brane pod uwagę przy szacowaniu ryzyka. Poniżej mój nieco prowokacyjny tekst, wpisujący się w teorię zamachu, w którą nie wierzę.

    Konferencja naukowców w sprawie Katastrofy Smoleńskiej to wielka szopka i będzie nią nadal, dopóki nie wyjaśni się dwóch podstawowych przyczyn katastrofy. Są to:
    - nieodpowiedzialnie opracowany i zaakceptowany przez urzędników Kancelarii Prezydenta program wizyty, zakładający lądowanie na słabo wyposażonym lotnisku w Smoleńsku tak wcześnie rano, w sytuacji, kiedy o tej porze roku poranne zamglenia są zjawiskiem naturalnym i często występującym;
    - nie respektowanie przez załogę poleceń wieży, a także polskich przepisów i sprowadzenie samolotu przy braku widoczności poniżej granicznej wysokości 100 m nad poziomem lotniska.
    W pierwszym wypadku winni są były zastępca Szefa Kancelarii pan Jacek Sasin, który brał czynny udział w opracowaniu programu wizyty i były sekretarz stanu w Kancelarii pan Maciej Łopiński, który nadzorował Zespół Obsługi Organizacyjnej Prezydenta, do którego obowiązków, zgodnie ze statutem kancelarii, należało m.in., „obsługa wizyt oficjalnych i nieoficjalnych składanych przez Prezydenta za granicą, a w szczególności ustalanie i załatwianie spraw organizacyjno – logistycznych”. Wysoce prawdopodobne jest, że w tej sprawie był też konsultowany były Minister Spraw Wewnętrznych i były Wiceminister Obrony pan Antoni Macierewicz. Głosząc teorie zamachu ci panowie przede wszystkim chcą odwrócić uwagę od organizacji wizyty i swojej negatywnej roli w tej sprawie. Panowie Sasin i Macierewicz zachowali się zresztą jak rasowi terroryści spod znaku Kadaffiego. Zgodzili się na program, zakładający lądowanie w Smoleńsku w warunkach wysokiego ryzyka, poczym sami nie wsiedli do tego samolotu, pojechali na miejsce do Smoleńska i po stwierdzeniu, że plan się powiódł, natychmiast wrócili do kraju. Być może starają się o przejęcie wiodącej roli w PiS-ie po starzejącym się i zniszczonym fizycznie i psychicznie Jarosławie Kaczyńskim.
    W drugim wypadku największa jest wina gen. Andrzeja Błasika, byłego Dowódcy Sił Powietrznych, który będąc doświadczonym pilotem powinien zdawać sobie sprawę z ryzyka zwiazanego z zejściem tak dużego samolotu na tak niska wysokość warunkach braku widoczności i braku systemu ILS na lotnisku. Mógł on swoim autorytetem zarówno powstrzymać załogę, jak i przekonać Prezydenta Kaczyńskiego o braku możliwości lądowania. Dlaczego tego nie zrobił? Być może był zmotywowany do lądowania „za wszelką cenę” przez panów wymienionych w poprzednim punkcie.
  • 2013-02-06 17:52 | sagan

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @ Mieczysław S.Kazimierzak

    Słuchajcie Kazimierzak, w ogromnej Rosji są setki, jeśli nie tysiące lotnisk, lądowisk, betonowych i asfaltowych placów, polanek leśnych oraz innych miejsc na których można "spróbować podejścia do lądowania",a których nikt nie zamknął jako lądowisk. Jeszcze więcej jest pewnie w całej Azji oraz w Afryce.
    Ale jakoś odkąd Bronisław Komorowski jest prezydentem, nie obawiam się, że poleci on tam samolotem i rozwali się we mgle, ponieważ nikt mu tych miejsc wcześnie nie zamknął i nie poinformował go o tym. Dziwnie spokojny jestem o to,że nic takiego obecnie się nie zdarzy.

    W Smoleńsku w baraku zwanym wieżą siedział facet, który na wieść od nadlatujących debeściakach zawołał głośno i wyraźnie przez radio:
    "Niet usłowi dla pasadki", co w wolnym tłumaczeniu oznacza "Wypier....!"

    To co powiedział ten facet zostało nagrane i odtworzone z dokładnym podaniem czasu i miejsca. Koniec kropka.

    A teraz trochę analogii.
    Jeśli pijany Wiesiek wyjechał na drogę we mgle swoim turboodrzutowym polonezem i na trzecim zakręcie zabił się na drzewie, bo go nie widział, to przyczyną wypadku była lekkomyślność Wieśka połączona z nadmierną prędkością.
    Można oczywiście rozważać, czy do wypadku doszłoby, gdyby Wiesiek chodził na lekcje religii, gdyby przodków Wieśka nie rozpijali Żydzi w karczmach, gdyby nie sadzono drzew przy drogach, gdyby polonezy standardowo wyposażane były w działka usuwające znajdujące się na kursie drzewa i jeszcze milion innych "gdybów", ale nie zmieni to ani o mikron faktu, że przyczyną wypadku Wieśka było pijaństwo i brawura.

    Czy to co napisałem powyżej jest dla ciebie zrozumiałe?

  • 2013-02-06 18:52 | sagan

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @ kagan

    > Podziwiam, sagan, twa wszechstronna wiedze zarowno z fizyki jak tez i polityki!

    Jestem na tym forum od 13.12.2012 i mam 320 wpisów, czyli mniej niz 6 na dzień i to wyłącznie w kilku wątkach.
    Ty w najnowszym wcieleniu od 3.01.2013 natrzaskałeś już 90 czyli ponad 22 na dzień i to gdzie popadnie, znasz się na kosmologii, maszynach do pisania, laptopach, uboju rytualnym, kolei, futbolu i oczywiście na Smoleńsku.

    A zatem przyganiał kagan saganowi.
  • 2013-02-07 05:13 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Poniewaz w Katyniu zgineli glownie policjanci, straznicy wiezienni i graniczni, czyli osoby, ktore mialy na swym sumieniu wiele zbrodni, sczegolnie w stosunku do mniejszosci etnicznych przedwojennej RP, to robienie z ich smierci wydarzenia medialnego bylo od poczatku bledem, tak samo, jak bledem byla od pocztku decyzja podrozy b. prezydenta RP p. L. Kaczynskiego do owego Katynia.
  • 2013-02-07 05:16 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Dobrze napisane, M. Sagan!
  • 2013-02-07 11:38 | sagan

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @ Kagan
    > w Katyniu zgineli glownie policjanci, straznicy wiezienni i graniczni, czyli osoby, ktore mialy na swym sumieniu wiele zbrodni,

    Gdyby głupota potrafiła latać,śmigałbyś jak F-16.
  • 2013-02-08 03:19 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @sagan - znow nic wiecej nie potrafisz poza wyzywaniem mnie od glupkow? Lepiej sprawdzs, kim byli ci wiezniowie z Katynia, zanim zaczniesz wylewac na mnie pomyje!
  • 2013-02-08 03:22 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    A czemu glupota nie miala by smigac jak Dreamliner? Tez piekny, bo amerykanski!
  • 2013-02-08 03:24 | nagak

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    Schylam glowe, Saganie, przed twa skromnoscia. Pozwol, ze od dzis bede Cie tytulowal nie tylko Geniuszem, Opiekunem Madrosci i Podpora Cywilizacji, ale takze Mistrzem Niedomowien!
  • 2013-02-08 15:20 | sagan

    Re:głos rozsądku w sprawie Smoleńska

    @kagan

    @sagan - znow nic wiecej nie potrafisz poza wyzywaniem mnie od glupkow?

    Ależ to nie ja cię wyzywam, tylko ty sam pisząc bzdury, takim się czynisz.

    >Lepiej sprawdzs, kim byli ci wiezniowie z Katynia, zanim zaczniesz wylewac na mnie pomyje!

    Oczywiście,że sprawdziłem i to dawno temu. Był to kwiat polskiej inteligencji, celowo wymordowany przez sowieckiego okupanta, bo to bardzo skuteczna metoda na pozbawienie narodu głowy. To czego nie wymordował Stalin, dokończyń Hitler. Skutki tej czystki wśród polskiej inteligencji sa odczuwalne do dziś.
    Ja wiem, że na twoim uniwersytecie marksistowskiego lenistwa uczono cię inaczej, i że za stary jesteś już na zmiany mentalności, ale to uważasz, ma akurat bardzo małe znaczenie.