Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Winny kto inny

(2)
2013-06-30 10:40 | geothing
Dosyć spora, rzucająca się w oczy, część cyferek przytoczonych przez prof. Czapińskiego mieści się w granicach błędu statystycznego. Wydaje się, że ciężko mówić o tendencjach społecznych w oparciu o zmianę rzędu jednego punktu procentowego. Najbardziej niepokoi mnie jednak pomysł wprowadzenia "całodziennej bezpłatnej szkoły z wyżywieniem, gdzie dzieci odrabiają lekcje, skąd odbiera się je po pracy, aby rodzina była już tylko przyjemnością". Model ten, wg. profesora, funkcjonuje w bardzo wielu społeczeństwach zachodnich. To zupełnie tak jak reklamy płatków śniadaniowych pokazujących plastyczane uśmiechy plastyczanych rodziców i ich plastyczanego potomstwa.

Z artykułu red. Żakowskiego dowiadujemy się, że ludzie nie chcą mieć dzieci, ponieważ dzieci to wyrzeczenia. Skoro tak, to państwo winno wziąć na swoje barki część tego ciężaru. Jak dużą część? Z rozmowy wynika, że coraz większą. Jeżeli tak, to po co w ogóle instytucja rodziców? Żeby państwo (nauczyciele, świetliczanie) mogli się czasem wyspać? Brak mi refleksji panów na temat scenariuszy jakie to odciążanie rodziców mogłoby przynieść. Artykuł niestety pozbawiony jest refleksji nt. tego czym jest rodzina, potomstwo, relacje między rodzicami i ich dziećmi i tego jaki wpływ te relacje mogą mieć na kształt społeczeństwa. Ani autor, ani jego rozmówca nie przypisują im żadnych wartości - a być może te wartości powinny stanowić punkt wyjścia do jakiejś znaczącej rozmowy. Z tymże rozmowa dot. wartościowania jest bardzo niebezpieczna, bo różni ludzie różne wartości wyznają. Kiedy mówimy o wartościach otwieramy się na atak. Mogą nas wówczas nazwać konserwą, liberałem, relatywistą, nihilistą, mohrem a nawet samym szatanem. Mimo to, panie redaktorze, poglądy mieć jest fajnie.

W artykule mowa jedynie o wpływie jaki społeczeństwo ma na wybory potencjalnych rodziców. W społeczeństwie drzemie wielka siła, która ukierunkowana jest w całości na tzw. '(wy)godne życie'. Ludzie prowadzący (wy)godne życie nie chcą mieć dzieci, bo kiedy są dzieci to (wy)goda zamienia się w wy-rzeczenie. Bez względu na to, co państwo zrobi, posiadanie dzieci zawsze będzie wyrzeczeniem. W kulturze, społeczeństwie w którym odbieramy dzieci ze szkoły wtedy kiedy nam (wy)godnie jest coś wielce niepokojącego. W takiej kulturze dzieci stają się przeszkodą w osiąganiu własnych celów. Zaczynamy się poruszać w świecie na wskorś tragicznym: brak dzieci jest przeszkodą w podtrzymywaniu rozwoju cywilizacyjnego, a kiedy te dzieci się pojawiają, okazuje się, że przeszkoda urosła jeszcze bardziej. Rozwój, cokowiek to słowo oznacza, może odbywać się zatem tylko kosztem jakości relacji międzyludzkich. Jeśli posłużyć się metaforą procentów, od której zaczyna się rozmowa red. Żakowskiego, wydaje mi się, że jeżeli państwo zdejmie z rodziców jakiś procent ciężaru wychowawczego, to nieuchronnie odejmie taki sam procent miłości z ich relacji z dziećmi.

Czy motywacją do podejmowania najważniejszych decyzji w naszym życiu ma być określony poziom 'przyjemności'? Jeżeli tak, to niebawem przestaniemy odczuwać jakąkolwiek przyjemność. Z błogosławieństwem państwa staniemy się coraz bardziej wydajnymi trybami w naszych miejscach pracy, nasze dzieci będą coraz bardziej wydajnymi maszynkami do przynoszenia dobrych ocen, PKB osiągnie euforyczne poziomy. Tylko skąd to będziemy wiedzieć jeżeli zredukujemy siebie do bezrefleksyjnych tworów (nie-stworzeń)? Optymista z pewnością szybko doszuka się w tej sytuacji pozytywów: nie będzie winnych, bo nie będzie innych. Jaka w tym wszystkim rola państwa? Lekarza, który gorliwie zalecza objawy, nie dostrzegając ich przyczyn?
  • 2013-07-01 09:46 | RysZiel

    Re:Winny kto inny

    Pamiętam jak w latach siedemdziesiątych wyrzucono mnie z pracy i nie wsadzono do więzienia. Cud:) Też chciałem zarobić bo już miałem troje dzieci a można było tylko dodatkową pracą, na którą zgody nie otrzymywałem. Otrzymywali je wielcy specjaliści a każdy z nich należał do PZPR czy ZMS-u. Gdy zwróciłem uwagę przełożonemu w trakcie naszej rozmowy o zgodę na dodatkową pracę tłumacząc iż mam troje dzieci na utrzymaniu odpowiedział: ja Panu dzieci nie narobiłem. No cóż. Od tego czasu już tam nie pracowałem:)
    W czym problem. Czasy ciężkie były, ale utrzymać rodzinę z dodatkowej pracy było można. Teraz ludzie pracują po 12 godzin dziennie i nie są wstanie utrzymać siebie. Czy nie więcej polek rodzi dzieci w UK niż w kraju? Dlaczego? Tam jest stabilizacja. U nas nie ma i żadne dyskusje w żadnych gronach dyskusyjnych tego nie zmienią beż różnicy na stopnie naukowe czy społeczne.