Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Szybki powrót do zdrowia – nie dla Polaków?

(2)
2013-08-02 09:32 | marta_narkopolacy
Co trzeci pacjent ośrodka uzależnień w Europie jest Polakiem. W UE leczenie zamknięte trwa około pół roku, w Polsce nawet 2 lata. Dwuletnia terapia w ośrodku zamkniętym kosztuje 40 tys. zł., w poradni - 1,5 tys. Dlaczego w Polsce z uzależnienia wychodzi się najdłużej? Dlaczego w ostatnich latach coraz mniej osób kończy terapię? Więcej można przeczytać tu: http://wyborcza.pl/narkopolacy/1,100609,14305618,Co_trzeci_leczony_w_osrodku_narkoman_w_Europie_jest.html
Czy to oznacza że Polacy są źle leczeni od uzależnień? Czy jest alternatywa od kosztownych i nieskutecznych terapii? Gdzie leży problem?
  • 2013-08-02 14:52 | camel

    Re:Szybki powrót do zdrowia – nie dla Polaków?

    Wiesz, nie wiem, ale być może moja historia będzie stanowiła pewien hint: leczyłem się tam na coś w Niemczech. Lekarz objaśniał mi moją chorobę szczegółowo, przyczyny, terapię, rokowania. W ulotce na temat mojej choroby miałem także mały rys historyczny z krótką wzmianką na temat nieskutecznych, zarzuconych już terapii. Wróciłem do Polski, musiałem kontynuować leczenie, więc udałem się tutaj do lekarza. Znaczy… najpierw myślałem, że trafiłem do weterynarza, który przecież nie rozmawia z leczoną krową. Okazało się, że to jednak był lekarz dla ludzi, jakiś typ małomównego literata czy co?! Teraz wiem, że to model standardowy. Jakież było moje zdziwienie i zaszokowanie, kiedy podpytany o terapię, zaczął opisywać tę z historycznej części ulotki! Uciekłem stamtąd czym prędzej!