Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Miłość w XXI wieku

(5)
Miłość nowoczesna stała się podstawą rozwoju gigantycznego przemysłu, a samo uczucie przekształciło się w grę kapitału erotycznego.
  • 2013-02-27 11:57 | vps

    Re:Miłość w XXI wieku

    Osobiście uważam, że podstawy rozumowania są tutaj błędne. Związek to nie miłość. Miłość jest kwestią indywidualną i nie ma przepisu, każdy ma inne pytania i każdy inaczej sobie udziela na nie odpowiedzi. Poprawniej byłoby mówić o związkach, bo to w jakie się wiążemy jest już powiązane z kulturą. Co więcej, problemem nie są same związki bo niby co mnie obchodzi czy sobie tylko biorą czy dają, też sprawa indywidualna. Problemem jest rodzina! Możemy latać na księżyc, rozszczepiać atom i nawet kochać się jak Romeo i Julia ale bez rodziny czyli "konsumpcji" tego związku to wszystko na nic bo Rodzina jest podstawą przetrwania gatunku.

    Pojawia mi się analogiczna sytuacja (moja subiektywna ocena, antropologiem nie jestem) do tej przed przyjściem Chrystusa, czyli u początków naszej ery. Wtedy Rzym niósł postęp i cywilizację (analogia do neoliberalizmu) ale rozbijał spokój i stabilizacje kultur plemiennych. Ludzie posiadający swoje własny nawyki, tradycję i własne podejście do kwestii miłości/związku/rodziny spotykali się z zupełnie nową siłą która często przemocą burzyła ich system wartości. Pojawiała się niepewność, brak stabilizacji i to rozdarcie pomiędzy starym czyli tradycją a nowym czyli "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" (swoją drogą myślę, że imperializm i pragmatyzm Rzymu stworzył Judeo-chrześcijaństwo, które potem ten Rzym obaliło, ale to też subiektywna ocena).
    Myślę, że neoliberalizm skończy tak samo jak Rzym i stworzy sobie pewną "antytezę" która może znowu objawić się "wiekami ciemnymi". Wracając do rodziny, to współczesne podejście jest zbyt skrajnie nastawione na jednostkę. z psychologicznego punktu widzenia człowiek nie chce być sam. Jest nie tyle zwierzęciem społeczny, bo w grupie też się męczy ale zwierzęciem rodzinnym. Ukierunkowanie ekonomi i systemu na szczęście jednostki zawsze będzie kończyć się błędnym kołem i fiaskiem bo jednostka jest spełniona i szczęśliwa jak nie jest samotna i ma bliskich i tutaj nawet sama przyjaźń nie wystarcza, gdyż jest za bardzo intelektualna, tutaj potrzebne jest zaspokojenie instynktów a nie tylko potrzeb intelektu.
    Myślę, że powinniśmy w hierarchii neoliberalnej jako priorytet ustawiać szczęście rodziny a nie jednostki (ale nie rodziny jako klasy, rodu ale matki, ojca oraz dziecka). Cała ekonomia i system społeczny powinien być budowany właśnie z myślą o dobrobycie Rodziny a nie jednostek. Unikniemy wtedy rozwarstwienia i podtrzymamy klasę średnią, no i robimy sobie dobrze w kontekście gatunku. Jednostki sobie zawsze poradzą, dlatego są jednostkami i systemów organizacyjnych nie potrzebują.
  • 2013-02-27 17:43 | mg

    Re:Miłość w XXI wieku

    w XIX wieku dobierano się na podstawie charakterów? A nie czasem pochodzenia i majątku? A teraz ludzie biorą ze sobą ślub, bo są wystarczająco dla siebie seksowni? Żyję chyba w innym świecie niż ta pani.
  • 2013-02-28 15:18 | panszir

    Re:Miłość w XXI wieku

    Panie VPS, spodobało mi się to pańskie "Ukierunkowanie ekonomi i systemu na szczęście jednostki zawsze będzie kończyć się błędnym kołem i fiaskiem bo jednostka jest spełniona i szczęśliwa jak nie jest samotna i ma bliskich". Ładnie powiedziane.

    Jeśli chodzi o artykuł to niestety, ale tak właśnie dzisiaj uprawia się nauki społeczne. Najpierw wymyśla się tezę, a potem poszukuje dla niej uzasadnienia. To do niczego nie prowadzi. Albo inaczej, prowadzi do tego co nam tutaj zaserwowano. Rzuca się w oczy brak logiki w przedstawionym wywodzie. Jeśli rzeczywiście mężczyźni rządzą na "rynku" relacji damsko-męskich, a ich (naszym!) podstawowym problemem jest strach przed ryzykiem, jakie niesie za sobą zaangażowanie się (co ma skutkować postawą Piotrusia-Pana) to jaki sens ma by kobiety rywalizowały między sobą o mężczyzn na "kapitał erotyczny"? Raczej powinny pokazywać, że lepiej od innych zapewnią mężczyznom to czego im brakuje - czyli że związek z nimi nie będzie żadnym ryzykiem. Eksponowanie seksualność to chyba najgorsza z możliwych strategii w takim przypadku, nieprawdaż?
  • 2013-02-28 19:30 | vps

    Re:Miłość w XXI wieku

    @
    Moim zdaniem jednoznaczna odpowiedź na takie pytania będzie możliwa jak sami będziemy jednoznaczni. Na chwilę obecną inaczej zachowują się ludzie biedni i mniej pewnie siebie, inaczej ludzie którym się wiedzie. I tak, kobiety z "dobrych domów" nawet jak mają w głowie mega-wyuzdanie to i tak tego nie okażą więc tutaj uogólniając i jeszcze zaokrąglając wszystko do miłości z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie.
    Wydaję mi się, że artykuł miał na celu zwrócić uwagę na komercjalizacje uczuć co Pan Bendyk już parę razy starał się powiedzieć. Fakt istnieje takie zjawisko ale wynika ono z komercjalizacji całej kultury i chyba też z przesadnego nastawienia na szczęście jednostki.
    Ja ze swojej perspektywy widzę masę "odwróconych wartości". Równouprawnienie jest ważne ale "kobiety w spodniach" a "faceci w spódnicach"? To tak jak mówienie, że woda i ogień są tak samo istotne więc są takie same.
    Druga sprawa, od początków cywilizacji kobieta jest druga. Dla mnie to jest pomylona odwrotność (jestem mężczyzną) i wiem, że trudno sobie to wyobrazić (bo One są strasznie niedobre) ale docelowo, kobieta powinna być pierwsza, jeśli chcemy być czymś więcej niż tylko ssakami. To faceci powinni służyć kobietom a nie kobiety facetom co nie jest równoznaczne, że to facet zmywa i gotuje a kobieta idzie do pracy bo nie o role i prace chodzi ale o podejście i szacunek. Jest to jednak szeroki temat, długo by można pisać.
  • 2013-03-21 14:31 | szalonyskrzydlowy

    Re:Miłość w XXI wieku

    "Przewagę tę dodatkowo wzmacnia psychologiczna przemiana męskiego charakteru w dobie indywidualizacji, której cechą jest commitment phobia, czyli niechęci do podejmowania zobowiązań. Przemiana całkowicie zrozumiała w świecie, w którym człowiek otoczony jest wielorakim ryzykiem: utraty pracy, zdrowia, katastrof technicznych i naturalnych, a z ryzykiem tym musi radzić sobie indywidualnie."

    - fundamentalna kwestia: dzisiejszy świat wcale nie jest pełen ryzyk. Wręcz przeciwnie, jeszcze nigdy ludzkość (przynajmniej na zachodniej półkuli) nie żyła w takim bezpiecznym i dostatnim świecie. Systemy zabepieczenia społecznego chronią w przypadku utraty pracy (nikt wówczas nie głoduje, jak jeszcze miało to miejsce przed wojną), dużo wyższy jest poziom zdrowia, zdecydowanie mniej osób niż kiedykowliek ginie w wypadkach i katastrofach.
    To co opisał autor należy znać za zwyczajne "wygodnictwo" mężczyzn (sam się do tego przyznaję...) w sytuacji gdy możliwe jest takie "lawirowanie"