Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

O Annie, która zbyt mocno szukała rodziny

(1)
Na początku kwietnia rusza kolejny proces Anny Lis, oskarżonej o nękanie swojego byłego chłopaka i jego rodziny. Za bardzo chciała się do niej przylepić.
  • 2013-03-25 23:40 | m.

    Osiem miesięcy z Anną

    Znalam kogos podobnego, co prawda nie byla nastolatka i miala wyzsze wyksztalcenie (psycholog...), bez rodziny, poza bratem, który mieszkal w innym miescie. Jak poznala kogos nowego prosila o numer telefonu i jeszcze tego samego dnia dzwonila , zeby sie umówic pod byle jakim pretekstem: obejrzec ogródek, pozyczyc ksiazke etc. Potem telefony byly codziennie, wpraszanie sie na obiad, kolacje, wizyty o kazdej mozliwej godzinie. Nas nigdy nie zaprosila nawet na herbate. W dodatku uwazala, ze uwaga bliznich jej sie nalezy i reagowala agresja jesli bylo inaczej. Napadla na mojego wspólokatora, bo po 7 (!) godzinach wysluchiwania jej zwierzen, wyszedl na 10 minut zapalic papierosa. Ja sie jej pozbylam z grona znajomych jak tylko zauwazylam, ze cos nie gra, ale i tak nieraz przychodzila, dzwonila przez domofon i jak nie otwieralam, czaila sie za rogiem czekajac az w koncu wyjde... Inny znajomy nie chcial jej kiedys otworzyc drzwi o 3 w nocy, wiec stala pod jego balkonem, darla sie i rzucala kamieniami. Obserwowala dom chlopaka, ktory jej sie podobal siedzac godzinami na górce po drugiej stronie ulicy. Tez probowala sie wprowadzic, albo chociaz przenocowac (bo u siebie zobaczyla karalucha, jej sasiad jest psychopata etc etc), ale na szczescie bylismy na tyle stanowczy, ze w koncu sama sie odczepila. Inni dotad chowaja sie przed nia po krzakach. Co najgorsze, ona uwazala, ze jest fantastyczna, sympatyczna, zabawna i niesamowicie atrakcyjna (absolutnie nie!), to inni sa swirami, psychopatami, spiskuja przeciwko niej z czystej zazdrosci etc etc. Pomocy psychiatry nie szukala, bo po co, nic jej przeciez nie dolega! Zreszta, moze to nie choroba, tylko taki koszmarny charakter, nie wiem.
    Wspólczuje rodzinie Mariusza, bo wiem, ze ktos taki potrafi skutecznie zatruc zycie...