Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

(13)
Kiedy pada złowieszcze słowo bezrobocie i alarmujące 14,4 proc., na myśl przychodzą skazańcy, którzy pogrążają się w biedzie i marazmie. Mało kto troszczy się o 85,6 proc. ocaleńców, których czeka podwójna dawka roboty i stresu.
  • 2013-03-12 21:00 | Bit

    Bardzo mądry artykuł

    słodko-gorzki
  • 2013-03-13 08:42 | aniga

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Chciałabym tylko dodać, że wózek ciągnięty przez robotny zawiera też zatrudnionych nierobów - ludzi spędzających pół roku na lewym L4 (tak, są tacy), przekonanych (niesłusznie) o własnym geniuszu, oraz przychodzących do pracy po to, żeby wypić kawę.
  • 2013-03-14 00:31 | mbr

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    O tych ocaleńców wcale nie trzeba się jakoś szczególnie "troszczyć", cokolwiek to by miało w polskim wykonaniu oznaczać. Na początek wystarczyłoby przywrócić elementarne zasady działania całego mechanizmu zatrudniania ludzi. Niech sobie nawet będą w wersji dzikiego kapitalizmu, ale niech będą. Trudno, ryzyko zwolnienia musi się wiązać z pracą najemną i każda firma ma na to sprawdzone sposoby. Ale już przenoszenie na pracowników ryzyka prowadzenia (nie ich przecież) biznesu poprzez darmowe kredytowanie się z ich pieniędzy to już stanowcze przegięcie. Nie płacisz w porę, płacisz odsetki, takie, żeby się to nie opłacało. Albo padasz. I to nie padasz w sensie takim, że w ostatniej chwili wybiegasz z walącego się budynku z okrągłym milionikiem czy dwoma premii, lecz budynek wali się na ciebie albo w ostateczności wybiegasz goły i wesoły. Inaczej to nie jest firma, lecz fikcja, fikcja zdrowej gospodarki.
    Umowy śmieciowe. Rząd sam otworzył tę furtkę i narzeka teraz, że system emerytalny się wali. Na miłość boską, ludzie, ktoś musi do tego systemu coś wpłacać. Ktoś zarabiający minimalną stawkę i to de facto na lewo ma utrzymywać ten system? Spokojnie, firmy nie padną ani się nie wyniosą, jak tradycyjnie grożą, tylko trzeba furtkę zatrzasnąć wszystkim, jednym, krótkim i prostym przepisem, bo jeśli skarbówka albo ministerstwo zatrudnia w ten sposób ludzi, to chyba coś jest mocno nie w porządku. Firmy będą płakać tak czy tak, proszę sobie przypomnieć dyskusję o dodatkowym jednym dniu wolnym od pracy rocznie. Właściciele niewolnikow (zrzeszeni w konfederacje, których nazwy są dobrze znane) podnieśli taki kwik, jakby co najmniej nacjonalizowano im te firmy, co więcej, padły tam bardzo znaczne kwoty strat. Dziwne tylko, że analogiczne kwoty zysków, pomnożone przez obecnie dni robocze nie chcą się nigdzie pokazać. Może to jest jakaś sugestia dla skarbówki?
    Płaca minimalna. Swego czasu góró (pisownia zamierzona) polskiej transformacji p. Balcerowicz żarliwie przekonywał (i to chyba na łamach "Polityki", państwo sobie znajdą w archiwum), że należy bezwzględnie pozwolić ludziom legalnie pracować za 200-300zł miesięcznie, bo to rozwinie gospodarkę. O tak, przybijmy nad Polską szyld "wszystkie najbardziej badziewne biznesy świata dozwolone" i na pewno wyrwiemy się z biedy w sekundę. O przeciwnej drodze nikt w zasadzie nie wspomina, gdyż jest to, jak wiemy, czystej wody lewactwo. Tymczasem byłby to jasno postawiony realny koszt wynajęcia sobie pracownika, bezrobocia by to nie zwiększyło, ale ilość pieniędzy pozostawianych w kraju przez zagraniczne firmy już tak. Owszem, nie opłacałoby się wtedy pewnie zatrudnianie ludzi do ręcznego rozładowywania palet z TIR-ów, jak chwalił się pewien mazurski biznesmen ("nie opłaca się kupować widłaka"), ale czy takie podejście nas do czegoś zbliża oprócz zakonserwowania biedy? Bo niestety nie ma żadnych gwarancji, że to podejście zmniejszy bezrobocie. Jeśli legalnie będzie można uprawiać niewolnictwo (nie nazywajmy tego pracą, proszę, przynajmniej do czasu, gdy ktoś udowodni, że można w Polsce żyć za darmo) to niewolnicy się zawsze znajdą, choćby ze wschodu. Można też "zmniejszać firmom obciążenia". Był już taki eksperyment z CIT-em. Firmy wszystko przeżarły. Jakieś wnioski? Bo słyszę takie, żeby ciągle jakimś coś dokładać. Ale dokładać wprost ludziom nie wolno, bo trzeba dawać wędkę, nie rybę, przy czym nie ma znaczenia, że ta wędka kosztuje pięc razy więcej niż wszystkie ryby, które kiedyś tam złowi (albo i nie złowi).
    BHP. Myślicie, że to marginalna sprawa? Indesit w Łodzi, trup, bo zabezpieczenia zdjęte, żona trupa sama zrobiła własne śledztwo. Anegdotyczne już kasjerki z Biedronki. Wymienniki klimy szefostwa umieszczone w hali dla pracowników, żeby deszcz na nie nie padał (!), dzięki czemu w lato temperatura +40. Na tej samej hali beczki z całą tablicą Mendelejewa, znajomy chemik tylko się za głowę złapał. Znam setki takich przykładów - co to ma być? To już zwykły wyzysk nie wystarczy, trzeba ludziom jeszcze zabrać zdrowie? Mają się grzecznie złoźyć do grobu przed 67-ką, rozumiem. Swoją drogą żałosne są te wszystkie obrazki tych babć i dziadków jako starszych konsultantów, przy komputerach, pod dachem a w rzeczywistości ci dziadkowie będą np. pomykać po mieście jako kierowcy ZTM, w tym tygodniu jeden już padł za kierownicą, dobrze, że akurat łamał zakręt, więc tylko na wysepkę wjechał, w zeszłym tygodniu głośno było o pasażerkach ratujących autobus w ruchu. Tak to będzie właśnie wyglądało w praktyce.
    O związkach zawodowych nie jestem się w stanie kulturalnie wypowiedzieć. Ostatnio słuchałem jednego mądrego, kolejarza akurat, w sprawie katastrofy pod Szczekocinami. Nieważne, że co najmniej dwie osoby wykazały się w przestępczym stopniu niekompetencją i olewactwem swojej pracy oraz nieznajomością działania urządzeń, które obsługiwały. Ważne, że nie słucha się postulatów związków! A teraz posłuchamy bajki o związkach zawodowych w średnich firmach prywatnych. Dziękuję za uwagę.
    I tak dalej, z krótkiego przeglądu tylko kilku prostych spraw, z wyłączeniem przykładów jawnego złodziejstwa publicznych pieniędzy (czyli tych, co nam ich podobno brakuje i które wytwarza najbardziej obciążona i zestresowana część tych 85% ocaleńców) poprzez wypłacanie sobie premii za jakieś wirtualne zadania przez różnych "wicedyrektorów departamentów".
    Niech ten rząd naprawi _cokolwiek_ w kwestiach najbardziej elementarnych. A potem niech się "troszczy".
  • 2013-03-15 11:55 | camel

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Generalnie piszesz rozsądnie i składnie, co rzadkie, ale...

    > Swoją drogą żałosne są te wszystkie obrazki tych babć i dziadków jako starszych konsultantów, przy komputerach, pod dachem a w rzeczywistości ci dziadkowie będą np. pomykać po mieście jako kierowcy ZTM, w tym tygodniu jeden już padł za kierownicą,

    Czyli spodziewaj się, że państwo zacznie potrzebować 90% twojego dochodu zamiast 80% obecnie, bo tych wszystkich dziadków i babcie trzeba wykramić. Jesteś gotów na takie poświęcenie?

    Dlaczego zawsze musimy popadać w tę głupią demagogię? Starsi ludzie nie są wrakami, są tylko starsi. Nadal mogą pracować, co prawda nie jako baletnice i spawacze wysokościowi, ale mogą. "Argumenty" , że jeśli nie damy młodemu policjantowi emerytury, to jak sobie wyobrażamy staruszka goniącego złodziei są takie ...religijne w swej głupocie. Policja teraz też nie goni złodziei, to po pierwsze. Policja umarza sprawy. Po drugie starszy policjant może siedzieć i wypełniać te umorzenia. W tym czasie młodsi będą z narażeniem życia kryć się po krzakach z radarami, Służąc Ojczyźnie, prawda?

    > Niech ten rząd naprawi _cokolwiek_ w kwestiach najbardziej elementarnych. A potem niech się "troszczy".

    Ten rząd nie może niczego poprawić czy zmienić, bo ten rząd nie rządzi. Nie ma wpływu na sprawy kraju. Nieistniejący boże katolików! Czy nikt tego nie pojmuje? Kraj jest niesterowalny. Kawałkami rządzą kliki powiązane interesami a całość jest wypadkową tych wszystkich geszefcików. Polska jest ustrojowo bardziej podobna Somalii niż czemukolwiek innemu.
  • 2013-03-15 22:15 | mbr

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Jeśli chodzi o starszych pracowników miałem ma myśli dokładnie to co Ty,z jednym dodatkiem: jest to kolejny nierozwiązywalny problem a my jesteśmy mamieni perspektywą jego rozwiązania poprzez jakieś przesunięcia kadrowe na nieistniejące "spokojniejsze" miejsca, z definicji wyżej w hierarchii. A tak naprawdę takie miejsca będą tylko niżej w hierarchii - i to dużo niżej a więc realną perspektywą (przy obecnej strukturze zatrudnienia oraz wysokości płac) jest spadnięcie zarobkowo w biedę (a jak z biedy, to gdzie? w biedę do kwadratu?) albo zwyczajne padnięcie na stanowisku pracy (no właśnie, spawacz wysokościowy i baletnica nie mają się gdzie przenieść, spawacz może ewentualnie spawać nisko, jeśli nisko będzie potrzebny albo heftać jakieś bramy jak setki innych amatorów). Oznacza to, że mamy jeszcze jeden zaciemniany obecnie problem, stąd konieczne poprawianie małych patologii w innych obszarach jest jeszcze pilniejsze. Policja (szczególnie wspomniana policja drogowa) nie jest tu dobrym przykładem, bo to nie jest realnie wypracowywany zysk. Zabieranie innym pieniędzy środkami sfinansowanymi z innych zabranych pieniędzy i opłacane jeszcze innymi zabranymi pieniędzmi to jeszcze nie wypracowywanie zysku. Takim sam "zysk" dałby jakiś podatek od czegoś ale nie byłby potrzebny towarzyszący temu cyrk. Tyle, że podatek byłby czytelny: "nie możemy nic zrobić, grabimy na ślepo" a mandaty można usprawiedliwiać bezpieczeństwem.
    Co do konkluzji - w dużych sprawach rząd faktycznie nic nie może (a też i nie chce), ale do tego, żeby sobie przyznać premie jednak jest zdolny a więc coś tam głosować może. I gdyby przy okazji całego tego złodziejstwa i amatorszczyzny miesięcznie głosowano choćby jedną małą popraweczkę łatającą jakąś małą dziurę lub łagodzącą jakąś krzyczącą niesprawiedliwość to w porównaniu do obecnego stanu zasuwalibyśmy do przodu, że hej. Bo każda załatana dziurka prowadziłaby do trudności w eksploatacji kolejnej dziurki, przez co ta kolejna dziurka cieszyłaby się mniejszym zainteresowaniem jakichś Mirów czy Zdzichów czy kto tam kradnie aktualnie i mogłaby być również załatana jako "nieważna". To jest jak najbardziej realne. Tyle że właśnie "nieważność" problemu w oczach bufonów z Wiejskiej powoduje, że nie ma na jego rozwiązanie żadnego ciśnienia. No i łatanie dziur jest robotą dla ludzi rozumnych a w rzeczonym miejscu ich niewielu (są w kancelariach prawnych, które - odwrotnie - z tych problemów żyją). Pobudka będzie przed wyborami, identyczna w sumie do studenckiej pobudki przed sesją i wtedy będzie gorączkowe poszukiwanie "tematów". Niewykluczone, że padnie nawet wtedy coś, co tu piszemy, ale oczywiście umrze jak tylko kolejny raz się "uda".
  • 2013-03-26 15:54 | Druid

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Wg treści artykułu,pracującymi są ludzie zatrudnieni na etatach w korpracjach, bankach i redakcjach. Tymczasem najwięcej osób łopatą zasuwa albo nitki przetyka. Sprzątaczki w urzędzie bez matury nie zatrudnią, a referent to już "wyszsze ma", że chocho (tyż nieprzypodkawe jezd). Korpoludki moje. Wiedzcie, że oferta pracy za kwotę mniejszą niż 2 tysiące złotych jest upokarzającą. Jeśli ktoś już koniecznie mus ma mieszkać w Wajsiaffce czy innej mieścinie Łodzi, to już jego fakultety trzy do niczego się nie nadadzą gdy niczego nie potrafi. Potrafienie uczenia się na kolejnych zbędnych studiach daje zapewne wzrost samozadowolenia osobnika płci obojga, ale na rynku pracy liczą się : prawdziwe umiejętności i prawdziwa wiedza. Frustrację przeżywa ten co "ma fakultety trzy i cztery języki obce" ale nie nadaje się do pracy. Po jaką więc cholerę wysyła siedem tysięcy majli czy "siwi". Weź się, kup łopatę albo młotek i idź samodzielnie wykonaj usługę, na swój koszt i na swój zysk. A bezrobocie jest stanem złym. Tyle, że aspiracje, aspiracje, aspiracje sięgają niebios lecz przydatnośc na bruku leży.
  • 2013-03-27 00:02 | Piotrek

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Oczywiście wszyscy są podminowani sytuacją ekonomiczną w kraju.
    Zauważyłem jednak, że motyw bezrobocia i zwolnień dziennikarze w mediach podchwycili bardziej niż inne tematy - opisy są plastyczne, a analizy dogłębne.
    Czyżby było to związane tylko z dziennikarską dociekliwością, a może świat dziennikarski sam stając na krawędzi "rzezi" w redakcjach, łykając pigułki antydepresyjne lekko "podrasowuje" rzeczywistość?
  • 2013-03-27 04:46 | camel

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    > Tyle, że aspiracje, aspiracje, aspiracje sięgają niebios lecz przydatnośc na bruku leży.

    Ta "przydatność" zależy od stopnia rozwoju cywlizacyjnego kraju. W Polsce jest on niewysoki i się ...cofa! Tutaj nieprzydatni są różni kulturoznawcy, ci znający cztery języki, ci z fakultetami. Za chwilę nieprzydatny będzie i robol z łopatą, bo cóż z tego, że droga dziurawa, kiedy nie ma komu i z czego owemu robolowi zapłacić? Nikt robola nie wynajmuje... ergo nieprzydatny. Jaką usługę można wykonać młotkiem dla ludzi, z których coraz większa część polega na zasiłkach budżetowych? Powoli i ta droga kariery się zamyka.

    Czy te cztery języki to są "nieprawdziwe umiejętności"? Nieprawdziwe to one są tam, gdzie nikt ich nie potrzebuje, bo społeczność nie utrzymuje stosunków z krajami posługującymi się tymi językami. Społeczność utrzymuje stosunki z paniami z MOPSu. Ten proces sam się napędza, zauważ. Teraz ten z językami, za chwilę i ten z łopatą będzie nieprzydatny. Upadająca cywilizacja tak ma, że umiejętności są zapominane, fachowcy stają się bezużyteczni. Najpierw ci od wysublimowanych sztuk - po co komu specjalista od układania bukietów, kiedy wszystkie kwiaty dawno wykopano i posadzono na ich miejsce kartofle, bo żreć trzeba a plony niskie, bo traktory od lat nie mają paliwa?

    Ludzie generalnie potrzebują wypić i czymś zagryźć, cała reszta nie jest do życia niezbędna. Aha, uchowa się jeszcze specjalista od robienia fifnych długopisów dla krula bula. I to wszystko.
  • 2013-03-27 09:33 | Druid

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Narzędzia: młotek i łopata- podałem jako synonim umiejętności podstawowych. Pracownicy służb socjalnych pracują: w odrestaurowanych budynkach, przy nowych biurkach, na nowym sprzęcie komputerowym w pomieszczeniach o temperaturze plus 24 stopnie Celsjusza. Pazurki długie i błyszczące, panie i panowie dobrze ubrani, wynagrodzenia, szkolenia, 13 i 14 pensja. I przyjmują osoby, które nie mają pieniędzy na podstawowe, dosłownie podstawowe, środki do życia. To codzienność widziana moimi oczami " w plenerze", w telewizornii, w prasie. Oczywiście, że część z tych ludzi "zasłużyła" sobie solennie na swoją sytuację. Ale zważ, że w okresie II Rzeczpospolitej tworzono Okręgi Przemysłowe, po II wojnie światowej organizowano PGR-y i ośrodki przemysłowe niekoniecznie dlatego żeby odebrać kułakowi. Obecnie ci " z dwoma fakultetami i trzema językami" na świat spoglądają oczami uzbrojonymi w okularki dra googla, czy na przykład Gucciego, z 27 piętra klimatyzowanego Golden czegoś tam. Widzą taki świat jaki nie istnieje. Świat biedy, zacofania, braku perspektyw. To nie świat polskich seriali ( a zauważ jaki stał się seriusz o wsi polskiej prawdziwej -tfu- Ranczo). Mam nadzieję tylko na to, że ci z tych najniższych dołów w miarę szybko się zorganizują i przypomną tym na górze, że jak już potrafią mnożyć to i dzielić też się powinni nauczyć. A to czas wydaje mi się dość bliski.
  • 2013-03-27 13:29 | Fandorin

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Recepta na bezrobocie jest ogólnie znana. Jako, że idą bardzo chude lata to kolejne podwyżki podatków nakręcą to błędne koło jeszcze bardziej. Rozumiem, że nasi politycy liczą, że UE jakoś upora się z kryzysem przy okazji wyciągając z tego szamba Polskę. Później w mediach przypisze się ten sukces danej koalicji rządzącej.
  • 2013-03-27 14:07 | zyta2003

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Niezaleznie od tresci artykulu, tytul jest zadziwiajaco przewrotny.. Slabo znam realia w Polsce, ale jednak kilka przypadkow z kraju przerabiam i przerabialam na biezaco. Nie znam szczesliwych na bezrobociu, chociaz znam nieszczesliwych w swojej pracy. Nie zawsze uwazam, ze maja racje.
    Nieszczesne pracownice Biedronki, ( czy innych supermarketow,) ktore i tutaj juz zostaly wywolane zapraszam na wycieczke, chociazby filmowa do amerykanskich marketow. Chociazby do mojej ulubionej sieci Trade Joe's. Kasjerami sa tam zarowno mlodzi mezczyzni (ich nawet wiecej) jak i kobiety, a takze ludzie starsi. Tempo skanowania przyprawia o zawrot glowy. Dodatkowo kasjer zawsze jest usmiechniety, przywita, pomoze. Pracuje (jak wszedzie w Ameryce "na kasie") na stojaco i bardzo porzadnie pakuje sam w podwojne papierowe torby lub plastikowe i wszystko uklada klientowi w wozku. Co chwila jest wymiana jakis uprzejmosci z klientem i usmiech, niekoniecznie falszywy. Klienci przychodza coraz czesciej ze swoimi torbami i usiluja pomoc pakowac, co wcale znow tak nie cieszy pracownikow, bo ludzie zle sobie pakuja, powoli i tylko z tego klopot. Pracownicy zmieniaja sie, w ciagu jednej zmiany, oprocz kasy pracuja przy ukladaniu towaru itp.
    W lecie w polskiej Biedronce podeszlam do samooblugowej kasy, nie moglam zakonczyc transakcji, bo nie zorientowalam sie, ze mam zaplacic jeszcze za plastikowa torebuszke. Z trudem znalazlam, osobe, ktora pouczyla mnie takim tonem, ze wolalabym sie zapasc pod ziemie niz jeszcze raz o cokolwiek zapytac. Ona jest skrzywdzona, wiec nie moze byc mila.
    Nie wiem dokladnie, ile zarabiaja pracownicy w amer. supermarketach, nie watpie jednak, ze sa to na sile nabywcza niewiele wieksze pieniadze niz w Polsce.
  • 2013-03-27 15:35 | kaesjot

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Wnisokowanie na podstawie podanych 14,4% bezrobotnych, że 85,6% ludzi pracuje jest totalną bzdurą !
    O wiele wiecej mówi wskaźnik aktywnosci zawodowej czyli jaki procent ludzi w wieku produkcyjnym pracuje a ten u nas wynosi ok. 55%. Do tego nalezałoby pokazać strukturę zatrudnienia - ilu pracuje w sektorze wytwórczym, usługach bytowych , administacji itp. - czyli, krótko pisząc, ile jest wśród pracujacych pszczółeki i mrówek a ile trutni i świerszczykow.
  • 2013-03-29 19:46 | Maciej

    Re:Pracujący czy bezrobotni, kto jest bardziej szczęśliwy?

    Naprawde wam wspolczuje, biedny narod sam sie zabija przy wydatnej pomocy zachodnich koncernow i glupich polskich politykow. Zebyscie chociaz wiedzieli jak innaczej to wyglada np. u mnie w UK. dzieki wlasnej odwadze zmienilem swoje zycie 8 lat temu wyjezdzajac z Polski, czego i wam zycze, zreszta teraz to juz nie ma tu do czego przyjzdzac, czas wyjazdow dla nowych sie juz raczej skonczyl. Tym bardziej mi was szkoda i nie jestem tu sarkastyczny. Polska to neoafryka XIX wieku